Skocz do zawartości
Nerwica.com

Pomóżcie, proszę. Nie radzę sobie ze sobą.


Klaudynna

Rekomendowane odpowiedzi

Witaj Klaudynna... :(

czytając Twojego posta byłam w szoku, nie sądziłam że ktoś może odczuwać to samo co ja. Ja mam 25 lat i od 7 lat zmagam się z takimi problemami jak Ty :( czuję się bezużyteczna, nienawidzę siebie, ludzi, świata, życia... mam wrażenia jakbym była robotem, robię wyuczone czynności, mówię to co inni chcieliby słyszeć bo moje przemyślenia są zbyt drastyczne by inni zrozumieli. Szukam siebie od dawna...nie wiem kim jestem...gdzie jest moje ,,Ja" ;( Najchętniej bym się zabiła ale nie potrafię, nie umiem tego zrobić, nie jestem w stanie. Zastanawiam się po co żyję? Chaciałabym zniknąć, przestać myśleć i czuć...

Gdy zaczynam się denerwować to wpadam w furię, wszystko musi być tak jak ja chcę. Nie potrafię normalnie porozmawiać bo zaraz emocje biorą górę. Wyżywam się na innych i w ten sposób rozładowuję się nie pozwalając innym zbliżyć się do mnie...

Również mam problemy w domu. Wychowywałam się sama z siostrą, ojciec zmarł 2 m-ce przed moim urodzeniem, mama często wyjeżdżała pracować. Żyłam po swojemu z siostrą...w swoich światach...nikt się nie mieszał, może dlatego jestem taka zawzięta gdy ktoś coś mi każe.

Dzieciństwo wspominam wspaniale, moje problemy ze sobą zaczęły się gdy zaczęłam dorastać...więcej rozumieć...bardziej czuć

Pojawił sie tyran ojczym...

,,Jesteś tępa, do niczego się nie nadajesz, histeryczka, zacznij szanować mnie i matkę, leniu śmierdzący, nie jestem waszym parobkiem żeby na was robić" to była moja codzienność

Coraz bardziej zamykałam się w sobie, budowałam wewnętrzy mur. Miałam niby znajomych, wychodziłam do ludzi ale w środku nie było mnie. Moja dusza gdzieś znikła...

Nie mogę się ogarnąć, nie jestem w stanie myśleć o przyszłości. Każdego dnia czuję pustkę... a najgorsze jest to, że poznałam wspaniałego chłopaka... pojawiła się wielka miłość. Jesteśmy z sobą ponad 1.5 roku a on juz mnie nienawidzi...;(;(;(niszczę go swoją osobą...

Byłam u pewnej pani hmmm która zajmuje się kinezjologią, psychologią i wogóle jest tak wspaniałym człowiekiem, że trudno to pojąc...sprawa jest taka, że ona starała się otworzyć moje oczy na moje problemy, starała się wytłumaczyć co się mozę ze mną dziać :( myślałam, że pomoże...

Pomogło...ale na chwilę. Tak naprawdę gdy się skupiłam to nie pokonałam tego co czuję a tylko uśpiłam... Po pewnym czasie to znów wróciło, i wraca zawsze gdy się zapomnę...

Jak długo można myśleć?? Jak długo panować nad sobą by nie wylazła ta wredna suka ze mnie??? Tak się nie da żyć... :( nie potrafię być szczęsliwa...

Radości odczuwam tylko chwilowe, potem znów wraca ten stan...pustki, samotności, nienawiści, bólu wewnętrznego

Do tego dochodzą kompleksy ciała, wyglądu, twarzy...gruba, brzydka, głupia

Myślę, że nie ma na to lekarstwa... Tak już jest, rodzimy się choć wcale nie chciałyśmy...to nasz krzyż który dostałyśmy...

