Jestem coraz bliżej wyleczenia...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Jestem coraz bliżej wyleczenia...

przez samotny 20 cze 2006, 01:08
z poprzednich postów napewno możecie wyczytać że cierpię na nerwicę natręctw, w sumie w moim przypadku jestem w 100% pewien że jestem na nią chory. Gdyż najpierw przez silny szkolny stres nabawiłem się nerwicy wegetatywnej po której długo nie mogłem się pozbierać, a kiedy już z tego wyszedłem przyszła kolej na straszne natrętne myśli, dotyczące praktycznie wszystkiego (np. katastroficzne, lęk przed ostrymi narzędziami, przed nie dopilnowaniem wyłączonego gazu, przed tym że w jakiś sposób mógłbym kogoś skrzywdzić) . Kiedyś wszystko było piękne i chciałoby się rzec aby to trwało dalej, ale gdy zaatkowała mnie nerwica wegetatywna , musiało minąć nie spełna pół roku abym się pozbierał, głównie przez stres, kardiolog mi powiedział, że to jest jej lekka postać i ważne żebym robił sobie czas na odpoczynek pomiędzy nauką, znalazł sposoby nad odstresowanie typu gorąca kąpiel, jakiś sport, bo nie doleczona nerwica wegetatywna może przejść w stadium nerwicy lękowej albo nerwicy natręctw. No i działałem według jego wskazówek, próbowałem medytacji ZEN, pływalni i jazdy wyczynowo na góralu, która przywróciła mi wiarę we własne siły . Gdy udało mi się w pewien sposób stanąć na nogach, trach dorwało mnie jak grom z jasnego nieba następne cholerstwo. :cry: Stopniowo myśli zaczęły dotyczyć mnie samego, ludzi z którymi się spotykałem, moich bliskich tych których kocham. Długo mi to nie dawało spokoju i bardzo mnie zmieniło, zawsze byłem i jestem człowiekiem spokojnym i do tego towarzyskim, a przez to zamknąłem się w sobie i we własnym świecie. Postanowiłem z tym walczyć na własną rękę, tzn. tak organizować czas aby mnie nie dopadały te straszne myśli, które męczą wszystkich ludzi chorych na tego typu schorzenie. Pytanie skąd one się biorą, skąd obawa przed agresją, czy tego typu podobne....nie potrafię tego pojąć, jestem osobą towarzyską i spokojną, przeciwnikiem agresji. Może to wina internetu i tv z których cały czas jako człowiek inteligentny chłonę wiedzę. Ale jak widzę same negatywne informacje, to po prostu zmieniam kanał bo się odechciea, zero pozytywów na tym świecie tak nam pokazują media karmiąc nas non stop strasznymi historiami, może nadmiar negatywnych i ogólnie informacji jest tego powodem? Walczyłem na własną rękę z tym z jakieś pół roku, czasami było lepiej i gorzej. Postanowiłem wkońcu zasięgnąć rady fachowca i chodziłem do psychologa, który jednak nic ciekawego nie powiedział. Teraz gdy nadeszła matura i nareszcie koniec LO, postanowiłem od tego wszystkiego odpocząć i znowu walczyć na własną rękę. I jak już ktoś kiedyś wspomniał żeby z tego wyjść warto posłuchać porady psychiatry, bo psycholog nic rzeczowego na ten temat nie powie. I właśnie zamierzam skorzystać z takiej porady, gdyż mam wiele marzeń i planów, chcę studiować a ta choroba zwyczajnie mi przeszkadza w normalnym tak jak dawniej funkcjonowaniu, bo większość czasu spędzam nad myśleniem dlaczego tak pomyślałem i wyrzutami sumienia. Zauważyłem również że od pewnego czasu widać u mnie pewne symptomy fobii społecznej, tzn unikam różnych samotnych wyjść do ludzi czy coś w tym stylu, gdyż potem cały czas poddaje analizie (zupelnie bezsensownie) swoje zachowanie, co robiłem i gdzie byłem itp. Mam pytanie czy ktoś z was ma jakieś rady jak z tym walczyć, albo czy ktoś z tego wyszedł??? wiem że da się z tego wyleczyć i terapia psychologiczna i farmakologiczna odgrywa tutaj znaczącą rolę, dlatego pragnę skorzystać z takowej porady. Mam jeszcze jedno pytanie znacie może jakiegoś dobrego psychiatrę w opolu????
Trzymam kciuki za wszystkich których cierpią tak samo jak ja (tylko jeden chory może najlepiej zrozumieć drugiego chorego na to samo)
Ja mam wiarę i cel aby z tego wyjść i niech ten koszmar z pozoru błahy się wreszcie skończy tego pragnę życzyć zarówno wam jak i sobie.
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
18 maja 2006, 16:18
Lokalizacja
Opole

