Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez sqnik 13 maja 2011, 10:12
Mój partner podobał mi się od zawsze , a teraz też mam myśli, że jest brzydki (nawet dziś w nocy miałam sen, mój partner był jakiś taki dziwny, jakby zmutowany;/;/ . no i ja Go zostawiłam bo powiedziałam że jest brzydki no alee..to tylko sen ;d) . Też podobnie jak krzywy92 mam myśli że to nie dla mnie, że jest mi z Nim nudno, że prędzej czy później mi się znudzi albo Go zdradzę więc po co to ciągnac ;/
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
30 mar 2011, 13:11

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez shinobi 13 maja 2011, 10:20
kini. napisał(a):Mam pytanie do wszystkich, może wydać się trochę głupie, ale czy wasi partnerzy są w waszym typie? Jeśli chodzi o wygląd, charakter? Czy odpowiadają temu wzorcowi, który gdzieś tkwi w głowach od zawsze? Czy gdzieś na mieście, w tłumie czy w towarzystwie, zwracacie uwagę na podobne osoby czy też zupełnie inne?


Nigdy jakoś dogłębnie nie analizowałem "mojego typu", dlatego zdaje mi się, że działam standardowo, czyli: albo ktoś mi się podoba, albo nie, zaś najczęściej kobieta o interesującej osobowości wydaje się dużo bardziej atrakcyjna fizycznie, niż mogłaby się wydawać oceniana jedynie przez pryzmat urody. W drugą stronę to niestety nie działa.
Oczywiście widząc na ulicy kobietą z fajną dupą, myślę "fajna dupa", ale to myśl funkcjonująca jakby w oderwaniu od wszelkich przymiotów intelektu i ducha. ;)
Moja partnerka podob mi się, choć trochę mniej w fazie focha. :mrgreen:
shinobi
Offline

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Amy Lee 13 maja 2011, 22:09
Zawsze najbardziej ciągnęło mnie do blondynów pasjonujących się muzyką, i takiego właśnie mam :shock: . Co do charakteru to wymagania wyklarowały mi się z czasem, najbardziej w związku liczę na cierpliwość i wierność.

Ale wiadomo, jak mam gorszy nastrój, to zwracam uwagę na wady (że gruby, że uparty, że się nie umie ubrać i.t.d) i różnice między nami (przekonania, sposoby rozwiązywania problemów). Ale czy z drugiej strony, ja bym wytrzymała z kimś takim samym jak ja (jeśli tacy w ogóle istnieją)? Albo czy w ogóle potrafiłabym sobie wyobrazić partnera idealnego (już nie mówiąc o jego znalezieniu)? No chyba pewnie właśnie nie.
Amy Lee
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kini. 14 maja 2011, 21:17
No właśnie ja tak mam, że mój obecny partner nie jest typem faceta, jakiego sobie wymarzyłam będąc jeszcze gówniarą (czyt. gimnazjum, początek liceum). Wprawdzie jak się w nim zakochałam, to zupełnie mi nie przeszkadzało, że jest inny od moich wyobrażeń. Wręcz przeciwnie - myślałam, że to jest właśnie prawdziwa miłość, skoro chcę z nim być nie zważając na wygląd i pewne oczekiwane cechy charakteru. Ale teraz jak pojawiają mi się te natrętne myśli, to niestety ciągle o tym myślę - że nie jest dla mnie, że do siebie w ogóle nie pasujemy, że jest niski, taki zbyt chłopięcy, nie dobrał odpowiednio stroju itp., za mało towarzyski, wygadany..., a na ulicy zwracam uwagę na te kiedyś wymyślone "ideały". Z kolei jak mam lepsze dni, to nie mogę się nadziwić, że jest taki uroczy, fajny i dobrze, że jest trochę bardziej oryginalny od tych "ideałów" :/ I tak w kółko. Masakra.

-- 14 maja 2011, 21:31 --

Nie wiem: czy wmawiam sobie, że potrzebny mi ideał, choć wcale tak nie jest czy wmawiam sobie, że kocham tego jednego, który ideałem nie jest??? Oczywiście non stop analiza.
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
05 kwi 2011, 20:15

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez Blair 14 maja 2011, 21:53
Ja się niedawno rozstałam z moim narzeczonym.
Ja zerwałam. Przyczyną co prawda nie była moja nerwica aczkolwiek może trochę też.

Gdy byliśmy razem często obawiałam się,ze jak pójdę na imprezę czy gdzieś to go zdradzę...Byliśmy razem przez 6lat ...zawsze byłam wierna.

