nie mam juz sily

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

nie mam juz sily

przez plummm 25 cze 2011, 13:03
Hej,
piszę, bo czuję się strasznie, nie wiem jak mogę sobie pomóc. Nie chcę tak się czuć. Nigdy nie ukladalo mi się w związkach, zawsze po mnie więcej 3 miesiącach slyszalam, ze jestem super dziewczyną bla bla bla ale on nie moze się zaangazować bo byl w związku 4,5, 6, 7 czy 1o lat i jednak nie jest gotowy itd. Jakis czas temu poznalam mężczyznę starszego ode mnie o 10 lat. Wiedzialam, ze rowniez kilka miesięcy przed poznaniem mnie zostawila go kobieta, z którą byl 5 lat, ze bral leki od psychiatry bo nie mogl sobie z tym poradzić itd. Wydaje mi się, ze przy mnie odzyl, moze sie dowartosciowal, poczul jak facet? Nasze 3 miesiace byly cudowne,nigdy nie rozmawialam z nikim tak duzo i nikomu tyle nie powiedzialam o sobie, nigdy nie czulam sie z nikim tak swobodnie i bezpiecznie, nigdy zaden facet tyle mi o sobie nie powiedzial. Seks tez byl wspanialy, on byl bardzo otwarty, czuly, wydawalo mi się, ze jestesmy blisko psychicznie i fizycznie. OCzywiscie caly czas ciążyla mi ta jego przeszlosc, to ze on bal sie jednak do konca zaangazowac. Zaczelo sie miedzy nami psuć, tzn. mi przestalo to odpowiadac. On oczywiscie mowil, ze ostatnia rzecz jakiej chce to mnie skrzywdzic,ze nie chce zebym cierpiala ani mi bylo przykro itd. Zrobilismy sobie mala przerwe i on mial wszystko przemyslec. Wczoraj powiedzial, ze nie moze mnie wciągac w taką sytuacje, poniewaz odezwala sie jego byla kobieta i poprosila o spotkanie. Powiedzial, ze nie wie, czy chce do niego wrocic, czy bedzie to mozliwe z jego strony ale ze ja bede sie czula strasznie i dlatego on nie chce mi tego robic. Ze bedzie za mna tesknil, nigdy mnie nie zapomni bla bla bla.Wczoraj rozmawialismy chyba 5 godzin, tzn. ja plakalam 5 godzin, on staral sie mi pomóc, ale dzis czuje sie strasznie. Caly czas rycze, bylam na aerobiku to musialam powstrzymywac lzy, wyglądam strasznie. Czuje, ze to mnie przeroslo, moja wyobraznia, ze on wybral inną, ze ja znow jestem gorsza. Boje sie o siebie, nie mam za bardzo z kim pogadac. Nie wiem co mam zrobic, jak sobie z tym poradzic. On byl jedną z niewielu osób, z którą czulam się fajnie...Powiedział, że jesli bym chciala to zawsze moge zadzwonic do niego, ze zawsze bedzie mial czas zeby porozmawiac ze mną czy isc na kawe. Oczywiscie mam ochotę caly czas do niego zadzwonic ale nie wiem czy to nie bedzie jeszcze gorsze dla mnie.
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
25 cze 2011, 12:59

nie mam juz sily

przez Agasaya 25 cze 2011, 14:08
Zabrzmi brutalnie ale... Zapomnij o nim... dla własnego dobra... Wiem że to trudne, bolesne i teraz wydaje Ci się niemożliwe... ale to jest możliwe i to będzie najlepsze dla Ciebie wyjście.
Druga rzecz to zastanów się dlaczego każdy Twój facet po kilku miesiącach stwierdza że nie jest gotowy?
Może za szybko się angażujesz? Zbyt mocno naciskasz?
Może podświadomie wybierasz takich facetów i również nieświadomie próbujesz ich "zbawić" ?
Wiesz ja miałam podobne problemy... I wiem że to niszczy... A prawda jest taka że nie zbawisz faceta swoją miłością...
Zacznij po prostu szukać takich których nie trzeba zbawiać i zobaczysz że jest całkiem inaczej...
Poza tym po co szukać? Nie lepiej dać sobie czas? Zająć się sobą? a miłość przyjdzie sama kiedy będziesz się jej najmniej spodziewała ;)

