Problem w związku

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Problem w związku

przez brakodpowiedzi 14 mar 2012, 00:59
Witam wszystkich :)

Mam problem w związku i bardzo liczę na porady osób, które cierpią na nerwice lub depresje i znają mechanizmy ich działania. Od niemal 4 lat jestem w związku z chłopakiem, którego bardzo kocham. Od początku bycia ze sobą wspólnie zmagaliśmy się z Jego problemami dotyczącymi dolegliwości zdrowotnych, które kolejno pozbawiały Go możliwości wykonywania wielu ulubionych zajęć. Miał z tego powodu lęki, myśli o stanie zdrowia i niespełnionych możliwościach wracały do niego z różnym natężeniem. W kulminacyjnym momencie było z nim źle: miewał zmienne nastroje, to płakał, to zachowywał się agresywnie, był bezsilny. Skończyło się na wizycie u psychologa, następnie leku od psychiatry (bierze od roku lek z grupy ssri) oraz na nieudolnym rozpoczęciu psychoterapii, którą przerwał po dwóch wizytach.
W następstwie przyjmowania leku stan jakoś się ustabilizował, przynajmniej jeżeli chodzi o zmienne nastroje. Jakość życia poprawiła się. Aktualnie zmagam się z problemem dotyczącym naszej relacji. Mieszkaliśmy razem od kilku lat, a partner nagle poprosił mnie, abym wyprowadziła się na jakiś czas, gdyż on musi przemyśleć nasz związek. Podjął taką decyzję po tym, jak rozmawialiśmy o legalizacji, dałam mu do zrozumienia, że marzę o zaręczynach. Chciałabym dodać, że między nami zawsze wszystko było w porządku, spokój, bez kryzysów, życie seksualne zadowalające. Mieliśmy też wspólne plany, dzieci, dom… Jednak od momentu tamtej rozmowy zaczęło się psuć, choć temat poruszaliśmy nie pierwszy raz. Przebywałam z dala od niego przez jakieś 2,5 tygodnia, ale utrzymywałam kontakt co jakiś czas. On zapewniał mnie, że mam być dobrej myśli, że rozważa naszą sytuację. Po moim powrocie - musiałam znów zamieszkać z nim na pewien czas – udzielała nam się huśtawka emocjonalna. Partner zachowywał się, jakby wszystko było w porządku, byliśmy blisko, zapewniał mnie, że kocha, czułam, że wszystko wraca do normy. Ku mojemu zaskoczeniu pojawiały się jednak co jakiś czas pytania o to, kiedy się wyprowadzę, co bardzo mnie smuciło…Nie wiedziałam już jak to wszystko odczytywać. W okresie naszego emocjonalnego szamotania się mój partner przejawiał dziwne, zmienne zachowania: od miłosnych uniesień i chwil błogiego spokoju do podkreślania, że potrzebuje czasu na przemyślenia. Zaczęłam odczuwać, że bardzo się waha. Zadawał dziwne pytania: czy myśle, że sobie razem poradzimy?, chciałby, abym była z niego dumna; mówił, że musi mieć 100 % pewności, że to na pewno ja, że lepiej w razie czego rozstać się teraz, niż gdy pojawią się dzieci, że nie chciałby mnie zranić, że nie będzie z nikim z litości. Z drugiej strony prosił o czas, twierdził, że chce, aby było dobrze między nami, że musi wszystko poukładać, że jestem wspaniała, bardzo mu zależy, że wierzy, iż na końcu tej drogi przemyśleń spotkamy się ze sobą, że mnie kocha – tylko to uczucie jest chyba inne – może to dojrzała miłość, której nigdy nie przeżył? Najważniejsze jest jednak to, że bardzo często zachowywał się jakby wszystko było w porządku.
