Rodzic to nie kolega. Wasza opinia.

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Rodzic to nie kolega. Wasza opinia.

Avatar użytkownika
przez Candy14 13 sie 2012, 17:52
Nie,rodzic to nie kolega,nie rozmawiam z nimi o zainteresowaniach,planach,uczuciach czy czymkolwiek

Dla mnie to troche smutne kiedy rodzic przez cale zycie dziecka ma byc tylko rodzicem wymagajacym... szcunek to cos co sie zdobywa swoja postawa a nie wymaganiami. I jak najbardziej uwazam , ze w pewnym momencie zycia dziecka ...kiedy juz nie wymaga naszego wychowania i uczenia swiata , oprocz bycia rodzicem dobrze jest tez byc jego przyjacielem. Kims na kogo moze liczyc, komu sie moze zwierzyc, otrzymac pomoc i wsparcie.
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Rodzic to nie kolega. Wasza opinia.

Avatar użytkownika
przez GRACJA 13 sie 2012, 18:47
"thuu"napisał:
tylko "Mama? A mama wie jak to zrobić?"
u mnie trzeba tak "Mama? A mama chce żeby ja i mama pojechaliśmy do marketu?" bo inaczej to awantura, że nie mam szacunku do matki, niewychowywany jestem itd."

Ciekawa jestem ile Twoja mama ma lat i z jakiego domu pochodzi.

Dla mnie są to formy zwracania się do rodziców z 19-18 wieku. Zapewne mama tak została wychowana, takie jej przekazano wzorce, tradycje, ale przydałoby się iść trochę z postępem i dać w tym temacie więcej luzu. Nie znam i nigdy nie znałam takiej rodziny gdzie dzieci zwracają się do matki tak jak Ty to opisujesz.
"Budząc się rano, pomyśl jaki to wspaniały skarb żyć, oddychać i móc się radować."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
462
Dołączył(a)
03 mar 2007, 04:21

Rodzic to nie kolega. Wasza opinia.

przez thuu 13 sie 2012, 19:13
GRACJA napisał(a):"thuu"napisał:
tylko "Mama? A mama wie jak to zrobić?"
u mnie trzeba tak "Mama? A mama chce żeby ja i mama pojechaliśmy do marketu?" bo inaczej to awantura, że nie mam szacunku do matki, niewychowywany jestem itd."

Ciekawa jestem ile Twoja mama ma lat i z jakiego domu pochodzi.

Dla mnie są to formy zwracania się do rodziców z 19-18 wieku. Zapewne mama tak została wychowana, takie jej przekazano wzorce, tradycje, ale przydałoby się iść trochę z postępem i dać w tym temacie więcej luzu. Nie znam i nigdy nie znałam takiej rodziny gdzie dzieci zwracają się do matki tak jak Ty to opisujesz.


Mama ma 50 lat. Pochodzi z normalnego domu. Jej matka czyli moja babcia mająca jakoś 80 lat jest na luzie i jak na swój wiek ma nowoczesne poglądy. Dwudziestolatek spokojnie i na luzie by się dogadał. A jej ojciec czyli mój dziadek też na luzie. Rozeznany jest w wielu rzeczach. Jest bardzo mądry. Przez całe życie interesował się wieloma dziedzinami. Nowoczesne poglądy ma. Piwko wypije. Czarnym humorem często zarzuci. Często tak na luzie jak nastolatkowie :D Mama ma siostry, Jedna dobrą kasę zarabia. Fajna jest i nowoczesna bardzo. Otwarta na wszystko. Można rozmawiać godzinami. Jakby matka mojej matki była moją matką to było by superowo mimo, że ma już jakoś 80 lat.
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
22 cze 2012, 18:50

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Rodzic to nie kolega. Wasza opinia.

Avatar użytkownika
przez Sorrow 13 sie 2012, 19:33
thuu napisał(a):W jaki sposób rozmawiacie z rodzicami? Rozmawiacie tak jak każdym innym bez skrępowania. Czy uważacie za normalne rozmowę z rodzicem "dziecka" które dawno temu odebrało dowód osobisty w stylu: "A kiedy mama będzie wychodzić?. Mama?. A mama wie kiedy jest otwarty sklep? To takie odpowiedzi do matki. A matka mówi tak: "Mama wychodzi na miasto. Mama nie wie kiedy będzie" itp. Bo przykładowo powiedzieć "Mamo, ja będę w sklepie. Może coś Tobie kupić przy okazji? lub " No to jak możesz to poczekaj bo będę później o 20 minut" są odbierane jako brak szacunku. Bo z założenie rodzic nie jest przyjacielem a jest rodzicem. Jestem ciekaw co o tym sądzicie ;) Niecierpliwie czekam :D

Mówienie do kogoś w trzeciej osobie jest dla mnie na serio dziwaczne.

