Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
regina

powoli odchodzę

Rekomendowane odpowiedzi

jeszcze nigdy nie czułam się tak źle. nie ma rzeczy która sprawiałaby mi jakąkolwiek radość, dawała choć najmniejszą nadzieję. wszystko co kochałam straciło swą wartość. już nie mam siły ruszyć z miejsca, nie mam siły myśleć, martwić się. nie ma nikogo kto mnie uratuje. leki nie przynoszą rezultatu. zawalam wszystkie obowiązki, nie widzę w nich ani grama sensu. gdybym nie bała się śmierci... chcę tylko mieć spokój, chcę odejść gdzieś daleko, gdzie nie będę musiała się martwić. chcę żeby mi ktoś pomógł... chcę pomocy, nie wiem co będzie jutro, czy jutro w ogóle dla mnie nadejdzie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

regina podpisuję się pod tym obiema łapkami.............................. nie ujęłabym tego lepiej, a dokładnie tak się czuję :(

 

wstaję rano i modlę się przy przetrwać dzień, wieczorem modlę się by przetrwać noc. życie jest po to, by żyć, a nie po to, by je przetrwać. bo jaki w tym sens? jestem zdruzgotana i nie widzę cienia nadziei. życie tylko kopie mnie tyłek, leki nie pomagają, psychoterapia od półtora roku nie pomaga. nie wiem jak żyć, żeby wytrzymać życie i znikąd pomocy...........

 

pytam Boga dlaczego tak uporczywie trzyma mnie przy życiu?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

regina o ile wiem to leki bierzesz chyba dopiero od kilu dni? Poczekaj one działają po dłuższym czasie dopiero. Wszystko będzie dobrze! Ja też się źle czuję, bo takie mam efekty terapii, na lepsze samopoczucie też muszę czekać. Damy radę, nie ma tego złego... :D Trzymaj się dzielnie! :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witaj ... prosze cie wytrzymaj jeszcze troche - nie poddawaj sie. Ja od nie dawna biore leki i jest juz troche lepiej a jeszcze dwa tygodnie temu mówilam tak samo jak ty. tez tak czulam ze życie sprawia mi tylko ból , że juz nic dobrego mnie nie spotka i ze juz nic nie ma sensu.. jeszcze nadal jest ze mną żle i często płaczę ale mam nadzieje ze bedzie tak jak obiecal mi lekarz -ze za pare tygodni lub miesiecy poczuje sie lepiej.. mam nadzieje ze ty tez kiedyś poczujesz sie lepiej Pozdrawiam..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

....a jak komuś nie pomaga od x czasu to co robić.... można już odejść.....?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja bym chciał odejść.......do szpitala psychiatrycznego. Teraz tak to widze. Byłem tam tylko raz, jako odwiedzający i to na oddziale zwykłym. Nie wiem jak tam jest, ale chciałbym się tam znaleźć. A ty też się tam zaszyj. Myślę że to może pomóc. I to nie dla tego, że to szpital i że się leczy, ale dla tego, ze to troche jak oaza. Tak mi się wydaje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A właśnie autorka od jakiego czasu bierzesz leki? U mnie zleciało trochę czasu zanim minęło mi pragnienie śmierci i ogólnie -> myśli samobójcze. Poradziłem sobie dzielnie. Teraz muszę pokonać lęk, panikę i urojenie o chorobie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

biorę leki antydepresyjne od niedawna, zaledwie od kilku dni, lecz chodziło mi bardziej o leki doraźne, to one nie działają i nie uspokajają mnie podczas ataku histerii czy lęku.

 

też chciałabym pójść do szpitala, odpocząć, by móc popatrzeć na codzienne sprawy z dystansem. jestem jednak świadoma negatywnych aspektów wyboru terapii w szpitalu psychiatrycznym...