Mam ogromny mętlik w głowie i nie mogę pohamowac łez. Ostatecznie stwierdził, że powinniśmy się rozejść, bo on czuje, że uczucie do mnie wypaliło się w nim, jakby nie odczuwa już miłości, aktualnie nie jest ze mną szczęśliwy (choć kilka dni wcześniej mówił, że mu ze mną dobrze), nie czuje teraz potrzeby posiadania rodziny i dzieci ze mną. Powiedział, że myślał, że będzie się czuł inaczej, gdy wyjadę, że będzie bardziej tęsknił, tymczasem tak nie było (wspomnę jedynie, że separacja, której tak potrzebowal ostatecznie nie doszła do skutku, gdyż on już jej nie chciał). Bardzo rozpaczałam i prosiłam, by nie zniszczył trwałych fundamentów, które razem wznieśliśmy, byśmy dali sobie szansę, pomówili o tym, co możemy polepszyć w związku. Był i jest nadal nieugięty, choć twierdzi, że bardzo mu przykro, że dzięki mnie był kimś, że może nie spotka już nikogo tak wspaniałego. Początkowo chciał przygotować listę zadań dla nas, ale szybko się wycofał. Stwierdził, że jego marzeniem jest założenie rodziny i posiadanie dzieci, że będzie do tego dążył, jednak już beze mnie.
Po decydującej rozmowie zaczął psychoterapię, na którą długo nie mógł się zapisać. Postanowiłam pójść go wesprzeć. Średnio ucieszył się na mój widok. Zaczął zadawać dziwne pytania: czy jak wejdzie do gabinetu, to będę podsłuchiwać pod drzwiami. W kilka dni po tym pojawiły się podobne: czy na pewno oddałam klucze od mieszkania jego rodziców, że boi się, iż mogę go śledzić, czy bywać w miejscach, gdzie on się znajdzie. Kiedy przed rozstaniem leżeliśmy razem w łóżku, po kolejnym epizodzie rozmowy o przyszłości powiedział, że boi się, że mu coś zrobię… Te wszystkie zarzuty bardzo mnie zaniepokoiły. Teraz – od dnia kobiet – nie dzwoni do mnie.
Mój były partner jest dla mnie bardzo ważna osobą. Zastanawiam się, czy nie zaczyna się u niego nawrót nerwicy lub epizodu depresyjnego, ponieważ na te dolegliwości przyjmuje leki. Nie wiem dokładnie jaki to typ nerwicy, ale zauważyłam u niego pewne zachowania o których czytałam, jako o symptomach nn: nadmierny pedantyzm, ogromna skrupulatność, nadmierne analizowanie wielu kwestii, nieustanne weryfikowanie wcześniejszych wyborów. Ostatnio wydaje mi się, że widzi przyszłość niezbyt kolorowo, wracają do niego lęki związane z wcześniejszymi dolegliwościami zdrowotnymi i wywołują płacz. Gdy rozmawiałam z nim, twierdził, że jest zagubiony, że ma natłok myśli w głowie, że zwraca się od świata zewnętrznego ku własnemu wnętrzu. Zastanawiam się, czy takie objawy mogą zwiastować powrót depresji czy nerwicy? Czy nerwica może sprowokować wątpliwości dotyczące przyszłości związku i doprowadzić do nagłego, nieuzasadnionego zerwania relacji? Czy takie choroby jak nerwica i depresja mogą powodować poczucie spustoszenia w uczuciach pomimo przyjmowania leku? Może mój partner zdał sobie sprawę z tego, że jestem przyczyną jego lęku przed stałym związkiem i pozbył się mnie, aby źródło lęku zlikwidować? Zapomniałam wspomnieć, że chłopak wychował się w rozbitej rodzinie (rozwód rodziców, gdy miał około 4 lat, ojciec alkoholik, awantury w domu, wychowanie przez matkę i nadopiekuńcze traktowanie przez resztę rodziny).
Proszę o poradę wytrwałych, którzy przeczytali cały post... Bardzo zależy mi na utrzymaniu tej relacji. Nie wiem, co zrobić, ponieważ ukochany odrzuca moją pomoc i mam wrażenie, że upatruje we mnie nieprzyjaciela . Obawiam się, że poszuka szczęścia u boku innej, a ja w głębi duszy czuję, że zbyt szybko podjął decyzję o rozstaniu, że za bardzo się boi tego, że miłość przybrała inne barwy. Czuje się odrzucona. To spadło nagle na mnie i na nasze rodziny, które były jego decyzją równie zaskoczone i załamane jak ja. Nie wiem, co robić...

