nerwica mija!

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

przez aga1 19 kwi 2006, 17:18
agapla na jakiej ulicy jest ta przychodnia , mieszkam pod w-wą to moze bym tam poszła ile kosztuje ta wizyta, i czego sie wystraszyłaś .pozdr :)
aga1
Offline

Avatar użytkownika
przez agapla 19 kwi 2006, 17:25
Napisz do mnie na pw to ci wszystko podam(tylko troche później bo mam teraz parę rzeczy do zrobienia i muszę wyjść)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

przez ... 22 kwi 2006, 15:21
Jestem ze Szczecina, szukam pomocy bo wiem że sama sobie nie poradzę,jednak niewiem gdzie mam się zgłosić, a wydaje mi się że całe moje życie to lęki i depresje(oczywiście z przerwami)mam 24 lata i coraz częściej nie mam ochoty żyć dalej, boję się tego , bo wiem że tak nie powinno być, zamykam się w czterech ścianach i w sobie...
...
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez didado1 24 kwi 2006, 15:21
Agapluś jak tam się czujesz :D :D :D
Naprawdę z neriwcy da się wyjśc :D :D :D :D
pozdrawiam
znikłam i mnie nie ma .........
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1189
Dołączył(a)
03 mar 2006, 14:35

przez Gość 24 kwi 2006, 16:15
Do gościa :D :D :D :D :D :D :D :D Musisz jak najszybciej iść do psychatry , ja z tym za długo czekałam i zrobiło się błędne koło. Jesteś młoda, silna :D :D :D zycie przed toba .Nie możesz poddawać się temu świństwu tylko z nim walczyć, a psycholog i psychatra to jedyne wyjście , nie zmarnuj życia
Gość
Offline

Avatar użytkownika
przez agapla 24 kwi 2006, 22:19
Ja tez pare słów do Gościa, musisz koniecznie zacząć pracować nad sobą!, (pozytywne myślenie,afirmacje) , ziółka na uspokojenie i psychoterapia , to ci pozwoli wyjść na prostą.Będzie dobrze grunt to sie nie załamywać! Didado dzięki że sie martwisz ale juz lepiej sie czuję pozdrawiam 8) 8)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

