Potrzebuje sie wyzalic...

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Potrzebuje sie wyzalic...

przez anka18 01 sty 2007, 17:47
Witam wszystkich. Mam na imie Anka, mam 18 lat i chodze do 3klasy liceum.
Moje zycie stacilo sens. Nie mam zadnych dobrych znajomych, nie mam sie komu wyzalic, pogadac. Sylwestra spedzilam w domu, bo nikt mnie nigdzie nie zaprosil. Wokol mnie jest duzo ludzi falszywych. Nie cierpie swojej klasy. Sa tam dwulicowi ludzie i przekonalam sie o tym nie raz.
Czuje sie taka samotna. Cale dnie siedze w pokoju.
Z rodzina laczy mnie chyba tylko to,ze mieszkamy ze soba.
Nie cierpi mnie moj brat , nic mu nie zrobilam, po prostu mnie nie znosi, ale to dluga historia dlaczego...). Z matka nijak nie potrafie sie dogadac.
Nie odzywamy sie juz w ogole do siebie. Nawet nie zlozyla mi zyczen na urodziny, nie pyta sie mnie nic np: JAK BYLO DZIS W SZKOLE. A jak sie odezwie to tylko krzykiem. Dla niej wszystko co zrobie jest Źle. Jak umyje naczynia- źle bo pochlapalam podloge, jak nie umyje- krzyk dlaczego nic w domu nie robie! Kiedy chce cos pomoc w kuchni, obrac ziemniaki czy cos to krzyczy: WYNOCHA MI STAD , NIE PRZESZKADZAJ MI, NIE CHCE PATRZEC NA TWOJA MORDE.
WIem ze to jest straszne co pisze i dla wielu z Was moze sie wydawac nie mozliwe ale TAK NAPRAWDE JEST. Szczerze powiem ze kocham ją tylko dlatego ze to jest moj rodzic i zycze jej zdrowia . Ale nic po za tym. Z drugiej strony jej nienawidze za to co mi zrobila. WIelokrotnie czytala moje pamietniki a potem mowila ze nawet nie tknela ich a nastepnego dnia doslownie cytowala to co w nim napisalam. To jest matka?!
WIecie nie chce mi sie juz zyc jak o tym pomysle...
Jedynie z tatą moge sie dogadac jeszcze ale nie az tak dobrze, po prostu mnie kocha, wiem o tym.
Kolejny powod depresji: nic nie wiem o zyciu. Czuje sie jak bym byla odizolowana od calego swiata. Nie wiem jak rozmawiac z doroslymi, szukac pracy czy nawet pojsc cos zalatwic. Nie wiem, az wstyd o tym mowic bo jestem juz dorosla. Chce wyjechac na studia za miasto, zmienic swoje zycie ale watpie ze sie na to odwaze. Brak mi pewnosci siebie, mam niska samoocene, boje sie ze w wielkim miescie sobie nie poradze.
Jak znajde jakakolwiek ulice sama, nie wiem nawet jak wyglada zycie na uczelni. Wiem ze to jest zalosne. Ale co moge z tym zrobic?
Jestem nieszczesliwa od kilku dobrych lat. Nie mam przyjaciol, jestem znerwicowana, czuje sie niepotrzebna.
Z drugiej strony wiem ze jest mi ktos potrzebny: ktos kto by mnie pokochal. Jednak ciezko mi sie przelamac jak ktos ze mna zagaduje ze fajna jestem to ja od razu czuje jakis podstepek ze ten koles chce mie zbajerowac a potem do lozka zaciagnac. Jestem strasznie nieufna.
Chorobliwie nieufna.
A po za tym jestem zepsuta moralnie. Jak ktos mnie naprawde polubil to ja zeby odereagowac sie zaczynam byc niemila itd. Wydaje mi sie ze w ten sposob bronie sie przed zblizeniem z kimkolwiek a po za tym do mnie samej dochodzi to ze jak ktos mnie mogl polubic- przeciez to nie mozliwe. Jestem beznadziejna.
Wiecie powodow mojej depresji jest wiele, wiele wiecej. Chcilabym z kims pogadac z tego forum i chce sobie pomoc bo wiem ze tak dalej zyc nie moge.
Na szczescie otworzylam sie teraz i moglam jakos napisac to co czuje.
To co mnie dreczy. W tym co napisalam jestem w stu procentach szczera.
Prosze o jakies rady i wsparcie.
Anka
Potrzebuje pomocy ...
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
01 sty 2007, 17:02