Gdzieś przeczytałam ,że nerwica natręctw bierze się ze strachu przed "poniesieniem". Tzn tworzy się lęk moralny ,ktory sprawia,że jesli człowiek się rozluźni to wyjdzie z niego nieokiełznana bestia,
Myślę,ze duzo w tym prawdy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
14 maja 2011, 18:45
Lokalizacja
seaside

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kini. 14 maja 2011, 22:03
Smutna historia, 6 lat to szmat czasu. Czy ten strach, lęk moralny był przyczyną rozstania?
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
05 kwi 2011, 20:15

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zagubiona13 15 maja 2011, 11:22
Ja też jestem w związku 6 lat. Dlatego to co się dzieje tak boli. Czasem nie mam już siły i czuję, że na prawdę jest tak jak myślę...boli jak drzazga pod paznokciem. Ale zauważyłam, że to zależy od mojego nastroju, jak jestem zniżowana wszystko jest do bani nie kocham go, mam myśli, że chce się rozstać, a na spotkaniu szukam tylko potwierdzenia swoich myśli. Znaczy jak nie krzesze z siebie entuzjazmu to na pewno tak jest i jazda od początku...nie mam już siły...robię się coraz bardziej obojętna. NIECH TO PIEKŁO SIĘ SKOŃCZY!!
Życie depcze wyobraźnie.Zrozum.Uwierz.
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
28 kwi 2011, 14:11

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez Blair 15 maja 2011, 15:20
kini. napisał(a):Smutna historia, 6 lat to szmat czasu. Czy ten strach, lęk moralny był przyczyną rozstania?



Nie zupełnie nie.
Myślę obiektywnie,że w sumie nerwica nie przyczyniła się do rozstania.

-- 15 maja 2011, 15:21 --

zagubiona13 napisał(a):Ja też jestem w związku 6 lat. Dlatego to co się dzieje tak boli. Czasem nie mam już siły i czuję, że na prawdę jest tak jak myślę...boli jak drzazga pod paznokciem. Ale zauważyłam, że to zależy od mojego nastroju, jak jestem zniżowana wszystko jest do bani nie kocham go, mam myśli, że chce się rozstać, a na spotkaniu szukam tylko potwierdzenia swoich myśli. Znaczy jak nie krzesze z siebie entuzjazmu to na pewno tak jest i jazda od początku...nie mam już siły...robię się coraz bardziej obojętna. NIECH TO PIEKŁO SIĘ SKOŃCZY!!


Nie wiem czy to dobry sposób ale mi pomagalo.
Gdy głupie mysli nadchodziły to tłumaczyłam sobie "że to tylko mysli"->są i odejdą.

Moze być też tak ,że miłość się kończy i nie ma to nic wspólnego z nerwicą!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
14 maja 2011, 18:45
Lokalizacja
seaside

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez mia666 18 maja 2011, 15:21
nie czuję radośći...ja chyba nie mam dobrych dni..męczę się.
nie pamiętam kiedy ostatnio powiedziałam 'kocham cie'...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
07 wrz 2010, 17:39

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez sqnik 18 maja 2011, 21:41
mia666, a czy w chwili obecnej leczysz sie? leki, terapia? czy przez ten cały okres miałaś lepsze dni czy cały czas analiza itd.?
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
30 mar 2011, 13:11

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez krzywy92 18 maja 2011, 21:53
włączę się do tematu.. czy ymm.. staranie się nie myśleć o tym wszystkim, nie analizować, jak myśl się pojawi zająć głowę czym innym w końcu doprowadzi do odpuszczenia tego nn ? komuś się udało ?
Zresztą.. kurcze, tak tutaj wszyscy piszemy, a niezbyt precyzujemy co robić.. no właśnie, co z tym robić ? nie sposób się zadręczać tym wszystkim..
Jestem tu po to by wygrać z tą chorobą i pokazać Wam, że jest to możliwe.
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
19 mar 2011, 15:48

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez mia666 18 maja 2011, 23:28
w ciągu tych 9 miesięcy..owszem miałam lepsze dni.
Na początku była masakra..jak depresja..płacz.nie spałam..nie jadłam..
Teraz jakoś nie płacze..śpie normalnie-wykluczając beznadziejne sny.
Chodziłam do pscyhologa->stwierdził nn poszłam do psychiatry,ktory przepisał leki,brałam,ale..bez wiekszych rezulatów,juz ich nie biore.-> teraz chodzę do innej pscyholog..tzn od 2miesiecy jakichs nie byłam..bo...nie chce mi sie? boje sie? albo uwazam,ze to bezsensu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
07 wrz 2010, 17:39

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez krzywy92 18 maja 2011, 23:37
najgorzej to się poddać i nic z tym nie robić.. hmm.. jeśli chcesz, to nie wiem możemy pogadać prywatnie, może jakoś będę mógł Ci pomóc..
Jestem tu po to by wygrać z tą chorobą i pokazać Wam, że jest to możliwe.
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
19 mar 2011, 15:48

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez sqnik 19 maja 2011, 12:35
hmm, ja tkwię w tym od 4 miesięcy..owszem, u psychiatry byłam, przepisała mi leki, ale jeszcze ich nie biore. Zacznę 23 maja jak juz będę po maturze :D póki co, jakoś radzę sobie z tym sama ... muszę powiedziec, że maj jest udanym miesiącem, mam te myśli ale coraz rzadziej się pojawiają..no a ja staram się nie analizowac wszystkiego, jak jakas myśl jest to próbuję zaprzątnąc głowe czym innym, zając się czymś albo po prostu zaczynam z kimś rozmawiac ;D u mnie się sprawdza..mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej.. w maju ani razu nie miałam ataku paniki :)
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
30 mar 2011, 13:11

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do