Związek z chorym na nerwicę.

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez aaaricia 05 kwi 2006, 14:27
dużo juz rozmawialiśmy i z każdą rozmową mam jaśniejszy obraz tego ,co dzieje się w jego wnętrzu...ostatnia nasza,wczorajsza rozmowa zkończyła sie naprawdę źle, tj. on stwierdził,że go nie rozumiem,a przynajmniej nie tak jakby chciał,że się nasze światy rozmijają i wiele innych strasznych rzeczy...
Sama siebie się od wczoraj pytam, czy ja go rozumiem - myślę,ze na tyle na ile osoba,która nie przeszła nerwicy i nie jest terapeutą rozumieć, czy wywnioskować z rozmów i zachowania moze...Jedno wiem, bardzo go kocham i nie chcę go stracić - stąd też moja obecność na forum...
Mówisz,żebym zapytała - próbowałam, on za każdym razem cos tam odkrywał przede mną - ale wiem że nie wszystko i że się wstydzi,nie chce i boi...i dlatego zwracam się do was z pytaniami...
wiem,że rozmowy pomagają, ale sama ich wolę nie zaczynać- nie chce by czuł,ze chcę więcj wiedzieć,niż on jest mi gotowy powiedzieć...on potrzebuje czasu by się przede mna odkryć - ale mi go nie daje,bym mogła sobie jakoś to wszystko poukładać,"wybadać" i zrozumieć...ciężka sprawa...

dziękuje za wszystkie posty :) i czekam na więcej :)
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 08:29

przez VaBoom 05 kwi 2006, 14:33
Olka napisał(a):VaBoom, czy Twoim partnerem był mężczyzna?


Tak.
My body on the floor - a Kodak moment
Offline
Posty
75
Dołączył(a)
11 mar 2006, 15:17
Lokalizacja
Gliwice

Avatar użytkownika
przez Olka 05 kwi 2006, 14:39
Wiesz Aaaricia, ostatnio próbowałam mojemu bliskiemu koledze wytłumaczyc na czym to polega.........hehe:) wiesz, po raz kolejny dochodze do wniosku, ze osoba ktora tego nie przezyła nie jest w stanie tego zrozumiec, mimo najszczerszych chęci. To są tak dziwne rzeczy, ze dla zdrowej osoby to kosmos. Ale Ty nie musisz dokładnie rozumiec tego co on przeżywa wystarczy ze to zaakceptujesz:) np dla mnie bardzo wazne było, by moj facet pamietał w których momentach i sytuacjach sie boje, strasznie by mnie dołowało to zeby przypominac mu o tym w kazdej z nich. Dokładnie okresliłam jakie to sa sytuacje i poprosiłam go by zachowywał sie wtedy w okreslony sposób. Jezeli chcesz sie blizej zapoznac z tematem nerwicy mam na komputerku sporo materiałów o niej, sa tam takze wskazówki dla bliskich osob nerwicowca, moge Ci je przesłać mailem. Mysle ze taka wiedza pomoze Ci zrozumiec go troszke bardziej:)
"...by czuć upadek z wysoka spaść trzeba. Być na dnie by móc sięgnąć nieba......"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
639
Dołączył(a)
23 wrz 2005, 17:49
Lokalizacja
Świdnik

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez VaBoom 05 kwi 2006, 14:40
Faun zwrócił uwagę na coś ważnego: nerwicowiec nie zawsze nadąża za partnerem.
Dla mnie lepiej było, gdy szło się z przyjaciółmi do pubu. Ale spacer już odpadał, bo bałem się, że sasłabnę, a w pobliżu nie będzie ławki. Często robiło mi się słabo-nogi z waty, oszołomienie (czasami nawet kilkanaście razy w ciągu godziny). Dlatego pewniej czułem się siedząc w pubie niż spacerując po lesie.
Popytaj, co lubi, a czego nie - nerwica znienia sposób spędzania wolnego czasu.

