Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez mamproblem 21 lis 2009, 19:12
CZESC WITAJCIE, mam pytanko czy tez macie takie dolegliwosci jak ja mianowicie czy macie taie uczcie jak by was cos ciagnelo do okno aby z niego wyskoczyc, czy czasem boicuie sie e mozecie kogos ZABIC ,czy czujecie ze kazdy sie z was smieje i ze jestescie smieciami nie potrzebnymi da nikogo, czy estescie nerwowi i szybko tracicie kontrole nad zachowaniem, czy czujecie ze zwarjujecie, i czy macie ochote strzelic samobója (PROSZE NAPISCIE CZY MACIE JAKIES PODOBNE OBJAWY BARDZO MI NA TYM ZALEZY)
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
06 lis 2009, 19:52

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Anima_ 22 lis 2009, 20:50
do mam problem:
chorowalam na nerwice lekowa okolo 3lat, psycholog nic mi nie pomogl, zaczelam sie leczyc sama.siegnelam po medycyne wschodu, zaczelam medytowac, zaglebiac sie w siebie, zawsze zreszta bylam obserwatorem, wiec zaczelam obserwowac siebie i cala te nerwice, o co w niej chodzi i wogole.
Moj wniosek jest prosty.
nerwica to choroba wyobrazni, to dzialania podswiadomosci, majace na celu ukazanie nam zlego traktowania samego siebie.
choroba powstaje w skutek tego iz dzialamy przeciw sobie, popadamy w kompleksy, narazamy sie na stresy, dajemy sie ponizac, mobingowac, ukrywamy prawdziwa twarz, posiadamy duza wrazliwosc. wobec czego wszelkie objawy typu; lek przed samotnoscia, w tlumie, panika, problemy zdrowotne, sa jakby protestem organizmu, przed zlym jego traktowaniem, a zarazem podstawowy objaw czyli lek przed byciem samym, jest wolaniem o poczucie bezpieczenstwa i milosci, czyli tego czego nie dawalismy sobie do tej pory.
ja nie wyzdrowialam w 100%, caly czas, czyli juz od jakis 7lat pracuje nad soba, wiec pewnie juz do konca zycia bede "wrazliwcem" ale wole byc taka niz wiekszosc wyluzowanych "nieswiadomych' zycia.
I teraz co do twojego pytania, mam problem.
miewalam uczucie checi wyskoczenia przez okno, i inne rownie dziwne doznania, na moj gust jest to spowodowane tym, ze czujesz sie "zamknieta" sama w sobie, czujesz potrzebe uwolnienia siebie i swoich emocji, pokazania swojej prawdziwej ja.....ja tak czulam.
ogolnie ja znalazlam sobie taka metode kiedy dopada mnie "schizowy" stan jak, ja to nazywam:
szybka analiza co moglo ja spowodowac, przebieg zdarzen z dnia, a nastepnie tlumaczenie "sobie" wszystkiego krok po kroku w sposob taki, aby moja podswiadomosc przyjela to na luzie, bez zbednych emocji i uniesien.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
22 lis 2009, 20:13

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez imprevista 23 lis 2009, 05:53
Hej.
Ja postanowiłam sama z tym walczyć, jako że nie mam innej opcji. W pociągu czy autobusie pomagała mi książka, ale przestała, to zaczęłam dzwonić do ludzi - też na krótką metę. Odpuściłam i skupiłam się na mniejszym celu, supermarkecie, bo bez zakupów trudno funkcjonować. Kiedy czuję, że mi słabo, zaczynam mówić sama do siebie w myślach, reagując na konkretne lęki, np mam często strach, że zwymiotuję (ta myląca gula w gardle), to sobie mówię, że przecież nigdy jeszcze nie zwymiotowałam, to tym razem też na pewno nie. Albo, że zemdleję, analogicznie. Rozglądam się po ścianach, sufitach, staram się ogarnąć na bezczela sklep i mówie sobie "to TYLKO pieprzony market, wyobraź sobie, że porywa go wichura, jesteś na zewnątrz, to tylko ściany, kupa pustaków, jak może kupa pustaków rządzić Twoimi nerwami." każdą negatywną myśl odganiam agresywnie, "no i co z tego????".
Skupienie myśli na czyms innym jest bardzo dobre, ostatnio myślalam, że nie zabrałam portfela, zaczęłam przeszukiwac ze złością torbę itd po chwili ze zdumieniem stwierdziłam, że czuję się ok, guli w gardle nie ma..., temperatura ciała jest normalna.
Gorzej w kolejkach do kasy, wtedy sprawdzam daty ważności wszystkich zakupionych produktów.

