Brak autorytetu ojca

Inne zaburzenia.

Brak autorytetu ojca

przez Mike619 20 wrz 2014, 10:59
Witam
Zacznę do tego, że mam 18 lat i nieźle pochrzanione życie. W podstawówce byłem poniżany i ogólnie byłem popychadłem, któremu można pluć w twarz. W gimnazjum było całkiem spoko, znalazłem fajnych kumpli, z którymi mogłem pogadać itd. Potem nasze drogi się rozeszły, poszedłem do liceum. I o ile nigdy nie byłem do nikogo przywiązany (w sensie, nie budowałem stabilnych relacji z ludźmi), tak w liceum jeszcze bardziej było to widać. Możnaby mówić i opowiadać o tym, jak dokładnie wyglądało moje życie, z czym się zmagałem i na jakie pomysły wpadałem, żeby wyjaśnić moje problemy.

Nie byłem pewny gdzie założyć ten temat. Najpierw myślałem o DDD, bo rzeczywiście moja rodzina jest w pewnym sensie dysfunkcyjna, ale z powodu braku alkoholizmu w rodzinie i tego typu historii piszę tutaj.

Problemem jest mój ojciec. Niestety, jakby na to nie spojrzeć nie jest autorytetem. Żadnym. Zawsze mnie wyzywał, poniżał, nigdy nie wspierał, tylko mówił, że mogło być lepiej. Nie można z nim rozmawiać normalnie, bo żyje we własnym świecie, wymyśla swoje "historie spiskowe" na mój temat i na temat... wszystkich. Kiedyś było może trochę inaczej, teraz już nie ma "kumpli", odcina się od wszystkich, wszystkich obgaduje za plecami, wszystkich by, jak to sam mówi, "powiesił i zagazował" (!). Tyle lat już żyję i muszę takie życie znosić, że to już mnie męczy. Niedługo wynoszę się z domu na studia, więc w pewnym sensie zamknę za sobą ten rodział, będę żył na własny kredyt (minus pomoc finansowa rodziców, chociaż mam nadzieję, że i to w końcu przestanie mnie ograniczać).

Ostatnio, z czystej ciekawości przeglądając artykuły o Freudzie, natknąłem się na określenie "Father figure" (figura/autorytet ojca) i jakby dopiero teraz doszło do mojej świadomości, że właśnie przez to mam spieprzone życie. Wcześniej po prostu myślałem: "mam ojca jakiego mam, ale wezmę się w garść i udam, że wszystko jest i było ok". Teraz zrozumiałem, że nieważne jak bardzo bym nie próbował stosować przeróżne lifehacki i inne pseudoporadniki, w mojej podświadomości i tak będzie wizerunek tego konkretnego modelu mężczyzny i sposobu myślenia. Wiem, że ani ojciec nie zmieni swojego zachowania, ani ja nie poprawię z nim relacji (próbowałem wiele razy, ale nic z tego nie wyszło), ale tego, co moja podświadomość przyswoiła w dzieciństwie nie zmienię tak łatwo (jeśli w ogóle).

Ja sam jestem zamknięty w sobie i gdy już rozmawiam z innymi to tylko po to, żeby nie uchodzić za dziwnego i... zamkniętego w sobie. Ale i tak wszyscy widzą jaki jestem i nie ukryję tego. Nie lubię rozmawiać o sobie, wolę komentować to, co się dzieje. Nie jestem towarzyski i unikam większych grup ludzi, a w szczególności ludzi, których nie znam. Generalnie mówiąc, mam duże problemy z nawiązywaniem kontaktów i funkcjonowaniem w społeczeństwie z tego powodu. Czuję żal i mam nieustanne poczucie zagrożenia ze strony innych ludzi.

Znalazłem parę dni temu coś co nazywa się Terapią Wewnętrznego Dziecka. Już sama nazwa napawa mnie nadzieją, a to, że można ją podobno stosować samemu, mając jedynie dostęp do internetu, wygląda jak cud z nieba. Czy ktoś ma jakieś doświadczenie, albo chociażby wiedzę na ten temat? Jakby tego było mało, natykając się na (tak, często natykam się na różne rzeczy) Zespół Aspergera (dokładnie tutaj), ku mojemu przerażeniu potwierdziłem prawie wszystkie objawy tegoż zespołu u siebie (oprócz zaburzeń mowy i "specjalistycznych zainteresowań"). Przerażenie jest tutaj odpowiednim określeniem, bo samo słowo "choroba" czy "zespół"/"syndrom" wywołuje u mnie paraliż i nadmierną potliwość.

