Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez alu 04 cze 2015, 00:33
Jak wy to robicie, ale serio pytam. Zaczyna się atak i potraficie go olać? Ja niby próbuję, wydaje mi się, że jestem spokojna, ale dolegliwości mnie tłuką masakrycznie ... z tym problemem, że ja mam emetofobię, a przy ataku zawsze mam mdłości i sam lęk zmienia się w lęk przed porzyganiem się. Szczęśliwie nie wymiotowałam od 16 lat, co nie zmienia faktu, że codziennie czuję, że dziś jest ten dzień. Idzie się wykończyć!
alu
Offline

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez oskaka 04 cze 2015, 00:37
alu, doszło do mnie ze to nerwica i panikowanie tylko pogorszy sprawę bo tak naprawdę te odczucia tworzą się w mojej głowie. Nie było to proste i wymagało poświęcenia (wkładu własnego) ale się opłaciło :)
Sami tworzymy własne demony.

F41.2, DDA
Citalopram 20 mg
Offline
Posty
377
Dołączył(a)
20 mar 2015, 20:50

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez nerwa 04 cze 2015, 08:58
alu, ja kiedys mialam nawet taka sytuacje, ze jak gdzies na ulicy zaczynal sie atak i juz bylo naprawde zle, mowilam sobie - "ok, jak tak to dobra, mam umierac (albo chociaz zemdlec) to - proszę bardzo, niech tak sie stanie." I doslownie momentalnie mijala mi panika i lęk :)
Dobrze jest sie tez skupic wtedy na przezywanych emocjach - pomyslec co TAK NAPRAWDE czujesz - tez wiele razy mialam tak, ze to natychmiast przerywalo atak.
"The greatest weapon against stress is our ability to choose one thought over another." ~William James
Offline
Posty
3828
Dołączył(a)
24 lut 2013, 16:06

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Aurora88 04 cze 2015, 09:14
alu
Myślę, że to jest tak, jak napisała nerwa. Ja sobie przerobiłam wszystkie poszczególne dolegliwości i uświadomiłam sobie że wszystkie są objawem paniki. Czyli są wytworzone przez moją głowę. I uświadomiłam sobie, że to mnie nie zabije. W pierwszym momencie ataku jest panika, owszem, ale po chwili ogarniam się i myślę "ok, mogę to przeżyć" i znika, jak pisałam. Ważne jest żeby przemyśleć, co się właściwie najgorszego może stać. No bo już miałaś te ataki, prawda? Być może Twoi bliscy już je widzieli. Wiesz, co się zdarzy. Lęk przed wymiotowaniem jest paskudną rzeczą, ale chyba pomóc może jedynie, jeśli pomyślisz sobie - ok, najwyżej zwymiotuję (nie wiem czy w tym lęku faktycznie dochodzi do zwymiotowania i jest to lęk wtórny, czy też to zwymiotowanie to jest takie w sferze domysłów?). Może piszę głupio, jeśli tak to przepraszam, nie wiem jak ten lęk wygląda. W każdym razie mi taka akceptacja lęku pomaga. I jak powtarza ciągle moja psycholożka "trzeba nauczyć się żyć z lękiem", co mnie trochę złości, ale w sumie to paradoksalnie pomaga.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
896
Dołączył(a)
21 kwi 2015, 13:47
Lokalizacja
Poznań

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez natiii 05 cze 2015, 17:56
Czy jest tu ktoś kto nie ma typowych ataków paniki? tylko cały czas się źle czuje?? bo ja juz mam dosyć. nie mam jako tako typowych ataków ( no miałam moze z 2 razy) czyli przyspieszone bicie serca, drzenie ciała, oblewanie potem itd. tylko mam np. przez kilka dni złe samoopoczucie., które po prostu mnie dobija. nie mam juz sił na to. wstaje rano i jest dobrze. a po ok. godzinie zaczyna się jakieś dziwne otępienie, osłabienie. wstaje z krzesła i zastanawiam się czy zaraz nie upadne. obracam się i mam wrażenie jakby miało mnie zaraz zarzucić i wogóle czuje takie choler*e dziwne osłabienie jakby mętlik w głowie. sama nie wiem jak to opisać. od poniedziałku męczyło mnie cos takiego. w czwartek do kościola jechałam z myślą, ze pewnie padne w trakcie mszy. po mszy było chwile dobrze i znowu się zaczęło. pojechałam z mężem, dziećmi i szwagrem i jego rodzina na przejażdzke rowerową i cały czas zastanawiałam się czy nie przewróce się na rowerze prosto pod jakies auto. dopiero jak bylismy w domu i wypiłam jedno piwko to gdzies to otępienie odeszło. dzisiaj od rana jest jakby troszeczke lepiej ale dla odmiany boli mnie glowa i mam ją taką ciężką. zaznaczam, że to na pewno nie kac;p bo to nie mozliwe a takie bole głowy to mam co troche. ;(
ja juz mam do chol*ry dosyć. co to za życie. zamiast cieszyć się i zajmować się córeczkami to ja cały czas zastanawiam się co mi jest ..;/ i widze, ze jest coraz gorzej;/ kiedys bylam noprmalna wesoła dziewczyna a teraz boje się z domu wyjść. w poniedziałek pojechałam z dziećmi do marketu i połowy rzeczy nie kupiłam bo nie miałam sił;/ tragedia...;/
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
25 lis 2014, 19:52

