Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

abstrakcyjna, ja się trzymam tego co mam. Od początku leczenia jestem związana z tą placówką, więc tak jest łatwiej. Miałam szansę na grupę, ale wtedy jeszcze pracowałam. Teraz żałuję (chociaż nie wiem czy potrafiłabym się tak otworzyć przed obcymi osobami).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość abstrakcyjna

Storożak, ja byłam na terapii, ale terapeuta w sumie mnie olał. Byłam tam około rok i były to nieregularne wizyty, więc średnio mi to pomogło. Psychiatra powiedziała, że jedyną szansą na realna pomoc dla mnie to terapia grupowa DDA (bo jest regularna i przez dłuższy okres czasu), ale ja nie chciałabym iść na terapię grupowa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

caramel rose, zadzwoniłaś do terapeuty?

 

Dzwoniłam 4 razy zanim odebrał. Na początku powiedział, że nie ma wolnej godziny, ale zgodził się niechętnie na jedną sesję (w piątek), na której zdecydujemy co dalej. Ale teraz już sama nie wiem czy dobrze, że dzwoniłam. On był oschły, zły na mnie (czułam to) i nie chciał dać mi szansy. Czuję, że się poniżam bardzo. Przeprosiłam go jeszcze raz, ale on powiedział, że po co przepraszam skoro ciągle przepraszałam i robiłam to samo. Myślałam, że powie, że nas oboje poniosły emocje, ale on coś gadał, że nie wie czy ta forma terapii jest jednak dla mnie dobra, czy nie myślałam o terapii z kobietą itd.

Zobaczę co z tego wyjdzie, ale mam straszne lęki jak pomyślę, że już go więcej nie zobaczę, nie pogadam, ale już nie chce prowokować i podrywać, mimo, że to jest jedyna przyjemna rzecz, która dostarcza mi aż takich intensywnych emocji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość abstrakcyjna

Storożak, jestem DDA od ojca, a DDD od matki. Ale jako tako sobie z tym poradziłam, zostało mi trochę z tego, ale da się żyć. Tak samo nie jestem już przekonana czy mam borderline, na pewno mam cechy, ale nie zachowuje się jak typowy border. Mam ogólnie dość stabilne życie na zewnątrz, ale w środku wciąż chaos. Jak już wspomniałam mój największy problem na dzień dzisiejszy to natrectwa i wyolbrzymianie, nakrecanie się wszystkim.

Ja nie chcę terapii grupowej, ale niektórym pewnie pomaga...

 

-- 28 sty 2015, 16:14 --

 

caramel rose, on był oschły, zły na Ciebie i w sumie mnie to nie dziwi. Jeśli zawsze go przepraszałaś i potem robiłaś to samo to zrozumiałe, że jest sceptyczny do dalszej terapii. Ktoś Ci pisał, żebyś nastawila się na odmowę, ale poczekaj na piątek i zobacz co przyniesie rozmowa. Spróbuj spojrzeć na te sytuację z boku i nie nakrecaj sie negatywnie. Trzymaj się i nie dawaj się emocjom, choć wiem jakie to ciężkie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

abstrakcyjna, staram się nie nakręcać, ale jest ciężko, zwłaszcza, że powiedział, że od jakiegoś czasu już myślał o zakończeniu ze mną współpracy. Czyli grał... Ja mówiłam, wyrzucał z siebie różne rzeczy, a on udawał. Nie wyrzucał mnie tylko dlatego, że pewnie bał się co wtedy mogłabym sobie zrobić, czyli z lęku, litości. A ja i tak błagam o kolejną szansę, o szansę na sesje za które muszę ostro harować, żeby zarobić na każde spotkanie, po którym cierpię, płaczę, objadam się. Muszę być okropnym człowiekiem skoro nawet terapeuta nie może ze mną wytrzymać.

