Bezsensowne życie.

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Bezsensowne życie.

przez cadarxx 23 maja 2008, 02:52
Jest to mój pierwszy post na forum, ale wcześniej nie będąc zarejestrowanym sporo czytałem, więc znam problemy wielu użytkowników. Pierwszy swój temat założyłem tutaj, gdyż po co zakładać 2 tematy w dwóch różnych działach, jak mogę tutaj na pisać o moich problemach jak i się przywitać, więc witam wszystkich :smile: . Moja historia będzie długa, ale ciekawa, bo całe moje życie było pełne problemów, upokorzeń i smutku, więc jest o czym pisać. Mam nadzieję, że przeczytacie do końca bo im dalej, tym ciekawiej.
Mam 25 lat, wiele już w życiu przeszedłem. Właściwie od podstawówki zaczęła się prawdziwa szkoła życia. Byłem tam nieudacznikiem, fajtłapą przez co prawie nikt nie chciał się ze mną kolegować. W szkole średniej było tak samo. Jeśli chodzi o dziewczyny, to zawsze w stosunku do nich byłem bardzo nieśmiały, mimo to niektóre dawały mi znaki, że chciałyby spróbować ze mną być(ładna buźka robi swoje), ja jednak zawsze marnowałem okazje czy to przez nieśmiałość czy jakieś inne duperele. Na studiach byłem trochę pewniejszy siebie, tzn. nie bałem się rozmawiać z ludźmi, przez co nie byłem jakimś pośmiewiskiem. Miałem wtedy kilku kolegów, ale bardzo rzadko z nimi gdzieś wychodziłem, po prostu przyzwyczaiłem się do samotności będąc w szkole podstawowej i w liceum. Równie dobrze wogóle by mogło ich nie być, a ja bym się tym nie przejmował. Inaczej wyglądała sprawa z brakiem kobiety u boku. Bardzo chciałem mieć dziewczynę, dużo rozmawiałem z niektórymi na studiach, ale nigdy nie miałem śmiałości zaproponować jakiegoś spotkania w 4 oczy. Do czasu... aż poznałem dziewczynę, której nie powinienem poznać...
Na ostatnim piątym roku grupy się wymieszały i do mojej przyszła dziewczyna, na którą już od dłuższego czasu zwracałem uwagę, zresztą jak wszyscy, bo miała ciekawą urodę. Zagadałem do niej. Widać, że ona mnie polubiła na swój sposób, bo zawsze starała się przebywać tam gdzie ja, to ze mną spędzała najwięcej czasu. Ja widząc to postanowiłem zaproponować jej spotkanie-randkę. Tak, wreszcie się na to zdecydowałem. Już na pierwszej randce(dyskoteka) zauroczyłem się nią. Zrobiła się na bóstwo, jej uroda naprawdę rzucała się w oczy, świetnie mi się z nią rozmawiało, mimo iż słabo się znaliśmy, to rozmowa się kleiła. Już tego dnia jednak jedna rzecz mnie zaniepokoiła- na parkiecie tańczyła przez chwilkę z innym. Ja to olałem, bo sam jestem słabym tancerzem, więc tylko wstydu by się najadła. Później żeśmy się trochę pokłócili o jakieś bezsensowne sprawy. Myślałem, że już nie będzie się chciała ze mną spotykać, ale myliłem się. To ona pierwsza zadzwoniła, że chce się umówić. I tak mijały kolejne spotkania. Dalej dobrze nam się rozmawiało, ale nic innego się nie działo, wogóle nie widziałem w niej chęci czegoś więcej. Pewnego razu doszło do sytuacji, że na dyskotece nie chciało mi się już tanczyć, więc poszedłem sobie posiedzieć przy piwie, w tym czasie ona się bawiła. Po jakimś czasie przyprowadziła do stolika bardzo przystojnego faceta, który rzekomo był jej znajomym, ale tak prawdę powiedziawszy nie wierzyłem w to, bo miałem liczne powody ku temu bo nie wyglądało to tak, żeby się znali. Raczej dopiero się poznawali. Ten facet zaczął się do niej dyskretnie dobierać a co gorsza, ona udawała, że tego nie widzi... Bardzo mnie to zirytowało i po prostu wyszedłem stamtąd. Miałem ochotę pobić tamtego kolesia, ale nie było powodu, bo przecież ona nie była moją kobietą, a tylko koleżanką. Nie wiem czy coś między nimi zaszło, ale byłem wściekły i obiecałem sobie, że nigdy więcej się z nią nie spotkam. Niestety po jej kolejnym telefonie od razu zgodziłem się na spotkanie :o . Od tej pory byłem jednak sprytniejszy, bo zabierałem ją w miejsca, gdzie nie ma parkietu, więc ciągle przy mnie siedziała. W dalszym ciągu jednak nasze relacje stały na tym samym, koleżeńskim podłożu, nic nie posuwało się naprzód. Potem postanowiłem dać sobie z nią spokój i tym sposobem po ukończeniu studiów już jej nie widziałem mimo, iż ona proponowałą kolejne spotkania. Ja się na nie nie zgadzałem. Przez kilka miesięcy często o niej myślałem. Po pewnym czasie o niej prawie zapomniałem i... znowu ją spotkałem :( .
Tym razem nasze spotkania były jednak trochę inne, było jakby więcej romantyzmu choć i tak do niczego nie doszło. Kompletnie się w niej jednak zakochałem, ciągle o niej myślałem. Na przedostatnim spotkaniu rozmawialiśmy o wyglądzie zewnętrznym i ona dała mi do zrozumienia, że mój wygląd jej odpowiada, że jej się podobam. Bardzo się z tego ucieszyłem i zacząłem przygotowywać plan zaproponowania jej związku. Na tym chwilowo zakończę moją historię, by dokończyć ją po dodaniu poniżej bardzo ważnej rzeczy.