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez nerwa 05 cze 2015, 18:16
natiii, ja tak miewam czesto :-/
Np. mam tak, ze przez kilka dni czuje sie tak ogolnie zle, oslabiona, otumaniona itd. Z tym oslabieniem to mam dosc czesto problemy - czuje wtedy tak w rekach, w nogach, wszedzie doslownie taką niemoc. Co ciekawe, kiedy sie zmusze do czego (np. do wejscia po schodach) daje rade. Wiec takie to troche subiektywne odczucie. I nieraz jak zaangazuje sie w robienie czegos, to jakby zapominam i tego nie czuje.
A co do otepienia czy otumanienia - tez miwam takie dni, ze mam jakby wate w glowie. Ciezko mi sie skupic na czymkolowiek. Jakby sennosc, ale nie do konca. Dziwny stan.
I co wiecej, i to oslabienie i otumanienie powoduje, ze odczuwam większy lęk (bo juz jestem na tym skupiona caly czaS).

Nawet mialam dzisiaj pisac tu o tym otumanieniu, czy kogos meczy - bo mnie dzisiaj od rana. Jakis taki mam scisk w glowie az ciezko mi funkcjonowac w pracy. Dodatkowo ten upał... ehh :-/
"The greatest weapon against stress is our ability to choose one thought over another." ~William James
Offline
Posty
3828
Dołączył(a)
24 lut 2013, 16:06

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez natiii 05 cze 2015, 18:50
nerwa ja tez tak mam, ze jak zaczne cos robic to to robie. i niby o tym zapominam. ale za chwile sobie przypomne i jest masakra;/
cały czas czekam kiedy to sie skonczy ale zaczynam wątpić czy w ogole sie skonczy bo z biegiem czasu zauwazyłam, ze jak juz mnie to dopada to mam to coraz dłuzej. co ciekawe teraz gdy zrozumialam, ze to wszystko to pewnie nerwica to dotarło do mnie, ze takie dziwne uczucia to miałam juz jakies 8 lat temu gdy chodziłam jeszcze do liceum. ale wtedy do głowy mi nie przyszlo, ze to nerwica. zganiałam to zawsze na picie kawy. bo wydawało mi się, ze zawsze jak wypije kawe to dopada mnie jakies dziwne chwilowe uczucie otępienia. przestawałam wtedy pic kawe i to mijało. z biegiem czasu jednak to odzcucie co jakis czas wracało niezależnie juz od tego czy piłam kawe czy nie. i w koncu pozostało to juz na dłuzej i dopiero nie dawno dotarło do mnie, ze to najprawdopodobniej nerwica...;(

Boze... poradzcie cos co zrobic, zeby to gówno się skonczylo... wiem wiem powiecie : ,,zajmij się czymś, zrób cos dla siebie" itd... uwierzcie mi, ze nie zawsze tak można... poszukać sobie jakieś zajęcie bo gdy ma się małe dzieci to ciężko jest wygrzebać się z domowych obowiązków a co dopiero zrobić coś dla siebie.... własnie teraz znalazłam dla siebie głupie 5 min a już przychodzi starsza córka z płaczem do domu;(
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
25 lis 2014, 19:52

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez nerwa 06 cze 2015, 09:44
No ja juz nie wiem co robic. Wczoraj na przyklad zrobilam sobie medytacje, relaksacje wieczorem itp. A dzisiaj.. znowu od rana bol glowy, zmeczenie, otepienie. Ehh...

Są teorie, ze takie stany biorą sie z tego, ze nie przezywamy jakichs emocji (sa zepchniete gdzies na bok, bo są np. trudne), i tak umysl się broni przed nimi. Tzn. woli się odciąc od wszystkiego (i w taki stan otepienia wpasc) niż przezywac to co jest do przezycia.

A z kawą to ja mam taki problem, ze nie dosc, ze mi NIC a nic nie pomaga na tą sennosc i otumaneinie, to w dodatku załącza mi się po niej takie roztrzesienie ogolne. I to jest jeszcze gorsze!
"The greatest weapon against stress is our ability to choose one thought over another." ~William James
Offline
Posty
3828
Dołączył(a)
24 lut 2013, 16:06

