Odcięcie emocjonalne od ludzi

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Odcięcie emocjonalne od ludzi

przez Khaine 13 mar 2016, 14:40
Witam, jestem tutaj nowy i zjawiłem się, bo zaczynam myśleć, że coś jest ze mną nie tak. Mam w tej chwili 24 lata, więc nie jest to jakiś nastoletni problem. Jako, że jestem silnie samoświadomy i od lat wnikliwie analizuję zachowanie swoje oraz ludzi, to myślę, że jestem w stanie stosunkowo kompletnie przedstawić problem.

Chodzi o to, że nie czuję przywiązania do ludzi. Nie czuję tęsknoty do nikogo (nawet rodziców), nie czuję potrzeby (emocjonalnej) aby z konkretnymi osobami rozmawiać, nie cieszę się na widok nikogo (3 miesiące poza domem, widzę rodziców i nie odczuwam zupełnie nic), nie mam potrzeby przebywać w niczyim towarzystwie w sensie takim, że dana osoba budzi we mnie jakieś pozytywne uczucia. Ludzie ogółem nie budzą we mnie uczuć pozytywnych. To jest jakby filtr nałożony na same pozytywne emocje, negatywne nadal są możliwe do osiągnięcia (może dlatego, że są bardziej prymitywne i podstawowe?), jednak jestem z natury bardzo spokojny, więc zdenerwowanie mnie nie jest proste. Łatwiej doprowadzić mnie do smutku. Czy to znaczy, że nie mam emocji? No cały żart polega na tym, że nie. Posiadam, ale emocje ze źródłem we mnie samym. Radość, zadowolenie, strach, gniew itd. Wstawcie tutaj cokolwiek, co nie pochodzi od innych ludzi. Jeśli się nad tym zastanowię, to w momencie, gdy ktoś mnie chwali nie czuję nic pozytywnego dlatego, że pochwała pochodzi od osoby, którą bardzo szanuję, tylko chodzi o samą pochwałę, że JA zrobiłem coś dobrze, albo, że JA jestem w czymś dobry. Na tym śmieszne rzeczy się nie kończą. Bo to nie jest też tak, że inni ludzie mnie nie obchodzą. Mam chyba całkiem niezły poziom wrodzonej empatii i inteligencji emocjonalnej. Patrząc na ludzi umiem "zwizualizować sobie" jak się czują. Umiem zobaczyć hologram ich emocji, umiem wyobrazić sobie także własne emocje bez problemu, także te, których nigdy fizycznie nie odczułem. Np. doskonale znam uczucie tęsknoty, którego nie pamiętam w odniesieniu do konkretnej sytuacji abym kiedyś faktycznie posiadał (zapewne miałem), skąd? No wiem po prostu jak wygląda. Wiem mniej więcej co powinienem czuć, gdy spotykam właśnie rodziców po jakimś czasie. Widzę to, ale przez szybę (tylko nie wylatujcie od razu z depersonalizacją, bo napisałem raz, że "widzę przez szybę", to metafora). Nie odczuwam tego osobiście, po prostu wiem jak to powinno wyglądać. To nie koniec. Czy jestem nieśmiały? Nie. Zamknięty w sobie? Nie. Niskie poczucie własnej wartości? Nie. Jestem po prostu emocjonalnie chłodny, stoicki. I są ludzie, których bardzo lubię i szanuję, ale nadal - świadomością, trzeźwą myślą. Tak jak "kocham" świadomością moich rodziców. Wiem, że to ogółem dobrzy ludzie, którzy zawsze o mnie dbali i chcieli dla mnie jak najlepiej, ale nadal - to nie jest emocja sensu stricte. Tutaj jeszcze mogę trochę napisać, odpowiadając np. na pytania.

