"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez Modliszka 02 sty 2007, 00:00
Sylwester? Przyjecie? Zabawa? Nie rozumiem czego ludzie czerpia radosc... Wczorajszej nocy nawet nie mialam ochoty podniesc sie z lozka, kiedy za sciana hucznie bawili sie goscie:(
A jutro znowu czeka mnie kilku dniowy pobyt w szpitalu. Kolejne kilka dni bezczynnosci ktore beda zaprzatac moje mysli... Odwiedzi mnie kilka osob... zajrzy kilka razy lekarz a przed wszystkim trzeba udawac ze wszystko jest w porzadku i glupio sie usmiechac. Wypadaloby chyba jeszcze rutynowo skladac wszystkim najlepsze zyczenia z okazji nowego roku. oczyms porozmawiac a nie dawac zdawkowe odpowiedzi.
Ale skad wziasc na to sile?
Modliszka
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
30 gru 2006, 16:55
Lokalizacja
Olsztyn

przez bloodypirat 02 sty 2007, 01:59
mój boże co za sylwester. Brat zabrał mnie na swoją imprezę - dużo starszych osób (od 4do8lat), dużo alkoholu, przyjazna atmosfera. Ale ja jak zwykle rozluźnić się nie potrafiłam.

Cały czas człowiek myśli o tym co robi, jaki będzie skutek, co powiedzą o czym pomyślą jak mnie ocenią oczymbędąopowiadaćcoprzypominacucieczkaprzedaparatem.... gonitwa myśli!!!

Ale po 4 piwku umysł odleciał i wreszcie się rozluźniłam - byłam taka jak kiedyś. Byłam wesoła, tańczyłam, skakałam, podrywałam faceta i nie myślałam o tym "jak wyglądam" "co on sobie o mnie pomyśli".

Pieprzyć poranny ból głowy, nic mnie nie obchodzi, że ledwo pamiętam co się działo po otwarciu szampana - mieszanie to ZŁO!!!

Ale rano znowu wróciłam do normy ... hehe NORMY!! teraz normą jest myślenie i zastanawianie się, analizowanie. Jejku ale miała później moralnego a na tego chłopaka nie mogłam spojrzeć, cały czas się zastanawiałam co sobie o mnie pomyśli... i przez to się blokowałam

Tej nocy uciekłam na kilka godzin od siebie! A może raczej wróciłam do siebie... było cudownie!!!!!!!!! A teraz... teraz jest normalnie :]
To ryzykowna sprawa, wychodzić za próg domu. Uważaj na nogi, bo nie wiadomo, gdzie cię poniosą.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
26 gru 2006, 23:37
Lokalizacja
nibylandia

przez kawa 03 sty 2007, 10:57
witajcie,
kolejny dzień nowego roku, a przecież zmieniła się tylko data :). Siedzę w domu, mam zwolnienie, usiłuję poskładać się do kupy.
Obiecałam sobie nie deklarować postanowień noworocznych, bo i tak ich nie dotrzymam.
Czuję, że dryfuję na powierzchni życia, ale jeden niepotrzebny ruch i pójdę na dno. To staranie utrzymania się przy jako takim życiu spędza mi sen z powiek. Śpię po cztery godziny na dobę, pozostały czas przecieka mi między palcami.
Myślę o przemijaniu, o chwili, która z każdym przymknięciem powiek staje się przeszłością i wmawiam sobie, że coś mogę osiągnąć, jakoś zawalczyć, wywlec z mojego wnętrza wszystko, co wartościowe, dobre i piękne, ale jakoś sama w to nie wierzę. Za dwa miesiące będę bez pracy. Chcę przygotować moje emocje, żeby nie wpaść w studnię z napisem niepotrzebna.
Staram się myśleć logicznie, nie poddać się lękom i poczuciu beznadziei. to jak walka z wiatrakami, ale przecież Don Kichote był przekonany o jej skuteczności.Chciałabym mieć w sobie jego wiarę. Może głupią i czasem śmiesznie naiwną, ale kto wie, czy tego mi właśnie nie trzeba. Pozdrawiam wszystkich serdecznie. :)
Offline
Posty
38
Dołączył(a)
14 wrz 2006, 21:58

