Skocz do zawartości
Nerwica.com

Mdłości w nerwicy?


Gość Kaska22

Rekomendowane odpowiedzi

Wiesz co, jest to najbardziej upierdliwa z fobii jaka chyba może się zdarzyć ludzkości. I jest w błędzie ten, kto myśli, że ja boję się wymiocin. Nie! Wymiociny obchodzą mnie tyle co inne płyny ciała człowieka, po prostu nie byłoby mi przyjemnie, gdyby ktoś mnie obrzygał, osikał lub zabrudził kałem czy spermą. Więc nie chodzi o to, że mam wstręt do rzygowin czy się ich boję. Boję się możliwości, że zwymiotuję przy innych i chodzi głównie o wstyd z tym związany, i nikt mi nie przemówi, że to wszystko ludzkie, że nic się nie stanie nawet jak zwymiotuję. Nic tutaj nie pomoże podkładanie sztucznych rzygowin, albo konfrontacja z kimś wymiotującym - to nie ta strona tej fobii, może zatem są dwa rodzaje lęku przed wymiotowaniem - 1. cudzym, 2. swoim. Zresztą wiem, że nie zwymiotuję, bo jak miałem tę wspomnianą grypę żołądkową, to ile musiałem się namęczyć nad sedesem, żeby wreszcie sobie ulżyć i zwrócić.

 

Już nawet czasem się zastanawiam, czy to tylko nerwica lękowa, natręctw z tą myślą o wymiotowaniu... Czy to nie idzie dalej, bo po prostu czuję się jak paranoik, obłąkany, ciągle z rzygowinami w głowie... Latem leciałem samolotem, 13 godzin. Oczywiście nie myślałem o tym, czy dolecę, czy samolot się nie rozbije, czy nie spadniemy, czy nie będzie jakiegoś zamachu - tylko ja oczywiście to swoje, czy od nagłej zmiany ciśnień nie będzie mnie zbierało na wymioty. Jak ostatni debil zamiast podziwiać naprawdę przepiękne krajobrazy czy to w dzień czy w nocy, to ja zasłoniłem okno i modliłem się tylko, żebym nie wymiotował... Nie muszę chyba opisać jazd jakie miałem, gdy samolot wpadł w turbulencje... I nawet wtedy nie martwiłem się czy wpadniemy do oceanu, tylko czy od tego bujania nie dostanę nudności, czy wszyscy nie zaczną wymiotować na raz i wtedy ja też będę musiał... - oczywiście nie zwymiotowałem, choć w swoim mniemaniu wielokrotnie byłem blisko... Koszmar jakiś...

 

Non stop też wymyślam sobie różne choroby, które mogą przebiegać właśnie z wymiotami i mdłościami... Czego ja tu już nie miałem... Ciągle myślę, że oto zbiera mi się na migrenę, chociaż nigdy w życiu jej nie miałem, że mam zapalenie opon mózgowych, sepsę... Lęki o wrzody, zatrucia pokarmowe, czy Helicobacter pylori są jakby to rzec... codziennością. Wiem, jak to brzmi, kiedy to sam czytam, ale myśli te są takie realne.

 

Teraz jeszcze rozpocząłem pracę, a raczej staż zawodowy i oczywiście mnóstwo stresu. Kształciłem się w zawodzie, może i dobrze popłatnym, ale strasznie stresującym... tzn. dla mnie, może dla innych nie. Ale teraz już myślę, że nawet jak nie wyjdzie, to trudno, widocznie się nie nadaję, a można i mieć szczęśliwe życie bez tej kasy, wykonując rzeczy prostsze i mniej frapujące, a jak nie, to jeszcze jest jakieś wyjście.

 

A od czego się zaczęło? Banalnie. Jak pierwszy dzień jechałem do LO, to usłyszałem w autobusie jak dzieciaki się śmiały z jakiejś dziewczyny, która kiedyś zwymiotowała w autobusie. I ta myśl, we mnie zakiełkowała, najpierw mdłości w autobusie, ale sporadycznie, potem częściej, potem też w innych miejscach i dalej poszło już z górki...

