Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
White Rabbit

PROSZĘ O POMOC - PILNE - Szpital Psych.

Rekomendowane odpowiedzi

Proszę Was o pomoc. Rodzina chce mnie oddac do szpitala psychiatrycznego. Czy może to zrobic bez mojej zgody? Jestem pełnoletnia, mam 25 lat.

 

Bardzo prosze o informację.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale niczego sobie nie zrobiłam. Mam tylko mysli samobójcze. Problem polega na tym, ze to mnie wykonczy, a moja rodzina ma to w tylku.

 

-- 27 cze 2014, 09:54 --

 

A jesli sie wszystkiego wyprę? Nie mam zamiaru trafiac do psycghiatryka na czyjes życzenie, bo ktos przeciwko mne swiadczy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

White Rabbit, a jesli miałoby Ci to pomóc to nie uwazasz że warto byłoby sie tam udac celem dobrania leków?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z tego co ja wiem to nie mogą. Mogliby tylko w przypadku choroby psychicznej a ty takiej nie masz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ladywind, jestem pewna, ze nic nie da. Dokuczaja mi problemy w zyciu. Na to nie ma tabletek. Na zaburzenia osobowosci, ktore wchodza w rezonans z rzeczywistoscia takze nie. Ponadto czuje sie fatalnie na lekach, wywoluja szereg objawow, ktorych nie nazwalabym nawet ubocznymi. Nie jestem w stanie zmienic sobie tabletką osobowosci. Poza tym, wszelkie zmiany ingerowalyby w obecnie przyjmowane - mirtor. Lek ten dziala nasennie, nie ze wszystkim moze byc laczony, a na jego odstawke zaplanowalam caly rok. Tymczasem w szpitalu nie beda sie cackac. Bezsennosc z odbicia to bardzo prawdopodobny scenariusz, tym bardziej, ze cierpie na rozlegle zaburzenia lekowe. W szpitalu nikt sie jednak z czlowiekiem nie patyczkuje.

 

Inga_beta, no wlasnie. Przeciez nawet jak po samookaleczeniu dostaniesz sie na chirurgię, masz prawo odmowic przewiezienia do szpitala.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

O to chodzi że w nieprzyjaznym otoczeniu choroba osadzona na lękach, się nasila.

Gdybym ja w moim najgorszym okresie znalazła się w szpitalu to już bym stamtąd nie wróciła do życia.

Także doskonale rozumiem dlaczego tak bronisz się przed szpitalem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

White Rabbit, co to ma być? Już Cię zamykali w szpitalu? Starają Ci się inaczej pomóc niż szpital - terapia u psychoterapeuty itp.? Co im robisz, że chcą Cię zamknąć?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Inga_beta, ja nie mam nic przeciwko szpitalom w uzasadnionych przypadkach, jesli korzysc przewyzsza "niewygody", mowiac baaaaardzo eufemistycznie. ALE. Wszystko zalezy od kadry i oddzialu oraz ludzi (wspolpacjentow), na jakich sie trafi. Ja nie przewiduje tym razem korzysci, tym bardziej, ze oderwie mne to od problemu, ktory tutaj, w rzeczywistoci powoduje wysoka trudnosc. Oni beda zwiekszac dawki, a ja po prostu bede dostawac paniki, bo tam bedzie sie walic.

 

Luktar, nie, jeszcze nigdy. Zdarzylo mi sie plakac przez sluchawke, powiedzialam tez, ze mam dosyc takiego zycia i sie zabije. Oni wiedza, ze od trzech lat jestem zalamana. Ale dla mnie to jest zbywanie problemu. Na psycho nie chodze od roku i na razie nie mam mozliwosci wrocic z paru powodow - kasa i inne. Nie mamy szczegolnych kontaktow. Ojciec pastwil sie nad nami, mieszkalam z nim do 18-ki. A teraz wielkie panstwo... Przykre, ze palcem nie dotkna konsekwencji wlasnych wyborow. Dlatego tez boli, ze w ogole chca zrobic cos wberw mne. To sie odbywa z telefonowaniem do mojej psychiatry. bardzo mi jest milo, ze maja ochote tworzyc wspolny front z psychiatra, ktora traktuje jak czlonka rodziny...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie do końca jestem pewna ale w sytuacjach kiedy zagrażasz sobie lub komuś to teoretycznie może :(

