Co mi jest ?

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Co mi jest ?

przez ich.weisse.nicht 06 lip 2009, 02:29
Przejrzalem kilka artykułów, przejrzałem również kilka tematów na tym forum. I sam już nie wiem. Potrafię znaleźć u siebie objawy wielu zaburzeń. W związku z tym waham się w tej sprawie, czy jestem kompletnym psycholem który musi natychmiast udać się do szpitala, czy też znacznie przesadzam i mam jakieś urojenia - choć swoją drogą to także nadawałoby się do leczenia :lol:

Generalnie są to 3 rzeczy - lęki, natrętne myśli i dobijające przejawy somatyczne. Sprawiają one, że od kilku dobrych lat(od wieku dojrzewania do pojscia na studia_ że niemal każdy dzień to walka w samotności sam ze sobą.

Lęki - tu chyba objawy są podobne do socjopatii - kontakty międzypersonalne bywają niezwykle uciążliwe, najczęściej nie chce mi się z nikim gadać - kiedy już się przełamię to potrafię sprawiać wrażenie zupełnie normalnego, często żartuje i potrafię zyskać niemały szacunek do moich umiejętności deliberowania o przysłowiowej dupie maryny. Schody zaczynają się gdy trzeba pogadać o konkretach, a również w dużej mierze rzeczach popularnych wśród młodych ludzi typu muzyka, relacja. Jest to sfera, gdzie wyłania się się potrzeba zaprezentowania samego siebie. Z wielką niechęcią mówię o własnych poglądach, szczególnie w różnych kontrowersyjnych kwestiach typu historia, polityka itd. Gdy już się zmuszę do tego, to potrafię przeżywać nie lada katusze wypowiadając kolejne słowa. Gdy choć trochę się "ujawnię" to miewam nieraz ciężkie, natrętne ataki myśli o tym zdarzeniu które uniemożliwają mi cokolwiek. Strasznie ciężko mi idzie podtrzymywanie relacji z innymi - jak wychodzę z domu to często całą drogę boję się by nie spotkać jakiegoś znajomego, bo ciągle zamartwiam się że nie będe wiedział jak się zachować, co powiedzieć - szczególnie jak kogoś dawno nie widziałem, z obawy że może mnie już niezbyt pamięta i ma gdzieś, a ja się wygłupie nawet z głupim "cześć". Oczywiście zdaję sobie sprawę z absurdu sytuacji i jak już dojdzie co do czego to potrafię sobie jakoś poradzić, nie mniej lęk "przęd" potrafi być naprawdę paraliżujący - jest zapewne przyczyną tego, że potrafię zacząć mówić dziwnie i niezrozumiale, po prostu bełkotać, a wiem że normalnie potrafię mieć czysty, donośny i zrozumiały głos - czy może potrafiłem, bo nerwowy bełkot to u mnie normalka. Często lęk towarzyszy mi przy sprawach formalnych typu załatwianie spraw urzędowych czy zakupy. Dochodzi nawet do kuriozalnych sytuacji gdzie stresuje się tym, że ktoś może się mnie zapytać o dowód przy zakupie alkoholu, choć pelnoletni jestem juz ze 3 lata. Gdy dochodzi do takich sytuacji potrafię zażartować przy innych, że to fajnie że tak młodo wyglądam, jednak podświadomie czuje się jakbym był naprawdę traktowany jak dzieciak. Generalnie kontakty z innymi utrzymuje jedynie w szkole, pracy, akademiku. Nie mam po za tym regularnych znajomości nie wspominajac o dziewczynie czy przyjaciołach. Z rodziną ograniczam kontakty do minimum - strasznie mnie potrafi zdenerwować i podejrzewam że to ona może być jedną z głównych przyczyn moich zaburzeń. Frustruje mnie nie raz fakt, że choć ludzie wydają się mnie lubić, często się zgadzają z moimi opiniami podkreślając jaki to ja mądry i porządny (choć mi zawsze się wydaje, że nic genialnego nie powiedziałem, przez co czasem mam lęk że to jakaś kąśliwa ironia). A gdy przyjdzie co do czego to w sumie jestem olewany - nikt za bardzo nie chce utrzymywac ze mna kontaktu, spotykac sie - z drugiej strony wiem, ze gdyby jakies propozycje towarzyskie sie pojawily to bylby niebywały stres dla mnie. Chyba tylko raz w życiu byłem w sposób normalny zaproszony na impreze - tzn. w taki sposób że to domnie dotarło czyli dosłowny "jesteś zaproszony - przyjdź". Inne, w formie sugestii, gdybania itp wywołowały u mnie taki stres, nieufnosc, podejrzenia
że nie wiedzialem jak na to zareagowac i oczywiście nie zrobiłem nic. Podsumowując - czy samotny czy w towarzystwie czuje sie zle. Nie potrafię czerpać radości - nawet z rzadkich sukcesów cieszę się tylko parę godzin, po czym myślę o nowych nieszczęsnych zapewne wyzwaniach.

