Skocz do zawartości
Nerwica.com

Moje ciało sabotuje moje wysiłki na rzecz wyleczenia z nerwicy


robertina

Rekomendowane odpowiedzi

Witam. Dawno mnie tu nie było, bo przez cały czas walczyłam o zdrowie na terapii i wolałam się na tym skupić. Ale teraz chciałam się was poradzić. Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że mój organizm sabotuje moje próby dążenia do zdrowia. Terapeuta uważa, że bez wprowadzenia do mojego życia większej ilości aktywności i zbudowania tym samym poczucia sprawczości nie ruszymy. I ja się z tym zgadzam, ale mam z tym ogromny problem. Za każdym razem, kiedy próbuję coś zmienić w swojej rutynie dnia i zająć się czymś więcej, niż scrollowaniem kończy się to szybkim zaostrzeniem nerwicy. I ostatnio znowu się tak stało - przedwczoraj wreszcie wyszłam ze strefy komfortu, posprzątałam, ugotowałam obiad, pozmywałam po śniadaniu i obiedzie. Zaczęłam czytać o rzeczach, które mnie interesują od dawna, ale wcześniej nie miałam na to energii. W tym dniu było bardzo dobrze. Ale już wczoraj od rana okropne objawy psychosomatyczne, lęk i ogólnie to był jeden z najtrudniejszych dni w tym roku. Jeszcze na dokładkę nie mogłam zasnąć, bo ten temat, o którym czytałam wywoływał mi gonitwę myśli. Dziś też mam ciągłe napady lęku. Nie ma już mowy o zakłóceniach w rutynie, bo nawet normalne czynności, jeśli muszą być wykonane tu i teraz powodują derealizację i atak paniki. Nie wiem jak sobie z tym radzić i dlaczego to się dzieje. Bardzo boję się, że moja terapeuta w końcu ze mnie zrezygnuje, bo naprawdę nie idziemy do przodu a ja już zaczynam bać się zmian wiedząc o konsekwencjach. Co o tym myślicie i co byście radzili?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej. Trochę to tak wygląda, że zosatawiasz znajomych i mówisz "ja muszę się zająć sobą, ogarnąć swoje życie, więc.. tymczasem", a teraz wracasz na forum i prosisz nas o pomoc. Okej, z proszeniem o poradę na forum nie ma pewnie żadnego problemu. Natomiast ciekawe jest to, że "musisz kogoś / nas - opuścić - i zająć się czymś ważnym".

 

Coś jakby tata wyjeżdzający za granicę do pracy zostawiający małą córeczkę.

 

W końcu relacja Ty i twoja terapetką, gdzie boisz się, że jak nie będziesz wystarczająco dobra to terapetka Cię zostawi. 

 

Z jednej strony jakieś opuszczenie, wycofanie z życia, z drugiej coś komuś musisz pokazać, masz być aktywna. Jakby nie dało się normalnie funkcjonować 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 5.04.2026 o 16:36, robertina napisał(a):

Za każdym razem, kiedy próbuję coś zmienić w swojej rutynie dnia i zająć się czymś więcej, niż scrollowaniem kończy się to szybkim zaostrzeniem nerwicy.

To chyba zupełnie normalne niestety, robisz na siłę sobie dzień sprawczości a później przychodzi smutek i lęk. Ja mam swoją personalną teorie, że dzieje się tak bo to podnosi nam poprzeczkę tego czego teraz oczekują od nas inni i czego my sami od siebie oczekujemy. A przez to rodzi się lęk, bo wyprówanie sobie żył cały dzień nie stanie się naszym baselinem

 

Tylko nie wiem za bardzo co z tym można zrobić. Niby pomogłoby ruszanie się mini kroczkami, ale to tak nie działa i lepiej iść za ciosem gdy dzień jest dobry, bo potem wiadomo jakie po nim przyjdą

 