Tu nawet o chodzi o wypowiadanie myśli samobójczych, niestety

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Jeśli masz myśli samobójcze to mogą nawet zadzwonić po pogotowie i wtedy pogotowie zabierze Cię do psychiatryka. Albo jak zagrażasz komuś innemu. Obie sytuacje znam z doświadczenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

White Rabbit, Twój ojciec powinien wziąć odpowiedzialność za coś co zrobił zamiast teraz na siłę ładować Cię do psychiatryka. Moim zdaniem nie powinnaś tam trafić jeśli to wzbudza u Ciebie takie lęki. A myśli samobójcze ma większość z nas na tym forum ale to nie zanczy, że wszyscy muszą tam trafić. Po co mówisz rodzicom o swoich lękach? Przecież oni tego nie rozumieją a jeszcze Cię podkopują. Masz innych życzliwych ludzi wokół siebie? Masz toksycznych rodziców którzy nie rozumieją Twojej choroby, nie zwierzaj im się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ja też mam ogromne lęki przed szpitalem i pewnie dlatego, mimo myśli samobójczych i fatalnego samopoczucia, tam nie trafiłem. Z 2 strony chyba nie miałbym odwagi sobie czegoś zrobić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja tam chciałam wylądować jak mnie ojciec dobijał już swoją agresją a matka histerią, nie potrafiłam się podnieść przez to dzięki terapii. Nie miałam warunków do zdrowienia i mi nerwy puściły. Chciałam się zaknąć, nawet do swojego psychiatry zadzwoniłam. Poprosił bym się uspokoiła i nazajutrz zadzowniła jeśli dalej będę się chciała zamknąć na oddziale. Odechciało mi się, psychoterapeutka mówiła, że jeśli chce to okej, ale bywa tam ciężko. Odechiało mi się i słusznie. Później żyłabym z nową traumą (szpitala) a tak zacisnęłam zęby, chodziłam na terapię i to teraz ja mam przewagę nad rodzicami. Już mi nie fikają bo wiedzą, że nie mają prawa. Jest względny spokój, zwłaszcza w mojej głowie. Tego Też Ci życzę króliku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Owszem. Mogą. Wszystko jest w ustawie o ochronie zdrowia psychicznego.

 

Przyjęcie do szpitala psychiatrycznego odbywa się za pisemną zgodą danej osoby lub za zgodą sądu opiekuńczego, jeśli osoba jest niezdolna do wyrażenia zgody. W przypadkach nagłych procedura jest uproszczona. Osoba może być przyjęta do szpitala bez jej zgody, jeśli jej dotychczasowe zachowanie wskazuje na to, że z powodu choroby zagraża bezpośrednio własnemu życiu albo życiu lub zdrowiu innych osób (art. 23). Jeśli zachodzą wątpliwości czy dana osoba ma zaburzenia psychiczne możliwe jest jej przyjęcie do szpitala bez jej zgody na okres do 10 dni. Sąd opiekuńczy wszczyna postępowanie (na podstawie zawiadomienia szpitala oraz na wniosek) w przedmiocie istnienia lub braku podstaw do przyjęcia osoby do szpitala bez jej zgody.

 

Do szpitala psychiatrycznego może być również przyjęta, bez jej zgody, osoba chora psychicznie:

 

- jeśli jej zachowanie wskazuje, że poza szpitalem stan jej zdrowia psychicznego się pogorszy lub

- jeśli jest niezdolna do samodzielnego zaspokajania podstawowych potrzeb życiowych i zasadne jest przewidywać, że pobyt w szpitalu przyniesie poprawę jej stanu zdrowia

 

Ustawa dozwala leczenie przymusowe osoby przyjętej bez zgody w celu usunięcia zaburzenia, które spowodowało przyjęcie do szpitala. Lekarz ma obowiązek w takim przypadku informowania pacjenta o planowanym postępowaniu. Leczenie o podwyższonym ryzyku wymaga jednak zawsze zgody pacjenta lub jego przedstawiciela ustawowego.

