Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez milka 13 sie 2006, 10:36
artek28, mam takie same jazdy i wiem, że sama się nakręcam. Ale odkąd tu trafiłam czuję się dużo lepiej. Zrozumiałam w końcu, że nie tylko ja tak mam.
ból życia nie pozwala przyjść wyzwoleniu - śmierci....
Offline
Posty
132
Dołączył(a)
20 cze 2006, 20:21
Lokalizacja
Tarnów

przez milka 13 sie 2006, 10:52
artek28, przez 20 lat nie mogłam uwierzyć, że to nerwica i napadają mnie nadal chwile zwątpienia. Aż ciężko uwierzyć, że to tylko nerwy. To co się z nami dzieje, to prawdziwy koszmar. U mnie każdy zawrót czy ból głowy powoduje, że myślę że to rak, czasem mam wrażenie, że mózg mi pęcznieje i napiera na czaszkę i wtedy myślę, że to tętniak. Serce mi wali jak szalone, ból obejmuje lewą rękę i już myślę, że to zawał. Mrowienia kończynach nasuwają mi podejrzenia, że to stwardnienie rozsiane. Czasem czuję dziwne, wędrujące bóle kończyn i jakby prąd w kręgosłupie i znowu myślę, że to jakieś przerzuty nowotworowe. Miałam bolesne węzły chłonne i już świrowałam, że to jakaś białaczka, albo AIDS, albo inne cholerstwo. Mierzyłam stale ciśnienie i temperaturę. I łaziłam do coraz to nowych lekarzy i ciągle miałam wrażenie, że nie rozumieją zupełnie mojego cierpienia. W końcu powiedziałam dość. Koniec. Skoro wszyscy twierdzą, że fizycznie jestem zdrowa, to pewnie tak jest. Teraz uczę się wychodzić z domu bez lęku, uczę się na nowo funkcjonować w społeczeństwie. Nie zawsze mi się to udaje. Są dni kiedy całkowicie poddaję się tym paskudnym objawom. Ale odkąd znalazłam to Forum optymistycznie patrzę w przyszłość. I wiem, że będzie ok, że dam radę.
ból życia nie pozwala przyjść wyzwoleniu - śmierci....
Offline
Posty
132
Dołączył(a)
20 cze 2006, 20:21
Lokalizacja
Tarnów

przez sama 13 sie 2006, 11:44
Witam wszystkich. Moja nerwicowa zmora zaczęła sie trzy lata temu. Wtedy myślałam, że to koniec i nie chciało mi się żyć . Użalałam się nad sobą i myślałam ,,,,,,,,,,ze jestem najbardziej nieszczęśliwą osoba na śwoecie. Teraz już tak nie myślę chociaż objawy dalej mi dokuczają. Mam dwóch synków, wspaniałego męża i dla nich muszę żyć normalnie. Robię wszystko aby nie myślec o mojej chorobie i jestem pewna że się z niej wyleczę bo ona wcale nie jest taka straszna. Nie mozna się tylko poddawać. Pozdrawiam cieplutko
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
08 sie 2006, 08:59

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez kretka 13 sie 2006, 12:49
Jesu, skąd ja to znam! Mam tak samo. Mąż już ma mnie dosyć i ignoruje moje narzekania, co stwarza ryzyko, że kiedy naprawdę coś mi będzie, on też to oleje. Staram się ignorować sygnały z ciała lub tłumaczyć je sobie racjonalnie. To bardzo trudne, ale czasem pomaga. Pomaga mi tez (może to trochę dziwne), gdy mąż mówi "no to idź do lekarza albo dzwonimy na pogotowie". Wtedy wyraźnie sobie uświadamiam, że nie ma takiej potrzeby. Współczuję Ci, bo wiem co przeżywasz.

[ Dodano: Nie Sie 13, 2006 12:50 pm ]
PS. Sposób w jaki o tym piszesz wskazuje na to, że doskonale zdajesz sobie sprawę, że to tylko w Twojej głwie. Kiedy będzie Ci źle, spróbuj sobie to przypomnieć (np. że piszesz, że "masz na topie sepsę").
Offline
Posty
218
Dołączył(a)
20 lip 2006, 22:13
Lokalizacja
woj. łódzkie

przez Cannabis22 13 sie 2006, 14:59
madzia669 uwierz mi, wiem że to nic przyjemnego i trudno jest sobie z tym poradzić samemu tym bardziej, że z upływem czasu może być coraz gorzej, dlatego proponuje Ci ( jeśli tego jeszcze nie zrobiłaś ) wizytę u psychiatry on na bank Cię zrozumie i w jakiś sposób pomoże ( w moim przypadku tak było i nie żałuje, że udałem się z tym do specjalisty). Nie pisz, że nie masz się komu wygadać bo właśnie po to jest to forum i po to tu jesteśmy żeby sobie nawzajem pomagać ;) przynajmniej ja to tak pojmuje :D
Pozdrawiam :D
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
09 sie 2006, 13:31

