Skocz do zawartości
Nerwica.com

o pogardzie do samej siebie


gingergirl

Rekomendowane odpowiedzi

Byłam chyba normalnym dzieckiem. Ciekawym świata, może trochę zamkniętym w sobie, przemądrzałym- sama nie wiem. Była zawsze nazbyt jak na swój wiek. Nazbyt powazna, nazbyt inteligentna, nazbyt oczytana, nazbyt łatwo przychodziła mi nauka. Nazbyt dorosła. W zeszłym roku poszłam na studia i załamał mi sie mój cały świat, system wartości. Stałam się małą zagubioną dziewczynką, którą nigdy nie byłam. Zbyt duzo używek, zbyt łatwo miałam dostęp do wszystkiego. W sesji zimowej nie zdałam 1 egzaminu. Z resztą jak 70% roku, ale u mnie wiara we własną inteligencję gdzieś się rozmyła. Nagle stałam się za głupia na studiowanie prawa. Jakiś miesiąc wcześniej przeszłam na dietę- sama nie wiem dlaczego i z 58 w ciagu miesiaca schudłam 4 kilo. W lutym miałam poprawkę z egzaminu i wtedy, któregoś wieczora uczac sie do pozna i przegryzajac cos pomiedzy- wpadla mi do glowy mysl: dlaczego wymiotowanie pomaga bulimiczkom? nie wiedzialam, sprawdzilam i zagubilam sie jeszcze bardziej. nie zdalam poprawki, warunku, w maju wylecialam. nie wstawalam z łozka, nie moglam sobie poradzic, nadal sie obzeralam i wymiotowalam. zjadalam w napadzie jakies 4 tys cal- wymiotujac jakies 3 razy w tyg.

W koncu zaczelam walczyc,nie wiem dlaczego. Znowu jestem na prawie, bo tak chcieli rodzice, zbliza sie sesja, juz nie wymiotuje. Ostatni raz w grudniu, ale pomiedzy pazdziernikiem a grudniem zdazylo mi sie to nie wiecej niz 5 razy. Napady glodu pozostały, teraz sie nasilaja. weekendy sa najstraszniejsze. Jestem tylko ja, moja wspollokatorka jedzie do domu, a ja moge tylko jesc, nic wiecej, przed jej powrotem wyrzucam smieci, zmywam, biore prysznic i otwieram ksiazki, ktore mialam zakuc przez weekend, wymyslajac jakies bzdury dlaczego nie zdazylam sie nauczyc.

chociaż gardzę soba juz troszeczke mniej niz w zeszlym roku nie wiem co bedzie po sesji i boje sie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Próbowałam żyć dla siebie. Możliwe, że tak mi wygodniej- zasłaniam się rodzicami nie musząc żyć sama. Bo przecież ich kocham, a Oni kochają mnie, wiedzą co dla mnie dobre. Tylko, że życie polega na pielęgnowaniu tego co piekne i rzadkie. Miłość jest piękna i rzadka, tylko na niej mogę polegać. Fakt, nie ufam sobie. Ja, jako jednostka sobie najbliższa powinnam sama dla siebie stanowić najwyższą wartość, a mimo to kruszę się patrząc w oczy mojego ojca. zawodząc go, dgy moja mama staje sie jeszcze mniejsza, zgarbiona. Kruszę się, gdy słyszę że nie dostane pieniędzy na studia jesli nie wybiorę prawa. Że nie moge pójść do pracy, bo jestem za słaba psychicznie. Jestem od nich uzależniona finansowo i emocjonalnie.

Brzmi to wszystko jak z amerykanskiego serialu- prymuska nie chcaca zawiesc rodzicow i chcaca odzyskac kontrole nad swoim zyciem karze sie poprzez zaburzenia odzywiania. Smutne to takie i pretensjonalne. Za scenariusz nie dalabym zlamanego grosza.

Czy swoimi. hmmm wybrykami mogę zaburzyć w jakis sposob prace mojego mozgu, chodzi mi o zdolnosc percepcji? Bo to mnie w sumie najbardziej martwi ostatnio.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wydaje mi się,że problem tkwi glębiej...i Ty go powierzchownie znasz.

