Depresja a bulimia/anoreksja

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez julie 19 kwi 2008, 20:59
ja niestety zajadam ostatnio nerwy :roll: rety, a planuję przeprowadzić głodówkę oczyszczającą (10 dni), ale trochę ciężko mi się zmobilozować, bo ciągle coś mni wnerwia :shock: heh, 30-tki to ja nie dożyję I guess :twisted:
Can as well die if cannot fly
Avatar użytkownika
Offline
Posty
348
Dołączył(a)
25 sty 2008, 22:37

przez karuzela 20 kwi 2008, 21:47
DZIEWCZYNY! (i chłopaki!)

Ja wiem, ze forum jest po to, zeby rozmawiać i dzielić się doświadczeniami.
Ale anoreksja to bardzo specyficzna choroba... w której terapia grupowa nie sprawdza się zdecydowanie.

Dzielenie się tym ile ważycie i licytowanie kto ile nie je, tylko Was napędza. Jezeli wazysz 50 kilo, a kolezanka z posta wyzej 40, to co? Myślicie sobie: Nie jest ze mną az tak źle, czy: a jednak mozna jeszcze bardziej! Jak czytalam Wasze posty, to mialam ochote zwymiotowac kolacje, chociaz myslałam ze ten problem dawno za mną.

Moze ustalmy, ze podajemy konkretne informacje i pytania jak WYJŚĆ z choroby, a nie jak się pogrążyć. Bez podawania wagi i dni niejedzenia.
kolacja zostaje ze mną!
3 majcie sie i wracajcie do zdrowia!!
No i co z tego?
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
10 kwi 2008, 23:38

Avatar użytkownika
przez OneGirlRevolution 21 kwi 2008, 18:28
Nie wiem czy powinnam sie tutaj wpisywać ale robie to z nadzieją że komuś pomoge. Miałam kiedyś przerost swoich ambicji i każdy wmawiał mi że mam anoreksje. Jednak ja uważałam i nadal uważam że jej nie miałam. Było to coś w rodzaju: jak najmmiej zjedz, jak najwiecej ćwicz, aby mieć super wysportowana i piekna sylwetke. Nie miałam jadłowstrętu. Nigdy. Jadłam to co musiałam jeść żeby osiągnąć swoj cel. I takim sposobem doprowadzilam do wagi 40 kg przy wzroscie 170 cm. Czułam sie ze sobą dobrze, chociaż ciągle mi było mało i chciałam więcej i więcej (chociaż tak mam we wszystkim ;)). Gorzej było z moją psychiką. Jedzenie mnie ograniczało. Stałe godziny spożywania posiłków. Dążenie do perfekcyjnego obrazu samej siebie przysłoniło mi cały świat. TO był mój piorytet. Jedyny. By być najlepszą... we wszystkim. Mam starszą siostrę. Konkurowałam z nią we wszystkich dziedzinach. Nauka, gotowanie dla rodziny, załatwianie róznych spraw swoich i nie swoich, sprawianie przyjemności innym, lepsza kondycja, ładniejszy wygląd. Potem konkurowałam z samą sobą bo moja siostra stała sie za "słabym" przeciwnikiem. No i tak pogrążyłam siew swojej psychozie. Wiecie to było straszne. Codziennie ze sobą walczyłam by na następny dzień było mnie mniej, by było mniej tłuszczu i było widać moje mięśnie. Osiągałam sukcesy i byłam cholernie dumna z siebie. Do dziś jestem. Podziwiam swój upór, chcęć walki, siłe, determinacje.... Do dziś jestem dumna ze swojego brzucha (avatar <-) Ale byłam również agresywna nerwowa i naprawde okropna dla otoczenia praktycznie przez cały czas jednak mimo wszystko moi znajomi i przyjaciółki nie opuścili mnie. Byli przy mnie zawsze za co ich bardzo kocham i dziękuję im szalenie. Ale wiecie to było jedno wielkie gówno. I zrozumiałam to. Przeczytałam książke "Przebudzenie" (Mello Anthony de) i zrozumiałam że utożsamiałam osiągniecie celu ze szczęściem. Utożsamiałam posiadanie czegoś ze szczęściem. Mój wygląd i to ile robie było nieodłącznym kawałkiem by sprawić abym wkoncu mogła być szczęśliwą. CO ZA BZDURA! Książka Mello'a przemówiła do mnie. Jako jedyna. Czytałam ich wiele jednak ta zmieniła moje podejście do tego wszystkiego. Moje "ja" nie utożsamia sie z moim "mnie" i opinnia innych ludzi już mnie nie dotyka. Może czasem, ale wtedy szybko przywołuje sie do porządku.
Teraz jem i kocham jeść. Sport to moja pasja i nigdy nie przestanie nia byc. Dzieki temu co mnie spotkalo ja odnalazlam... A ja czuje sie ze sobą spoko. Nie powiem że wspaniale bo to chyba nie było by właściwe... Bo czegoś mi brakuje. Postanowiłam przeczytać jeszcze raz tą książke by odszukać brakującego elementu który nie pozwala mi przebudzić się i być szczęśliwą. Teraz nie jestem szczęśliwa nie z powodu mojego wyglądu ale raczej wyimaginowanego obrazu świata którego nie potrafie zniszczyć.

