jak dalej żyć??

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

jak dalej żyć??

przez zagubionawtłumie 04 cze 2009, 11:21
Witam wszystkich,
nigdy nie pisałam na żadnym forum i właściwie nie wiem mam pisać..
Zacznę od początku - mam 35 lat, 2,5 letnią córeczkę i partnera (ojca dziecka).

Sytuacja jest patowa - codziennie tłumaczę sobie, że musze żyć, bo moja córeczka mnie potrzebuje, więc wstaję, sprzątam, bawię się z nią, pracuję (w domu) jak nadarzy się okazja (najczęściej niestety nocami), żeby nie było za łatwo dorzuciłam jeszcze szkołe w weekendy ... i czasu dla siebie troche zabrakło. Ale najbardziej brakuje mi kogoś bliskiego, wsparcia..
Jestem osoba nerwową, mam nagłe napady złosci, a mój partner ma ogromny talent do wyzwalania we mnie wręcz furii.
nauczyłam sie już prosić zanim wpadne w szał aby przestał, bo ja sama nie potrafię sie zatrzymać - poprostu trace kontrole i krzycze, mam wtedy ogromną ochote coś zniszczyć lub zadać sobie jakiś ból, ogromny ból, który mie ostudzi.
najbardziej cierpi na tym córeczka, która musi być świadkiem jak mama "wariuje".
Bylam u psychologa - porażka, próbowałam leków uspokajających - nic nie dały - może powinnam brać coś silniejszego w chwilach ataków??
Mój związek się wali, a raczej dawno temu sie zawalił i nie potrafimy sie z tego podnieść.
Wczoraj znowu była kłótnia, wieczorem, udało mi się opanować, położyć maleńką spać i sama też chciałam się ulotnić spać - nie udało się. Wiem, że to moja wina - uważałam, że mój partner niesłusznie mnie oskarża (nadal tak uważam) i musiałam mu to powiedzieć - przytoczyc swoje argumenty - w skrócie "dostałam po dupie (słownie)" i iciekłam do łazienki, po czym wybiegłam wykrzyczałam swój żal w dwóch krótkich zdaniach i uciekłam z domu.
Tak bardzo chciałam przestac czuć cokolwiek, mysleć, patrzyłam na przejeżdżające auta - tak niewiele brakuje tylko krok i wolność.. ale jest córeczka, więc tylko ganiałam jak opętana wzdłuż ulic przez półtorej godziny. Zmarzłam, emeocje się ulotniły, wróciłam do domu i znowu dostałam po dupie - za to że szlajam sie po nocy nie wiadomo gdzie.
Dzisiaj boje się wrócic do domu, a nadchodzący weekend mnie przeraża. Czuję się tak rozbita, ze boje sie że zrobię cos głupiego. Jakbym żyła w jakiejś klatce, tresowane zwierzątko : ma wstawać z rano z uśmiechem na ustach, mówić tylko to co należy, żadnych głupot, bawić się z dzieckiem - które doskonale wyczuwa, że uśmiech jest wymuszony - stres, nerwy - takie pojęcia nie istnieją, to jest be.
A ja niestety jestem be, jestem wadliwa - niestety nerwowa, a moze juz nienormalna?
Mam coraz większe problemy z koncentracją, często zapominam prostych rzeczy, coraz częściej mój dzień polega na wyczekiwaniu kiedy się on skończy i będzie mozna pójść spać i odciąć się od tego wszystkiego.
Ostatnio wziełam chyba ze cztery tabletki na uspokojeie - tak bardzo chciałam żeby cos mi pomogło sie zatrzymać - nie pomogło, coraz częsciej pragnę wrecz zrobic sobie krzywdę - jak się z całej siły uderzę pomaga - choć na chwile moje zmysły koncentruja sie na bólu fizycznym.
czy ja kwalifikuję się do lecznia jako wariatka??
Co takiego przegapiłam, że stałam sie tym czyś, czym teraz jestem i jak z tego wybrnąć???
Posty
2
Dołączył(a)
04 cze 2009, 10:18

Re: jak dalej żyć??

