Nerwica a nasze prawdziwe Ja

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Nerwica a nasze prawdziwe Ja

przez cookiemonster 28 cze 2009, 14:56
ja tez miewam przerozne wcielenia raz kogos mega przebojowego , wiecznie usmiechnietego , ze sztuka tez mialam takie jazdy , z fotografia itp. i tez odczuwam ,ze to nie jest to i chyba na sile sie oszukuje ale kiedy na tej wycieczce poczulam to co Data czyli milosc do siebie , to wtedy czulam sie bosko jak w niebie... tylko teraz niestety mam za malo odwagi zeby wykonywac te cwiczenia...
Offline
Posty
119
Dołączył(a)
17 kwi 2008, 17:57

Re: Nerwica a nasze prawdziwe Ja

Avatar użytkownika
przez Nocka 01 lip 2009, 08:47
Witaj moje JA ktore doprowadzasz mnie do samodestrukcji!!! :( Nie wiem przypadkiem czy nie jestes puszka Pandory ale dzis wiem ze to TY
A ja dopiero kiedy siegnelam dna Zaczynam rozumiec o co w tym wszystkim chodzi. Jutro zapytam mego terapeute czy wyciagam zdrowe wnioski. Przez lata ktos mi mowil tak nie rob tak rob to jest dobre to zle Masz byc mila grzeczna kochajaca usmiechnieta ciepla ideal poprostu. A moje Ja chowalo sie tak do srodka a teraz wylazi na wierzch. Rozwalilo mnie i moje zycie bo powiedzialo a ja wylaze Nie chce juz siedziec w srodku schowane za waszym wyobrazeniem Nie chce juz byc tym kim nie jestem chce zebyscie zobaczyli jaka jestem naprawde i kochali mnie taka jaka jestem a nie jaka chcielibyscie widziec. Moj maz powtarza mi często nie myśl bo nie potrafisz Nie rob bo nie potrafisz Masz byc dobra matka gospodyni To znaczy jaka? Bo nie wiem a chce byc. Sprzatam piore gotuje wychowuje sama dzieci bo jego ciagle nie ma Nie wychodze do znajomych bo ludzie powiedza ze sie ciagam a maz chce miec idalna zone Nie zdradzam Nie dlatego ze mi zabraniaja ale dlatego ze kocham i jestem monogamistka. Rodzina mowi masz pomagac nam i nie patrzyc ze ktos ci krzywda odplaca ale musisz to robic A moje JA juz nie chce Miesiacami jestem idealem i nie mam dobrego slowa ale gdy zrobie blad O! to sa wyzwiska pretensje wyrzuty ze do niczego sie nie nadaje A te moje JA wzielo sie i zbuntowalo i wola kochaj mnie a nie "barbi" i "opieke spoleczną" Zbuntowalam sie jak nastolatka i zaczelam robic jak nastolatka. Zaczelam robic na przekor albo nie robic nic przestalam pomagac Ostatnio moje Ja sie upilo Choc tak naprawde nie lubi alkocholu Dlaczego? Mysle ze wola o pomoc. Wola zauwazcie mnie Ja tu jestem!
No i zauwazyli spakowali walizki i powiedzieli pa "Barbi" Moje Ja nie to chcialo osiagnać. Chcialo tylko by ktos powiedzial widze cie choc do mnie to cie wyslucham i przytule. Teraz trudno moje ja musi nauczyc sie z tym zyć Ale nie schowa sie do srodka niech wyjdzie do wierzchu i powie albo mnie pokochacie taka jaka jestem albo dajcie mi spokoj. A ja pokocham swoje JA Więc witaj moje JA
Patrzeć poprzez mrok i widzieć
Dostać więcej niż dziś mam
Cały w sobie krzyk wykrzyczeć
Z losem wygrać w to w co gram
Żebym poczuć mógł jak się czuje Bóg

http://www.youtube.com/watch?v=mksboDiArm0
Avatar użytkownika
Offline
Posty
404
Dołączył(a)
04 cze 2009, 08:58

