Samotność w depresji...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez meskalina 30 paź 2006, 00:23
ciekawa jestem jak by takie spotkanie moglo wygladac, same skrzywdzone duszyczki..
hmmm...co tu dzisiaj wpisac???
Avatar użytkownika
Offline
Posty
301
Dołączył(a)
25 paź 2006, 00:55
Lokalizacja
z kosmosu

przez JADE38 31 paź 2006, 15:50
MY wszyscy z depresją umieramy.Ja Uarłem dla siebie 3 tygodnie temu.A teraz jestem niczym i nikim są leki wizyty lekarskie i pustka.ALE wiem że z tego wyjdę kiedyś a samotność no coż każdy jest samotny.POWODZENIA :smile:
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
30 paź 2006, 14:43

przez Pilar 02 lis 2006, 00:02
Spotkanie skrzywdzonych duszyczek... wlasnie nie wiem jak by to wygladalo, dlatego zaproponowalam :P
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
13 paź 2006, 18:20

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Czarownica_Akara 02 lis 2006, 18:21
Ja nawet nie wiem czy mam depresje...hehehe jakie to wszystko skomplikowane, jak jasna cholera. Inni maja depresję, maja nerwice i poprostu o tym wiedzą, ja myslę poprostu ze sie uzalam nad soba, nie wiem po co to pisze, po co zyję......gdybym teraz sobie odeszla z tego świata, wszyscy mieliby to gdzies.
" Wlasna, wolna i swobodna wola stanowi
najkorzystniejsza korzysc, w skutek ktorej
diabli biora wszystkie systemy i teorie "

F. Dostojewski
Posty
228
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 19:39
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez Radison 04 lis 2006, 19:15
Tyle różnych derpesji, ilu na nią cierpiących. Nazwy chorób mają znaczenie raczej porządkowe. Każdy ma swój zestaw cierpień, lęków - często urojonych. "Każdy dźwiga swój krzyż". I dlatego musi być samotny, w pewnym sensie.

Myślę, że My wymagamy nie tego, co trzeba od znajomych / bliskich. Dlatego nie rozumieją i się oddalają, myśląc, że Nam przejdzie, ewentualnie, że pomoże Nam ktoś inny. Nie potrzebujemy rozmowy z nimi na tematy, które z góry wydają Nam się błahe - czyli prawie wszystkie. Myśli ogniskują się pewnie na jakimś jednym problemie. Nawet jeżeli jest to obiekt złożony, to innym może się taki nie wydawać. Zresztą też przecież poszukiwałem "jadra ciemności" w sobie, tego wspólnego pierwiastka, którego amputowanie miało uratować resztkę osobowości, a innej drogi nie było. Szukałem zrozumienia, odrzucałem pocieszanie i wszelką pomoc, bo przecież sam powinienem sobie z tym poradzić.

Nawet teraz, właściwie już po wszystkim, nie jest dla mnie jasne czy obrałem wtedy dobrą drogę i nigdy się tego nie dowiem. Ale coś zyskałem walcząc z depresją. Bardzo ciężko to wyrazić słowami, w dodatku tylko w formie napisów. Chodzi o to, że jeśli nie znajdzie się najpierw u siebie usprawiedliwienia własnego istnienia, to u innych też nie ma co szukać. Trzeba coś postanowić: żyć albo nie. Ale nie trwać bez końca pomiędzy tymi dwiema możliwościami. Jeśli żyć - to tak, żeby nie czuć wstydu. Nigdy nie sprzeciwiać się swojemu rozumowi, wyznawanym wartościom (czynnie lub biernie). Gdy już raz się to zobaczy, to zrozumie się w czym rzecz. I choć w pewnych sytuacjach, w jednej chwili, niełatwo jest zachować się jak należy, to w ostatecznym rozrachunku tak jest właśnie wbrew pozorom najprościej. Nie chcę dodać "i najlepiej", bo to by znaczyło, że są też inne nie do końca złe drogi. Otóż takich innych dróg moim zdaniem nie ma.

Krystalizując myśl, o której tutaj wstępnie napisałem : uważam, że czynnikiem, który najbardziej przeszkadza w kontaktach z innymi jest poczucie winy za swoje życie czyli wstydu za samego siebie.
Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
22 sie 2006, 19:27
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez korres1 04 lis 2006, 21:17
No tak, ma to ręce io nogi, ale... jak ten wstyd i poczucie winy zlikwidować. Sam wiesz njalepiej, że jest irracjonalne.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
691
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 00:34

Avatar użytkownika
przez Radison 04 lis 2006, 23:37
Cieszę się, że ma i ręce i nogi :)

Czemu irracjonalne? Wcale nie... Nie można tak jednostronnie twierdzić. Przecież patrząc obiektywnie, rzeczywiście chory zaniedbuje swoje obowiązki, rezygnuje ze swoich celów, cały dzień leżałby w łóżku - umiera wewnętrznie. "No dobrze", mógłby ktoś powiedzieć, "Ale to przez złą pracę jego mózgu, spowodowaną zmniejszonym wydzielaniem <<hormonów szczęścia>> " W porządku, ale prawdą jest też, że nie potrafił sobie poradzić z problemami, jakie przed nim stawały i pogłębiał swój zły stan. Taki mechanizm "błędnego koła".

