Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Tak ciężko...

przez bibusia2 11 paź 2008, 08:51
Oj.. bardzo Ci współczuję ;( wyobrażam sobie jak Ci ciężko mimo że nigdy nic takiego mnie nie spotkało.. życie jest niesprawiedliwe!! nigdy nie zrozumiem dlaczego gdy ludzie są razem szczęśliwi, mają swoje plany na przyszłość nagle coś się stanie i życie zamienia się w koszmar.. ból i ogarniający nas smutek po stracie kogoś nam bardzo bliskiego jest normalny. Raz trwa dłużej raz krócej i nic na to nie poradzimy.. niestety tak to już jest..;/
Jeśli masz problemy z psychiką to może idź do psychologa.. On zrozumie to co Ci jest i na pewno w jakimś stopniu pomoże.
Głowa do góry.. i nie smutaj się:))
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
06 paź 2008, 09:51

Re: Tak ciężko...

Avatar użytkownika
przez danuta2543 11 paź 2008, 09:23
kochanie wiem co czujesz ja straciłam tatę naprawdę jest to cięzkie dla nas ale musi upłynąć troche czasu i zobaczysz będzie lepiej
Avatar użytkownika
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
24 wrz 2008, 18:36

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez Misiek 11 paź 2008, 11:28
Leki mogą pomóc.... zwłaszcza na początku nerwicy
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez HUUBA73 11 paź 2008, 12:17
Witajcie moi mili,często odwiedzam to forum czasami coś napiszę ,dziś chciałabym zapytać was jak radzicie sobie z wyjściem z domu.Piszecie że chodzicie do szkół,pracy itp.ja od lat nie chodzę nigdzie.Oczywiście wychodzę ,ale tylko jak muszę i to z mężem no i koniecznie autem.Nie jestem w stanie pojąc jak można samemu wyjść kiedy nogi się podemną uginają,serce wali,w głowie się kręci no i najgorsze uczucie że zaraz zemdleję.Kiedyś jak szłam do lekarza czy urzędu to miałam przygotowaną strategię,nadchodzi atak schować się np.w ubikacji i przeczekać,niestety teraz zawodzi,jestem w sklepie nic mi nie jest ale zaraz zaczynam myśleć,dużo ludzi nie przecisnę się na czas do drzwi nie dojdę do auta i koniec muszę uciekać,choć powiem wam że ciągle włażę do tych sklepów żeby się sprawdzić.Moim marzeniem jest pójść do pracy,do ludzi i to wydaje mi się niemożliwe,to mnie najbardziej dołuje,a pragnę iść do pracy bardziej niż czegokolwiek innego,jak wy to robicie że nadal,mimo ataków paniki pracujecie,uczycie się?Przecież ta choroba trwa latami.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
28 kwi 2008, 14:58

Re: Tak ciężko...

przez Iwpnasoad 11 paź 2008, 12:25
Dzięki za wsparcie:)

Byłam przy jej śmierci. To było strasznie dziwne,wyglądała jak codzień...śmiała się, żartowała, nic nie wskazywało na to że to jej ostatni dzień życia. Przyszła do pokoju uśpić mojego młodszego brata, ja siedziałam na krześle obok łóżka i sobie rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się...a po chwili jej już nie było. Nie mogę tego pojąć. Była, JEST moją mamą i najlepszą przyjaciółką. Była wspaniałym człowiekiem, potrafiła dogadać się z każdym, z malutkim dzieckiem jak i ze staruszkiem. Tak bardzo chciałabym żeby to był tylko sen, żeby to nie była prawda! Niby minęło już ponad pół roku a dla mnie czas stanął w miejscu, czuje się jakbym ją widziała wczoraj a nie jak pół roku temu. Umarła 7 marca a od ósmego do dzisiaj wydaje mi się jakby ciągnął się jeden dłuuuugi dzień który nie chce się skończyć. Czuję taką tęsknątę jak kiedyś, kiedy nie widziałam jej kilka godzin, a nie taką jak się tęskni za kimś kogo nie widzi się kilka miesięcy.
Śni mi się każdej nocy. Pierwsze tygodnie po jej śmierci śnila mi się tak że niby ja myśle że ona nie żyje a wchodzę do pokoju a ona siedzi i się uśmiecha. Nigdy do mnie nic nie mówi tylko się uśmiecha. Zawsze są to takie trzy typowe uśmiechy. 1. uśmiech jakby mówiła "no cześć". 2. jak pytam się jej gdzie była to usmiecha się tak jakby mówiła "hehe, tajemnica" 3. jak mówie do niej no to mamuśka jutro idziesz do lekarza, a ona uśmiech jakby mówila " no, no jasne...juz lece heh".
Bardzo często śni mi się że ją obserwuje, patrze czy przypadkiem źle się nie czuje itd. (wiem co oznacza ten sen. Poprostu mam wyrzuty sumienia że niby tak dobrze ją znalam a nie zauważyłam tego że coś jest nie tak, że źle się czuje...bo napewno musiala źle się czuć). Umarła na zawał, lekarz z karetki powiedział że nawet jakby przyjechali po dwóch minutach nie dałoby się nic zrobić, wierze mu bo kiedy robiłam jej sztuczne oddychanie po chwili miała sine usta, sine powieki i język. Wiedzialam że to już koniec...Nienawidzę siebie za to że nigdy jej nie powiedzialam ze ją kocham. Wiem że wiedziala, ale co innego gdybym jej to powiedziała...KOCHAM CIĘ MAMUSIU!!!!!!!!!!!!!!!!!! ! Strasznie boli mnie to że mama kochała życie, chciała żyć, miała tyle planów...nigdy nie miala łatwo w życiu, zawsze pod górkę ale nigdy nie narzekała...mówiła"e tam, jak nie teraz to za rok, za dwa lat się uda" OPTYMISTKA NA CAŁEGO! Miała tylko 40 lat!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
11 paź 2008, 00:49