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i czekam na wskazówki i doświadczenia.
Ostatnio edytowano 14 mar 2012, 22:35 przez Artemizja, łącznie edytowano 1 raz
Powód: z uwagi na tematykę wydzielono z innego działu
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
14 mar 2012, 00:44

Problem w związku...

przez ladywind 14 mar 2012, 14:21
brakodpowiedzi, jak najbardziej mogą to być u niego nawroty choroby. Skoro wcześniej było dobrze, a teraz coś zaczyna się psuć. Mogły też leki, które bierze przestać działać, tak niestety bywa z lekami. Sama
mam nawrót od 2 m-cy pomimo zazywania SSRI. Namów go na wizyte u psychiatry, bo może coś trzeba by zmienić lub dołozyć jakiś inny lek do zestawu jaki aktualnie brał.
A nerwica ma to do siebie, że człowiek odwraca się pd świata i zamyka w sobie.
Festiwal psiego mięsa? Tak. Podpisując petycję wzrasta szansa na zaprzestanie tego mordu https://secure.avaaz.org/pl/stop_the_pu ... 52&v=76652
Offline
Posty
7567
Dołączył(a)
02 lut 2012, 21:32

Problem w związku...

przez brakodpowiedzi 14 mar 2012, 22:44
Dziękuję za odpowiedź. Najgorsze jest jednak to, że chłopak odseparował się ode mnie i mimo tego, że prosiłam, aby poczekał z decyzja o zakończeniu związku aż pochodzi trochę na terapie, nie chciał się zgodzić. Aktualnie nie utrzymujemy kontaktu od tygodnia. on twierdzi, że nie będzie raczej podtrzymywał kontaktu, aby nie robić mi nadziei. Starałam się mu wytłumaczyć, że te nagłe wątpliwości mogą być podsycane przez nerwicę, ale on nie słucha. Wiem, że w najblizszym czasie wybiera się na kontrolę do psychiatry, watpie jednak, żeby mówił coś o naszym związku. Obawiam się, że nie umiałby nawet obiektywnie opisać swojego zachowania tak jak ja mogłabym to zrobić. wiem, że rozmawiał o nas na psychoterapii, ale mówił raczej w świetle negatywnym :( gdy mówił ze mną przez telefon wspominał o rozmowie z p. psycholog, że mówił coś o tym, iż się męczył. Czy to możliwe, że odsunął mnie od siebie, bo rozmyślania o stałym związku były przyczyną jego lęku? Czy mógł zadziałać jakiś obronny mechanizm? Wiem, że mój chłopak ma nieprzepracowany problem z wychowaniem i rozwodem rodziców. Może stąd ten strach i odsunięcie kogoś, na kim mu zależy (takie miałam zawsze wrażenie). Zastanawiam się, czy nerwica byłaby w stanie sprawić wrażenie braku odczuwania szczęscia, czy wypalenia uczucia? Partner mówił też, że zauwazył, iż zaczynają mu się podobać inne, myśli, że mogłby mnie zdradzić... Czy osoby z nerwicą mają takie myśli?

Proszę o odpowiedzi. Wiem, że bardzo pomogą mi w zrozumieniu problemu.
pozdrówki :)
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
14 mar 2012, 00:44

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

problemy w związku

Avatar użytkownika
przez 1522 15 mar 2012, 11:52
Spodziewam się przez co przechodzisz, sam jestem w podobnej sytuacji.

Przez wiele lat byliśmy naprawdę dobrze ułożoną parą, nie mieliśmy problemów z dogadywaniem się, rozumieliśmy się, zawsze wspólnie umieliśmy znaleźć kompromis, nic nie wskazywało, że może się stać coś złego. Wszytko, powoli co prawda, ale zmierzało w kierunku założenia rodziny.
Niestety jakiś czasu temu na dziewczynę zaczęło spadać sporo problemów (początkowo między nami nic złego się nie działo - głownie zdrowotne, służbowe, inne prywatne sprawy). Nerwowość, stres i agresja Ukochanej zaczęły się przekładać na nasze relacje i powodować nieporozumienia między nami (choć tak naprawdę wielokrotnie kompletnie nieuzasadnione, irracjonalne, zupełnie niepotrzebne i bezsensowne). Zaczęła tracić wiarę w siebie, samoocena zaczęła spadać na łeb na szyję, przestała wierzyć, że założymy rodzinę, że się nam uda, zaczęło nachodzić nas widmo rozstania i porzucenia szczęścia i zrozumienia, które do tej pory naprawdę zbudowało porządne fundamenty. Obawiam się, że w wyniku właśnie niskiej samooceny i braku wiary w siebie, przestraszyć się mogła, że związek nie ma przyszłości i że wcale nie chcę z nią być (choć robiłem wszytko żeby było tylko lepiej i nawet przez chwilę nie zwątpiłem w nasz związek, mając przed oczyma cały czas naszą wspólną rodzinną przyszłość, nie dałem żadnego powodu, żeby mogła zwątpić w moje uczucia).
Niestety ostatnim czasy stan się pogorszył (nerwica + depresja - chodzi do psychologa), nie wiedziała w ogóle co do mnie czuje (w ogóle jakiekolwiek uczucia, emocje, zapał, chęć do życia uleciały z niej), niestety rozstaliśmy się (już ponad miesiąc - kontakt praktycznie zerowy).
Ja nadal ją kocham, chce jej pomóc i wspierać ją w stanie jakim się znalazła (odrzuca moja pomoc całkowicie i nawet nie ma mowy żebym mógł cokolwiek zrobić). Nadal marzy mi się życie u jej boku i założenie rodziny (z nikim do tej pory tak się nie rozumiałem i nie było mi tak dobrze).
Bardzo chcę wierzyć, że jak się podniesie ze swojego kryzysu (odzyska wiarę w siebie, podniesie swoją samoocenę, wrócą emocje, chęć do życia, uczucia, zapał) to będziemy mieli szanse, że wrócą dobre wspomnienia ze nami związane, że wrócą uczucia. Jak tylko będzie nam dane chce żebyśmy razem poszli do psychologa, żeby nam pomógł odnaleźć się.
Na chwilę obecną sam nie wiem już co robić, momentami odchodzę od zmysłów, sam zaczynam brać proste ziołowe leki na apatię, przygnębienie i stres (trzymam się mocno i depresja mi nie grozi). Nie wiem w ogóle co się z nią dzieje i jak sobie radzi, a chciałbym jej pomagać, mobilizować do dbania o siebie, wspierać. Z drugiej strony nie chcę się narzucać, bo zdaje sobie sprawę, że może potrzebować spokoju i wyciszenia. Ale podobnie czuję się odrzucony, jakbym był wrogiem.

