Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez kanika_ 27 wrz 2006, 21:24
Vice Versa - ja chcialam Ci napisac kilka slow o psychiatrze.
Lekarz generalnie nie jest zly. To, ze my nie chcemy do niego chodzic, nie chcemy rozmawiac, boimy sie go nawet, to wina nieswiadomych ludzi, ktorym psychiatra kojarzy sie z czyms anormalnym? Posluchaj - to czlowiek, ktory uczy od nowa myslec. On nie kaze Ci zmieniac drastycznie nastawienia, nie krzyczy, nie stosuje jakis dziwnych praktyk majacych na celu natychmiastowa zmiane nastawienia.
Leczenie to etap dlugotrwaly. Nikomu nigdy cos takiego z dnia na dzien nie przeszlo. Ba, nie przeszlo nawet z miesiaca na miesiac - dlatego nie mozemy oczekiwac cudow.
Ludzie slyszac, ze bylo sie u psychiatry reaguja fatalnie. Odwracaja sie plecami, uwazaja za kogos gorszego. Ba ... malo tego - bez wzgledu z jakim problemem do niego sie poszlo - ludzie maja cie za wariata. Bez wzgledu na to czy problemem byla fobia, zespol leku napadowego czy psychoza maniakalno depresyjna. I to jest w tym wszystkim najgorsze.
Sam lekarz jest przewaznie sila spokoju. Od pierwszych pytan napiecie miedzy nim a Toba opada. Czujesz, ze mozesz mu ufac od pierwszych 15 minut rozmowy. Podczas 2 spotkania zaczyna docierac do Ciebie, ze on chce Ci pomoc. A podczas 3 Ty wiesz, ze Ci pomaga.
Powtarzam, sam fakt spotkania sie z lekarzem nie jest okropny, nie jest nawet straszny. Sama zaczynasz przed nim sie otwierac i mowic rzeczy, ktore leza na spodzie Twego umyslu. Nie wiem, skad maja taki dar.

[ Dodano: Sro Wrz 27, 2006 9:35 pm ]
Matisse!
Moj smutek, otepienie, permanentna trauma trwaja juz jakis czas. Mama nabyla mi deprim. Nie zazywam. Mowie, ze lykam, ale nie moge! Nie chodzi o skutki uboczne. Ja po prostu czuje, ze mi nie pomoze.
To uczucie smutku mi przeszkadza. Nie umiem sie cieszyc praktycznie z niczego. Jedyna radoscia dla mnie jest samotnosc, chwila kiedy moge usiasc u siebie w pokoju i odetchnac. Izoluje sie. Ludzie sa mi niepotrzebni.
Mozemy dziwnie reagowac na leki. Wierz mi, otepienie nie jest jeszcze takie zle. Gorsze sa objawy fizyczne, jak krwotoki z nosa czy tez uczucie jakbys stapala po grubej na pol metra gabce. To dopiero jest ,,niezapomniane" przezycie. Poprobuj deprim. On nie wplywa na zdolnosci psychofizyczne. Tylko bodajrze 3 razy dziennie jedna tabletke sie lyka.
Masz 20 lat, mlodziutka jestes. Jednak pamietaj, ze takie chorobska nie wiadomo skad sie przyplatuja. W Twoim przypadku moga to byc albo chwilowe jesienne zmiany nastroju, badz jakies zmiany hormonalne ... Nie mam pojecia. Wcale nie musi to byc jakas depresja.
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
24 wrz 2006, 14:15
Lokalizacja
lodzkie

