Czy wierzysz w wyleczenie?

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez anita27 01 gru 2006, 17:49
Kiedys juz pisalam w tym topiku,wtedy w wyleczenie naprawde nie wierzylam.Strasznie owego czasu bylam w czarnej dziurze mojej choroby.
Bo jak mozna bylo wtedy myslec inaczej kiedy bylam pogrozona przez uspokajacze wiecznie bez optymistycznego nastawienia.Na szczescie dzieki pomocy lekarza(ktorego mialam szczescie odnalesc)i swojej walce z uzaleznieniem.Udalo mi sie.Czuje sie znacznie lepiej,choc miewam kryzysy to sobie umiem przetlumaczycze to tylko chwilowe i minie jak zawsze.Wierze,ze w koncu sie wylecze.Ale jestem swiadoma,ze zawsze bede podatna ale mam nadzieje,ze uda mi sie tak ustabilizowac zycie ze nie bedzie tej przyczyny,ktora znow mnie moze pograzyc.
Szczęście jest jak motyl. Gdy będziesz próbował go złapać - nie uda ci się. Gdy będziesz stać spokojnie - może usiąść Ci nawet na ramieniu!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
417
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 20:53
Lokalizacja
Chrzanow

przez Oliwka333 02 gru 2006, 23:15
Ja tez szczerze mowiac nie oczekuje cudow.Staram sie oswoic z ta choroba bo przyzwyczaic to sie do niej na pewno nie przyzwyczaje wiec dlatego mam cicha nadzieje ze z tego wyjde.Jak czuje sie lepiej to nie skacze z radosci bo wiadomo ze zawsze przychodza i gorsze chwile ale tez i wtedy staram sie nie panikowac.Trzeba zachowac wzgledny spokoj w kazdej sytu :shock: :shock: :shock: acji.Wydaje mi sie ze do wyleczenia trzeba ze tak powiem dojrzec.Dopiero teraz po trzech miesiacach mordeki moge isc na psychoterapie poniewaz jestem bardziej swiadoma swoich problemow.Przy tej chorobie jak pewnie kazdy wie jest duuuzo czasu na rozmyslania.I czlowiek jakos tak bardziej pobozny sie robi :oops:
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
02 gru 2006, 13:35

Avatar użytkownika
przez Róża 02 gru 2006, 23:21
Powiem szczerze-nie wierzę.Ale nie dołuję się już.Staram się żyć tak jakbym była zdrowa.Jest ciężko,ale daję radę.Tak jak napisała Oliwka w nerwicy czlowiek dojrzewa do wyleczenia.Mnie jeszcze do tego daleko i pewnie życia mi nie wystarczy,ale już zyję bez leków i bez psychoterapii.I nie mam zamiaru wracać do tego.W końcu to mój umysł i muszę się z nim jakoś dogadywać :D
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez ewa125 02 gru 2006, 23:22
wierze tzn WIEM ze niektorzy ludzie z tego wyszli np. moj chlopak, samo u niego minelo po ok 5 miesiacach. ja juz sie o niebo lepiej czuje wiec wierze ze kiedys poczuje sie juz 100%dobrze. nerwica zmienia...jak ktos z niej wyjdzie to staje sie duzo duzo silniejszy psychicznie niz byl przed nia. to jest pozytyw. poza tym z koniecznosci zmierzamy sie z samym soba i przynajmniej odkrywamy swoje potzreby, swoje prawdziwe pragnienia, doceniamy pewnych ludzi, pewne sytuacje w zyciu.jestesmy przez nia duzo bogatsi wewnetrznie, wrazliwi ale nie slabi, bo SILNI. wiec kazdy kto jeszcze nie wyszedl z nerwicy niech wie ze ta walka to nie tylko walka o normalnosc ale o LEPSZEGO SIEBIE silniejszego, odwazniejszego, pewniejszego siebie, swoich marzen i swoich pragnien.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

przez Oliwka333 02 gru 2006, 23:41
Zgadzam sie z ewa.Ja juz dzisiaj widze w sobie zmiany. Nabralam wiekszego szacunku do wszystkiego i jestem naprawde bardziej swiadoma pewnych rzeczy.Zawsze bylam krzykliwym nerwusem co pewnie przeszkadzalo innym.To juz chyba kwestia charakteru.A czlowiek cale zycie ksztaltuje swoja osobowosc i teraz jest chyba znaczacy moment zeby zmienic hierarhie swoich wartosci.Teraz jestem taka spokojna(bo przeciez czasami nie mam sily nic powiedziec)ze moje slonko jest wniebowziete ze jest taka cisza :lol: :lol: :lol:
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
02 gru 2006, 13:35

Avatar użytkownika
przez Wesnaa 03 gru 2006, 18:37
Nie mam pojęcia,czy całkowite pozbycie sie tego cholerstwa jest możliwe. Moja nerwica trwa od ok 2 lat, to nic w porownaniu z tymi u których trwa juz nawet kilkanascie. Moim zdaniem mozna nauczyc sie nad nia panowac i patrzeć pogodniej na zycie, ale osobiscie nie znam ani jednej osoby, która nerwice miała i pozbyła sie jej raz na zawsze.Optymistyczne, prawda ? :?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
115
Dołączył(a)
30 lis 2006, 11:14
Lokalizacja
sama nie wiem...