Re: Nerwica a nasze prawdziwe Ja

przez Data 04 lip 2009, 12:43
Zawsze kiedy chciałam określić kim tak naprawdę jestem, jakie mam uczucia, prawdziwe zainteresowania to nic mi nie przychodziło do głowy, widziałam tylko próżnię i te role jakie grałam.
A w ogóle to czuję się złym człowiekiem, chociaż miewam ostatnio przebłyski, że nie jestem odpowiedzialna za całe zło w którym kiedykolwiek uczestniczyłam. Jak pozbyć się tej niszczącej agresji żeby nikomu nie zaszkodzić?
Nocka współczuję i rozumiem. Nie jest łatwo zmienić układy między ludźmi, czasem wiąże się to z rozpadem rodziny kiedy jej członkowie nie umieją odnaleźć się w nowych rolach, Ty chcesz się zmienić ale bliscy wcale tego nie chcą, nie chcą zmienić siebie, tak im dobrze i wygodnie.
Ja zawsze byłam ofiarą, w domu, w szkole, w pracy, bałam się mieć swoje zdanie, walczyć o swoje racje, o swoje potrzeby, bałam się odszczeknąć kiedy ktoś był złośliwy. Kiedy zaczęłam łamać te schematy ludzie nie byli zadowoleni, chcieli z powrotem pokazać mi moje miejsce, a ja czułam się okropnie kiedy odważyłam się postawić na swoim jakbym robiła coś złego, ale zaczęli bardziej się ze mną liczyć. Najtrudniej jest mi zmienić relacje z mamą ale jest o wiele lepiej niż kilka lat temu. Modlę się codziennie o ich uzdrowienie, myślę że bez tego nie uda mi się osiągnąć swojego szczęścia. Jestem po nieudanym małżeństwie i nie umiem z nikim się związać.
Wczoraj odważyłam się zwrócić uwagę sąsiadowi o zastawione wejście do komórek i nawet się z nim posprzeczałam bez tego okropnego uczucia, że robię coś głupiego i złego :smile: To chyba znak, że jakaś cząstka mnie się uzdrowiła.
Data
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Nerwica a nasze prawdziwe Ja

Avatar użytkownika
przez Donkey 04 lip 2009, 17:21
A ja zawsze jakm kogos opieprze to mam straszne wyrzuty sumienia. I pozniej zaluje ze mnie ponioslo!
Bo jak sie zdenerwuje to jestem niemila, opryskliwa. Daje sie poniesc!
Niepotrzebnie!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2081
Dołączył(a)
03 maja 2009, 16:14
Lokalizacja
Poznań

Re: Nerwica a nasze prawdziwe Ja

przez Data 04 lip 2009, 19:47
Chciałabym umieć kogoś opieprzyć, tak zdrowo, np. w pracy kiedy widzę jak ktoś mnie wykorzystuje. Kiedy przybierałam pozę przebojowej to i opieprzałam, ale to nie było naturalne i nie rozładowywało złości.
Tylko jak taka opryskliwość zdarza się zbyt często to też niedobrze. Staraj się mówić o tym co Cię boli a nie opieprzać.
Data
Offline

Re: Nerwica a nasze prawdziwe Ja

przez Adaś2222 04 lip 2009, 20:05
Donkey napisał(a):A ja zawsze jakm kogos opieprze to mam straszne wyrzuty sumienia. I pozniej zaluje ze mnie ponioslo!
Bo jak sie zdenerwuje to jestem niemila, opryskliwa. Daje sie poniesc!
Niepotrzebnie!


Też tak mam, ale często się zdarza ze sie nalezy komus, a sie powstrzymuje bo zaraz mysle moze sie myle?
Offline
Posty
501
Dołączył(a)
16 sty 2006, 23:49

Re: Nerwica a nasze prawdziwe Ja

przez Data 12 lip 2009, 11:40
Wczoraj chyba odkryłam kolejny pokład mojej nerwicy. Jest we mnie tyle złości, żalu i mroku i wszystko to staram się ujarzmić, trzymać na wodzy, oczywiście obwiniam siebie za zły charakter chociaż zintegrowałam już te złe emocje z awanturami w dzieciństwie, ale ta skłonność do mrocznych wyobrażeń została, boję się tego, że to jakieś psychopatyczne skłonności, że jestem potworem, że jak pozwolę temu mrokowi żyć swoim życiem to zacznę mordować ludzi albo coś w tym stylu.... ale obecnie nie mam siły już tamować emocji, to chyba też jest elementem zdrowienia że pozwalam ujść temu co najgorsze, nie umiem tego powstrzymać......no więc po kolejnej fali potwornego strachu i osłabienia, strachu przed tym mrokiem, powiedziałam sobie - trudno nie mam siły z tym walczyć, jestem mroczna, uwielbiam destrukcję, niech już się dzieje co chce, najwyżej wyjdę z karabinem na ulicę i zacznę strzelac do ludzi, zamienię się w psychopatkę, ludzie będą opowiadac o mnie potworne historie, niech już to sie ujawni. Przez kilka minut czułam się bardzo źle kiedy ta destrukcyna cześć mojej osobowoci wychodziła na swiatło dzienne, pozwoliłam jej istnieć, bałam się, ale pomału ten strach mijał, fala destrukcji przepłynęła sobie w nicość a ja z radością i uczuciem lekkości wzięłam się za sprzątanie i nie było mowy o tym że mam ochotę zrobić coś złego.
Cóż problemem wielu neurotyków jest to, że nie umieją sobie poradzić ze swoją ciemna stroną, każdy człowiek ma w sobie dobro i zło, a neurotycy byli w przeszłości zmuszani do tłumienia swojego gniewu, często byli niesłusznie krzywdzeni i jest w nich dużo żalu, gniew rozrósł się w podświadomości przez te wszystkie lata tłamszenia i straszy na każdym kroku swoim ogromem.
Data
Offline