Avatar użytkownika
przez madzia669 13 sie 2006, 16:06
Tylko w tym rzecz że moja sytucjia jest troche inna niż twoja nie bo tak się składa ze niedawno na nerwice zaczoł chorować mój brat cała uwaga jest skupiana tylko na nim a wiadomo żeby znaleść dobrego psychiatre trzeba iść do prywatnego a za takie wizyty trzeba płacić i to dość nie małe pieniadze tak jak to było w przypadku mojego brata nikomu nic nie mówiłam bo uważalam ze mi to przejdzie i że to niestosowne ale widać pomyliłam sie,a ja mam tą nerwice już od drugiej klasy gimnazjum i dlatego nie wiem jak sobie pomóc ia jak przekonać innych każdy myśli ze zmyślam a ja w tym czasie się męcze.pozdrawiam:(
You Shine your light when you forgive I cry
Avatar użytkownika
Offline
Posty
82
Dołączył(a)
11 sie 2006, 14:36
Lokalizacja
Okolice Olsztyna

Pesymistycznie, ale muszę... Czy może być gorzej?

przez kretka 13 sie 2006, 17:40
Moi drodzy.
Piszę ze wstydem, patrząc na siebie jak na nic nie wartego robaka, ale wiem, że wy mnie wysłuchacie i zrozumiecie...
Radzę tu wielu osobom, jak radzić sobie z tym czy tamtym objawem, bo teorię mam opanowaną (pewnie jak wielu z nas) do perfekcji.
Ale co mi po tej teorii?... :-(
Dostałam ostatnio od mojego psychologa zadanie: wyjść ze śmieciami, przed blokiem jest śmietnik. Mieszkam na IV piętrze, więc wyprawa zajmuje pewnie 3-4 minuty w sumie. Moze to brzmi żałośnie, takie zadanie, ale ja w ogóle nie wychodzę sama, więc to byłoby już coś...
Ponad tydzień biłam się z myślami, czy to zrobić. Sztywniałam ze strachu na samą myśl, że miałabym tam iść. Ale dziś w końcu się zdobyłam. Założyłam buty, zabrałam śmieci i... wróciłam z płaczem z pierwszego piętra:-(
Poczułam, że nie dam rady dojść, tak mi się trzęsły nogi, o łomotaniu serca ze 110 na minutę nie wspomnę.
Wiem, że powinnam to przetrzymać, ale nie byłam w stanie:-(
Czuję się beznadziejnie i wstydzę sama przed sobą.
Czy może być gorzej?
Jak radzicie sobie z podobnymi porażkami?
Nie chcę zatrzymać się w miejscu, chcę dalej próbować, ale boję się, że po tym incydencie długo na nic się nie odważę:-(
Offline
Posty
218
Dołączył(a)
20 lip 2006, 22:13
Lokalizacja
woj. łódzkie

Avatar użytkownika
przez Eva 13 sie 2006, 19:29
Kretko JESTEŚ DZIELNA :) bo dziś doszłaś do pierwszego piętra a jutro może zejdziesz na parter . Ja też tak zaczynałam teraz moim rytuałem stało się to że codziennie wychodzę do śmietnika. Kumpelki codziennie pytają jak tam konkurencja w śmietniku bo skoro tam chodzę to może mam powody ;) Jak mnie brało zwątpienie to sobie w myślach przypominałam coś śmiesznego ,albo że wychodzę z kimś :) Nie przerywaj prób to nic że jeszcze sama nie wyszłaś nawet z klatki ,ćwicz na razie same zejścia na parter ,aż będziesz się na tyle pewnie czuła że pobiegniesz sama nie tylko do śmietnika ,ale i za niego:) Pozdrawiam a jeśli Ci to pomoże to złap mnie tak wirtualnie za rękę i chodz razem pójdziemy dwie takie wystraszone :)
Avatar użytkownika
Eva
Offline
Posty
237
Dołączył(a)
12 kwi 2006, 14:06
Lokalizacja
Trójmiasto