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Niteczka 03 sty 2007, 22:35
Witam, jak tak to wszystko czytam to dokładnie jakbym widziała siebie:)lęki, deprcha, płacz, dołowanie, umartwianie sie wszystkim, niska samoocena...i tak całe moje zycie :cry:
pozdrawiam
I am alone at a crossroads
I'm not at home in my own home
And I've tried and tried to say what's on my mind
I'm so tired of pretending...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
03 sty 2007, 19:39
Lokalizacja
Głogów

Avatar użytkownika
przez Lockjaw 03 sty 2007, 23:27
Witam wszystkich.
To mój pierwszy post na tym forum. Bardzo się cieszę, że znalazłem to miejsce. Jestem (byłem, heh) człowiekiem opanowanym i spokojnym, starającym się zawsze twardo stąpać po ziemi. To, co mnie spotkało, zaskoczyło mnie samego. Zawsze pragnąłem żyć pełną piersią, być lepszy od innych w tej materii - kiedy inni lepili swoje babki z piasku, ja chciałem kopać najgłębiej jak się da - aż do wnętrza. Kiedy inni chodzili bezładnie dookoła w lunatycznym śnie - ja chciałem z szeroko otwartymi, przytomnymi oczami napawać się życiem, miłością, szczęściem...
Spotkałem w życiu kogoś takiego, dzięki komu to wszystko było dziecinnie łatwe, dzięki komu przypomniałem sobie co oznacza prawdziwie i szczerze kochać. Wystarczyło spojrzeć w oczy... To niezwykłe... Ze zdziwieniem, jakie tylko dziecko może doświadczyć, kiedy poznaje nowe, nieznane rzeczy, chłonęliśmy siebie wciąż myśląc, że nie można już "bardziej" i "więcej"... Można. Było i "bardziej" i "więcej" bez końca... Cudne było to odkrywanie siebie - ciężko to opisać, słowa są zbyt "płaskie"... Kiedy jestem z nią, wszystko ma zaokrąglone kształty. Nie ma ostrych krawędzi...
Powiem tylko tyle, że poznaliśmy się w niewłaściwym czasie... Stąd depresja i stany lękowe. Nie możemy być ze sobą na tą chwilę... Nie pytajcie dlaczego.
Przeczytałem sporą część forum i ze zdziwieniem dostrzegłem, że pierwsze objawy pojawiły się u mnie jakiś rok temu - prawdziwie straszne chwile przeżywam dopiero od kilku miesięcy. Każdy z Was pewnie ze zrozumieniem pokiwa głową, kiedy wspomnę o zbliżających się najdłuższych nocach, nieokreślonym strachu, bezsennością, rozpadaniem się duszy w kawałki, kiedy każde uderzenie serca jest jak trzęsienie ziemi...
W tej chwili wspomagam się lekami, które nie rozwiązują co prawda moich problemów, ale przynajmniej pozwalają w nocy zasnąć i jako tako zebrać myśli, by móc zmagać się z życiem, ludźmi, własnymi słabościami, dążeniami do szczęścia, które, spętane, umiera powolną śmiercią...
Witam wszystkich.
I don't know where life's goin', but soon it will be gone
I hope the wind that's blowin' helps me carry on
Turn on your radio, baby and listen to my song
Turn on the nightlight, baby, I'm gone...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
03 sty 2007, 22:40

Avatar użytkownika
przez korres1 04 sty 2007, 23:45
witaj lockjaw. Sama nie wiem czy lepiej jest poznac prawdziwa milosc a potem ja utracic, wtedy sie wariuje z rozpaczy czy ni9gdy jej nie zaznac i byc zzeranym przez nieokreslona pustke... zycze Ci powodzenia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
691
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 00:34

przez snaefridur 05 sty 2007, 14:07
Straciłam wiarę w sens tego całego przedsięwzięcia.
snaefridur
Offline

Avatar użytkownika
przez Korn 05 sty 2007, 14:35
Nie mam juz sily, umarlam za zycia i jedyne co mi zostalo to chyba zakonczyc ta samodestrukcje do konca ... tak mysle :((((((((((((((


Czy nawet Bog sie od nas odwrocil ??????????
Avatar użytkownika
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
04 paź 2006, 13:09

