Marazm drugiej połówki

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Marazm drugiej połówki

Avatar użytkownika
przez Dusiorek 06 mar 2014, 15:58
khaleesi ale potem napisałam też, że okazało się że ma 2 tygodnie 24 godzinnych dyżurów, i kompa w weekend nie wyłączał, więc widziałam go dostępnym, ale spał pomiędzy telefonami zgłaszania awarii. Jest informatykiem, pracuje z komputerem i przez internet często naprawia błędy, więc trudno tutaj to rozgraniczyć, skoro pracuje aż tyle.

Inga_beta rzeczywiście, bo ewidentnie pisała też, że ją oszukiwał, i sam nie był pewien już czy kocha, czy mu zależy czy nie. Dla mnie drastyczną różnicą jest fakt, że mój nie okłamał mnie ani razu, planuje ze mną przyszłość, kocha i jest dla mnie bardzo czuły, kiedy się widzimy. Nigdy nie czułam się przez niego odtrącona, czy że się waha, że to już nie to, że próbuje się migać.

Rebelia dziękuję, za dogłębną analizę. Potrzebowałam czegoś takiego!

Na początku naszego związku nie mogłam nic zauważyć, bo był bezrobotny i mieszkał w innym mieście. Wymienialiśmy się przyjazdami, on tutaj miał paru znajomych u których mógł przekimać, ale ponieważ ja wówczas rzuciłam moje studia i czekałam na nowy rok akademicki, po prostu wprowadziłam się do niego i jego rodziców. Lubił komputer jasne, jak to informatyk, ale ja sama siedziałam ze swoim lapkiem na kolanach, więc mi to nie przeszkadzało, w innych sprawach było raczej ok. Dużo radości, dużo seksu, trochę imprez gdzie poznawałam jego znajomych. Uczył mnie pić alkohol :P. Był też bardzo wyrozumiały i cierpliwy. Na mojego bordera nawet leki średnio wówczas działały. Zdarzyło mi się wyrzucić go z domu, poryczeć się i wywrzeszczeć na niego na środku ulicy, bo nadepnął mi na buta, sprawdzałam jak zareaguje, gdy się potnę, albo wkopywałam go w swoją obsesję na puncie ciała, bo ojej przytyłam, bo ojej znowu zacznę się głodzić, bo tak nie może być... I to nie trwało tydzień czy dwa... Więc po prostu głupio mi i uważam, to za odrobinę nie fair, jak teraz go rzucę, bo mam dość jego nastroju wiedząc, ile on zaciskał zęby do momentu, aż mi się polepszy.

Wszystkie problemy zaczęły się w momencie, gdy zaczął pracować. Wtedy wrócił do palenia też, i stopniowo, coraz rzadziej mnie odwiedzał. Nie dość że praca to mieszkał w ruderze do remontu i na początku nie miał najpierw swojego pokoju. Czasem przyjeżdżałam mu pomagać, ale gdy i tak zaczęła panować dość napięta atmosfera robiłam to dość niechętnie. Domownicy tej rudery remontowali ją od dołu. Mój chłopak mieszka na górze, w pokoju który wszyscy zostawili na koniec. Wyszło więc tak, że on wszystkim pomagał, a jemu nikt... Do tego przeciekający sufit, grzyb na ścianie, prace w ogrodzie... Myślę, że przez to wypalił się jeszcze szybciej. Potem doszły korki. Nie będę ukrywać, że mieszkam w jednym z największych miast w Polsce, i on nie przyzwyczajony do tego nagle zaczął wracać z pracy do domu w ciągu 2h zamiast 30 minut, musiał więc wcześniej wstawać, późno do domu wracał, aż w końcu powiedział mi wprost, że nie odwiedza mnie, bo boi się utknąć w centrum. Dla mnie to dość zrozumiałe akurat, jak ktoś wstający o 7 i wracający ok 20 może mieć dość, jednakże właśnie boję się, że nie daję rady.

Dotychczas uczepiłam się myśli, że skoro się kochamy, po prostu problem odwiedzin rozwiąże wspólne mieszkanie. Śmieszne ale jestem zazdrosna nawet o jego współlokatora, który przez zasiedzenie, wie więcej o moim chłopaku, niz ja ^^'. Bo wraca z pracy, przychodzi do niego i opowiada, jak minął dzień, a nie mi. Pierdoła, ale jednak dużo daje. A jak widze nas za 10 lat? Może i jest przemęczony, ale ma chociaż poczucie humoru, więc niekoniecznie się przy nim zawsze człowiek dołuje, czasem wręcz przeciwnie. Jest obowiązkowy, stabilny, czuły, opiekuńczy... Dobry facet na stworzenie z nim rodziny.