Zyjesz,żeby uszczęśliwić innych-rodziców, a nie siebie. Zobacz jaki paradoks......cierpisz z wiadomo jakiego powodu, a mimo wszystko brniesz głębiej.

Nie rób nic wbrew sobie samej.

Zawsze można przejśc z systemu stacjonarnego na wieczorowy czy zaoczny i podjąć pracę. NIe rozumiem dlaczego mialabyś być słabą psychicznie? Bo tak powiedzieli i stwierdzili Twoi rodzice? Studiujesz ,żeby ustatysfakcjonowacmamę i tatę. A co z Twoją przyszlością? Jesli zawodu swojego nie będziesz lubiła, co wtedy?

Nie mnie oceniać.

 

Ja w czwartej klasi eliceum chodzilam na korepetycje , które miały mnie przygotować do egzaminów na medycynę. Mama mi załatwiła te korepatycje u pani doktor, która wykładała na studiach medycznych. Zdałam maturę , a mamie powiedziałam,że jak jej sie podoba medycyna...to może ją sobie zaczać studiować sama.

Nie powiem,żebym nie żałowała po latach swojego wyboru. Rozpoczęłam studia, inne.....dzisiaj jestem na kierowniczym stanowisku, bardzo lubię swoją pracę. Czasami mozna sprzeciwic sie rodzicom...zwłaszca gdy jest sie dorosłym. Rodzice kochają swoje dzieci bezwarunkowo tak naprawdę. Chcą dla nich dobrze. Ale czasami kochają małpią miłością...krzywdząc je.

 

Zyczę Tobie jak najlepiej. Ktoś mi kiedyś powiedział,że samodzielność ulecza z chorób. To jest prawda. Ale często boimy się tego pierwszego kroku-sprzeciwu. Uruchamiają sie wtedy nasze lęki.....a potem to juzjeden lęk ciągnie za sobą drugi.........i tak powstaje błędne koło........wydaje nam się,ze nie mozemy z niego wybrnac. POwstaj aw nas różne zaburzenia. Bo tak naprawdę to za tego typu zaburzenia odpowiedzialni są rodzice, ich błędy wychowawcze, środowisko itp. Nie znamy innych schematów jak te, które zacietrzewiły sie w okresie dzieciństwa. Z czasem.........jeśli po drodze napotykamy jeszcze na powazniejsze problemy, wszystko zaczyna sie piętrzyc, rosnąć do rangi nieosiągalnego...........i powstaje poczucie choroby....

Ale Ty to napewno wiesz...........tylko musiałabyś to sobie uswiadomic.

Oczywiście decyzja należy do Ciebie.

 

Doradzilabym Tobie terapię. ...byc może wspomaganą jakimis lekami od psychiatry. Ale kazdy niestety decyduje o sobie...chyba,że znow zapyta się rodziców........czy może pójść ze sobą do specjalisty............

Swoimi wybrykami nie tylko można zaburzyc percepcję...można popaść w głębsze stany.....ale nie będe Ciebie straszyć.Wazne,żebyś wiedziala, w którym momencie powiesz wystarczy i zaczniesz szukać pomocy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Och tak bardzo nie mogę na siebie patrzeć! Każda chwila w moim ciele to koszmar. Nie przetrzymam tego dlugo. Z pewnej siebie, lekkiej anorektyczki stalam sie żarłocholiczką, która podjada jedznenie współlokatorów albo w środku nocy chodiz do sklepu nocnego. To takie upokarzajace, a mimo to n ie potrafię tego zmienić.

 

Tak bardzo chciałabym umrzeć z głodu. To rodzaj śmierci, do którego dąże.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

byłaś anorektyczką :shock: urażę Cię pewnie w tym momencie,ale 4 kg w miesiąc to bardzo niewiele jak na anorektyczke,chyba,że było coś więcej o czym nie piszesz.

Słuchaj też mam ED ,bulimnie miałam,wiem co to nienawiść do samej siebie, ciała ale u mnie było,że wymiotowałam po 6 razy w ciągu 8 godz,z tego łatwo policzyć że jadłam i wymiotowałam bez przerwy przez 8 godz.U Ciebie sprawa wygląda na lżejszą,nawet nie sądze,żebyś miała bulimie tylko po prostu jedzenie jest przetekstem i wymówką przed samą sobą czemu się nie uczysz.A "chorobą" zasłaniasz swoje porażki.

