Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
mysia

nerwica a rodzina...

Rekomendowane odpowiedzi

Ludzie ktorzy nigdy nie byli w takim stanie jak nerwica-i do tego jakas bardziej zaawansowana-nie sa w stanie zrozumiec...po prostu nie sa!Ja tez,oprocz jednego wyjatku(dziewczyny,ktora akurat studiuje psychologie),nie spotykam sie ze zrozumieniem.Ludzie kompletnie nie zdaja sobie sprawy z sytuacji i wymagaja od czlowieka zeby poradzil sobie sam ze wszystkim i wzial sie w garsc...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mam to samo - rozumię po trosze ich. Czy wcześniej moglibyście sobie wyobrazić jak to jest z nerwicą? Ja nie miałem zielonego pojęcia co to. Ale jak nam życ w takim stanie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam, że się tak wyrażę, w klubie...

 

Mnie prochy pomogły stanąć na nogi (dosłownie i w przenośni), wrócić do pracy (którą nie wiadomo jak długo będę miała bo są "przesunięcia kadrowe" :( ) ale nadal miewam napady lęku, poczucia nieokreślonego zagrożenia nie-wiadomo-skąd i widzę jak moja rodzinka, silne osobowości, reagują na to mieszaniną wspólczucia, podejrzliwości, niedowierzania z irytacją włącznie.

 

A miewam dokladnie tak jak Ty, melon -że ledwie zmuszam się do odebrania dziecka z przedszkola, że nie mogę wejść pomiędzy tłum w kościele itp., itd.

Jeśli stracę pracę, to nie wiem co będzie -bo na samą myśl o tułaniu się między obcymi w poszukiwaniu czegoś robi mi się autentycznie słabo.

Nie wiem,czy zawsze tak miałam, a choroba to tylko nasiliła, ale generalnie nie cierpię niekontrolowanych zmian -i myślę że gnębi to większość osób dotkniętych nerwicą lękową.

 

Pocieszam się tylko, że to JEDNAK mija, prędzej czy pózniej, ale mija...

I oby nie wróciło...

Trzymam za Ciebie kciuki!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

rozumiem cie w 100 % moja kobieta tez wie o mojej nerwicy bardzo widze cierpi z tego powodu ale czasem mowi wlasnie bolesne rzeczy np "niemysl o tym" przejdzie ci albo cos takiego a ja wiem ze to tak szybko nie przejdzie mam rok i pewno jeszcze troche bedzie.. ale mysle ze wylecze sie z tego moja mama dala rade niebieze zadnych lekow ,pracuje od czasu do czasu wypije nervosol i daje rade .... wiadomo ze to juz mamy do konca zycia raczej a mozna tylko ja zaleczyc...3m sie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jest mozliwe zrozumienie przez osoby zdrowe nerwicy. Ja pomagam jak umiem i od poczatku, po protu naciskalam przede wszystkim na aktywne leczenie. Najpierw leki, ktore znaczaco poprawily sytuacje, pozniej terapia.

Teraz staram sie, o idealne warunki, czyli jestem bardziej wyrozumiala i ustepliwa, nie draze, nie zaogniam sytuacji, tak zeby moj facet mial jak najmniej stresu ze mna, zeby byl pewny, ze go kocham nawet z jego nerwica.

Przelom nastapil, kiedy ja sama zaczelam miec nadzieje i wierzyc w to, ze on z tej nerwicy wyjdzie i WYCHODZI!!!!!!!

 

Po prostu trzeba jak najbardziej uswiadamiac bliskich ludzi czym nerwica jest, bardzo czesto jako osoba zdrowa ma sie bardzo dziwne wyobrazenia na ten temat i po prostu nie przyjmuje sie problemu do wiadomosci.

 

A trzeba, bo tylko wtedy mozna pomagac.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

...mnie to mają wszyscy za lenia, że spac lubię to fakt, ąle czasem to ja bym z chęcią wolała wyjsc....chocby na spacer....nie rozumieją, że w śnie odnajduję spokój...a jak leżę to mi się nie kręci tak w głowie, nie mrowią aż tak ręce, nie mdleją nogi......