Myślę też, że jak zamieszkamy razem i ja zacznę zarabiać - podzielimy rachunki, nie będzie brał tyle dyżurów co teraz, a może wówczas zastanowi się nawet nad mniej płatną pracą? Wtedy byłaby juz zupełnie inna sytuacja. Z rodzicami jest pokłócony i mimo że mogliby mu dać na wykupienie mieszkania, nie weźmie od nich ani grosza, więc wszystko sam, sam, sam i klapki na oczach, bo nie widzi innego wyjścia. Od mojej pracy wiele zależy.

Proponował mi już parę razy wspólne zamieszkanie, ale... jestem zbyt chorowita i alergiczka, aby mieszkać z grzybem w nieszczelnym budynku. Niekoniecznie tez pasują mi jego współlokatorzy pomijając kwestię, że wszędzie i ja miałabym daleko, a on wiązałby ledwo koniec z końcem, próbując mnie utrzymać. Płacę za samo czesne 1000zł miesięcznie... Bez etatu, co zarobię, w zasadzie idzie na rachunki, nie stać mnie na dokładanie się do jego czynszu, prądu czy ogrzewania, gdzie przy nieszczelnym budynku osiąga ono kosmiczne kwoty.

Jak więc widzicie plusy i minusy nieco się wyrównują, a nawet plusów jest więcej.

CHCĘ ZOSTAĆ BO:

1 on mnie kocha, a ja jego
2 jest czuły, opiekuńczy, inteligentny, ma poczucie humoru, które lubię, no takiego faceta chcę!
3 przeżyliśmy ze sobą kawał czasu
4 on znosił moje humory, gdy było ze mną źle, więc ja powinnam jego
5 nasze problemy nie są bezpośrednio przez niego, co przez jego pracę
6 dzięki niemu przeżyłam swoje najpiękniejsze chwile i mogę przeżyć kolejne, np. wiem, że jak go odwiedzę w ten weekend, znowu zasnę w jego objęciach, czując sie kochana i szczęśliwa

CHCĘ ODEJŚĆ BO:

1 czuję się zaniedbywana, gdy tak długo się nie widzimy
2 sytuacja w najbliższym czasie raczej się nie zmieni
3 dopóki sytuacja się nie zmieni, możemy oddalać się od siebie, aż w sumie samo się posypie, więc co za różnica
4 on nie widzi problemu/ nie chce nic z nim robić, ja chociaż się leczyłam
5 mimo pięknych chwil, aktualnie przez całą sytuacje cierpię

-- 06 mar 2014, 15:16 --

A co mówi? No normalnie planuje ze mną przyszłość, ślub, dzieci. Jak coś trzeba zrobić w domu, coś się popsuje, to się zjawia u nas natychmiast niemal, naprawia. Wyremontował mojej ciotce mieszkanie za darmo mimo padania na pysk. Jak do niego przyjeżdżam zazwyczaj kupuje dla mnie jakieś smakołyki specjalnie. Lubi jak go przytulam, a i mnie potrafi godzinami. Co akurat pozwala na leżenie w łóżku ^^'. No po prostu nic nie wskazuje na to, aby mu nie zależało. Na moje zarzuty słyszę jedynie, że jest zmęczony, albo pracował.
"Każdy mężczyzna ma wady. Wybór mężczyzny więc, to wybór wad, z którymi jesteśmy w stanie żyć"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
239
Dołączył(a)
26 lut 2014, 00:44

Marazm drugiej połówki

Avatar użytkownika
przez Rebelia 06 mar 2014, 16:23
Ok, no to jedziemy...

Na początku naszego związku nie mogłam nic zauważyć, bo był bezrobotny i mieszkał w innym mieście.

No i prawdopodobnie też zadziałał efekt zauroczenia. Nawet gdyby coś nie trybiło, to co tam, przecież jest wspaniale.


Dotychczas uczepiłam się myśli, że skoro się kochamy, po prostu problem odwiedzin rozwiąże wspólne mieszkanie.