Pozdrawiam.
My body on the floor - a Kodak moment
Offline
Posty
75
Dołączył(a)
11 mar 2006, 15:17
Lokalizacja
Gliwice

Avatar użytkownika
przez anita27 06 kwi 2006, 21:34
przeszlam to samo jakis miesiac temu.Byl wymarzonym facetem dla mnie ja czulam sie przy nim dobrze,bylam szczesliwa.Kiedy go niewidzialam bylam jak struta.Zakochalam sie w nim po uszy.Kiedy sie dowiedzial ze mam problemy,nerwica,depresja podjal decyzje ze odchodzi ode mnie.Tlumaczylam mu ze sie lecze ze na codzien przeciez jestem normalna kobieta jak zreszta widzial.Stwirdzil jednak ze tak bedzie lepiej jesli odejdzie.jednakze chyba lepiej dla niego niz dla mnie.bylam zrospaczona i niemoglam przestac myslec o nim.Do tej pory choc sie podnioslam jest mi bardzo przykro,zlamal mi serce.Zreszta mam zlamane nie poraz piewszy ale zyje i choc boje sie zakochac ...wiesz co ...nie dopuszczam do siebie facetow ktorzy zakochuja sie we mnie a ostatnio mi sie tak zdarzylo ale go odepchnelam bo balam sie ze znowu mi nie wyjdzie.Ale mimo wszystko utrzymuje kontakty z facetami i lubie z nim rozmawiac czasem nawet uda im sie mnie rozbawic.Nie lam sie dziewczyno,nie ten to nastepny a i samemu tez mozna zyc.Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
417
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 20:53
Lokalizacja
Chrzanow

przez Majkaa 06 kwi 2006, 22:27
To nie jest sposób .."nie ten to następny". Miłośc warto pielęgnować i warto o nią walczyć. Ty go kochasz a to już podstawa do dalszej wspólnej walki z chorobą. Ja z tego wyszłam, więc wiem, że NA PEWNO się da. Zaakceptuj go, to facet, a im jest ciężej przyznać sie do słabości.. udaj, że lubisz ten jego styl życia, że lubisz siedzieć w domu, spędzać czas we dwoje.. że jeżeli ma chotę na spacer czy kino, to niech on zaproponuje kiedy. Jesteście razem kilka lat, a tego nie da się przekreślić.. i jemu też nie jest łatwo powiedizeć ... a teraz ochodzę, może przeżywa jakiś dół.. nerwicowiec potrzebuje akceptacji takim jaki jest i nic na siłę... powodzenia
"Trzeba żyć, a nie tylko istnieć "
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
03 kwi 2006, 13:36
Lokalizacja
Katowice

oczekiwałam od mojego męża

Avatar użytkownika
przez Marzena 06 kwi 2006, 22:34
Witam!osobiscie cierpie na nerwice lękową i jedyne czego pragnełam przy atakach napadu lęku to tylko tego aby mnie ktos przytulił i potrzymał za ręke.Niby nic takiego wielkiego a jednak.Niestety to nie był mąż ponieważ on nie rozumiał mojego stanu po jakims czasie staralam sie wytłumaczyc co sie ze mna wtedy dzieje i prosiłam aby mnie potrzymał i wspieral.Różnie to bywało ale tak do konca nie wiem czy udało mi siewytłumaczyc jak to jest.Pomagala mi inna bliska osoba trzymała i przytulała i pomogło.Pozdrawiam kochanych nerwuskow,pa.
Pozwólcie mi życ!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
83
Dołączył(a)
31 gru 2005, 22:24

Avatar użytkownika
przez anita27 07 kwi 2006, 09:43
Majkaa ja bardzo walczylam o mojego chlopaka i robilam wszystko zeby go przekonac ze sie nam ulozy i ze damy sobie rade.niestety zadne argumenty nie docieraly do niego.wiec po jakims czasie powiedzialam sobie ze zebrac o milosc nie bede i z stad rozwizanie nie ten to inny.Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
417
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 20:53
Lokalizacja
Chrzanow

Związek z chorym na nerwicę.

przez JanekS. 12 sie 2006, 12:04
Witam.
W końcu i ja tu trafiłem. Po 4 latach życia w zwiazku z osoba chorą na nerwicę. Żeby nie marudzić powiem krótko , współczuję wszystkim chorym.
Za namową żony postanowiłem troche porozmawiać o nerwicy ponieważ nasze rozmowy chyba nie idą w dobrą stronę.
Czasami już nie mam sił na zrozumienie i dochodzi do kłótni.
Niestety po tym co tu poczytałem czuję się jeszcze bardziej zdołowany.
Mam wrażenie , że wielu z was traktuje chorobę jako sposób na życie a tylko niewielu się do tego przyznaje.
http://www.forum.nerwica.com/nerwica-mo ... t2776.html
W moim związku nerwica urosła do rangi najważniejszej, a przecież mamy synka , rodzinę , dom.
Naprawdę nie wiem co mam myśleć.Zaufanie spada. Kocham swoją żonę ale im dłużej trwa ten stan nerwicy , tym wiara w uleczenie coraz bardziej wygasa.Muszę dodać,że oboje nie stoimy biernie i leczenie podejmowaliśmy u wielu specjalistów.
Może jakieś rozmowy pozwolą mi na inne spojrzenie jeszcze raz na te chorobę.Żona właśnie zaczyna stosować metodę BSM
Zbyt mi zależy na mojej rodzinie aby dac się złamać nerwicy.
A może powinienem nauczyć się żyć tak.
Pozdrawiam i jesli ktoś odpowie postaram sie uczestniczyć w rozmowie.