Byłam bardzo szczupła. Czy tęsknie za tym? Tak, ale nie tęsknie za tamtym życiem i nie chce w to znowu wchodzic. Nie chce byc bardzo szczupła takim kosztem. Cięcie sie, katowanie ćwiczeniami, głodzenie. To było moje życie. Kochałam je i nienawidziłam jednoczesnie. Czułam sie ja kw klatce. Wiecie jak był problem? Tak naprawde nie chciałam być szczęśliwa. Ale teraz chce! W mojej klatce byłam bezpieczna. To dobre a to złe. To rób a to nie. To jedz a tego nie. I tak cały czas. Codzień to samo. Dążenie do celu. Osiągasz cel myślisz "Qrwa to nie takiego uczucia sie spodziewałam... Musze więcej osiągnąc to napewno przyjdzie" Życie kręcące sie wokół jednego. CO TO ZA ŻYCIE? Wiecie kochałam tą psychoze. Dzięki niej czułam sie kimś. Chłopaki latali za mną jak osy za miodem pomimo mojej wychoudzonej sylwetki. Dlaczego? Bo miałam siłe przebicia jakiej zadna dzieczyna jaka znam nie miała. Byłam tak pewna siebie i tak odważna jak nigdy w moim życiu. Chodziłam uśmiechnięta i z uniesioną głową (kiedy wychodziłam "do ludzi" w domu było oczywiście odwrotnie). Wiem że gdybym chciała niewiele wrócić do tamtej sylwetki zrobiłabym to. Od tak. Mało mi brakuje. Wystarczy zacząć. Psychiczne myślenie tak łatwo przychodzi. Tak łatwo sie zapędzić. Nie żałuje tego co sie ze mną stało. To nauczyło mnie bardzo wiele i był to okres w moim życiu który najbardziej mnie ukształtował. Na gorsze czy lepsze nie mi oceniać....
Dziewczyny dajcie sobie szasne być szczęśliwymi
Ta choroba to ucieczka
Nie uciekajcie. Dacie sobie rade. Wiem o tym. Jesteście gotowe by stanąć twarzą w twarz ze swoimi problemami. Jestem tego pewna.
Nie jesteście głupie. Jesteście nad wyraz inteligentne. Podziwiam was. Kiedyś myślałam że po tym nie ma życia. Jest. Nigdy nie zapomnisz o tym co sie z Tobą działo i świat nie będzie miał poprzednich kolorów ale masz szanse by być szczęśliwą. Po prostu szczęśliwą. Bo teraz nie jesteś, w żadnej psychozie nie można być TAK NAPRAWDE szczęśliwym. To co w niej czujesz to euforia,ekscytacja,podniecenie, dreszczyk przyjemności ale nie szczęście.
Nie jestem normalna. Napewno nie. Ale kalorie przestały sie liczyć i być wyznacznikiem szczęścia.
Pozdrawiam was wszystkie moje Piękne Silne Dziewczynki :**
No pain, no game
Posty
33
Dołączył(a)
13 kwi 2008, 16:16