Ja nie należe do najmądrzejszych ludzi względem przyjmowania substancji psychoaktywnych, więc nie wiem czy warto mnie słuchać, ale - na Twoim miejscu bym chyba po prostu jakieś benzo zarzucił żeby się to gówno przestało rozkręcać. Trzymaj się, za chwilę znowu przyjdą dobre czasy, albo chociaż neutralne 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja bym radziła wrzucić na przysłowiowy luz, mieć w nosie wszelkie mądrości z terapii. Wydaje mi się że nerwice zaostrza ci sama presja że coś musisz. Z czegokolwiek wyleczyć się próbujesz musisz mieć komfort psychiczny w sensie twoja podświadomość musi. Jak walisz głowa w mur cały czas robiąc to samo i kręcisz się w kółko stojąc w miejscu to ja bym nie traciła czasu na takie metody. Kiedy nic nie będziesz musiała- to znaczy kiedy twoja podświadomość będzie czuć się swobodnie i będzie "mogła" a nie "musiala" - to sama być może się znudzi scrollowaniem i sama zacznie sprzątać z różnych powodów może ochoty może potrzeby a może nudy, moze to nie będzie 3 dnia 5 10 A może 14 nie bedzie ale 15 może już tak. Próbowałaś ten sposób? Słuchać siebie i swojego ciała i głosu a nie tych zapisanych przez kogoś metod terapii - bo one mogą pomóc osobie X nie mówię że nie, ale dla osoby Y są bezskuteczne. 

Jeśli Ciebie nie zwiazuje terapia w żaden sposób obowiązkiem bo nie wiem zabiorą świadczenie czy jakie są te te no to ja bym tym rzuciła o kant dupy. Scrollowala jeśli sobie chce scrollowac. Amen

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, Dalila_ napisał(a):

A ja bym radziła wrzucić na przysłowiowy luz, mieć w nosie wszelkie mądrości z terapii. Wydaje mi się że nerwice zaostrza ci sama presja że coś musisz. Z czegokolwiek wyleczyć się próbujesz musisz mieć komfort psychiczny w sensie twoja podświadomość musi. Jak walisz głowa w mur cały czas robiąc to samo i kręcisz się w kółko stojąc w miejscu to ja bym nie traciła czasu na takie metody. Kiedy nic nie będziesz musiała- to znaczy kiedy twoja podświadomość będzie czuć się swobodnie i będzie "mogła" a nie "musiala" - to sama być może się znudzi scrollowaniem i sama zacznie sprzątać z różnych powodów może ochoty może potrzeby a może nudy, moze to nie będzie 3 dnia 5 10 A może 14 nie bedzie ale 15 może już tak. Próbowałaś ten sposób? Słuchać siebie i swojego ciała i głosu a nie tych zapisanych przez kogoś metod terapii - bo one mogą pomóc osobie X nie mówię że nie, ale dla osoby Y są bezskuteczne. 

Jeśli Ciebie nie zwiazuje terapia w żaden sposób obowiązkiem bo nie wiem zabiorą świadczenie czy jakie są te te no to ja bym tym rzuciła o kant dupy. Scrollowala jeśli sobie chce scrollowac. Amen

Hmmm... Może to ma sens.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

23 godziny temu, conditioner napisał(a):

To chyba zupełnie normalne niestety, robisz na siłę sobie dzień sprawczości a później przychodzi smutek i lęk. Ja mam swoją personalną teorie, że dzieje się tak bo to podnosi nam poprzeczkę tego czego teraz oczekują od nas inni i czego my sami od siebie oczekujemy. A przez to rodzi się lęk, bo wyprówanie sobie żył cały dzień nie stanie się naszym baselinem

 

Tylko nie wiem za bardzo co z tym można zrobić. Niby pomogłoby ruszanie się mini kroczkami, ale to tak nie działa i lepiej iść za ciosem gdy dzień jest dobry, bo potem wiadomo jakie po nim przyjdą

 

Ja nie należe do najmądrzejszych ludzi względem przyjmowania substancji psychoaktywnych, więc nie wiem czy warto mnie słuchać, ale - na Twoim miejscu bym chyba po prostu jakieś benzo zarzucił żeby się to gówno przestało rozkręcać. Trzymaj się, za chwilę znowu przyjdą dobre czasy, albo chociaż neutralne 🙂

 

Ja leki cały czas biorę, wypróbowałam ich chyba z 50, ale żaden niestety nie działa. Sytuacja taka, jaka jest teraz trwa nieprzerwanie od 10 lat a z przerwami na lepsze okresy od kiedy miałam cztery lata, więc raczej nie ma szans na dobre czasy, jeśli nie poddam się terapii. 