Stark napisał(a):Nie,rodzic to nie kolega,nie rozmawiam z nimi o zainteresowaniach,planach,uczuciach czy czymkolwiek,jeśli już to rzadko kiedy,jakoś nie potrafię się "wyluzować" przy starszych.

To raczej nie ma nic wspólnego z tym że są rodzicami a raczej z ich indywidualnym charakterem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3353
Dołączył(a)
08 cze 2006, 15:38

Rodzic to nie kolega. Wasza opinia.

przez aperecium 13 sie 2012, 19:42
Podoba mi się to co napisała Candy14. Zbyt koleżeńskie relacje z małym/dorastającym dzieckiem na pewno mogą być szkodliwe, bo równowaga zostaje zachwiana. Natomiast relacje rodzica z dorosłym dzieckiem odbywają się trochę na innej zasadzie. Proces wychowawczy się zakończył, a przynajmniej jego najważniejsza część. Dlatego zarówno dziecko jak i rodzic mogą sobie pozwolić na więcej. Nie widzę np. nic złego w tym, że po kolacji obejrzę z mamą film i wypijemy przy tym lampkę wina/piwo. Raz, że w wieku 22 lat nie ma co udawać, że się nigdy nie umoczyło pyszczka, dwa że moja mama wyznaje zasadę 'lepie wypij w domu niż pod sklepem' haha. Takie przykłady 'rozluźnienia relacji' wraz z upływem czasu można mnożyć i w żaden sposób nie muszą one nieść za sobą braku szacunku, szczerze powiedziawszy uważam, że wręcz przeciwnie.

Wracając do zwracania się 'na ty'. Tak sobie myślę, po raz kolejny ktoś zauważył, że zwracanie się do rodziców w trzeciej osobie jest archaiczne. Ty, Thuu sam natomiast wspomniałeś, że generalnie twoja mama lubuje się w stylu delikatnie to ujmując 'retro'. Może nie tyle boi się ona zmian, co czasy 'zamierzchłe' są dla niej jedynymi, w których pamięta siebie jako szczęśliwą, zanim spotkała ją proza życia codziennego, obiadki, sratki, pieluszki. Może te trzydzieści lat temu miała przed oczami swój obraz siebie za kilkadziesiąt lat i w niczym nie przypominał on jej obecnego życia. Być może rozczarowana i rozgoryczona usilnie stara się utrzymać status quo sprzed kilku dekad? Na ile karkołomna jest moja teza, oceńcie sami, ale wydaje mi się, że wyjaśniałaby ona większość jej zachowań, przynajmniej tych opisanych.
aperecium
Offline

Rodzic to nie kolega. Wasza opinia.

Avatar użytkownika
przez GRACJA 14 sie 2012, 08:31
Jestem starsza od mamy thuu. I jak już pisałam nie znam i nie znałam takiej rodziny gdzie matka wymaga od dzieci takiego zwracania się do siebie jak to jest w przypadku thuu.
Ciekawi mnie skąd to się u mamy thuu wzięło skoro jej rodzice mają zupełnie inne podejście do tej sprawy. I tu tkwi problem.
Swoje zachowania wynosimy w większej mierze z domu, a potem ze szkoły , czy pracy, czy innego środowiska, w którym często przebywamy.
Jej poglądy mogą też być zapożyczone od męża, czyli taty thuu. A może jest tak, że to są jego poglądy, a mama tylko zgodziła się z nimi i razem
stawiają takie, a nie innego wymagania.
Jedno jest pewne - chłopak ma ciężko, ponieważ pomimo uczenia, wychowywania przez rodziców nie może zgodzić się z ich zwyczajami, które dla niego są przestarzałe, nie racjonalne.
Tu nie ma co walczyć z wiatrakami. Jeśli rodzice nie dają się przekonać, nieugięcie tkwią przy swoim to wypada tylko zwracać się do nich tak jak sobie życzą i to wszystko. Należy uszanować ich wolę i nie walczyć z nią /chodzi mi o wewnętrzny opór/.
Są sprawy, są osoby których nie da się zmienić i należy się z tym pogodzić, żeby uwolnić się od wpływu negatywnych myśli na ten temat, które wykrzywiają obraz bliskich w naszych oczach.
"Budząc się rano, pomyśl jaki to wspaniały skarb żyć, oddychać i móc się radować."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
462
Dołączył(a)
03 mar 2007, 04:21