Polecam książkę "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy"... ale trzeba ją przeczytać co najmniej 3 razy aby wydobyć cały jej prawdziwy sens... Bo ta książka wbrew pozorom nie mówi o tym jak zdobyć faceta ... ale o tym jak być szczęśliwą sama ze sobą... i wiele innych...

pozdrawiam
Agasaya
Offline

nie mam juz sily

przez plummm 25 cze 2011, 14:13
Wiesz, zastanawiam się, dlaczego tak jest. Rozmawialam o tym wczoraj w czasie rozstania bo szukam w tym swojej winy. On powiedzial mi wtedy masę komplementów i próbował mnie przekonać, ze to nie chodzi o mnie, tylko o tych facetów. On twiedzi, ze oni nie są tak dojrzali jak ja i niezależni. W tym przypadku wydaje mi sie, ze on po prostu ciagle kochal tą bylą, a ja bylam po prostu pocieszeniem:(. Moze gdybysmy sie spotkali kilka lat wczesniej. Tak mnie to boli bo czuje sie zupelnie sama z tym, nawet nie mam z kim pogadac:(.
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
25 cze 2011, 12:59

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

nie mam juz sily

przez Agasaya 25 cze 2011, 15:33
plummm, serio proponowałabym Ci omówienie tego wszystkiego z terapeutą...
nie obraź się ale na własnym przykładzie widzę że ewidentnie wyszukujesz sobie sama facetów którzy Cię krzywdzą... bo masz nadzieję że ich zmienisz... ja już z tym skończyłam... co prawda bez terapii ale długo pracowałam nad sobą i rzeczoną już książkę przeczytałam 5 razy... to wiele mi dało... żeby zrozumieć dlaczego postępuje tak a nie inaczej i dlaczego takie to ma skutki
Agasaya
Offline

nie mam juz sily

przez plummm 25 cze 2011, 15:54
Dzieki, moze rzeczywiscie tak zrobię. On mi tez to radzi...Kurcze, tak mi zal bo to byl naprawde facet, który mnie rozumial, moze nie czulam ze go kocham ale tak jakbym go znała od zawsze, rozumial wszystko to, co inni uwazali za dziwne... Chodzilam juz do psychologa ale pani dala mi do zrozumienia, ze za bardzo nie potrzebuje terapii skoro dobrze funkcjonuje w związku. Powiedziala, ze powinnam znalezc kogos a ona mi go nie znajdzie:P. Mężczyzna, z którym się spotykałam powiedzial, ze cos kiepski ten moj psycholog. Czuje sie naprawde nikomu niepotrzebna.
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
25 cze 2011, 12:59

nie mam juz sily

przez Agasaya 25 cze 2011, 16:04
Radzę iść do terapeuty a nie do psychologa... Potrzebujesz zrozumieć swoje postępowanie które jest uwarunkowane gdzieś głęboko w Tobie... potrzebujesz kogoś kto pomoże Ci nazwać emocje i ujarzmić je...
Nie neguję że facet nie był fajny... ale jak sama widzisz istniało ryzyko że wróci do poprzedniego związku... i pewnie podświadomie to Cię do niego ciągnęło- zagrożenie utraty...
Zrób coś wreszcie dla siebie... :*
Agasaya
Offline

nie mam juz sily

przez plummm 25 cze 2011, 23:46
Wiem, chyba tak zrobię. Nie rozumiem tylko, dlaczego on jakby 'oczyscil;' sobie 'teren'. PRzeciez tamta kobieta go skrzywdziła, zostawila go, brak leki antydepresyjne. I nagle po dlugim czasie ona chce sie spotkac (do konca nie wiadomo w jakiej sprawie) i on juz rezygnuje ze mnie. To potwornie boli.
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
25 cze 2011, 12:59

nie mam juz sily

przez Agasaya 26 cze 2011, 00:26
są ludzie którzy potrafią okręcać sobie innych wokół palca...
nie wnikaj w to
skup się na sobie... dla własnego dobra... proszę Cię...
nie wnikaj w to dlaczego on tak zrobił a tylko w to dlaczego Ty tak to odczuwasz...
Nie pozwól siebie zniszczyć przez niepowodzenia
Ty jesteś teraz najważniejsza
Agasaya
Offline

