Nerwica, a wasi bliscy

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Nerwica, a wasi bliscy

przez buu 31 sie 2011, 14:53
Manka, może próbujesz coś podświadomie zaspać w sensie przeczekać?
Przyłączam się do tego zbiorowego ataku złości i niemożności
La inteligencia sin ambición es como un pájaro sin sus alas.
buu
Offline
Posty
624
Dołączył(a)
25 paź 2010, 11:16

Nerwica, a wasi bliscy

przez Aleksandra18 04 wrz 2011, 18:46
Moi bliscy w ogóle o tym nie wiedzą,próbowałam dawać sygnały ale oni nie mają pojęcia skąd to moge mieć.Rodzice alkoholicy,brat narkoman:(
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
29 maja 2011, 23:29

Nerwica, a wasi bliscy

Avatar użytkownika
przez Manka 05 wrz 2011, 11:36
buu czy próbuje coś przeczekać ... możliwe , najlepiej wszystko :mrgreen:
A jak tam samopoczucie we wrześniowe słoneczne dni ?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
260
Dołączył(a)
15 lut 2010, 13:35
Lokalizacja
DreamLand

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nerwica, a wasi bliscy

Avatar użytkownika
przez mm_ 05 wrz 2011, 12:21
Moi "bliscy" - zbyt ładna nazwa, tak zwykło nazywać się krewnych z którymi się mieszka i jest się na nich zdanym - mnie zwykle nie wspierają raczej dobijają...i nie wiem ile jeszcze wytrzymam. Już nie raz stałam przy szafce z lekami i zapłakana poważnie zastanawiałam się czy nie łyknąć wszystkich tabletek jakie mam...I decydowałam, ze nie, dalej ryczałam, nie miałam odwagi tego zrobić.
Avatar użytkownika
mm_
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
07 cze 2010, 14:56

Nerwica, a wasi bliscy

Avatar użytkownika
przez nie_taka_nie_siaka 05 wrz 2011, 15:33
mm_ - wiem o czym mówisz. To przykre, kiedy ludzie, którzy teoretycznie powinni być wsparciem, wręcz dobijają nas... Ja do tej pory nie nauczyłam sie z tym żyć i nie pogodziłam sie z takim stanem rzeczy, staram się przemówić im do rozsądku - bezskutecznie...;/

Co do myśli samobójczych - wydaje mi się, że prędzej czy później dopadają każdego, kto czuje się osamotniony, niezrozumiany i odepchnięty...sama fantazjuję o śmierci niemal codziennie... ale chyba też nie byłabym zdolna tego zrobić.
Posty
28
Dołączył(a)
21 lip 2011, 15:22

Nerwica, a wasi bliscy

przez buu 05 wrz 2011, 21:44
Witam wszystkich.
Widzę, że u kolejnych osób przewija się to samo. Wiem, że to uciążliwe, ale nie warto się zamartwiać tym, że bliscy są tacy, a nie inni. Nie zmienimy ich.

U mnie ciężki okres. Dostałam leki. Póki co najmniejszą z dawek. To mój pierwszy antydepresant. Atakują mnie objawy uboczne przez co mam wrażenie, że jest jeszcze gorzej. Ale czekam cierpliwie z nadzieją, że szybko ustąpią.
La inteligencia sin ambición es como un pájaro sin sus alas.
buu
Offline
Posty
624
Dołączył(a)
25 paź 2010, 11:16

Nerwica, a wasi bliscy

przez kasiuniaxv 13 wrz 2011, 10:15
mój chłopak najpierw był miły, pomagał mi , praktycznie rzadko przy nim miałam lęki. potem zaczęły się schody. Zarzucał mi że myślę tylko o sobie, że zamiast wziąć się w garść to wiecznie marudze i narzekam. powiedział nawet, że gdyby nie choroba to pewnie bym z nim nie była.
z mamą jest ok ona też kiedyś w moim wieku miała to samo. ojciec ma to gdzieś

-- 13 wrz 2011, 10:15 --

mój chłopak najpierw był miły, pomagał mi , praktycznie rzadko przy nim miałam lęki. potem zaczęły się schody. Zarzucał mi że myślę tylko o sobie, że zamiast wziąć się w garść to wiecznie marudze i narzekam. powiedział nawet, że gdyby nie choroba to pewnie bym z nim nie była.
z mamą jest ok ona też kiedyś w moim wieku miała to samo. ojciec ma to gdzieś
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
12 wrz 2011, 22:41

Nerwica, a wasi bliscy

Avatar użytkownika
przez Manka 27 wrz 2011, 13:54
No to zaczyna się ... studia na dwa fakultety i organizacja czasu na nowo ... chaos trochę ... :shock:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
260
Dołączył(a)
15 lut 2010, 13:35
Lokalizacja
DreamLand

