Pewność siebie,a samoocena.

Inne zaburzenia.

Pewność siebie,a samoocena.

przez Schwarzi 16 cze 2013, 00:18
Często się słyszy,że nasza samoocena wpływa na naszą pewność siebie. Prawie zawsze te dwa terminy są wspólnie podawane,np. gdzieś pisze,że ktoś ma wysoką samoocenę i jest pewny siebie,albo na odwrót-ktoś ma niską samoocenę i nie jest pewny siebie.
W moim przypadku rzecz ma się trochę inaczej i szczerze mnie to dziwi.
Nie jestem zakompleksiona, pomimo nieatrakcyjnego wyglądu (to obiektywne stwierdzenie,piszę na podstawie tego jak inni mnie postrzegają) lubię siebie,nie staram się na siłę upiększać,żeby komuś się przypodobać,nie siedzę godzinami przed lustrem i wychodząc gdzieś nie bardzo obchodzi mnie czy wyglądam "idealnie". To samo z charakterem. Mam wady i zalety,niczego się nie wstydzę,ani wad,ani zalet,jestem sobą i mimo trudnego charakteru,kontrowersyjnego zachowywania się ludzie zazwyczaj podziwiają mnie za to,że umiem być sobą,że nie boję się krytyki,że nie wstydzę się nawet niewłaściwych,czy żenujących zachowań (mam tu na myśli zachowania,które mnie przedstawiają w negatywnym świetle). Zresztą sama o sobie myślę dość pozytywnie,lubię siebie i raczej nie zamieniłabym się z nikim innym ani ciałem,ani duszą (gdyby była taka możliwość oczywiście), czasem wpadam w samozachwyty ale ogólnie to uważam,że moja samoocena jest bardzo dobra biorąc pod uwagę moją przeszłość i ilość osób,które próbowały mnie zniszczyć.
Mój problem polega jednak na tym,że mimo takiej samooceny jestem strasznie niepewna siebie (wtf?). Mam tu na myśli niektóre ważne,życiowe sytuacje takie jak egzaminy, matury,rozmowy kwalifikacyjne,wypowiedzi ustne itp. W takich sytuacjach moja wiara w siebie jakoś się zapada. Nie wiem czemu tak jest,bo z reguły to samoocena właśnie pomaga człowiekowi uwierzyć w siebie. Ja mam inaczej,np. mogę być super przygotowana do matury,mogę umieć wszystko ale i tak się zestresuję,przestanę wierzyć we własne możliwości i nie zdam albo zdam źle. Wiele testów w ten sposób oblałam. Prawo jazdy też. Egzaminator powiedział,że dawno nie widział tak wystraszonej, zestresowanej i nie wierzącej w siebie kobiety. Nie wiem z czego to wynika ale chciałabym się dowiedzieć. Martwi mnie to,bo być może ja tak naprawdę nie mam wysokiej samooceny,tylko niską i żeby nie dopuścić do siebie negatywnych emocji związanych ze złym myśleniem o sobie to wytworzyłam powierzchowną i kruchą wysoką samoocenę lub coś w tym stylu ? Albo po prostu nasza pewność siebie nie musi być zawsze zależna od samooceny. A wy co o tym myślicie ? Waszym zdaniem o prawdziwym podejściu do siebie (negatywnym bądź pozytywnym) decydują trudne sytuacje w jakich człowiek się znalazł i musi się z nimi zmagać,czy nie ma to raczej większego znaczenia ?
Offline
Posty
405
Dołączył(a)
24 sie 2011, 00:14

Pewność siebie,a samoocena.

