Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Myszasty

Cześć !

Rekomendowane odpowiedzi

Chciałbym się ze Wszystkimi gorąco przywitać. Mam na imię Piotrek, mam 27 lat. Od ponad roku cierpię na zespół lęku napadowego. Leczę się u psychiatry, biorę leki, chodzę do psychologa. Skutek jakiś tam jest - nie minęło to do końca, ale jest lepiej niż było.

 

Na co dzień nie wyróżniam się niczym szczególnym spoza społeczeństwa - pracuję, mam żonę, znajomych z którymi się spotkam, robię to na co mam ochotę i na co pozwala mi czas - chodzę na mecze, spotykam się ze znajomymi, zajmuję się moimi trzema kotami na punkcie których mam lekkiego bzika ;). Ogólnie uwielbiam zwierzęta, wszystkie moje 3 koty zostały ocalone przeze mnie od oddania do schroniska.

 

Moje problemy zdrowotne zaczęły się około 11 lat temu - w wieku 16 lat miałem pierwszy 'napad'. Siedząc w domu ni stąd ni zowąd poczułem ogromne przerażenie i strach, serce zaczęło bić jak oszalałe a ja czułem, że za chwilę wydarzy się coś strasznego, chociaż sam na dobrą sprawę nie wiedziałem co. Po kilku minutach atak ustał, ja po dłuższej chwili kompletnie się uspokoiłem. Minęło kilka miesięcy i kompletnie zapomniałem o tym wydarzeniu które miało miejsce.

 

Pochodzę z lekko patologicznej rodziny. Rodzice (oboje już nie żyją, niestety wykończyło ich uzależnienie od alkoholu) rozwiedli się gdy miałem niecały rok. Ojciec zapomniał kompletnie o moim istnieniu, z tego co wiem od mojej mamy strasznie pił i bił moją mamę co było zresztą główną przyczyną ich rozwodu. Matka niestety również nie stroniła od alkoholu, leczyła się na nerwicę a cały stres z tym związany topiła w wódce. Różnie układało się moje życie z matką alkoholiczką - gdy nie piła było w porządku, gdy tylko sięgała po alkohol dom i całe moje życie przeradzało się w piekło. Dzisiaj wiem, że ukradła mi część dzieciństwa i dorastania, ale nie mam o to do niej żalu - wiem, że to alkohol a nie jej specjalne działanie. Sam też sporo sobie zaszkodziłem alkoholem i narkotykami ponieważ to one były dla mnie ucieczką od przykrej momentami rzeczywistości.

 

Dosyć sporym ciosem dla mnie była śmierć mojej matki - zapiła się i zmarła praktycznie na moich rękach gdy miałem 24 lata. Od tamtej pory sam zacząłem popełniać jej błędy - piłem, ćpałem i robiłem masę głupot - jakich? Nie ma to tutaj większego znaczenia, chyba każdy wie, że u człowieka pod wpływem alkoholu i różnorakich narkotyków w głowie rodzą się naprawdę durnowate pomysły. Taki stan rzeczy trwał około roku gdy nagle...

 

Pewnego razu pojechałem w odwiedziny do mojej znajomej - oczywiście na kacu. Popijając herbatę i rozmawiając o niczym poczułem okropne mrowienie całego ciała i coś, czego do dzisiaj nie potrafię wyjaśnić - moje serce zabolało, jakby ktoś wbijał mi w nie ogromną szpilę. Wystraszyłem się, w sekundę zrobiłem się cały słaby, wszystko wydawało się jakby nie z tego świata a ja miałem wrażenie że umieram, że to czas na mnie, że za chwilę dostanę zawału, że zwariuję i już nigdy nie byłem niczego świadomy. Serce waliło jak oszalałe a ja czułem jak tylko coraz mocniej się pocę. Błagałem moją znajomą o to, żeby zadzwoniła na pogotowie, ona jednak odmówiła i zaczęła mnie uspokajać. Po kilkunastu minutach wszystko ustąpiło a ja poczułem się kompletnie wyczerpany - pojechałem więc do domu i położyłem się spać - przespałem cały dzień.