Re: Nerwica a nasze prawdziwe Ja

przez cookiemonster 27 sie 2009, 20:05
jak tam moi drodzy minelo juz troche czasu. Udalo sie wam z tym zmierzyc??
Offline
Posty
119
Dołączył(a)
17 kwi 2008, 17:57

Re: Nerwica a nasze prawdziwe Ja

Avatar użytkownika
przez pepik 28 sie 2009, 16:28
Ciekawy wątek. Ja mam wrażenie,że ciągle udajemy kogoś innego, niż jesteśmy. Choroba uświadomiła mi, jak różnie wygląda świat i ludzie w zależności od obrazu, jaki tworzymy w głowie. Kiedyś, przed chorobą czasem marzyłem, żeby wejść komuś do głowy i zobaczyć świat jego oczami. Teraz mam namiastkę tego, kiedy rzeczy potraciły swoje wartości. Tylko jak teraz odnaleźć te właściwe, kiedy organizm się buntuje i opór przed działaniem jest tak duży? Może to właśnie to, o czym pisałaś cookiemonster...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
59
Dołączył(a)
16 lip 2009, 19:58
Lokalizacja
3M

Re: Nerwica a nasze prawdziwe Ja

przez Data 29 sie 2009, 10:48
Ja spasowałam i poszłam do psychiatry po leki. Biorę Zoloft i teraz lęki pojawiają się rzadko a jeżeli już są to łatwiej mi się z nimi uporać.
Nie dałam rady z tym strachem, wcale się nie zmniejszał tylko pojawiał ciągle w nowych formach. Nie miałam już siły.
Jednak przeżycie kilku bardzo silnych ataków pomogło mi. Wybaczyłam mamie i przestałam ją nienawidzić, zrozumiałam że jej zachowanie nie było wymierzone przeciw mnie. Między nami było wzajemne obwinianie się o złe intencje, teraz zaczynamy sobie ufać.
Cookiemonster, a jak Twoja terapia, czy udało Ci się coś naprawić?
Data
Offline

Re: Nerwica a nasze prawdziwe Ja

przez Lili-ana 29 sie 2009, 12:18
Data napisał(a):Cóż problemem wielu neurotyków jest to, że nie umieją sobie poradzić ze swoją ciemna stroną, każdy człowiek ma w sobie dobro i zło, a neurotycy byli w przeszłości zmuszani do tłumienia swojego gniewu, często byli niesłusznie krzywdzeni i jest w nich dużo żalu, gniew rozrósł się w podświadomości przez te wszystkie lata tłamszenia i straszy na każdym kroku swoim ogromem.

zgadzam się z tym, ja mam podobnie jak Ty dużo żalu, gniewu i złości w sobie. Wybucham czasem tak bardzo... wychodzi to wszystko ze mnie. Po takim wyładowaniu czuję się lepiej, czuję jakby kamień spadł mi z serca ale to jest tylko na jakiś czas, bo potem to wraca i znów wybucham, wyrzucam, "wyrzyguję" wszystko z siebie. Teraz biorę leki i te emocje wychodzą ze mnie bardziej,jakby ze zdwojoną siłą, czyli może szybciej?... może szybciej wyzdrowieję właśnie dzięki lekom :?: Jak już powywalam to z siebie i dojdę do równowagi psychicznej dzięki lekom i psychoterapii, to będzie dobrze? Mam taką nadzieję i bardzo w to wierzę :smile:
Lili-ana
Offline

Re: Nerwica a nasze prawdziwe Ja

przez Data 29 sie 2009, 19:38
No, rozładowanie napięcia nie zawsze idzie w parze ze zdrowieniem. Zależy co wywalasz z siebie, czy prawdziwą przyczynę konfliktu czy tylko jej maskę, zewnętrzny niepokój. Wybuchy agresji nic nie dają, nakręcają tylko schemat odreagowywania nagromadzonej złości, ale nie likwidują jej przyczyny. Jeżeli odkrywasz to co sama przed sobą ukrywałaś to jest dobrze, nie powinno już więcej straszyć.
Data
Offline