Bardzo mi przykro to mówić, ale jeśli konflikty narastają przed wspólnym mieszkaniem, to kiedy w końcu razem zamieszkacie nie jest powiedziane, że to się zmieni i wręcz przeciwnie, nie narośnie.

że nie odwiedza mnie, bo boi się utknąć w centrum

Ale bzdura.

Może i jest przemęczony, ale ma chociaż poczucie humoru, więc niekoniecznie się przy nim zawsze człowiek dołuje, czasem wręcz przeciwnie. Jest obowiązkowy, stabilny, czuły, opiekuńczy... Dobry facet na stworzenie z nim rodziny.

Dlaczego Ty właściwie go tak usprawiedliwiasz? Bo tak to wygląda, przypisujesz mu cechy jakiegoś super-faceta, a ztego co tu piszesz wynika coś zupełnie innego. Napisałam w poprzednim poście, że póki co, z tego jak to opisałaś, wychodzi na to, że macie generalnie tylko drobne chwile jakiejś radości z bycia razem, a reszta to mordęga i umęczenie. Obustronne. Tak to przynajmniej opisujesz

Myślę też, że jak zamieszkamy razem i ja zacznę zarabiać - podzielimy rachunki, nie będzie brał tyle dyżurów co teraz, a może wówczas zastanowi się nawet nad mniej płatną pracą?

A pomyśl w tej sytuacji o sobie. Pisałaś gdzieś wcześniej, że woli tkwić w jakiejś dziurze i słabej pracy. Dlaczego zatem Ty masz przejmować na barki ciężar martwienia się o rachunki? Ja ten cieżar przejęłam. Zrezygnowałam ze swojego hobby i poszłam tyrać, żeby nam było dobrze. Przy czym ani mnie ani jemu wcale przez to nie było lepiej. Żałuję tego posunięcia.

Z rodzicami jest pokłócony i mimo że mogliby mu dać na wykupienie mieszkania, nie weźmie od nich ani grosza, więc wszystko sam, sam, sam i klapki na oczach, bo nie widzi innego wyjścia.

On nie chce widzieć innego wyjścia. :) W ogóle to póki co Ty za niego planujesz wszystko, a nie tak do końca powinno być chyba, co nie?

Od mojej pracy wiele zależy.

Dla mnie związek to układ partnerski. Nie wnikam, czy on nie chce szukać lepszej pracy, ale jeśli nie, to naszykuj się na układ w stylu "ja sama będę ciągnąć ten wózek", co wiąże się z wieloma wyrzeczeniami.

Ciężko mi powiedzieć, czy koleś po prostu osiadł na laurach czy faktycznie coś mu doskwiera jeśli chodzi o zdrowie psychiczne. Po przemyśleniu może też chodzić o to, że po prostu go maglujesz trochę za bardzo "a może to, a może tamto, jak ty mnie traktujesz" i takie tam

3 przeżyliśmy ze sobą kawał czasu

Dla mnie to w zasadzie nie powód. Jasne żal, ale jeśli byście się rozstali to nie traktowałabym tego jako czas stracony tylko kolejne doświadczenie. Kawał czasu to nie zawsze kawał dobrego czasu.

5 nasze problemy nie są bezpośrednio przez niego, co przez jego pracę

A może Ty tak chcesz to widzieć? I znów w sumie usprawiedliwiasz jego zachowanie wobec Ciebie pracą. No come on, gdyby nie chciał to w Twoim towarzystwie nie przyrastałaby mu dupa do fotela przy kompie.

2 sytuacja w najbliższym czasie raczej się nie zmieni

Widzisz, sama sobie przyznajesz teraz rację, że sytuacja jest słaba. Pytanie tylko, czy Ty realnie widzisz jakiś motyw na poprawę czy to już raczej miotanie się jak ślepy w labiryncie.

4 on nie widzi problemu/ nie chce nic z nim robić, ja chociaż się leczyłam

Bingo. I TY nie zmusisz go do tego, żeby coś z tym zrobił, jeśli nie będzie CHCIAŁ czegoś zmienić. Sądząc po jego zachowaniu wcale nie jest mu dobrze, tak jak jest teraz.