Ode mnie nikt niczego dodatkowego nie będzie oczekiwał, tylko się cieszył, że daję radę. Rodzice współpracują z terapeutą i ze mną, jeśli ktoś narzuca mi presję, to tylko ja sama. Nie mam żadnego smutku, bo nie choruję na depresję, wręcz przeciwnie te zmiany przynoszą mi radość... ale potem tę radość niszczy lęk i natrętne myśli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

22 godziny temu, Dalila_ napisał(a):

A ja bym radziła wrzucić na przysłowiowy luz, mieć w nosie wszelkie mądrości z terapii. Wydaje mi się że nerwice zaostrza ci sama presja że coś musisz. Z czegokolwiek wyleczyć się próbujesz musisz mieć komfort psychiczny w sensie twoja podświadomość musi. Jak walisz głowa w mur cały czas robiąc to samo i kręcisz się w kółko stojąc w miejscu to ja bym nie traciła czasu na takie metody. Kiedy nic nie będziesz musiała- to znaczy kiedy twoja podświadomość będzie czuć się swobodnie i będzie "mogła" a nie "musiala" - to sama być może się znudzi scrollowaniem i sama zacznie sprzątać z różnych powodów może ochoty może potrzeby a może nudy, moze to nie będzie 3 dnia 5 10 A może 14 nie bedzie ale 15 może już tak. Próbowałaś ten sposób? Słuchać siebie i swojego ciała i głosu a nie tych zapisanych przez kogoś metod terapii - bo one mogą pomóc osobie X nie mówię że nie, ale dla osoby Y są bezskuteczne. 

Jeśli Ciebie nie zwiazuje terapia w żaden sposób obowiązkiem bo nie wiem zabiorą świadczenie czy jakie są te te no to ja bym tym rzuciła o kant dupy. Scrollowala jeśli sobie chce scrollowac. Amen

 

Robiłam właśnie tak, jak opisujesz przez ostatnie 25 lat mojego życia. Jedyne co mi to dało to utrwalenie nerwicy, zamknięcie się w schematach, całkowity brak znajomych bo od 10 lat w ogóle przez lęk przestałam wychodzić z domu, plus totalną niesamodzielność i zależność od czyjejś opieki (w napadzie lęku zagrażam sama sobie tak się wszystko rozbujało) i perspektywę skończenia w ośrodku opieki po śmierci rodziców, jeśli nie wyzdrowieję. A to niestety nie jest dobra perspektywa. Dlatego MUSZĘ  i CHCĘ wyzdrowieć. Mam już dość tego cierpienia, kiedy odczuwam panikę i potworne bóle całego ciała 24/7. 

 

Tym, co ma mi pomóc wyzdrowieć jest właśnie odkrycie w sobie sprawczości, bo to o czym mówisz robię nieprzerwanie przez prawie trzy dekady. Już po prostu nie mogę tego wytrzymać i zrobiłabym wszystko, żeby być wolna.

Edytowane przez robertina

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 7.04.2026 o 18:01, Becareful napisał(a):

Hej. Trochę to tak wygląda, że zosatawiasz znajomych i mówisz "ja muszę się zająć sobą, ogarnąć swoje życie, więc.. tymczasem", a teraz wracasz na forum i prosisz nas o pomoc. Okej, z proszeniem o poradę na forum nie ma pewnie żadnego problemu. Natomiast ciekawe jest to, że "musisz kogoś / nas - opuścić - i zająć się czymś ważnym".

 

Coś jakby tata wyjeżdzający za granicę do pracy zostawiający małą córeczkę.

 

W końcu relacja Ty i twoja terapetką, gdzie boisz się, że jak nie będziesz wystarczająco dobra to terapetka Cię zostawi. 