 

O wypisaniu ze szpitala osoby leczonej bez zgody decyduje ordynator, jeśli uzna, że ustały przyczyny przyjęcia. Osoba leczona dobrowolnie w szpitalu może złożyć wniosek o nakaz wypisania jej w dowolnej formie. Po 30 dniach od prawomocnego postanowienia sądu o umieszczeniu w szpitalu żądanie wypisania może złożyć do ordynatora lub lekarza prowadzącego osoba leczona bez swojej zgody, jej przedstawiciel ustawowy, małżonek, krewni w linii prostej oraz faktyczny opiekun. W razie odmowy służy odwołanie do sądu.

 

W wielkim skrócie:

1. Jedziesz na izbę przyjęć do szpitala psychiatrycznego albo wzywane jest pogotowie bo np. miałaś próbę samobóczą

2. Masz wyrazić zgodę na pobyt w szpitalu- możesz tego nie zrobić

3. Mimo to bez twojej zgody mogą Cię zatrzymać w szpitalu

4. Jeśli zaistniał pkt 3- szpital musi wysłać do sądu rodzinnego-opiekuńczego wniosek o zatrzymanie Cię w szpitalu bez Twojej zgody

5. Ty możesz wystosować do ordynatora wniosek o wypisanie ze szpitala na Twoje żądanie- może się zgodzić albo nie

6. Ty sama możesz wystosować wniosek do sądu opiekuńczego-rodzinnego(taki jak w pkt 4 wystosował szpital) jeśli w pkt 5 ordynator nie wyraził zgody

7. Sąd rozpatruje sprawę- jeśli zdecyduje, że nie ma podstaw do trzymania Cię bez Twojej zgody to wychodzisz po 30 dniach od uprawomocnienia się wyroku, jeśli sąd zadecyduje, żeby Cię zatrzymać wbrew Twojej woli to o Twoich dalszych losach zadecyduje ordynator

 

Ponadto-

 

Przymus bezpośredni wobec osób z zaburzeniami psychicznymi wolno stosować tylko, gdy (art. 18):

 

- ustawa do tego upoważnia

- osoba dopuszcza się zamachu przeciw zdrowiu lub życiu swojemu lub innej osoby albo przeciw bezpieczeństwu powszechnemu

- osoba gwałtownie niszczy lub uszkadza przedmioty w otoczeniu

- poważnie zakłóca działanie szpitala lub domu pomocy społecznej

 

O zastosowaniu przymusu bezpośredniego decyduje lekarz, który określa rodzaj zastosowanego środka przymusu oraz osobiście nadzoruje jego wykonanie. Jeżeli nie jest możliwe uzyskanie natychmiastowej decyzji lekarza, decyduje i nadzoruje pielęgniarka lub kierujący akcją ratowniczą. Każde użycie przymusu bezpośredniego odnotowuje się w dokumentacji medycznej. Przed zastosowaniem przymusu należy uprzedzić daną osobę.

 

Osoba, której zachowanie wskazuje na to, że z powodu zaburzeń psychicznych może zagrażać bezpośrednio własnemu życiu albo życiu lub zdrowiu innych osób, bądź nie jest zdolna do zaspokajania podstawowych potrzeb życiowych, może być poddana badaniu psychiatrycznemu również bez jej zgody z zastosowaniem, jeśli niezbędne, przymusu bezpośredniego (art. 21).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje Wam wszystkim za odpowiedzi. Nie moglam tu wczesniej trafic z powodu stanów lekowych, ktore nieststy nadal trwaja. Mialam tyle do napisania, a teraz mam pustke w glowie.