Avatar użytkownika
przez I.K. 28 wrz 2006, 00:03
Z całym szacunkiem dla was, dziewczyny, ale mam pytanko: chcecie się wyleczyc czy przypudrowac? i oby do następnego dnia?
odwagi babeczki,odwagi!!! W tej kwestii społeczeństwo w naszym kraju faktycznie jest zacofane, ale przecież nie mamy na czołach napisane: "psychiczna", nie musimy też nikomu mówic czy się tłumaczyc. Nerwica jest chorobą o podłożu psychicznym, zatem leczyc należy ją u psychiatry i psychologa - lekarze tacy jak inni, normalni ludzie udzielający pomocy. Przecież to my jesteśmy ofiarami nerwicy, nie prosiłyśmy się o to, nikt nie choruje na własne życzenie, nawet moi rodzice alkoholicy :cry: Najważniejsze, by coś z tym zrobic, to zależy tylko od nas.
Bardzo ciężko mi się czyta wasze posty, robię to z wielkim bólem serca. Jak długo jeszcze wytrzymacie? Ile można cierpiec i zadręczac się?
Obecnie jest mnóstwo leków antydepresyjnych, które nie uzależniają, nie ogłupiają, nie wywołują nadmiernej senności itd, a przynoszą ulgę i łagodzą objawy, natomiast odpowiednio je dobrac i przepisac powinien specjalista (=psychiatra). Wówczas można (a powiedziałabym nawet, że trzeba) rozpoczac skuteczną terapię u psychologa i wyleczyc się raz na zawsze. Więc kobitki - przełamcie się,bo chodzi o wasz spokój i szczęście, o lepsze życie (bo takie istnieje, wbraw pozorom ;) )
vice versa, bardzo ci współczuję zachowania twojego partnera, powinien cię wspierac a nie dokładac zmartwień, to nie ty jesteś winna, że masz taką a nie inną chorobę. Mam nadzieję, że on sam to zrozumie niebawem.
Mocno trzymam kciuki (za nas wszystkich) i pozdrawiam cieplutko :D
Szukac - to za mało.
Trzeba szukac tam, gdzie można znalezc.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
09 wrz 2006, 21:08
Lokalizacja
Bydgoszcz

przez Alexandra 28 wrz 2006, 00:10
Vive Versa, nie martwi mnie Twój stan psychiczny, gdyż jest on do wyleczenia, ale zachowanie Twojego partnera..Co za powiedzenia On ma w takiej sytuacji?

Bez lekarza i leków się nie obędzie. To nerwica lękowa, natręctwa połącZONE ZE smutkiem depresyjnym. Też to miałam. Pomogła Fluoksetyna. Wierze,że wybierzesz zdrowie i pójdziesz do psychiatry.
Ola. Jeszcze będzie przepięknie,jeszcze będzie normalnie.
Offline
Posty
571
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Alexandra 28 wrz 2006, 00:13
Jak powiedział mój znakomity psychiatra: ból lękowy może być silniejszy od bólu nowotworowego.
Podstawowe pytanie: czy byłaś już u psychiatry?

Z lęku moze boleć wszystko i można mieć objawy wszystkich chorób. NAwet widziec mozesz inaczej niż zdrowi: inaczej wyglądają przebarwienia, znamiona, skóra.....
Ola. Jeszcze będzie przepięknie,jeszcze będzie normalnie.
Offline
Posty
571
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

przez darekk 28 wrz 2006, 00:24
moje objawy wyglądają tak :



* prawie przez cały dzień szczególnie gdy bezczynnie siedzę w domu doznaję duszności, uczucie jakbym miał pełne płuca i nie mógł nabrać w nie więcej powietrza i duszę się

*problemy z sercem- częste bóle w klatce piersiowej(tępy ból rozprzestrzxeniający się od mostka w górę), częste arytmie a najgorzej w czasie wysiłku lubb gwałtownych zmian pozycji---czuję jak serce zatrzymuje się na 2-3 sekundy żeby zaraz ruszyć z tępem kilku uderzen na sekunde(nieprzyjemne uczucie aż w żyłach na szyi czuje :( )

*zachwiania równowagi i zwawroty głowy

*a teraz najgorsze !! :( ciągłe uczucie jakbym zaraz miał zemdleć a dokładniej nagle robi mi się słabo, mroczki latają mi przed oczami ,odczuwam wewnętrzny lęk, strach przed omdleniem i czuję jakby drętwienie warg ( nie wiem jak to dokładnie opisać ale mi się kojarzy to z uczuciem bliskim omdleniu)

CZY KTOś Z WAS DOZNAJE TAKICH NIEPRZYJEMNOśCI??
Offline
Posty
59
Dołączył(a)
15 kwi 2006, 09:42
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez I.K. 28 wrz 2006, 00:58
człowiek nerwica napisał(a):Wiem,że kolejny dzień będzie kolejną walką z lękiem,...,z ludżmi nie mającymi ani krzty dobra w sobie...