 

Wiem, z czego to wszystko wynika, z braku pewności siebie, z niskiej samooceny. Jak ją podnieść? Nie wiem. Stosuję autohipnozę, może coś da... A jak nie to benzo. To życie nas nie rozpieszcza.

 

[Dodane po edycji:]

 

Wiecie, ja przetrzymać mogę wszelkie objawy nerwicowe, drżenia rąk, palpitacje serca, mrowienia w stopach, ale na te rzekome nudności jestem bezsilny. Nie wiem czemu sam tak siebie zadręczam, to co pomoże, jaki jest mechanizm, bo jakiś musi być, ucieczka przed czym? W co?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

eligojot, a ja wlasnie sie boje samej czynnosci, wszedzie, tego samego płynu tez... ja nawet staram sie nie mowic na to po imieniu!=/

a dzis bylam na urodzinach u mojego chloapka kuzynki, byla cała rodzina, nie mialam mietowych tic taków i caly czas myslalam czy aby nie chce mi sie wymiotować..=(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kitty, a czy nie masz ogólnych problemów z żołądkiem? W sensie nie chorujesz na lekkie zatrucia albo podtrucia żywnościa? Niestety to również mój problem. Teraz mieszkam bardzo daleko od Polski, gdzie kuchnia jest bardzo różna od naszej. Można w hipermarkecie dosłownie za grosze nakupować pysznych przypraw, sosów, których u nas nie ma, albo są bardzo drogie. Do tego chyba z tysiąc różnych wędlin i kiełbas... Wczoraj niedziela, więc sobie pojadłem trochę (naprawdę niewiele) tych różnych smakołyków, trochę mięsa, i co? O 2 w nocy wybudził mnie ból żołądka i ogólne objawy nieżytu (dzięki Bogu bez biegunki i wymiotów). Już myślałem, że mnie ta okropna jelitówka dorwała, ale nie. Wziąłem krople, położyłem się, w miarę przeszło - oczywiście cała noc stracona, i cały dzień - po dziś po tym "zatruciu" nie czułem się najlepiej, non stop obolały żołądek. Postanowiłem, że już kończę z mięsem w każdej postaci, więcej nie tknę - i nawet nie obchodzi mnie czy dostanę anemii czy też nie. Dziś jestem na krakersach i sucharach...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wczoraj jadłem na obiad gorącą zupę którą nabierałem łyżką i oczywiście dmuchałem , aby nie była za gorąca i po kilku godzinach dostałem lekkich mdłości i lekkiego bólu żołądka , z czego ten ból żołądka odpuścił dopiero pod wieczór. Teraz zostały same lekkie mdłości i nie mam nic innego... W nocy normalnie spałem i nie zbudzałem się przez te lekkie mdłości.

 

Dziś w ciągu dnia nie jadłem nic oprócz śniadania , a więc żadnego obiadu i wydawało mi się , że chyba wtedy mniej odczuwałem te lekkie mdłości. Kilkadziesiąt minut temu w końcu coś zjadłem i była to kolacja i zacząłem po jej zjedzeniu odczuwać te lekkie mdłości. Przed chwilą wziąłem krople żołądkowe.

 

Może tylko podrażniłem tą gorącą zupą żołądek lub przewód pokarmowy i przejdzie za kilka dni? Albo ta zupa nie ma nic do tego i to tylko nerwica z którą się wzmagam? Jak uważacie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

niesamowit nie jemy gorącego, bo jest hhhh. A tak poważnie: nie należy jeść bardzo gorących posiłków, bo podrażnia się śluzówkę przełyku i żołądka.