 

Z jednej strony jakieś opuszczenie, wycofanie z życia, z drugiej coś komuś musisz pokazać, masz być aktywna. Jakby nie dało się normalnie funkcjonować 

 

 

Po co ten hejt? Mam obowiązek tu pisać? Ja nie mam na tej stronie znajomych, tylko od czasu do czasu tu przychodzę prosić o radę. Niestety, za każdym razem dostaję przynajmniej jedną wiadomość z hejtem. Co to jest, grupa wsparcia czy grupa wzajemnej agresji? Kompletnie nie rozumiem, co w ogóle ma wnosić ta wiadomość.

Edytowane przez robertina

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

28 minut temu, robertina napisał(a):

Dlatego MUSZĘ  i CHCĘ wyzdrowieć.

No właśnie- MUSZĘ. Jak będziesz się zmuszać to nic z tego nie będzie. Bo zacznie Ci się negatywnie kojarzyć i będziesz na to źle reagowała. Najważniejsze to zacząć chcieć robić te rzeczy. Może nie wszystkie na hura, ale stopniowo, po trochu. Jak zobaczysz, że nic Ci nie zagraża, to ochota przyjdzie i na resztę rzeczy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

30 minut temu, Heledore napisał(a):

No właśnie- MUSZĘ. Jak będziesz się zmuszać to nic z tego nie będzie. Bo zacznie Ci się negatywnie kojarzyć i będziesz na to źle reagowała. Najważniejsze to zacząć chcieć robić te rzeczy. Może nie wszystkie na hura, ale stopniowo, po trochu. Jak zobaczysz, że nic Ci nie zagraża, to ochota przyjdzie i na resztę rzeczy.

 

Wiem, że mi nic nie zagraża, ale podświadomość moja niestety tego nie wie. Robię co mogę, ale bardzo boję się, że jeśli terapia nie będzie przynosić skutków to moja terapeuta ze mnie zrezygnuje a ta terapia to już naprawdę dla mnie ostatnia deska ratunku. Jeśli nie zadziała, moja przyszłość nie jawi się w jasnych barwach... 

Jeśli sama postanawiam, że muszę, to nie jest presja, ale motywacja. Mi to pomaga zrobić rzeczy, jakich normalnie nie chce mi się zrobić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

25 minut temu, seleneles napisał(a):

Mam ten sam problem. Mogę być twoim znajomym, ale musisz zaakceptować moje dziwactwa, jak również i swoje. Rób to, na co masz ochotę.

 

Nie pogniewaj się proszę, ale niestety, nie szukam na tej stronie znajomości. Nie czuję, żeby posiadanie znajomych z problemami takimi, jak moje poprowadziło mnie do zdrowia - raczej odwrotnie, nakręcałybyśmy się wzajemnie i tylko wymieniały opiniami jak świat jest dla nas niesprawiedliwy. Dlatego raczej jeśli miałabym, szukałabym znajomości wśród osób zdrowych, które byłyby dla mnie takim żywym impulsem, żeby stawać się taka sama. Czuję, że na tym etapie potrzebuję właśnie tego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 7.04.2026 o 18:01, Becareful napisał(a):

Z jednej strony jakieś opuszczenie, wycofanie z życia, z drugiej coś komuś musisz pokazać, masz być aktywna. Jakby nie dało się normalnie funkcjonować 

 

a ja tu dostrzegam robertina coś mądrego. Po 1 zwraca uwagę na wewnętrzny konflikt w tobie. 

 

 

A po 2 wyżej napisałaś że od 30 lat scrollujesz co uważasz za "niezdrowe" ale też od 30 lat jesteś w tej terapii i używasz powtarzalne tej samej metody. Więc nie próbowałaś puścić podświadomości że tak powiem samopas bez tej terapii. Może tak być ze to nawet nie Ty sobą sterujesz wykonując to natręctwo tylko wpadasz w jakieś "zamrozenie" i w bezsprawczosc. Myślę że niekoniecznie dobrze byłas poprowadzona i rozgrzebana tam ta trauma bo 4 latki nie mają nerwic od tak są za małe. Smutku nie odczuwasz ale może też ten etap depresji masz za sobą i jesteś na głębszym poziomie braku uczuć od dekad ? Na to też uwagę zwróć. No i wg mnie najgorsze jest to trzymanie się wizji że jak skończysz terapie to będzie tragedia jak umra rodzice to skończysz w przytulku jak to to śmo a takie przewidywania to zwykle gownoprawda w ogólnym rozrachunku, bo losy człowieka są takie skomplikowane przeplatajace się no nie są proste i nikt nie wie co będzie więc takie gadanie nie ma sensu ani sie nie skalkuluje bo bo sobie przewidzisz milion rzeczy a meteoryt dupnie ci w podwórko. Czujesz te fazke robertina? 💗💗😊