Teraz może trochę teorii odnośnie tego w czym uważam, że może leżeć przyczyna. Po pierwsze jestem jedynakiem. Rodzice zawsze o mnie dbali i nigdy nie czułem, że brakuje mi czegokolwiek. Jednak nieco z perspektywy czasu zastanawiam się, czy to uczucie "braku braku" nie jest czasem nieco związane z tym, że nie zostałem nauczony odczuwać braku pewnych rzeczy, bo to może nie być wrodzone, bądź nie u każdego. Bo jednak generalnie rodzice byli w pewnym emocjonalnym dystansie do mnie patrząc z obecnej perspektywy, np. nie pamiętam aby się ze mną bawili czy spontanicznie okazywali mi uczucia. Pamiętam, że miałem świadomość, że mają te uczucia, bo widziałem jak o mnie dbają, natomiast nie szastali nimi na lewo i prawo. Dlatego nie mam zbytnio pewności, czy to jest przyczyna takiego stanu rzeczy, co najwyżej jedna ze składowych i nie powiedziałbym, że największa. Rodzice opowiadali mi, bo sam tego nie pamiętam, że w okresie przedszkola przeszedłem dosyć traumatyczne wydarzenie. Mianowicie urzędowały tam jakieś nazistowskie przedszkolanki, które zmuszały dzieciaki do różnych rzeczy i nie tolerowały sprzeciwu. W moim wypadku rozchodziło się bodaj o jedzenie. No po prostu ponoć sytuacja była taka, że miałem swój tryb odżywiania, który nie zgrywał się z trybem innych dzieci, które tryb ten miały narzucony. Jadłem po prostu w innych godzinach. Wmuszano więc to we mnie siłą pod groźbą kar. No i pewnego dnia pękłem, jak opowiedzieli rodzice - zamknąłem się w łazience i odmówiłem wyjścia do kogokolwiek innego niż rodzice. Rodzice przyszli, odebrali mnie, z przedszkola też mnie zabrali na dobre i nie wysłali już nigdy do żadnego innego, żeby nie ryzykować spotkania kolejnych gestapowców. I teraz wchodzimy już w obszar, który mgliście, ale jednak nieco pamiętam. I o którym też mówili mi niekiedy moi rodzice. Cokolwiek stało się wtedy w tym przedszkolu, nabawiłem się po tym POTĘŻNYCH zaburzeń stresowych. Z dużych liter piszę, bo to było naprawdę mocne. Jakie były objawy? Panikowałem ilekroć miał ktoś przyjść do nas (do domu). To była panika połączona z potężnym atakiem fizjologicznego stresu, bo to akurat niejako pamiętam. Fizjologiczny stres, czyli strach, adrenalina, wymioty itd. No jazda na całego. Nie miało żadnego znaczenia KTO przyjdzie. Czy ktoś kogo lubię, czy ktoś obcy. Gdy to stresowe uderzenie ustępowało (trwało chyba kilkanaście-kilkadziesiąt min), to potem było już normalnie. Nie wiem kiedy, ale wyrosłem z tego ostatecznie. Sprawa została zapomniana przeze mnie, przez rodziców jak widać nie. To nadal nie jest koniec. Nigdy nie czułem prawdziwego poczucia przynależności do jakiejkolwiek grupy. Zawsze czułem się "przyszyty", jak piąte koło u wozu. Jak ktoś, kto nie jest faktycznie częścią grupy, ale jest jedynie akceptowany/tolerowany. Miałem swoje paczki, ale jak przychodziło co do czego, to nie nie czułem, że komuś z tych ludzi faktycznie na mnie zależy i to było trafne, bo nawet myśląc o tym powtórnie nadal tak uważam. Po prostu de facto byłem inny niż oni, a ludzie za młodu mają wielkie trudności z akceptowaniem jakiejkolwiek odmienności innych i efekt był taki jaki był. Sprawa rozwiązała się dopiero w momencie pójścia na studia, ale wtedy było już chyba nieco za późno. Ludzie mnie akceptowali i lubili za to jaki byłem/jestem, bo jednak nie jestem jakimś smutasem czy osobą przygnębiającą, ponadto lubię pomagać innym. No ale wtedy już nie czułem przynależności także. Sam nie wiem, czy dlatego, że ja sam nie byłem w stanie, czy tutaj też pewien element fałszywości pojawiał się w moich oczach. Zakochałem się może ze dwa albo trzy razy w życiu, za każdym razem źle się to dla mnie skończyło, bo zostałem odrzucony jak odpad poprodukcyjny w trybie +/- natychmiastowym. Raz to i w sumie nawet zostałem wyśmiany za takie durne pomysły. Nie mam więc szczęśliwej historii znajomości właściwie od zawsze. I jeśli ktoś by mnie pytał, to w mojej opinii źródło problemu zaczęło się w przedszkolu i trwało aż do momentu studiów. Rodzice też byli być może jakąś składową, ale oni jeśli już, to jedynie nie pokazali mi jak pewne rzeczy okazywać niż naładowali mnie negatywnymi emocjami przez które przestałem niejako oczekiwać pozytywnych rzeczy od innych ludzi.

