"Wkręcanie się" czyli nie wszyscy maja depresję

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez Pstryk 28 maja 2007, 21:39
Moi podobnie reagowali. Próbowałam sposobu a2d2. Wyśmiali mnie. Poszłam o krok dalej. Próbowałam się zabić. Przy pierwszej próbie wypisali mnie ze szpitala na ich życzenie w dzień po odzyskaniu przytomności (byłam w śpiączce). W domu zrobili mi awanturę. Za 5tym razem zamknęli mnie w psychiatryku bo byłam już pełnoletnia i zgoda rodziców nie była już konieczna i tak uświadomiłam sobie, że muszę się leczyć.
Kochani, nie czekajcie aż ktoś za Was zrobi ten pierwszy krok bo może być za późno (tfu tfu).
Ostatnio edytowano 13 cze 2007, 17:38 przez Pstryk, łącznie edytowano 1 raz
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez pięłkny pasztet 28 maja 2007, 22:18
Ja rozmawiając z rodzicami, tak od słowa do słowa, opowiedziałem im pokrótce o moich problemach, oczywiście ojciec powiedział,ze lekarze to sobie wszystko wymyśla, kazał odstawić leki , mama w sumie to samo, uważa,ze mam za dużo wolnego i jakbym sie wziął za siebie i do roboty to bym zapomniał o jakiś depresjach.Oni maja w sobie niesamowitą siłe i determinację, potrafią wiele znieść,aj takiej siły nie mam-oni nie mają żadnych wątpliowści,nie myślą nad tym jak żyją, po prostu zyją i są zadowoleni.Nie rozumiemy się kompletnie pod tym względem, choć to naprawdę dobrzy ludzie.Ciężko mi czasem.
"Me english?Nicht verstehen-let's speak dance!"
Posty
28
Dołączył(a)
08 maja 2007, 20:30
Lokalizacja
Kraków

przez t'quoi 29 maja 2007, 11:53
wczoraj zawiodlam sie na mojej mamie... i upewnila mnie w tym, ze nie moge z nia o niczym powaznym rozmawiac... bedac ze mna u lekarza, u zwyklego lekarza pierwszego kontaktu w celu otrzymania skierowania na badania i do poradni zdrowia psychicznego zaczela opowiadac lekarzowi cala rozmowe jaka przeprowadzila ze mna dnia poprzedniego, ze nie potrafie sobie poradzic ze soba itp. poruszala dosc osobiste dla mnie sprawy, ktore nie mialy nic wspolnego z ta wizyta i opowiadala to jakby mnie w ogole tam nie bylo a ja tylko stalam i plakalam, czujac sie jak idiotka, bo nie mialam juz sily tego zniesc... a ona patrzyla na mnie z wyrzutem... deostalam jakies leki na stres/uspokajajace... sa pewne rzeczy ktorych nie nalezy opowiadac wszystkim wokol... nie umiem porozmawiac z moja mama nie wiem jak mam powiedziec jej chociazby to ze nie mam ochoty sie usmiechac, nie mam ochoty rano wstac z lozka, nie mam checi patrzec na slonce, nie wiem jak mam powiedziec ze potrzebuje pomocy... a to wszystko razem powoduje odruch "obronny"- autoagresja...
"A wszystkie dni są takie same wtedy, kiedy przestajesz dostrzegac to wszystko czym obdarowuje cie los podczas gdy słońce wedruje po niebie..."
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
29 maja 2007, 10:05

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Hej

Avatar użytkownika
przez Czarownica_Akara 30 maja 2007, 01:30
Witaj autorko topiku. Wiem, ze nie jest Ci latwo sie nieprzejmowac podejsciem rodzicow do Ciebie. Jest jednak to mozliwe. Wez sprawy w swoje rece. Idz do lekarza. Rodzice potrafia nieswiadomie zdolowac. Mi sie wydaje ze oni poprostu nie chca dopuscic do siebie tej mysli, ze ich dziecko moze byc na cos chore, jeszcze na chorobe zwiazana z psychika. Widzisz, sa tacy rodzice, ktorzy widzac stan dziecka zaczna interweniowac a sa i tacy, ktorzy odpychaja ta mysl od siebie i w rezultacie nie robia dla ciebie nic poza tym ze Cie dodatkowo stresuja, zycze Ci wytrwalosci.