P.s.
Musimy coś z tym zrobić!
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
12 sie 2006, 11:18

przez kretka 12 sie 2006, 13:51
Jako żona chora na nerwicę, bardzo Ci współczuję. Mąż poznał mnie w czasie, gdy zaczynałam chorować, niecałe 7 lat temu. Były różne czasy, lepsze, gorsze. Był czas, że byłam prawie całkowicie zdrowa (trwało to ok. półtora roku), teraz jest bardzo zły okres, praktycznie nigdzie nie wychodzę sama. Mąż jest więc przede wszystkim moim opiekunem, prawie ojcem:-( Pobraliśmy się niedawno, trzy miesiące temu, po bardzo długiej znajomości. Mąż wiedział, w co się "pakuje" i mimo to zdecydował się na ślub z "panikarą", za co bardzo go podziwiam i jestem mu wdzięczna. Stara się mnie wspierać na różne sposoby, ale widze, jak go to wypala, jak czuję się już zmęczony. Często dochodzi też u nas do poważnych kłotni na ten temat. Czasem mówi "ty mnie chyba potrzebujesz tylko do opieki nad sobą". To smutne, ale wiem, że to czasem tak wygląda... Mam nadzieję, że uda mi się zaleczyć nerwice chociaż trochę. Planujemy przyszłość, chcemy mieć dzieci... Jeżeli mogłabym Ci coś poradzić, to powiedziałabym, żebyś znalazł koniecznie jakiś swój, tylko swój "teren", odskocznię. Jakieś hobby, w które nie będzie zaangażowana żona. Wiem, że to strasznie brzmi, ale od osby z nerwicą trzeba po prostu czasem odpocząć, zwłaszcza gdy się ją ma na codzień. Żona powinna to zrozumieć i zaakceptować. Sądzę, że Wam się uda, jeśli oboje angażujecie się w leczenie i ty ją wspierasz. Moje wielkie ukłony, bo każdy mężczyzna powinien być taki:-) Życze powodzenia!
Offline
Posty
218
Dołączył(a)
20 lip 2006, 22:13
Lokalizacja
woj. łódzkie

:)

przez eddie 12 sie 2006, 15:49
Mój związek wygląda trochę inaczej. Kiedy zachorowałam i podjęłam leczenie mój chłopak bardzo się zaangarzował żeby mi pomóc. Może aż za bardzo. Traktował mnie jak dziecko które cały czas potrzebuje opieki. Powiem szczerze że w pewny momencie zaczełam to wykorzystywać. Kiedy miałam nawet niezłe dni i mogliśmy wyjść na spacer mówiłam że źle się czuję. Nie nalegał i zostawaliśmy w domu bo wiedziałam że on to rozumie. Po pewnym czasie zaczęło mi to bardzo przeszkadzać. Może nie "przeszkadzać" ale czułam się jakbym ukradła mu życie. Przestał się spotykać ze znajomymi i czły swój wolny czas spędzał ze mną. Teraz jest inaczej sama wypycham go z domu i widzę że jest szczęśliwy.Wiem że bardzo mnie kocha, ale nie chcę żeby aż tak się dla mnie poświęcał. Powiem szczerze że jak mam dobry dzień to sama z nim wychodzę tylko muszę mieć pewność, że jak będę miała atak to bez słowa wrócimy do domu. Jak na razie mnie nie zawiódł. Teraz nie chcę żeby moja chroba była najważniejsza dla mnie to na razie jest mały "defekt" który trzeba naprawić. pozdrawiam serdecznie :D [/b][/url]
buziaki!
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
11 sie 2006, 13:06