 

Luktar, niestety robie tak (zwierzam się) z braku bliskich osob. Czasem potrzebuje dostac troche ciepla od kogos, czasem tez musze powiedziec, co sie ze mna dzieje, nie tylko w pusta, głucha przestrzen. Wowczas to ma byc niby mniejsze zlo. Nie umiem sie obyc bez poczucia, ze kogos mam, ale raczej chyba nigdy sie z tego nie wyzwole, bo to wlasciwie jest naturalne. Czasem wystarczy tylko miec kawalek rekwizytu do wyobrazenia sobie czyjes obecnosci, wsytarczy sms, krotka rozmowa.. Taka posucha przyszla u mnie po paru wypadkach, kiedy przyjaciele i znajomi uznali, ze kontakt ich przerasta chyba (pare osob w jednym czasie, zaraz po fakcie się nigdy wiecej nie odezwalo, nooo, kiepsko). Ech..

 

Dark, :pirate: W takim razie trzeba bedzie ograniczyc ekspresje emocji..

 

-- 30 cze 2014, 18:18 --

 

I nie napisalam najważniejszego. Temat ucichł i, może, wygaśnie śmiercią naturalną. Korzyść jest taka, że dowiedziałam się, że da się tak łatwo wpakować kogoś do psycha.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Proszę Was o pomoc. Rodzina chce mnie oddac do szpitala psychiatrycznego. Czy może to zrobic bez mojej zgody? Jestem pełnoletnia, mam 25 lat.

 

nie może

 

Ustawa o ochronie zdrowia psychicznego:

Art. 23. 1. Osoba chora psychicznie może być przyjęta do szpitala psychiatrycznego bez zgody wymaganej w art. 22 tylko wtedy, gdy jej dotychczasowe zachowanie wskazuje na to, że z powodu tej choroby zagraża bezpośrednio własnemu życiu albo życiu lub zdrowiu innych osób.

2. o przyjęciu do szpitala osoby, o której mowa w ust. 1, postanawia lekarz wyznaczony do tej czynności po osobistym jej zbadaniu i zasięgnięciu w miarę możliwości opinii drugiego lekarza psychiatry albo psychologa.

3. Lekarz, o którym mowa w ust. 2, jest obowiązany wyjaśnić choremu przyczyny przyjęcia do szpitala bez zgody i poinformować go o jego prawach.

4. Przyjęcie do szpitala, o którym mowa w ust. 1, wymaga zatwierdzenia przez ordynatora (lekarza kierującego oddziałem) w ciągu 48 godzin od chwili przyjęcia. Kierownik szpitala zawiadamia o powyższym sąd opiekuńczy miejsca siedziby szpitala w ciągu 72 godzin od chwili przyjęcia.

 

Art. 24. 1. Osoba, której dotychczasowe zachowanie wskazuje na to, że z powodu zaburzeń psychicznych zagraża bezpośrednio swojemu życiu albo życiu lub zdrowiu innych osób, a zachodzą wątpliwości, czy jest ona chora psychicznie, może być przyjęta bez zgody wymaganej w art. 22 do szpitala w celu wyjaśnienia tych wątpliwości.

2. Pobyt w szpitalu, o którym mowa w ust. 1, nie może trwać dłużej niż 10 dni.

3. Do przyjęcia do szpitala, o którym mowa w ust. 1, stosuje się zasady i tryb postępowania określony w art. 23.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Imipramina, może :roll:

Masz wszystko opisane wyżej

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

White Rabbit, jak masz mysli samobojcze to zdrowa nie jestes, jakbys chciala zdrowiec to bys poszla do psychologa, na taerpie, do psychiatry badz i do szpitala, bo zdrowy czlowiek zdaje sobie sprawe ze ma problem i chce go rozwiazac, a chory bedzie sie nogami zapieral mowil ze mu nic nie jest albo z kolei wiecznie jęczał ale będzie trwał w swoim stanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Agusia, dziekuję Ci za odpowiedź i troskę, ale.. naprawdę wiem, co robię. Świadomie decyduję. Biorę za siebie ograniczona odpowiedzialność, wszechmocy jeszcze nie posiadłam. Myśli 's" to całoBożoroczny standard, dwudziestoparoletni staruszek. Nie mamie się stuprocentowym wyzdrowieniem. Nie, nie przy tym zaburzeniu. Z psychologiem moge grać w chińczyka, na mojego terapeutę zbieram kase, nie wszystkie okoliczności zarysowałam. Oczywiście, nie nakłaniam do zmiany zdania. Rybka mje.