Może są osoby na forum, które są po podobnych przejściach, albo podobne coś przeżywają i są w stanie powiedzieć, czy taki stan jest odwracalny, czy emocje i uczucia są w stanie wrócić i da się jeszcze związek uratować. A może są tacy co wniosą optymizm i powiedzą, że tak mieli i się pozbierali i znowu są ze swoją miłością znowu szczęśliwi.

A Tobie załamanaena życzę mnóstwa cierpliwości i liczę, że poukłada się wam znowu, wiem jak to boli. Trzymaj się i staraj się zadbać też nieco o swoją psychikę i swoją pogodę ducha, żebyś Ty jeszcze nie wpadła w jakieś tarapaty emocjonalne. Też potrzebujesz obecnie wsparcia i sił.
Niebieski kwiat i kolce, niebieski kwiat i kolce, niebieski kwiat i kolce... Byłoby prościej, gdybym nie był daltonistą!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
06 mar 2012, 16:26
Lokalizacja
Łódź

problemy w związku

przez brakodpowiedzi 15 mar 2012, 21:54
Kurcze, wcięło mi post :(
Tyle pisania na marne :(

-- 15 mar 2012, 20:55 --

Zapomniałam dodać, że piszę teraz pod linkiem "brakodpowiedzi" :)
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
14 mar 2012, 00:44

Problem w związku

Avatar użytkownika
przez Artemizja 15 mar 2012, 22:04
brakodpowiedzi, bylebyś tego posta nie dublowała znów w kilku tematach,bo to jest sprzeczne z Regulaminem forum.Jeden wątek w zupełności wystarczy.

Pozdrawiam
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44133
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Problem w związku

przez brakodpowiedzi 15 mar 2012, 22:43
Dobrze, dziękuję za upomnienie i również pozdrawiam!

-- 15 mar 2012, 21:45 --

Drogi forumowiczu!
Dziękuję za słowa otuchy. Paradoksalnie dobrze jest wiedzieć, że ktoś przeżywa podobnie i służy dobrym słowem. Kiedy rano przeczytałam Twojego posta pozytywnie mnie natchnął i jakoś łatwiej było mi wyjść do pracy. Trudno mi bowiem zmobilizować się do ambitnych zajęć. Wciąż myślę i zastanawiam się, co jeszcze zrobić, aby rozjaśnić sytuację...
1522, mam nadzieję, że
wasza historia szczęśliwie się zakończy, że wygracie z chorobą. Dla Ciebie będzie to nauka cierpliwości, dla Twojej wybranki - trudna walka ze sobą, do stoczenia. Myślę, że sukcesem jest to, że Twoja ukochana ma świadomość choroby. Skoro jest to ostre stadium i dopiero początek leczenia, to bardzo prawdopodobnym wydaje się, że zamieszanie w Jej uczuciach spowodowała właśnie depresja. Z moim ukochanym jest trochę inaczej, bierze leki i mam wrażenie, że uważa, że bardzo mu już pomogły (przypominam, że nie korzystał z długotrwałej terapii), nie chce dopuścić do siebie tego, że uczuciowe spustoszenie może być wynikiem nawrotu choroby.
Bardzo boli mnie, że traktuje mnie trochę jak wroga, gdy ja oddałabym Mu wszystko, wiem też, że w chorobie wsparcie bliskiej osoby jest bardzo ważne - a tu taki nasz paradoks....odtrącenie, brak kontaktu.
Ostatnio dużo czytałam o depresji i nerwicy, wiem, że wtedy chory odsuwa się od swiata zewnętrznego i zwraca ku własnemu wnętrzu. Nie liczy się to, co wokół, tylko problemy, biorą górę nieustanne lęki i obawy, które wydają się bardzo przekonujące, rzeczywiste.
Ciesze się bardzo, że Twoja wybranka chodzi na terapię - na podobno daje lepsze efekty niż samo przyjmowanie leków. Często zaleca się tez łączenie tych sposobów walki z dolegliwościami. Mam nadzieję, że przyniesie to dobry skutek, że powrócą uczucia, wspomnienia, szczęście.
Jeśli chodzi o mojego partnera, strasznie się boję, że zaangażuje się w inny związek. Jest zagubiony - jak sam przyznał - chce byc szczęśliwy. wydaje mi się, że jest trochę neurotykiem - rozpaczliwie będzie poszukiwał miłości... choć ja ma. Wierzę, że choroba przysłoniła mu świat - nawet mnie. Wiem, że nie miał jeszcze okazji na zmierzenie się ze źródłem swoich lęków - które pewnie bije w dzieciństwie :( Tak bardzo chcę, by pozwolił mi kroczyć obok siebie, po tej trudnej drodze poznawania siebie. Wiem, że należy mi się to, ale podobnie jak ty - nie mogę zrobić nic. Boję się zadzwonić, nie chcę słyszeć, że decyzja jest świadoma, że ja nie moge się z nią pogodzić.
Drogi forumowiczu, jak będziesz chciał popisać, daj znać. Może skontaktujemy się mailowo, by wymienić doświadczenia? Myślę, że rozmowa bardzo pomaga, szczególnie, gdy ktos jest w podobnym położeniu. Mam nadzieję, że do watku dołączy ktos, kto pomoże nam zrozumieć zachowania naszych miłości....znaleźć jakieś rozwiązanie...?
Poszłam za twoją rada i zaaplikowałam ziołowe kropelki :) Chyba działają :)

