Samotność...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez Makcia 08 paź 2006, 15:18
Dzięki wielkie za odpowiedź God's Top 10 :) Jestem ci wdzięczna za wsparcie którego teraz bardzo potrzebuje...Dlaczego ciągle zastanawiam sie nad tym czy nie jestem poważnie chora? dobija mnie to bo nie pozwala normalnie żyć. Mój mąż jest kochanym człowiekiem ale niestety nie rozumie mnie prawie w ogóle:(...czuje sie bezradna bo tak bardzo chciałabym usłyszeć to że wszystko co wymyślam to nerwica. Paradoksalne to jest bo z jednej strony tak bardzo chce od niej uciec a z drugiej strony chce o "niej" rozmawiać. Czasami mam już dośc..siebie..tych wymyślonych problemów..i objawów chorób których naprawde sie boje...
Offline
Posty
286
Dołączył(a)
08 paź 2006, 12:36

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 08 paź 2006, 18:03
Dlaczego ciągle zastanawiam sie nad tym czy nie jestem poważnie chora?
[Chodzi Ci o doszukiwanie się chorób w każdym "szmerze organizmu", jak to sama określiłaś ?] Odpowiedź na to pytanie jest chyba warta Nobla. ;) Wykonaj badania dla pewności, ze faktycznie nic Ci nie dolega. A jestem przekonany, że to dolegliwości wyłącznie o podłożu nerwicowym.
Myślę, że to jeden z podstępów tej choroby - choroba chce się "rozgościć" w naszej psychice, "podpuszcza nas" do samodzielnego nakręcania się, do dołowania się.
Ja przez jakiś czas nie potrafiłem zaakceptować swojej choroby. Wynikało to chyba z presji, którą sobie sam narzuciłem (po części też środowisko), że "facet musi być silny pod każdym względem".
Na szczęście zaakceptowałem to. Mam depresję. Ale niemal w tym samym momencie, kiedy sobie to uzmysłowiłem, pojawiła się druga myśl (jeśli wierzyć żartom, dwie myśli na raz u facetów są śmiertelne :lol: ), że to nie depresja ma kierować moim życiem, tylko ja ! Niedoczekanie, żebym się poddał tej chorobie :!:
I chyba dzięki tej chorobie odkrywam pokłady "swojej siły". Staram się zmienić postrzeganie świata i jest lepiej. A będzie jeszcze lepiej ;)
Nie jestem specjalistą, ale możliwe, że u Ciebie ta nerwica trwa właśnie dlatego kilkanaście lat, że boisz się zaakceptować chorobę. Nie męcz się juz dłużej, powiedz nerwicy DOŚĆ, wyzwól w sobie siłę (dla swojej wspaniałej rodziny i dla siebie) - podejmij leczenie (a może juz się leczysz, a ja nie dostrzegłem tego w tym, co napisałaś).
Co do Twojego męża: często to jednak jest tak, że "zdrowy nie zrozumie chorego", a często też i tak, że boimy się dzielić z kimś bliskim tego, co przerasta nas samych.
Ja wierzę, że można wygrać z nerwicą i depresją. Ale i sama osoba dotknięta taką chorobą musi w to uwierzyć.
Będzie dobrze, będzie dobrze, będzie dobrze !
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