Jak sobie poradzić? Mogę odpowiedzieć tak, zrobiłem to dopiero, gdy wyszedłem z depresji. A walczyłem z nią na różne sposoby: wyjechałem w góry w wakacje, żeby nabrać dystansu, kiedy indziej zmuszałem się do nauki (na ogół bezskutecznie). Brałem też tabletki, regulujące pracę mózgu (nic specjalnego: memory formula, zawiera lecytynę i magnez) - raz pomagały, a raz nie. A nieraz, jak już miałem dość, to się buntowałem i chciałem samymi uczuciami zniszczyć depresję (na wzór Konrada z "Dziadów"). Pierwszy raz poczułem się naprawdę dobrze pod koniec wakacji, gdy uczyłem się do egzaminu poprawkowego. Stąd moje przeświadczenie, że bardzo ważna w życiu jest praca, nauka i to radzę przemyśleć - "praca nie tylko jako obowiązek, ale jako wartość życia (lub <<w życiu>>) człowieka". Ale pytanie, czy to mnie uzdrowiło, czy może odwrotnie - wyzdrowiałem i dobrze mi szła nauka, jest źle postawione, bo pewnie i tutaj były jakieś interakcje, podobnie jak podczas popadania w depresję.

Co więcej, żeby trochę zamętu wprowadzić :smile: , dodam, że miałem nawroty depresji (ostatni całkiem niedawno - tydzień, dwa temu). Ale nienajgorzej się z nimi uporałem. Zobaczymy, co będzie dalej. Jestem dobrej myśli.
Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
22 sie 2006, 19:27
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez korres1 05 lis 2006, 20:44
Radison napisał(a):Cieszę się, że ma i ręce i nogi :)

Czemu irracjonalne? Wcale nie... Nie można tak jednostronnie twierdzić. Przecież patrząc obiektywnie, rzeczywiście chory zaniedbuje swoje obowiązki, rezygnuje ze swoich celów, cały dzień leżałby w łóżku - umiera wewnętrzni.


No wiesz, irracjonalne jest poczucie wstydu, o którym piszesz wcześniej. Tzn nie musi zawsze takie być, ale często jest. Piszesz, że trzeba żyć tak, żeby się nie wstydzić. To marzenie tak żyć. Cudowne. Ale wiesz, że wstyd bierze sie nie tylko stąd, że coś zrobilismy żle (wstydzimy się spojrzeć w lustro), ale też dlatego, że myślimy, że jesteśmy beznadziejni, że się kompromitujemy (co obiektywnie nie mujsi być prawdą). Ale fajnie, że tak do tego podchodzisz. To jest hmmm... zdrowe podejscie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
691
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 00:34

Avatar użytkownika
przez Radison 05 lis 2006, 22:45
Tak, zgadzam się z Tobą: poczucie wstydu może być też, w całości lub po częsci, urojone. Ważne, żeby zwracać uwagę na obie składowe (prawdziwą i nie) i odpowiednio z nimi postępować.

A do marzeń trzeba dążyć, bo możliwe, że "Aby wypełnić ludzkie serce, wystarczy walka prowadząca ku szczytom." [A. Camus]
Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
22 sie 2006, 19:27
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez korres1 09 lis 2006, 12:01
Dążę, oczywiście. Ale czuję, że sama z siebie nie dam rady. Przykro mi to mówić na forum i wprowadzać defetystyczny nastrój, ale to silniejsze ode mnie i ciągle się pogłębia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
691
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 00:34

Avatar użytkownika
przez Radison 09 lis 2006, 20:19
Dasz radę. Wierzę w Ciebie :!: "Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać, chyba, że sam na to pozwoli." Nie pozwól.
Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
22 sie 2006, 19:27
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez madzia669 10 lis 2006, 00:15
Samotność to moje drugie Ja :roll: pozddrawiam wszytskich
You Shine your light when you forgive I cry
Avatar użytkownika
Offline
Posty
82
Dołączył(a)
11 sie 2006, 14:36
Lokalizacja
Okolice Olsztyna

Avatar użytkownika
przez korres1 10 lis 2006, 01:50
No wiesz, Radison, bardzo mi miło mi słyszec, że we mnie wierzysz, mimo że mnie nie znasz. Może zabrzmi to banalnie, ale każdego dnia się staram. Dzisiaj mo.że bardziej, bo jestem w stanie wskazującym... Hm. No..., pozdrawiam, i życzę.
Madziu 669 witaj w klubie. Czy to 669 ma jakis perwersyjny kontekst?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
691
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 00:34

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do