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam to samo. Mąż jest bardzo wyrozumiały, ale są chwile kiedy ma mnie dość. rochę się nie dziwię, bo sama nie wyjdę nawet z psem, do sklepu nie mam mowy, dalej to nawet nie myślę.

A czasem mam takie dni, że płaczę nad tym, ze jestem do niczego, a on już nie ma siły na ciągłe tłumaczenia, że tak nie jest.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Przelom nastapil, kiedy ja sama zaczelam miec nadzieje i wierzyc w to, ze on z tej nerwicy wyjdzie i WYCHODZI!!!!!!!

 

droga Virginio

prosze cie tylko o jedno

nigdy nie przestawaj wierzyc...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hej mam 22 lata na nerwice choruje od 4 lat od tego czasu straciłem przyjaciół a jedyne osoby na których moge polegać to moi najblizsi czyli tata babcia brat i mama no bo właściwie komu można zaufać jak nie najbliższej rodzinie która jest z tobą na dobre i na złe cała reszta jest przeszłością dlatego boje się znaleźć dziewczyne żeby nie być w takiej sytuacji jak ty dlatego wybrałem samotność :oops: jedyne co ci moge poradzić to to żebyś sie nie załamywał wiem że łatwo jest mówić jak nie jest się w takiej sytuacji ale dobrze cie rozumie.Ja też podjąłem prace niedawno jako sprzedawca myślałem że dam rade ale nerwy wzieły góre głowy nie umiałem utrzymać w prostej pozycji po pierwszym dniu pracy zrezygnowałem z jednej strony mnie to śmieszyło a z drugiej strony mnie to przeraża do teraz .Na chwile obecną nie pracuje choć pracowity jestem mam obawy że wyskoczą mi jakieś triki i ktoś mnie wyśmieje a z drugiej strony chce być traktowany na równi z wszystkimi niechce być lepszy ani niechce być gorszy chce być normalny.Maże żeby otworzyć jakiś własny interes ale do tego potrzebuje czasu i wytrwałości myśle o jakimś kiosku ruchu albo coś takiego gdzie nie będe nikomu podlegał i będe szefem sam dla siebie.Wracając jeszcze do twojej sprawy myśle że rozmowa otworzenie się przed bliskimi i wiara w to że będzie dobrze może ci dużo pomóc mi przynajmnej to pomoga wierze że dasz rade musisz tylko się przełamać a potem już będzie z górki ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak sobie myślę,że duże grono naszych bliskich uważa nas za leni, obiboków, i że ja kwjadą nam na ambicję swoimi tekstami to coś pomoże.

Nie rozumieją,ze my nie chcemy tak żyć!

Moja mama na przykład przychodzi do mnie mieszkamy piętro wyżej ochrzania mnie przy dzieciach, potem zabiera je na spacer albo coś takiego i mi rozkazuje co mam reraz zrobić.

Teraz dopadło mnie strasznie w domu nawet źle się czuję to nie mogę ale jak było lepiej to wstawałam rano, śniadanie brałam dzieci i w drogę na spacer po mieście gdziekolwiek, do koleżanki byle nie być w domu, byle mnie ktos wreszcie nie kontrolował, byle dali mi spokój bym się mogła sama uporać poukladać to wszystko sobie, po mojemu. Jak sobie gdzieś jadą to ja cala szczęśliwa jestem.

Jest coraz gorzej- bałagan w domu ja nie mam siły ledwo obiad udaje mi się ugotować więc oni jeszcze bardziej chcą mnie zmobilizować.

Mama nie rozumie ,że ja nie chcę by mi ktoś dzieci na spacer wyprowadzał, żeby mnie wyręczano a potem krytykowano jaka to ze mnie leniwa kobieta, ja chcę to robić sama tylko musze się pozbierać a to trudne w takich warunkach.

Druga sprawa to zmęczenie materiału-mąż był ze mną znosił moje ograniczenia tam nie mogę tego nie źle się czuję a teraz kiedy naprawdę ze mną tragicznie to ma chyba dosyć tego wszystkiego i u cieka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
:roll: Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ta nasza cudowna choroba wspaniale niszczy związki, nawet te najlepsze, bo z czasem kończy się cierpliwość.