Avatar użytkownika
przez Róża 05 sty 2007, 17:08
Korn-przeczekaj.To jedyne wyjście.A ja dzisiaj zrozumiałam dlaczego ludzie na mnie dziwnie patrzą,tak jakbym miała wypisane na twarzy,że coś ze mną nie tak.Brak mi cierpliwości,nawet jak stoję i nigdzie sie nie spieszę,to cała "chodzę" w sobie.I to zwraca uwagę.Poza tym lęk wyzwala obłęd w oczach,również zauważalny przez osoby postronne.Wygląda to dziwnie.Wszystkich tych spostrzeżeń dokonałam na mojej sąsiadce,która również od lat boryka się z nerwicą depresyjno-lękową. :(
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

"JĘCZARNIA" - czyli muszę się komuś wyżalić!!!!!

przez Anuśka 05 sty 2007, 19:50
Witam wszystkich z depresją. Popiszę trochę bzdurek o mnie. Jest dużo podobnych wypowiedzi więc nie musisz czytać. Po prostu chcę pisać.Do tej pory myślałam, że jestem jakaś nienormalna. Niewydażona, niedorobiona córeczka rodziców z ambicjami wobec mnie. Mam młodszą siostrę. Ona to dopiero wzór do naśladowania. Ładna, bystra, inteligentna. Ma magistra, dobrą pracę w swoim kierunku, faceta, z którym może konie kraść. i multum przyjaciółek. Potrafi malować, śpiewać.

Ja mam ledwo zdaną maturę w szkole dla dorosłych bo w normalnym liceum już mnie nie chcieli widzieć. Mam męża, z którym już prawie nie rozmawiam. Nie mam o czym. Pokończyły mi się tematy. Mam dziecko, które strasznie zaniedbuję, bo nie umiem mu organizować czasu.

Wstanie rano z łóżka jest czymś nie do wykonania. Wreszcie zwlekam się ok godziny 9:0 może 9:30. Na szybkiego zrobić małemu śniadanie. Nic wymyślnego - po prostu zapchać żołądek. Jeśli mąż jest w domu to robię też nam. Jak go nie ma to nawet nie chce mi się jeść. Po co? Po dziesiątej idę się umyć. No przecież trzeba. Mycie głowy zostawiam na później-to zbyt wyczerpujące. Myślę sobie "muszę nastawić pralkę". Rozpalam w piecu. Na głowę nie mam siły.

Ładnie na dworze. Włączam telewizor. Siedzę. Około pierwszej załapuję, że nie ma nic na obiad. Boże, muszę obrać kartofle. Za czyje grzechy. No tak i jeszcze coś do kartofli. Dziecko rzuca klockami doprowadzając mnie do pasji. Wsadzam go do łóżeczka, niech siedzi, matka jest zajęta. Gotuje obiad. Za każdym razem jak wchodzę do kuchni sterta garów wydaje mi się coraz większa. Przeraża mnie to, że jak wejdę za pięć minut, to się nie przepcham. Nie mam siły myć.

O, był listonosz, przyniósł polecony, że rachunek nie zapłacony. Tylko mąż pracuje, często nie starcza do następnej wypłaty. Oblewa mnie zimny pot, jak pomyślę, że muszę wyjść i poszukać pracy. Przeważnie nie wychodzę. Czasami idę do sklepu kupić chleb i mleko. Od powzięcia decyzji o wyjściu do samego wyjścia mija godzina, dwie. Przecież to nie takie łatwe. Dobra, zabieram małego. Po drodze mam nadzieję, że nikogo nie spotkam. Bo co im powiem? Nie, nie ma pracy, ciężko na rynku...

Wracamy, stoimy chwilkę koło domu. Skoro już wyszliśmy, niech mały troche nałyka się świeżego powietrza. Jutro może nie być tak pięknie.
Nawet nie wiem gdzie mogłabym z nim iść. Nie znam tej miejscowości. Przeprowadziłam się tu po ślubie. Znam kilka sąsiadek : "Dzień dobry, ładna pogoda dzisiaj", "Ale mały rośnie jak na drożdżach". O czym z tymi babami gadać??