P.S
Przepraszam ze pisze bez polskich znakow ale moj komp nie ma polskiej klawiatury.
" Wlasna, wolna i swobodna wola stanowi
najkorzystniejsza korzysc, w skutek ktorej
diabli biora wszystkie systemy i teorie "

F. Dostojewski
Posty
228
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 19:39
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez samotniczka 30 maja 2007, 07:50
Skąd ja to znam... Moja apodyktyczna rodzinka również wyśmiewa się ze mnie. Wszyscy są zdania że stres ma charakter wyłącznie mobilizujący, a przecież każdy reaguje nań w indywidualny sposób, toteż lubują się w stresujacych sytuacjach i wypowiedziach, wytykając i krytykując każdą słabość. Już przestałam im o czymkolwiek mówić, wszystko tlamszę w sobie, a to nie jest zbyt zdrowe bo każdy potrzebuje czasem się wygadać. Na szczęście istnieje to forum można chociaż częściowo ulżyć sobie w cierpieniu i znaleźć akceptację niezbędną aby nie zatracić poczucia własnej wartości. U bliskich nie mam szans na takie zrozumienie jak tu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
446
Dołączył(a)
06 gru 2006, 00:46
Lokalizacja
Śląsk

przez uni. 30 maja 2007, 22:02
u mnie to samo... ciagle mi powtarzaja, ze wcale nie mam depresji, ze probuje po prostu usprawiedliwic swoje lenistwo, i ze zamiast chodzic po psychiatrach i brac leki powinnam poszukac pracy albo zajac sie czyms... latwo powiedziec! ja czasem nie mam SILY wstac z lozka...
z drugiej strony mama ciagle mi powtarza, ze widzi ze mam jakies problemy, bo nigdzie nie wychodze, zamykam sie w pokoju, unikam ludzi... ale kiedy mowie, ze to depresja to tylko sie smieje...
albo daje rady w stylu: wez sie w garsc...
to chyba prawda, ze bliscy nie chca zaakceptowac mysli o naszej chorobie

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 10:03 pm ]
gdyby oni wszyscy chociaz przez chwile mogli poczuc sie tak jak my... mysle ze dopiero wtedy by zrozumieli
i'd feel better dead
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
17 maja 2007, 18:39
Lokalizacja
~wrocław

przez miszek 31 maja 2007, 20:50
Moja rodzicielka sadzi,ze ja jestem wariatką i hipohondryczką, a moje problemy to głupoty. Pomimo tego,ze wie o moich probach samobojczych, samokaleczeniu i depresji...?

Wiem,ze kazde znas wychowywalo sie w innym otoczeniu. Ale czy samokaleczenie mozna nazwac 'mlodzenczym buntem'...?

Czy zatrucie tabletkami i 'mieszanka' to jest glupota...?

A czy depresja moze byc nazwana wlasnie ta 'imaginacja'...?

Nie wiem, nie wiem....Ale coż... w koncu to ja jestem...nie poważna....
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
05 maja 2007, 12:16

przez Nevada 02 cze 2007, 00:51
daj spokój. dobrze wiesz, że sprawa jest poważna, a metoda twojego otoczenia to po prostu technika zaprzeczania. Oni wiedzą, że coś jest nie tak, ale zrobią wszystko, żeby nie dopuścić do siebie myśli, że jest aż tak poważnie. olej ich i działaj sama. Pomóż sobie sama, przy pomocy poradni psychiatryczno psychologicznej, bo licząc na starych, którzy zachowują się tak jak się zachowują, daleko nie zajdziesz.
nie pomagam na pw.
nie pomagam w ogóle.
Offline
Posty
266
Dołączył(a)
02 paź 2006, 00:57
Lokalizacja
Horyzont Zdarzeń

Avatar użytkownika
przez laven 02 cze 2007, 12:16
Rodzina, znajomi itd. mają to do siebie, że czasem bagatelizują problem. Może się czegoś obawiają, nie rozumieją. Nie wiem. Nie potrafię powiedzieć. Czasem naprawdę należy liczyć tylko na siebie i lekarzy. Rozmawiałam z moją dobrą koleżanką o mojej nieudanej próbie samobójczej, ta jednak przerzuciła się na inny temat opowiadając na jakim fajnym przedstawieniu była w teatrze. Trochę mi się łyso zrobiło. Ale czas się przyzwyczaić, że niektórzy poza czubkiem swojego nosa nic więcej nie widzą. Nie przejmują się tym co nie jest w ich zasięgu. Wiedz, że tutaj nikt nie powie, że sobie coś wmawiasz. Tutaj w przeciwieństwie do Twojego otoczenia, wiemy co przeżywasz. Nie przejmuj się tym co ludzie mówią. Oni nie przeżyli tego co Ty więc nie potrafią tego zrozumieć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