Przepraszam Cię za szczerość,ale sama siebie oszukujesz.

Zmień kierunek jeśli ten Ci nieodpowiada bo jedyny problem jaki u Ciebie widzę to z motywacją ;)

 

[Dodane po edycji:]

 

dopiero teraz spojrzałam ,że to strasznie stary temat :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dużo osób pisze że jedzenie i nie jedzenie pozwala im sterować swoim życiem. A moim steruje właśnie żarcie, ja siłą woli nie chce a ide robie to, w pochłanianiu kolejnej czekoladki towarzyszy mi ,,masz za kare dobrze ci tak głupia suko,, sama sobie to mówię, upokarzam się do granic możliwości. Wymiotuje, odchudzam się co jakiś czas, za chwile zdrowo odżywiam nieustannie ćwicze. Trwa to 10 lat. Jestem zmęczona, ale nie wiem co się musi stać żebym zaczęła normalnie myśleć. Miałam etap że było ok- nie bardzo miałam jak wymiotować, bo zmiana miejsca zam. ale nie za długo to trwało. Najgorsze jest to że dobrze się czuje kiedy sobie naubliżam i tak jest z wszystkim tym, po prostu sama robie sobie na złość i wiem o tym. Chyba po prostu lubie się krzywdzić i czuć się źle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też miałam zaburzenia odżywiania, przeszłam anoreksję. W trakcie odchudzania tak strasznie nienawidziłam siebie, swojego ciała, że gdy stawałam przed lustrem miałam ochotę chwycić za nóż i powycinać sobie te zwały tłuszczu (które istniały oczywiście tylko w mojej głowie). Ale, jak na ironię, im byłam chudsza, tym bardziej sobą gardziłam, wyrzucałam sobie, że jestem głupia, bezwartościowa, że jedzenie, albo raczej - niejedzenie - kieruje moim życiem. Dzisiaj rozumiem, że to nie kwestia ciała czy ilości pochłanianych kalorii. Problem w ogóle nie tyczy się jedzenia. Po wyjściu z choroby poczułam się atrakcyjna, znalazłam kochającego chłopaka, utrzymywałam relacje z mężczyznami, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że moje ciało może być piękne. A potem zaczęły się kłopoty rodzinne i wszystko wróciło. Nienawiść do siebie, swojej aparycji, poczucie, że nie jestem nic warta. Wiem, że powodem tego jest pewnie kontakt z ojcem alkoholikiem, ale to nie zmienia faktu, że nie mogę na siebie patrzeć.

 

Jedzenie, odchudzanie, nie jest żadną drogą. Problem tkwi głębiej. Wyleczona bulimiczka przeniesie swoje kompleksy na inny aspekt swojego życia. I najczęściej, faktycznie, jest to spowodowane chęcią "zadowolenia" innych, spełnienia jakichś irracjonalnych oczekiwań otoczenia, które nas przerastają.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Brida, teoretycznie zawsze gdzieś w rzędzie innych powodów tych zaburzeń będzie można wstawić chęć zadowolenia innych- bo taki jest wymóg współczesnego świata, między innymi. Ale tak naprawdę i mimo wszystko to jednak nie jest główny motyw, tak mi się wydaje. Oczywiście że te zaburzenia nie wypływają znikąd, wszystko to siedzi tylko i wyłącznie najgłębiej w nas i czasem dlatego to zaburzenie trwa i trudno mu odejść bo nie wiadomo do czego się uczepiło. To jest banał, ale lata mi zajęło żeby powoli odkrywać to gdzie ten banał się ukrył, dalej odkrywam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oczywiście nie chcę generalizować, to jest tylko jeden z powodów. Ale zauważyłam, że dość często odgrywa tu znaczenie relacja z rodzicami (jak w przypadku wielu innych zaburzeń). Przykładowo, mój ojciec od wielu lat nadużywa alkoholu. Bliska mi anorektyczka bardzo przeżywała burzliwy rozwód swoich rodziców (awantury, nasyłanie policji, wywlekanie brudów). Inna próbowała być we wszystkim najlepsza, bo nigdy nie była dość dobra, by zaspokoić ambicje swojej matki. Jeżeli rodzic nie daje dziecku poczucia miłości, nie daje do zrozumienia, jaką ma wartość, ono samo zaczyna w nią wątpić. A to już pierwszy krok do problemów psychicznych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Generalnie wszystko to wina starych. Wiesz, analizując życie każdego śmiertelnika można powiedzieć że jedno albo obydwoje rodziców są toksyczni i fatalnie wpływają na psycho rozwój takiego delikwenta. Choć wcześniej ja też węszyłam swoje zaburzenia w braku ojca na co dzień, to teraz nie skupiam się na tym co było. Wszystko wychodzi od takiego małego przecież. Nie wiem czy dobrze tłumacze swoje rozumowanie, strasznie mi się dziś w głowie kręci.