Dobra idziemy do domu, trzeba nastawic pranie. Głowę umyję jutro. Wchodzę do domu a w kuchni garów jakby przybyło do mycia. A jeszcze sterta prasowania rośnie...Dobra, wstawiłam pranie. Hura. Zaraz wraca mąż. muszę pomyć. Ojejku, jak ja sobie poradze.

Ściele wyrko, trzeba się położyć spać zanim mąż się położy i nie daj Boże będzie chciał "pofiglować". Już tyle razy bolała mnie głowa, że już mi nie wierzy, a poza tym na szczęście coraz mniej się dopomina. Poza tym tak mi się chce spać... Pranie powieszę jutro, nie mam siły.

Ostatnia myśl przed zaśnięciem "Boże jutro znowu trzeba wstać" i dzień zleci jak każdy inny. Wszyscy piszą o samotności wśród masy przyjaciół. Ja nie mam przyjaciółki, nawet koleżanki. Nie mam z kim rozmawiać, nie potrzebuję rozmawiać. Jak ktoś zagada to uciekam, bo nie wiem o czym mam gadać. Żadnych tematów. Kiedyś pochłaniałam książki, teraz nie czytam nic, bo nie umiem się zebrać.

Chyba nauczyłam się robić dobre miny, bo nikt nie widzi, że jest coś źle. Czasami faktycznie się zapomnę, i mąż każe mi się zobaczyć do lusterka, jak ja wyglądam. Ale nic nie podejrzewa. Zaczyna oskarżać, że jestem leniwa, że unikam go jak ognia. Ale to nie jest lenistwo...
Nie chce mi się już pisać
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
04 sty 2007, 21:29

przez kawa 05 sty 2007, 20:08
Niteczka - ja też to mam. Czytam historie innych ludzi, jakbym obserwowała siebie, w nich się przeglądam, czytając kiwam ze zrozumieniem głową. Jak to jest, że skupiamy się na tym, co niedobre? Widzę sam brud, brzydotę, szmirę i plastikową rzeczywistość, do której nie przystaję. Siedzimy przed kompami i czytamy to, co inni napiszą. widzimy ich ból, rozpacz, a nawet obojętność. I co? I nic. Tyle tylko że możemy sobie popisać. Ale jesteśmy... jesteśmy...

Anuśka - nie chcę Cię dobić, ale wydaje mi się konieczne to powiedzieć (napisać) musisz pogadać ze specjalistą. Nie wiem, ile ma Twój syn, może zagubiłaś się, kiedy przyszedł na świat? Może jeszcze się nie odnalazłaś. Posłuchaj siebie i pomyśl, jak sobie musisz pomóc. Bo inni bardzo dugo mogą nie zauważyć Twojego nólu, w końcu to nie ich boli... Pozdrawiam Cię serdecznie :)))

A teraz ja. Dziś rozmowa o pracę. Efektem jest moja niższa jeszcze samoocena, jeśli wystarczy skali, żeby mieć niższą. Wiedziałam wszystko, byłam na bieżąco z wydarzeniami na świecie, w kraju i w regionie. i co z tego? Nic. Bo nie umiałam ułożyć zgrabnego zdania. Mam wrażenie, jakby jakieś dzikie zwierzę zeżarło mój umysł. W życiu nie spodziewałam się takiej katastrofy. wiem, że MUSZĘ pójść do psychologa. Sama siebie muszę do niego wypchnąć. Płaczę, jak nikt nie widzi. To jakiś koszmar.
Dobrze, że jest to forum. Nie tylko ja jestem naznaczona bezradnością.
Offline
Posty
38
Dołączył(a)
14 wrz 2006, 21:58

Avatar użytkownika
przez maiev 05 sty 2007, 20:30
kawa napisał(a):Mam wrażenie, jakby jakieś dzikie zwierzę zeżarło mój umysł.