Kiedyś czytałam o technice, w której wyobrażamy sobie nasz lęk, jaki on ma kolor, i zmieniamy go w wyobraźni na inny, przeciwstawny, np czerwony - wywijamy lęk na drugą stronę, zmieniając na niebieski. Pomogło mi w kryzysowym momencie w metrze na tyle, że jakoś się odnalazłam, "wytrzeźwiałam", byłam pod wrażeniem, ale wolę nie nadużywać, zostawiam sobie na kryzysy właśnie.
Było tego więcej, ale nie moge znaleźć tej strony drugi raz w sieci...:/
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
28 maja 2009, 01:51

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez polakita 23 lis 2009, 12:31
Aredhel025, myślę że masz w sobie nierozwiązany problem, przyjaciółka którą lubisz, a która jednocześnie cię rani, może nigdy nie powiedziałaś jej otwarcie tego? I teraz to wypływa z podświadomości.
polakita
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez bee84 23 lis 2009, 13:50
Aredhel025 ... ja mam podobna "przyjaciółke" z tą różnica, że ona niestety nie wyjechała i nie mogę się od niej uwolnić ... a może boje się, że wtedy zostane całkiem sama .... bo na nadmiar znajomych nie narzekam ...
Ja też jestem chuda i wysoka ... i tez ciągle sie dowiaduje, że faceci tego nie lubią i ze mam problem ...
... taka jest prawda, że po prostu większość lasek nam zazdrości figury - nie oszukujmy się ....
Twoja przyjaciółka jak i moja po prostu są typem człowieka - pasożyta - to takie huby ... im się nie wiedzie i dlatego wmawiają innym (w ramach dobrych rad) ... że są równie beznadziejni ...
Twoja przyjaciółka upatrzyła sobie Ciebie bo czuła, że jesteś wrażliwa i wykorzystała to ....
Podobnie jest u mnie ...
...... a śni Ci się może dlatego, że ... po prostu tak bardzo na Ciebie wpłynęła i Cie skrzywdziła, że teraz to procentuje ...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
442
Dołączył(a)
30 maja 2008, 10:36
Lokalizacja
gdańsk

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Nomis 23 lis 2009, 14:51
mamproblem, również nie radze sobie z tymi myślami, że moge kogos zabic (czasami w nocy mam opory żeby do ubikacji isc jak wszyscy spia bo boje sie ze komus cos zrobie?!) wiem ze bym tego nie zrobil, ale to silniejsze, tak samo jak mysli samobojcze, czy wrażenie ze kazdy sie ze mnie śmieje, albo że mnie obgadują... , niskie mniemanie o sobie, brak poczucia własnej wartości - to wszystko nasza pieprzopna wyobraźnia, nadwrażliwość, nerwica, fobie.
Nomis
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Martini88 23 lis 2009, 21:26
Ja rozróżniam dwa typy ataków:

1. "Zawał" - kołatanie serca, ból serca, mrowienie lub drętwienie lewej ręki (nie zawsze), przyspieszony puls
2. "Zaraz zemdleję" - wiadomo o co chodzi ;) duszności, wata w nogach, momentami przymroczenie i wrażenie jakbym miała w mózgu jakieś spięcia

Jak sobie radzę? Staram się wyrównać oddech, wypijam melisę i zażywam persen. Czasami staram się coś zjeść, zwłaszcza gdy mam ten drugi rodzaj ataku - przynajmniej mam pewność, że nie zemdleję z głodu ;)