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

48 minut temu, Dalila_ napisał(a):

a ja tu dostrzegam robertina coś mądrego. Po 1 zwraca uwagę na wewnętrzny konflikt w tobie. 

 

 

A po 2 wyżej napisałaś że od 30 lat scrollujesz co uważasz za "niezdrowe" ale też od 30 lat jesteś w tej terapii i używasz powtarzalne tej samej metody. Więc nie próbowałaś puścić podświadomości że tak powiem samopas bez tej terapii. Może tak być ze to nawet nie Ty sobą sterujesz wykonując to natręctwo tylko wpadasz w jakieś "zamrozenie" i w bezsprawczosc. Myślę że niekoniecznie dobrze byłas poprowadzona i rozgrzebana tam ta trauma bo 4 latki nie mają nerwic od tak są za małe. Smutku nie odczuwasz ale może też ten etap depresji masz za sobą i jesteś na głębszym poziomie braku uczuć od dekad ? Na to też uwagę zwróć. No i wg mnie najgorsze jest to trzymanie się wizji że jak skończysz terapie to będzie tragedia jak umra rodzice to skończysz w przytulku jak to to śmo a takie przewidywania to zwykle gownoprawda w ogólnym rozrachunku, bo losy człowieka są takie skomplikowane przeplatajace się no nie są proste i nikt nie wie co będzie więc takie gadanie nie ma sensu ani sie nie skalkuluje bo bo sobie przewidzisz milion rzeczy a meteoryt dupnie ci w podwórko. Czujesz te fazke robertina? 💗💗😊

 

Ja stałą terapię zorientowaną na wyleczenie z nerwicy mam dopiero po raz pierwszy. Wcześniej wielokrotnie próbowałam ją mieć, ale albo terapeuci rezygnowali po kilku sesjach, bo przenosili zakład, albo wizyty były raz na 3 miesiące. Więc, można w zasadzie powiedzieć, że normalnej terapii przez dłuższy czas nigdy nie miałam.

Jeśli o mnie chodzi to na 100% skończyłabym w przytułku z dwóch powodów: 

- nie opuszczam domu, więc nie byłabym w stanie zrobić sobie zakupów ani na siebie zarobić. A ciężko przeżyć bez jedzenia i nie zostać eksmitowanym jak się nie płaci rachunków. 

- w ataku lęku jestem kompletnie odrealniona i moje działania zagrażają bezpośrednio mojemu życiu. Mogę bez własnej świadomej kontroli zażyć całe opakowanie leków uspokajających i stracić przytomność, dlatego musi ktoś przy mnie cały czas być.

W tej chwili moja samodzielność jest na etapie dziecka w wieku przedszkolnym i nie ma żadnych szans, żebym przetrwała choć dzień bez asysty.

 

Godzinę temu, bei napisał(a):

@robertinamasz terapię w nurcie poznawczo-behawioralnym? To już któraś z kolei terapia?

 

To jest pierwsza terapia. Wszystkie pozostałe kończyły się po max. 5 - 6 sesjach. Często po 3. I nie, nie jest to w nurcie poznawczo-behawioralnym. 

Edytowane przez robertina

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

19 minut temu, Catriona napisał(a):

"Muszę" to jest presja - mózg tak to odbiera. "Chcę" to jest wewnętrzna motywacja.

 

Dopóki nie powiem sobie, że "muszę" coś zrobić, to nic nie zrobię, nawet się nie zajmę tym, co lubię. Ja w życiu skończyłam cokolwiek tylko, jeśli "musiałam". "Chcę" jest dla mnie abstrakcyjne - to w sumie synonim tego "muszę", i wiem, że mi tylko to pomaga.

Edytowane przez robertina

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×