Zawsze marzyłam by być piękna, mądra, otwarta, dobra, ciepła,...ciepła i kochana...żeby szanować ludzi...więc skoro ja taką siebie wyobrażam, to czemu jestem inna???? Jak mam dalej żyć ze swoim wewnętrzym Monstrum? Klaudynna...3maj się

Do posłuchania: Requiem for a dream- Summer Overture

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Klaudynna, wiem, że może to ma średni związek z tematem, ale zastanawiasz się czy jest w Tobie coś dobrego. Powiem szczerze, że coś co rzuciło mi się na pierwszy rzut oka, jest to szczere, a może i Tobie zrobi się milej - pięknie piszesz. Masz ładny, ciekawy styl, godny pozazdroszczenia.

 

Co do Twojego problemu. Ja kiedy miałam 15-16 lat borykałam się z podobnym problemem, który swoje źródło miał w moich potwornych kompleksach. fatalnie się czułam w swoim ciele, sądziłam że jestem nieatrakcyjna, że wszyscy wytykają mnie palcami, wyśmiewają. Przybrałam wobec świata postawę lekkiej arogancji - to były moje kolce, którymi jak tylko mogłam, broniłam się przed atakami ze strony innych osób. Kiedy tylko obierałam sobie jakiś autorytet albo zakochiwałam się, kończyło się to jednym wielkim rozczarowaniem.Miałam wrażenie,ze nikomu nie jestem potrzebna, ani dla nikogo ważna. To przeszło, bo w końcu moje serce zabiło mocniej i choć nie trwało to długo, bo związek mi nie wyszedł, to przyjaźnię się z tym chłopakiem po dziś dzień. On i znajomość z nim dały mi bardzo wiele - nauczyłam się żyć dla siebie, zostawiać sobie margines na własne ja, a nie wiecznie przejmować tym, co myślą inni. Zrozumiałam, że ja też mogę być dla kogoś ważna i atrakcyjna, bez względu na to, ile mam kasy i jak wyglądam - bo to dusza człowieka czyni go bogatym i wartościowym.

 

Moim zdaniem potrzebujesz jakiegoś bodźca, który podreperuje Twoje bardzo niskie poczucie własnej wartości. Schowaj trochę kolce i zobacz co się stanie. Na tyle ile możesz, wiem, że to niełatwe. Musisz samej sobie udowodnić, że jest w Tobie coś wyjątkowego, uwierzyć w siebie. Bo brak tej wiary powoduje poczucie lekkiej beznadziei i bezsensu. Ale z wszystkiego da się wyjść. Naprawdę.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej.

Mam na imię Marcin mam 21 lat. Jestem w związku z dziewczyną 18 miesięcy. Między nami układa się dobrze, lecz mój stan psychiczny nie jest ok. Ponieważ często w nocy nie mogę spać, za bardzo myślę o problemach czasem zdarzają sie zgrzyty między nami to ja natychmiast się obwiniam. Wszystko zawsze trzymam w sobie. Robie wszystko dla mojej dziewczyny a mam wrażenie że ona nie angażuje sie tak w związek jak ja. Dodatkowo spotkałem sie z nowym dręczącym mnie problemem. Kochaliśmy się przez ten cały czas tylko zaledwie kilka razy. Bardzo zależy mi na tej sferze. To jest moim zdaniem dopełnienie miłości. Chciałbym żeby sie nam układało, a moja dziewczyna twierdzi że jest inna i dla niej to nie jest ważne. Więc nie angażuje się wrecz przeciwnie unika tych tematów. Kocham ją lecz potrzebuje bliskości fizycznej. nie wyobrażam sobie wspólnego przyszlego zycia bez milosci lozkowej. Co mam robić? czuje sie zagubiony i nie widze zadnego rozwiazania. Dodatkowo jestem za bardzo uczuciowy i za bardzo wyolbzymiam kazdy problem. wciaz mysle nie moge spac. To mnie przerasta... jak moge zyc normalnie, jak przestac myslec lub myslec pozytywnie... Czuje sie mocno od niej uzalezniony, boje sie wyjsc z kumplami na piwo, jednym slowem boje sie oddalic od niej i jej nie stracic a ona przeciez nie zamierza sie rozstawac... prosze o pomoc... bo strasznie sie mecze

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×