Ten post, jak się domyślacie, nie jest jednym z tych w rodzaju: "nie wiem, czy ktoś to przeczyta, ale cieszę się, że mogłem to z siebie wyrzucić". Chcę działać i uratować siebie, żeby móc wieść normalne życie.

(Przepraszam za chaos w poście. Nie czuję, jakby to było wszystko na mój temat, ale ktoś to musi w końcu przeczytać i forma książki nie pasowałaby pewnie każdemu ;))
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
19 wrz 2014, 19:17

Brak autorytetu ojca

przez PM Cool Lee 20 wrz 2014, 21:52
Cholera jasna jakbym czytał dokładnie o sobie, też mam 18 lat i brak autorytetu ojca w podobny sposób jak u ciebie i w szkole działo się podobnie jak u ciebie.Mam problemy w relacjach z ludźmi,nerwicę prawdopodobnie i pewne objawy fobii społecznej.Liczę na jakąś pomoc
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
01 lut 2013, 00:20

Brak autorytetu ojca

przez czesctoja 21 wrz 2014, 00:23
Mike619 napisał(a):Witam
Zacznę do tego, że mam 18 lat i nieźle pochrzanione życie. W podstawówce byłem poniżany i ogólnie byłem popychadłem, któremu można pluć w twarz. W gimnazjum było całkiem spoko, znalazłem fajnych kumpli, z którymi mogłem pogadać itd. Potem nasze drogi się rozeszły, poszedłem do liceum. I o ile nigdy nie byłem do nikogo przywiązany (w sensie, nie budowałem stabilnych relacji z ludźmi), tak w liceum jeszcze bardziej było to widać. Możnaby mówić i opowiadać o tym, jak dokładnie wyglądało moje życie, z czym się zmagałem i na jakie pomysły wpadałem, żeby wyjaśnić moje problemy.

Nie byłem pewny gdzie założyć ten temat. Najpierw myślałem o DDD, bo rzeczywiście moja rodzina jest w pewnym sensie dysfunkcyjna, ale z powodu braku alkoholizmu w rodzinie i tego typu historii piszę tutaj.

Problemem jest mój ojciec. Niestety, jakby na to nie spojrzeć nie jest autorytetem. Żadnym. Zawsze mnie wyzywał, poniżał, nigdy nie wspierał, tylko mówił, że mogło być lepiej. Nie można z nim rozmawiać normalnie, bo żyje we własnym świecie, wymyśla swoje "historie spiskowe" na mój temat i na temat... wszystkich. Kiedyś było może trochę inaczej, teraz już nie ma "kumpli", odcina się od wszystkich, wszystkich obgaduje za plecami, wszystkich by, jak to sam mówi, "powiesił i zagazował" (!). Tyle lat już żyję i muszę takie życie znosić, że to już mnie męczy. Niedługo wynoszę się z domu na studia, więc w pewnym sensie zamknę za sobą ten rodział, będę żył na własny kredyt (minus pomoc finansowa rodziców, chociaż mam nadzieję, że i to w końcu przestanie mnie ograniczać).

Ostatnio, z czystej ciekawości przeglądając artykuły o Freudzie, natknąłem się na określenie "Father figure" (figura/autorytet ojca) i jakby dopiero teraz doszło do mojej świadomości, że właśnie przez to mam spieprzone życie. Wcześniej po prostu myślałem: "mam ojca jakiego mam, ale wezmę się w garść i udam, że wszystko jest i było ok". Teraz zrozumiałem, że nieważne jak bardzo bym nie próbował stosować przeróżne lifehacki i inne pseudoporadniki, w mojej podświadomości i tak będzie wizerunek tego konkretnego modelu mężczyzny i sposobu myślenia. Wiem, że ani ojciec nie zmieni swojego zachowania, ani ja nie poprawię z nim relacji (próbowałem wiele razy, ale nic z tego nie wyszło), ale tego, co moja podświadomość przyswoiła w dzieciństwie nie zmienię tak łatwo (jeśli w ogóle).