przez TAO 16 cze 2013, 00:45
Moim zdaniem, to możliwe co piszesz. wytworzyłaś mechanizm obronny, który ma za wszelką cenę
odwrócić Twoją uwagę od problemu. No ale to moje dywagacje póki co.
Dobrze byłoby wiedzieć coś więcej o tym jakie miałaś i masz relacje z członkami rodziny; rodzicami, rodzeństwem itd.
Bo to może dać jakieś poszerzenie oglądu sprawy.
jest super, zawsze było, tylko trzeba było to zobaczyć ... :)))
TAO
Offline
Posty
1308
Dołączył(a)
14 lis 2010, 17:56
Lokalizacja
Wrocław

Pewność siebie,a samoocena.

przez Schwarzi 16 cze 2013, 01:12
TAO

Z teraźniejszą rodziną to złe. Jestem z rodziny zastępczej,wychowuje mnie siostra i wraz ze śmiercią rodziców i wprowadzeniem się do nowej rodziny moje więzi zostały całkowicie zaburzone. Pozornie wszystko wygląda w porządku ale nie czuję się związana z tymi ludźmi. Prawie każdego członka rodziny postrzegam jako kogoś obcego,tzn. moje reakcje,emocje w kontakcie w nimi są takie same jakbym rozmawiała z nowo poznaną osobą tzn. nie umiem być sobą, nie umiem się otworzyć,czasem plącze mi się język,no kurde .. wyobraź sobie jak się czujesz jak rozmawiasz z nowo poznaną osobą. Tak właśnie ja się czuję podczas rozmów z rodziną.
Offline
Posty
405
Dołączył(a)
24 sie 2011, 00:14

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Pewność siebie,a samoocena.

Avatar użytkownika
przez Siding Spring 16 cze 2013, 09:44
Dobry temat. Podlacze sie jezeli mozna. Mysle tez, ze wlasnie tylko poprzez sytuacje stresowe, kryzysowe oraz poprzez kontakty z innymi ludzmi mozna ocenic wlasna pewnosc siebie i samoocene. Mozna siebie lubic ale chyba nie ma to do konca zwiazku z pewnoscia siebie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3305
Dołączył(a)
20 mar 2012, 12:56

Pewność siebie,a samoocena.

przez TAO 16 cze 2013, 10:49
Schwarzi,

Nie mam raczej blokad jeśli chodzi o rozmowy z nowo poznanymi osobami.
Raczej jestem ich ciekaw, zadaję pytania co robią, jak żyją itd...
Już sam ten fakt wskazuje na to, ze jednak coś na rzeczy leży.
W jakich okolicznościach straciłaś rodziców? Piszesz coś o siostrze...
jest super, zawsze było, tylko trzeba było to zobaczyć ... :)))
TAO
Offline
Posty
1308
Dołączył(a)
14 lis 2010, 17:56
Lokalizacja
Wrocław

Pewność siebie,a samoocena.

przez Schwarzi 16 cze 2013, 13:58
lubudubu

Dobry temat. Podlacze sie jezeli mozna.


Śmiało :))

Mozna siebie lubic ale chyba nie ma to do konca zwiazku z pewnoscia siebie.


No mi też się tak zdaje tylko nie rozumiem tego łączenia samooceny z pewnością siebie. Pewność siebie zależy też od podatności na stres moim zdaniem. Dobra samoocena nie uratuje nikogo,jeżeli ta osoba nie będzie umiała radzić sobie ze stresem. Tak przynajmniej mi się wydaje.

TAO

Nie mam raczej blokad jeśli chodzi o rozmowy z nowo poznanymi osobami.


Tak tak ale zapewne inaczej trochę rozmawiasz z obcymi niż z rodziną czy przyjaciółmi.


W jakich okolicznościach straciłaś rodziców? Piszesz coś o siostrze...