Także nie mam już siły

przez weniza 26 cze 2011, 09:01
Witajcie, jestem z Poznania, ale to chyba przy nerwicy nie ma większego znaczenia. Mam przede wszystkim objawy związane z towarzyszącym mi nieustannie lękiem. Praprzyczyna wszystkiego to uwarunkowania rodzinne, czyli dzieciństwo (rozwód rodziców, zimna i wymagająca mama). Nasze państwo, kraj jako obywatelowi nie daje poczucia bezpieczeństwa. Ja pracuję w działach finansowych, dwie firmy, ciągły stres duże wymagania, mała satysfakcja, a jeszcze do tego pokręcone życie osobiste. Ale miłość to przecież w obecnych czasach luksus. Leków sporo na sobie już przetestowałam i niestety wpadłam w nałóg benzodiazepinowy. Czy może być jeszcze większa "kicha". Jestem w miarę dobrze wykształcona, podobno ładna, mam własne mieszkanie, a czuję od rana to ciągłe przygnębienie, uczucie pustki. Szukam na forum bratniej duszy, najlepiej z Poznania w wieku około 40 lat (plus/minus kilka). Pozdrawiam-Weniza.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
26 cze 2011, 08:29

nie mam juz sily

przez plummm 26 cze 2011, 10:52
Lady_B napisał(a):są ludzie którzy potrafią okręcać sobie innych wokół palca...
nie wnikaj w to
skup się na sobie... dla własnego dobra... proszę Cię...
nie wnikaj w to dlaczego on tak zrobił a tylko w to dlaczego Ty tak to odczuwasz...
Nie pozwól siebie zniszczyć przez niepowodzenia
Ty jesteś teraz najważniejsza



Dziękuję*. Staram się o tym nie myslec, duzo kosztuje mnie zeby nie pisac do niego. Kusi mnie, zeby do niego napisać, zapytac dlaczego tak zrobił ale wiem ze za kilka dni bym tego zalowala i musze to przeczekac. Czuję sie taka upokorzona, teraz ja zostałam sama a on się z nią pogodzi. Bylam jak pocieszenie, fajnie bylo się ze mną przespac a teraz do widzenia, juz się znalazło zastępstwo. Chciałabym się wziąc w garsc ale jak zaczynam cos robic, to po 10 minutach zaczynam plakac, a przeciez powinnam pisac prace magisterską. Teraz jest ze mną kolezanka więc dzis sie czyms zajme, pojdziemy na spacer, do kina itd. ale jak zostaje sama to jest strasznie. Czuje sie taka slaba, planowalismy wspolne wakacje, wiecej wolnego czasu razem. Boje sie, ze naprawde sobie nie poradze i bede go prosic o spotkanie:(.
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
25 cze 2011, 12:59

nie mam juz sily

przez Agasaya 26 cze 2011, 12:48
weniza, witaj :smile: widzę że znalazłaś już wątek poznański... na pewno znajdziesz tam bratnią duszę. pozdrawiam ;)

plummm, niestety ale najlepszym możliwym wyjściem w tej chwili będzie wykasowanie jego nr telefonu i zniszczenie wszelkich możliwych dróg kontaktu... pisanie do niego i błaganie o wyjaśnienia czy spotkanie upokorzy Cię tylko jeszcze bardziej... taka jest smutna prawda... wiesz miałam kiedyś taką sytuację że czułam się wykorzystana i odstawiona w kąt... wiem jaki to ból... ale jedna z moich koleżanek powiedziała mi wtedy bardzo mądre słowa i te słowa towarzyszą mi teraz za każdym razem kiedy coś dobrego w moim życiu się rozsypie... a brzmiały one mniej więcej tak:
"potraktuj ten czas kiedy z nim byłaś, kiedy byłaś szczęśliwa jako prezent dla siebie. myśl o tym co było dobre. ciesz się że mogłaś tego doświadczyć"
rozumiesz?
przemyśl to...
ja przemyślałam i bardzo mi to pomogło... zmieniłam myślenie o pewnych rzeczach... a to daje dużą ulgę i pozwala iść dalej...
pozdrawiam i ściskam
Agasaya
Offline