przez Makcia 09 paź 2006, 20:45
witaj God'Top 10:)) Twoje wypowiedzi są dla mnie bardzo cenne. Bardzo sie ciesze że podejmujesz ze mną tak trudne zagadnienia jak nerwica. powiem ci szczerze żę nie do końca chce zaakceptować istniejący we mnie fakt iż jestem "chora". Dla mnie to wciąż temat mojego wewnętrznego "tabu" Naprawde trudne do określenia jest to co czuje. to ciągla wewnętrzna walka jaką prowadze każdego dnia. Walcze o swoje wyzwolenie a nagrodą ma być moje lepsze samopoczucie i dowartościowanie sie. Nie wierze w siebie chociaż sama nie wiem dlaczego tak jest. Myśle że to główne podłoże mojej nerwicy..ten nadmiar krytycyzmu i samoniszczenie sie:( smutne to bo kiedyś ktoś bliski mi powiedział żę umartwiam sie nawet wtedy gdy nie musze. Wtedy gdy powinnam sie cieszyć ja jestem smutna. Ogólnie jestem uśmiechniętą osobą ( o dziwo jak świetnie sie maskuje przed otoczeniem:) ) natomiast wewnątrz chce mi sie płakać z bezsilności. Nie lecze sie , nie chce wole "walczyć" sama z pomocą takich ludzi jak TY. Zapomniałam dodać że nawrót choroby nastapił około 10 lat temu gdy zmarła mi najbliższa i jedyna osoba jaką miałam mój Tata. Świat mi runął w krótkim czasie..boje sie śmierci bo tak blisko niej stałam. nie moge zapomnieć i dlatego cierpie. Pozdrawiam Cie gorąco i oczekuje Twojej kolejnej odpowiedzi:)) pozdrowionka
Offline
Posty
286
Dołączył(a)
08 paź 2006, 12:36

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 09 paź 2006, 22:56
A ja cieszę się, że to co piszę w jakiś sposób Ci pomaga.
Jakie masz opory przed akceptacją swojej choroby ? Postaraj się znaleść je i rozpraw się z nimi. Niech nerwica nie będzie dla Ciebie problemem, który chciałabyś zmieść "pod dywan świadomości". Łatwiej walczyć z chorobą, którą akceptujesz i której podstępne mechanizmy znasz.
Jesteś wartościową kobietą, te wartości dostrzegł w Tobie Twój mąż i dlatego Cię poślubił. Masz w sobie spory potencjał, skoro dostałaś szansę pracy w czasie, kiedy o pracę nie jest łatwo. Twoje zalety dostrzegają inni, skoro masz wokół siebie (jak sama piszesz) przyjazne osoby. A jednocześnie te wszystkie przyjazne dusze, które skupiasz wokół siebie akceptują Cię taką, jaka jesteś razem z Twoimi wadami. Masz zastrzeżenia do swojej urody ? Twój mąż ich nie ma, kocha Cię tak piękną, jaka jesteś (tak jest skoro według Twoich słów jest wspaniały). Więc dlaczego Ty siebie nie akceptujesz, skoro wszystkie argumenty wskazują na to, że jesteś kobietą wartościową ?
Myślę, że ta bliska Ci osoba ma rację co do tego, że umartwiasz się niepotrzebnie. Twój krytycyzm jest niepotrzebny aż w takim stopniu. Krytycyzm powinien nam towarzyszyć co najwyżej do takiego stopnia, by zapamiętać jaki błąd się popełniło i z tej nauki wyciągać wnioski na przyszłość. I to wszystko. Gnebienie siebie za błędy nie pomoże w niczym, bo ze strachu przed błędami, będziemy je popełniac jeszcze częściej na zasadzie "przyciągania tego, czego chciałoby się uniknąć".
Dlaczego uważasz, że jesteś bezsilna ? Wcale nie jesteś, to Ty głównie masz wpływ na swoje życie, Ty nim kierujesz. I z tego co widzę potrafisz nim kierować mądrze. Kieruj więc życiem tak, by nie było w nim miejsca na doszukiwanie się krytyki tam, gdzie jest zbyteczna.
Przynam się, że mnie szczerze zmartwiłaś tym, że chcesz walczyć z nerwicą bez pomocy specjalistów. Oni po to są, żeby nam pomagać. Na pewno mają większe doświadczenie i wiedzę w tej dziedzinie, niż ja.
Oni pomogą Ci uporać się z tą ogromna traumą po stracie Twojego Taty, z uporządkowaniem samooceny, z poszukiwaniem powodów do tego, by być z siebie zadowoloną. A jak to wyżej wykazałem, masz powody do zadowolenia z siebie.
Ojej ale się rozpisałem :shock: , obyś nie zasnęła przy tym ;)
Głowa do góry !
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