Umarli na raka. Rok po roku,najpierw mama potem tata.
No siostra mnie wychowywała,bo teraz już jestem pełnoletnia więc prawnie jej obowiązki jako rodziny zastępczej się skończyły.
Ale mieszkam z nią jeszcze XD
Offline
Posty
405
Dołączył(a)
24 sie 2011, 00:14

Pewność siebie,a samoocena.

przez TAO 16 cze 2013, 14:26
Umarli na raka. Rok po roku,najpierw mama potem tata.
No siostra mnie wychowywała,bo teraz już jestem pełnoletnia więc prawnie jej obowiązki jako rodziny zastępczej się skończyły.
Ale mieszkam z nią jeszcze XD


AAAA, to Ty tak piszesz o rodzinie swojej siostry...?
Nie masz z nimi żadnych więzi? Nie czujesz tzw. więzów krwi?
Pytam bo pisałaś o nich jak o obcych ludziach, zrozumiałem że
obie zostałyście adoptowane...
jest super, zawsze było, tylko trzeba było to zobaczyć ... :)))
TAO
Offline
Posty
1308
Dołączył(a)
14 lis 2010, 17:56
Lokalizacja
Wrocław

Pewność siebie,a samoocena.

przez Schwarzi 16 cze 2013, 17:42
TAO

Nie xDDD Ona mnie adoptowała. Nie czuję żadnych więzów. Traktuję ją raczej jak zwykłego człowieka.
Offline
Posty
405
Dołączył(a)
24 sie 2011, 00:14

Pewność siebie,a samoocena.

Avatar użytkownika
przez mark123 16 cze 2013, 18:34
Trudno mi określić, czy pewność siebie jest związana z samooceną, czy nie. Np. u mnie było tak, że od wczesnego dzieciństwa miałem brak pewności siebie, ale z samooceną nie było jakoś bardzo źle, miałem taką średnią samoocenę mówiąc ogólnie. Samoocena tak definitywnie, to zaczęła się u mnie sypać dopiero w okresie nastoletnim.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10120
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

Pewność siebie,a samoocena.

przez Schwarzi 17 cze 2013, 15:04
mark123

Np. u mnie było tak, że od wczesnego dzieciństwa miałem brak pewności siebie, ale z samooceną nie było jakoś bardzo źle, miałem taką średnią samoocenę mówiąc ogólnie.


No ,czyli nie tylko ja tak mam :))

Samoocena tak definitywnie, to zaczęła się u mnie sypać dopiero w okresie nastoletnim.


Tak jest najczęściej.. A był jakiś konkretny powód ?
Offline
Posty
405
Dołączył(a)
24 sie 2011, 00:14

Pewność siebie,a samoocena.

Avatar użytkownika
przez mark123 17 cze 2013, 20:40
Schwarzi napisał(a):A był jakiś konkretny powód ?

Nie było w zasadzie konkretnego powodu. Zaczęło coraz bardziej dochodzić do mnie, że jestem do niczego.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10120
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

Pewność siebie,a samoocena.

przez Schwarzi 18 cze 2013, 14:53
mark123

Dziwne.. Zazwyczaj nasza samoocena obniża się przez jakieś negatywne czynniki..
Offline
Posty
405
Dołączył(a)
24 sie 2011, 00:14

Pewność siebie,a samoocena.

Avatar użytkownika
przez mark123 18 cze 2013, 15:01
Dziwne..

U mnie wiele rzeczy jest dziwnych.

Zazwyczaj nasza samoocena obniża się przez jakieś negatywne czynniki..

Negatywne czynniki były, ale nie były one obiektywnie silne i nie zauważyłem, by one całkiem bezpośrednio się przyczyniły do gwałtowniejszego postępu spadku samooceny.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10120
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

Pewność siebie,a samoocena.