Rodzic to nie kolega. Wasza opinia.

przez Annuszka 14 sie 2012, 15:08
A u mnie jest bardzo podobnie i szczerze mowiac to mnie zawsze dziwilo i krepowalam sie tego, ale jakos boje sie swojego ojca i nie bede chyba probowac tego zmieniac, chociaz np. przy znajomych to najchetniej unikam koniecznosci zwracania sie do ojca wlasnie z tego powodu. "Wie tatuś, że..", "Czy tatuś był w..?" itd. Chodzi o mowienie "tatus" w 3. osobie, tzn., ze nie mozna np. powiedziec "Tatusiu, wiesz, ze..?", bo wtedy wkrada sie juz 1. osoba, ktora w przeswiadczeniu mojego rodzica (i rodzica zalozyciela tego watku) jest forma niegrzeczna lub zarezerwowana dla kolegow. To jest duzy problem w komunikacji wewnetrznej miedzy mna a ojcem, ale tak naprawde to jest wierzcholek gory lodowej. I co ja moge zrobic? Porozmawiac o tym z ojcem czy jakos to sobie w glowie ulozyc, ze to nic takiego, ze ot, po prostu takie ojcowe dziwactwo (chociaz w jego domu i w innych domach w mojej dalszej rodzinie tak tez sie mowilo i wydaje mi sie, ze taka wtedy konwencja obowiazywala). Sama juz nie wiem.. Chetnie bym to zmienila, ale brak mi odwagi, zeby porozmawiac z ojcem.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
14 sie 2012, 15:01

Rodzic to nie kolega. Wasza opinia.

przez thuu 23 sie 2012, 21:37
Annuszka napisał(a):A u mnie jest bardzo podobnie i szczerze mowiac to mnie zawsze dziwilo i krepowalam sie tego, ale jakos boje sie swojego ojca i nie bede chyba probowac tego zmieniac, chociaz np. przy znajomych to najchetniej unikam koniecznosci zwracania sie do ojca wlasnie z tego powodu. "Wie tatuś, że..", "Czy tatuś był w..?" itd. Chodzi o mowienie "tatus" w 3. osobie, tzn., ze nie mozna np. powiedziec "Tatusiu, wiesz, ze..?", bo wtedy wkrada sie juz 1. osoba, ktora w przeswiadczeniu mojego rodzica (i rodzica zalozyciela tego watku) jest forma niegrzeczna lub zarezerwowana dla kolegow. To jest duzy problem w komunikacji wewnetrznej miedzy mna a ojcem, ale tak naprawde to jest wierzcholek gory lodowej. I co ja moge zrobic? Porozmawiac o tym z ojcem czy jakos to sobie w glowie ulozyc, ze to nic takiego, ze ot, po prostu takie ojcowe dziwactwo (chociaz w jego domu i w innych domach w mojej dalszej rodzinie tak tez sie mowilo i wydaje mi sie, ze taka wtedy konwencja obowiazywala). Sama juz nie wiem.. Chetnie bym to zmienila, ale brak mi odwagi, zeby porozmawiac z ojcem.


Jednak są inni w takiej sytuacji. Dla mnie to ojciec i matka są takimi statystami. Najlepiej się czuję w obcym towarzystwie. Bez problemu nawiązuję nowe znajomości i ciągle mam ochotę na więcej. Ale jeśli najlepiej czuję się u obcych ludzi to coś jest nie halo. No ale z obcymi ludźmi jest istne niebo a z rodzicami to psychiatryk. Dla mnie obecność poza domem z obcymi mi ludźmi jest czymś wspaniałym.
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
22 cze 2012, 18:50

Rodzic to nie kolega. Wasza opinia.

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 23 sie 2012, 21:57
thuu mając takich rodziców powinieneś się wyprowadzić bo przy nich jeszcze bardziej się wyniszczasz. Wiem ze samemu trudno się utrzymać ale jak się od takiej osobliwej i niezbyt zdrowej rodziny nie uwolnisz to możesz stać się podobny do nich.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17043
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Rodzic to nie kolega. Wasza opinia.