Chodzi o to ogólnie że załóżmy we mnie powstała taka zaciekła chęć niszczenia siebie w każdym calu. Nie wiem dlaczego to się urodziło, ale jestem świadoma tego że tak jest. Mogłabym stwierdzić że, że byłam obojętna wszystkim w koło, nie było dla mnie czasu ale ogólnie było całkiem ok? Nie, jeszcze nie wiem dlaczego,ale pomału do tego dojdę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Generalnie bardzo długo zakładałam, że problem jest tylko we mnie. No bo ludzie mają trudne życie i nie wariują, prawda? Ergo - ze mną musi być coś nie tak. Jestem słaba, nieprzystosowana, cholera wie co. Dopiero długa terapia zmieniła mój pogląd na sprawę. I będę się upierać, że dom rodzinny ma na to duży wpływ. Nie jest bezpośrednią przyczyną, bo to nie niczyja "wina", że mam problem ze sobą. Niektórzy są na pewne rzeczy bardziej podatni, inni mniej. Jedni są bardzo wrażliwi, inni nie. Ja jestem podatna i jestem wrażliwa. A że problem z zaburzeniami odżywiania i brakiem akceptacji swojej osoby jest złożony, temu nikt nie zaprzeczy.

 

Kiedyś wydawało mi się, że jeżeli znajdę przyczynę, wyzdrowieję. Kiedy zrozumiem co DOKŁADNIE wpłynęło na to, że stało się tak, a nie inaczej. Dzisiaj staram się żyć i nie babrać w przeszłości. Wcale nie jest łatwiej, ale jakby... normalniej?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z przeszłością nie ma się co siłować, ja tak twierdze. Może omijam jakiś ważny etap który mógłby mi pomóc w uporaniu się z zaburzeniami, ale myślę że nawet jeśli nie rozwiąże całej zagadki to chodzi mi jedynie o cel. Teraz patrze- 10 lat temu mając 13 lat zaczęłam pierwsze eksperymenty głodówkowe. Bardzo żałuje że tyle straciłam życia na tym, dalej je tracę tylko bardziej świadomie, bo teraz wiem że to nie jest normalne, tylko nie bardzo to cokolwiek zmienia.

 

Powiedz, czy nie masz obsesyjnego już myślenia o jedzeniu? O uciesze jaką może dać Ci upodlenie się żarciem?

Jak to jest?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też mam ed z powodu domu.Tyle,że ja nie chcę się leczyć.Siedzę w tym 13,5 roku może to powoduje,że nie chce.To mój świat w którym czuje się bezpieczna i mam jakiś cel.Poza tym nie jestem przekonana czy kiedykolwiek mi się to uda-czuje jak bardzo mi to niszczyło moją "głowę", a to by była kolejna porażka.

Teraz utyłam,myślę o sobie coraz gorzej i pogłębiła mi się fobia społeczna,ale wciąż wierze że schudnę i zrobię wszystko by to znów osiągnąć.

Wiem,że .łatwo mi się odchudzać gdy w domu pojawia się większy problem alkoholowy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja wyszłam z any jakiś rok temu, czyli teoretycznie nie mogę nawet mówić, że wyszłam, bo grożą mi ciągle nawroty... I miałam je, przez kilka miesięcy, utrzymywałam dietę 1200 kcal, byle tylko nie utyć bardziej. Oczywiście chudłam. Na wakacjach, kiedy poczułam się w końcu szczęśliwsza, lżejsza o wszystkie problemy, zaczęłam jeść normalnie i trochę przytyłam.