Zdrowieję :D

przez mała_ja 25 kwi 2006, 13:57
hej wróciłam na stronke po chyba 2 m-cznej nieobecnosci moze nieco dłuzszej...przez ten czas chodziłam co tydzien na psychoterapie i raz w m-cu po leki do psychiatry...obecnie biore seronil i xanax. chciałam tylko napisac cos na co po 2 latach męczarni z nerwicą do mnie dotarło...mam 21 lat w tej chwili.w wieku 18 lat skonczyłam szkołe i nagle z 3 tysiecy ludzi w szkole zrobiła sie jedna wredna szefowa wykanczająca psychicznie w pracy.była depresja...pozniej nerwica lękowa.panicznie boje sie o swoją rodzine ze gdy wyjde z domu rodzice sie rozwiodą brat sie zabije babcia oszaleje trafi do szpitala psychiatrycznego...do tego w ciągu dwoch lat straciłam 2 kolegów,popełnili samobojstwo. siedząc na ostatnim spotkaniu z panią psycholog doszło do mnie ze rodzina jest rodziną,ale każdy odpowiada za siebie.jesli w domu nie potrafią sie dogadac nigdy nie potrafili skąd własnie wszystkie moje lęki to ja moge im pomóc jesli o to poproszą ale nie moge sie za wszystkich czuc odpowiedzialna jak jakas "matka polka" zaczynam swoje życie.zawsze myslałam ze koncząc jedną szkołe zdobywając jakis zawód trzeba sie go trzymac za wszelką cene i zgnic np w jakims sklepie pracując 12 godzin dziennie i nie mając juz sił na nic innego. tak wychowała mnie rodzina.psycholozka powiedziała ze dopiero wkraczam w dorosłosc wiec jesli zawód który wybrałam kilka lat temu idąc do szkoły handlowej mi nie odpowiada to teraz bedąc juz swiadoma czego chce w życiu moge zrobic jeszcze setki szkół,kursów i innych i wybrac to co najlepsze dla mnie, nie robic samej sobie na złosc bo tego oczekuje rodzina... jesli chodzi o lęki przed wyjsciej z domu wejsciem do marketu jazda pociągiem to nadal są. ale nie próbuje sie nimi zasłaniac chociaz ataki bywają bardzo cięzkie.nie mysle juz co bede robiła gdy wyzdrowieje.teraz chce zacząc to robic bez wzgledu na nerwice depresje czy inne g.... zatrowające życie.jesli chodzi o metode małych kroczków ktorą proponwała pani psycholog to u mnie sie raczej nie sprawdziła.np wyjscie do kogos na kawe i po godzinie wrócic do domu wiedząc ze nic sie nie stało wiec jutro tez dam rade. odrazu wsiadłam w pociąg i pomimo tego ze trząsłam sie jeszcze 3 dni po podróży wiem juz ze to nie pociąg mnie przeraza tylko to co ludzie o mnie pomyslą widząc ze jadąc mam drgawki. a drgawki moze miec kazdy.mam to gdzies.wsiadam i jade jak bedą sie patrzec to bedą ja chce byc zdrowa bo przeciez fizycznie wszyscy jestesmy zdrowi mozemy chodzic tanczyc biegac ale najczesciej mamy juz narzucone z góry myslenie"nie moge bo mam nerwice" miałam takie nastawienie przez dwa lata teraz bede walczyc chocbym miała co dwa metry mdlec.to nie jest raczej metoda drobnych kroczków ale terapia szokowa:) jesli ktos ma juz dosc to polecam nie zasłaniac sie chorobą i robic to co sie lubi z tylu sił ile tylko uda wam sie w sobie odnależć.a przeciez trwając z czym takim jak nerwica przez kilka lat czy m-cy sami wiemy ze mamy jej bardzo duzo.nie jeden człowiek by sie poddał.my nadal tu jestesmy i przeciez chcemy sobie poukładac życie no nie??pewnie pomyslicie ze jestem wariatką jakąs i wogole za kogo sie uwazam ze daje jakies rady ale jestem nerwuskiem jak kazdy tu chyba:) 2 lata zmarnowane teraz czas zacząc życ swoim życiem,nie życiem lęku. trzymajcie sie ciepło kazdemu życze powrotu do zdrowia:) a ja ide walczyc dalej:)kto pobiega po miescie?? ;)
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
02 lut 2006, 21:23

przez somebody 25 kwi 2006, 14:10
Święte słowa. Dokładnie tak trzeba walczyc z tym choróbskiem:D:D Pozytywne nastawienie i silna wola potrafią czynic cuda. Wcześniej dokładnie w taki sam sposób poradziłem sobie z tą chorobą.Życze jak najszybszego powrotu do zdrowia. Pozdr
Offline
Posty
87
Dołączył(a)
22 kwi 2006, 17:44

Avatar użytkownika
przez Virginia 25 kwi 2006, 15:40
To prawda trzeba starac sie zachowac normalny tryb zycia. Robic wszystko tak jak chcemy, a nie powstrzymywac sie do czasu wyzdrowienia, bo sie nie wyzdrowieje.

Wazne jednak by nie uzaleniac sie od sukcesow, bo przeciez moze sie nie udawac. To normalne, ze sie czasami nie udaje. I nie mozna tez zbyt duzo od siebie wymagac, bo to zabija wszelka motywacje.
Cudowna kobieta to taka, ktora nie wymaga cudow
Avatar użytkownika
Offline
Posty
509
Dołączył(a)
28 mar 2006, 21:00
Lokalizacja
...z daleka

Jak staram się wyjść z czwartej nerwicy lękowej...

Avatar użytkownika
przez bubo 30 kwi 2006, 16:26
Witam Was!

Jak to dobrze wiedzieć, że mogę znaleźć tu bratnie dusze :lol: ...

Mam 29 lat a nerwicę lękową przerabiam aktualnie po raz czwarty... :cry:

Pierwszy raz miałam ataki, gdy rzucił mnie chłopak, którego kochałam. Nerwica lękowa, depresja, nerwica natręctw, same 'przyjemności'. Myślałam, że jestem chora psychicznie, gdyż nie wiedziałam, co mi jest, dopiero lekarz psychiatra mnie oświecił.

Chodziłam wtedy na psychoterapię i leczyłam się środkami farmakologicznymi. Pomogło, ale uzależniłam się od nich.