przez Makcia 10 paź 2006, 12:51
Witaj God"s Top 10 :)..ponownie dziękuje za słowa otuchy..czekam na nie wciąż zaglądając czy napisałeś znowu coś co pomogłoby mi przetrwac kolejny dzień w przekonaniu że będzie dobrze. Widzisz po śmierci taty próbowałam zwrócić sie o pomoc do specjalistów..niestety nie rozumieli mnie miałam wrażenie że to co mówie nie ma dla nich znaczenia. Byłam u pani psycholog która usilnie próbowała zakończyc tamat "mieszcząc" sie w czasie za który 'zapłaciłam". Dostać sie do dobrego psychologa to loteria porównywana do wygranej na loterii.Pod wpływem mojego kolejnego podłamania udałam sie do psychiatry który przepisał mi cudowne leki..prowadzące do totalnego wyłączenia mnie ze świata ludzi myślących..spałam i czułam sie jak w kolejnym transie w którym nie moge nic zrobić. Po kilkunastu miesiącach spróbowałam jeszcze raz..tym razem udałam sie do psychologa który traktował mój problem jak "jeden z wielu' nie wspierając ani nie pocieszająć w żaden sposób. Czułam sie źle bo pomyślałam sobie przez chwilke "Boże co ja tutaj robie skoro mam tylu przyjaciół" wyszlam i więcej nie wróciłam. Moja nerwica nie pozwala mi sie otworzyć przed ludźmi faktycznie zdrowy chorego nie zrozumie bo nie ma ku temu podstawy. Boje sie że mi nie wypada na "to" chorować. Mam odpowiedzialną prace, ucze dzieci i obawiam sie chyba najbardziej tego że ktoś może mi zarzucić iż 'jestem " nienormalna" i że nie moge pracować w swoim zawodzie. Obawiam sie tego bo kocham swoją prace i pomimo wielu trudnych i nerwowych chwil jakie w niej przeżywam ciesze sie każdą chwilą spędzoną z dzieciakami. To moja blokada. Jeżeli chodzi o swoje dowartościowanie a raczej o jego brak to wynika on z faktu że czuje sie "niepotrzebna". Jak już wspomniałam posiadam wielu wspaniałch ludzi wokół siebie, podobno uchodze za miłą, ładną i skromną dziewczyne (chociaż nie mnie to oceniać aż sie dziwie że to napisałam), jestem otwarta na cudze problemy i przeżywam je jak swoje własne ( co w moim przypadku nie jest porządane) ogólnie często sie uśmiecham i myśle sobie teraz że wszystkie osoby które mnie znają nigdy nie "wpadłyby" na to że jestem tutaj na tym forum i że moge mieć "takie" problemy. Potrzebuje osoby która przemówi do mnie w taki sposób w jaki Ty to robisz..wtedy wiem że dam rade..naprawde chce w to wierzyć:) Dziękuje Ci God's i do usłyszenia..mam nadzieje:)..pozdrawiam serdecznie..
Offline
Posty
286
Dołączył(a)
08 paź 2006, 12:36