 

To może być nerwica, ale ja stawiam na zupę ;)

 

Czyli te lekkie mdłości mogą być od podrażnienia śluzówki przełyku lub żołądka? A jeżeli jest to od zupy to po jakim czasie powinno to się wszystko uspokoić ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja jak mam ataki nerwicy takie silne, gdzie trzyma mnie przez dłuzszy czas to mam takie odruchy wymiotne, dobijanie od zolądka, tak jak podczas wymiotowania, gdzie cały zołądek podskauje mi do góry, do gardla, raczej przy tym nie wymiotuje, takie tylko ruchy wymiotne, ale okropne

wiem ze to napewno od nerwów, macie tak?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też odczuwam notoryczne mdłości. W przeróżnych sytuacjach, o każdej porze dnia. Z reguły wiążą się choćby z najmniejszą sytuacją stresową, tj. wyjście z domu czy jazda w zatłoczonym tramwaju. Nie wymiotuję, ponieważ cierpię na lęk przed wymiotowaniem. Potrafię męczyć się całą noc czy dzień i powstrzymywać wymioty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam wszystkich,

cierpię na to samo, ale ostatnio znalazłam "medyczne" rozwiązanie.... Torecan http://www.przychodnia.pl/el/leki.php3?lek=2166

, niestety na receptę ale za to kosztuje kilka złotych. Pomaga!!!! wystarczy przetrzymać jakieś pół godziny i robi się w miarę ok :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam, to mój pierwszy post na forum, więc chciałam się na początku przywitać. Trochę to zajęło, nim odkopałam ten wątek, mimo wszystko mam nadzieję, że znajdzie się garstka osób, które poradziły, lub radzą sobie z podobnym problemem.

 

Mam problem z mdłościami. Uczucie, że zaraz zwymiotuję męczy mnie od listopada zeszłego roku. Najpierw zaczęło się niewinnie, poczułam nudności jadąc autobusem na uczelnię, ale udało mi się przejechać całą drogę, a kiedy tylko wysiadłam wszystko ustało. Na początku byłam przekonana, że wszystko jest winą zaburzeń gastrycznych. Mój Brat już od dawna cierpi na refluks oraz przepuklinę żołądka, a ponieważ takie choroby nierzadko są genetyczne, nie miałam wątpliwości, że mnie dopadło coś podobnego. Całe lato w 2011 roku miałam dolegliwości w postaci zgagi, czasami nawet po zwykłej herbacie, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że to wina tylko mojego żołądka. Pierwszym krokiem była morfologia oraz test na obecność helicobacter, następnie udałam się do dietetyka, wierząc, że zmiana sposobu odżywiania poprawi moje samopoczucie. W grudniu 2011 wszystko zaczęło się pogarszać, czułam mdłości każdego dnia, od rana do nocy, Brat polecił mi Anesteloc, który powinien łagodzć objwy refluksu, niestety nic takiego się nie działo. Zaczęłam szukać różnych innych tabletek, które w składzie podobne były do tego poprzedniego, ale żaden nie przynosił mi ulgi. W grudniu także postanowiłam udać się na gastroskopię, wierząc znów, że po tym zabiegu dostanę leki, które mi ulżą. Niestety nic z tego badania nie wyszło, bo pomimo desperackich poszukiwań rozwiązania mojego problemu, stchórzyłam przed badaniem bez narkozy. Uzbieranie na taki zabieg endoskopowy z narkozą zajęło mi aż trzy miesiące. W tym czasie mój stan się pogarszał, przestałam wychodzić z domu prawie w ogóle, jeżeli już mi się to udawało, to tylko na uczelnię. Dzięki wyrozumiałości moich prowadzących, udało mi się zaliczyć pierwszy semestr studiów bez warunków ani awansów. Podczas jednego z egzaminów w sesji zimowej, musiałam wyjść, żeby zwymiotować. Przez cały tamten czas, aż do teraz, prześladuje mnie lęk przed zwymiotowaniem, szczególnie w miejscu publicznym. Jeżeli już gdziekolwiek jestem zmuszona się udać, to muszę mieć pewność, że jest tam swobodny dostęp do toalety. W torebce zawsze mam ze sobą worki na ewentualne wymioty, ale sama myśl o konieczności ich użycia napawa mnie ogromnym strachem. Samo przemieszczanie się z miejsca na miejsce i myśl o tym powowduje natychmiastowy paraliż i nudności. Od dawna nie jechałam zadnym środkiem komunikacji miejskiej, poruszam się tylko taksówkami, na które nie bardzo mnie stać. W związku z tym, że idzie wiosna kupiłam rower, ale w głowie mam już wizje jak wymiotuję na środku ulicy jadąc nim (to nawet zabawna wizualizacja, jeśli nieustanne mdłości kogoś nie męczą). Moje życie towarzyskie przestało istnieć i brak lęku odczuwam jedynie będąc w domu. Z każdym dniem jest coraz gorzej, aktualnie mam trudności nawet z udaniem się do bankomatu, ktory jest ok. 2 minut drogi od mojego mieszkania. Kiedy tylko muszę wyjść od razu czuję, że zbliżają się wymioty, nawet jeśli od rana piłam samą wodę i wzięłam leki.