Drugi raz nerwica lękowa i depresja wróciły na czwartym roku studiów, kiedy już nie wyrabiałam (studia były trudne a i pracy po nich nie ma). Do tego zaręczyłam się, nieco zbyt wcześnie (jeszcze nie do końca wyleczyłam się po tym byłym, co mnie rzucił - chyba jeszcze miotałam się między dwoma chłopakami). Mój obecny mąż (z którym się wtedy zaręczyłam) b. mi pomógł i po pewnym czasie okazało się, że to jest TO.

Trzeci raz był, gdy się wyprowadziłam od rodziców, ale jeszcze nie wzięliśmy ślubu (piąty rok studiów). Miotałam się między jednym domem a drugim, a muszę dodać, że mam tzw. toksyczną matkę, która od dzieciństwa bardzo mnie od siebie uzależniła. Tym, że się wyprowadziłam i zamieszkałam z narzeczonym bez ślubu naraziłam się teściowej (starej daty kobita! :lol: ) i mojej matce pewnie trochę też. Gdy się przyzwyczaiłam do mieszkania z narzeczonym i zdecydowałam, że chcę, lęki minęły.

To było, gdy miałam 22/23 lata. Wzięliśmy ślub i wszystko było gites do stycznia tego roku, kiedy to w wieku 29 lat te cholerne stany znów wróciły... Tym razem najprawdopodobniej są związane z przepracowaniem, tzn. żeby dogodzić teściowej i wszystkim dookoła (oprócz męża chyba bo on jest tak dobry, że nie dba o wysokość moich zarobków), brałam zbyt dużo na siebie. Tzn. w porównaniu z innymi, zdrowymi ludźmi to może nie było dużo, bo pracowałam w domu, ale mam też niedoczynność tarczycy, co wiąże się z wieczną sennością i zmęczeniem.

Jakie mam dla Was rady?

W moim przypadku pomogło mi zauważenie, kiedy ataki lubią się przytrafiać (mam agorafobię i jakby klaustrofobię też :? ). Zauważyłam, że gdy robię coś wbrew sobie, to łapią mnie lęki. Pracowałam tyle wbrew swojej naturze, zdarzało się i w weekendy. Teraz np. mnie to łapie gdy na siłę staram się coś zrobić (np. załatwić jakąś sprawę).

Dobrze jest nie buntować się i brać przez pewien czas jakieś leki, pomagają troszkę odsapnąć i nabrać sił do walki z chorobą.
W czasie, gdy się buntowałam i nie chciałam przyjąć do wiadomości, że cholera jasna, znowu jestem chora, mój stan się pogorszył.

Atak lęku to nic innego jak uderzenie adrenaliny. Tak staram sobie mówić, choć jest okropnie: kiedy mnie to łapie, mam wrazenie, że zaraz się uduszę, zwariuję i co tylko, ale czasem pomaga mi próba uspokojenia się, racjonalnego myślenia i spokojniejszego oddychania.

To wszystko powinno być chyba metodą małych kroczków. Jeszcze tydzień temu bałam się otworzyć okno balkonowe i usiąść na krześle w jego pobliżu. Tydzień później, po zażywaniu leku udało mi się wejść do hipermarketu z mężem! To naprawdę dla mnie ogromny wyczyn (nic to, że wcześniej byłam na cmentarzu i złapały mnie takie lęki, że dostałam biegunki i musiałam szukać krzaków) :lol: .

Ważne jest też wsparcie najbliższych. Na szczęście mój mąż to anioł...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
54
Dołączył(a)
30 kwi 2006, 16:05

walka z nerwicą

przez Maja 30 kwi 2006, 18:31
Witam serdecznie, ja też bardzo sie cieszę że jest ktoś kto mnie rozumie. Walczę z nerwicą od 14 lat i szczerze mówiąc sama nie wiem czy mi się uda do końca wyleczyć. Ostatnio dopadło mnie wiele objawów nerwicy i tak napradę dzięki temu ,że trafiłam na to forum zrozumiałam,że nie tylko ja cierpię, walczę i staram się nie poddawać. Bardzo sie boję!!!!!!, Od przeszło 2-ch tygodni biorę Cital i i nie czuje zbytnio poprawy wręcz przeciwnie po paru dniach myślałam,że umieram objawy były tak nasilone,że musiałam iść na zwolnienie. Bubo ja też zaliczyłam już psychoterapię i na chwilę był spokój . Moje relacje z mamą są podobne do twoich ( od dzieciństwa). Masz rację pisząc o robieniu czegoś wbrew sobie jest to jedna z przyczyn mojej nerwicy. Mój mąż też stara się mnie wspierać lecz wiem ,że czasem ma juz tego dość.
Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę zdrówka i siły.
Maja
Offline