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 10 paź 2006, 13:53
Witaj ponownie :D
Na podstawie tego, co napisałaś o psychologach, przypomniała mi się anegdota o nich. Jak dzieli się absolwentów psychologii ? - Są ludzie po psychologii i psychologowie ;)
Nie ustawaj w poszukiwaniach, że znajdziesz psychologów, a tych "po psychologii" będziesz omijała.
Możliwe, że Twoje doświadczenia w dziedzinie psychologów w jakimś stopniu wynikają z tego, co sama opisałaś wcześniej: nie chcesz mówić innym o tym, co czujesz. Nie chcesz zaprzątać ich uwagi "swoją skromną osobą". I tym sposobem dusisz wszystko w sobie. Sam wiem po sobie, że nie łatwo zmienić takie nastawienie. Ale stopniowo, powolutku da się.
Ktoś na forum (już nie pamiętam kto) jako wyjście z takiej sytuacji podał prostą i chyba skuteczną metodę. Kiedy trudno powiedzieć co się czuje, lepiej to napisać i zostawić do przeczytania bliskiej osobie.
Chorować wogóle "nie wypada" ;) , ale to choroby nas sobie upatrują jako "cele". Depresja czy nerwica to też choroby, tyle tylko, że dotykają naszej delikatnej psychiki. Ale też jak i inne choroby, są uleczalne.
Rozumiem Twoje obawy co do pracy, która tak wiele Ci daje.
Nie przywołuj lęków ! Nie zamartwiaj się tym, że ktoś zobaczy, że "jesteś nienormalna", bo przywołujesz takie lęki. Sama się tymi obawami nakręcasz, a nerwica tylko czycha na takie okazje :evil: Zmierz się z tymi lękami - powtarzaj sobie prawdę, że nie masz powodów do obaw, bo dzieciaki Cię uwielbiają. Dla wielu na pewno jesteś ich "ulubioną Panią".
Czujesz się niepotrzebna ? Nie masz ku temu podstaw. Mało razy nauczane przez Ciebie dziecko przyszło zapytać się czy dobrze "coś" zrobiło ? Dzieci potrzebują Cię, potrzebują pochwalenia, kiedy coś zrobią dobrze i potrzebują, żeby ktoś im wskazał co zrobiły źle. Wtedy potrzebują wsparcia słowami "tym razem się nie udało, ale nstępnym razem zrobisz to lepiej". Potrzebują Ciebie.
Tak samo Twoja rodzina potrzebuje Cię, na tych samych zasadach potrzebują Cię Twoje dzieci. Potrzebują potwierdzenia, gdy coś robią dobrze i wsparcia, gdy błądzą. Potrzebują Twojego ciepła i troski, czego jak widzę, masz w sobie bardzo dużo.
Potrzebuje Cię Twój mąż, by dzięki Twojej pomocy zmierzyć się z jakimś kłopotem i potrzebuje Cię, by cieszyć się z Tobą swoimi sukcesami.
Nie jesteś "niepotrzebna".
Jestem pewien, że świetnie sobie z tym wszystkim radzisz.
Masz za to kłopoty z powiedzeniem innym tego, czego Ty potrzebujesz. I to jest źródłem Twoich lęków. Niestety ludzie się przyzwyczaili "brać" od Ciebie Twoje zainteresowanie ich problemami. I stąd odnosisz mylne wrażenie, że jesteś "niepotrzebna, bo nie dostrzegają Ciebie i Twoich trosk". Stopniowo ucz ich tego. Ucz siebie mówić "tak czuję i oczekuję od innych, że inni to uszanują". Ucz siebie oczekiwać czegoś od innych. Nie ma w tym nic złego. A to jest kluczem do Twojego zdrowia, do akceptacji siebie taką, jaką jesteś, a nie taką do jakiej się przywyczili inni. Ty jesteś ważna. Niektórym osobom powinnaś to uzmysłowić "terapią szokową", innym stopniowo dawać do zrozumienia, że też oczekujesz od innych.
Takie hipotetyczne rozwiązanie przyszło mi do głowy: kiedy ktoś chce porozmawiać z Tobą o swoich problemach, delikatnie powiedz mu: "wiesz, teraz akurat nie mam głowy do tego, by nad tym myśleć, mam własne zmartwienia, jak się z nimi uporam, możemy pogadać". Takimi słowami w miarę delikatnie można sprowokować innych do tego, by to oni zaproponowali rozmowę o tym, co Ciebie trapi.
Zacznij stawiać siebie na wyższym miejscu w hiererchii ważności.
hehe coraz dluższe moje wykłady ;)
Będzie dobrze. :D
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

przez neja 10 paź 2006, 14:39
God's Top 10 naprawde podziwiam Cie za twoje słowa Jak czytam sobie twoje wypowiedzi to tak jakbym psychologa slyszala ;) Mam do ciebie prośbe ...Przeczytaj proszę moj ostatni post Dzisiaj go napisalam... Prosze doradz mi cos...Bede wdzieczna
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
06 paź 2006, 19:18