Pozdrawiam ! :)
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
14 mar 2012, 00:44

Problem w związku

Avatar użytkownika
przez 1522 16 mar 2012, 10:08
brakodpowiedzi napisał(a):Drogi forumowiczu!
Dziękuję za słowa otuchy. Paradoksalnie dobrze jest wiedzieć, że ktoś przeżywa podobnie i służy dobrym słowem. Kiedy rano przeczytałam Twojego posta pozytywnie mnie natchnął i jakoś łatwiej było mi wyjść do pracy. Trudno mi bowiem zmobilizować się do ambitnych zajęć. Wciąż myślę i zastanawiam się, co jeszcze zrobić, aby rozjaśnić sytuację...

Niestety wszelkiego rodzaju nerwice to nie tylko choroba jednej osoby, ale także mocno dotyka i odbija się bardzo mocno na osobach z najbliższego otoczenia... i tak samo jak sam chory potrzebuje wsparcia, jego bliscy którym zależy na tej osobie też potrzebują i mnóstwa, mnóstwa cierpliwości i zapału.

brakodpowiedzi napisał(a):Skoro jest to ostre stadium i dopiero początek leczenia, to bardzo prawdopodobnym wydaje się, że zamieszanie w Jej uczuciach spowodowała właśnie depresja. Z moim ukochanym jest trochę inaczej, bierze leki i mam wrażenie, że uważa, że bardzo mu już pomogły (przypominam, że nie korzystał z długotrwałej terapii), nie chce dopuścić do siebie tego, że uczuciowe spustoszenie może być wynikiem nawrotu choroby.

Z lekami jest tak, że owszem zakrywają co nieco i jest łatwiej przez pewne rzeczy przejść... ale pewnie ich działanie terapeutyczne jest znikome i poza lekami niezbędne jest pracować samemu nad sobą (bez walki o siebie i najlepsza psychoterapia nie wiele da) i ewentualnie wsparcie psychologa lub terapeuty. Jednak najważniejsze jest chcieć samemu sobie pomóc. No i tego boję się najbardziej, że przy obecnym stanie i naprawdę niskiej samoocenie, może zabraknąć Mojej Ukochanej zapału. Wiem, że w domownikach (rodzina) na pewno ma niemałe wsparcie, tylko boję czy wsparcie to jest mobilizujące, podbudowujące i nie jako zmuszające do pracy nad sobą, czy to nie przypadkiem tylko takie poklepywanie po plecach, powtarzanie frazesów (będzie dobrze, trzymaj się) i poddawanie leków i wszystkiego innego pod nos. Znam ją na tyle, że wiem, że do wielu rzeczy kiedy nie ma zapału trzeba ją zmobilizować, zachęcić i troszkę razem z nią to porobić.

brakodpowiedzi napisał(a):Bardzo boli mnie, że traktuje mnie trochę jak wroga, gdy ja oddałabym Mu wszystko, wiem też, że w chorobie wsparcie bliskiej osoby jest bardzo ważne - a tu taki nasz paradoks....odtrącenie, brak kontaktu.
Ostatnio dużo czytałam o depresji i nerwicy, wiem, że wtedy chory odsuwa się od swiata zewnętrznego i zwraca ku własnemu wnętrzu. Nie liczy się to, co wokół, tylko problemy, biorą górę nieustanne lęki i obawy, które wydają się bardzo przekonujące, rzeczywiste.

No niestety dość specyficzny egocentryzm przy nerwicach to norma, jest to podobno rodzaj taktyki obronnej.

brakodpowiedzi napisał(a):Jeśli chodzi o mojego partnera, strasznie się boję, że zaangażuje się w inny związek. Jest zagubiony - jak sam przyznał - chce byc szczęśliwy. wydaje mi się, że jest trochę neurotykiem - rozpaczliwie będzie poszukiwał miłości... choć ja ma. Wierzę, że choroba przysłoniła mu świat - nawet mnie. Wiem, że nie miał jeszcze okazji na zmierzenie się ze źródłem swoich lęków - które pewnie bije w dzieciństwie :( Tak bardzo chcę, by pozwolił mi kroczyć obok siebie, po tej trudnej drodze poznawania siebie. Wiem, że należy mi się to, ale podobnie jak ty - nie mogę zrobić nic. Boję się zadzwonić, nie chcę słyszeć, że decyzja jest świadoma, że ja nie moge się z nią pogodzić.