przez Nevada 06 cze 2007, 02:07
jestem ciekawa, czy poszłaś w końcu do specjalisty z tym...
nie pomagam na pw.
nie pomagam w ogóle.
Offline
Posty
266
Dołączył(a)
02 paź 2006, 00:57
Lokalizacja
Horyzont Zdarzeń

przez vegge 06 cze 2007, 20:16
wazne ze ty wiesz co ci dolega i chcesz z tym walczyc, a zdanie innych, zwlaszcza takich co sie na tym nie znaja zupelnie niech ci w ogole glowy nie zaprzata :)
zesraj sie a nie daj sie
Offline
Posty
149
Dołączył(a)
05 cze 2007, 21:08
Lokalizacja
warszawa

przez Pstryk 08 cze 2007, 16:51
Hej, wróciłam do tego tematu, bo ostatnimi czasy mam dziwne myśli, choć to za mało powiedziane.
Widzicie, już od ponad 2 lat nikt nie traktuje mnie jak rozpieszczonego bachora, leniwego gnoja, użalającą się nad sobą ofiarą losu, pieprzoną egoistkę, nikt mi się nie odgraża, nie szarpie się ze mną na korytarzu, nie wydziedzicza mnie ble ble ble.... (te słowa to nie są moje wymysły: padły z ust najbliższej rodziny i padały tak często, że zaczęłam je traktować normalnie).
Mijają dwa lata a ja zaczynam się przyłapywać na zastanawianiu się czy przypadkiem to ja (teraz - bo wcześniej na pewno nie) nie wmawiam sobie, że jestem chora! Być może teraz stałam się właśnie taka, jak oceniali mnie wówczas rodzice i dla własnej pieprzonej wygody tak postępuję, bo tak łatwiej - użalać się nad sobą, tym bardziej widząc, że wszyscy się przejmują, są dla mnie mili i wyrozumiali....
Ale czy to jest możliwe?
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez laven 08 cze 2007, 20:39
Gdyby było jak tak myślisz, nie musiałabyś się leczyć. Nie musiałabyś się męczyć tyle czasu. A poza tym byłabyś świadoma tego, że sobie wmawiasz. Od początku. Przez tak długi czas powtarzano to Tobie, aż uwierzyłaś. Trudno odeprzeć takie ataki. Wymyślając sobie problemy, nie przeżywałabyś ich tak bardzo. Byłoby łatwo i w każdej chwili mogłabyś robić coś zupełnie innego, cieszyć się każdą chwilą itp. Nie powiem, też się łapię na takich myślach. Przygnębiają mnie one bardziej i zniechęcają do leczenia. Czuję się wtedy jak zupełny śmieć. Jeśli coś powoduje taki stan, trzeba się wybronić. Sprawdzić czy to prawda. Być może nie potrzebnie zadręczamy się takimi mękami. Jeśli lekarz mówi, że jesteśmy chore, to tak jest. Choć czasem prześladuje mnie wewnętrzny głos, że kłamię lekarzowi, nie mówię tego jak jest, tylko ubarwiam wszystko. Wiem, że tak nie jest. Ale coś chce mnie dobić. Nie daj się. Trzymaj się. Pozdrawiam serdecznie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

Avatar użytkownika
przez blackwitch 12 cze 2007, 11:51
Jeśli nawet tak jest ze wyolbrzymiamy problem i za bardzo koncentrujemy sie na swojej depresji, to tez ma swój powód. Rozmawiałam o tym z psychologiem- jeśli za bardzo sie koncentrujesz na tym ze masz ta depresje, to czesto jest to ucieczka od prawdziwego swiata i od problemów które cie przerastaja. I poniewaz sobie nie radzisz ze swiatem, wymyslasz problem i dzieki temu uciekasz od prawdziwego. Podswiadomie dazysz do tego by koncentrowac sie na czyms innym- by uciec (ten mechanizm działa tak samo w hipochondrii). Więc może rzeczywiscie wyolbzymiamy problem, ale w swietle tej teorii jet to uzasadnione. Trzeba sie rozprawic z tym co nas trapi, spojrzec w oczy lękowi, no a po pierwsze, znalezc jego zrodlo i to czego boimy sie najbardziej.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
107
Dołączył(a)
21 lis 2006, 22:50

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do