przez Makcia 11 paź 2006, 17:42
Witam Cie serdecznie God's Top 10 :) To co piszesz ma dla mnie ogromne znaczenie. Jesteś chyba najlepszym psychologiem jakiego spotkałam. Wczoraj w nocy znowu miałam "mały odlocik". Wiesz najgorsze jest to że ta nerwica wybiera najmniej oczekiwane "punkty" mojego ciała. Obudził mnie ogromny strach i paraliżujący ból mięśni. Nigdy jeszcze nie miałam takiego uczucia. Przeważnie miotam sie dopóki nie uświadomie sobie że moge nad sobą zapanować. Wczoraj było na odwrót leżałam spokojnie bałam sie tylko tego że to koniec. Wiesz co chciałam zrobić? w pierwszej kolejności napisać do ciebie:)..wiem że to paradoksalne..nie znam cie prawie w ogóle a jednak wyzwalasz we mnie taki wewnętrzny spokój...błogi stan wiary w to że potrafie coś zrobić. Dzisiaj jest już lepiej..uspokoiłam sie i wyciszyłam..Coraz częściej myśle jednak o tym że moge sobie nie poradzić. Że nadejdzie w końcu dzień że mój organizm sie podda i co będzie dalej? czytając niektóre posty tutaj na forum uzświadomiłam sobie że przechodziłam przez prawie wszystkie " fazy" nerwicy. Począwszy od "zdołowań" psychicznych aż po silne "niedomagania" wegetatywne. Zastanawiam sie co będzie dalej i jak wygląda ten "ostatni" atak paniki i strachu. Czy potem jest coś dalej czy wylecze sie tak nagle jak zachorowałam...a może to już będzie koniec wszystkiego?...God's Top jesteś wyjątkową osobą w moim życiu...nie znam cie a potrafisz sparawić że czuje sie dobrze. Dziękuje Ci bardzo:)..czekam na odpowiedź..
Apropos "wsłuchiwania" się we własne potrzeby..hm to mój problem..wiesz to fakt że znajomi nauczyli sie brać...jestem od "wysłuchiwania" ich, próbowałam uwierz mi , powiedzieć że nie mam czasu. Taki ktoś dzwoni wtedy do mnie dopóki mnie nie złamie i nie "zmusi' do wysłuchania lub pomocy. a ja mam problem z odmawianiem. Już nie raz było mi przykro z tego powodu a jednak nadal w tym tkwie. Trudno mówić mi o swoich potrzebach..mam wrażenie że "moje" problemy są nudne. Czasami jestem tym poprostu zmęczona. Nikt nie pyta mnie czy mi jest źle..każy wychodzi z założenia że ja na pewno jestem szczęśliwa...a jednak..
Offline
Posty
286
Dołączył(a)
08 paź 2006, 12:36