Natrętne myśli - choć tu napiszę mało, to wcale nie jest mniejszy problem. Razem z lękiem tworzą błędne koło. Najczęściej polega to na tym, że przypominam sobie w kółko przykre, krępujące wydarzenia z przeszłości co powoduje niemożliwość skoncentrowania się na czym innym. Powoduje to też odradzanie się lęków - kiedy na studiach trochę się przełamałem i moje socjopatyczne nastawienie się nieco rozmiękczyło - to dalej nie mogłem uwolnić się od natrętnych myśli jak to drzewiej z tym bywało jak i o różnych przykrościach których doznałem od ludzi. W końcu doprowadziło to do tego, że korzyści z przełamania okazały się minimalne - a teraz w okresie wakacyjnym czuje się tak samo samotny i niemal tak samo pogrążony w apatii niż kiedyś.

Objawy somatyczne - generalnie jestem w stanie walczyć zarówno z lękiem jak i z natręctwami. Jednak nie mogę walczyć z objawami, z kolei objawy nie pozwalają mi prowadzić udanej walki z nerwami (mimo wygrywanych potyczek). Tak jak natręctwa odradzają, tak objawy konserwują moje lęki i doprowadzają do obniżenia poczucia własnej wartości. Niekiedy zdarza mi się skok własnej wartości, głównie z powodu dostrzegania wszędzie głupoty,niekompetencji,warcholstwa. Gdy jednak zestawie to ze swoimi poprawami nieraz może wprowadzać mnie to w niebezpieczne huśtawki nastrojów (czasem wręcz myśli samobójcze, ale to nic stałego na szczęście). Ale do rzeczy. Doskwiera mi głównie brak koncentracji, przewlekłe zmęczenie, senność, niekiedy wręcz otępienie - krótko mówiąc zamulenie oraz trzęsienie się kończyn, również wspomniany wcześniej bełkotliwy słowotok. Gdy się jakoś "wstrzele" i skoncentruje się, odmule, poczuję się wypoczęty to potrafię osiągnąć bardzo dobrą formę. Kłopot w tym, że zdarza się to bardzo rzadko i krótko, po czym potrafi mnie to jeszcze bardziej zdołować - bo widzę co tracę gdy jestem w "normalnej" dyspozycji.


Z tego wszystkiego sądzę, że nie potrzebuje psychologa, lecz psychiatry a raczej prochów przezeń przepisanych 8) Próbowałem kilka razy się przełamać bez leczenia - na razie kilka wielkich klap i minimalne efekty po wyjeździe do dużego miasta na studia. Chciałbym kilka-kilkanascie kolejnych miesiecy być na lekach - myślę że to by wystarczyło by w miare udanie walczyć z nerwami i być może depresją (tj, nie wiem czy do konca ja mam, a jezeli to jakie stadium).

Niestety własnie wizyta u psychiatry jest obecnie chyba z największych lękowych wyzwań w mym życiu. Obawiam się, że nie ułoże na tyle zwięzłej historii jak tu - albo, że przesadzę i jeszcze mnie skierują do szpitala czy coś albo ze wstydu powiem zbyt mało i wyjdę na jakiegoś symulanta bądź dostane nieodpowiednie bądź za słabe lekarstwa. Mam nadzieję, że ktoś zaproponuje tu jak mniej więcej całą sytuacje przedstawić u lekarza, by bez niepotrzebnego użalania się czy lania wody dostać upragnione leki. Chciałbym zaoszczędzić sobie nerwów...dopóki czegoś na nie nie dostane.

Kończąc najśmieszniejsze jest to, że pewnie jutro rano dopadną mnie natrętne myśli z powodu tego postu - że jestem idiotą otwierając się tak przed innymi, że ktoś mnie rozpozna, że za dużo napisałem, że pewnie i tak żadnych dobrych reakcji się nie doczekam, że ludzie pomyślą cóż to za psychol pisze. I pewnie przez myśl mi nie raz przejdzie, żeby zapomnieć o tym co tu napisałem i prowizorycznie nie zaglądać tu przez conajmniej tydzień :mrgreen:

pozdrawiam.
Posty
2
Dołączył(a)
06 lip 2009, 00:46

Re: Co mi jest ?

przez Artak 06 lip 2009, 06:02
Siemka, przeczytałem po łebkach bo za długi, nudnawy no i zniechęciłem się po pierwszych linijkach.