 

Czy mam obsesyjne myśli? Cóż, czasami mam. Kiedy oddalam się od domu, zaczynam się zastanawiać, co i kiedy zjem. Kiedy zaś w nim siedzę i tak obliczam sobie kalorie różnych produktów, tak ogólnikowo, ale nie wzbudza to we mnie takiej paniki jak dawniej. Myślę, że muszę przywyknąć do życia w cieniu any, bo być może pewne zachowania zostaną mi na zawsze. Ponieważ jednak jedzenie nie steruje już moim życiem, jestem zdrowa, miesiączkuję normalnie, mam nadzieję, że nigdy więcej nie będę musiała zawitać w szpitalu psychiatrycznym, w którym spędziłam kilka miesięcy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie wiem co się dzis stało ze mną, myślę że może przez to forum bo dawno tu nie byłam, bo już było prawie spokojnie. Nagle oblałam się zimnym potem, doznałam duszności a jak miałam jechać autobusem to zastanawiałam się czy nie będzie za dużo ludzi miałam czekać na kolejny, doszłam więc do wniosku że pewnie jestem głodna i to od nie jedzenia. Ja ogólnie niestety jestem stale na diecie, zdrowej ale czasem nawet do 1200 kcal nie wyciągam, potem kompulsy. Niedawno miałam znów epizod wymiotowania, jak ja tego nienawidzę.

Jednak ja jak jestem w domu, to wtedy jem, jem i jem. A potem rzecz wiadoma, a jak jestem dwa dni pod rząd w domu to jem, czyszcze się i dalej. Z tym że ja sie praktycznie nie leczę, nie chodze na terapie nigdzie, dałam sobie z tym spokój, sama chce z tego wszystkiego wyjść.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam do was dziewczyny pytanie. Jestem chłopakiem, aktualnie lecze się w szpitalu psychiatrycznym na zaburzenie osobowości typu borderline.

Od jakiegoś tygodnia mam ataki jedzenia, a później wymiotowania. Dzieje się tak około 2 razy dziennie.

Mam 180 cm wzrostu i ważę 56 kg. Czy to już zła waga, czy jeszcze norma ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sowaa, to, o czym mówisz jest naprawdę niepokojące... I nie chciałabym Ci nic narzucać, ale na Twoim miejscu nie rezygnowałabym z terapii. To pozornie nic nie daje, ale wiem, co się ze mną działo, kiedy ją przerwałam. Czasami po prostu nie da się poradzić sobie ze wszystkim samemu. I nie trzeba. Oczywiście wyjście z choroby to własna zasługa, a nie jakiegoś terapeuty, ale czasami to jest potrzebne, żeby zrobić następny krok. Jak długo się leczyłaś?

 

milano3, według mnie, wagę masz w normie. Zaniżoną, fakt, musisz być bardzo chudy, ale to wszystko zależy od wieku. Ile masz lat? Bardziej martwi mnie to, że mówisz o wymiotowaniu. Czemu to robisz? Nie chcesz tyć czy wyładowujesz stres? Miałeś takie ataki już wcześniej? To wszystko bardzo ważne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sowaa, to, o czym mówisz jest naprawdę niepokojące... I nie chciałabym Ci nic narzucać, ale na Twoim miejscu nie rezygnowałabym z terapii. To pozornie nic nie daje, ale wiem, co się ze mną działo, kiedy ją przerwałam. Czasami po prostu nie da się poradzić sobie ze wszystkim samemu. I nie trzeba. Oczywiście wyjście z choroby to własna zasługa, a nie jakiegoś terapeuty, ale czasami to jest potrzebne, żeby zrobić następny krok. Jak długo się leczyłaś?

 

milano3, według mnie, wagę masz w normie. Zaniżoną, fakt, musisz być bardzo chudy, ale to wszystko zależy od wieku. Ile masz lat? Bardziej martwi mnie to, że mówisz o wymiotowaniu. Czemu to robisz? Nie chcesz tyć czy wyładowujesz stres? Miałeś takie ataki już wcześniej? To wszystko bardzo ważne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×