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 11 paź 2006, 19:45
Witaj :D
Psychologiem nie jestem i dlatego nie powinnaś ustawać w posuzkiwaniach profesjonalnego psychologa.
Nerwicy ma to do siebie, że nie pozwalają o sobie zapominać. Dlatego co jakiś czas atakuje tam, gdzie może "zasiać" obawy. I tak, kiedy pojawiają się jakieś utajone obawy o serce, to serce zacznie boleć na tle nerwicowym. Warto poznać ten mechanizm i nie rozmyślać zbyt wiele o własnym zdrowiu.
Skąd u Ciebie obawy, że sobie nie poradzisz ze zwalczeniem choroby ? Twoja psychika poradziła sobie "wymyślając" sobie objawy nerwicy, to poradzi sobie i z nerwicą. Potrzeba do tego zmiany myślenia, w czym pomocne są leki i pomoc psychologów, terapeutów.
Potrafisz pokonać chorobę, wielu osobom się to udało, uda się i Tobie.
Do tego trzeba czasu, ale to jest cel będący w Twoim zasięgu.
To prawda, że niekiedy czytając forum mozna się "nakręcić", nerwica lubi korzystac z mechanizmów hipohondrii. Dlatego powiedz sama sobie, że i u nich te "bóle" nie są realne, tylko choroba im je "podsuwa", żeby wywołać lęki i stres, a więc i u Ciebie jest tak samo.
Co będzie dalej ? Dalej będziesz zdrowiała :D Ten wczorajszy atak, to chyba znak, że nerwica zaczyna się "niepokoić" tym, że zaczynasz wierzyć w jej porażkę, a w swoją wygraną. Utrzymuj swoją chorobę w tym przekonaniu, że u Ciebie koniec już "gościny" dla niej ;)
Nie przeceniaj mnie ! Cieszę się, że mogę Ci pomóc, ale to właśnie jest pomoc - ja za Ciebie nie pokonam Twojej choroby.
Nie przestawaj akcentować swoich potrzeb. Przez długie lata Twoi znajomi i bliscy przyzwyczaili się do Ciebie-słuchaczki, więc od razu też nie da się oduczyć ich tego. Nie tylko oni i ich problemy są ważne, ale Ty i Twoje kłopoty też ! Bądź konsekwentna w tym !
Jeśli telefon natarczywie dzwoni, wyłącz go. Jeśli ktoś chce Cię "złamać", powiedz stanowczo NIE. Część z nich może i się obrazi, a część może zacznie nareszcie myśleć dlaczego im odmówiłaś. Niekiedy terapia szokowa jest najskuteczniejsza. I nie powinnas mieć z tego powodu wyrzutów sumienia: przez lata oni byli ważni Twoim kosztem, teraz jest czas zweryfikować te relacje tak, by wszyscy byli równie ważni.
Poza tym, co to za znajomi, którzy są natarczywi i nie respektują Twojego zdania ? :?
Głowa do góry ! :D
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

przez Makcia 11 paź 2006, 20:39
witaj:)... Widzisz należe do osób które za wszelką cene chcą być lubiane. W pewien sposób dodaje mi to pewności siebie. Jestem jedynaczką może stąd ten strach przed osamotnieniem. Szukam znajomych nawet tam gdzie ich nie ma. Potrafie wybaczać koleżankom pomimo tego że mnie czasami 'krzywdzą". To taka cecha "dobrego" człowieka:). Fajnie że potrafisz tak God,s ja mam ogromne problemy z zaakceptowaniem faktu iż ktoś może być na mnie zły lub że może sie na mnie zawieść. Ha zastanawiam sie czy to nie kolejny objaw mojej nerwicy - spryciary:) Dzisiaj czuje sie dobrze..zapomniałam nawet o tym że "ją" mam:)) potrafie nawet nie myśleć o najgorszym..ciekawe jak długo? Nadal wierze w skuteczność samą w sobie. Nie ufam lekarstwom naczytałam sie sporo o skutkach ubocznych i o objawach po odstawianiu leku. Szerze powiedziawszy przeraża mnie to...Jest jeszcze jeden paradoks..ja sie boje brać jakiekolwiek tabletki..wiesz ile mnie kosztuje połknięcie zwykłego antybiotyku? a co dopiero "psychotropy"?...czasami mi sie wydaje żę naprawde jestem nienormalna...ani mnie leczyć ani ze mną "żyć" a na pozór taka szczęśliwa jestem... pozdrawiam serdecznie:)
Offline
Posty
286
Dołączył(a)
08 paź 2006, 12:36

