Skocz do zawartości
Nerwica.com

Problem z chyba depresja na studiach


towlasnieja

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

Pisze tutaj, gdyz czuje potrzebe skonsultowania sie. Sytuacja jest dosc powazna, gdyz fatalny nastroj, kompletna apatia, zupelny brak wiary we wlasne mozliwosci oraz ostatnio dosc czesto mysli samobojcze odbieraja mi sily do funkcjonowania (nie chce odbierac sobie zycia, zdecydownie wolalbym je naprawic). Zasypiajac mam nadzieje, ze rano nie nastapi i nie bede musial sie meczyc z tym wszystkim. Nie widze zadnych dobrych stron, czyli nie mysle racjonalnie, a tak naprawde perspektyw na przyszlosc jest wiele, po prostu nie potrafie ich dostrzec. Z trudem zmuszam sie do zrobienia czegokolwiek, a powinienem sporo sie uczyc (na elektronice i telekomunikacji jest spora ilosc materialu do opanowania w krotkim czasie, a zostawienie wszystkiego na wrzesien to absolutne morderstwo). Czesto rano nie mam dosc sily, aby zrobic sobie sniadnie, prawie zawsze sie spozniam, wszystko co robie robie byle jak, po prostu przestalo mi zalezec (z pewnoscia tak naprawde zalezy mi zbyt bardzo, a to ze mi nie zalezy to tylko pretekst, jakby proba usprawidliwienia sie).

 

Zastanawiam sie nad przyczyna. W zasadzie studiuje to co lubie (mam swiadomosc ze dokonalem najlepszego wyboru, kiedy myslalem racjonalnie to to widzialem, teraz jakby w mojej glowie panuje chaos i pustka), wiedzialem ze bedzie ciezko. Po prostu zareagowalem poddaniem sie zamiast walka i bardzo chcialbym to naprawic. Absolutnie nie potrafie sie pozbierac. Po prostu za bardzo to wszystko przezywam. Moze zbyt latwo poszedl mi pierwszy semestr? Jezeli zrezygnuje ze studiow na pewno bede zalowal. Z drugiej strony absolutnie niesprawidliwy (przeciez nie ma czegos takiego jak sprawidliwosc i obiektywizm, wiec to akurat nic dziwnego) no i troche bezsensownie funkcjonujacy system na mojej uczelni bardzo niedobrze na mnie dziala, jakos nie moge sie wgryzc do tej chorej rzeczywistosci.

 

Jestem pewien, ze wszystko byloby dobrze gdym znowu zmusil sie do pracy. I przestal zaniedbywac wszystko. W koncu tak nie da sie zyc.

 

Czy mozna sobie poradzic z tym stanem bez pomocy specjalisty?

 

Oprocz tego dodatkowymi czynnikami pogarszajacymi moja sytuacje moze byc momentami wredy, dolujacy (moze dlatego, ze w ciezkiej sytuacji zyciowej, prawdopodobnie uzalezniony od alkoholu, moze dlatego tak dziwnie sie zachowuje, ale tu tez nie mam pewnosci) ojciec - gdy sie wraca do domu to zazwyczaj jest gorzej oraz zwykla, zyciowa samotnosc (na ta kwestie nie mam zadnego pomyslu, moze gdyby mi na kims zalezalo to chcialoby sie zyc, ale na chwile obecna na pewno nic w tym kierunku sie nie zmieni).

 

Dodam, ze od zawsze bylem osoba raczej pesymistyczna i negatywnie nastawiona do zycia. Ale bylo na tyle latwo, ze w gruncie rzeczy wszystko mi wychodzilo. A teraz coz, pietrzace sie trudnosci mnie wykanczaja.

 

Mam nadzieje ze pomozecie obiektywnie ocenic moja sytuacje i doradzicie w jaki sposob sobie poradzic.