Pytanie STULECIA!

przez Grzybek 19 gru 2006, 22:48
Teraz to mam pytanie stulecia normalnie!Z gory przepraszam za wulgaryzmy,ale nie moge inaczej,kiedy o tym pomysle!Czy MY,ludzie ktorzy sa chorzy na Nerwice,przez cpanie,zle sytuacje w dziecinstwie itp,itd. , bedziemy kiedykolwiek DO ***** NEDZY czuc sie calkiem normalnie,czy zapomnimy o tym wszystkim,czy bedziemy tacy jak kiedys?

Dziekuje z gory za odpowiedzi!
Offline
Posty
57
Dołączył(a)
18 paź 2006, 12:32

Avatar użytkownika
przez czarnykot 28 gru 2006, 23:32
Hmmmm.Bardzo smutny post.Myślę że więcej wiary w siebe to wiecej wiary w ludzi wogóle.Napisz jak dotychczas radziłeś sobie z nerwicą.Jakaś psychoterapia, leki? Może na forum ktoś CI coś doradzi - głęboko w to wierzę . Jeżeli Mógłbyś coś jeszcze napisać o swoich emocjach to pisz ......... :smile:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
67
Dołączył(a)
26 gru 2006, 20:38
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez Kejsi 28 gru 2006, 23:54
teraz w tym momencie mogę się pod tym postem podpisać obiema rękami, okropny wieczór :(
'Na pewno jesteś, bo wierze, ukrywasz skrzydła wtulone...'

Kocham..'

Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
15 gru 2006, 22:53

przez bodoom 28 gru 2006, 23:56
Nie do wiary. Masz 21 lat - wszystko przed Tobą. Czasami brakuje nam wiary we własne siły, ale gdy mamy kogoś przy sobie, kto nas podbuduje w trudnym momencie, jakoś to dalej idzie. A gdy nie mamy..... Nie piszesz nic o bliskich, czy masz w kimś oparcie.
Myślałeś kiedyś, że jesteś gościem. Na pewno są sposoby, żebyś znów mógł tak myśleć. Napisz trochę więcej, tu nikt się nie śmieje
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
28 gru 2006, 14:14

Re: Tańczymy, jak nerwica nam zagra...

przez hania 29 gru 2006, 00:21
Blue_on napisał(a): Jesteśmy po prostu słabszymi, wadliwymi jednostkami i wyginiemy, bo taka jest kolej rzeczy. Jesteśmy ułomni na umyśle i nie ma się co użalac nad soba... Możemy sobie łykac te smieszne psychotropy, ale i tak jesteśmy żałośnie słabi i mali. (.....)
Człowieczek, który musi żrec leki i walczyc z wlasnym umyslem niestety, ale jest nikim. (.....)
Bóg nie cierpi tchórzy, a kto jest większymi tchórzami, jak nie my, nerwicowcy...?
Zdechniemy, bo wybawienie nie przyjdzie z nieba;-) Zdechniemy, usrani i obszczani w naszych własnych sypialniach, w smrodzie odchodów i tchórzostwa, które towarzyszyło nam całe życie. (.....)
Nie ma na to rady, jesteśmy łajnem tego świata. Zdychamy za życia i czeka nas nędzny koniec.
Z dołączonymi pozdrowieniami noworocznymi, pisał do was Blue.


ja mam na ten temat inne zdanie, ale każdy ma prawo do swojego.
powiem ci tylko tyle, że poczułam się tym bardzo dotknięta, obraziłeś mnie i pewnie nie tylko mnie.
następnym razem zastanów się 100 razy zanim napiszesz coś podobnego..................