No i teraz pytanie właściwe. Dwa pytania. Po pierwsze - co to jest? Jest to dla mnie mało istotne tak naprawdę co to jest, bo nie zmieni ta informacja wiele w moim życiu.
Oraz pytanie numer dwa, znacznie bardziej istotne - jak się tego pozbyć i znowu się odblokować?
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
13 mar 2016, 13:18

Odcięcie emocjonalne od ludzi

Avatar użytkownika
przez Bluepb 13 mar 2016, 14:50
Avatar użytkownika
Offline
Posty
460
Dołączył(a)
06 gru 2015, 22:01

Odcięcie emocjonalne od ludzi

przez Khaine 13 mar 2016, 15:20
Czytałem już o osobowości schizoidalnej, ale nie spełniam kryteriów diagnostycznych:

brak lub znikome działania służące przyjemności - nieprawda, szukam przyjemności, nie za wszelką cenę, nie w sposób "yolo" (w sensie, mam dużą samokontrolę w tym aspekcie), ale nadal jednak pewne rzeczy są dla mnie przyjemne i do nich dążę.

chłód emocjonalny - no tak, to posiadam ALE tylko wobec innych ludzi. Dopóki nie dojdzie do momentu w którym określiłbym, że powinienem reagować uczuciowo na to co ktoś robi, nie ma absolutnie żadnego problemu z tym i jestem raczej wesołym człowiekiem

ograniczona zdolność wyrażania emocji wobec innych - no tak, jestem tutaj nieco kamienny, nie mam odruchowej reakcji gestykulacyjnej przykładowo - ale zacznijmy od tego, że sama emocja praktycznie nie istnieje, więc co tak naprawdę mam wyrazić?

niezainteresowanie pochwałami i krytyką - nieprawda, lubię być zarówno chwalony jak i krytykowany (tak!), bo krytyka pozwala mi zwrócić uwagę na to, gdzie mi jeszcze coś brakuje (nie ukrywam, że jestem trochę skrzywiony na punkcie tego, że chciałbym być najlepszy jak tylko mogę, aby móc potem komuś to dać od siebie)

brak zainteresowania doświadczeniami seksualnymi - nieprawda, aczkolwiek tutaj też mam ogromną samokontrolę i nie byłbym w stanie pójść do łóżka bez przynajmniej lubienia kogoś jako człowieka, wymagany jest u mnie pewien czynnik niefizyczny oprócz fizycznego

preferencja samotnictwa - nie do końca, lubię być sam, lecz lubię też wyjść czasem do ludzi "odchamić się" Z odpowiednimi ludźmi czuję się bardzo swobodnie i nie mam nawet najmniejszych problemów z kontaktami. Z obcymi ludźmi także problemy są zerowe, pod warunkiem, że nie przytłaczają mnie liczebnie, bo wtedy robi się to trochę niezręczne. Przykładowo nie umiałbym już mieszkać sam, bez współlokatorów. Byłem jedynakiem, zawsze sam. Teraz mam ludzi w moim wieku w mieszkaniu, mam z kim pogadać, pośmiać się czasem, porobić coś i czuję się z tym bardzo dobrze. Tylko nadal nie wydaje mi się, abym był emocjonalnie przywiązany do tych konkretnych ludzi, co raczej towarzystwa osób, które mi odpowiadają tak po prostu.