Strach przed taką opcją niestety i mnie paraliżuje... choć wiem (no dobra 100% pewności nikt nigdy nie ma, ale z przybliżeniem graniczącym na poziomie pewności), że do czasu kiedy byliśmy razem nie miała na pewno nikogo na boku, nie zabiegała o względy innych chłopaków/mężczyzn, o jakieś miłostki czy flirty... ale teraz sam nie wiem co może się zdarzyć. Sam jednak póki co nie zamierzam też szukać ukojenia i uczuć gdzie indziej... raz że nie chce bo wierzę w poprawę, a po drugie nie chciałbym, żeby wieść, że ja się układam już z kim innym dobiło ją i pogorszyło jeszcze samoocenę (no tak on sobie poradził, a ja jestem taka beznadziejna, jednak nie chciał mnie).

brakodpowiedzi napisał(a):Drogi forumowiczu, jak będziesz chciał popisać, daj znać. Może skontaktujemy się mailowo, by wymienić doświadczenia?

Namiary do siebie wysyłam na PW.

Pozdrawiam i trzymaj się.
Niebieski kwiat i kolce, niebieski kwiat i kolce, niebieski kwiat i kolce... Byłoby prościej, gdybym nie był daltonistą!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
06 mar 2012, 16:26
Lokalizacja
Łódź

Problem w związku

przez xxsloneczkoxx22 21 mar 2012, 15:09
Witam forumowiczów. Od miesiąca zażywam leki na depresję, jest już lepiej ale bywało i tak że nie miałam sił się umyć, uczesać, rozmawiać wszystko było bezsensu:( nie mialam ochoty na zakupy, brak apetytu, bezsennosc.Problem zaczął się od związku,pojawiła się 3 osoba a ja już myslałam że on zechce układac sobie życie z inną, po 4 latach naszego związku, jestemy zaręczeni. Niepotrzebnie zaczełam sobie wkręcać ze juz mnie nie kocha, czytalam horoskopy ze sie rozstaniemy itp itd.brakowało mi wsparcia miłości choć potem zapewnił ze mnie kocha i to ze mną chce ułożyć sobie życie. Jego rozmowy z tamtą dziewczyna spowodowały że straciłam zaufanie. Obiecał mi ze zrywa kontakt i tak tez zrobil dla naszego dobra. Zaczęłam utrzymywac kontakt z kolegą, by zapomniec troszke o nerwach,rozmowy spowodowały że on zaczał sypać komplementy,wspierać itp itd szybko urwałam ten kontakt bo zalezy mi na moim związku!! Partnerowi o wszystkim powiedziałam, ale ciagle zastanawiam sie co ja czuje do niego? nie dopuszczam mysli jakiegoś wypalenia uczuc bo odrazu mam łzy w oczach czesto ogladam nasze wspolne zdjecia i tesknie za tym co było przed depresją. Uwielbiam sie przytulac do niego, nie mam zadnego urazu. Nie wiem czy tak jest w depresji ze gdzies te uczucia sa przytłumione? uśpione? nie urwałam konaktu ani nie chce zerwac związku, zalezy mi aby odbudowac to co było przed chorobą. Dodam ze w rodzinie jest problem z alkoholem co moze potęgowac moja stres oraz problem zdrowotny jakim jest rowniez sztywnieni nogi, od ortopedy dowiedzialam sie ze to na tle nerwowym:/ Chce isc ale mam taka blokade ze nie zegnę nogi, najbardziej stresuje mnie gdy ktos na mnie patrzy jak idę:/

Brakodpowiedzi....doskonale wiem przez co przechodzisz, ja nie umiem odpowiedziec jeszcze co czuje ale depresja taka jest ze nie potrafimy odczuwac uczuć:/ patrzalam w TV i jakbym w innym swiecie była, ja powoli odczuwam zazdrosc, zlosc, nawet na filmie osttanio płakałam. Co z uczuciami do partnera? na razie nie mowie o rozstaniu, powiedzialam tylko ze nie wiem co czuje. Oboje staramy sie!! Czekam co czas przyniesie.
Powodzenia dla wszystkich borykających się z podobnym problemem!!
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
21 lut 2012, 15:53
Lokalizacja
wielkopolska