[ Dodano: Czw Gru 28, 2006 11:21 pm ]
Blue_on napisał(a): Jesteśmy po prostu słabszymi, wadliwymi jednostkami i wyginiemy, bo taka jest kolej rzeczy. Jesteśmy ułomni na umyśle i nie ma się co użalac nad soba... Możemy sobie łykac te smieszne psychotropy, ale i tak jesteśmy żałośnie słabi i mali. (.....)
Człowieczek, który musi żrec leki i walczyc z wlasnym umyslem niestety, ale jest nikim. (.....)
Bóg nie cierpi tchórzy, a kto jest większymi tchórzami, jak nie my, nerwicowcy...?
Zdechniemy, bo wybawienie nie przyjdzie z nieba;-) Zdechniemy, usrani i obszczani w naszych własnych sypialniach, w smrodzie odchodów i tchórzostwa, które towarzyszyło nam całe życie. (.....)
Nie ma na to rady, jesteśmy łajnem tego świata. Zdychamy za życia i czeka nas nędzny koniec.
Z dołączonymi pozdrowieniami noworocznymi, pisał do was Blue.


ja mam na ten temat inne zdanie, ale każdy ma prawo do swojego.
powiem ci tylko tyle, że poczułam się tym bardzo dotknięta, obraziłeś mnie i pewnie nie tylko mnie.
następnym razem zastanów się 100 razy zanim napiszesz coś podobnego..................
Offline
Posty
35
Dołączył(a)
12 lis 2006, 15:36

przez bodoom 29 gru 2006, 00:51
Noo, ładnie, ładnie... Masz się czym pochwalić.
Z tej dłuższej lektury wnioskuję, że jesteś bardzo fajnym gościem. W dodatku inteligentnym.
Nie wiem, jak się leczy nerwice, ale wydaje mi się, że wiele zależy od nas samych. Dostałeś od życia nielicho, ale jesteś na samym jego początku, musisz wygrać. Tylko nie z alkoholem. Akurat wiem, co piszę. Najważniejsze to odbudować w Tobie wiarę w siebie. Wiem, że choroba powoduje to, że możemy wkurzać się na siebie i wątpić, ale nie do tego stopnia. Poddałeś się, albo jesteś temu bliski. Musisz pokochać siebie. Wiem, że to głupio brzmi, ale to chyba konieczne i wiele może zmienić. Naprawdę jest tak, że jeśli zaczynamy o sobie myśleć pozytywnie, dostrzegać swoje mocne strony, inni też to dostrzegą . Znowu wiem, co piszę.Masz oparcie w rodzinie, a dodatkowo ogromną szansę żeby zaistnieć. Tamtych gnojów już nie ma a dorośli trochę inaczej oceniają siebie. I nie będą się znęcać nad Tobą. Wiem, że możesz nauczyć się dystansu do siebie i innych, czasem może warto wspomnieć żartami czy może tak mimochodem skąd się biorą Twoje problemy. Ale to już sam musisz zdecydować, bo ja nie wiem, jak zareaguje Twoje otoczenie na wiadomość, że masz problemy psychologiczne. Pomyśl, co chciałbyś w sobie zmienić najpierw. Coś, co ułatwiłoby Ci życie. I maluśkimi kroczkami
bez pośpiechu dąż do celu.
Ode mnie masz kawał:
Msza w kościele.
Cisza i skupienie.
Wchodzi pijak i ryczy na całą mordę: "Zapraszam wszystkich na piwo"!!!
Ludzie patrzą oburzeni.
Z konfesjonału wychyla się zdziwiony ksiądz.
Na to pijak: "A ty jak się wysrasz, to też przyjdź"!!!
Mam nadzieję, że nie obraziłam Twoich uczuć religijnych i choć trochę Cię rozweseliłam.

[ Dodano: Czw Gru 28, 2006 11:50 pm ]
Noo, ładnie, ładnie... Masz się czym pochwalić.
Z tej dłuższej lektury wnioskuję, że jesteś bardzo fajnym gościem. W dodatku inteligentnym.
Nie wiem, jak się leczy nerwice, ale wydaje mi się, że wiele zależy od nas samych. Dostałeś od życia nielicho, ale jesteś na samym jego początku, musisz wygrać. Tylko nie z alkoholem. Akurat wiem, co piszę. Najważniejsze to odbudować w Tobie wiarę w siebie. Wiem, że choroba powoduje to, że możemy wkurzać się na siebie i wątpić, ale nie do tego stopnia. Poddałeś się, albo jesteś temu bliski. Musisz pokochać siebie. Wiem, że to głupio brzmi, ale to chyba konieczne i wiele może zmienić. Naprawdę jest tak, że jeśli zaczynamy o sobie myśleć pozytywnie, dostrzegać swoje mocne strony, inni też to dostrzegą . Znowu wiem, co piszę.Masz oparcie w rodzinie, a dodatkowo ogromną szansę żeby zaistnieć. Tamtych gnojów już nie ma a dorośli trochę inaczej oceniają siebie. I nie będą się znęcać nad Tobą. Wiem, że możesz nauczyć się dystansu do siebie i innych, czasem może warto wspomnieć żartami czy może tak mimochodem skąd się biorą Twoje problemy. Ale to już sam musisz zdecydować, bo ja nie wiem, jak zareaguje Twoje otoczenie na wiadomość, że masz problemy psychologiczne. Pomyśl, co chciałbyś w sobie zmienić najpierw. Coś, co ułatwiłoby Ci życie. I maluśkimi kroczkami
bez pośpiechu dąż do celu.
Ode mnie masz kawał:
Msza w kościele.
Cisza i skupienie.
Wchodzi pijak i ryczy na całą mordę: "Zapraszam wszystkich na piwo"!!!
Ludzie patrzą oburzeni.
Z konfesjonału wychyla się zdziwiony ksiądz.
Na to pijak: "A ty jak się wysrasz, to też przyjdź"!!!
Mam nadzieję, że nie obraziłam Twoich uczuć religijnych i choć trochę Cię rozweseliłam.

