Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Malczik

Co spowodowało ...

Rekomendowane odpowiedzi

Witam, z początku przepraszam że może temat sie pojawił (szukałem) albo w złym subforum go utworzyłem (Mam nadzieje ze w takim wypadku nic sie nie stało).

 

Otóż z problemem nerwicy borykam sie juz jakiś czas. Stosuje psychoterapie i zapewne zastosuje leki. Ale do rzeczy.Niektórzy z was pewnie uczęszczali na psychoterapie bądź też są świadomi że nerwice coś powoduje (deficyt opieki rodzicielskiej, nieodreagowany uraz bądź też konflikt wewnętrzny). I tu pytanie do was:

 

Czy macie świadomość, przebłyski, przeczucie a może po prostu wiecie co u was wywołało tak gwałtowną reakcje organizmu ? Rozumiem że to sprawa na gruncie indywidualna czy prywatna (jeśli nie chcecie/ możecie tego powiedzieć) choć sam uważam że warto to uwolnić i dać ujscie.

 

Zacznę może ja:

Wydaje mi się że moją N nasyca to że boje się że "czegoś" "komuś" ważnego nie będę mógł powiedzieć ? Choć raczej powinienem napisać w czasie przeszłym "nie powiedziałem", niestety nie wiem "czego" i nie wiem "komu". Mam nadzieje nadzieje że już niedługo odnajdę w sobie ten czynnik.

 

I jeśli moge jescze jedno pytanie, widzę że ta choroba przeważnie ludzi młodych, czy może się myle i po prostu ludzie dojrzali też mają takie zaburzenia, a po prostu nie piszą na forum.

Pozdrawiam Wszystkich,

I życzę powodzenia w radzeniu sobie i uzdrowienia emocji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to powiedzmy , że jestem dojrzala.:) W moim przypadku , miałam złe dzieciństwo.Widzialam samobojczą śmierć mojego ojca.I właśnie wtedy mnie (miałam wtedy 10 lat) zaczęłu nękać duszności , i niepokój.Oczywiście nikt wówczas nie pomyślał o psychologu , i tak zaczęła się jazda.Od tamtego dramatu upłynęlo wiele lat , a ja wciąż się męczę.Oczywiście , nie tylko ta tragedia , zaważyła na moim zdrowiu..Wydarzylo się jeszcze dużo...I tak trwa to do dzisiaj.Jak więc widzisz , nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi.Każdy z nas ma inny życioryś , i inne problemy.Pozdrawiam Cię :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No właśnie, przyczyny nerwicy są bardzo, ale to bardzo różne. Indywidualne dla każdego.

Z tego co wiem, nerwica może dotknąć każdego. Czy młody, czy stary nie ważne. Czasami problemy życiowe, nagromadzony stres - wychodzą z człowieka późno , w wieku 40, 50 lat. Całe życie sobie z tym radził, aż tu nagle bum..

W moim przypadku - jak sądzę - i jak określiła to moja psychoterapeutka - głównym powodem nerwicy był strach przed powiedzeniem innym tego co myślę. Myśli i problemy kotłowały mi się w głowie, a nie potrafiłem z siebie tego wyrzucić. Długo problemy nie miały ujścia poprzez werbalizację. Najpierw bałem się powiedzieć matce, potem wykrzyczeć co o nich myślę - kolegom z klasy, itd.

To główny powód, choć nie jedyny , jak sądzę. Uzbierało by się jeszcze trochę z pewnością. No bo nerwica, to tak ot sobie nie wpada na człowieka.

Teraz jest już dużo lepiej. radzę sobie z problemami, ale.. mam świadomość, że TO może wrócić

 

pozdrawiam

ps.

piszcie, bo jestem ciekawy, co było przyczyną Waszej nerwicy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja podobnie, zawsze skrywałem w sobie wiele rzeczy (mimo że wszyscy mówią że jestem szczery do bólu, roześmiany i towarzyski). Nie mówiłem bo nie chciałem nikogo urazić (rodziców, kolegów), robiłem wiele rzeczy wbrew sobie, tylko dlatego żeby ktoś nie miał do mnie żalu. Przyszłość chcieli mi wybrać rodzice (spełnienie ich ambicji przez dziecko), mimo że mówiłem że tego nie chce a tamto chce, to zawsze mówili "Młody jesteś, jeszcze podziękujesz". Udowadniałem sobie i innym jaki naprawdę "nie jestem". W szkole jedyne co lubiłem to towarzystwo. Choć z nauką nie miałem problemów (zasługa dobrej pamięci).

Nauczyciele mnie denerwowali, wiele osób zresztą też. Kim oni byli by oceniać. Kto dawał im prawo mówienia o czym mamy myśleć, jak interpretować. Wszystko musiało być robione pod szablon określony z góry. Każdy przejaw wolnego myślenia, wiązał się z oceną niedostateczną. Studia to wyżyny tego systemu, tutaj już nie ma nawet możliwości wyrażenia jednego swojego zdania. Musisz myśleć jak Profesor, podzielać jego poglądy. A i tak jedyne czego się uczysz i za co zostanie się ocenionym to jak mocno przyswoiło się tabele, podziały i systematykę którą stworzył egzaminator. A jeśli odważysz się powiedzieć swoje zdanie na dany temat (choć w gruncie rzeczy słuszne) zostaniesz potępiony.

 

A gdzie wolność, swoboda wyrażania opinii.

Odpowiedzcie czy ten świat już musi być tak złożony że musimy żyć według szablonu który przeznaczyli dla nas inni.