Avatar użytkownika
przez Kejsi 01 sty 2007, 19:03
Witaj kochana:* Na pewno tutaj będziemy Cię wspierać, śmiało możesz też pisać w każdej chwili na prywatną wiadomośc, chętnie zawsze Ci pomogę
'Na pewno jesteś, bo wierze, ukrywasz skrzydła wtulone...'

Kocham..'

Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
15 gru 2006, 22:53

przez anka18 01 sty 2007, 19:59
Kejsi mam pytanko czy rozumiesz moj problem i co mi bys poradzila zeby wyjec z tej ,,chorej" sytuacji...
Jetsem zalamana ...
Potrzebuje pomocy ...
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
01 sty 2007, 17:02

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez reneSK 01 sty 2007, 20:27
Wiraj Anka 18.
Najważniejsze to postaraj się komuś zaufać, nie wszyscy są źli i podli. Kiedyś wydawało mi się, że tylko umnie w domu jest horror, tata pił, źle traktował mamę, my niewiele go obchodziliśmy. Teraz kiedy jestem już starsza, wiele wiem z obserwacji i doświadczenia, lepiej tam gdzie nas nie ma, tzn. ludzie nie przyznaj a się , że mają jakieś problemy, że u nich w domu rozgrywają się jakieś dramaty, niestety w wielu domach tak jest. Jeżeli masz dobry kontakt z tatą rozmawjaj z nim o swoich lękach, poproś aby ci pomagał w przyszłości, czy to w znalezieniu pracy, wybraniu szkoły, itd. Spytaj czy możesz liczyć na jego pomoc gdyż przerażają cię niektóre sprawy. Mamą nie przejmuj się, myśl o sobie, nauka i wiedza jest kluczem do wolności. Zaproponuj mamie aby porozmawiała z kimś o swojej bezsensownej złości, może podsuń ten problem tacie. Trzymaj się. I jeszcze jedno , pamiętaj otwórz się na ludzi, przyjaciele są ważni.
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
16 gru 2006, 21:46

przez adam40 01 sty 2007, 20:38
Witaj Aniu.Daleki jestem od udzielania rad.sam nie moge poradzic sobie z soba samym.Jednak mysle,ze to forum pozwoli Ci uswiadomic sobie,ze tak naprawde nie jestes sama.Pozdrawiam.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
29 gru 2006, 14:20
Lokalizacja
warszawa

Avatar użytkownika
przez gusia 02 sty 2007, 00:19
Witaj Aniu :P
Adam ma rację,to forum uswiadomi Ci że nie jestes odosobnionym przypadkiem.
Pozdrawiam
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