Avatar użytkownika
przez petunia 04 cze 2009, 11:48
zagubionawtłumie ten nick pasuje do Ciebie idealnie ... Jesteś zagubiona kochana to widać ale nie ma takiej sytuacji, która jest bez wyjścia. Na początek powinnaś iść do specjalisty, dobrego specjalisty, on postawi diagnozę, zaproponuje coś w tej trudnej dla Ciebie sytuacji. Masz córeczkę, jest dla Ciebie ważna. Pamiętaj dziecko wyczuwa wszystko a w związku z tym budzi się w niej pewnie strach i niepokój (mówię z własnego doświadczenia). Więc nie tylko dla swojego zdrowia powinnaś coś z tym zrobić także dla zdrowia swojego dziecka. Co do partnera, piszesz, że nie masz wsparcia. Czy próbowałaś z nim porozmawiać szczerze na spokojnie, powiedzieć o swoich emocjach i odczuciach :?: Jeśli nie, spróbuj, może to nada właściwy kierunek tej relacji. Jeśli próbowałaś a On nie reaguje czy nie rozumie to może powinnaś pomyśleć czy warto dalej ciągnąć tą relację biorąc oczywiście pod uwagę dobre i złe strony każdej z decyzji i liczyć się z konsekwencjami. Jaki Twój partner jest dla dziecka? Dobrze go traktuje, interesuje sie nim? Czy dziecko lgnie do niego, czy się go boi? Pamiętaj, że to dzieciątko potrzebuje szczególnie w pierwszych latach swojego życia przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa żeby dobrze się rozwijać. Jeśli będzie dojrzewało w atmosferze stresu to to się na nim odbije negatywnie w przyszłości. Jeszcze jedna ważna rzecz, jeśli mama jest szczęśliwa dziecko również. W przypadku gdy np byłabyś ze swoim partnerem tylko dla dziecka (piszesz, że między Wami już dawno się nie okłada i nic z tym nie robicie) a w głębi duszy pragnęłabyś odejść, to pomyśl czy to nie byłoby lepsze rozwiązanie dla Ciebie i dla dziecka. Chyba, że jesteś w jakiś sposób uzależniona od niego finansowo to może być rzeczywiście ciężko.

Ja proponuję, żebyś przemyślała ten związek włączając oczywiście nastawienie córeczki do tego wszystkiego plus jakaś poważna rozmowa z partnerem na spokojnie,w które przedyskutujecie przyszłość Waszą i dziecka oczywiście.

Pozdrawiam
Niczym kot w kojcu liżę swoje rany ...
... w drodze do wyskoczenia na "cztery łapy"
Bo wszystko w życiu ma swój ustalony porządek i czas
Avatar użytkownika
Offline
Posty
123
Dołączył(a)
18 maja 2009, 21:39
Lokalizacja
Północny Chaos

Re: jak dalej żyć??

przez zagubionawtłumie 04 cze 2009, 13:26
[b]PETUNIA[b]
dziekuję za dobre słowo, juz samo "wygadanie" przynosi ulgę - a przez internet łatwiej, bo nie trzeba rozmówcy spojrzeć w oczy i nie widzi sie karcącego spojrzenia.

Moje córeczka uwielbia tatusia. Przez te dwa lata oboje bardzo się staraliśmy aby jej więzi z tatusiem były silne - mnie pokochała z automatu, bo ja urodziłam, a potem karmiłam, a tatuś musiał zapracować na miłość i to nam się bezkonkurencyjnie udało - poprostu go uwielbia :)).

Co do rozmowy z partnerem - juz próbowaliśmy, nie raz, nie dwa...
Jeszcze w "dobrych czasach" mój partner twierdził, że nie potrafię z nim rozmawiać, nie potrafię słuchać, a teraz to totalna porażka. Mój partner to bardzo dobry człowiek i nadal bardzo go kocham, wciąż mam nadzieję, że cos się zmieni, że ten koszmar minie jak sen, a my obudzimy się jak dawniej - usmiechnieci i szczęśliwy, że możemy byc razem. tylko, że mam coraz mniej sił aby na to czekać, a mój pogarszający się stan raczej prowadzi nas w kierunku przepaści niż szczęścia. jest w nas tak strasznie dużo żalu za dawne grzechy, tak dużo goryczy, że w tej chwili każda rozmowa to kataklizm.
Wiem, że wielokrotnie nie mam racji, przecież każdy popełnia błędy (choć ja ich popełniam coraz więcej..). Niestety słowa krytyki ze strony mojego partnera z reguły biorę bardzo do siebie, bronię sie i staję agresywna.
Najgorzej jest gdy jestem przekonana, że mam rację, kłotnia kończy się różnie..., a potem pozostaje kwas, bo sytuacja jest niewyjaśniona, jedno i drugie czuje się urażone - to wszystko razem w dłuższym okresie dało bardzo przykry efekt : mam samoocenę w skali od 1 - 10 na -5 jako człowiek, jako kobieta, jako matka...
Choć zdaje sobie z tego sprawę nie potrafię nic z tym zrobić, gdy dochodzi do rozmowy i pojawiają się emocje - przejmują nademną kontrolę... i ...