nie mam juz sily

Avatar użytkownika
przez alabama 28 cze 2011, 14:20
mam bardzo podobną sytuację. Nie mam sił już nawet o niej opowiadać.Wiem jak jest ciężko się odkochać,wszystkie mądre pocieszenia i niby logiczne argumenty nie pomagają zmienić w sobie uczuć. Trzeba przeboleć chyba. Czas leczy rany złote słowa prawdziwe,szkoda tylko, że zawsze ta wizja czasu,który przed nami i przez który trzeba przebrnąć..świadomość porażki kolejnej, zmiany życiowej,która znów osłabia. Borykam się z tym, czuję się fatalnie,popadam w coraz większą depresję, zmieniam się wewnętrznie, gorzknieję,jestem coraz bardziej przygarbiona. Jak się wyprostować, uśmiechnąć szczerze i uwierzyć? Kiedyś potrafiłam,ale tyle już razy że nie podejmuję nawet wysiłku tym razem, bo nie mam sił. Chyba pierwszy raz czuję co to naprawdę znaczy nie mieć sił, nawet napisać tu na forum, piszę więc bez ładu i składu nie oddając pewnie nawet w jednym procencie tego co w środku czuję. Mam nadzieję, że kiedyś minie.. tylko to mi pozostało,jakoś jeszcze może na siłę i złudnie w to wierzyć. Może minie i nie wiem czy coś to zmienia teraz i czy to mnie jakoś pociesza. Nie potrafię wyobrazić sobie mojej przyszłości. Ruszam się już inaczej niż kiedyś. Jezuu a to wszystko przez niepowodzenia w związkach i kolejne bardzo bolesne rozczarowanie. Czy to nie powinno w końcu kobietę tak wkurzyć i takiego dać jej kopa,żeby już zaczęła sama w siebie wierzyć? Powinno. Jesteśmy silne, czasem przestajemy to czuć. Najtrudniej jest właśnie wszystkie działania skierować na to, żeby tą siłę w sobie ponownie odkryć. Bo serce pęka tak? Dusza płacze a przy chorobie to masakrycznie trudne. Chciałabym sobie pomóc, tobie pomóc.. Nie wiem jak.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
11 maja 2011, 10:23

nie mam juz sily

przez RadziMruczek 28 cze 2011, 20:02
plumm właśnie borykam się z taką samą sytuacją!!!!Była z facetem 5 lat jednak rok temtu On zerwał ze mną bo stwierdził, że musi sobie wszystko poukładać, że zbyt wiele rzeczy się nagromadziło i że mamy odmienne charaktery i poza tym było to przed zaręczynami i przeprowadzką do mojego rodzinnego miasta. On wycowaf się z tego. PRzez pół roku spotykaliśmy się jeszcze ale na jego warunkach przy czym wszytsko było tak jak byśmy byli parą ale nie nazywaliśmy się chłopak dziewczyna!!!!Ja wytrzymałam tylko pół roku i powiedziałam mu, że bardzo mnie to boli że wszytsko robimy jak byśmy byli razem ale w jego mienamiu nie jesteśmy. Więc On podjął decyzję że rozstajemy się całkowicie ale On chce utrzymywać kontakt chce abyśmy byli Przyjaciólmi. Wogóle tego nie rozumiałam wściekałam się na niego i zadawałam tysiące pytań. Nie spotykaliśmy się już bo On nie chciał, nie chciał patrzeć jak płaczę, nie chciał mnie ranić, nie chciał aby przez spotkanie robiła sobie jakieś nadzieje. W zeszłym tygodniu dowiedziałam się, że wrócił do swojej byłej laski z którą zerwał dla mnie - bo jak uważał zawsze byłam jego niespełnioną miłością. Moje życie przestało mieć już sens, nie chce mi się żyć, leżę całymi dniami w łóżku, zaczęłam palić fajki, piję jak nie muszę wyjść. A on odzwania na moje strzałki, rozmawia ze mną i mówi, że chce abym się uspokoiła, że zależy mu na tym abym się wyciszyła. Gdy pytam jak mógł mi takie coś zrobić i dlaczego wrócił do niej to stwierdza, że moje uczucia były za moce, że z nią się spotyka i nie musi się stresować bo mają podobne chcaraktery i że mu to odpowiada. Nie da się wszytskkego napisać bo jest mi ciężko. Ale nie chcę iść do lekarza bo co on mi pomoże w głowie wiem, że lekarstwem dla mnie jest tylko On - chciałabym aby przyjechał do mnie , przytulił mnie i wrócił do mnie. Boli bardzo że wrócił do tamtej, to mi mówił że ze mną dużo rzeczy robił pierwszy raz, że dużo doświadczył. A z nią jak wcześniej żył to tak jak stwierdził, razem ale bardziej obok siebie i że to jest coś na co Go tylko póki co stać. Wiem wiem napiszecie nie odzywaj się do niego, olej Go ale to nie jest takie proste.
Mam ochotę albo zabić siebie albo ich. Myśłi mi się kiełbaszą, najlepiej chciałabym abym zniknęła z tego świata bo sama nie mam odwagi się zabić. Wiem że zraniłabym bardzo moją rodzinę a poza tym boję się, że mi się nie uda. Nadmienię jeszcze że trzy lata temu okazało się, że mój facet ma raka i może się okazać że nie będzie miał dzieci bo miał chemię ale gdy zapytalam czy tamta wie powiedział że nie powie jej przy jakieś okazji bo może wyniki będą pozytywne i nie chce jej stresować. RAzem podjemowaliśmy decyzję o zamrożeniu plemników bo miał podawaną chemię i tyle razem przeszliśmy a On mnie teraz zostawił bo jak twierdzi etap zakochania minął i dostrzega moje wady, których wcześniej nie widział i dlatego też nie chce dać nam szansy bo nie!!!!Proszę pomóżcie choć co Wy możecie, napisałam aby z siebie wyrzucić to co boli bo pewnie tak jest lepiej ale moja głowa pęka, drętwieje mi ciało, mam bezwładne nogi i kłuje w sercu. Zamykam oczy widzę Jego, nas, ją wracają wspomnienia, zaczynam płakać, trześę się biorę wtedy tabletki póki co tylko zwykłe z apteki ale biorę je 3 albo 4 uda mi się zasnąć zasypiam budzę się i znowu to samo. Beznadziejnie co mogę zrobić żeby On ją zostawił i zaopiekował się mną bpo strasznie go kocham!!!
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
25 cze 2011, 14:27