Avatar użytkownika
przez Róża 02 sty 2007, 10:53
Witaj Aniu,uwazam,że główną przyczyną twoich problemów jest toksyczna matka.To jest chyba najgorsze co może nas w zyciu spotkać-brak akceptacji ze strony osoby,którą kochamy za to,że jest i od ktorej jestesmy zależni(również psychicznie).Powiem ci,że ja swojej mamy panicznie bałam się do 16 roku życia.Schodziłam jej z drogi i unikałam jak tylko się dało.Chyba byłam dzieckiem bardzo niechcianym i musiałam za to zapłacić.Smutne to i tragiczne.Widziałam jak traktowana jest przez nią moja siostra.Mama nie tolerując mojego istnienia,do niej mówiła(przy mnie oczywiście)-jesteś światłem moich oczu.Moją ostoją był tata i dziadzio.Ale rozumiem cię-potrzebna jest ci akceptacja mamy,jako kobiety.Jedynym pocieszeniem jest to,że ja kocham swoje dzieci za to ,że są,bezwarunkowo.I moje dzieciaki są wspaniałe.Dogadujemy się świetnie i zawsze mogą na mnie liczyć.Czyli nie ma tego złego-zrobiłam i robię wszystko co w mojej mocy,żeby miały dobry ciepły dom i najlepszych rodziców pod słońcem.I udaje mi się.Niedawno mama mnie przeprosiła,chyba zrozumiała i jest jej głupio.Próbuję jej wybaczyć dla swojego dobra chociażby.Koniecznie musisz poszukać pomocy u psychologa,sama nie dasz sobie rady.Serdecznie cię pozdrawiam.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Avatar użytkownika
przez lidka1980 02 sty 2007, 15:46
Witam Cie serdecznie,bardzo sie przejelam Twoim postem,naprawde bardzo trudno jest pomagac komus jesli sami czegos takiego nie przezylismy badz nie przezywamy.Moja rada,wybierz sie do psychologa,oni potrafia pomoc i przy nich mozesz sie otworzyc choc nie kazdemu sie udaje to tak szybko ale Ci lekarze wkoncu wyciagna Cie z tego i beda probowac w jakis sposob abys zmienila swoj sposob postepowania.Musisz z ludzmi obcowac,nie skreslaj ich tak szybko,staraj sie nawiazywac nowe kontakty.Niewiem czy masz chlopaka z tego co widze chyba raczej nie,a szczerze mowiac przydalaby Ci sie taka osoba.Osoba,ktora Cie wyslucha,komu sie mozesz wyzalic.Kazdy w swoim zyciu ma jakies problemy,jesli juz sobie z nimi nie radzi wyplakuje sie w "rekaw"bliskiej osoby.Moja bliska osoba jest moj maz,wiedz,ze on tylko rozumie mnie ze jestem znerwicowana i stara mi sie pomagac jak tylko moze.Ludzi zdrowych nasze problemy nerwicowcow nie interesuja uwazaja, ze sa blache lecz moj maz mnie rozumie stara sie pomoc w kazdej sytuacji w ktorej jest mi bardzo zle.Tobie tez takiej osoby zycze popatrz wokolo nie chowaj glowy w piasek.Napewno gdzies jest jakas kolezanka czy chlopak ktorej ( ktoremu )moglabys sie zwiezyc i pomogl by Ci stanac na nogi.Ja tez bylam kiedys niesamodzielna nic sama nie umialam zalatwic tym sie nie musisz martwic,nie kazdy to potrafi.Kiedys sama nic nie potrafilam zawsze mialam ze soba jakas osobe ,ktora sie wysluzylam do czasu kiedy wyszlam za maz i urodzily sie dzieci,zaczelam sama wszedzie i wszystko zalatwiac,napoczatku bylo mi ciezko ale pozniej czulam satysfakcje z tego,ze zrobilam to sama.Glowa do gory ty tez kiedys przelamiesz swoje lody i bedziesz sama wszystko zalatwiac zobaczysz.Zycze Ci wszystkiego dobrego w Nowym Roku oby ten rok byl dla Ciebie rokiem szczesliwym,pozdrawiam :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
71
Dołączył(a)
24 lis 2006, 22:27
Lokalizacja
Düsseldorf, Deutschland