Przez ten czas, przez który się z nią nie spotykałem, czyli przez te kilka miesięcy bardzo dobrze szły mi inwestycje, zarabiałem mnóstwo pieniędzy. Uskładałem przez ten czas kilkadziesiąt tysięcy zł, oczywiście ona nic o tym nie wiedziała bo nie chciałem, żeby była ze mną dla kasy. Po tym przedostatnim spotkaniu byłem wniebowzięty, wreszcie moje życie zaczęło się układać, w końcu zarabiałem ogromne pieniądze, podobałem się pięknej dziewczynie, na której abrdzo mi zależało, z którą świetnie mi się rozmawiało. Jednym słowem żyć nie umierać.

Po 2 tygodniach od przedostatniego spotkania nadeszła chwila prawdy. Miałem już przygotowaną mowę, wybrałem romantyczne miejsce. Tego dnia byłem romantyczny jak nigdy, powiedziałem jej oficjalnie, że mi na niej zależy, że chcę z nią być. Ona powiedziała, że to przemyśli a wiadomo, co takie odpowiedzi znaczą... Po tygodniu przeżyłem prawdziwy szok jak mi oznajmiła, że nie chce ze mną być, bo kocha innego. Nie sądzę, aby to była prawda, bo nigdy jej w związku z żadnym facetem nie widziałem. Podejrzewam, że ona z nikim nie chciała być, więc tylko się mną bawiła.

Załamałem się, miałem koszmary w nocy z jej udziałem, ale sytuacja jeszcze nie była zła, bo interesy dalej szły super. Kiedyś planowałem sobie, że niebawem kupię mieszkanie i z nią zamieszkam. Po ostatecznym rozstaniu z nią plan był podobny, tyle że miałem zamieszkać tam sam. Miałem już dość kobiet, ta bardzo mnie zraniła.

Niestety nadeszły CZARNE dni. Będąc podłamany z powodu tej dziewczyny postanowiłem o wiele ostrzej inwestować i... wszystko straciłem. Wszystkie marzenia legły w gruzach. Pojawiły się myśli samobójcze.
Pewnego dnia wyszedłem z domu z jasnym planem zabicia się, jednak nie mogłem tego zrobić moim rodzicom i w porę się opamiętałem.

Postanowiłem wrócić do domu i zacząć wegetację. Od ok. pół roku siedzę ciągle w domu, prawie wogóle nie wychodzę, nie dbam o siebie. Całe dnie spędzam przed kompem. Wiem, że nic dobrego mnie nie spotka. Do pracy nie pójdę, bo jak się zmobilizować na zarobek 1-2 tys. zł jak wcześniej przez kilka miesięcy zarabiałem po kilkanaście tysięcy prawie nic nie robiąc? Już nie wierzę w to, że kiedyś kupię własne mieszkanie, całkowicie się poddałem i czekam na jakiś cud typu wygrana w lotto.
Kobiety dla mnie już nie istnieją, wręcz do każdej czuję nienawiść, widzę w nich same zło(ale nie martwcie się, na internecie tej nienawiści nie czuję :smile: ) z kumplami wogóle już nie utrzymuję kontaktu, zmieniłem numer telefonu z którego i tak nie korzystam, GG odinstalowałem i inne komunikatory tak samo.
Jak teraz wygląda moje życie? Całe dnie spędzam przed kompem, telewizorem lub w łóżku śpiąc. Co najciekawsze rodzice przestali się tym przejmować. Widać, że wiedzą, że ze mnie już nic nie będzie. Mają mi za złe, że utopiłem tyle forsy szczególnie, że pewna część tego to były ich pieniądze, które mi dali abym mógł się wykazać, jakąś sumę na start w końcu musiałem mieć.
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
23 maja 2008, 01:36