 

Ps. skąd pomysł, że nie chodze do psychiatry?.. (Czy jesli ktoś nie chce iść do szpitala na czyjeś życzenie, od razu znaczy, że nie korzysta z całego pakietu świadczeń?)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

White, a ja myślę że niekoniecznie dobrze postępujesz.

 

Gdybyś miała raka też byś rękami i nogami wzbraniała się przed szpitalem, ponieważ Ty masz lepszy pomysł na swoje leczenie ?

PRZEDE wszystkim, masz jakąś chorą wizję szpitala - pewnie są jakieś straszne i jak z horroru, ale co stoi na przeszkodzie żeby znaleźć sobie FAJNY oddział - w znaczeniu terapeutyczny ?

Trochę podobnie jak z twoim terapeutą ... gdybyś chciała - to znalazłabyś psychoterapeutę na NFZ i może byłabyś już zdrowa.

 

I co z tego, że twój ojciec był jakiś straszny ? Teraz to Ty chorujesz, Ty masz problem - nie on.

I może - znów niekoniecznie - jego działania związane ze szp. nie wynikają z jego "okropności", a z troski o swoje dziecko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

essprit, essprit,

ja chyba nie mam chorej wizji szpitala, bo znam szpital, bylam tam parę razy i jego wizerunek jest wporzo (jak pisałam na poprzedniej stronie). Ba, dwukrotnie to ja siebie umieściłam w psychuszce, ze wskazaniem. Oddziały przytulne, młody zespół ludzi zaburzonych emocjonalnie i z problemami afektywnymi, rozhuśtany pobyt, mnóstwo kawałów i akcji. W jednym z nich było naprawdę super. Potraktowałam pobyt jak turnus wakacyjny, na który nie było mne stać. Ze łzami w oczach wspominam.

! ALE:

Nie tym razem, i nie na czyjeś życzenie. Tutaj zasadnicze jest to, że dzieje sie cos b. trudnego w realnym świecie, ja nie chciałam tu o tym pisać i nadal tego nie zrobię. To coś skłania mnie do rezygnacji z takiej opcji szukania wsparcia i podkurowania się (bo o wyleczeniu nie ma mowy), to coś też w moim odczuciu usprawiedliwia moje rozumowanie/interpretację czmychnięcia pod dach wariatkowa jako autentycznie ucieczki. Kiedy indziej tak, nie tym razem.

 

Jeśli chodzi o załogę, z tym bywa różnie. Kobierzyńska brać nauczyla mnie, że z pacjentem można zrobić wszystko, jeśli w porę nie stawi oporu. Ci, którzy pojmują to w lot, nie wymagają tłumaczenia, tym, którzy nie, nie chcę wyjaśniać.

 

Hola, zdrowa to j.a nie będe ! ("gdybyś chciała - to znalazłabyś psychoterapeutę na NFZ i może byłabyś już zdrowa.") Mam plan leczenia, mam kontrakt, ufam mojej terapeutce, wybrałam ją spośród wielu, mam doświadczenie w indywidualnej pracy terapeutycznej, zawierzam mu i swojej intuicji, słowem - chę tej pani. Półroczne rozkopywanie na nfz z terapeutą z doskoku, podczas, gdy sednem mojej pracy jest relacja z obiektem i przeniesienia, i budowanie siebie w relacji, odpada (jest bez sensu; mam takie praktyki za sobą).

 

Może zawiniła forma histeryczna pierwszego posta w tym wątku, ale pisalam go na ataku paniki. Ja naprawde nie jestem nastolatką, zapierającą się "nogami i rekoma" przed jedynie słusznym i właściwym leczeniem, bo lubię się nad sobą żalić i "jęczeć". Od osiemnastego roku życia działam w kierunku poprawiania swojej doli, głównie bazując na terapii, ale jakie to były terapie - właśnie te nfz-owskie, kończące się po 3 miesiącach, po pół roku, gdzie terapeuta kilka razy odmówił. Ja naprawdę nie jestem świeżakiem w tej materii.