pochłonięcie introspekcją - bardzo lubię analizować swoje zachowania i emocje, ale nie tylko swoje, analizuję tak samo innych ludzi - po to by lepiej rozumieć zarówno siebie jak i innych

brak bliskich związków - to prawda, ale mówimy o bliskości emocjonalnej, bardzo łatwo się otwieram, nie jestem w żaden sposób nieśmiały, generalnie jak już kogoś poznam i wyczuję (patrz punkt wyżej związany z introspekcją, mniej więcej wiem jacy ludzie są godni zaufania i warci aby im mówić pewne rzeczy, bo obserwowałem dużo) sprzedaję swoje tajemnice praktycznie za darmo, tylko po to, by dana osoba mogła mnie lepiej zrozumieć i ocenić czy faktycznie lubi mnie-mnie, a nie jakąś iluzję pokazywaną ludziom, mogę rozmawiać na każdy temat i łatwo mi przychodzi aby komuś pomóc

niewrażliwość wobec norm społecznych - nieprawda, jestem straszliwie praworządny. Pod względem moralności i obyczajów przede wszystkim. Zasady zawsze były dla mnie bardzo ważne, zawsze czułem potrzebę stawiania sobie barier i trzymania się pod kontrolą, by być po prostu "dobrym człowiekiem".
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
13 mar 2016, 13:18

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Odcięcie emocjonalne od ludzi

Avatar użytkownika
przez NN4V 13 mar 2016, 16:02
Khaine napisał(a):... Wiem mniej więcej co powinienem czuć, gdy spotykam właśnie rodziców po jakimś czasie. Widzę to, ale przez szybę (tylko nie wylatujcie od razu z depersonalizacją, bo napisałem raz, że "widzę przez szybę", to metafora). Nie odczuwam tego osobiście, po prostu wiem jak to powinno wyglądać....

Skąd ta wiedza?
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4354
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Odcięcie emocjonalne od ludzi

przez Khaine 13 mar 2016, 16:15
Skąd ta wiedza?


Widzę to jakby wyobraźnią? Tak jakbym widział kontur tego co brakuje. Taki brakujący kawałek puzzli. Wokół ułożona całość, a po środku dziura o konkretnym kształcie. I ja wiem jaki kształt ma ten kawałek, nie wiem dokładnie co jest na nim narysowane, bo to jest tylko projekcja, wersja demonstracyjna, ale generalnie mam poczucie czego brakuje. Wiem mniej więcej jakie reakcje fizjologiczne powinny mi przy tym towarzyszyć. Np. gdy ktoś zrobił dla mnie coś miłego, to po prostu wiem, że powinienem się wewnętrznie ucieszyć, nawet mogłoby mi się zrobić delikatnie ciepło w okolicy serca (tak mi się to widzi). Coś jak rozczulenie? Skąd wiem? Nie wiem, może "odbiło się", gdy obserwowałem innych ludzi. Natomiast ja odczuwam świadomą wdzięczność, świadomie zapisuję sobie w pamięci "ta osoba zrobiła dla mnie coś miłego i doceniam to", natomiast brakuje mi tego jednego kawałka i czuję jego brak. Tylko zwykle nie przywiązywałem do tego uwagi, przez chwilę czułem, że coś tutaj jest niekompletne, ale potem zacząłem myśleć o czymś innym i zapominałem.
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
13 mar 2016, 13:18

Odcięcie emocjonalne od ludzi

Avatar użytkownika
przez Bluepb 13 mar 2016, 16:31
Nie jestem psychiatrą takie zrobiłeś wrażenie w pierwszym poście.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
460
Dołączył(a)
06 gru 2015, 22:01

Odcięcie emocjonalne od ludzi

przez Khaine 13 mar 2016, 16:34
No właśnie cały problem jest w tym, że większość zaburzeń jest powiązana z wieloma różnymi rzeczami i objawy są szerokie. A u mnie działka w której widzę nieprawidłowość jest całkiem wąska. Jakby zablokowana specjalnie z jakiegoś panelu sterowniczego w którym siedzą ustawienia.
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
13 mar 2016, 13:18

Odcięcie emocjonalne od ludzi

Avatar użytkownika
przez Bluepb 13 mar 2016, 19:25
No zaburzenia się łączą ja sam sobie sprawdzam i trochę tego trochę tamtego masakra.
A ciekawe co na to psychiatra mi powie..
Sertralina 200mg
Polecam farmakoterapie! :!:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
460
Dołączył(a)
06 gru 2015, 22:01