 

Pozdrawiam,

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

towlasnieja, wydaje mi sie, ze wybrales ten kierunek ze swiadomoscia ze bedzie ciezko, i ze sobie poradzisz, ale w zderzeniu z rzeczywistoscia (system na studiach o ktorym piszesz) wyszlo nie do konca jak chciales, jak wyobrazales, coz tak czasami bywa. Nie wszystko zawsze bedzie tak jak chcemy i jakbysmy chcieli zeby bylo, ale trzeba dazyc do tego zeby w tym sobie znalezc miejsce i zeby sie w miare dobrze czuc. Zaliczyles semestr czyli JEST DOBRZE i to najwazniejsze, ze idziesz do przodu :)

Sytuacja z ojcem faktycznie moze sprzyjac temu co sie z Toba dzieje, wiadomo ze srodowisko szczegolnie rodzinne wplywa na czlowieka, ale jezeli ojciec nie chce nic z tym zrobic, to i Ty nic z tym nie zrobisz. Warto by bylo gdybys udal sie na poczatek do psychologa, niektore uczelnie maja wlasne przychodnie i tam mozna zapisac sie do psychologa. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mam idetyczny problem. Ja zmienialam 2 razy studia w jednym semestrze...zaden mi nie pasował.Wiec postanowilam isc na ten co mnie interesuje i byl moim hobby. A teraz jestem na 2 roku.Nie mam checi sie uczyc, poprostu apatia. studjuje zaocznie bo dziennie przez swoja chorobe nie dalam bym rady. Teraz zblizaja sie egzaminy a mi do glowy nic nie wchodzi.Jedna wielka sennosc, brak checi do zycia i mysle o tu zrobic by skutecznie sie zabic.to jest chore.

Poza tym w domu mam alkoholika.ma marskosc watroby i nadal pije. pewnie w jakims stopniu to tez mnie dobija.

Tez myslalam ze jak pojde na wymarzony kierunek bede szczesliwa ale tak nie jest.Myslalam o przerwaniu studiow ale co mi to da, za bardzo sie boje by tez chodzic do pracy.

Mysle ze nasza sytuacja jest bez wyjscia.czekam na psychologa, ponoc dluga lista oczekujacych jest.

Tez ze swej str. polecam psychologa bo moze on cos wymysli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oj, oj - pisz więcej, bo ładnie piszesz. Nie zastanawiałeś się nad tym, żeby 'machnąć' kilka artykułów ? :roll:

Wiem, że nie do tematu i nie na temat, ale nie mogłam się powstrzymać.

 

A poza tym, niech będzie, że Ciocia K. zrobi poranny wykład.

To no ... zaczynam :

 

Zasypiajac mam nadzieje, ze rano nie nastapi i nie bede musial sie meczyc z tym wszystkim.

 

I rano wstajesz, a tu znów to samo, nadal nic nie zmieniło się na +, nadal nic nowego się nie wydarzyło co mogłoby sprawić, że się nie będziesz 'męczył.'

A ja pytam - co to takiego musiałoby być ? Ładna, słoneczna pogoda, dobre śniadanie, ulubiony kawałek w radiu, brak bólu głowy czy jakiegokolwiek innego ? A może list informujący o wygrane ? No ale, czekaj .. z tą wygraną to jest tak, że jak nie grasz to nie wygrasz.

A więc ?

Oczekujesz czegoś, chciałbyś, żeby się wydarzyło, ale nie wiesz co - chociaż jestem pewna, że gdzieś to tkwi w Twojej podświadomości - a jednocześnie nie robisz nic w tym kierunku, żeby tak się stało.

 

 

Nie widze zadnych dobrych stron, czyli nie mysle racjonalnie, a tak naprawde perspektyw na przyszlosc jest wiele, po prostu nie potrafie ich dostrzec.

 

Zauważyłeś, że już je dostrzegasz? Gdyby było inaczej to byś nie napisał, że jest ich wiele.

Wypisz na kartce jakie, zobacz które są najważniejsze i które są najciekawsze.

 

Jestem pewien, ze wszystko byloby dobrze gdym znowu zmusil sie do pracy. I przestal zaniedbywac wszystko. W koncu tak nie da sie zyc.

 

Ja nadal nie wiem właśnie co jest konkretnie przyczyną. Bo to, że w każdym z nas tkwi odrobina lenistwa, to nawet najwybitniejsi wiedzą i tego doświadczają. Ale czytając Twój post widać, że nie jesteś kimś, kto po prostu siada i mówi, że się do niczego nie nadaje.

 

Czy mozna sobie poradzic z tym stanem bez pomocy specjalisty?

 

Wbrew pozorom myślę, że jesteś na tyle silny i tak dobrze siebie znasz, że dasz sobie radę.

Ale wiesz przecież, że to wszystko zależy od Ciebie.