Oprócz ataków ostatnio miałam objawy somatyczne - zawroty głowy, zmęczenie, ospałość, małe zaburzenia równowagi.
Martini88
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Nomis 24 lis 2009, 17:52
"Zaraz zemdleję" - to naprawde jest męczarnia :)) zaraz zemdleję albo sie wywróce - i co sobie ludzie pomyslą? :)) - standard
Nomis
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Reptile 24 lis 2009, 20:27
Nomis napisał(a):"Zaraz zemdleję" - to naprawde jest męczarnia :)) zaraz zemdleję albo sie wywróce - i co sobie ludzie pomyslą? :)) - standard


Mam dokładnie to samo.Szczególnie od kiery zacząłem odstawiać benzo. A znowu nie zacznę tego brać, bo będzie coraz trudniej odstawić. W dodatku wszystko toczy się u mnie nie tak jak powinno i to tylko nasila objawy...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
84
Dołączył(a)
10 wrz 2008, 19:38

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez sarah_kane 25 lis 2009, 00:37
Objawy:
-kołatanie serca, zawroty głowy, halucynacje,kulka w gardle-bezdech,wymioty (lub chęć żeby zwymioyować),drętwienie języka póżniej kończyn,brak równowagi,drgawki,bóle brzucha,rozmazany obraz,ból w klatce piersiowej...ble,ble,ble....
Wszystko to jest najgorszym uczuciem szczególnie kiedy przez wcześniejsze kilka lat chorowało się na depresje i jest to połączone z myślami samobójczymi,samookaleczeniem lub inną formą autoagresji.
Podejmowane próby leczenia przeze mnie okazały się g.... warte. Kazano mi brać leki,którę zwiekszyły ataki lękowe lub powodowały efekt Placebo (nie ma jak dać takiemu przeczytac ulotke :skutki uboczne). Dostałam się na terapie grupowa. Dokładnie znam i rozumiem mechanizmy,które powodują owe ataki a mimo to objawy są (troche mniej nasilone). Jedyne co pomogło mi teraz jest bliskość drugiej osoby,która dokładnie rozumie co sie ze mną dzieje. Niestety skupianie uwagi na innych czynnościach, tak jak pisaliście,pomagało chwilowo. Nadal,mimo iż była to terapia behawioralno-poznawcza nie dowiedziałam sie co spowodowało owe objawy. Poza tym uważam,że gdy nie wylecze się z depresji trudno bedzie walczyć z nerwica lękowa.
"...Nie szukam rozgrzeszenia ani przebaczenia
Za to co robię
Ale zanim zaczniecie wyciągać wnioski
Postawcie się na moim miejscu ..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
24 lis 2009, 23:30

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Nomis 25 lis 2009, 00:43
Ja zanim zachorowalem na nerwice lękową, nigdy nie cierpiałem na depresje a mimo to, te objawy nie są mi obce, ale mimo wszystko pozdrawiam Cię gorąco :)))))
Nomis
Offline