Nerwica, a wasi bliscy

Avatar użytkownika
przez Marjorie666 30 wrz 2011, 03:31
nerwica a moi bliscy?
hmmm...
mąż wspiera mnie bezgranicznie, bezwarunkowo i w każdej chwili - odkąd tylko zaczęły się u mnie ataki.
Gdy jeszcze nie było wiadomo, co mi jest - jeździł ze mną do lekarzy, był przy badaniach, wspierał, szukał informacji wszędzie, gdzie się dało, tłukł mi do głowy, że muszę myśleć pozytywnie i że w końcu znajdziemy to 'coś' co mnie męczy i to wyleczymy...
Gdy pierwszy raz jechałam do psychiatry, przerażona i roztrzęsiona - był przy mnie, choć wiedziałam, że denerwuje się tak samo jak ja.
Od roku - bo tyle już z tym walczę - nie było ani jednego momentu, żebym - mając napad - usłyszała, że przesadzam, histeryzuję, czy że mam mu dać spokój. Niezależnie od pory dnia i nocy jest przy mnie... i prawdopodobnie tylko i wyłącznie dzięki temu ciągle się tu trzymam.

Rodzina...
heh, trudniejszy temat.
Moja mama (tata nie żyje) przyjęła do wiadomości, że jestem chora, ale nic poza tym. Żadnego 'specjalnego' wsparcia nie dostałam, generalnie pomija ten temat milczeniem... czasem mam wrażenie - na pewno mylne, bo to nie 'w jej stylu', no ale jednak mam - że jest jej ciężko zaakceptować, że ma córkę-wariatkę ( :lol: ) i dlatego nie chce podejmować tematu.
Za to ze strony obu babć i 2 ciotek mam dużo wsparcia, bo - jak się okazało dopiero, kiedy zaczęłam chorować - one wszystkie przechodziły przez to samo.... więc w pewnym sensie nerwica lękowa jest u mnie chorobą rodzinną.

Paradoksalnie największe wsparcie - nie licząc męża oczywiście - dostaję od teściowej :shock:
Co prawda ma dość szorstkie podejście pt 'no przestań, przecież jesteś zdrowa! ręce masz, nogi masz, a z głową jakoś sobie poradzisz', ale prezentuje je w bardzo... hmmm... ciepłej i sympatycznej formie (o ile ktoś zrozumie, jak można być jednocześnie szorstkim i sympatycznym :P ), a ja doskonale wiem, że bardzo się przejmuje moją chorobą... choćby stąd, że kilka razu słyszałam, jak przepytuje mojego męża, jak się czuję, jak idzie leczenie itd.

Za to czarną - cholernie czarną - owcą jest mój teść.
Jak usłyszał, że mam nerwicę - co u mnie, męża i teściowej wywołało paradoksalny atak ulgi, bo podejrzewano u mnie wadę serca, która 'na szczęście' okazała się nerwicowymi objawami - to stwierdził, że teraz to już mam przesr***ne, bo 'choroby psychiczne są nieuleczalne', 'nie mam po co iść do psychiatry bo on mi tylko leki przepisze i rozwali wątrobę, a nie pomoże' i tego typu teksty...
i nagle, w ułamku sekundy - z optymizmu, że to NIE JEST wada serca, że to 'tylko' nerwica, którą przecież da się wyleczyć i bezpośrednio mojemu życiu nie zagraża - poczułam się jak śmieć... jak g**no, którego nie ma sensu leczyć, bo po co... najlepiej to od razu położyć się pod płotem i zdechnąć.... :/
Takie teksty słyszałam jeszcze nie raz, więc psychicznie czułam się jeszcze gorzej... do tego zaczęły się awantury w domu, bo mąż nie mógł znieść tego, jak jego ojciec mnie traktuje i w pewnym momencie przestał być 'miły' i bronił mnie wręcz zębami i pazurami...
'Gadanie' skończyło się, kiedy u teścia wykryto raka, na szczęście we wczesnym stadium... i gdy znów usłyszałam, że 'choroby psychiczne są nieuleczalne' to się odezwałam....
'Nerwica jest jak rak - można ją wyleczyć. Po prostu nie ma gwarancji, że już nigdy nie wróci'
nie jestem z tego dumna, bo to było poniżej wszelkiej krytyki... ale chyba dało teściowi do myślenia, bo od tamtej pory nie usłyszałam ani jednego słowa o swojej chorobie. Po prostu temat przestał istnieć... za to ja na samo wspomnienie o tym człowieku mam ataki paniki :/

Reszta rodzin - obu - prezentuje albo podejście olewcze, albo - moje ukochane - 'a jakie ty masz problemy i stresy, że masz nerwicę? W TWOIM WIEKU???'
:silence:

uff, ale się rozpisałam... :lol:
You can`t live your life for other people. You`ve got to do what`s right for you, even if it hurts some people you love...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
11 gru 2010, 19:36
Lokalizacja
Śląsk