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 11 paź 2006, 23:27
Witaj
To, że będziesz lubiana, jednocześnie nie wyklucza bycia szanowaną.
Niekiedy nawet uzyskuje się większy szacunek, kiedy stanowczo walczy się "o swoje".
A za to, że Ciebie wszyscy lubią, płacisz swoim zdrowiem ! Warto ?
Ale to Twój wybór czy pozwolisz innym "dokładać się"do Twojej choroby, a tym samym lubili Cię, czy też nauczysz ich szacunku do siebie kosztem nawet co niektórych mniej wartościowych znajomości.
A na to, czy ktoś będzie zły na Ciebie, czy też nie, nie zawsze masz wpływ. Jesli ktoś będzie chciał i tak Cię nie polubi nie ważne co byś zrobiła. Dlatego nie przejmuj się tym i dodatkowo nie nakręcaj.
Myślę, że taka Twoja postawa (chęć bycia lubianą za wszelka cenę) ma znaczący wpływ na to, ze pojawiła się u Ciebie nerwica i tak długo trwa.
Co do leków, to sama się nimi nakręcasz, zapewne zaczynasz czytanie ulotki od skutków ubocznych :? Tymczasem na każdej ulotce jest napisane, że dane skutki uboczne mogą wystąpić, co nie oznacza, że wystąpią zawsze.
Leki odstawia się wyłącznie, kiedy: albo źle działają (wywołują właśnie skutki uboczne lub nie pomagają przy dłuższym zarzywaniu), albo lekarz tak zaleci.
Dobrze, że dziś czujesz się lepiej. Życzę Ci, by więcej było takich dni.
Życzę Ci również zmiany sposobu myślenia na taki, który Ciebie stawia wyżej w hierarchii ważności. Bez tego ważnego kroku będziesz "chodowała" w sobie nerwicę przez kolejne lata :(
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

przez Makcia 12 paź 2006, 13:57
Witaj serdecznie. Co do zmiany stosunku do siebie to myśle że masz racje..czy tylko da sie ją wypracować w pewien skuteczny sposób?..od zawsze próbuje sie "dowartościować" i przykre jest to że tak kiepsko mi to wychodzi. Nie wystarcza mi to widzisz że jestem lubiana, wesoła czy że sie komuś podobam. Myśle że gdybym była pewniejsza siebie to nie byłoby mowy o żadnej nerwicy. Być może sie myle ale wydaje mi sie że na nerwice chorują głównie osoby wątpiące w siebie w to że w ogóle coś potrafią lub że coś im sie uda. Tak bardzo chciałabym to zmienić..a w napadzie paniki jedyne co mi pomaga to jak usłysze od kogoś " z boku" że nic mi sie nie stanie. Gdy tłumacze sobie sama to jest zerowy skutek wystarczy że powie mi to ktoś kto wydaje mi sie że "lepiej sie na tym zna" tylko dlatego że nie boi sie takich głupich rzeczy jak ja...Bo zdaje sobie sprawe że zastanawianie sie nad takimi banalnymi rzeczami jak oddychanie czy połykanie to bezsens bo do niczego nie prowadzi..a ja jednak o tym myśle i to czasami tak intensywnie że mnie to poprostu wykańcza:(...dziwne to bardzo...Podoba mi sie twoje podejście do problemów które tutaj poruszamy. Jestem ciekawa czy nauczyłes sie sam tak trzeźwo i logicznie podchodzić do pewnych rzeczy czy to skutek jakiś przeżyć spowodowanych "chorobą" . Jeśli to drugie to mam nadzieje że pewnego dnia spojrze na pewne sprawy tak samo jak Ty. Gratuluje Ci postawy God's :) mam nadzieje że będziemy w kontakcie. Dziękuje za wsparcie i słowa otuchy w moim kryzysie. Mam nadzieje że od teraz będzie mi lepiej..nie chce nawet myśleć na jak długo...pozdrawiam Cie serdecznie:)
Offline
Posty
286
Dołączył(a)
08 paź 2006, 12:36

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 12 paź 2006, 14:25
Witaj :D