Na szczęście, są na świecie ludzie dobrej woli, śmiem nawet twierdzic, że jest więcej niż tych, o których piszesz ;) Najlepszym na to dowodem jest to forum :D Życzę wszystkim, aby wasze drogi jak najczęściej krzyżowały się z drogami życiowymi dobrych ludzi, w których znajdziecie oparcie i zrozumienie
Szukac - to za mało.
Trzeba szukac tam, gdzie można znalezc.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
09 wrz 2006, 21:08
Lokalizacja
Bydgoszcz

przez matisse 28 wrz 2006, 08:02
czy myslicie, ze nie da sie wyjsc z tego bez lekow? pytam, bo mam obawy przed ich braniem. znam kilku ludzi ze stanami depresyjnymi i przerzucaja sie z jednego leku na drugi po jakims czasie... czasem nie pomaga. a ja sie po prostu boje lekow /jeden z moich lekow/.
co do tego ze jestem mloda, ze moze to hormony lub jesienne deszcze. to nie stalo sie teraz a juz pare lat temu. w wieku 17 lat bralam psychotropy, bo na niczym nie moglam sie skupic i chodzilam jak w transie, z reszta nie chce tego opisywac. nie chce, zebyscie mysleli ze sie nad soba uzalam, bo tego najbardziej sie boje, ze tak ktos pomysli. wlasciwie to tylko tu o tym pisze. znam kogos dosc dobrze, kto ma ciagle zawroty glowy, boi sie zostac samemu, nie jezdzi juz samochodem, ma ataki paniki, leczy sie, juz nawet nie chce mi sie wymieniac i wiem, ze moj problem to pikus przy tym, ale jest mi z tym zle i jestem bardzo zmeczona.
dziwne jest to, ze choc nie wierze w zmiany, wierze ze mi przejdzie. jesli skads "przylecialo" to dokads odleci, ale chyba sie myle.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
27 wrz 2006, 18:59

przez kanika_ 28 wrz 2006, 09:14
Nie boj sie lekow. Sluchaj - najprawdopoodbniej bedzie wygladalo to tak. Jesli oczywiscie pojdziesz do dobrego lekarza. Przez pierwszy tydzien brania lekow antydepresyjnych bedziesz czula cos dziwnego w glowie. To podobno beda zawroty glowy, ale ... ja inaczej sie czuje majac zwyczajne zaworty glowy i inaczej sie czulam zaczynajac brac leki. Ale to uczucie po pierwszym tygodniu minie. Potem bedzie juz tylko lepiej.
Istnieje jeden problem - mianowicie dobrze dobrane leki. Choc to juz powinien byc problem po stronie lekarza, nie Twojej.
Raz korzystalam z uslug psychiatry, a leki dobral mi wspaniale. Bez wiekszych problemow udalo mi sie je odstawic po roku czasu. Nie uzaleznialy a i leczyly rowniczesnie. Jedynym negatywnym aspektem odstawiania byly ... zawroty glowy. A wiesz dlaczego? Bo zle je odstawialam. Powinnam brac najpierw po pol tabletki, potem po pol co drugi dzien, potem po pol co trzeci ... A ja sprytnie postanowilam je odstawic drastycznie. Noi seratonina w mozgu zaszalala;)))
Oprocz tego troche mialam krwotokow z nosa ... Ale poza tym normalnie moglam funkcjonowac i myslec ( co wazne, bo odstawialam leki w sesji egzaminacyjnej ... )
Nie boj sie lekow. One naprawde maja pomagac. Jednak pamietaj, ze aby pomogly trzeba brac codziennie przez dluzszy czas ... Jak zaleca psychiatra.
Pozdrawiam!
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
24 wrz 2006, 14:15
Lokalizacja
lodzkie