Znasz dobrego dla mnie specjalistę we Wrocławiu?
Posty
2
Dołączył(a)
04 cze 2009, 10:18

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: jak dalej żyć??

Avatar użytkownika
przez Honey_lady 04 cze 2009, 17:47
zagubionawtłumie, jeśli jesteś z Wrocławia to polecam ci miejsce do którego sama chodzę od jakiegoś czasu. Na ul. Białowieskiej- boczna Legnickiej jest ośrodek dzienny psychatrii dla dzieci i młodzieży , przyjmują też osoby w naszym wieku :D . I to na NFZ. Ja leczę sie u dr Bogusławskiej. To młoda lekarka, dostałam na nią namiary przez znajoma koleżankę psycholożkę. Polecam ci natomiast z całego serca Panią psycholog Elżbiete Kubicką-Łagowską. świetny terapeuta, psycholog kliniczny 2-stopnia, z dużym doświadczeniem. Pozdrawiam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
183
Dołączył(a)
04 maja 2009, 13:46
Lokalizacja
Wrocław

Re: jak dalej żyć??

Avatar użytkownika
przez petunia 04 cze 2009, 21:31
zagubionawtłumie Skoro go kochasz to może spróbujecie iść na terapię dla par :?: Myślę, że w takiej sytuacji gdzie dziecko jest do niego przywiązane a i Ty nadal żywisz do niego uczucie to warto popracować nad tym związkiem, może jeszcze nie wszystko stracone. Tak czy siak porada specjalisty jest moim zdaniem niezbędna.

Pozdrawiam ciepło
Niczym kot w kojcu liżę swoje rany ...
... w drodze do wyskoczenia na "cztery łapy"
Bo wszystko w życiu ma swój ustalony porządek i czas
Avatar użytkownika
Offline
Posty
123
Dołączył(a)
18 maja 2009, 21:39
Lokalizacja
Północny Chaos

Re: jak dalej żyć??

przez lilid 10 cze 2009, 21:07
Mam ten sam problem. Tylko ja nie mam dziecka.
Moje ataki złości zaczęły się kilka lat temu, ale nadal nie mam odwagi, aby pójść z tym do kogoś. Obecnie potrafię już uderzyć a sama siebie kaleczę. Po każdym ataku nacinam sobie ramię tępymi nożyczkami, aby ból mnie uspokoił.
Boję się, że uznają mnie za wariatkę. Bo zdarza się, że wpadam w furię jak jakaś opętana z horrorów. A wszystko zaczęło się od płakania z błahych powodów. Trzeba zacząć się leczyć...

zagubionawtłumie, on Cię nie zrozumie. Tutaj chyba pomoże terapia dla obojga, albo sama idź i nie patrz na niego. Mnie odrzuciła cała rodzina - wiem, że u nich nie znajdę pomocy, tylko jeszcze bardziej mnie pogrążą. Teraz muszę walczyć z tym samotnie. Mam chłopaka, którego kocham. Też mnie doprowadza do furii. Ale z nim się nie pokłócę, bo jest z typów tych milczących. Więc ta moja furia czasami tłumi się w środku. Ale wina zostaje. On wie, że ze mną coś jest nie tak. Ale sam tego nie zrozumie, on tego nie ma więc jak ma zrozumieć...
Zróbmy tak: Ty i ja pójdziemy na terapię do specjalistów. Razem, ale zarazem osobno. Trzymam za Ciebie kciuki, a Ty trzymaj za mnie :)
Nie pocieszę Cię w inny sposób, bo sama akurat w tej chwili mam kolejne załamanie.