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Aredhel025 25 lis 2009, 01:03
imprevista- wyznaję autentycznie identyczny pogląd co ty na temat nerwicy i w ogóle świata. Ja także postanowiłam wgłębić się w siebie, poznać co tak naprawdę mnie gnębi, co stoi za tą nerwicą, jak to wygląda od wewnątrz. I powiem wam, że to wymaga czasu i głębokiego przeanalizowania swojego życia od wczesnego dzieciństwa po teraz, ale opłaca się. Ja podobnie jak imprevista postanowiłam się jakoś wyciszyć, przestać być samolubna i pomyśleć o świecie nie tylko o sobie. I wiecie co odkryłam w sobie taka dziwna wrażliwość jakiej jeszcze nigdy nie czułam. Np podczas jechania pksem słuchałam swojej ulubionej muzyki filmowej i oglądałam zza okna krajobrazy i tak mnie to piękno wzruszyło moich okolic, że normalnie łzy mi poleciały. Zdałam sobie sprawę w jakim pięknym miejscu mieszkam, jakie mam szczęście, że żyję tak a nie inaczej. Postanowiłam się też pogodzić z obecnym stanem rzeczy mianowicie chodzi tu o wszystko, że mam dziwny umysł, nerwicę, że wyglądam jak wyglądam, że po prostu jest jak jest. Nie wiem ale zobaczyłam wszytsko w innych barwach. I powiem wam, że to zadziało. Owszem strach był i nadal jest ale ogólnie nie mam ataków paniki. Jechałam tym pksem po cztery razy przez weekend na uczelnie po półtorej godziny. Potem całe dnie od rana do nocy na uczelni, miałam też kolowkium. Bałam się, że zwymiotuję w autobusie z tej nerwicy i przygotowałam sobie reklamówkę ale nic po pół godziny uspokoiłam się słuchając muzyki i wszystko przeszło jak palcem odjął. Potem było tak samo. Kolokwium też się bałam, że nie napisze dostane ataku i będę musiała wyjść a jednak napisałam bez problemu. Chyba zaczęłam to przełamywać. Nie mówię, że pokonałam nerwicę bo tak nie jest i długo nie będzie. Cieszę się jednak, że poznałam tą chorobę dzięki swojemu samozaparciu i temu forum i teraz wiem jak z tym walczyć. Wiem jak z tym żyć. Być może nie da się tego pokonać do końca ale najważniejsza jest praca nad tym, zmiana toku myślenia, skupienie się na czymś innym, olanie choroby. To tylko nasza wyobraźnia. Takie coś naprawdę działa ja u siebie widzę efekty i to kolosalne. Coś się we mnie zmieniło. I myślenie typu olewam wszystko najwyżej dostanę zawału, zesram się, porzygam, działa świetnie bo już nie boję się konsekwencji ataków i w rezultacie one znikają. Czuję w sobie oczywiście jakieś napięcie ale potrafię sama to zwalczyć. Przynajmniej teraz mi się to udawało. Też wam radzę wziąść się za siebie i starać wyciszyć modląc się, medytując, słuchając muzyki, idąc na spacer, lub po prostu wyobrażać sobie inny świat całkiem fantastyczny lub jakikolwiek inny od tego co nas otacza to tez pomaga. Ja jak mówiłam od początku będę nad sobą pracować i leków na nerwicę brać nie będę. Dałam radę bez niczego na uspokojenie bez ziółek, bez persenu bez niczego jedynie muzyka mi pomogła i to, że potrafię za pomocą wyobraźni przenieść się w inny świat. Wszystkim wam polecam takie metody i cieszę się, że wypowiedział się na tym forum ktoś taki jak imprevista, bo taki sposób myślenia i życia jest według mnie cenniejszy niż wszystkie leki na nerwicę razem wzięte. Pozdrawiam
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
11 lis 2009, 01:34

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez bee84 25 lis 2009, 15:59
imprevista ... zainteresowała mnie Twoja "kolorowa" metoda ;)
... próbowałam ale jakoś nie potrafię wyobrazić sobie jaki kolor ma mój lęk ... to ma być takie naciągnięte?? ... bo ja widzę za każdym razem jasność ... tak jakby mnie coś raziło ... ale koloru nie widzę
.... to co ... mam uznać, że to żółty??
Avatar użytkownika
Offline
Posty
442
Dołączył(a)
30 maja 2008, 10:36
Lokalizacja
gdańsk

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Kn24 25 lis 2009, 19:56
ja miałam dzisiaj okropne powitanie dnia...obudziłam się z rana od razu serducho totalne kołatanie niewiadomo czemu...osłabienie,uczucie gorąca totalna masakra a w domu ja sama z dzieckiem i w głowie od razu jedna myśl co się stanie z małym jak ja teraz zemdleje albo dostane zawału...a potem przeszło nawet niewiadomo kiedy oczywiście po tabletce. Ale nienawidze tych ataków zastanawiam się czy się kiedyś od nich uwolnię i zapomnę totalnie o takim strachu.
Nie ważne, ile razy się upadnie.
Ważne jest, ile razy się podniesiemy.
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
555
Dołączył(a)
09 lis 2009, 16:32

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 19 gości

Przeskocz do