Re: Tak ciężko...

Avatar użytkownika
przez pecek 11 paź 2008, 12:54
Śmierć to jedyna pewna rzecz w życiu .
Niestety trzeba się z tym pogodzić.
Strata tak bliskiej osoby jest straszna, zatrzymuję dosłownie wszystko.
Ale nie możesz się zadręczać, co by było gdybym zdążyła powiedzieć ...
Doceniaj z całych sił tych których masz w okół żeby przy następnym razie nie mówić
A mogłam powiedzieć Kocham Cię ...

Bądź silna;)
Co tak kukosz jak rekin do łódki ?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
50
Dołączył(a)
28 wrz 2008, 12:34

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

przez Misiek 11 paź 2008, 13:38
HUUBA73, ja mam podobnie jak Ty... ale staram się jakoś mimo tego wszystkiego wychodzić z domu... choć jest ciężko :(
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Nerwica a poczucie beznadzieji

przez Misiek 11 paź 2008, 13:51
Czasem wydaje mi się że i tak z tego nie wyjde... :( Wy też tak macie ?? Jak sobie z tym radzicie ??
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Re: Tak ciężko...

Avatar użytkownika
przez danuta2543 11 paź 2008, 14:23
kochanie nie zadręczaj się powiedz mamie ze ją kochasz idź na cmentarz stań koło jej grobu i powiedz i gdy będzie ci smutno pamiętaj ze ona jest przy was ona widzi wszystko uwierz przychodzi do ciebie w snach czy to nie piękne ona jest przy tobie czytając twój tekst to łzy płynęły mi po policzkach
Avatar użytkownika
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
24 wrz 2008, 18:36

Re: Nerwica a poczucie beznadzieji

Avatar użytkownika
przez inez3 11 paź 2008, 16:13
wiesz co? ja kiedy mialam takie stanymyslalam sobie, ze jestem taka beznadziejna, ze nie daje rady z taka pierdola, ktora do tego miesci sie w mojej glowie, do konca zycia bede mieszkac z rodzicami, a potem to juz tylko mnie zamkna itp. tak bylo za kazdym razem kiedy upadalam, kiedy probowalam i nie wychodzilo. kiedy przechodzil ten najgorszy moment myslalam sobie o tym co bym mogla gdyby nie choroba... w koncu dochodzilam do wniosku, ze to wcale nie jest tak daleko i zalezy to tylko ode mnie. dopiero wtedy zaczelam zauwazac pozytywy w rzeczach, ktore niby mi sie nie udawaly a tak na prawde nie bylo tak zle jak mi sie udawalo... nie wiem czy jest jakas metoda, ja akurat tak mialam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

Re: Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Avatar użytkownika
przez inez3 11 paź 2008, 16:25
HUUBA73, a chcesz tak zyc?? ja tez nie moglam nigdzie chodzic, nawet do sklepu pod domem. zawsze jednak wiedzialam, ze ja tak nie chce. mimo upadania, chwilowych zalamek wstawalam i szlam dalej. pomagala mi terapia, oprocz tego ze dowiedzialam sie czemu tak reaguje, a raczej na co to rowniez uswiadamiano mi, ze co takiego sie stanie jak nawet zemdleje itp.?? ktos mi pomoze i tyle, nic strasznego, nie? no, pomysl...
jak sobie uswiadamialam rowniez, ze to tylko moja glowa, nic mi nie jest, bo sama sobie to "wymyslilam" (wiesz co mam na mysli). kiedy wychodzilam gdzies i zaczynalam odczuwac miekkie nogi itd. mowilam sobie zeby zemdlala, prosze bardzo, mdlej, rzygaj itd. tak sie na siebie wkurzalam, ze mi to powoli przechodzilo. oczywiscie nie tak od razu tak dzialalam, bo to strasznie ciezkie. tak jak ty wychodzilam zeby sie sprawdzic... druga sprawa zeby zauwazac pozytywy. ok, poszlas do tego sklepu, nie bylo idealnie, ale nie zwialam, nie zalamalam sie, przetrwalam - trzeba znajdowac pozytywy, nawet tam gdzie twoim zdaniem ich nie ma.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