Widzę, że zaczynasz się poddawać. Gdzie sie podziała ta wiara obecna we wczesniejszych postach w to, że się uda wygrać ?
Wszystko, czego Ci trzeba, by czuć się wartościową osobą posiadasz. Dostrzeż to. Nie skupiaj się na negatywach. Tylko dzięki wlasnej pracy nad swoja psychiką uda Ci się wyzdrowieć. Innym się to udawało, uda i Tobie. Kilkanaście lat nerwicy nie da się wyleczyć w ciągu chwili i bez potknięć.
Boisz się zaryzykować. Tyle tylko, co tak na prwdę ryzrykujesz ? Chodzi o to, bys "dała psztyczka w nos" swoim znajomym po to, by zaczęli Cię szanować. Byś mogła im mówić o tym, co Cię trapi, byś nie tłumiła wszystkiego w sobie. Nie chodzi o to, byś wszystkich znajomych straciła, chodzi o to, byś zyskała ich szacunek.
Na tym polega między innymi wyleczenie - na zmianie zapatrywań na temat siebie i innych, na stopniowym budowaniu pewności siebie.
Nic Ci się złego nie stanie, kiedy wykonasz takich przewartościowań. Bo to dla Twojego dobra.
Za mną to wyglądało tak:
W dzieciństwie zawsze stawiałem innych "przede mną". I to chyba był kamyczek do "ogródka mojej depresji". Jednocześnie analizowałem zaistniałe sytuacje. Wtedy błędnie wpajane we mnie poczucie skromności kazało przeprowadzać analizy zawsze na korzyśc innych. A im bardziej takie analizy przeprowadzałem, tym było gorzej. Któregos dnia w przypływie złości na kolejną porażkę mojej "doktryny", powiedziałem "dość tego", teraz ja jestem ważny ! Ta nowa postawa trochę się wachała między skrajnościami od swoistego egocentryzmu, do postawy usłużnej wobec innych. Z czasem zaczęła się stabilizować wokół równowagi między "mną, a innymi". I wiem, że teraz jeszcze zupełnie stabilna nie jest, ale za to potrafię powiedzieć "Nie". Do pełnej stabilizacji potrzeba mi jeszcze umiejętności mówienia o swoich potrzebach. Ale powoli i to osiągnę.
Skoro mi się udało pokonaą taką drogę w zwalczaniu swojej szkodliwej postawy, uda się i Tobie !
Tylko nie poddawaj się ! Uda Ci się !
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

przez Makcia 12 paź 2006, 18:48
Witaj:) Moje 'mało" optymistyczne nastawienie do siebie i swoich możliwości to początek tych wszystkich obaw. Ciesze sie z tego że nauczyłam sie o nich mówić (przynajmniej tobie:) ) dzisiaj czuje sie chyba lepiej mam tylko małe wahania nastroju. Możesz mi powiedzieć God's czym różni sie nerwica od depresji? bo jeśli dobrze pamiętam ty walczysz z tym pierwszym. Czy z "pomocą" nerwicy moge 'przejść" na to drugie? Jak dotąd moje wahania nastroju były mniej dobijające niż sam strach wywołany jakimiś konkretnymi lub nie sytuacjami. Powiedz prosze czy wszystkie te obawy irracjonalne mogą mnie naprawde ubezwłasnowolnić? czy obawiając sie na przykład że nerwy mnie "sparaliżują" :) i to dosłownie) bo moim ostatnim "akcjom" nerwicy towarzyszył silny skurcz mięśni na przykład ręki lub karku dodatkowo "mam" atrakcje w postaci braku czucia na przykład twarzy. Oczywiście boje sie że doprowadze sie do stanu że "to" ze mną zostanie. I jeszcze jedno..czy również pijąc jakikolwiek alkohol (ha ja w ogóle nie pije ale męczy mnie ten temat od jakiegoś czasu) masz lub miewałeś tak silne uczucie odizolowania i braku kontaktu z rzeczywistością. Przeszkadza mi to..nie dlatego iż zależy mi na "imprezowaniu" ale nie chce jak zwykle uchodzić w towarzystwie za skrajnego i jedynego abstynenta. Wolałabym raczej sama decydować o tym czy napić sie czegoś lub nie a zawsze "ona" za mnie decyduje. Przepraszam że poruszam tak trywialny temat ale jednak zdając sie na Ciebie i na to jak bardzo mi pomagasz chciałabym poznać Twoje zdanie na ten temat. Nie myśl sobie prosze że chce popaść w jakieś uzależnienie:)) chodzi mi raczej o wypracowanie w sobie takiej własnej i nieograniczonej woli. Wierze że mógłbyś mi coś "naświetlić" poprostu pomóc. Dziękuje Ci bardzo God's:) pozdrawiam Cie serdecznie..
Offline
Posty
286
Dołączył(a)
08 paź 2006, 12:36

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 22 gości

Przeskocz do