Odcięcie emocjonalne od ludzi

przez Khaine 13 mar 2016, 19:31
No moje "zaburzenie" nie pasuje dobrze do niczego, co do tej pory znalazłem. Natomiast najbliżej z tego wszystkiego jest raczej emocjonalna deprywacja:

http://anna-mochnaczewska.bloog.pl/id,3 ... aid=616a4c

Tylko, że problem jest odwrotny. Ja się w ogóle nie boję, że MOJA potrzeba miłości zostanie zaspokojona. W sensie, że ktoś mnie. Ja się boję tego, czy ja mogę kochać kogoś, a bardzo bym chciał.
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
13 mar 2016, 13:18

Odcięcie emocjonalne od ludzi

Avatar użytkownika
przez Ooak 13 mar 2016, 22:07
Khaine napisał(a):No moje "zaburzenie" nie pasuje dobrze do niczego, co do tej pory znalazłem. Natomiast najbliżej z tego wszystkiego jest raczej emocjonalna deprywacja:

http://anna-mochnaczewska.bloog.pl/id,3 ... aid=616a4c

Tylko, że problem jest odwrotny. Ja się w ogóle nie boję, że MOJA potrzeba miłości zostanie zaspokojona. W sensie, że ktoś mnie. Ja się boję tego, czy ja mogę kochać kogoś, a bardzo bym chciał.


Dziwne to- nigdy o czymś takim nie słyszałam... wiem jednak, że jeżeli stało się to wskutek jakiegoś przeżycia traumatycznego z dzieciństwa- to podobno niektórzy leczą tego typu przypadki hipnozą..
nie wiem, czy wierzysz w takie rzeczy- nie miałam osobiście, więc nie powiem, jak to jest, ani czy działa...
może spróbuj...
nie wyobrażam sobie, że mogłabym nic nie czuć...
to tak chyba trochę jak w Equilibrium?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
115
Dołączył(a)
09 mar 2016, 00:36

Odcięcie emocjonalne od ludzi

przez Khaine 13 mar 2016, 22:25
W hipnozę nie trzeba wierzyć, bo hipnoza jest faktem. Prędzej się można zastanawiać nad autohipnozą, w sensie - czy faktycznie jesteśmy w stanie sami siebie zahipnotyzować ;) Niestety do hipnozy trzeba mieć pewne predyspozycje, których osobiście mogę nie posiadać. Jest to między innymi podatność na sugestię.

nie wyobrażam sobie, że mogłabym nic nie czuć...


Zależy co rozumiesz przez nie czucie. Ja czuję i funkcjonuję normalnie, nie da się zauważyć anomalii raczej. Po prostu gdzieś mi umknęły uczucia kierowane w kierunku innych ludzi.
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
13 mar 2016, 13:18

Odcięcie emocjonalne od ludzi

Avatar użytkownika
przez Ooak 13 mar 2016, 22:47
Khaine przepraszam być może źle zinterpretowałam Twoje słowa.
Napisałeś, że nie potrafisz czuć radości z tego jak ktoś zrobi dla Ciebie coś miłego..
Czy mógłbyś proszę to wytłumaczyć?
Postawiłam wagę w kącie
I ta menda zostanie tam póki nie zmieni zdania!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
115
Dołączył(a)
09 mar 2016, 00:36

Odcięcie emocjonalne od ludzi

przez Khaine 13 mar 2016, 22:55
No po prostu nie odczuwam reakcji emocjonalnej z tego powodu. Albo po prostu słabą, ledwo odczuwalną i przez to umyka mi ona gdzieś. Odczuwam umysłową wdzięczność, związaną ze świadomością.
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
13 mar 2016, 13:18

Odcięcie emocjonalne od ludzi

Avatar użytkownika
przez Ooak 14 mar 2016, 00:18
ale nie rozumiem... napisałeś też, ze byłeś zakochany... ten stan chyba wzbudza najgłębsze emocje w ludziach
co czułeś kiedy byłeś zakochany? skoro nie odczuwasz reakcji emocjonalnej- to skąd wiesz, że byłeś zakochany? co temu towarzyszyło?
Postawiłam wagę w kącie
I ta menda zostanie tam póki nie zmieni zdania!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
115
Dołączył(a)
09 mar 2016, 00:36

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do