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez AddictGirl21 06 cze 2015, 12:32
Z napadami lęku i niepokoju miałam spokój przez równe trzy miesiące.
Od dwóch tygodni zaczęło się od nowa.
Jestem maksymalnie przerażona bo jest coraz gorzej.
Pierwsze co, wstaję i biorę 10mg Relanium...trochę pomaga ale niepokój siedzi sobie i siedzi i czyha kiedy zaatakować z grubej rury.
Nauczyłam się, że zawsze muszę mieć piwo w zapasie bo kiedy dopada mnie ta okropna paskuda, piwo z relanium całkowicie wycisza ten demoniczny stan.
Wiem...droga do nikąd.
Psychotropy biorę od 12 lat i cóż zdziałały? Wielkie G!
Jedyny ratunek benzodiazepiny, alkohol i opioidy, których staram się unikać.
Nie powinnam ale mam ogromny żal do Boga, że stworzył mnie taką jaka jestem.
Zaburzona, znerwicowana, szukająca ucieczki w prochach i alkoholu.
Nienawidzę brać tych piekielnych tabletek, nienawidzę pić ALE co mam zrobić?
Jak stłumić ten lęk kiedy on jest tak silny i wprowadza w derealizację...
Myślałam, że coś się zmieni, kiedy ktoś mnie pokocha, kiedy będę miała pieniądze.
Teraz opływam w luksusie. Mieszkam ze swoim facetem, który bardzo mnie kocha i niczego mi nie żałuje...
ale co z tego kiedy On nie rozumie mojej duszy.
Wiem, że z czasem odejdzie ode mnie bo nie wytrzyma moich psychoz.
Wiem to i nie będę miała mu tego za złe.
Co ja mam zrobić? Co?
We wtorek mam pierwszą prywatną terapię, pokładam w niej nadzieję.
Pracuję.
Mam bardzo odpowiedzialną pracę.
Główna sekretarka tuż przy Pani Dyrektor.
Urząd Pracy.
Boże ja tylko proszę żebyś dał mi siłę w utrzymaniu tego co mam, co uzyskałam.
Bardzo się boję i jestem niesamowicie zdruzgotana :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1354
Dołączył(a)
21 sty 2014, 23:24
Lokalizacja
Nibylandia

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez monapayne 06 cze 2015, 12:57
AddictGirl, o co Ci właściwie chodzi w każdym poście?
"Słowo trauma z greki oznacza ranę, a wie pan jak jest sen po niemiecku? Traum. Rany rodzą potwory"
was: robot
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1351
Dołączył(a)
24 lip 2013, 15:12

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Aurora88 06 cze 2015, 15:44
Natii, no to jest taki stale odczuwany poziom lęku, mniejszy lub większy - osobiście nie lubię go bardziej niż ataków. U mnie poza ciągłym niepokojem/ przygnębieniem/ rozdrażnieniem jest somatyczny ból głowy albo gula w gardle. No i se żyję z tym. Niwelując to trzeba pracować nad lękiem. Jeśli chodzisz na terapię, to dojdziesz do tego. Kiedyś zniknie, jak zyskasz pewność siebie, nauczysz się zmieniać przekonania. A tak, to nie da się go czymś zająć. Niektórym pomaga medytacja, jakieś techniki relaksacyjne. Mi pomaga bardzo silne zaangażowanie się w jakąś aktywność, ale to się wiąże z wysokim kosztem energetycznym i większym ryzykiem, że dostanę ataku paniki pod koniec dnia. Chodzisz na terapie?
od śmiechu dusza tyje i dostaje silne grube łydy
Avatar użytkownika
Offline
Posty
896
Dołączył(a)
21 kwi 2015, 13:47
Lokalizacja
Poznań

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Argish 06 cze 2015, 23:36
AddictGirl21 napisał(a):mam ogromny żal do Boga, że stworzył mnie taką jaka jestem.

Bóg cie nie stworzył alkoholiczką i ćpunką, to ty sama wybrałaś taką droge. Wiesz ludzie mają coś takiego jak wolną wole i na jej podstawie kreują swoje życie.
Tegretol 1-0-1
Deprexolet 0-0-1
Propranolol - doraźnie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3062
Dołączył(a)
30 lis 2014, 19:16

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez AddictGirl21 06 cze 2015, 23:42
Już postanowione.
Czekam na śmiertelną dawkę metadonu i kończę moje śmieszne i połamane życie.
Uciekam.
Spadam i bardzo się z tego cieszę.
Mam tylko nadzieję, że Bóg mi to wybaczy.
Nie bez powodu piję i biorę leki.
Nie chcę być zamykana w psychiatrykach regularnie co parę miesięcy.
Psychotropy to szatan.
Zniszczyły mnie.
Toksyczne relacje z matką, która każe mi iść na tory, szantażuje, że potajemnie mnie otruje bo tak będzie lepiej dla wszystkich.
Płakałam ale już nie płaczę.
Cieszę się, że niedługo odejdę na dobre i nawet jestem z siebie dumna chociaż nie powinnam, że wreszcie po 32 latach męczarni mam odwagę się zabić.
To nie jest użalanie się nad sobą. Nie znoszę tego.
Postanowiłam.
Masz rację Bóg dał Nam wolną wolę więc sobie z niej skorzystam.
Mam nadzieję, że niebo mi to wybaczy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1354
Dołączył(a)
21 sty 2014, 23:24
Lokalizacja
Nibylandia

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Argish 06 cze 2015, 23:43
:blabla: :roll:
Tegretol 1-0-1
Deprexolet 0-0-1
Propranolol - doraźnie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3062
Dołączył(a)
30 lis 2014, 19:16

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 22 gości

Przeskocz do