odp

przez QUESTA 12 sie 2006, 19:57
witaj Janku....
nie wydaje mi sie by dla mnie osobiscie nerwica była metoda na zycie...ja po prostu zaczynam sie do niej przyzwyczajac wiem ze jest co gorsza ucze sie z nia zyc..dla dla mnie ostatni dzwonek by wrocic do normalnosci...
jestem w cudownym zwiazku od 6 lat....mam wsparcie mam oparcie mam wszystko czego potrzebyuje nie mam zrozumienia bo dla zrowej osoby jet to nie mozliwe...
woze ze soba takie dziadostwo na pajaki wszedzie jak wyjezdzamy razem na wakacje to spryskuje tym pokoje hotelowe to juz dla nas norma i standart ..
to jak ptynie kochenie mamy paszporty, tak ja ptyam kochanie may spray na pajaki....
od sob zdrowych zalezy bardzo duzo ..sa dla na przede wszystkim partnerami do których mamy bezgraniczne zaufanie i ta swiadomosc dostarcza na poczucia bezpieczenstwa co łagodzi objawy....wazne jest by walczyc....to jest najistotniejsz, pozdrowienia dla Zony w razie pytan i watpliwosci pisz
Monika
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
30 lip 2006, 00:26
Lokalizacja
uk

Avatar użytkownika
przez Eva 12 sie 2006, 20:28
Witaj :) Jestem w związku od 24 lat a od prawie 20 choruje . Jak widać krótko cieszyłam się "wolnością" :) Przeszłam chyba wszystkie stadia rozwoju nerwicy ,od sporadycznych epizodów po zamknięcie się w domu na wiele lat. Nie byłam bierną chorą ,bo walczyłam ... leczyłam się ,brałam wszystkie leki jakie mi zapisywano,i nic było stale zle. Mąż na początku nie wiedział jak mi pomóc ,był jeszcze problem jego pracy ,bo czesto bywało że nie było go w domu nawet kilka miesięcy. Jak wracał łudził się nadzieją że już jestem zdrowa,że przestałam mieć zawroty głowy,częste ataki serca,bóle onkologiczne. Czułam jak oddala się odemnie, bo nie rozumiał mojej choroby zresztą ja też wiele o niej nie wiedziałam . Zmieniło się wszystko jak był taki incydent w moim życiu ,że niestety mogło by już mnie tu nie być (miałam operację) mąż bardziej odemnie chciał żebym tylko była nawet taka roślinka . Bał się wtedy że mnie straci , powiedział mi to wiele lat pózniej. Ja prosiłam go żeby mnie zostawił ,żeby sobie poszukał "normalnej" kobiety bo ze mną tylko się męczy. Nie wiedziałam że te słowa bardzo go bolały ... bo oprócz niego mnie nigdy nikt tak nie kochał . Od rodziców niestety nie zaznałam takich uczuć. zaczeliśmy ze sobą rozmawiać o swoich potrzebach i swoich lękach .Nie miałam pojęcia o wielu sprawach ,a on nie wiedział co ja potrzebuję. Stale go zamęczałam pytaniami czy na pewno mnie kocha i nigdy nie zostawi ,bo tego bałam się najbardziej pustki uczuciowej.Nigdzie z nim nie wychodziłam a jak wracał robiłam mu wymówki gdzie był? Chciałam żeby cały czas poświecał tylko... mnie ,bo przecież jest moim mężem :) Jakże ja błądziłam sama ,zapędziłam się przez takie myślenie w coraz więkrzy obłęd . Żyłam życiem męża i syna ,nie miałam własnych zainteresowań,chciałam być ich ideałem . Męczyliśmy się wszyscy aż olśniło mnie i 5 lat temu przestałam brać leki rozjaśniło mi się w głowie :) męża wyganiam do kumpli żeby sobie chłop odpoczął bo ile można z jęczącą babą wytrzymać (to dla jego zdrowotności) Syna przestałam trzymać pod kloszem :) Każdy z nas robi co lubi ,ale mamy umowę że jeden dzień w tygodniu spędzamy razem . Nie musimy ze sobą rozmawiać tylko wystarczy ze jesteśmy razem. Tak się składa że lubimy las i jeziorka wiec często razem tam się wybieramy . Ja nabrałam pewności że nie muszę być ideałem ,że mogę mieć też wady,przestałam sobie robić z tego powodu wyrzuty.Zaczełam starać się dla siebie robić rzeczy, które sprawiają mi radość. Zrozumiałam że każdy żyje dla siebie a jakie to bedzie życie ...to już tylko zależy od nas samych. Teraz jak mam atak paniki a mam je czasami jak wychodzę z domu to mąż wie jak ma mi pomóc. Może to śmieszne ale jak czuje że nadchodzi i zaczynam odczuwać narastającą panikę i strach i cheć ucieczki w bezpieczne miejsce,odwracam sie do niego i głośno liczę on mnie trzyma za ręce i wtedy szybko przechodzi i czuję się bezpieczna. Tak sobie z tym radzę,oprócz wychodzenia z mężem "trenuje" samodzielne wyjścia ,ale to już są blisko domu. Rozumiem teraz nerwicę i ona mnie już tak bardzo nie straszy . Myślę że twoja żona może boi się że stracisz do niej cierpliwość ,że przestaniesz ją kochać bo jest chora.Rozumiem że możesz mieć dość tych ataków ,ale pomyśl to nadal jest ta dziewczyna którą poznałeś i którą mam nadzieję bardzo kochałeś. Pomyśl czy jak ty byś był chory ona by była z tobą żeby Cię wspierać ? czy by odeszła? czy by miała dość twoich ataków. Ja cały czas uważam że miłość leczy wszystko ,nawet nerwicę tylko na to trzeba cierpliwości i czasu. Mój mąż nadal nie może się pogodzić z moją nerwicą ,zresztą ja również ,ale wiem że mogę na niego zawsze liczyć. Jest nie tylko mężem ,ale najlepszym przyjacielem. Już nie ryczę po nocach z niewiadomego dla mnie powodu ,ale zawsze jak tak było to tulił mnie żebym się uspokoiła .Jak coś mnie boli to stara się ulżyć mi ,oczywiście jak coś się dzieje jemu to potrafię przesiedzieć całą noc przy łóżku "w pogotowiu" . Nerwica nie może być najważniejsza w waszym życiu ( daj to przeczytać żonie) jeśli chcesz zrozumienia i pomocy również musisz tak samo zrozumieć męża .Nie możesz przez nerwicę zaniedbać męża bo on powinien być dla Ciebie ważny a nie twoje złe myśli. Sory że tak piszę ale nie wiem co Cię dręczy jakie masz objawy? A tak wogle to życie we dwoje jest trudne bo trzeba stale dbać o siebie nawzajem i często ustępować jedno drugiemu ,wspierać się .... ach i jeszcze wiele innych rzeczy :) Najważniejsze nie tracić nadzieji na w miarę dobre życie w rodzinie .
Avatar użytkownika
Eva
Offline
Posty
237
Dołączył(a)
12 kwi 2006, 14:06
Lokalizacja
Trójmiasto