5 mimo pięknych chwil, aktualnie przez całą sytuacje cierpię

Tylko czasem nie stawiaj sobie terminów w stylu "jeśli nic do 2016 się nie zmieni, to odchodzę!" bo z doświadczenia wiem, że takie terminy można o kant stołu potłuc i nic z tego nie będzie :)

Trudna sytuacja, masz sporo do przemyślenia.

-- 06 mar 2014, 16:24 --

No po prostu nic nie wskazuje na to, aby mu nie zależało. Na moje zarzuty słyszę jedynie, że jest zmęczony, albo pracował.

No bo może właśnie za dużo tych zarzutów na niego wylewasz, hm?

-- 06 mar 2014, 16:29 --

Swoją drogą trochę przeczysz sama sobie, wylewasz żale, ze koleś traktuje Cię inaczej niż kiedyś, że nie ma ochoty z Tobą pisać, a kiedy przyjeżdżasz to w sumie zajmuje się komputerem, że to wszystko przez jego pracę (co nie usprawiedliwia niczego powyżej), a tu nagle piszesz, że: "Lubi jak go przytulam, a i mnie potrafi godzinami. Co akurat pozwala na leżenie w łóżku ^^'. No po prostu nic nie wskazuje na to, aby mu nie zależało. Na moje zarzuty słyszę jedynie, że jest zmęczony, albo pracował."

To jak to w końcu jest, hm?
Może wcale nie jest aż tak źle, może po prostu szukasz dziury w całym? A gość ma trochę po dziurki w nosie zachowania w stylu "ciągle nic mi nie pasuje"? Teraz już sama się w tym wszystkim pogubiłam i moja rada jest jedna, bardzo trudna do realizacji, a mianowicie...
Wrzuć na luz. Wyluzuj po prostu. Niech życie się toczy, nie naciskaj, daj mu żyć i zobaczysz sama co z tego wyniknie. Bo jeśli bombardujesz go cały czas zarzutami, to ja mu się osobiście nie dziwię, że jest zmęczony :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3628
Dołączył(a)
25 lip 2013, 14:18

Marazm drugiej połówki

Avatar użytkownika
przez Dusiorek 06 mar 2014, 21:33
Bardzo mi przykro to mówić, ale jeśli konflikty narastają przed wspólnym mieszkaniem, to kiedy w końcu razem zamieszkacie nie jest powiedziane, że to się zmieni i wręcz przeciwnie, nie narośnie.
Zdaję sobie sprawę, ale jeśli głównym problemem jest kto kogo odwiedzi, to jakby nie patrzeć wspólne mieszkanie = widujemy się codziennie. Ten akurat problem byłby z głowy. A skoro widzielibyśmy się codziennie, bylibyśmy na bieżąco ze swoimi sprawami i przynajmniej nie czułabym że powstaje przepaść. Oczywiście nie wiem jak pod innymi aspektami, ale tu akurat widzę mały plus.

Z tym utknięciem w centrum wcale nie taka bzdura. W moim mieście to oznacza stratę dwóch godzin czasem, a jakby do mnie dojechał na 20, chciałby posiedzieć godzinkę to na 22 byłby dopiero w domu. O ile w ogóle skończyłby pracę w miarę. Oczywiście gdy nie widzimy się zbyt długo powinien przecież chcieć mnie zobaczyć choćby na chwilę, nie zważać na koszty, ale... no właśnie tak naprawdę nie wiem ile powinnam wymagać, znając jego godziny pracy.

Jak sama zauważyłaś Rebelio zaczęłam go usprawiedliwiać. Bo jak walnął że ma drugi tydzień 24 godzinnych dyżurów no to zrobiło mi się go żal. A że jestem borderem, to mój nastrój także wpływa na widzenie sytuacji, tym trudniej mi podjąć decyzję.

Nie zamierzam też rezygnować ze swojego hobby, sama zawsze chciałam sporo zarabiać i dlatego dużo robię w kierunku uzyskania jak najlepszej posady.

U niego to raczej problem psychiczny jednak. Ja nie truję mu dupy codziennie, tylko raz na jakiś czas, choć raczej wówczas konkretnie. Skoro zazwyczaj ja pilnuję naszych widzeń, i w momencie, kiedy nie mogę przyjechać okazuje się że akurat on też nie, wtedy powstaje konflikt, obok którego nie umiem przejść obojętnie. Więc tak i owszem wówczas się ciskam, ale na co dzień jestem raczej pogodną osobą.