 

Tak, jak powiedziałam, nie łudze sie, że w cudotwórczy sposób ktoś kiedyś wspaniale wyciągnie mne z bordera i innych przypadłości (= sprawi, że stane się kimś innym - osobowość to system operacyjny osoby, moge se wgrywać co najwyżej aplikacje i zmieniać interfejsy). Ale mam plan ! wiem, czego potrzebuję, mam wytyczone cele terapii. Reszta to wsparcie i troche leków.

 

Co do ojca, niezależnie od jego aktualnej fazy (tak, wiem, może się martwić, no już, przepraszam, że to napiszę, tyćkę poniewczasie, ale każdy się potyka, niektórzy wiele lat), usposobienia, daję sobie prawo, by na forum psychologicznym po prostu rozlać sie ze swoimi słabymi uczuciami, ponarzekać, posmęcić, czasem może sie wyrzygac, co chyba tu jeszcze nie miało miejsca. Czyli - mogę wiedzieć, że się poważnie zmartwił, ale ja chcę być fer w stosunku do siebie. W tym momencie poczułam gorycz i chciałam być uczciwa. Tak zwyczajnie. Bez bycia (~zawsze) akuratną, bo to mi się znudziło. I napisałam, co czuje.

 

A teraz, pomimo planu, pomimo samoświadomości, pomimo trzeźwości, pomimo odpowiedzialnego, wydaje mi się, poczuwania się do swojego leczenia (być może reprezentuję drugi biegun wobec jednostek uciekających sie najchętniej do uśmierzającej mocy tabletek), powiem, .. że najczęściej czuje sie źle, że jest mi przykro; że tak bardzo dają w kość zaburzenia lękowe; że tęsknnię za kimś; że czuje się samotna; że przykro mi, kiedy rodzina jest dla mnie nieuprzejma; że boje się zbliżać, bo panicznie dopatruje się oznak odrzucenia; że kiedy nikt nie okazuje mi ciepla, to uruchamiaja mi sie stare programy; że nosze w sobie doświadczenia bezwzglednego krzywdzenia mne wielokrotnie, pomimo mojej wrażliwości; że nie w/iem, kim jestem.. Na to nie ma tabletek..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

White, piszesz o sobie jakbyś miała nieuleczalną chorobę ;) - takie robisz wrażenie.

 

A twoje zaburzenia się leczy i to bez takiego dramatyzmu ;)

OK, zgodzę się że są oszołomy w tym zawodzie; że na NFZ mogą być jakieś limity ... że trudno trafić na dobrego specjalistę.

Jedynie co mogę dodać to są również i dobrzy specjaliści, pracujący nawet na NFZ ;)

 

Rozumiem, że nie chcesz chować się do szp. przed jakimiś problemami, ok.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

essprit, moja terapeutka pracuje przecież w ośrodku na nfz, ale przyjmuje alkoholików, narkomanów, współuzależnionych itp. (ośr. profilaktyki i leczenia uzależnień). Choć nie jest stricte terapeutą uzależnień (dwuletnia szkoła), zdobyła dyplom psychodynamicznej i Gestalt.

 

Jeśli zaś chodzi o bordera (żeby tylko był sam..), leczy, leczy sie, leczy się, leczy się.., i końca nie widać. Jak to powiedziała okryta dwuznaczną sławą dr Niezgoda (kiblowalam w Kobierzynie, 7f), nie istnieje wyleczenie; w wieku ok. 45/50 lat objawy ulegają samoistnemu osłabieniu. ;-) (Może dlatego, że neurony zdychają w liczbie, jaką straszył Woronowicz od 35 roku życia day by day? ) :)

 

Jeśli zaś znowu chodzi o atmosferę niedoczekania/defetyzmu/rozpaczliwej beznadziejności, znaczy się, jest dobry transfer!, bo udało się przemycić coś z tych emocji, które gdzieś m.i towarzyszą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hmm ... a ja tam wierzę w wyleczenie ;) !

Ale też nie wszystkich i wszystkiego ...

Choć dziwna to opinia owej "niesławy" ;))

 

noo, a chyba rozbija się o to, co kto rozumie jako wyleczenie ..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×