Problem w związku

przez brakodpowiedzi 21 mar 2012, 23:50
Witaj xxsloneczkoxx22!
Mój partner przyjmuje lek an depresje od niemal roku (jest to lek z grupy ssri - Elicea). Sama nie wiem na co dokładnie ma działać: czy bardziej na zaburzenia depresyjne, czy nerwicowe. Jest to lek o dosyć szerokim zastosowaniu. Jeżeli przyjmujesz lek od miesiąca to najprawdopodobniej nie zaczął jeszcze działać w pełni. Psychiatra powiedział mojemu chłopakowi, że lek zacznie działać po około 6 tygodniach, przy czym na początku przyjmowania objawy mogą się nasilić, włącznie z próbami samobójczymi. Trzeba to przetrzymać, przygotować się.
Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze z Waszą relacją. Myślę, że zrozumienie ze strony partnera i chęć podtrzymania związku to połowa sukcesu. Na pewno się uda :) Jeśli chodzi o nas, to sama już nie wiem. Zastanawiam sie na ile choroba może spustoszyć ludzkie uczucia, czy do rozterek partnera mógł doprowadzić gorszy czas, nawrót objawów zaburzenia...? Konsultowałam się z psychiatrą (niezależnym) i psychologiem poznawczo - behawioralnym.Pierwszy twierdzi, że jeśli chłopak przyjmuje lek, to powinno być lepiej... drugi, że leki psychiatrów nie działają, dlatego wymyślają wszelkie terapie. Pani psycholog twierdzi, że to błędne koło nerwicy, które przerwać może tylko terapia. Leki działają - jej zdaniem - na samopoczucie pacjenta, ale nie likwidują przyczyn, dlatego lęki i wątpliwości będą powracać dopóki osoba chora nie nauczy się z nimi walczyć z pomocą stosowania świadomych mechanizmów.
Sama już nie wiem, co myśleć. chłopak milczy od dnia kobiet :(
Moja Droga, życzę Ci powodzenia w walce o uczucie i zwycięstwo w chorobie. Jestem pewna, że się uda, ale trzeba mieć dużo cierpliwości i chęć do walki. Trzymaj się i napisz czasem, co u Was.

Pozdrawiam :)!
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
14 mar 2012, 00:44

Problem w związku

przez xxsloneczkoxx22 22 mar 2012, 11:58
Witaj brakodpowiedzi!
Każdy przechodzi inaczej depresję. Ja odsuwałam się od rodziny, brakowało mi miłości, wsparcia ale nie mówiłam o tym nikomu, nawet nie miałam sił płakać. Dopiero po wizytach u lekarza otworzyłam się, wypłakałam, rodzina stara się wspierać! Partner bardzo pociesza, mam nadzieję że będę kiedyś potrafiła się odwdzięczyć mu za to!! Musisz uzbroic sie w cierpliwosc, choc nie rozumiem dlaczego odrazu Twój partner odrazu zerwał kontakt, ja powiedziałam że nie wiem co czuje, ale tez zaznaczyłam by mnie wspierał i nieopuszczał że potrzebuje jego pomocy!! Czuje sie coraz lepiej alete uczucia, raz jestes pewna raz nie. U mnie pojawiały sie przebłyski, na poczatku nic nie czułam nawet do bliskich mi osób, potem mialam prześwity jakby juz normalnie było, ale to wracało szybko i znów nie byłam pewna:/ Mój partner juz chciał sale oglądać na ślub ale byłam w takim stanie okropnym, wystraszyłam się i na razie odłożyliśmy ta decyzję w czasie, co będzie dalej zobaczymy. Tak bym chciala mu szczerze od serca powiedziec ze go kocham!! nie umiem oszukiwać, a on zasługuje na szczęście bo jest wspaniałym człowiekiem. Psycholog stwierdził ze idalizuję swój związek, a on naprawde taki był do czasu jak mój partner nie napisał do tej koleżanki. Pewnie tez troszke na złość zaczełam pisac z tamtym kolesiem, nieraz zastanawiam sie czy moze cos czuje do niego ale odrazu się wkurzam bo nie chce z nim byc, zalezy mi na moim zwiazku a on zachwiał moją miłościa, nie chce go widziec!! Jeśli to możliwe poproszę o numer gadu chętnie bym porozmawiała na powyższy temat z Tobą:)
Mam nadziej ze Twój partner odnajdzie własciwa drogę, zrozumie ze to choroba wymusiła na nim taka decyzję. A rozmawialas z nim szczerze? Moze on boi sie przyznac do czegos? Niestety wstydzimy sie swojej choroby, ja balam sie powiedziec rodzinie ze lecze sie u psychiatry,wstyd jak cholera!! dopiero lekarz mi uswiadomil jak wiele osob ma taki sam problem:/
Oby nasze życie znów było kolorowe i piękne. Chce w to wierzyć ale niektóre mysli zabierają mi tą nadzieję.
Brak odpowiedzi a Twój partner zachorował po jakiejs konkretnej sytuacji? U mnie na pewno stres to spotęgował!!
Pisz śmiało co u Was? i poproszę o jakiś kontakt priv. Gadu mail cokolwiek:) Będę wdzięczna:)
Pozdrawiam i zyczę wytrwałości!!
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
21 lut 2012, 15:53
Lokalizacja
wielkopolska

Problem w związku

Avatar użytkownika
przez 1522 22 mar 2012, 13:06
xxsloneczkoxx22 jak czytam co piszesz naprawdę dodajesz mi otuchy i wiary.
Super, że nie porzucasz wszystkiego z powodu depresji i pomimo tego co Cię dręczy strasz się walczyć i nie poddajesz się tak totalnie chorobie... to z pewnością bardzo dobry znak dla Ciebie (bo nie pozwalasz żeby choroba w całości układała i organizowała Ci życie), ale też z pewnością ogromna motywacja dla Twojego wybranka. Tak naprawdę oboje teraz potrzebujecie nawzajem swojego wsparcia (pamiętaj o tym, że i on Ciebie potrzebuje, kocha Cię i dla niego to też jest nie łatwa przeprawa).
Jeżeli już doszliście z wybrankiem tak daleko, uważam, że naprawdę warto powalczyć z chorobą i zobaczyć co będzie dalej, szukać swoich uczuć i emocji.