przez mm 28 wrz 2006, 09:28
Witam,

odkąd czytam to forum nie moge wyjść ze zdumienia ile osób dotyka nerwica ,ile osób niedługo ona dotknie,ile osób nie ma pewnie nawet pojęcia o tym że choruje .
Sporo Waszych opisów pokrywa się z moim przebiegiem choroby,inne z kolei nie miały miejsca albo nie urosły do takiego rozmiaru jak u niektórych z Was.Jedno musze przyznać ,że ukrywam się z moją nerwicą,nie opowiadam o tym znajomym z najbliższego otoczenia.Wie o tym rodzina,nie do końca mnie rozumieją o ile wogóle rozumieją.To jest fakt:nikt lepiej mnie nie zrozumie niz Wy,nawet lekarz który sam nie chorował na nerwicę nie zrozumie.Dlatego zawsze wyprowadzają mnie z równowagi wizytu u lekarza,który jak zauważyłam juz od jakiegoś czasu przyjmuje te samą liinię"terapi" w rozmowie.
Próbuje mi wmówić ,że moja nerwica może wynikac z jakich nieporozumień małżeńskich.I zawsze ta sama historyjka i ogólnie nie ma w tym temacie racji ale podchodze do tego już obojętnie bo widzę ilu pacjentów dziennie ten lekarz przyjmuje każdemu poświęca minimum 30 min.Na wizytę czeka się kilka miesięcy a jak już się przyjdzie do przychodni to ma się kilka godzin wycięte z życiorysu bo spedza się je w poczekalni.
Co do ataków nerwicowych mam takie jedno spostrzeżenie a mianowicie najwięcej problemów u mnie pojawia się zawsze podczas snu albo raczej z niemożnością zaśnięcia.Co dziwne kiedy ucinam sobie drzemke w ciagu dnia nie ma żadnego problemu śpie jak zabita,ale inaczej działa na mnie noc.Trochę spokojniej czuję się jak jest zapalone światło ale mimo wszystko świecące światło lekko mnie irytuje.Nie moge sie nadziwić moim objawom bo odkąd pamiętam zawsze pora snu,zgaszone światło,ciemność nieogarnięta to byli najlepsi kompani . A teraz...ale spoko jakoś to będzie.Obecnie wspieram się lekami zaleconymi przez lekarza.Trochę mniejsze dawki niz poprzednio bo jednak wyrobiłam się już w opanowywaniu lęków.może nie do końca tak jak Maciek czasem z NIĄ przegrywam ale nie jest najgorzej.
Pozdrawiam wszystkich.
mm
Offline
Posty
75
Dołączył(a)
31 sie 2006, 15:15
Lokalizacja
Gdańsk

przez matisse 28 wrz 2006, 11:05
dzieki. kiedys juz bralam leki... tez metoda kroczkow najpierw zaczelam i polowkami i cwiartkami odkladalam.
teraz jestem zla na siebie. wlasnie wrocilam od mechanika i jak prowadzilam samochod zaczely mi sie pokazywac takie "zaluzje" jakbym patrzyla przez nie na mocne swiatlo. zaczelam sie wsciekac na siebie, ze to tylko moja glowa, ze to do cholery tylko ja. i co? i na zmiane zaluzje i normalne widzenie. to juz przesada, bo prowadzic auto musze. nie moge sobie tego zrobic, nie moge pozwolic na czeste leki w samochodzie.
i co z tego ze ja to wszystko wiem?!
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
27 wrz 2006, 18:59

Avatar użytkownika
przez I.K. 28 wrz 2006, 11:13
Leki w dawkach terapeutycznych są bezpieczne i pomocne , tu zgadzam się z kaniką. Natomiast jeżeli przeraża cię fakt ich brania, spróbuj podjąc terapię u psychologa bez nich, z postanowiem, że spróbujesz tylko wówczas, jeśli już nie będziesz mogła wytrzymac. Ja teraz nie biorę żadnych, nie wiem jak długo (chociaż o nerwicy wiem od niedawna i brałam leki antydepresyjne tylko 2 tygodnie, postanowiłam spróbowac bez nich, narazie jakoś sie trzymam). Natomiast u mnie ta decyzja była po części konieczna, bo lek który dosałam niestety nie pomagał, miałam sporo efektów ubocznych :( A kolejna wizyta u psychiatry dopiero 17 października, wtedy poproszę o inne leki.
Tak czy inaczej największa nadzieję pokładam w psychoterapii, chociaż wiem, że na efekty bedę musiała dłuuugo czekac ;) Ale warto!
Pozdrawiam serdecznie
Szukac - to za mało.
Trzeba szukac tam, gdzie można znalezc.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
09 wrz 2006, 21:08
Lokalizacja
Bydgoszcz