Re: walka z nerwicą

Avatar użytkownika
przez bubo 30 kwi 2006, 18:59
Maja napisał(a):Bubo ja też zaliczyłam już psychoterapię i na chwilę był spokój . Moje relacje z mamą są podobne do twoich ( od dzieciństwa). Masz rację pisząc o robieniu czegoś wbrew sobie jest to jedna z przyczyn mojej nerwicy. Mój mąż też stara się mnie wspierać lecz wiem ,że czasem ma juz tego dość.
Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę zdrówka i siły.

Z psychoterapią bywa róznie. Nie wiem jak Ty, ale ja np. miałam 'państwowego' psychologa, który praktycznie nic do mnie nie mówił, tylko kazał mnie nawijać :? . OK, no to gadałam, ale tak to ja mogę równie dobrze do ściany :lol: Teraz mam nową kobietę która pracuje w poradni, a dochodzi do mnie do domu... Oczywiście muszę jej płacić, tzn. płaci jej teraz moja nadopiekuńcza mama, bo ja teraz nie jestem w stanie zarabiać ( a wcześniej pracowałam 'na czarno').]

Naprawdę nie warto robić wciąż czegoś wbrew sobie. Ja nie wiem, co to, kompleks grzecznej dziewczynki czy co? Krzywdzimy tylko siebie a i tak nie zadowolimy wszystkich. Naprawdę czasem chyba lepiej powiedzieć "nie" i wydawać się chamskim czy egoistycznym - ale za to zdrowszym.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
54
Dołączył(a)
30 kwi 2006, 16:05

Walka z nerwicą

przez Maja 30 kwi 2006, 19:48
Cieszę się,że odpisałaś, mam podobne doświadczenie z terapeutką.
Ostatnio zgłosiłam się do innego psychologa i jestem po pierwszej rozmowie. Z tego co wynikło z rozmowy to muszę popracować nad relacją właśnie z mamą i nad wyrażaniem złości (podobno mam jej bardzo dużo).
A propo ,,kompleksu małej dziewczynki" myślę ,że jest to też wychowanie
typu: dzieci mają słuchać ,nie mogą się złościć, starsi mają rację, i oczywiście dzieci muszą być grzeczne i nie sprawiać kłopotów. Nawet jak to piszę to przechodzą mnie ciarki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ale trzeba się jakoś podnosić i iśc do przodu mimo wszystko. :)
Maja
Offline

Re: Walka z nerwicą

Avatar użytkownika
przez bubo 30 kwi 2006, 20:51
Maja napisał(a):Cieszę się,że odpisałaś, mam podobne doświadczenie z terapeutką.
Ostatnio zgłosiłam się do innego psychologa i jestem po pierwszej rozmowie. Z tego co wynikło z rozmowy to muszę popracować nad relacją właśnie z mamą i nad wyrażaniem złości (podobno mam jej bardzo dużo).
A propo ,,kompleksu małej dziewczynki" myślę ,że jest to też wychowanie
typu: dzieci mają słuchać ,nie mogą się złościć, starsi mają rację, i oczywiście dzieci muszą być grzeczne i nie sprawiać kłopotów. Nawet jak to piszę to przechodzą mnie ciarki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ale trzeba się jakoś podnosić i iśc do przodu mimo wszystko. :)

Ja też się cieszę, że odpisałaś, hehe. Ten nowy psycholog, którego mam, jest inny, bo prywatnie i już na wstępie biednej kobiecie powiedziałam (oczywiście nafaszerowawszy się uprzednio tabletką Bellergotu, żeby ją w ogóle do domu wpuścić ;) ), że moi poprzedni psychoterapeuci milczeli a na mnie to nie działa...

Masz rację z tym posłuszeństwem dzieci wobec rodziców. U mnie to było bardziej "jesteś dobra, ale nie dość dobra", a dzieci powinno się kochać za to, że są, a nie jakie są (łatwo mówić!).
Avatar użytkownika
Offline
Posty
54
Dołączył(a)
30 kwi 2006, 16:05

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do