Ja sam jestem zamknięty w sobie i gdy już rozmawiam z innymi to tylko po to, żeby nie uchodzić za dziwnego i... zamkniętego w sobie. Ale i tak wszyscy widzą jaki jestem i nie ukryję tego. Nie lubię rozmawiać o sobie, wolę komentować to, co się dzieje. Nie jestem towarzyski i unikam większych grup ludzi, a w szczególności ludzi, których nie znam. Generalnie mówiąc, mam duże problemy z nawiązywaniem kontaktów i funkcjonowaniem w społeczeństwie z tego powodu. Czuję żal i mam nieustanne poczucie zagrożenia ze strony innych ludzi.

Znalazłem parę dni temu coś co nazywa się Terapią Wewnętrznego Dziecka. Już sama nazwa napawa mnie nadzieją, a to, że można ją podobno stosować samemu, mając jedynie dostęp do internetu, wygląda jak cud z nieba. Czy ktoś ma jakieś doświadczenie, albo chociażby wiedzę na ten temat? Jakby tego było mało, natykając się na (tak, często natykam się na różne rzeczy) Zespół Aspergera (dokładnie tutaj), ku mojemu przerażeniu potwierdziłem prawie wszystkie objawy tegoż zespołu u siebie (oprócz zaburzeń mowy i "specjalistycznych zainteresowań"). Przerażenie jest tutaj odpowiednim określeniem, bo samo słowo "choroba" czy "zespół"/"syndrom" wywołuje u mnie paraliż i nadmierną potliwość.

Ten post, jak się domyślacie, nie jest jednym z tych w rodzaju: "nie wiem, czy ktoś to przeczyta, ale cieszę się, że mogłem to z siebie wyrzucić". Chcę działać i uratować siebie, żeby móc wieść normalne życie.

(Przepraszam za chaos w poście. Nie czuję, jakby to było wszystko na mój temat, ale ktoś to musi w końcu przeczytać i forma książki nie pasowałaby pewnie każdemu ;))


Problem jak najbardziej pod DDD ;)

Wiem o czym mówisz i poprostu nie ma wyboru jak leczenie objawów :)

Bo objawy są tak naprawde skutkami - psychoterapeuta i do przodu, nie ma rady. Trzymam kciuki.
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
01 wrz 2014, 19:07

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Brak autorytetu ojca

Avatar użytkownika
przez *Monika* 21 wrz 2014, 02:10
Mike619, Hej.
Tak jak ojciec poniżał Ciebie, czynili to inni. Nie napiszę, że sam sobie byłeś winny, że dałeś się poniżać.
Po prostu... taki schemat wniósł w Twoje życie ojciec od najwcześniejszych lat Twojego życia. Ty, jako mały, bezbronny człowiek tkwiłeś w tym schemacie bo innego nie znałeś. Teraz patrzysz na swoje życie z pewnej perspektywy. Runęły Twoje wyobrażenia o "normalnym" ojcu. Powodów dla których znalazłeś się na tym forum może być wiele. Ty wiesz o nich najlepiej, ale nie wiesz jak uporać się ze swoimi trudnościami.
Autoterapia prowadzona przez samego siebie w Twoim przypadku odpada, dlatego, że nie jesteś wobec siebie obiektywny, zresztą... kto jest?
Dlatego najrozsądniejszym rozwiązaniem jest psychoterapia.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Brak autorytetu ojca

przez Mike619 21 wrz 2014, 07:15
Zacząłem czytać "Terapię wewnętrznego dziecka" Pawła Karpowicza. Jestem w rozdziale "Dziecko w wieku 7-12 lat" i mam autentycznie łzy w oczach :/

*Monika* napisał(a):Powodów dla których znalazłeś się na tym forum może być wiele. Ty wiesz o nich najlepiej, ale nie wiesz jak uporać się ze swoimi trudnościami.

Mało tego, czasami gdy myślę nad sobą i wracam myślami do dzieciństwa czuję, że się boję - ale nie wiem czego. Tak jakby moja podświadomość nie chciała mi powiedzieć, bo nie wypada wychodzić z emocjami na świat zewnętrzny, bo tego nauczyło społeczeństwo. Myślę, że jeszcze nie wiem wystarczająco dużo o sobie i o tym, co tak naprawdę czuję.