U niego to przede wszystkim kwestia rozczarowania życiem. Jak już wspomniałam był złotym dzieckiem, studentem, skończył dwa kierunki z wyróżnieniem, potem miał pracę gdzie na niemieckich warunkach zarabiał grube ponad dychę na rękę, a po zwolnieniu, bezrobocie, okazuje się, że już nie ma więcej firm tego typu na niemieckich zasadach i czeka go praca za grosze. Co roku będąc na bezrobociu obniżał swoje wymagania, aż znalazł co znalazł - dostał potężnego kopa. I nagle ups korzystanie ze złotej karty kredytowej już nie takie proste. Już trzeba żyć bardzo skromnie, nie ma perspektyw za bardzo... Ostatnio jego kumpel powiedział mi że boi się powiedzieć mojemu chłopakowi o podwyżce, aby go nie załamać. Co znaczy, że on ogólnie ma z tym problem. Co więcej uważa, że tylko jego praca jest prawdziwe, że ludzie nie wiedzą co znaczy ciężko pracować. Wszyscy się opierdalają, on tylko haruje - próbuje sam siebie jakoś przekonać do aktualnej sytuacji. Mnie też poniżył, bo zrezygnował z ciężkiej fizycznej pracy. Stwierdził, że się tylko bawię w życie, że to było dziecięce zachowanie, że życie to nie bajka itd. Nie trafiały do niego normalne argumenty, że przecież zmieniłam pracę na fajną ciekawą i lepiej płatną i każdy by chyba zrobił tak na moim miejscu. On uważa, że nawet przy perspektywie innej lepszej pracy, uciekanie z miejsca gdzie jest trudno to brak odpowiedzialności, brak radzenia sobie, brak wytrwałości... Myślę że bardziej wściekł się, że on nie ma lepszej perspektywy, dlatego wsiadł na mnie. Myślę też że jest mu strasznie ciężko widząc ile poświęcił na naukę i widząc, że ja na lajcie lecę sobie na trójach, rezygnuję jak coś mi się nie podoba, a np dostałam rolę w serialu, gdzie dobrze zarabiałam również na lajcie, przed dobrych parę miesięcy.

Próbuję go zrozumieć bo to ciężka sytuacja, patrzeć jak Twój bliski się gdzieś wybija, a ja spadam w dół, szczególnie z jego dumą. No ale nie można nie wiadomo ile unosić się honorem i obrażać na cały świat.

Jedno jest pewne nie tylko ze mną się nie spotyka. Mimo że kochał imprezy teraz już na nie nie chodzi, gnije w domu, nie spotyka się ze znajomymi, bo jest zmęczony, albo może bo nie chce stawić czoła temu, że w zasadzie wszyscy jego kumple zarabiają więcej od niego, kupują nowe, drogie gadżety, a on pod kreską.

Masz jednak rację, że jesli nie chce nic ze sobą robić, powinnam być bardziej konkretna. Jeszcze dziś napiszę do niego co myślę o tym wszystkim i co jest dla mnie nie do zaakceptowania. Niech przemyśli do soboty, kiedy to JA do niego przyjadę i wtedy pogadamy.

-- 06 mar 2014, 20:35 --

Ps co do przytulania i laptopa to wcale nie przeczyłam ;) On z laptopa korzysta również w łóżku. Z jednej strony laptop, z drugiej ja ^^'
"Każdy mężczyzna ma wady. Wybór mężczyzny więc, to wybór wad, z którymi jesteśmy w stanie żyć"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
239
Dołączył(a)
26 lut 2014, 00:44

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Marazm drugiej połówki

przez Inga_beta 06 mar 2014, 22:37
No to juz sama sobie odpowiedziałaś dlaczego on tak się zachowuje.
Faceci w jego sytuacji tak właśnie reagują.
Offline
Posty
2380
Dołączył(a)
11 sty 2014, 15:40

Marazm drugiej połówki

Avatar użytkownika
przez Dusiorek 06 mar 2014, 23:48
To, że wiem nie znaczy, że umiem wobec tego powziąć rozsądną decyzję ;)
Dzisiaj do niego napiszę maila, aby coś sobie przemyślał do naszego kolejnego spotkania. Zobaczymy jak sprawa się rozwinie/
"Każdy mężczyzna ma wady. Wybór mężczyzny więc, to wybór wad, z którymi jesteśmy w stanie żyć"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
239
Dołączył(a)
26 lut 2014, 00:44

Marazm drugiej połówki

Avatar użytkownika
przez Candy14 06 mar 2014, 23:54
Mam prośbę- nie pisz już do mnie więcej ani o mnie.

ale Twoja wypowiedz moze skomentowac?
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Marazm drugiej połówki

przez Inga_beta 07 mar 2014, 08:48
Candy14 napisał(a):
Mam prośbę- nie pisz już do mnie więcej ani o mnie.

ale Twoja wypowiedz moze skomentowac?