Mam nadzieję,że Tobie Virginio nie to się nie przydaży:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

melon: z mojego doświdczenia wynika, że osoby zdrowe, nawet gdy się starają, nie potrafią zrozumieć, nie tak jak tego oczekujemy, nie tak jak osoby z podobnym problemem.Dlatego najlepiej dogadam się z moim chłopakiem i owarcie napiszę o obawach na tym forum.

Jeśli chodzi o Twoją żonę, to jej z pewnością też jest trudno, myślę, że chcialaby rozumieć i potrafić Tobie pomóc w każdej sytuacji.Postaraj się to jak najbardziej obrazowo wytłumaczyć i poprzeć przykładami to o czym opowiadasz.Przynajmniej mnie się wydaje, że ja wtedy bym zrozumiała.Zawsze może z Tobą wejść do gabinetu psychiatry, może to bardziej naświetli jej sytuację.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zdrowemu czlowiekowi trudno jest zrozumiec co czuje czlowiek chory czy z dolegliwosciami.Umnie jest podobnie.Moj chlopak czesto mi wymawia moje czeste niedomagania,brak checi np.do seksu,brak zapalu do prostych czynnosci a jakze dla mnie niezwykle trudnych.Zawsze mowi ze biore za duzo prochow,po co mi one.nierozumie ze ja sie lecze i staram sie walczyc z choroba.Tlumacze mu to za kazdym razem az do znudzenia i czasem mam serdecznie dosc tlumaczenie sie co,po co i dlaczego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mojemu mężowi wydaje się,że prochy zalatwią sprawę i nie dociera,zę to nie o to chodzi......

Tłumaczenie w sumie nic nie daje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wczoraj brat moj kochany (wrr) dal mi jasno do zrozumienia, ze uwaza moje zycie za nic nie warte, mnozyl przyklady, ze jestem leniem, nic nie robie, do niczego sie nie przykladam, nie pomagam rodzicom...powiedzial m.in.: rozumiem, ze niektorych rzeczy nie mozesz zalatwic (mam ta cholerna nerwice lekowa) ale ty po prostu nic nie robisz. to co mowil bardzo mnie zabolalo, dal mi mniej wiecej do zrozumienia, ze nie widzi przede mna przyszlosci, ze nie dam sobie rady w zyciu, i wogole nic tylko powinnam skonczyc ze soba. niby rozumie, ze to nie ja do konca (to choroby mna rzadza) ale tak naprawde zachowuje sie jakby nic do niego nie docieralo, on ma chyba bardzo prosty umysl. tak mnie dobil, ze znowu zaczelam myslec na samobojstwem. i jak tu mam dobrze sie czuc skoro nawet wlasny rodzony brat nie widzi sensu w mej dalszej egzystencji? jak tu wyjsc z tego bagna? ktos mi powiedzial, ze moze mial zly dzien i po prostu sie na mnie wyrzyl...eh

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tantrum, a jakie ty masz podejście do swojej nerwicy.Leczysz się czy nie. Czy robisz coś aby o nie zapomnieć :?: Czy stawiasz sobie jakieś wyzwania aby ją pokonać.Bo jeżeli jesteś bierny i czekasz, aż samo przejdzie - to jeszcze długo bedziesz czekał. Prawdziwe życie nikogo nie głaszcze. Nie można cały czas siedziec i myślec ja nie będe nic robił bo mam nerwice. Więcej wiary w siebie i optymizmu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz dla rodziny, nerwica to bardzo ciezka sytuacja.

Byc moze ponioslo go, stracil cierpliwosc. Osobia zdrowa mysli zupelnie innymi kategoriami.

Byc moze nie dostrzega on, zadnych postepow a tylko letarg. Pograzenie w chorobie.

 

Nie traktuj jego slow, tak powaznie. Jedyne co mozesz zrobic to skupic sie na leczeniu. Wszystkie Twoje wysilki w tym kierunku dadza rodzinie nadzieje i na pewno beda Cie wspierac.