Re: Tak ciężko...

przez krysiunia 11 paź 2008, 18:24
hej...bardzo mi przykro naprawde....niewiem co ci doradzic chyba tylko zebys była silna i nie i dała sobie troche czasu....bo czas leczy rany,,,,,mama twoja napewno czuwa nad toba ,,,, a ty musisz byc silna dla swojego braciszka i taty oni napewno cie potrzebuja!!! niestety takie jest zycie !!! a przed toba całe zycie i musisz zyc dalej, spełnaiac sie napewno mama by chciała abys była szczesliwa!!!! mysle ze musisz isc na dobra psychoterapie ....a naprawde sie dziwie dlaczego lekarze dziwia sie ze sie tak czujesz i wogole przeciez nerwica i depresja jest juz bardzo popularna choroba,,,,to nie jak kiedys ze nikt nic nie wiedział ...naprade dziwie sie....ale zobaczysz bedzie dobrze poprostu musi minac czas.....pozdrawiam i trzymaj sie :P :P
krysiunia
Offline

Ciągłe zmeczenie

przez koshmar 11 paź 2008, 21:12
Czy wy ciągle czujecie się zmeczeni? Ja pracuje, ucze sie zaocznie, mam chęci jeszcze cos robic pozatym, chociaz dni bywaja czasem cięzkie i nie na wszystko jest czas, chce isc na impreze, na spacer, rower,basen czy siłownie.... Ale czuje ciągłe zmeczenie jakbym był przeziębiony,osłabiony, Czy iść sie zbadać czy to objaw nerwicy? bo już troche to denerwujące
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
01 paź 2006, 18:19

Re: Tak ciężko...

przez Iwpnasoad 11 paź 2008, 23:21
Za kilka dni czeka mnie 8 tygodni ogromnego stresu itd.
Moja mama od 10 lat od połowy października do początku grudnia prowadziła małą działalność gospodarczą. 12 godzin pracy, dzien w dzień przez 8 tyg.
Odpowiedzialność za 40 osób.
Teraz ja będę musiała ją zastąpić, pierwszy i ostatni raz, nie mam wyboru...bardzo potrzebne sa nam pieniądze. Mama z tatą przez ostatnie lata planowali i zbierali pieniądzie na remont domu, chcieli mieć dom o jakim zawsze marzyli.
Boże, jacy oni byli szczęśliwi, tata troche się martwil że tyle pieniedzy, nie wiadomo czy damy radę a mama...mama oczywiście cala w skowronkach, usmiech od ucha do ucha oczywiście mówila "damy radę!!". Ale niestety nie doczekała...Ale postanowiliśmy przeprowadzić ten remont, wiemy że mama by tego chciala...
A więc wracając do tematu tej pracy to są to nie małe pieniądze,15 tys. za 8 tyg. Więc muszę się poświęcić, też chcę pomóc, bo dlaczego tylko tata ma placić za ten remont...Jestem dorosła więc powinnam pomóc, chcę pomóc! To też mój dom.
Nie wiem jak ja to zrobię z moimi fobiami itd. Jak ja się odezwe do tych ludzi? Co to będzie jak będę musiała im zwrócić uwage? Nie chcę nikogo urazić ale też nie moge pozwolic żeby robili na odpierdziel. Przejmuje się nawet małą drobnostką, zadręczam się bzdetami! Przeraża mnie to!
Boję się że to bedzie tak ogromny stres że zwariuję...
Z jednej strony jest to dla mnie szansa żeby się przełamać jeżeli chodzi o moją nieśmialość a z drugiej poprostu tortura!

A najgorsze jest to że ja przez te 10 lat bylam tam zawsze z mamą, dla mamy...a nie dlatego że bardzo lubilam tam przebywać.
Po powrocie ze szkoły cały czas spędzała tam z nią, uwielbiałam z nia przebywać, a nie było jej w tamtym okresie w domu wiec przesiadywałam tam. A TERAZ BĘDĘ SAMA! Już mi się śni że stoję przed drzwiami zakładu i boje się tam wejść, nie chcę tam wchodzić bo wiem że jej tam nie ma. I nagle patrzę w bok a ona idze (oczywiście się uśmiecha) i czuje taka ulgę że naszczęście będę tam z nią...
Strasznie się boję...
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
11 paź 2008, 00:49

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 17 gości

Przeskocz do