*Monika* napisał(a):Autoterapia prowadzona przez samego siebie w Twoim przypadku odpada, dlatego, że nie jesteś wobec siebie obiektywny, zresztą... kto jest?
Dlatego najrozsądniejszym rozwiązaniem jest psychoterapia.

Też zastanawiałem się nad terapią. Ale znajduję tutaj parę trudności. Żyję w małym mieście, a dojazd do najbliższego większego wymaga dłuższej wycieczki autobusem. Po drugie, nie wiem, co będzie dla mnie lepsze - zacząć terapię jeszcze teraz, gdy cały czas mam kontakt z ojcem, czy dopiero jak wyjadę, ale bez kontaktu z rodzicami. I w jednym i w drugim przypadku widzę zarówno zalety jak i wady.

Nie wiem czy będę w stanie się otworzyć tak bardzo komuś kogo kompletnie nie znam, ale może być tak, że nie mam innego wyjścia. W takim wypadku jedyne co mogę robić to próbować. Czy mógłby mi ktoś poradzić, na jaką terapię się udać? Czy jest coś takiego w ogóle? Nie mam ani doświadczenia z psychoterapeutami, ani pojęcia jak to wygląda.

Przymierzam się, żeby porozmawiać o tym, co czuję, z mamą, ale niestety nie oczekuję wiele. Była już kiedyś podobna rozmowa, dawno temu. Ale jedyne co usłyszałem to: "przesadzasz", "tata już taki jest". Nigdy się jej nie zwierzałem z problemów jakie mam. To był jeden incydent. Teraz czuję, że muszę znów porozmawiać. Ale boję się, że do niczego nie dojdziemy i skończy się na tym samym "przesadzasz".
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
19 wrz 2014, 19:17

Brak autorytetu ojca

przez maverickWAW 21 wrz 2014, 08:08
Weź mój przykład - z ojcem miałem bardzo złe relacje w dzieciństwie, dziś są one obojętnie, nijakie raczej.
Dzieciństwo te wpłynęło w prosty sposób na zagubienie w życiu i wielkie kłopoty.

Odpowiadając na Twoje wątpliwości, choć po części, miałem zresztą podobne - do dziś mam kontakt z ojcem z konieczności, choć wolałbym mieć mniejszy, mimo to poszedłem na psychoterapię.

Co do przeszkody w pójściu tam, zrób wszystko by tam iść, ja dosłownie leżę finansowo, ale ostatnie pieniądze wydaję na psychoterapię, bo chcę sobie pomóc.

Pozdrawiam

Krzysztof
Offline
Posty
52
Dołączył(a)
20 wrz 2014, 19:23

Brak autorytetu ojca

przez Mike619 21 wrz 2014, 08:17
maverickWAW napisał(a):Co do przeszkody w pójściu tam, zrób wszystko by tam iść, ja dosłownie leżę finansowo, ale ostatnie pieniądze wydaję na psychoterapię, bo chcę sobie pomóc.

Jak długo chodzisz na psychoterapię? Czy widzisz poprawę chociażby w małym stopniu?
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
19 wrz 2014, 19:17

Brak autorytetu ojca

przez maverickWAW 21 wrz 2014, 08:27
Rozpocząłem psychoterapię dwa miesiące temu. Chodzę prywatnie, raz w tygodniu, bo na więcej mnie nie stać, raz byłem dwa razy z konieczności, bo tego potrzebowałem.

Czy widzę poprawę?. To na pewno za krótko, żeby stwierdzić coś wielkiego, namacalnego, ale coś na pewno się rusza.

Mnie przez dziesięć lat nie było wśród ludzi w zasadzie - patologie i inne traumatyczne wydarzenia zrobiły swoje.
Ale podjąłem tą walkę i poszedłem na psychoterapię. Jest ciężko, pewnie będą momenty lepsze gorsze, jak i te najgorsze. Ale każdy kto żył ileś lat w problemach, zaburzeniach, dysfunkcjach, w sposób cudowny w krótkim czasie się tego nie pozbędzie, to nie 3 dniowy cudowny kurs angielskiego, tylko ciężka praca nad sobą.