 

Oprocz tego dodatkowymi czynnikami pogarszajacymi moja sytuacje moze byc momentami wredy, dolujacy (moze dlatego, ze w ciezkiej sytuacji zyciowej, prawdopodobnie uzalezniony od alkoholu, moze dlatego tak dziwnie sie zachowuje, ale tu tez nie mam pewnosci) ojciec - gdy sie wraca do domu to zazwyczaj jest gorzej oraz zwykla, zyciowa samotnosc (na ta kwestie nie mam zadnego pomyslu, moze gdyby mi na kims zalezalo to chcialoby sie zyc, ale na chwile obecna na pewno nic w tym kierunku sie nie zmieni).

 

I tu dopiero napisałeś to co tkwi gdzieś głęboko, a jednak ma wpływ. Ogromny wpływ na Twoje samopoczucie.

 

 

Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że MUSISZ wiedzieć czego chcesz, musisz wiedzieć jaki masz cel, musisz chcieć go osiągnąć, musisz zdawać sobie sprawę z tego, że dopiero kiedy człowiek robi to co kocha, jest szczęśliwy. Spróbuj to osiągnąć.

I nie wszystko w tym samym czasie, nieco cierpliwości, bo ambicja Cię zje.

Wypośrodkuj, znajdź receptę, zmień coś, odśwież. Masz tyle możliwości, a życie tylko jedno.

Warto je przeżyć, ot chociażby dlatego, żeby te pozornie najmniejsze duperele dawały radość.

 

K.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam

Juz minęlo kilka mies.od mego postu ale jednak ciag dalszy nastapił

od 13V do6,VII byłam w szpitalu.Nie zdalam sesji.powiedziano mi ze moge albo dziekanke albo zaliczac wszystko we wrzesniu.zgodizlam sie.Prosilam o to pisemnie rektora.Juz jeden rok mialam ''wolny'' studia mam 6letnie i branie dziekanki.... Jednak teraz do pazdziern. mam jeździc na oddzial dzienny codizen do spzitala. Nie wiem czy podolam zdac 10 egzam we wrzesniu poza tym nienajlepiej sie czuje. Moge nie zdac 2 wtedy płace 340zł za te dwa egzam. i moge zdac je w nowym roku akademickim.

Zapytam was moze akurat ten temat jest wam znany czy jest jakis sposob aby isc na 3 rok studiow(zaoczne) a nie zdawszy 2 roku? Myslalam ze bede mogla zaliczac np. w pazdzierniku jeszcze niektore przedmioty jednkak ponoc tak nie mozna.

Dziwie sie troche bo są np. na IV V roku osoby co przychodza na wyklady na II III rok albo zdaja 2 lata jednoczesnie i mogą? dziwne to jest.

Czy moge gdzies dowiedz.sie wiecej inf na temat zdawalnosci egzaminow, czy to od uczelni zalezy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

chcę rozpocząć studia na wydziale prawa,cierpię od 6 lat na nerwicę lękową,jest dobrze ale mam nawroty a co za tym idzie rózne dolegliwości.prawo to ciężki kierunek,czy w moim stanie dam sobie rade?wiem,że z nerwicami studiują medycyne ,prawo i inne kierunki ale gdy przychodzi kryzys jest ciężko,boję się,że nie dam rady tzn nie z nauka ale te jazdy uniemozliwią mi np chodzenie na zajęcia,normale uczenie się.proszę o radę,jeżeli ktoś ma lub miał podobny problem,jak sobie poradził...wiem,że trzeba wierzyć i się nie poddawać,a ja tę wiarę posiadam,marzę o tych studiach,studiowałam już rok analitykę medyczną i dałam radę choć było ciężko,będę wdzięczna za wszystkie opinie.pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hmm ja mam podobne schodzenie depresje lekowa, lecze sie tez na nerwice...

zalerzy jak te lęki ci sie objawiają.

ja tez marzylam o medycynie o studiach dzienych ale przez chorobe neistety......zaoczne....

boje sie iscia na zajecia podejscia do egzaminow...wszystkiego. A na egzaminie wiem ze nic nie wiem

:105: poza tym obj.somatyczne typu biegunka poty... nie daja mi spokoju.........

nawet iscie do lek.sprawia mi duzo strachu nerw....

Prawo to ciezki kierunek.... poza tym czy bedziesz w stanie pracowac w zawodzie, spotykac sie z ludzmi, rozmawiac twarza w tarz. jest to zawod bardzo stresujacy...