 

Od tamtej pory odstawiłem alkohol i narkotyki, ale problem narastał. Z dnia na dzień było coraz gorzej, byłem kompletnie odłączony od rzeczywistości, że jestem za jakimś mlecznym kloszem. Ataki lęku pojawiały się coraz częściej i częściej, były coraz mocniejsze i coraz bardziej wyczerpujące. W końcu zdecydowałem się iść do psychiatry. Od ponad roku leczę się i mam zamiar wygrać tę walkę definitywnie - pozbyć się tego cholerstwa raz na zawsze ;).

 

Mam nadzieję, że moja opowieść nie zanudziła Was.

 

Pozdrawiam Wszystkich 'walczących'! :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myszasty

 

Witam,nie zanudziła mnie Twoja opowieść.Pozdrawiam :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wojownik który idzie na skróty? Leki? Przez te wszystkie lata byłeś pozbawiany swojej personalnej mocy, z jednej strony nie dziwię się że z bezsilności zdecydowałeś się brać leki. One jednak stłumią tylko problem, ale emocje ciągle siedzą w środku. Nie lepiej stać się emocjonalnie wolnym facetem, który nie jest zależny od żadnej tabletki?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myszasty, cześć. Nie znudziłem się twoją historią, bo stosowałeś akapity. :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za przywitanie.

 

KonradGorak, nie same leki - chodzę również na psychoterapię, ale nie wiem czy tak powinna ona wyglądać. Po pierwsze nie jest ona regularna - pracuję na zmiany a co się z tym wiąże nie zawsze udaje mi się docierać na spotkania z terapeutką. Odwoływanie i przekładanie raczej nie sprzyja terapii ale niestety nie mam czasami wyjścia. Co do samej terapii - na dzień dzisiejszy mam ćwiczenia oddechowe. W trakcie "napadu" są one rzeczywiście pomocne - odpowiedni i wyregulowany oddech pozwala uspokoić serce a co za tym idzie psychikę. Natomiast podczas ostatniego spotkania terapeutka stwierdziła, że skoro od ostatniego spotkania wszystko u mnie OK, to to było tyle na dzisiaj, po czym mnie pożegnała. Chyba nie na tym powinno to polegać. Zobaczymy co będzie na następnym spotkaniu, które mam w przyszłym tygodniu. Ogólnie z terapeutką dogaduję się bez problemu i czuję się spokojnie w jej towarzystwie, więc co do samej jej osoby nie mam jej kompletnie nic do zarzucenia.

 

beedee, tak jak napisałem wyżej - chodzę na terapię.

 

monk.2000, staram się pisać w miarę czytelnie i przejrzyście ;) .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Natomiast podczas ostatniego spotkania terapeutka stwierdziła, że skoro od ostatniego spotkania wszystko u mnie OK, to to było tyle na dzisiaj, po czym mnie pożegnała.

 

Miałam raz taką terapeutkę, też mi tak robiła, dwa spotkania później powiedziała mi żebym "żyła swoim życiem" i mnie pożegnała.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Miałam raz taką terapeutkę, też mi tak robiła, dwa spotkania później powiedziała mi żebym "żyła swoim życiem" i mnie pożegnała.

 

Może chodzimy do tej samej? ;) Patrząc na Twoje 071 mam nieodparte wrażenie, że oboje jesteśmy z Wrocławia. Zobaczymy jak to będzie z tą terapeutką, za dwa tygodnie mam z nią kolejne spotkanie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Myszasty :) I trzymaj się ! kto walczy - nigdy nie przegrywa...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Myszasty! Mimo różnych błędów, które - jak piszesz - popełniałeś, mam wrażenie, że i tak jesteś bardzo silnym człowiekiem. Przy takim dzieciństwie, śmierci matki w takich okolicznościach...Nic dziwnego, że dopadł Cię zespół lęku panicznego. A jednak pracujesz, masz rodzinę. Jakoś sobie radzisz. Szacun :uklon:

 

Natomiast podczas ostatniego spotkania terapeutka stwierdziła, że skoro od ostatniego spotkania wszystko u mnie OK, to to było tyle na dzisiaj, po czym mnie pożegnała. Chyba nie na tym powinno to polegać.

 

Może to było umyślne zagranie? Chciała Cię sprowokować, wywołać jakieś emocje. A może po prostu jest pierdyknięta ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chusteczka, jedyne do czego mnie sprowokowała to do zwykłego "do widzenia" ;) Zobaczymy co będzie następnym razem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×