Sam z całego serca bym chciał wspierać swoją Ukochaną, jej pomagać, po prostu być z nią jak to się mówi nie tylko na dobre, ale właśnie teraz. Niestety u mnie też bez zmian, kontakt zerowy.
Jest cholernie trudno, momentami chyba zaczynam dopuszczać myśli, że to może się nie udać, ale nie chcę się poddawać... za bardzo zależy mi na tym co zbudowaliśmy do tej pory, na szczęściu które potrafiło nas ogarniać na co dzień.

xxsloneczkoxx22 Tobie i Twojemu wybrankowi życzę, żeby nie zabrakło wam cierpliwości, żebyś czym prędzej przegoniła z siebie depresję, odzyskała wiarę w siebie, swoje możliwości, żeby wróciły emocje i uczucia, a serce wypełniła gorąca krew i żebyś znowu miała "motyle w brzuchu" na widok swojego mężczyzny, i na widok wszystkich innych bliskich żebyś potrafiła się cieszyć i okazywać im sympatię.

brakodpowiedzi Tobie w obecnej sytuacji pozostaje mi Tobie życzyć cierpliwości, wytrwałości i nadziei... wiem, że to banalne i wyświechtane i nie ma żadnych gwarancji, że cokolwiek to da (o zgrozo później będzie bolało jeszcze bardziej), ale to chyba jedyne co w podobnej sytuacji pozostaje taki osobom jak my. Trzymaj się.

PS. Ja również chętnie popiszę o tym jak sobie radzicie i co można w takiej sytuacji robić... albo po prostu jako wsparcie.
pozdrawiam.
Niebieski kwiat i kolce, niebieski kwiat i kolce, niebieski kwiat i kolce... Byłoby prościej, gdybym nie był daltonistą!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
06 mar 2012, 16:26
Lokalizacja
Łódź

Problem w związku

przez xxsloneczkoxx22 22 mar 2012, 14:07
1522 Niestety ale depresja jest chorobą braku miłości, gdzies głęboko w sercu Twoja partnerka musiała odczuwać braki, może nie wspierałeś jej? Ja tak miałam, szukałam pocieszenia w internecie i tak zaczał pocieszac jeden ze nawet najezdzal na mojego chlopaka co mi sie nie spodobało i zerwałam ten kontakt, a teraz zastanawiam sie co ja wlasciwie czuje? Niestety mężczyzni budza sie zwykle jak jest za późno. Mój partner zrozumiał ze przez stres zachorowałam, choc teraz mi pomaga to nie wiem jak nasz zwiazek bedzie dalej wygladał. Nie chce go ranic, ale tez nie chce oszukiwac. A z drugiej strony moze po rozstaniu bym zrozumiala ze to jego kocham tylko zatraciłam się, pogubiłam, sama juz nie wiem. Kazdy pyta o ślub a ja nie wiem co robic, gdzie jeszcze miesiąc temu byłam pewna czego chce. Moze sie okazac ze drugiego tak wspanialego mezczyzny nie spotkam a wtedy sie zalamie jak bedzie zapozno.
Moze powinnam docenic to co mam? Na widok moich bliskich ciesze sie, podobnie jak na widok mojego partnera gdy przyjezdza, uwielbiam jego glos, jego oczka, usta, jego dlonie, silne ramie, przy nim czuje sie bezpiecznie. Nawet ostatnio ogladalam suknie ślubne. Choc jeszzcze mnie przeraża wizja ślubu, moze jeszcze za wczesnie, podziwiam że on jeszcze nie odszedł, myslalam ze nie kocha mnie az tak bardzo, zaskoczył mnie tym!!
1522 a powiedz mi czy masz jakis kontakt ze swoja byłą dziewczyną? czy ona moze pisała dzwoniła? spotykasz ja nieraz? Jak długo juz od waszego rozstania? nie cierpię tego słowa i oby mnie ominęło to:(
Życzę wytrwałości!!! wsparcie innych jest szalenie ważne!! ja takie otrzymuję i moze przez to w miare szybko dochodze do siebie i licze ze pewnego dnia powiem partnerowi ze go KOCHAM!!
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
21 lut 2012, 15:53
Lokalizacja
wielkopolska

Problem w związku

Avatar użytkownika
przez agusiaww 22 mar 2012, 14:24
brakodpowiedzi, no to jak milczy od dnia kobiet to dosc dlugo. Moze po prostu mu bylo z Toba dobrze, jak sie czul bardzo zle, a jak sie poczul lepiej to rozwinal skrzydla? A moze po prostu sie w nim faktycznie wypalilo, nie zatrzymasz nikogo na sile, poczekaj jeszcze z 2 tyg moze sie odezwie, a moze juz nie, a moze po kilku m-cach, jednak Ty nie nawiazuj kontaktu jak kocha naprawde to wroci....
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do