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Pstryk 22 kwi 2008, 18:02
Cześć hypnose. Nom, ja się że tak powiem wyleczyłam. Ale z tym jest chyba poniekąd jak z alkoholem - epizody się zdarzają, raz częściej, raz rzadziej. Dziwię się podejścia Twoich rodziców - problem zaburzenia odżywiania jest bardzo powszechny - dlaczego nie reagują :?: No i jeszcze coś - czuję się bezradna wobec takich problemów - wiem, że dopóki sama nie zechcesz czegoś zmienić, niczyje słowa ani leki ani terapia anie nie wiem co jeszcze nie pomogą. Absurd wiem - wydaje się, że jedzenie kontroluje totalnie Nas, tymczasem to właśnie od Nas zależy wszystko. Z zaburzeń zostało mi wieczne niezadowolenie ze swojego wyglądu. Modle się, aby mój chłopak wytrzymał moje biadolenie bo czasem jak dostanę słowotoku to kończy się na samo-przemocy typu walenie się piechą w brzuch, szczypanie się itp... Dwa lata temu znalazłam się w punkcie krytycznym choroby - właściwie było mi już wszystko jedno i waliło mnie, jaki efekt będzie miał pobyt w szpitalu psychiatrycznym. Miałam szczęście. Szkoda, że zmarnowałam sobie 10 lat życia... Jednak to, jak moje życie się zmieniło po terapii nic nie wyceni :mrgreen: Epizody się zdarzają, zdarzyło się również pociąć za karę ale jestem świadoma tego, co się dzieje i mogę reagować, pomóc sobie. Czas sprawia, że jest coraz lepiej. A Tobie hypnose jak bardzo zależy z wyjścia z tego bagna :?:
Pstryk
Offline

przez hypnose 23 kwi 2008, 10:53
Bethi pytasz czy chce z tego wyjść ? Owszem chce, i mam nadzieję ze nie ugrzęzłam na dobre w tym bagnie Jest tylko jeden wielki problem, jakaś niewidzialna siła mnie 3ma i nie chce wypuścić ...Żyję sobie w swoim świecie i boję się, że gdy coś się zmieni,to będzie mi czegoś brakowało Gdy jest mi naprawdę źle to obżeram się i ... i w taki sposób uciekam od problemów Jeśli chodzi o rodziców hmm Moj tata o niczym nie wie a mama myśli ze to były tylko początki i ze jak zaczełam brać leki to wszystko wróciło do normy Troszczy sie o mnie jak moze Pyta czy wszystko jest ok a ja nie potrafie spojrzeć jej w twarz i powiedziec że jest fatalnie Tłumacze się tym, iż boję się, że te napady dalej wrócą itd ... Piszesz, że masz chłopaka ... Ja go nie mam i chyba nigdy nie będę miała , bo kto wytrzyma z taka osobą jak ja ?? Ciągle narzekającą, niezadowoloną z siebie z życia Poza tym ostatnio tak stronie od ludzi, męczą mnie spotkania z przyjaciółmi najlepiej to zamknełabym się w 4 ścianach . NIe potrafie nawiązywać nowych kontaktów, cały czas jestem spięta, czerwienie się bez powodu ... Moge wymienić setki innych rzeczy nad którymi nie potrafie zapanować To wszystko siedzi w mojej psychice tylko jak mam zmienić tor swojego myślenia ? Nie chce aby ta choroba pochłoneła najlepsze lata mojego życia Nie chcee !!!
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
19 kwi 2008, 16:35

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 5 gości

Przeskocz do