 

 

dziękuję za odpowiedź i wsparcie !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja wlasnie waham sie nad wyborem szpitala....mozesz napisac jakie wg Ciebie sa te negatywne aspekty wyboru szpitala??...bardzo mnie to zainteresowalo....z góry dzieki....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Mnie już półtora roku temu psychoterapuetka proponowała 2-3 miesięczny pobyt w szpitalu. Wtedy kategorycznie się nie zgodziłam. Ponieważ od jakiegoś czasu mój stan pogorszył się dosyć poważnie, znowu wróciła do tematu i zaczęli mi to nawet sugerować przyjaciele. Oni się dziwią, jak ja funkcjonuję (ja też się dziwię!!!).

Sama zaczęłam to rozważać dosyć poważnie. Już nawet w myślach przeprowadziłam rozmowę z moim szefem. Wiem, że nikt w pracy nie robiłby mi problemu, ale ja bym nie umiała tam wrócić, bałabym się, że po tym już nikt nie będzie mnie traktował jako normalnej w pełni odpowiedzialnej osoby. Traktowali by mnie w białych rękawiczkach.

Rozmowa z siostrą wydała mi się kompletnie nie do przeprowadzenia.

Ale co mnie przeraziło najbardziej, to bycie pod stałą kontrolą przez 2 - 3 mięchy. Bez przerwy z ludźmi, dzień w dzień terapie, gadanie, bla bla bla....

Z tego strachu, że tam będę musiała trafić mi się lekko poprawiło... Ale ja wiem, że to nie poprawa, tylko mój wewnętrzny krytyk, który nie znosi słabości, przecież ja nie jestem słaba, jestem silna damn it.........!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja tez często mam takie napady choc czuje sie coraz gorzej.ale kiedy juz się tak źle czuję to próbuje zasnac. to jedyny sposob na ukojenie.a kiedy niemoge(a tak jest zawsze) i nie mam żadnych środkow nasennych to pije sobie syrop na kaszel. np. dziś: wpadlam w szał, nie kogłam się uspokoic i juz wystarczała chwila a po mnie bo mialam ogromną motywacje do samobójstwa, no ale jakis taki przebłysk. wypiłam syrop i zasnelam. jak się obudziłam to zupełnie inaczej patrzy się na świat. jasne że nie przez rożow3 okulary ale zawsze to jakas ulga. oczywiście nie mowie ci żebys cos pila. tylko sprobuj się wyciszyć lub zasnac w najgorszych chwilach. jak masz zly chumor to i tak wszystkei czynności ci nie beda wychodzic.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Negatywne aspekty to m.in. to, o czym wspominala Korba, moze sie tak zdarzyc ze ludzie, ktorzy dowiedza sie o naszym pobycie w szpitalu beda nas traktowali ´´w bialych rekawiczkach´´ - niestety ignoranci moga sadzic, ze nie jestesmy poczytalni... Dla niektorych do szpitala trafia sie jedynie, gdy ma sie rozdwojenie jazni, brak jakiegokolwiek kontaktu z rzeczywistoscia - tak, tak niektorzy sadza niestety.

Dodatkowo trzeba zmienic niektore dotychczasowe codzienne nawyki, jednak zrywa sie ze swoim srodowiskiem na jakis czas. Pobyt w szpitalu psychiatrycznym zapisany jest takze w dokumentach pacjenta, do ktorych przyszli pracodawcy moga miec wzglad, w skrajnym przypadku moga miec z tym jakis problem...

 

Korba, a co z oddzialem dziennym? Nie musisz byc przeciez pod opieka 24h na dobe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Regina, kochana, mowisz, ze pobyt w szpitalu zapisany jest w "papierach" do ktorych moze zajrzec pracodawca. Nie znam sie na leczeniu itp od strony prawnej stad moje pytanie - czy takie zapiski w dokumentach sa juz na zawsze? Czy nie mozna zrobic tak zeby byly one zapisane w jakiejs innej ksiazeczce czy czyms?