Re: Bezsensowne życie.

przez wodnik 23 maja 2008, 03:21
Jeśli jeszcze jesteś to chętnie z tobą pogadam.Nie możesz się poddać.Wiem,że to brzmi banalnie,ale tak to odczuwasz teraz.3 lata temu stwierdziłam,że nie jestem już feniksem który ciągle się odradza z popiołów.Odpuściłam.Deprecha i napady lęku i paniki prawie mnie zżarły.Przeszłam przez leki,terapię,itd.Niestety tułałam się państwowo.leki odstawiłam bo wszystko wskazywało,że dam radę.Wszytko było pod kontrolą.I nagle buch!jakieś pół godziny temu pożegnałam się z panami z pogotowia.I wiesz co?Nie dam się.Będę walczyć.Mimo,że w tej chwili jestem tak wyczerpana,że mam wszystkiego dosyć i chciałabym uciec.Uciec od tego co mi tak namieszało w życiu.Wiesz co by się jednak wtedy stało?To gówno by wygrało a ja nigdy nie poczułabym smaku zwycięstwa.Pamiętaj,że nadzieja zawsze umiera ostatnia.Mam nadzieję,że uda się i mnie i Tobie i nam wszystkim.HOUK!
"bez szacunku do samego siebie życie nie ma większego sensu.nie mając zaufania do siebie,skazujemy się na łaskę innych i uzależniamy od zdarzeń."
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
22 lis 2006, 23:38
Lokalizacja
łóDź

Re: Bezsensowne życie.

przez cadarxx 23 maja 2008, 03:32
To, że dożywotnio zniechęciłem się do kobiet i że złożyłem przesięgę, aby nigdy więcej nawet przyjacielsko nie umawiać się z żadną- to mogę przeboleć. Samotne życie może być ok, jak się ma liczne zainteresowania i ma się środki na ich realizację.
Tego, że utopiłem przez własną chciwość w idiotyczny sposób mnóstwo pieniędzy mając bardzo duże, regularne zyski dzięki dobrej realizacji tego co założyłem- tego już nie mogę przeboleć. Wiesz jakie to jest uczucie jak doskonale zdajesz sobie sprawę, że dalej też bym zarabiał, a nie masz środków, by zainwestować? To jest naprawdę tragiczne uczucie. Mogłem mieć własne mieszkanie, mogłem mieć cudowne życie podróżując, zwiedzając miejsca, w których zawsze chciałem być. Mogłem się odwdzięczyć rodzicom za to, że starali się mnie na ludzi wyprowadzić. A teraz co? Jestem bankrutem, nieudacznikiem, marzenia o własnym mieszkanku i podróżach prysły jak bańka mydlana.
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
23 maja 2008, 01:36

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Bezsensowne życie.

Avatar użytkownika
przez zimbabwe 23 maja 2008, 07:55
Mimo że nie skończyłam szkoły uważam się za nieudacznika... Bo nie potrafię sobie poradzić z moją matką i z niczym. NIe wyobrażam sobie siebie w jakiejkolwiek pracy. Boję się że nie zdam matury, teraz ledwo wybroniłam się przed komisem w sierpniu z majcy. Nienawidzę siebie.
"Tatusiu, jaki jest sens życia?"
"Zaraz będą <<Fakty>> to się dowiesz!" :-D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
547
Dołączył(a)
04 sty 2008, 20:02
Lokalizacja
z epoki kamienia łupanego

Re: Bezsensowne życie.

przez Pstryk 23 maja 2008, 11:28
Zimbabwe często nie jesteśmy obiektywni w spojrzeniu na real. Przeważnie bywa tak, że jak się wali to wiele na raz dlatego wydaje się, że na raz tracimy wszystko. Dystansu potrzebujesz Zimbabwe i więcej wiary :!: :!: :!: Właściwie Ciebie Cadarxx też to dotyczy ;)
Pstryk
Offline

Re: Bezsensowne życie.

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 23 maja 2008, 16:30
No i mnie też to dotyczy ;)
Też myśle o sobie że jestem nieudacznikiem,nic mi się nie udaje....nie umiem nawet z ludżmi rozmawiać.... :cry:
No ale rzeczywiście musze mieć więcej wiary w siebie
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Bezsensowne życie.