przez anka18 02 sty 2007, 18:58
Dziekuje Wam wszystkim za mile slowka i kilka rad. Nie wiecie jak mi pomogliscie, poczulam sie ze nie jestem calkiem sama na tym swiecie. Poczulam ze nie tylko ja mam takie problemy i jest mi teraz choc troche lepej na duszy.
Dzis nie odezwalam sie z moja matka ani slowem. Nic. Po prostu tak jakby mnie nie bylo. jakbym byla powietrzem.
Z ojcem na ten temat nie porozmawiam poniewaz on jest mimo wszystko za moja matka. WIem ze on mnie bardzo kocha, po prostu to czuje ale z drugiej strony wiem ze on nie chce sie z niczym sprzeciwic mojej matce.
Opowiem Wam jak kiedys (okolo 2miesiace temu) sie klocilam z moja matka i co mi wtedy powiedziala. Kiedy tak klotnia trawala wspomnialam cos ze pewnie ona by sie cieszyla gdyby mnie juz nie bylo na tym swiecie (tak, dalam jej aluzje dotyczaca samobojstwa). Nigdy nie zapomne wtedy co ona zrobila. Spojrzala na mnie z litoscia (DOSLOWNIE: Z LITOSCIA!) i powiedziala: ,,Ty mnie bedziesz szantazowac samobojswem? Boze jaka ty glupia jestes. Rob sobie co chcesz, ja plakac nie bede.A teraz zejdz mi z oczu bo nie chce patrzec na Twoja tlusta morde!). Dokladnie tak powiedziala . Nie moglam sie po tym dlugo pozbierac. Czulam sie jakbym dostala obuchem. Plakalam cala noc i zalamalam sie juz do konca.
Pamietam jak moja matke kiedys zlapalam na goracym uczynku jak czytala moj pamietnik. Zaczelam na nia wtedy krzyczec lecz ona powiedziala ze jestem jej dzieckiem i ona ma prawo wiedziec wszystko o mnie i kontrolowac kazdy moj ruch. Bylam wtedy w szkou. Czulam sie paskudnie i wstyd mi bylo, poniewaz napisalam tam bardzo prywatne rzeczy ktorych nikomu bym nie pokazala. Mimo tego ze pamietnik byl schowany gleboko w mojej szafce i bylo wyraznie napisane ,,MOJ PAMIETNIK" to ona nie miala prawa tego czytac.
Wtedy tez nasze relacje z matka pogorszyly sie diametralnie. Nie odzywalysmy sie prawie w ogole do siebie, tylko czasami ona mi cos mowila a raczej wypominala krzykiem to co zapisalam w nim.
Moja matka nigdy nie miala latwego zycia z tego co wiem. W mlodosci tez chorowala na silna depresje. Wiem tez ze moja babcia a jej matka tez byla toksyczna matka. Czyli wychodzi na to ze moja matka sie teraz wyżywa na mnie celowo zebym poczula sie dokladnie tak jak ona sie kiedys czula bedac nastolatka. To niesprawiedliwe. Jestem jej corka a ona traktuje lepiej ( o wiele lepiej) obcych ludzi niz mnie. Ze swoimi kolezankami czesto na mnie narzeka, opowiada o moich jakis problemach np ze szkola albo o innych rzeczach. Ludzie wiecej wiedza o mnie niz chyba ja sama . Mojego brata moja matka traktuje z szacunkiem i miloscia. Jest mi tak cholernie zle ze trudno mi to opisac.
Boje sie ze ja tez w przyszlosci bede miala ten problem ze swoją corka. Nie chce taka byc!!! Zrobie wszystko zeby taka nie byc, ale slyszalam ze duzo wynosi sie ze swojego domu rodzinnego i corki staja sie czasem nawet nieswiadome takie same jak swoje matki.