Avatar użytkownika
przez patgaret 24 sie 2012, 13:31
nie stanie sie podobny tylko beda go niszczyc ponizac bic itd...
moga go nawet uwiezic
ja z moim ojcem chyba nigdy nie rozmawialem
z matką tak samo

ja mam taka sytucaje ze ojciec mowi do mnie mozesz z nami mieszkac jak chcesz
a zaraz lapie za noz i chce mnie zabic

czlowiek uwierzy i po takim ataku jest slaby jak /cenzura/

byl juz przypadek ze rodzice trzymali swoje dzieci w klatkach za kare ze te ich nie kochały

http://www.informacjeusa.com/2011/10/28 ... za-kratki/

mialem 2 kopie gastoskopii i /cenzura/ zabrali nie moge sie leczyc

jak tylko gdzies wyjde zawsze wpierdalaja sie do pokoju i czegos szukaja
Avatar użytkownika
Offline
Najładniejsze męskie oczy na Forum
Posty
116
Dołączył(a)
18 mar 2012, 12:37

Rodzic to nie kolega. Wasza opinia.

przez andrzej83x 24 sie 2012, 15:01
To wszystko zależy od Waszych stosunków rodzinie. U mnie zawsze mieliśmy dobry kontakt i potrafiliśmy rozmawiać o wszystkich i w domu jak byliśmy sami zwracałem się do rodziców po imieniu. Oczywiście w obecności innych zwracałem się normalnie. Myślę, że najważniejszy w stosunkach jest obustronny szacunek.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
24 sie 2012, 14:42

Rodzic to nie kolega. Wasza opinia.

Avatar użytkownika
przez Abbey 24 sie 2012, 18:51
Nie,rodzic to nie kolega,nie rozmawiam z nimi o zainteresowaniach,planach,uczuciach czy czymkolwiek

Jakbym o sobie słuchała.
Zbyt koleżeńskie relacje z małym/dorastającym dzieckiem na pewno mogą być szkodliwe, bo równowaga zostaje zachwiana.

Zbyt wymagające podejście rodzica 'MUSISZ coś osiągnąć, MUSISZ być pierwszy' itd też chwieją w równowadze :(

Co do tytułu tematu... Rodzic może nie jest kolegą, nie przystoi odzywać się po chamsku (w sumie do nikogo nie powinno się tak odnosić) i bezpośrednio (moja matka przed 40-stką mówi do rodziców 'a ojciec wie...', nie wymaga tego ode mnie bezpośrednio, jednak gdy odezwę się do niej 'wiesz, że...' rzuca się 'nie jestem twoją koleżanką'), jednak w rodzinie, mieszkając pod JEDNYM dachem, wypadałoby porozmawiać o CZYMKOLWIEK.
Obrazek
All my life I’ve been so lonely
All in the name of being holy
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8782
Dołączył(a)
26 gru 2011, 21:27
Lokalizacja
85°48',12''N 176°8',94'' W

Rodzic to nie kolega. Wasza opinia.

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 24 sie 2012, 18:59
Zbyt wymagające podejście rodzica 'MUSISZ coś osiągnąć, MUSISZ być pierwszy' itd też chwieją w równowadze
zapewne ale ja np miałem, mam odwrotną sytuacje zero wymagań i dobrze mi to nie posłużyło zostałem życiowym nieudacznikiem i nie oszczędziło mi to problemów depresyjno- nerwicowych.
Ja mam rodziców koło 70-ki i odzywam się do nich zaczynając każde zdanie na tata, mama no ale to w ich generacji jest normą. A rozmawiać to z mamą czasem pogadam ale z tata to tylko o sporcie da się gadać a nie żadnych życiowych tematach.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17043
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Rodzic to nie kolega. Wasza opinia.

przez andrzej83x 29 sie 2012, 15:21
Moi rodzice od dziecka tłumaczyli mi jak ważne jest wykształcenie, żeby potem w życiu było lżej. Nie oznacza to w ogóle, że za każdą złą ocenę czy niepowodzenie dostawałem karę czy coś podobnego (wiem, że niektórzy rodzice stosują taką zasadę). Rodzice stworzyli mi odpowiednie warunki i tylko ode mnie zależało jak ja te warunki wykorzystam. Teraz mogę powiedzieć, że w moim przypadku to się sprawdziło. Pozwoliło mi to rozwinąć się i jestem osobą samodzielną już od dobrych kilku lat. Oczywiście każdy ma inny charakter i co innego będzie do niego trafiało. Dla tego napewno ważne jest znalezienie jakiegoś środka bo napewno nadmierne karcenie ani tymbardziej pobłaźliwość jest czymś dobrym.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
24 sie 2012, 14:42

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

Przeskocz do