U mnie wzrasta świadomość, w jak złym miejscu jestem i ile jeszcze przede mną drogi do powrotu do siebie i szczęścia. A to niezwykle ciężka droga, czuję to.

Ale wiem jedno na pewno, na końcu tej drogi mam nadzieję czeka nagroda, a jeśli nie przejdziemy tej drogi ty czy ja, to zawsze będzie tak samo albo pewnie gorzej niezależnie czy będziemy mieli 40, 60 czy 80 lat, bo tak to działa, jak odgrywanie się płyty.
Offline
Posty
52
Dołączył(a)
20 wrz 2014, 19:23

Brak autorytetu ojca

Avatar użytkownika
przez *Monika* 21 wrz 2014, 10:34
Mike619, a po co czekać, jeśli można już zacząć działać. Co do terapii, jest wiele nurtów, ja jestem zwolenniczką psychodynamicznej.
Przed mamą nigdy się nie otwierałeś bo po prostu... nie byleś nauczony rozmawiać z nią o swoich problemach, o tym co Cię trapi, a nawet, jeśli próbowałeś to mama zbywała Cię słowami, że przesadzasz. Widać, że mama też tkwi w tym schemacie i niezbyt wie, jak pomóc sobie i Tobie.
Co do długości cyklu terapii... u każdego jest inaczej, każdy jest indywidualnym przecież przypadkiem i potrzebuje swojego czasu. Minimalny czas trwania terapii w nurcie psychodynamicznym to okres dwóch lat.
O poprawie nie można mówić po 2 czy nawet 6 miesiącach. Człowiek pracuje nieświadomie na swoje zaburzenie przez całe życie i nie da się w tak krótkim czasie nadrobić "braków".
Ale dobrze, że jesteś gotowy, żeby sobie pomóc. Jeśli człowiek nie jest wewnętrznie przekonany o podjęciu psychoterapii, to terapia nie ma sensu.
Ludzie dojeżdżają na terapię do innych miejscowości, znam takie, które dojeżdżały nawet kilkadziesiąt :D
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Brak autorytetu ojca

przez Mike619 21 wrz 2014, 13:49
*Monika* napisał(a):Ale dobrze, że jesteś gotowy, żeby sobie pomóc. Jeśli człowiek nie jest wewnętrznie przekonany o podjęciu psychoterapii, to terapia nie ma sensu.

Co do tego, czy terapia mogłaby mi pomóc, nie mam wątpliwości. Boję się jednak, że nie nie będę mógł się otworzyć, że w trakcie wmówię sobie, że wszystko jest ok, nie potrzebuję żadnej terapii i przez to będzie rzeczywiście bez sensu.

Ale chyba nie dowiem się póki nie spróbuję.

A na razie dzięki wszystkim, którzy się tutaj wypowiedzieli. Zobaczę jak się rzeczy potoczą i napiszę.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
19 wrz 2014, 19:17

Brak autorytetu ojca

przez maverickWAW 21 wrz 2014, 13:59
Idź, Idź. Te wątpliwości pewnie wszystkich dotyczą, mnie też dotyczyły, myślałem, że sobie poradzę sam, ale nie.
Możesz sobie żyć dalej, ja też mogłem i nie szukać pomocy, ale nie o to chodzi, jeśli masz już jakieś myśli o rozpoczęciu psychoterapii znaczy, że w jakiś sposób już tęsknisz za sobą, za zmianą.

Mobilizuj się i idź.

Pozdrawiam
Offline
Posty
52
Dołączył(a)
20 wrz 2014, 19:23

Brak autorytetu ojca

przez Mike619 21 wrz 2014, 14:55
maverickWAW napisał(a):Możesz sobie żyć dalej, ja też mogłem i nie szukać pomocy, ale nie o to chodzi, jeśli masz już jakieś myśli o rozpoczęciu psychoterapii znaczy, że w jakiś sposób już tęsknisz za sobą, za zmianą.