przez Aga1 20 cze 2006, 10:15
Cześć samotny, zobaczysz ze wszystko uloży Ci jeszcze pomyślnie. Musisz poszukać dobrego psychiatry który odpowiednio dobierze Ci leki a potem to już tylko do przodu. Leków nie ma co sie bać , to teraz są tzw nowej generacji co uniezależniają a efekt leczenia jest pozytywny. Właściwe nastawienie do leczenia to już połowa sukcesu, a z tego co widać to myślisz pozytywnie. Ja leki praktycznie biore od marca i już powoli zaczynam normalnie funkcjonować. Trzeba tylko dobrać odpowiedni czas na rozpoczecie brania leków , bo pierwszy tydzień to nie jest zbyt napawający optymizmem, ale za to póżniej jest coraz lepiej.Pozdrawiam
Offline
Posty
553
Dołączył(a)
20 kwi 2006, 11:33
Lokalizacja
mazowsze

przez Sa 05 lip 2006, 16:17
Post usunięty.
Ostatnio edytowano 22 sie 2006, 14:17 przez Sa, łącznie edytowano 1 raz
Sa
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
05 lip 2006, 16:01

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Koniczynka 05 lip 2006, 17:37
Czesc. Moje problemy zaczęły się w czwartej klasie liceum ogólnokształcącego. Przyszłam ze szkoły i wzięłam swojego psa na spacer do parku. Czytałam książkę i nagle czegoś się bardzo przestraszyłam. Szybko zapięłam psa i prawie biegnąć wróciłam do domu. Potem długo zastanawiałam się co mi jest. Po paru dniach siedzialam w szkole i chciałam napić się wody - nie dałam rady ścisnęło mnie w gardle tak jakbym miała się udusić. Zaczęłam sobie wmawiać chorobę. Leżałam w łóżku i najgorsze było to że ja "czułam" objawy tej choroby. Trzęsłam się ze strachu, płakałam. Próbowałam brać jakieś ziołowe tabletki typu Persen ale nic nie pomagało. Wreszcie musiałam pójść do lekarza, który całkowicie rozwiał moje obawy na temat choroby. Pamiętam że strasznie bałam się że umrę. Przepisał mi hydroksyzynę i chyba rudotel (nie pamiętam dokładnie) i skierował do psychologa. Chodziłam do psychologa który nawet mi pomógł bo objawy ustąpiły. Przez rok wszystko było OK. Potem rozstałam się ze swoim chłopakiem. W sumie to po części się trochę nie dziwie bo mam taki charakter że analizuje za dużo sytuacji, a to powoduje że wyszukuje sobie problemy których nie ma. Poczułam się strasznie niedowartościowana. Pozbierałam się dzieki temu że zaczęłam intensywnie uprawiać sport (bieganie, rolki). Niestety teraz z powrotem wróciły mysli na temat tego że jestem chora i mnie nie opuszczają. Jest to strasznie męczące. Najgorsze jest to że nie potrafię się przez to odstresować. Np. pół roku jest dobrze i jestem uśmiechniętą optymistką a, dwa miesiące jest bardzo źle, potem znowu dobrze i tak w kółko. Jest to dla mnie bardzo męczące.
Człowiek jest wielki nie przez to, co ma nie przez to, kim jest lecz przez to, czym dzieli się z innymi.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
04 lip 2006, 21:47
Lokalizacja
Kraków

przez Sa 05 lip 2006, 20:21
Post usunięty.
Sa
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
05 lip 2006, 16:01

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do