Każdy chciałbybyć socjopatą co? :lol: Kolego socjopatia ma to do siebie, że charakteryzuje ją brak lęku, wysoka pewność siebie a nawiązywanie kontaktów z innymi osobami przychodzi bardzo łatwo, bez żadnych oporów. W kontakcie z socjo poczułbyś się o- taki malutki :lol:
Udaj się do dobrego psychiatry, lub psychologa jak najszybciej. Trudno powiedzieć co ci jest, ja bym to podpiął pod jakąś nerwicę.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
05 lip 2009, 06:23

Re: Co mi jest ?

Avatar użytkownika
przez Donkey 06 lip 2009, 08:07
Tez uwazam ze czym predzej biegnij do lekarza. Moze np. psycholog zeby stwierdzil co dolega, moze sama psychoterapia wystarczy!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2081
Dołączył(a)
03 maja 2009, 16:14
Lokalizacja
Poznań

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co mi jest ?

Avatar użytkownika
przez sensual 06 lip 2009, 12:56
mam identyczne objawy, z tym że ja mam fobie społeczną połączoną z depresją.
Czy stresują cie takie sytuacje jak rozmowa przez telefon w miejscach publicznych, jedzenie, picie? może zrob sobie test Liebowitza
a co tu pisać....
Avatar użytkownika
Offline
I Mister Forum
Posty
86
Dołączył(a)
11 cze 2009, 09:21
Lokalizacja
dolnoślaskie

Re: Co mi jest ?

przez ich.weisse.nicht 06 lip 2009, 20:55
sensual napisał(a):mam identyczne objawy, z tym że ja mam fobie społeczną połączoną z depresją.
Czy stresują cie takie sytuacje jak rozmowa przez telefon w miejscach publicznych, jedzenie, picie? może zrob sobie test Liebowitza


Tak, odczuwam przy tym również przyśpieszone bicie serca, pocenie się no i drgawka większa.

Zauważyłem też ostatnio rosnącą agresję w moich zachowaniach.

Kolego Artak - masz racje wczoraj w nocy ze zmęczenia faktycznie pomyliłem terminy socjopatia z fobią społeczną. Choć w sumie zdarzyło mi się parokrotnie spotkaniu z osobami po których widać brak pewności siebie wykazać zachowania zbliżone do socjopatii.

Co do tekstu - to chyba nie jest forum literackie czy rozrywkowe. Pisząc tu sądziłem, że ludzie są przyzwyczajeni do nudnych i długich historii...
Posty
2
Dołączył(a)
06 lip 2009, 00:46

Re: Co mi jest ?

Avatar użytkownika
przez Matilde 06 lip 2009, 21:44
ich.weisse.nicht, witaj :)
Nie myliłeś się, każdy tu na wstępie "przynudza" bo każdy chce opowiedzieć swoją historię. Słuchaj na pewno warto żebyś się wybrał do specjalisty. Widzę że jesteś bardzo "napalony" na leki, ja jednak muszę wtrącić swoje jako ich przeciwniczka - leki ci nie zlikwidują lęków, wyciszą je na tyle żeby można było funkcjonować, ale problem od tego nie zniknie i proponowałabym terapię do kompletu. Ale mnie nie musisz słuchać, lekarz Ci też pewnie o tym wspomni. Ja mam podobną sytuację z fobią społeczną, nie lubię mówić o sobie i swoich poglądach, boję się że zostanę wyśmiana, na ulicy mam wrażenie że ludzie mnie obserwują i oceniają, zaczynam się nawet z nerwów jąkać choć nie miałam z tym wcześniej problemu. Jak wychodzę do ludzi to mnie dławi w gardle ze strachu. Natręctwa też mnie dobijają i to rozpamiętywanie przeszłości...
No przy pierwszej wizycie każdy się stracha ale da się przeżyć :) Najważniejsze że uświadamiasz sobie problem i chcesz z nim cuś zrobić :)
"Bo tak naprawdę jedyna droga do tajemnicy prowadzi przez rozpacz. Można by wręcz powiedzieć, szczęśliwi, których stać na rozpacz"
W. Myśliwski - Widnokrąg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
175
Dołączył(a)
27 lis 2008, 00:16
Lokalizacja
CK

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: MSNbot Media i 11 gości

Przeskocz do