przez JanekS. 13 sie 2006, 02:15
Witam ponownie.
Dzięki ogromne za odpowiedzi.
No cóż , musiałbym napisać spore wypracowanie aby ująć wszystko co chcę powiedzieć. Dlatego raczej skrótowo odpowiem.
Moją pasją jest fotografia i to od wielu lat. Starałem się przekonać żonę do tego ale nie chwyciła jak to się mówi bakcyla. Trudno.
Jak przekonać mam teraz żone że to jest ciekawe i może jej przynieść choc chwilę zapomnienia i ulgi w tej chorobie. A z tą odskocznią dla mnie to "KRETKA" pomysł jest może swietny , niestety nie mogę wymagać tego od żony . Ona mnie potrzebuje obok siebie praktycznie non stop.
Wycieczki rowerowe możemy zaliczyć do naszych wspólnych zainteresowań tyle ,że nie zawsze może jechać . Właśnie ze względu na ataki , mdłosci i całe to cho.......stwo które ją nęka.
Życie codzienne dostarcza nam dosć stresów i zmartwień i powiem że czasami mam mętlik w głowie. Najgorsze są noce. Pocieszam sie tym że mój syn ma zdecydowanie spokojny sen kiedy tata nie może zasnąć .Poprostu wpatruję się całą nockę jak smacznie spi.
Jesteście wspaniałomyslne w swoich radach jeszcze raz dziękuje.
EVA - postaram sie , może wymyślimy z żoną jakieś doraźne antidotum
na takie ataki. Zepsuły już nam dość wycieczek i wyjazdów.
Dziś jeszcze trochę poczytałem forum i doszedłem do wniosku , że mam o wiele większy problem niż mi się wydawało.Mam 100 tysięcy wątpliwości. Ech. Trzeba mieć siłę Herkulesa , ale kiedys mój syn powie że tata był silnym facetem.
Pozdrawiam Was gorąco i życzę samych słonecznych i radosnych dni
bez cienia paniki.
P.s.
Nie chę zaśmiecać forum dlatego jeśli chcecie coś napisać to proszę na priva.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
12 sie 2006, 11:18

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 28 gości

Przeskocz do