Honey_lady, dzięki za namiary na klinikę. Studiuję we Wrocławiu i nie wiem do kogo mam iść, a pieniędzy na prywatnego lekarza nie mam aż tyle.

Pozdrowienia
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
10 cze 2009, 19:47

Re: jak dalej żyć??

przez Fanaberia 19 cze 2009, 12:18
Zagubiona, jesteś na bardzo dobrej drodze. Zdajesz sobie sprawę, w czym tkwi problem, jak powinno wyglądać rozwiązanie. Wiesz, czego potrzebuje Twoja córeczka, jaką matką byś chciała być, co jej dać w życiu. Widzisz sytuacje, które Ci w tym przeszkadzają. Jedynie nie potrafisz sobie z nimi poradzić. Ale wiesz, do czego się "dobrać", żeby to osiągnąć - czeka Cię dużo mniej pracy.
Pomyśl, co jest tutaj istotniejsze - napady furii czy relacja z partnerem. Co tak naprawdę jest "niszczące".
Furię można okiełznać, stłumić reakcje. Ale czy to pomoże? Piszesz, że to głównie Twój partner powoduje u Ciebie ten stan. Być może same ataki wzięły się z poczucia bezsilności, zagrożenia w związku. Trzeba uświadomić sobie przyczynę. Ja proponuję mały eksperyment. Wyjedź gdzieś na kilka dni, na wakacje, do rodziny. Poobserwuj siebie, czy na innych też tak reagujesz, czy to Twoje "przewrażliwienie", czy kwestia relacji wyłącznie z partnerem. Jeśli uda Ci się żyć normalnie to chyba mamy problem, którym się należy zająć przede wszystkim. A furia to tylko efekt uboczny. Natomiast jeśli okaże się, że napady zdarzają się niezależnie od osób, miejsc to problemem jest przede wszystkim Twoje zaburzenie. Tylko tutaj czeka Cię podwójna droga - musisz leczyć siebie i związek. Bo bez prawdziwego wsparcia od strony osoby, z którą jesteś NIGDY nie dasz sobie rady zmienić siebie. Potrzebujesz wsparcia i akceptacji. Poczucia bezpieczeństwa. On powinien Cię zrozumieć - jesteś chora, potrzebujesz cierpliwości, bezwzględnej akceptacji, takiej, że kiedy popełnisz błąd, on Ci wybaczy i zrozumie. Jeśli tego nie będzie, pomyśl - której z Was ciężko zachoruje, znajdzie się w szpitalu, albo nawet Wasza córeczka, a Wy zamiast być dla siebie oparciem, będziecie się kłócić. W życiu naprawdę trudne sytuacje spotykają ludzi i jeśli nie potraficie być razem teraz, nie będziecie potrafili być razem w cięższych chwilach.
Zagubiona, ludzie się nie zmieniają. Zyskują doświadczenie, uczą się, ale nie zmieniają. Wszystko, co robimy, czujemy to jest jedna, wielka, zapętlająca się reakcją. Reakcją na innych, na to, co mówią, jak mówią. Jeśli ktoś się "zmienia" to tylko eliminuje lub dodaje pewne reakcje w zależności od bodźców zewnętrznych. Ale mechanizm człowieka jest wciąż ten sam. Możesz zmienić siebie, a przez to i Twój partner się zmieni. Wzajemne dostosowywanie się. Ale jeśli choć raz stracisz nad sobą kontrolę, wrócą stare reakcje - problem w związku znów się pojawi. Pomyśl, czy to jest człowiek dla Ciebie, z którym chcesz żyć, czy rzeczywiście pasujecie do siebie. Pamiętaj, że nie trzeba być w związku, żeby być dobrym rodzicem. I dla Ciebie i dla Twojego partnera dobro córeczki jest najważniejsze, więc nie powinno być dla Was problemem wychowanie jej w zgodzie.
I licz się z tym, że na razie Twoja córeczka jest mała, nie rozumie wiele. Może na uczyć się od dziecka, że jej rodzice żyją osobno. Jak będzie starsza rozstanie rodziców bardziej ją będzie bolało. Zapamięta je na całe życie.
To, że potrzebujesz pomocy specjalisty to pewne. Ale ja chciałam bardziej zwrócić uwagę na problem Twojego związku. Myślę, że to tu tkwi problem.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
19 cze 2009, 11:43

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do