 

Wiesz nie mozesz po prostu egzystowac z nerwica. Musisz dzialac. Wskrzesic w sobie sily do walki z nia.

 

pozdrowienia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mógł mieć zły dzień..mógł stracić cierpliwość. Pamiętaj ze nie tylko Ty masz ciężko. Ludzie wokół Ciebie , rodzina , bliscy tez mają nie łatwo.

Pamiętaj bierność w nerwicy zabija. Musisz działac szukac różnych dróg zeby z niej wyjść. Inni widząc Twoją walkę będą Cie wspierac.(powinni) ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Aga1 oczywiscie ze sie lecze- psycholog, psychiatra, i nie tylko z nerwicy ale z innych gowien tez :/

staram sie z tego wyjsc, ci, ktorzy mnie znaja twierdza, ze za checi powinnam dostac 6. walcze z lękami nie tylko farmakologia ale przede wszystkim relaksacją, medytacją, kazdy dzien traktuje jak wyzwanie, kadgego dnia staram sie normalnie zyc (nie zawsze wychodzi) STRARAM SIE PO PROSTU SIE STARAM ale wiecie jaka jest nerwica. podstepna choroba ktora atakuje w najmniej spodziewanym momencie. niby jej nie ma a jednak jest.

Virginia wiem, ze z tym po prostu sie nie da zyc dlatego robie wszystko co moge by wyzwolic swa dusze z wiezow niepokoju, leku i paniki. ale skoro moj wlasny brat watpi, ze ztego wyjde to jak ja mam sie czuc? caly czas dogaduje mi, ze skoncze w Lublincu lub innym psychiatryku, zadaje glupie pytania w stylu: ty jestes zrownowazona psychicznie? a doskonale wie, ze nie. po cholere to robi, to nie wiem, uwaza mnie za nienormalna po prostu.

az zyc sie odechciewa, ale no coz, nie bede sie nim az tak przejmowac

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Twój brat pewnie nie rozumie tej choroby. Syty nie zrozumie głodnego, a zdrowy chorego, tak to już jest. Myślę, że jakbym nie zachorowała na nerwicę lękową i nie doświadczyła tego piekła to też bym nie umiała zrozumieć kogoś kto by cierpiała na tę chorobę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tantrum , jeżeli walczysz to Ci się chwali, z rodzeństwem to różnie jest czasem sobie głupstwa mówią , tylko potem jak nie daj Boże coś się stanie wyrzucają sobie że powinni zachowac sie naczej. Brat jest starszy czy młodszy. Głowa do góry.Nawet małe kroczki do przodu to jest coś, powoli może będą wielkie kroki. Ja tak mam ze sobą. Cieszyłam sie że moglam być przez prawie dwie godziny w kościele i nic mi nie było, a co niektórzy i tak mnie zdołowali. Tak że głowa do gory i...róbmy swoje ... tak jak śpiewa Młynarski .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tantrum a czy ty ogólnie masz dobre relacje z bratem , czy wcześniej tez tak było ?Czy zaczęło sie nie układać od czasu twojej choroby? Może on poprostu nie wie czym jest nerwica, warto było by go na spokojnie poinformować, może powinien kiedyś razem z tobą wybrac sie do psychologa.Niekiedy bywa tak że rodzina nie rozumie zaistniałej sytuacji , dlatego trzeba na spokojnie wyjasnić wszystko co czujesz.Napisz coś wiećej bo ciężko radzić jak sie nie zna szczegółów. Pozdr.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tantrum, nie poddawaj sie. Po prostu jezeli rzeczywiscie walczysz, a mimo wszystko Twoj brat Ci w tak perfidny sposb dokucza to tylko swiadczy o jego niezrozuminiu, znieczulicy lub po prostu glupocie.

 

Powiedz mu, ze jeszcze kilka takich slow z jego ust a terapia na pewno bedzie trwala dluzej dzieki jego "czulej" pomocy!!! To skandal. Niech zamknie dziob na klodke jezeli nie ma nic sensownego do powiedzenia!

 

Z drugiej strony nie mozesz nasiakac kazdym zlym slowem jak gabka, to wlasnie taka postawa doprowadza ludzi do tej choroby.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×