W połowie marca zrobiłam zabieg gastroskopii z rozpoznaniem, które wcale mnie nie zdziwiło. Lekkie zapalenie przełyku z refluksowym zarzucaniem treści żołądka, niedomykanie się żołądka oraz halicobacter. Z wynikami w ręce od razu umówiłam się do gastrologa (podobno jednego z najlepszych w mieście). Dostałam radę, żeby nie przejmować się dolegliwościami i tyle. Dostałam też 4tygodniową kurację na helicobacter i refluks (nie antybiotyk). Dowiedzałam się również, że na moje objawy nie istnieją żadne leki i właściwie nie da mi się pomóc.

Od tej wizyty czuję nic więcej, jak tylko zrezygnowanie. Wierzyłam bardzo mocno w to, że dostanę coś na mdłości, wyleczę żołądek i mój koszmar się skończy.

Aktualnie moje życie przypomina agonię, nie wiem nawet, czy można nazwać to życiem, czy raczej wegetacją. Każdego dnia wstaję, doprowadzam się do porządku, ubieram się, wychodzę z domu i za chwilę do niego wracam, bo paraliżuje mnie strach i chce mi się wymiotować. Trwam w nieustannym zawieszeniu, bojąc się, co będzie jutro. Noce są zarazem najgorsze i najlepsze, ponieważ z jednej z strony, leżę bezpiecznie w łóżku, a z drugiej boję się dnia następnego. Czuję się wyjątkowo bezużyteczna i powoli przestaję widzieć sens w takim funkcjonowaniu. Nie widzę szans na ukończenie kolejnego semestru na studiach i martwię się tym, że te kilka lat nauki pójdzie na marne. wciąż gromadzą mi się nieobecności, które coraz ciężej będzie mi odrobić. Są chwile, że wierzę, że mi się uda, a są takie, że siadam i płaczę, bo nie wiem co dalej. Tęskni mi się też za ludźmi. Obecnie utrzymuję kontakt z kilkoma osobami, z czego wcale nie jestem zdziwiona, ponieważ nikt nie ma ochoty przesiadywać z dziwadłem.

W przeszłości cierpiałam na zaburzenia odżywiana oraz border line, które z mozołem, ale i ze świetnymi specjalistami, udało mi się pokonać. Aktualnie jedyny sens zaczynam widzieć w autodestrukcji, powoli odzywa się stara przyjaciółka anoreksja. Z jednej strony głoduję z lęku przed wymiotowaniem, z drugiej, z chorej tęsknoty za czasami, kiedy byłam poukladana i na tyle owładnięta chorobą, że oprócz liczenia kalorii, liczyło się też to, żeby dać sobie radę. Na co kompletnie brak mi sił teraz.

 

To tyle. Bardzo dziękuję, jeżeli ktoś przebrnął przez tą nużącą historię. Jeżeli ktoś z Was miał podobny problem i udało mu się przez to przejść, to byłabym niezwykle wdzięczna za jakąkolwiek odpowiedź.