Nerwica, a wasi bliscy

przez buu 02 paź 2011, 18:10
Ah dawno mnie na forum nie było. Najgorsze stresy chyba za mną, a jeszcze gorsze przede mną zbliżają się wielkimi, cichymi krokami :P

Manka, to co oprócz psychologii ? ;)

Marjorie666, witaj. Ja też już niejednokrotnie pisałam, że takie oklepane teksty wprowadzają mnie w szał :? Nie wiem gdzie ludzie je wynajdują, ale chyba są uniwersalne bo prawie każdy na tym wątku słyszał podobne zdania. Prawienie morałów, podsuwanie własnych rozwiązań czy olewanie przez bliskich tematu, nie odzywanie jak widać też nie skutkuje. Trudno.. Trzeba znaleźć sposób by to miało jak najmniejszy wpływ na nas, na nasze samopoczucie
La inteligencia sin ambición es como un pájaro sin sus alas.
buu
Offline
Posty
624
Dołączył(a)
25 paź 2010, 11:16

Nerwica, a wasi bliscy

przez milenax88 04 paź 2011, 17:30
dlaczego tak musi być ?
Witajcie ! jestem tu nową osobą .. i cieszę się że tu trafiłam ... i mam nadzieję że tu udzielicie mi pewnych rad ...
mam na imię Milena i mam 23 lata .. choruję na depresję i bulimię ...
moje pytanie dotyczy tego ... jak Wasi rodzice zareagowali na to jak się dowiedzieli że chorujecie ... ?
ja niestety nie spotkałam się jakoś z pozytywnym podejściem ... moi rodzice nie potrafią tego zrozumieć ... albo nie potrafią się z tym pogodzić ... jak z nimi rozmawiać na ten temat ... ?? jak się nie załamywać ... ?
Pozdrawiam Wszystkich i proszę o odpowiedź ..
Ostatnio edytowano 04 paź 2011, 18:31 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połączono z w/w wątkiem z uwagi na treść Twojego postu
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
04 paź 2011, 17:23

Nerwica, a wasi bliscy

Avatar użytkownika
przez Manka 04 paź 2011, 17:47
buu co takiego ? Masaż :P
Ażeby urozmaicić sobie trochę życie. A nie tak ciągle psychologia ... bo od tego głowa mała :smile:

U mnie można powiedzieć , że spokojnie , pcham ten "wózek" do przodu. Zdarzają się chwile słabości , ale trzeba trwać ... i akceptować to. Bo ucieczka nic nie daje , jedynie szkodzi. Organizuję sobie teraz czas tak , żeby nie popadać w zawirowania . Niestety sytuacja zmusza ... studia i cała reszta.

A jak u ciebie buu ?

Co do wątku w temacie , nie przejmuję się innymi . To jest nasza walka . I to my powinniśmy sami stawić czoła naszym lękom. Nie powinniśmy mieć żalu do naszych bliskich , ze nie rozumieją , czy nie oferują nam takiej pomocy jakiej oczekujemy ... bo przecież oni tak naprawdę nie wiedzą czego tak naprawdę oczekujemy , nie siedzą w naszej głowie. Każdy człowiek chciałby być rozumiany , każdy często z tego powodu ma chwile rozpaczy , że tak nie jest . Ale trzeba podnieść głowę do góry i powiedzieć sobie w duchu "Ja wam jeszcze pokaże ze poradzę sobie sama". I cieszyć się z każdego nawet najmniejszego sukcesu ... a ile w tym radości , że dokonalismy tego sami , że nikt nam w tym nie musiał pomagać ! :yeah:
Także życzę Wam małych , "wielkich" sukcesów jak najwiecej ! :smile:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
260
Dołączył(a)
15 lut 2010, 13:35
Lokalizacja
DreamLand

Nerwica, a wasi bliscy

Avatar użytkownika
przez kornelia_lilia 04 paź 2011, 17:57
a moi bliscy uważają, że moje stany nerwicowe to po prostu fanaberie :blabla: . Nic im nigdy nie tłumaczyłam i tłumaczyć nie będę, dlatego moi domownicy tak naprawdę mnie nie znają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6325
Dołączył(a)
04 lip 2011, 15:12
Lokalizacja
Wielkop./ Dolnośl.

Nerwica, a wasi bliscy

Avatar użytkownika
przez Manka 05 paź 2011, 17:41
Ciekawe stwierdzenie i nie musi odnosić się tylko do domowników. W gruncie rzeczy to czesto bywa tak , że my sami siebie nie znamy. :mrgreen:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
260
Dołączył(a)
15 lut 2010, 13:35
Lokalizacja
DreamLand

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 40 gości

Przeskocz do