Aż mi się łezka w oku zakręciła, jak to powiedziałeś. To jest dokładnie to, co myślę. Mogę równie dobrze żyć dalej i świat mi się nie zawali z tego powodu... Kurcze, nawet nie umiem tego opisać. Tak, jakbym czuł nadzieję, że mogę żyć inaczej - inaczej niż dotąd. Tak, jakbym miał się znowu narodzić mieć jeszcze jedną szansę... Mam gdzieś w sercu przeczucie, że zbliża się przełomowy moment w moim życiu.

Nie wiem, czy to po prostu moja wyobraźnia jest tak bujna i brzmię jak emfatyczny poeta, czy to ma jakiś sens? :/
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
19 wrz 2014, 19:17

Brak autorytetu ojca

przez maverickWAW 21 wrz 2014, 15:33
Moja historia jest podobna i z ojcem i inne problemy, patologie.
Mogłem nie iść na psychoterapię i co nie przeżyłbym jeszcze z 40 -50 lat?. Pomijając choroby czy wypadki pewnie żebym przeżył, zabić się nie mam ochoty mimo nieprawdopodobnie ciężkich chwil emocjonalnych. Więc dożyć bym dożył.
Ale nie chciałem żyć w apatii, obojętności, ugrzęźnięty w przeszłości, z którą na dzień dzisiejszy nie mogę się pogodzić. Ale poszedłem i tak o parę lat za późno.
Jest ciężko, na wiele pytań nie umiem odpowiedzieć, a jeszcze więcej pewnie nie wiem, ale podjąłem tą rękawicę do lepszego życia.
Nie wiem ile ty masz lat, ja 33. Niektórzy mają 63, 83 i mają większą pogodę ducha niż ja. I do tego dążę, zalatuje ode mnie optymizmem jakimś, ale uwierz mi dno emocjonalne i psychiczne jest mi dobrze znane - to tak w amatorskich słowach jeśli chodzi o terminy.
Ruszaj na terapię, żeby jak najmniej mieć lat zmarnowanych, męki z samym sobą, gdzie cele i marzenia stoją w miejscu i nie ruszą dopóki nie ruszysz się ty. Wiem co mówię, 10 lat mnie nie było, żyłem inaczej niż większość ludzi - in minus oczywiście.
Sam dziś nie wiem jak będzie, nikt tego nie, ale przynajmniej na stare lata sobie powiem, że zrobiłem wszystko.

Uwierz mi, że finansowo wegetuje, ale ostatnie dosłownie ostatnie pieniądze wydaję na psychoterapię, chcę sobie pomóc bo mam marzenie, a to ważniejsze od całej ciężkiej, a raczej bardzo ciężkiej drogi, która czeka mnie i ciebie, ja chodzę dopiero dwa miesiące, tyle co nic, sam miałem swoje przemyślenia, ale zawziąłem się i chodzę bez względu na nastrój.

Stałem w miejscu 10 lat, nie stój i ty - to tak pokrzepiająco z dobrego serca. Każdy ma jakieś marzenia, cele - odnajdź swój i niech to będzie twój motor napędowy w ciężkich chwilach.

Wiadomo, że przed klawiaturą mogę być mądry i w słowach wszystko ładnie można opisać, ale zawsze musi być coś, co cie pchnie - mnie pcha moje marzenie.

Miałem takie chwile w życiu, że materiał na film i książkę, ale nawet w tych chwilach gdzie myślałem, że oszaleję, a nie miałem żadnych bliskich osób, żadnych, powtarzałem sobie, że moje marzenie kiedyś się spełni, może nie, ale jeśli tak, to prócz szczęścia wszystkie te złe chwile nie znikną, ale stracą na znaczeniu.

Do dziś sam się motywuję co jest na maxa ciężkie, sam nie wiem co to będzie, ale coś próbuję robić.

Nie czekaj z psychoterapią, jak koleżanka ci napisała, niektórzy jeżdżą i kilkadziesiąt km.
Bo się zawiesisz jak ja, a szkoda życia.

Pozdrawiam
Offline
Posty
52
Dołączył(a)
20 wrz 2014, 19:23

Brak autorytetu ojca

Avatar użytkownika
przez *Monika* 21 wrz 2014, 21:41
maverickWAW, Tyle optymizmu jest w Tobie...
Opisuj tą terapię we wątku, jak wcześniej prosiłam :D
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do