Dzwoniłam do niego w czasie przerwy w pracy. potem jak wracałam z pracy widziałam wszystko jak przez mgłę, jakbym była w innym świecie, czułam, że nie mam nic w środku, że jestem wypruta z wszystkich uczuć, z wszystkiego i dalej się tak czuję. Objadłam się, no i...zachowania inne autoagresywne:/ Zamiast dbać o siebie to niszczę swoje ciało, po co to robię, nie wiem. Ale cierpię strasznie, a jednocześnie nic nie czuję, oprócz tego bólu serca, wszystkich wnętrzności.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość abstrakcyjna

caramel rose, Oby pomogło i Ci się choć trochę poprawiło. Ale może faktycznie nie ma sensu chodzić dalej do tego terapeuty tylko lepiej byłoby znaleźć kogoś nowego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sama nie wiem, coś mnie ciągnie do niego, bardzo się zżyłam i przywiązałam, już tyle chodzę, tyle mu opowiedziałam. I miałabym zaczynać od nowa, jeszcze raz to wszystko? Ale mam straszne lęki, boli mnie serce, brzuch, w głowie się kręci, mam taki lęk, niepokój, jakby zaraz ktoś miał mnie zbić, zniszczyć. Muszę tyle rzeczy zrobić do pracy, a nie mam głowy do tego w ogóle. Każdy więc prędzej czy później mnie odrzuca, gdybym mogła cofnąć czas to nie podrywałabym go, i te jego słowa, że to było "prześladowanie", "napastowanie", "maltretowanie go".

Chciałabym się napić, ale nie mogę, bo muszę robić na jutro sprawozdania. Żeby to tak nie bolało...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

caramel rose, Ty mu nigdy nie dasz chyba spokoju. Im bardziej on Ciebie odsuwa tym bardziej musisz go mieć i pewnie wydaje Ci się, że dostałaś nauczkę i będziesz starała się tego nie robić. Bzdura. Musisz mieć kogoś kto wyznaczy Ci te granice, inaczej to zabawa a nie terapia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

caramel rose, zadzwoniłaś do terapeuty?

 

Dzwoniłam 4 razy zanim odebrał. Na początku powiedział, że nie ma wolnej godziny, ale zgodził się niechętnie na jedną sesję (w piątek), na której zdecydujemy co dalej. Ale teraz już sama nie wiem czy dobrze, że dzwoniłam. On był oschły, zły na mnie (czułam to) i nie chciał dać mi szansy. Czuję, że się poniżam bardzo. Przeprosiłam go jeszcze raz, ale on powiedział, że po co przepraszam skoro ciągle przepraszałam i robiłam to samo. Myślałam, że powie, że nas oboje poniosły emocje, ale on coś gadał, że nie wie czy ta forma terapii jest jednak dla mnie dobra, czy nie myślałam o terapii z kobietą itd.

Zobaczę co z tego wyjdzie, ale mam straszne lęki jak pomyślę, że już go więcej nie zobaczę, nie pogadam, ale już nie chce prowokować i podrywać, mimo, że to jest jedyna przyjemna rzecz, która dostarcza mi aż takich intensywnych emocji.[/quo

 

Zostaw tego terapeute, pogadaj z psychiatrą i zmień na nowego, bo to bieganie za swoim ogonem :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja 3 miesiące temu w porywie "ozdrowienia" przerwałam terapię... 2 miesiące było super dobrze. Nawet nie bylo mi przykro i nie tęskniłam. Teraz znowu spadek nastroju i jestem sama z tym wszystkim. Do "starej" terapeutki nie mogę wrócić, bo byłoby to poniżające. A nowej nie mam siły szukać...i ta myśl - zaczynać wszystko od nowa... Ile można? Układać sobie życie i psuć sobie życie?

[+ 10 do nieszczęscia lekarka, która mówi, nie mam już pani czym leczyć, wszystko pani brała...]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przerwałam swoją terapię z podobnego powodu. Po jakimś czasie znowu miałam spadek i wróciłam do T. nie wiem czemu uważasz, że to poniżające. Nie szukaj więc od nowa, wróć tam gdzie Cie rozumiano, gdzie Cie już ktoś zna i dalej poprowadzi. Ze sobą zmagam się od ponad 6 lat i moi T i lekarze są Ci sami. Teraz postanowiłam, że się biorę za siebie bez opierdzielania i wracam na długą terapie jak się uda bo noszę takie same myśli jak Ty.. ile można układać i psuć sobie życie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×