Re: Nerwica a nasze prawdziwe Ja

przez Lili-ana 29 sie 2009, 22:41
Przyznam że czasem wybucham nieadekwatnie :roll: ale chyba za każdym razem po czymś takim zastanawiam się i szukam w sobie przyczyny tego wybuchu, także myślę, że właśnie odkrywam i rozmawiam z moim mężem o tym, staram się mu tłumaczyć co sie we mnie dzieje, odkrywam sie nie tylko przed sobą ale też przed nim i potem rozmawiamy razem i analizujemy sobie 8)
Lili-ana
Offline

Re: Nerwica a nasze prawdziwe Ja

przez InMyMemory 17 wrz 2009, 18:32
Zrobiłam to po raz pierwszy... Chyba po raz pierwszy w życiu. Zetknęłam się z zamrożonymi uczuciami wyniesionymi z młodości.
Zastanawia mnie czemu kiedy tylko cofam się do czasów wczesnej młodości, czuję często... samotność. Poczucie bycia opuszczoną i niezasługującą na miłość, bo niezbyt doskonałą. Czuję się tak potwornie samotna i niekochana... A także nierozumiana. Zostawiona sama. Jakbym na każdym kroku popełniała błędy... Niekończąca lista wymagań, którym nie mogę sprostać, a w zamian prawie nic. Tylko dobra materialne, by wynagrodzić mi częsty brak rodziców w domu. A ja ich potrzebowałam, nie tych gówien. Niechęć do życia i lęk przed nim. Dlaczego kiedy tylko staram się przywołać dawne uczucia, tak bardzo kuje wtedy w sercu, jakby wbito mi tam wielką szpilę? Jest mi duszno i czuję ogromny ból. Nerwica zaczęła się u mnie wcześnie, pierwsze lęki pamiętam za wczesnych lat, ale umiem też sobie przypomnieć czasy, kiedy jej nie odczuwałam wcale... bardzo odległe czasy.
Psycholog poleciła mi, żebym starała się zrozumieć matkę. Chociaż odznaczam się dużą empatią, to jej nie potrafiłam usprawiedliwić. Myślałam sobie: 'jak mam Cię zrozumieć, mamo, skoro Ty mnie nie rozumiesz?'. Czuję do niej niechęć i chcę czasem, by cierpiała tak samo, jak ja cierpiałam. Jak mam dorównać jej wygórowanym wymaganiom? Przecież nie jestem idealna, nikt nie jest. Czuję do niej uraz i myślę, że mnie skrzywdziła. A powinnam ją przecież kochać... Każde jej słowo mnie zabolało, każda godzina bez niej spowodowała u mnie samotność. Ale musiałam to stłumić, żeby jej nie stracić, a to stało się przykre w skutkach.
Do ojca też odczuwam dużą niechęć. Powinien mnie chronić, a nie zrobił tego. Nie czułam się bezpiecznie na tym świecie. I też zawsze bywał poza domem, zostawił mnie... Dla głupiej pracy.
Teraz? Dominujący perfekcjonizm, lęki, depresje, bezsenność, doszukiwanie się w sobie ciężkich chorób psychicznych, bardzo częste przeziębienia od małego, wybuchy agresji w domu [a po nich potok wylanych łez...] i żal, ciągle niekończący się żal. Do matki, ojca, do babci... Niekończący się potok urazów i niedokończonych spraw. Ogromna nienawiść, której się wstydzę i boję. Złość, którą próbowałam tłumić tysiące razy, ale nie starałam się dotrzeć do jej źródła. Bo się bałam z nią zetknąć. Z tym ogromnym bólem.

Właściwie to nie chcę z nimi mieszkać, chcę się wreszcie wyprowadzić. Nie chcę na nich patrzeć, ani ich znać. Zranili mnie bardzo. Nienawidzę ich, a muszę codziennie na nich patrzeć! Chcę uciec przed całym światem, schronić się i móc wypłakać cały nagromadzony we mnie ból, wyciągnąć wreszcie tą szpilę z serca, a nie wreszcie udawać, że tego wcale nie czuję. Mam wrażenie, że w tym domu ciągle mi ją wbijają mocniej i mocniej, a serce nie chce przestać mi krwawić!
Dlatego tak bardzo boję się mieszkać w tym domu...

Co dalej? Jak długo jeszcze potrwa ta droga? Ona jest tak bolesna i trudna...

PS. Po napisaniu tego posta poczułam się tak bardzo... wolna.

[Dodane po edycji:]

To życie mi się tak źle kojarzy, ten świat jest zły i ciągle mnie rani. Kogo mam za to winić? Czy rodzice nie są osobami, którzy powinni sprawić, że inaczej się to odbiera?

Jak to zmienić?...
DanceWithTheWind
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
16 sie 2009, 19:11

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do