Wiem jak reaguja co poniektorzy nawet na ludzi korzystajacych z pomocy psychologicznej a co dopiero przebywajacych w szpitalu psychiatrycznym stad moja ciekawosc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

 

Korba, a co z oddzialem dziennym? Nie musisz byc przeciez pod opieka 24h na dobe.

 

No ale to też wymaga pójścia na zwolnienie lekarskie... Ja po prostu boję się samego szpitala.....

Hmmm.... Korzystając z okazji, że już tu jestem i piszę, chciałabym napisać coś do tych, który mają myśli samobójcze. Wydawało się, że samobójstwo to taka "prosta" sprawa. Ciach i po bólu. Niestety nie. Istnieje coś takiego jak nieudana próba samobójcza. Ląduje się w szpitalu i potem jest bardzo ale to bardzo nieprzyjemnie. Mówię to, bo właśnie przez to przeszłam. Już nigdy, niezależnie od tego jak chora będę i w jakie gówno wdepnę i jak mocno ktoś mnie zrani.... Nie pomyślę już o śmierci.

Tak jak mi powiedzieli brutalnie moi przyjaciele "Ty idiotko, teraz masz nauczkę!". To nie jest takie proste, to jest trudne i bolesne i może się nie udać.

Pozdrawiam Was wszystkich bardzo cieplutko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powoli odchodze w cin bo po co mam sie starac .Jak sie staram by miec kogos poznac to jestem nieakceptowana tak jaka jestem .Zastanawiem sie czase po mo to samej .Tylko dala mnie ,ja nie mam takie mam wrazenie nic swojego nawet nie stac mnie i brakuje mi mozliwosci i czasu by kogos poznac jak chce bo okazuje sie ż e ja jestem -be.Jedyne co moje a co -kto na pewno odejdzie będdzie mój syn a ja zostane sama i kto bedzie przy mnie .Okaleczałam sie bo zycie ,rodzice mnie dobijali słowami ,życ mi sie nie chciało i zyje po to by odejsc bo mnie dobrego w życiu spotka tylko obowiązki ,pogon za pieniedzmi co miesiąc jaką mam radosc tylko dla siebie .Uciekam co wieczór w pokoju i mysle czy ja jestem taka jak mówila rodzice -oceniali mnie.Siedze i przychdzą mi do głowy mysli samobójcze to słowa niesprawiedliwe mówione do mnie -niesprawiedliwe a co ja chce mało to by ktos zauważył moje potrzeby ale ich nikt nie chce widziec .jK NIE MAM TAGO CO PRAGNE DLA SIEBIE TO MOZE LEPIEJ NIE MIEC NIC I ODEJC NAPRAWDE?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Regina, kochana, mowisz, ze pobyt w szpitalu zapisany jest w "papierach" do ktorych moze zajrzec pracodawca. Nie znam sie na leczeniu itp od strony prawnej stad moje pytanie - czy takie zapiski w dokumentach sa juz na zawsze? Czy nie mozna zrobic tak zeby byly one zapisane w jakiejs innej ksiazeczce czy czyms?

Mam za sobą pobyt w szpitalu psychiatrycznym i nie przypominam sobie, ażebym kiedykolwiek zmuszony był informować o tym swoich dotychczasowych pracodawców. Opuszczając szpital jak zawsze w tego typu okolicznościach otrzymujemy wypis oraz stosowną pieczątkę w legitymacji ubezpieczeniowej, którą przecież zawsze można wymienić na nową. Są to dokumenty wyłącznie na nasz własny użytek i nie mamy żadnego obowiązku informować przyszłego szefa o ich posiadaniu. Pojęcia nie mam skąd bierze się większość obiegowych opinii na ten temat... Inna sprawa, kiedy do zakładu/firmy, w której jesteśmy aktualnie zatrudnieni pewnego pięknego dnia dostarczamy długoterminowe zwolnienie od psychiatry. W takiej sytuacji należy już liczyć się ze wszelkimi tego konsekwencjami. Polskie społeczeństwo jest w tym względzie wyjątkowo niedojrzałe i nawet jeśli po naszym powrocie wszystko wydaje się być w porządku, ludzie i tak swoje "wiedzą"...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A jak dostac sie do szpitala? Czy ktos wie?