[ Dodano: Czw Gru 28, 2006 11:51 pm ]
Noo, ładnie, ładnie... Masz się czym pochwalić.
Z tej dłuższej lektury wnioskuję, że jesteś bardzo fajnym gościem. W dodatku inteligentnym.
Nie wiem, jak się leczy nerwice, ale wydaje mi się, że wiele zależy od nas samych. Dostałeś od życia nielicho, ale jesteś na samym jego początku, musisz wygrać. Tylko nie z alkoholem. Akurat wiem, co piszę. Najważniejsze to odbudować w Tobie wiarę w siebie. Wiem, że choroba powoduje to, że możemy wkurzać się na siebie i wątpić, ale nie do tego stopnia. Poddałeś się, albo jesteś temu bliski. Musisz pokochać siebie. Wiem, że to głupio brzmi, ale to chyba konieczne i wiele może zmienić. Naprawdę jest tak, że jeśli zaczynamy o sobie myśleć pozytywnie, dostrzegać swoje mocne strony, inni też to dostrzegą . Znowu wiem, co piszę.Masz oparcie w rodzinie, a dodatkowo ogromną szansę żeby zaistnieć. Tamtych gnojów już nie ma a dorośli trochę inaczej oceniają siebie. I nie będą się znęcać nad Tobą. Wiem, że możesz nauczyć się dystansu do siebie i innych, czasem może warto wspomnieć żartami czy może tak mimochodem skąd się biorą Twoje problemy. Ale to już sam musisz zdecydować, bo ja nie wiem, jak zareaguje Twoje otoczenie na wiadomość, że masz problemy psychologiczne. Pomyśl, co chciałbyś w sobie zmienić najpierw. Coś, co ułatwiłoby Ci życie. I maluśkimi kroczkami
bez pośpiechu dąż do celu.
Ode mnie masz kawał:
Msza w kościele.
Cisza i skupienie.
Wchodzi pijak i ryczy na całą mordę: "Zapraszam wszystkich na piwo"!!!
Ludzie patrzą oburzeni.
Z konfesjonału wychyla się zdziwiony ksiądz.
Na to pijak: "A ty jak się wysrasz, to też przyjdź"!!!
Mam nadzieję, że nie obraziłam Twoich uczuć religijnych i choć trochę Cię rozweseliłam.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
28 gru 2006, 14:14

przez Gringo 30 gru 2006, 03:23
Zgodziłbym się z tobą Blue_on , jest jednak drobne "ale", przeciez sa ludzie, ktorzy wychodza juz na zawsze z tego piekla (nerwicy/depresji/etc.). Wyobraz sobie, jakie zycie wtedy musi byc piekne, rzeczy dla "normalnych" ludzi zwyczajne zapewne zdaja sie dla bylych nerwicowcow byc czyms cudownym :)
Jest szansa, ze sie uda, chocby niewielka, ale JEST.
..niektorzy uwazaja, ze to nie kwestia szansy, szczescia, tylko WYBORU...
Gringo
Offline

przez frontiero 31 gru 2006, 08:30
blu on ,sorry ale nie lykne twojego pieprzenia,moim zdaniem nie masz racji,i chcialem przypomniec ze to moze ty jestes slaby,znerwicowany,i chory,bo ja czytając i pisząc na tym forum znam co najmniej 99,9% osób które aż tak mocno chore nie są.
Jesli masz jakis problem z samym sobą,albo ktos cie skrzywdzil czy urazil to wspólczuje,tyle ze jak mi wiadomo nie byl to nikt z tego forum,i nie ma powodu abys tak pisal o ludziach z forum,nie kazdy na szczescie sie czuje jak ty.
jesli chcesz rady albo pogadac to rób to po ludzku, a nie manifestujesz swoj problem jak dzieciak.
acha chcialem cie pocieszyc,masz 21 lat hormony ci troche buzują i sie buntujesz.....
nie przejmuj sie tak to minie ;)
pozdr.
Offline
Posty
54
Dołączył(a)
05 wrz 2006, 21:53
Lokalizacja
zielona góra

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 23 gości

Przeskocz do