nie mam juz sily

przez plummm 28 cze 2011, 22:49
Ach, strasznie mi przykro Dziewczyny... Mi jest już trochę lepiej... Pomogły mi rozmowy z Nim, juz zaczęłam godzić się z tym, że jemu nie zależało na mnie tak jak mi na nim i nic na to nie poradzę. On żeby mnie 'pocieszyć' wysłał mi artykuł o Friends with benefits i statystykę, ile osób ciągnie taki związek, ile się rozstaje itd. Wyszlo, ze miescimy się w statystyce...Jak przeczytalam tego maila, to autentycznie zabolało mnie serce, czulam sie strasznie. Zapytalam, czy tak traktowal nasz związek, uslyszalam ze nie, ale ze chcial mi pokazac, ze to nie sredniowiecze i ze sa rozne zwiazki. To mi uswiadomilo, ze on zostal naprawde skrzywdzony i ze oczekujemy czegos zupelnie innego. Mnie tez cholernie boli, nie moge jesc, bo mi sie przypomina, jak on mowil, ze jestem glodomorem i robil mi kanapki o polnocy, nie moge chodzic po miescie bo widze nasze knajpki, otwieram szafe i widze sukienke od niego gdy chcial mi poprawic humor...Ale zrozumialam tez, ze bylabym nieszczęśliwa i upokorzona nawet jakbym go przekonala zeby wrocil. Ze skoro on nie jest pewien, nie chce walczyc to nie warto żebrać o uczucie tylko poczekac, az bedzie sie ta jedyna kobieta dla kogos innego. Strasznie mi ciężko, zwlaszcza ze nie mam wsparcia. Przyjaciolki tylko powtarzają mi, ze on jest ch...em, psychopatą itd.A ja jednak tak tego nie widzę. Poza tym powiedzial mi, ze nie sądzi, ze wroci do eks, ze nawet nie wie czy się z nią spotka ale nie chce uzalezniac spotykania sie ze mną od obecnosci innych kobiet. Ja nie rozumiem tego do konca, mysle ze jeszcze tyle nie przezylam ale jestem w stanie sobie wyobrazic, ze ktos tak ma. Mam straszną ochotę zebrac o milosc, seks, przytulenie, ale wiem, ze pozniej bede jeszcze cierpiala.

-- 28 cze 2011, 22:58 --

Mi się wydaje, ze choc to strasznie trudne, to nie warto się 'babrać' w tym i rozpamiętywać i wymyslac 100 scenariuszy. Zadbać o sobie. Trudne. Ale chyba nie da sie nic zrobic, nie mozna kogos zmusic. Moze po jakims czasie on na spokojnie to przemysli. Ale takie ataki, dzwonienie itd. to bez sesnu. Wiem, ze teraz tak pisze a za godzine bede miala zalamke no ale trzeba probowac...
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
25 cze 2011, 12:59

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do