I powiedzcie jak tam jest. (Jestem z warszawy). Czy mozecie potwierdzic lub obalic stereotypy o kratach, biczach wodnych, wkur..onych sanitariuszach itp?

 

Bo mam ogromna potrzebe odpoczac od tego niekonczacego sie wysilku udawania ze wszystko jest ok. Chcialbym wreszcie na troche odpoczac. Tylko troche.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mart, chyba najprościej jest pogadać ze swoim lekarzem, co sądzi odnośnie takiego rozwiązania... Jeśli będzie próbował cię zbyć, spróbuj prywatnie. Można też uciec się do załatwienia sprawy po znajomości, pod warunkiem, że takowe posiadamy. Są jeszcze inne sposoby, o których wspominanie tu na forum byłoby trochę nietaktowne...

Co się tyczy stereotypów, wszystko zależy od tego gdzie trafisz. Nie wiem jak sprawa wygląda obecnie, być może wiele się w tej kwestii pozmieniało, ale moje doświadczenia sprzed ładnych kilkunastu lat są raczej in plus. Spotkałem też jednak ludzi, którzy opowiadali jak leżeli przypięci do łóżka pasami podczas gdy inni pensjonariusze tego szacownego przybytku odgaszali im papierosy na nogach... Jest wiele niekiedy bardzo pozytywnych aspektów, o których mógłbym tutaj wspomnieć i także część tych mniej ciekawych. Z perspektywy czasu patrząc, dostrzegam jednak, że cała ta impreza wyrządziła więcej szkód w moim życiu niż przyniosła pożytku. Nie twierdzę, że jest tak na ogół, po prostu jeśli o mnie chodzi było to wtedy zupełnie niepotrzebne i w głównym stopniu wynikało z młodzieńczej ciekawości i nie bójmy się tego słowa głupoty, aniżeli autentycznej potrzeby leczenia...

Piszesz, że czujesz chęć oderwania się na pewien czas od tego wszystkiego, ale zastanów się czy hospitalizacja w towarzystwie wszystkich osób, które tam spotkasz ten komfort rzeczywiście może ci zapewnić. Jeśli dobrze kombinuję i numer obok twojego nicka odnosi się do daty urodzenia, licz się z tym, że spotkasz tam prawdopodobnie sporą grupę dzieciaków po eksperymentach z różnego typu substancjami niedozwolonymi i nie będzie to zapewne przyjemnym doświadczeniem dla kogoś, kto ma już jako tako poukładane w głowie i szuka wyciszenia... Ja pod tym względem byłem w znacznie dogodniejszym położeniu, ale dzisiaj już z pewnością na takie rozwiązanie bym się nie zdecydował...

Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Alienated - moze masz racje. Przebywanie z jeszcze wiekszymi pokretami chyba by mi dobrze nie zrobilo.

Pewnie nie ma zadnego sensownego wyjscia. Wyslac sie do sanatorium? Sa jescze takie sanatoria? Mozna na to wyjechac?

Kiedys bylem w sanat. - z trzema 70letnimi dziadkami kopcacymi radomskie. Cztery osoby w malym pokoiku. To sie k nazywa sanatorium.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No właśnie, oddziały są różne, więc przebywa się z ludźmi o podobnych problemach, jeśli się nie mylę, a nie z dzieciakami odurzającymi się substancjami psychoaktywnymi.

Poza tym jak się idzie do szpitala to się tam leży czy jak? Czy to nie jest tak, że jakaś terapia się odbywa na zasadzie zajęć grupowach z terapeutami itd.?