Jeszcze kilka lat temu kiedy w miare jakos ze soba zylysmy (nasze relacje NIGDY NIE BYLY DOBRE) ale bez wiekszych ,,zgrzytów" zawsze czulam sie wszystkiemu winna. Cokolwiek zrobilam : chociazby zbilam niechcacy szklanke, rozsypalam cukier, pobrudzilam nowa bluzke- zawsze byl krzyk matki. Zawsze slyszalam ten straszny krzyk i wyzwiska: ,,TY NIEUDACZNIKU", ,,TY IDIOTKO", , oczywiscie nie obylo sie bez przeklenstw. Ojciec zawsze na to patrzyl z boku ale nic nie mowil. Byc moze sie bal, a moze myslal ze wszystko jest w porzadku, bo w pewnym sensie sie juz przyzwyczail , ze to juz jest norma i tak powinno byc". Pamietam jak pewnego dnia, dobrych kilka lat temu dostalam pierwsza miesiaczke. Plakalam sie i balam sie jej powiedziec. Nie wiedzialam co zrobic. Poszlam wtedy do mojej przyjaciolki po potrzebne mi podpaski i sie rozplakalam. Powiedzialam jej wtedy ze boje sie powiedziec. A ona mnie nie rozumiala ,,JAK TO SIE BOISZ? SMIESZNA CHYBA JESTES". Wiec` zostalam sama z tym problebem. nie mowilam jej 2 dni o tym az wkoncu sama zauwazyla ze mam brudne przescieradlo.
To byl dopiero krzyk . Byla strasznie zdenerwowana , wyzywala mnie i krzyczala . Chodzilo jej o to ze wczesniej jej nie powiedzialam.
Wiem jednak ze gdybym powiedziala jej od razu o tym to rowniez bylby krzyk. Jestem pewna. Nie wiem dlczego ona mnie tak nie nawidzi. Tylko dlatego ze jestem dziewczyna?!!!
Moja matka ma tez depresje. Obydwie ją mamy.
Wiem ze to wlasnie moja matka stala sie glownym powodem tego w jakim teraz stanie jestem. To przez nia sie zamknelam na ludzi. Przestalam im ufac. Nigdy nie potrafilam uwierzyc ze ktos mi pomaga BEZINTERESOWNIE, zawsze czulam w tym jakis podstep.
Mam leki bedac w tlumie. kiedy ide ulica patrze sie w chodnik.
Mam lzy w oczach i chce wteyd jak najszybciej byc sama.
Szczerze powiem ze jestem juz tak samotna i odizolowana od ludzi ze nie wiem czy sobie poradze w dalszym zyciu. Nie potrafie niczego zalatwic. Boje sie ze zrobie zle . Jestem przekonana o tym ze wszystko co robie, robie zle. Boje sie zglaszac na lekcjach , boje sie cokolwiek zrobic wtedy kiedy wszyscy na mnie patrza. Jadac autobusem wmawiam sobie ze wszyscy na mnie patrza i sie smieja. Kupujac bilet wmawiam sobie ze babka z kiosku sie ze mnie po cichu smieje. Czuje ze wszystko robie nie tak. Doslownie wszystko. Moja matka wmawiala mi to cale moje zycie ze jestem do niczego az wkoncu pozostalo to we mnie.
Jak zainteresuje sie mna jakis chlopak to od razu go splawiam. wiem ze to albo jakis podstep (np chce mnie zaciagnac do lozka, bo ja przeciez nie jestem ani ladna, ani fajna , ani ciekawa i nie zasluguje na milosc) albo mysle ze ten chlopak sie ze mnie smieje .
Pozdrawiam Was
Potrzebuje pomocy ...
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
01 sty 2007, 17:02

Avatar użytkownika
przez Róża 02 sty 2007, 19:41
Współczuję ci Aniu.Pomału nauczysz się radzić sobie w życiu i na pewno spotkasz fajnego chłopaka.Mnie się udało-uda się również tobie.Trzymam kciuki.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

przez adam40 02 sty 2007, 21:58
Skora mi cierpnie i wlos sie jerzy na glowie ,ze tacy moga byc rodzice.Szczegolnie matka po ktorej nalezaloby spodziewac sie milosci i oparcia.
.Koniecznie musisz sobie pomoc.
Mnie bardzo pomogl lekarz. Niestety jest to dosc drogie poniewaz lecze sie prywatnie.Rozumiem ,ze sie uczysz.Moze rozmowa z psychologiem szkolnym?.Pozdrawiam.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
29 gru 2006, 14:20
Lokalizacja
warszawa

przez anka18 04 sty 2007, 17:47
Prosze napiszcie co sadzicie o tym wszystkim po przeczytaniu o moich problamach , moze macie jakies rady?
Potrzebuje pomocy ...
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
01 sty 2007, 17:02

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do