Musisz sama podjac decyzje..

mozesz sprobowac najwyzej wezmiesz dziekanke.

pozdr

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ech, mam to samo... Nie potrafię zorganizować sobie pracy, a kiedy nadchodzi sesja, pojawiają się wraz z nią dość radykalne pomysły na rozwiązanie problemu - czuję się przeciążona, jestem zresztą przekonana, że nic nie zdam, że nie mam szans, lepiej od razu rzucić studia, a najlepiej w ogóle porzucić życie. Doskonale znam uczucie przytłoczenia problemami, utraty kontroli nad tym wszystkim, bezradności... Co na to poradzić? Staram się nagradzać za swoje wysiłki, nawet te najmniejsze. Wyznaczam sobie cele, i jeśli je spełniam, kupuję sobie książkę czy płytę w nagrodę. To dobry sposób na jakiś czas, później jest możliwość stracenia motywacji

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam dokładnie to samo... nie wiem co mam zrobić co wyjde z dołka na chiwle to znów do niego powracam. Wybrałem sobie dobre studja, ale niezgodne z moimi zaintersowaniami. Jestem teraz na 2 roku i jade po bandzie... a zwykle byłem przyzwyczajony do 4-5. To była ostatnia rzecz, która dawała mi radość, to, ze cos umiem i mam dobre oceny... . A teraz nawet tego nie mam . Nie wiem czy mam to dalej ciagnac, szkoda mi tych 2 lat, ale boje sie nei niczego nie zdam wogole, ogolnie boje sie. Mecze sie na tym kierunku, ale do tej pory nie mialem takich problemow a rezygnacja z tego kierunku dla mnie = porażka.

Tak wogole to mam takiego doła, jestem tak przemęczony, nic mnie nie cieszy, 0 motywacji, szukam ciagle jakiegos rozwiazania, ale nic nie potrafie wymyslic. Brakuje mi wsparcia. Jestem dość wrażliwą osobą, ale zgrywam osobę pewną siebie, nie potrafie sie przed nikim otworzyć.

Byłem ostatnio na ciekawych warsztatach z motywacji itp, przez chwile sie tym podjarałem, a teraz znów nie wiem co robić . Jestem wyczerapny psychicznie ;/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

O, może podzielisz się jakimiś wnioskami z tych warsztatów? Ja chętnie chwycę się już wszystkiego, choćby na jeden dzień... Cały weekend powinnam się uczyć, bo mam bardzo trudne kolokwium w tym tygodniu, ale niestety nie dałam sobie rady, jak zwykle zresztą. Mam dosyć siebie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Te warsztaty wygldały następująco:

Prowadziły je 2 osoby. Chciały przekazać i podać jak najwiecej przykładów jak sie zmotywowac, zeby nie zrazac sie odrazu do czegos odrazu, zeby podjać walkę, a czasami zmienic cos konkretnego w swoim zyciu. Moze to byc na poczatku trudne, ale potem moze sie okazac najlepszym wyborem ( ja osobiscie rozwazam opcje rezygnacji z tych studiów). Mowili, ze powinno sie spisywac wlasne cele na kartce, zeby o nich nie zapomniec oraz dzielic droge do osiagniecia konkretnego celu na etapy tzn przede wszystkim znac te etapy zeby widziec jak dazyc do danego celu. Mi np utkwily takie słowa " nalezy probowac, bo jezeli nie podejedziemy do laski, która nam sie podoba to mamy 100% szans na porażke", albo " nie ma czegos takiego jak porazka, sa tylko doswiadczenia, ktore proawdza nas do okreslonego celu.

W calych warsztatach głownie chodziło o to, że trzeba zaryzykowac, zrezygnowac z czegos, zmienic cos w swoim zyciu, aby osiagnac to czego sie tak naprawde pragnie.

 

Podbało mi sie jeszcze takie cwiecznie : trzeba sobie wyobrazic jak chcilibysmy zeby nasze zycie wygladalo za 5 lat, a nastepnie odwrocili sie o 180 stopni i zobaczyli jak niechcielibysmy zeby nasze zycie wygladalo. I nagle zaczeli zblizac sie bardziej do tego czego nie chcemy. Mnie to troche przestraszyło, bo jezeli mialbym zycie dokladnie takie jak sobie tam wyobrazilem to nie mialbym po co zyc ....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wiesz ja 3 razy zmienilam kierunki. jesli czujesz ze bedzie ci lepiej szlo na tym twym wymarzonym idz

poza tym jest cos takiego jak wolny sluchacz.mozesz nawet etraz wejsc na dane zajecia na daną uczelnie zobaczysz jaki klimat panuje na uczelni jakie są wyklady.. i podejmniesz decyzje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×