Na oddziałach psychiatrycznych spotkać możemy między innymi alkoholików, narkomanów na detoksie etc... Choć w przypadku tych ostatnich z tego, co w swoim czasie słyszałem może tam przebywać co najwyżej jedna osoba z ww. problemem... Pisząc o dzieciakach mających za sobą doświadczenia z substancjami niedozwolonymi miałem na myśli głównie różnego rodzaju psychozy będące niekiedy następstwem podobnych eksperymentów...

Człowiek trafiający do takiego szpitala przez większość czasu jest pozostawiony sam sobie. Tak przynajmniej wynika z moich obserwacji oraz materiałów z prasy, na które udało mi się gdzieś tam kiedyś natknąć. Na wstępie przeprowadzanych jest z pacjentem kilka rozmów, psychiatra, psycholog, jakieś testy, na podstawie czego później stawia się diagnozę i rozpoczyna kurację farmakologiczną. Każdego dnia odbywają się oczywiście obchody, podczas których pacjenci pytani o samopoczucie odpowiadają zazwyczaj, że wszystko jest w porządku. -Trudno jest przecież w obecności innych osób zwierzać się ze swoich w tym przypadku jak najbardziej osobistych problemów... Ogólnie rzecz biorąc jeśli chodzi o leczenie szpitalne, jest wiele słabych punktów, które każdy kto miał okazję doświadczyć tego osobiście bez trudu mógłby wskazać. Ja ze swojej strony nie chcę tutaj nikomu na siłę niczego udowadniać. W niektórych przypadkach takie rozwiązanie może okazać się efektywnym, podczas gdy w innych stanowić będzie kompletne nieporozumienie. Osobiście sugerowałbym wszystkim zdolnym jeszcze jako tako do samodzielnej egzystencji poszukiwanie bardziej kreatywnych sposobów na wyjście z kryzysowej sytuacji...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzieki za odpowiedz na mój list .Jetem osoba skrytą ale to co ludzie wiedzą omnoe to wiedzą co powinni.Nie wierze ludziom do konca bo zawiodłam sie na nich.Mam zycie małe bo małe rzucam sie w wir pracy z dzieckiem zajecia w tyg ale gdy przychodzi weekend ,lato to wszystko wraca czyli to co mnie meczy.Moja matka wysłała mnie ostatnio pod latarnie kurwa by pouzywac nie mam serca do niej i sił by wierzyc .Nie mm prawa do szczęsci tylko ja i dziecko i jak sobie poscieliłam tak sie wysypiam .Zmie nia też zdania jak rekawiczke przy gosciach i wogule mam dosc takich sytuacji.Nie mam serca do niej zaufania .Wiem ze warto życ ale boje sie samotnosci bo syn wiecznie nie będzie przy mnie i czesto czuje sie samotna.Podejrzewam że gdyby wiedzieli co niektórzy ze mam sznyty to pomysleliby -wariatka.Botak by było .Ludzie lubia wesołych ludzi przewaznie a nie takich jak ja z takimi tajemnicami.Ale dobrze ze moge podzielic sie takimi myslami tu bo kto to zrozumie.Boje sie otwirac do ludzi a rozmawiam o pogodzie o przyziemnych sprawach bo po co maja litowac sie nade mną czego nie lubię.Potrzebne mi zrozumienie .Ato ze jestem jeszcze to dzieki dziecku bo mam sie dla kogo starac i akceptuje mnie taką jaką jestem i nie jest mi lekko często ztym wszystkim co mam bo czasami brakuje mi sił takiezycie pod górke .Ijak sie nie dac ?JAKOS NA RAZIE TYO SIE MI UDAJE ALE KOSZTEM MOICH ZSZARGANYCH NERWÓW ŻE AĄ NIE CHCE SIE JESC .nARAZIE

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja to zawsze chciałam sfingować swoją śmierć, wyjechać za granicę i mieszkać na odludziu do końca życia. Szkoda, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach, no i szkoda, że nie wygrałam w totka. :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×