skąd ja to znam? Jeśli chodzi o ważne rozmowy to mam taką pustkę w głowie jakby faktycznie coś mi zeżarło mózg. Nawet jednego zgrabnego zdania nie potrafię wykrztusić. jak pomyślę o rozmowie o pracę to aż mi sie płakać chce. Nie musze myśleć o rozmowie, wystarczy o samym poszukaniu pracy. A już myślałam że jest lepiej. Ale w tej kwestii to chyba nic sie nie zmieniło. Musze popracować nad sobą.
Trzymaj się kawa. Musimy jakoś dać radę i nie dać się . :)
Anuśka - kawa chyba ma rację, udaj się do specjalisty. Może to ci pomoże, twoje życie nabierze kolorów. I tak jak pisze kawa - ludzie nie zauważą że coś Ci jest. U mnie nikt nie zauważył - nawet mi wmawiali że nic mi nie jest. Bo oni nie wiedzą jak sie czujesz,szczególnie jeśli maskujesz ten swój smutek. Pozdrawiam Cię cieplutko i trzymaj się. Spróbuj sobie pomóc.
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

przez Anuśka 05 sty 2007, 20:42
Dzięki kawa za słowo do mnie. Siedzę i ryczę. Mam takiego doła, że nie stać mnie na żadne słowo pocieszenia. A one działają najbardziej. Może jutro będę mieć lepszy nastrój. Nie ma co pocieszać jak się tego akurat nie czuje. Co do Twojej pracy to też to znam bardzo dobrze. Ja coś powiem i przyszły niedoszły pracodawca patrzy na mnie jak na dziwoląga. A taki psychiatra to tez pewnie nie bardzo się przejmuje, przecież dostaje kasę za siedzenie i słuchanie. Następny proszę.
Więc po co tam chodzić??

Myślę o przemijaniu, o chwili, która z każdym przymknięciem powiek staje się przeszłością i wmawiam sobie, że coś mogę osiągnąć, jakoś zawalczyć, wywlec z mojego wnętrza wszystko, co wartościowe, dobre i piękne, ale jakoś sama w to nie wierzę.


Ja też sobie wmawiam i też nie wierzę.

Czytam różne wypowiedzi i wszystkie są o mnie... jakby ktoś czytał w mojej głowie.
Tak przy okazji mój syn ma dwa i pół roku. I wtedy zaczęłam nie być.
A teraz muszę uciekać, zaraz będzie mąż. Nie chcę, żeby to czytał.

Przyjemnych snów wszystkim smutnym życzę.
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
04 sty 2007, 21:29

juz mam dosyc wszytskiego

przez anyway 05 sty 2007, 23:50
Dlaczego tak ze mna jest , ze jak sie denerwuje , to jem co popadnie tak zeby mi bylo niedobrze, bo wtedy tylko mam dosyc jedzenia...i przez to tyje. Dlaczego nie moge miec tak jak wiekszosc ze kiedy sie denerwuja lub jest im zle to nic nie jedza...ehh juz mam dosyc textow ...<,o jakie sadelko masz> <oo jaki brzusio Ci urosl> jakbym wazyla nie wiem ile .OK mam ten brzuszekwaze 60 kg i mam 163 cm , ale jestem tez takiej masywnej budowy. Mam przez to obsesje , moj chlopak mnie juz denerwuje, bo ma takie fazy ze zawsze zauwazy ze przytylam. Chce zebym byla idealna. A jak mowie mu ze nie bede bo nikt nie jest to mi mowi , xe wie o tym i chce tylko zebym po prostu dobrze wygladala, A mnie to boli i doluje jak ciagle mnie tak traktuje ...ale najgorsze jest to ze jestem w nim bardzo zakochana i boje sie ze go strace i pewnie pomimo zenie mam sily na odchudzanie(depresja) to bede dazyla zeby mu sie podobac.On nie jest zlym czlowiek , juz taki jest.I mowi zawsze to co mysli ,dzis mi powiedzial ze mam 2 razy wiekszy brzuch od niego. I do tego dodal ze i tak mnie lubi(ma 24 lata ja 17 wiec jeszcze nie ma takich powaznych slow jak kocham , ale to inna bajka) Ale mam juz dosyc wszystkich textow nawet moja rodzinalubi sobiue powiedziec ze mam brzusio , oczywiscie nie w stylu ze ejstem tlusta jak baleron,tylko delikatnie.Co ja komu zrobilam? I dlaczego musze cos jesc gdy sie denerwuje. w ogle to mam straszna depresje i bronie sie jedzeniem jak cos nie pojdzie....
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
04 sty 2007, 16:52

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do