przez Kreska150 23 maja 2008, 21:10
Widac ze ta laska zabawiala sie twoim kosztem wykorzystała twoja slabosc do kobiet.Ale to jeszcze nie koniec swiata. Wiem,ze nie chce ci sie dalej zyc bo twoje interesy legly w gruzach. Ale wiele osob zaczynalo od zera a teraz duzo zarabia. Bardzo zle zrobiles odcinajac sie od swiata. Musisz wyjsc do niego. Zacznij spotykac sie z kolegami. Takie przyjacielskie spotkania ci ponoga nie bedziesz sie czul samotny. Sprobuj odbudowac swoje sprawy zawodowe napoczatku moze bedzie trudno ale dasz rade:). Moze teraz masz taki stosunek do kobiet ale nie wszystkie sa takie. Napewno spotkasz taka ktora doceni twoje zalety i bedzie cie kochac bezinteresownie. A te wydarzenia potraktuj jako to ze berdziej bedziesz uwazac na kobiety i bardziej bedziesz chcial lepiej je poznac zycze powodzenia:)
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
23 maja 2008, 20:42

Re: Bezsensowne życie.

przez cadarxx 23 maja 2008, 22:25
Problem w tym, że mnie samotność wogóle nie przeszkadza. Przez podstawówkę i szkołę średnią nie miałem właściwie żadnych kolegów, więc się do tego przyzwyczaiłem i teraz wszystko mi jedno, czy miałbym 100 kumpli czy zero. Kobiety kiedyś mi brakowało, a po tym jak zostałem zrobiony w ch... również nie odczuwam potrzeby bycia z jakąś. Inne, lepsze kobiety może i są, ale nie mam zamiaru ryzykować, bo jak prędzej trafię na taką jak tamta, to mogę tego nie przeżyć. Teraz w moim życiu wszystko jest do niczego, zarówno sprawy zawodowe jak i prywatne, ale wszystko jest od dłuższego czasu na tym samym poziomie, więc się do tego przyzwyczaiłem, a jeśli znowu bym się w jakiejś dziewczynie zauroczył i ponownie został tak wykorzystany lub zdradzony, to ponownie pojawiłyby się myśli i plany samobójcze, a tego chcę uniknąć.
Z kobietami definitywny koniec. Jeśli chodzi o życie zawodowe, to liczę tylko na jakiś cud.
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
23 maja 2008, 01:36

Re: Bezsensowne życie.

przez hekate 24 maja 2008, 00:26
Pomysl o tym na dluzsza mete. Chcesz starzec sie samotnie? Chcesz cale zycie mieszkac z rodzicami? Pomyslo nich. Maja prawo odpoczac i na pewno chcieliby wyjsc na spacer z wnukami. Ucieczka od ludzi to nie rozwiazanie. Czlowiek nie jest z natury samotnikiem, a kazde stawianie sie naturze nie prowadzi do niczego dobrego.
Jesli Ci zle - placz az skoncza Ci sie lzy , a potem wez sie w garsc i zrob cos ze swoim zyciem.
I zapamietaj. Co Cie nie zabije to Cie wzmocni.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
18 maja 2008, 14:09

Re: Bezsensowne życie.

przez Kreska150 24 maja 2008, 12:08
Zgadzam sie z hekate moze narazie nieodczuwasz takiej potrzeby moze narazie jeszcze nie wyleczyles tych ran. Ale czas leczy rany. Pamietaj o tym ze samemu bedzie ci trudno. Wierze w to ze spotkasz na swej drodze kogos kto bedzie z toba na dobre i na zle.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
23 maja 2008, 20:42

Re: Bezsensowne życie.

przez Gusiaty 24 maja 2008, 17:51
na dobre może, ale nie na złe - nie ma juz nadziei na to we mnie... ja przeżyłam upokorzenie po 20 latach związku - po prostu mąż zakochał się w 25-latce - zdrada podobo tylko emocjonalna- o ironio jakie to prymitywne, ale czemu do licha tak boli? dlaczego wyrzucił mnie poza nawias?
dlaczego? nie chcę żyć.
gusia
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
23 maja 2008, 17:52

Re: Bezsensowne życie.

przez cadarxx 24 maja 2008, 18:37
Zakochał się w jej młodym ciele i tyle.
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
23 maja 2008, 01:36

Re: Bezsensowne życie.

przez cadarxx 18 cze 2008, 23:43
Pojawiła się kolejna(pewnie już ostatnia) szansa w moim życiu. Mam szansę odrobić przynajmniej część z tego, co straciłem. Póki co idzie dobrze, ale to dopiero początek.
Offline
Posty
369
Dołączył(a)
23 maja 2008, 01:36

Re: Bezsensowne życie.

Avatar użytkownika
przez jaaa 18 cze 2008, 23:55
skoro zarobiles tyle kasy to znow mozesz malymi sumami dalej inwestowac i zarobic duzo ,tylko w pore sie wycofuj ;)

swoja droga sama bym poznala co to za sposob na zarobek :mrgreen:

zycze ci bys odnalazl sens w zyciu:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1623
Dołączył(a)
22 sie 2007, 20:40

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do