 

Kasia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja się z tym męczę od 13 lat z przerwami. Ostatni raz miałam coś takiego 5 lat temu i spokój. We wrześniu 2011 odłożyłam leki i w styczniu tego roku się powoli zaczynało...nejpierw lekkie mdłości w tramwaju, później coraz częściej, zaczęło się chodzenie na nogach na uczelnie, następnie już lęk przed wyjściem na ulicę...w ubiegłą środę wyszłam na siłe na tramwaj, żeby pojechać na uczelnie i zwymiotowałam....bardziej mnie tak wyszarpało śliną kilka razy...ale dla mnie to był koniec. Od środy nie wyszłam z domu, jeszcze trochę a zawale studia...dostałam leki, ale jak narazie odczuwam tylko skutki uboczne przyzwyczajania się do leku. Jest mi niedobrze nawet w domu, cały czas mi sie wydaje, że zwymiotuje, siedzę z miednicą, płaczę albo śpię. Wczoraj na siłe wieczorem wyszłam na spacer, to masakra, przez godzinę myślałam, że zaraz zwymiotuje, czułam to, czułam to uczucie, które miałam w środę jak zwymiotowałam. Ale nie zwymiotowałam wczoraj...ale było strasznie...myślałam, że to przełamanie się coś zmieni, ale niestety nic nie zmieniło....nadal potwornie się boje wyjść, że zwymiotuje. Wiem, że będzie mi niedobrze, że zwymiotuje i nic nie pomaga tłumaczenie, ze nic się nie stanie jak zwymiotuje, ludzie wymiotuja na ulicy w tramwaju itd...nic to nie daje...ja nie wierze już, że po świętach wrócę na uczelnie, a muszę bo będę mieć problemy....chyba, że się stanie cud i lek zacznie działać....już mam dość:( nie daję rady tak dalej :( boje się, że stracę studia...:( i nie pomagają tik taki ani guma do żucia, nic nie pomaga już :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zawsze to miałam z racji emetofobii, ale ostatnie 5 miesięcy to jest koszmar. Mdłości, osłabienie i bóle jelit dzień w dzień, zarówno w domu ale i w szkole- horror. Ostatnie dwa tygodnie przeżyłam ledwo na aviomarinie (po 3 tabletkach ledwo do domu doszłam, bierze mnie to strasznie...) i locomotivie, do tego dochodzą ataki paniki, na lekcji zamiast uważać kręcę się, kładę na ławce - nauczyciele nie raz pytają, czy wszystko okej - robię wszystko, by jakoś zabić czas i wyjść. Ale nie mogę na tych lekach ciągnąć długo, zaczynają się klasówki etc, a ja jestem po nich zwyczajnie nieprzytomna... Wywoływałam wymioty parę razy. Źle się dzieje, dwa tygodnie budy, a ja już wykończona psychicznie i fizycznie. Płakać mi się chce, bo wiem, że nic nie mogę zrobić, prócz przyspieszenia powrotu do psychiatry. Co śmieszniejsze, przez ostatni miesiąc zrobiłam taką farsę u lekarzy, że zdążyłam zrobić wszystkie możliwe badania jak zawodowa hipochondryczka, co kolejny wynik to bardziej prawidłowy... Zawsze byłam dzielna i w ogóle, ale tym razem nie wiem, jak to zniosę :( :( :( Żadnego wsparcia od rodziny i otoczenia...

A jeszcze do tego dochodzi wilczy apetyt i jak się nie pilnuję, to wypchałabym żołądek na raz wszystkim, co zawiera cukier.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy macie taki objaw,bo mnie mdli od jakiś 2 miesięcy z przerwami,jak tylko pomyślę o mdłościach to zaraz przychodzi,potrzyma trochę i puszcza i tak przez cały dzien,nie wiem co o tym myśleć

 

Miałem etap w nerwicy, gdy męczyły mnie potworne mdłości. Tak naprawdę przeszły same po jakiś 2 miesiącach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam wrażenie, że są one spowodowane tym, iż muszę tłumić w sobie swoją chorobę, nie mogę sobie pozwolić na wyrzucenie z siebie tego syfu teraz akurat, gdy jestem w najbardziej kiepskim stanie, chociaż właśnie bardzo chciałabym by to wyszło na wierzch. I to się jakoś psychosomatycznie przekłada na mdłości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×