przez milka 13 sie 2006, 20:14
kretka, też tak miałam. Mieszkałam kiedyś na IV piętrze i wyjście ze śmieciami wtedy normalnie mnie przerażało. To było prawdziwe wyzwanie, któremu bardzo długo nie byłam w stanie sprostać. Samo zejście po schodach odbierało mi tyle energii, że nie starczało mi jej na powrót. Chodziłam "na raty" pokonywałam pewien dystans i spanikowana uciekałam. W końcu przyszedł dzień, że dotarłam do celu, czułam się jak prawdziwy zdobywca. W sumie to miałam prawo się tak czuć, w końcu zdobycie szczytu śmietnika było dla mnie prawdziwym wyczynem....było niezwykle czasochłonną akcją, którą w końcu doprowadziłam do szczęśliwego finału. Potem uczyłam się docierać do klatki schodowej z pobliskiego parkingu. Bo normalnie jak nie było miejsca pod samą klatką, to potrafiłam godzinami jeździć w kółko w oczekiwaniu aż zwolni się "moje miejsce" (tak wtedy myślałam), a jak się nie zwalniało, to dzwoniłam z komórki do męża na górę żeby zszedł po mnie bo cała byłam jak z waty. I "taszczył" mnie na górę, a ja jak lalka szmaciana wisiałam na jego ramieniu i umierałam setki razy zamim dotarłam do drzwi. To wszystko minęło, ale pojawiły się inne dziwactwa. Moja nerwica zmienia się i zaskakuje mnie prawie każdego dnia. Jedne objawy znikają, a pojawiają się inne. Mam wrażenie, że chodzi tu o ciągłą walkę. Jak już nauczymy się radzić sobie z danym problemem, to pojawia się kolejny i znów musimy walczyć, uczyć się pokonywać te cholerstwa i tak w kółko. Nie ma co pomysłowa ta nerwica, nie odpuszcza, robi wszystko by o niej pamiętać...przyjaciółka upierdliwa.....
ból życia nie pozwala przyjść wyzwoleniu - śmierci....
Offline
Posty
132
Dołączył(a)
20 cze 2006, 20:21
Lokalizacja
Tarnów

przez limba 13 sie 2006, 20:14
kretko-chcieć to już połowa sukcesu!!!!Jesteś bardzo bardzo zawzięta,a to jest bardzo ważne,w tej głupiej nerwicy.Dasz radę,wierzę w ciebie.Dzisiaj nie wyszłaś,pojutrze wyjdziesz :D
Eva napisał(a):to złap mnie tak wirtualnie za rękę i chodz razem pójdziemy dwie takie wystraszone
Eva-a mogę cię zabrać na zakupki do miasta?????
...patrz przez przednią szybą, a nie wsteczne lusterko...
Offline
Posty
286
Dołączył(a)
10 kwi 2006, 21:41
Lokalizacja
Podkarpacie

Avatar użytkownika
przez Magda-27 13 sie 2006, 20:18
Ja na szczęście nie miałam nigdy problemu z wyjściem z domu, ale domyślam się, że stasznie Was to musi męczyć. Myślę Kretko tak jak dziewczyny, że jesteś bardzo dzielna :) Dzisiaj pierwsze pietro, jutro parter, a za kilka dni będzie śmietnik. Zobaczysz, że jeszcze bedziesz się z tego smiać. Życzę Ci dalszej wytrwałości, bo silna kobitka jesteś. Pozdrawiam cieplutko :*
szukam osób chętnych podjąć współpracę z FM GROUP Polska http://www.perfumyfm.sileman.net.pl
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
891
Dołączył(a)
22 lis 2005, 13:23
Lokalizacja
Ruda Śląska

Avatar użytkownika
przez czarna741 13 sie 2006, 21:03
Angeliko jesteś cacy cacy ;) ;)
cieszmy się każdym danym nam dniem
Avatar użytkownika
Offline
Posty
260
Dołączył(a)
27 cze 2006, 12:25
Lokalizacja
Kwidzyn

przez kretka 13 sie 2006, 21:51
Bardzo, bardzo dziękuję. Bardzo mnie podniosły na duchu Wasze słowa. Samej trudno docenić taki "sukces", ale gdy kilka osób powtarza, że to już coś, zaczyna się w to wierzyć. Nie poddam się. Obiecałam mężowi:-)
Offline
Posty
218
Dołączył(a)
20 lip 2006, 22:13
Lokalizacja
woj. łódzkie

Avatar użytkownika
przez Eva 13 sie 2006, 22:22
Limba a obiecujesz że bedziesz mnie mocno za rączkę trzymała :) jeśli tak to idę z Tobą na zakupy :) Ale poważnie tak właśnie kiedyś zrobiłam , z moją chorą przyjaciółką . Na Kaszubach jest takie święto "truskawkobranie " pojechaliśmy tam my dwie wystraszone i mój mąż. Jak zobaczyłam te tłumy to już z góry powiedziałam im że nie wysiadam ,że zostaje w autku i będę go pilnowała. Przyjaciółka była też z pieskiem i jego chciała zostawc a ja miałam iść z nimi zobaczyc co jest na kiermaszach. Robiło mi się duszno jak przeszłam kilka kroków ,wtedy moja przyjaciółka stwierdziła że jeśli mi to pomorze to łapmy się za łapki i do przodu... Wyglądało to już nie powiem jak bez obrazy ;) dwie "starsze" panie z pieskiem i mocno trzymające się za ręce ,oczywiście obok asystent ... mój mąż. Cały czas myślałam o niej czy nic jej nie jest a ona o mnie czy daje radę i tak zapomniałyśmy wspólnie o swoich strachach . Łaziłyśmy zadowolone po różnych stoiskach ,szczęśliwe i bez nerwicy. Więc jeśli komuś pomorze to chętnie podam swoją wirtualną rękę i możemy iść... :)
Avatar użytkownika
Eva
Offline
Posty
237
Dołączył(a)
12 kwi 2006, 14:06
Lokalizacja
Trójmiasto

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 18 gości

Przeskocz do