przez *ShAdOwLaDi* 28 wrz 2006, 14:04
Kilka lat temu przechodzilam mniej wiecej to samo co Wy. Moja nerwica "z duszeniem sie" trwala niecaly rok. Bardzo schudlam bo przez ten czas prawie nic nie jadlam (pare tygodni wczesniej znaim mnie dopadla, zakrztusilam sie cukierkiem i dostalam silny atak paniki i od tego sie zaczelo). To bylo tak jakbym zapomniala jak normalnie polykac, a na dodatek kazdy kesek byl dla mnie meczarnia gdyz wydawalo mi sie sie cos mi utkwi w gardle i ze sie udusze. Ja wczesniej zdrowa i "normalna" osobka nagle stalam sie prawdziwym swirem (dmuchalam sobie na reke, mierzylam puls co chwila i dostawalam silne ataki paniki kiedy mialam cos zjesc). Ale wyszlam z tego 8) i wszystkim ktorym to sie moze w tej chwili wydawac niemozliwe, zapewniam ze to paskudstwo jest do pokonania!!
Dzisiaj juz moge jesc wszystko i sprawia mi to ogromna przyjemnosc (nie jak kiedys), tylko wieczorami troche sie mecze bo mam klopoty z zatkanym nosem(przewaznie jedna dziurka wogole nie dziala, a druga tak ledwo heh), a dosc trudno jesc i oddychac ustami jednoczesnie.
Chyba mam polipa w nosie, tak kiedys stwierdzil laryngolog, ale powiedzial ze lepiej go nie usuwac, wiec ja nadal sie tak mecze.

W kazdym razie jesli kogos nadal dreczy ten problem i nie widzi z tej nerwicy wyjscia to chetnie wyslucham i moze cos doradze :smile:
madima@op.pl

Pozdrawiam cieplutko

ps. MALUCH - ja tez nie lykam tabletek (wszystko miazdze lub gryze) to chyba taka pozostalosc po nerwicy z polykaniem. Wymiotowanie to tez jest dla mnie koszmarem, baaaardzo nie lubie i boje sie tego, ale na szczescie rzadko kiedy musze (twu twu).
Pokochaj Siebie, a inni Cie pokochają. Nic trudniejszego.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
21 wrz 2006, 22:01
Lokalizacja
Polski

Avatar użytkownika
przez Lusi 28 wrz 2006, 15:35
Cześć wszystkim. Dzisiaj znalazłam tą stronę i od rana siedzę i czytam. Mogłabym napisać wielki referat na temat nerwicy. Objawy mam takie jak wszyscy, nauczyłam się w jakimś stopniu nad nimi panować. Mam arytmię, moje serce wywraca się na lewą stronę kilka razy dziennie. A co do lęków, to karmię nimi moją nerwicę bezustannie. Boję się wielu rzeczy: tego, że pójdę spać a rano moja córeczka znajdzie mnie martwą. Wyobrażam sobie jej reakcję i wpadam w panikę. Boję się samolotów, tego, że któryś wleci mi do domu. Mieszkam niedaleko lotniska i samoloty z wielkim hukiem przelatują mi nad głową. Boję się opierać o barierkę na balkonie bo może się urwać i polecę. Ostatnio wyszłam na balkon na 8 piętrze (sama mieszkam na 4, każde piętro wyżej to większy strach) i dostałam takiego ataku paniki, że moja córeczka się rozpłakała. Boję się też tego, że zaszczepię zachowania lękowe mojej córce. Staram się przy niej nad sobą panować, sprawiam wrażenie spokojnej mimo iż jestem przerażona. Ale najbardziej boję się tego, że kiedyś moje serce nie wytrzyma. Że "pęknie", dostanę zawału, wylewu lub coś jeszcze innego. Czasami mam już dość, załamuję się. Ale wiem, że muszę się podnieść. Łykam tabletkę (staram się to robić bardzo rzadko) i udaję, że wszystko jest w porządku. Nie macie pojęcia jak bardzo się cieszę, że Was znalazłam. Musimy trzymać się razem, wspierać się. No bo kto lepiej zrozumie nerwusa niż drugi nerwus. Pozdrawiam gorąco.
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
784
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 10:36
Lokalizacja
Gdańsk

przez Kaska22 28 wrz 2006, 15:47
Proszę Was bardzo,napiszcie czy to normalneże moje objawy trwają od 6 lat i już sama nie wiem czy wogóle są czy może wcale nie ustępują.jak to jest u Was? Ja już nie wiem co myśleć,wybieram się do psychiatry tylko nie wiem czy to mi cos pomoże bo jestem przekonana że to guz mózgu. Przepraszam że ciagle o tym piszę,ale chyba rozmiecie że to mnie uspokaja i jest mi lżej jak mogę się tym z kimś podzielić
Kaska22
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: leniek644 i 24 gości

Przeskocz do