A jak myślisz, jak może wyglądać jej komentarz przy takim nastawieniu do mnie?
Uważam że mam prawo stawiać granice i nie pozwalać na bycie atakowaną. Mam prawo też dobierać sobie znajomych. Nie mam też obowiązku lubienia każdego ale to nie znaczy że z takimi osobami chcę się kłocić.
Moje wypowiedzi jak najbardziej mozna komentowac ale nie po to aby wykazywać że są głupie i nie w celu zaatakowania mnie.

Dusiorek
Ty chyba nie do końca zdajesz sobie sprawę z tego jak on się czuje.
Wg mnie on ma zewnętrzne poczucie własnej wartości zależne od sukcesów jakie osiąga. Obecnie czuje się bezwartościowy i gorszy i z tego względu tak się obecnie zachowuje wobec ciebie. Ma doła. Sprawę pogarsza fakt że ty dobrze sobie radzisz i to bez jego pomocy. Kiedyś mógł czerpać poczucie włąsnej wartości również z tego że ci pomagał. Teraz czuje się niepotrzebny nie mogąc robić czegoś ważnego, być potrzebnym.
Wszelkie pretensje do niego, zarzuty, oczekiwania zmiany sprawiają że on czuje się jeszcze gorzej. On nie potrafi się zmienić ot tak sobie tylko przez podjęcie takiej decyzji. Pomogłaby zmiana pracy.
Ja myslę że on cię kocha ale czuje że na ciebie nie zasługuje lub czuje się od ciebie gorszy.
Takie sytuacje często się zdarzają gdy zaburzony partner zaczyna zdrowieć i sam sobie dawać radę. Ten drugi wtedy zaczyna tracić grunt pod nogami. A u ciebie jest tak że ty nadal się zmieniasz, sięgasz po coraz więcej a on nie potrafi. Stąd brakuje mu energi i jedyne co potrafi to siedzieć przed telewizorem.
Czytałaś książki Graya np Mężczyźni są z Marsa?
Offline
Posty
2380
Dołączył(a)
11 sty 2014, 15:40

Marazm drugiej połówki

Avatar użytkownika
przez Dusiorek 10 mar 2014, 02:56
Dusiorek
Ty chyba nie do końca zdajesz sobie sprawę z tego jak on się czuje.

Gdybym sobie nie zdawała z tego sprawy to bym nie przytaczała jego historii ;).

Sytuacja na razie się sama rozwiązała. Pojechałam do niego pogadaliśmy i cóż.. nie ukrywam, że nieco zmiękłam gdy usłyszałam jak ciężki miał koniec karnawału i że interesowałby się mną bardziej, jakby nie miał tyle pracy jak wtedy. Cóż... nie jest to zadowalające rozwiązanie, ale wysłuchał mnie na poważnie, zapewnił, że kocha i przede wszystkim rozmawialiśmy chyba godzinami. Bez żadnego laptopa, tylko patrząc sobie w oczy, więc chociaż to potraktował bardzo serio. A zanim jeszcze w ogóle zaczęliśmy rozmawiać zaprosił mnie do restauracji. Dawno nigdzie nie bylismy i nie ukrywam, że dobrze nam to zrobiło.

Niestety sprawa jego pracy będzie trudna do przeskoczenia, ale widząc jak mu na mnie zależy postaram się z tym pogodzić. Myślę, że idealnie nie będzie mi z nikim, a czując się kochana można znieść naprawdę wiele. Czas zweryfikuje, jak to będzie wyglądać dalej. Trzymajcie kciuki, aby wziął sobie to wszystko do serca.
"Każdy mężczyzna ma wady. Wybór mężczyzny więc, to wybór wad, z którymi jesteśmy w stanie żyć"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
239
Dołączył(a)
26 lut 2014, 00:44

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do