Avatar użytkownika
przez elo 03 sie 2013, 22:02
o wreszcie! takiego tematu szukalam (a troche to zajelo bo syf tu straszny i posty z 2006... serio?) wiec odkopuje.
tylko ze u mnie to chyba jest zupelnie odwrotnie. bo zachowuje sie jak osoba pewna siebie a kompleksow mam z tone. kiedy jeszcze chodzilam do szkoly oczywiscie tak nie bylo.
[TU SIE ZACZYNA CZESC POSTU NIEZBYT WAZNA WIEC JAK NIE MASZ CZASU TO NIE CZYTAJ] wstydzilam sie strasznie swego ciala i praktycznie w ogole go nie odslanialam. zazwyczaj zakladalam na siebie tylko luzne ubrania i nie wyobrazalam sobie zalozyc np. legginsow gdzies indziej niz w domu. odmienilo mi sie dopiero po tym jak nie moglam znalezc zadnej sukienki na studniowke. bo zawsze chcialam taka dluga do samej ziemi i oczywiscie nieopinajaca ciala w dolnych partiach. ale wyszlo ze kupilam jej zupelne przeciwienstwo i sama nie moglam w to uwierzyc. najsmieszniejsze jest to ze podkreslala tylek ktory mam dosc spory i bylam pewna ze jej nigdy nie zaloze przy ludziach. jak zwykle oczywiscie sie pomylilam bo wyszlo ze nie mialam kasy na nowa kreacje i jeszcze przed studniowka w tej szmatce zaliczylam 1 udana impreze. wiec skoro tam nie bylo tak zle (chociaz to raczej zasluga pewnych trunkow) i znalezli sie tacy ktorym sie podobalam to doszlam do wniosku ze jakos przezyje ta studniowke. wydawalo mi sie ze przez to wydarzenie chociaz na chwile stane sie pewniejsza siebie i tak bylo. sporo osob mile mnie zaskoczylo przyznajac szczerze ze mnie kompletnie nie poznalo. bo jak pisalam juz wczesniej bylam szara myszka ktora sie nie chciala wychylac. i w tym jednym dniu wyszlam do ludzi w pelnym makijazu wygladajac totalnie jak nie ja. tak mi sie to spodobalo ze zaczelam malymi kroczkami zmieniac swoje przyzwyczajenia modowe. takie legginsy wpierw zakladalam tylko cwiczac... az w koncu przestalam czuc sie z tym zle i moglam w nich wyjsc na miasto.
[TU DOPIERO ZACZYNA SIE PROBLEM] ubzduralam sobie ze przestajac sie przejmowac opinia innych uda mi sie wyleczyc z kompleksow. tak wiec w ogole teraz sie nie zwracam uwagi na to czy wypada mi sie w czyms pokazac czy nie np. moge w pizamie pojsc na zakupy. najgorsze jest to ze twierdze ze moj wyglad to tylko moja sprawa i przestalam o siebie dbac. nie chodzi nawet o same malowanie bo tego i tak praktycznie nigdy nie robilam ale o higiene. ja wiem jak to zalosnie brzmi ale do czasu gdy mi to nie zacznie przeszkadzac to w ogole nie obchodzi mnie czy smierdze czy nie. w ogole mnie nie martwi co mysla sobie wtedy inni (wbrew pozorom to chyba zle). doszlam do wniosku ze moje TAK BARDZO PEWNE SIEBIE zachowanie wynika z tego ze wcale sie kompleksow nie pozbylam. tak naprawde wciaz we mnie siedza tylko ukrywam je pod swoim debilizmem. czuje ze podejmujac z nimi walke tylko sobie zaszkodzilam. i ze lepiej by bylo gdybym je zostawila w spokoju i sie z nimi pogodzila. a jeszcze jak to czytam to w ogole mi glupio bo to wyglada tak jakbym potencjalna zaleta zamienila w wade.
f20.0 f42.2 g40
kweta 100
akineton 2
klorazepan 20
propranolol 30
abilify 30
solian 400
potas 540
klonik 2 okazjonalnie
depakine chrono 600


https://www.youtube.com/watch?v=_xUFjl8LzmY&feature=kp
https://www.youtube.com/watch?v=RFzi8IQS-yY
Avatar użytkownika
elo
Offline
Posty
7660
Dołączył(a)
26 cze 2013, 13:56
Lokalizacja
dolny slask

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do