1/3 życia człowiek uczy się jak przeżyć następną 1/3 życia. W ostatniej 1/3 zbiera plony (jeśli ma szansę) bądź plewy (jeśli mu się nie poszczęściło).

Mam jakieś nieodparte wrażenie że nerwica to nagroda za to że próbowałem żyć spokojnie godząc się na wszystko (dla spokoju). Że przyjmowałem myślenie innych jako swoje własne. Że robiłem rzeczy których nie lubię, wmawiając sobie że tak naprawdę są wspaniałe. Jedyne co miałem własne to styl.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Malczik - popieram Cię, nerwica może brać się stąd, że nie pasujemy jakoś do ogółu społeczeństwa, bo zachowujemy się troche inaczej niż większość i mamy własne zdanie na jakiś temat. Wpędzamy się w nerwicę, po nie pasujemy do reszty i jest to nam wytykane i przez to czujemy się gorsi i sfrustrowani.

U mnie było tak w rodzinie, że ja byłam dziewczynką która robiła co chciała i mówiła co myślała. Potem zaczęłam się zamykać, bo byłam za to krytykowana, za to jaka po prostu byłam, nie pasowałam mojej mamie i babci, nie podobało im się moje postępowanie i do tej pory tak jest... Wpędziłam się w nerwicę. Ale nadal robię co chcę i mówię co myślę :lol: popełniam błędy ale się uczę dzięki temu, uczę się siebie i tego jaka jestem. Nie mieszkam z moją mamą ani babcią więc mam gdzieś to co one myślą :P To moje życie i nikt mi nie będzie mówił co mam robić, trzeba być sobą za wszelką cenę, inaczej odpłacamy to nerwicą.

 

Oczywiście traumatyczne zdarzenia też są przyczyną nerwic i depresji ale to już inny temat...

 

[Dodane po edycji:]

 

ostatnio nawet mojemu mężowi powiedziałam, że musiałam zacząć brać leki, żeby się dopasować do przeciętnego ogółu :?

 

[Dodane po edycji:]

 

Ale ja nie chcę być przeciętna :evil: Myślę, że nie jestem nawet po lekach, moja osobowość jest teraz jeszcze bardziej wyrazista, bo nie lękam się już byle czego. Nie boję się patrzeć ludziom w oczy i mówić co myślę, a wcześniej tak było przez nerwicę. To były irracjonalne lęki, nienawidziłam tego... Cieszę się, że w tej kwesti jest lepiej, dzięki sertralinie :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Z moich obserwacji wynika, ze to co spowodowalo nerwice nie ma ZADNEGO znaczenia, a to ze na psychoterapii (zakladam, ze tak jest, bo sam nigdy nie uczestniczylem) uwaza sie to za wazna kwestie, to moim zdaniem blad psychoterapii, ktora i tak prawie nie dziala (czego dowodem jest wielka liczba ludzi leczacych sie tu na forum i bardzo mala liczba wyleczonych). Łatwo mi tak mowic, dlatego, ze najgorsza czesc swojej nerwicy mam juz za soba, lek znikl calkowicie rok temu, pozostal tylko fizyczny aspekt nerwicy, w moim wypadku, straszne bole glowy (raz sa, a raz nie ma, ostatnio z bolem glowy to mam ciagla hustawke, teraz nie ma i calkiem dobrze mi sie mysli :) i napiecie w ciele. Dodam, ze nigdy sie nie leczylem farmakologicznie.

Chcialem napisac cos wiecej i na temat, ale mi nie wyszlo. :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

gringo jeśli chodzi o psychoterapie to każdy kij ma 2 końce, mi sie wydaje że to co spowodowało nerwice ma znaczenie i to jest przyczyna stłumienia emocji na skutek czego powstała nerwica, myśle że chodzi tu o DOBREGO psychoterapeute,mnóstwo ostatnio jest ''psychologów'' (czy to po świeżo po studiach czy dla pieniędzy)którzy nie są w stanie pomóc. pewien słynny doktorek powiedział że nerwica jest całkowicie do wyleczenia i jeśli są nawroty to znaczy że była zle leczona.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Z moich obserwacji wynika, ze to co spowodowalo nerwice nie ma ZADNEGO znaczenia
Zgadzam się z z Gringo. Nie ma znaczenia "co", tylko "jak" w sensie jak odbieraliśmy bodźce zewnętrzne, jak się do nich dostosowywaliśmy i jak TERAZ powtarzamy utarte niewłaściwe schematy.

 

W mojej psychoterapii przeszłość praktycznie nie ma znaczenia. Poco usilnie próbować sobie przypominać coś co było dawno temu, skoro można wziąć aktualny problem, który jest po prostu powtarzaną nerwicową odpowiedzią z naszej strony na pewne powtarzane wydarzenia czy sytuacje z zewnątrz i próbować nad nim pracować. Często tak mam, że pracując nad aktualnym "utrapieniem" znajduję analogiczne sytuacje w przeszłości - nie na odwrót !!

 

Skupienie się na przyczynie ma chyba większe znaczenie przy szokach pourazowych. Nerwica to uczucia i emocje tłumione latami. Nie ma jednej przyczyny, całe życie jest przyczyną ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

o to samo co piszesz opiera się metoda lindena,ten anglik wyszedł i wyleczył podobno sporo osób z lęków ,nerwicy zakładając że nie trzeba rozwiązywac problemy tylko skutki. także zdania są podzielone.

 

mi pomaga rozwiązywanie problemów przez które w przeszłości stłumiłem złośc,zmieniło mi sie postrzeganie świata ludzi siebie .i tą drogą bedę dążył do wyzdrowienia. każda nerwica to indywidualna sprawa.jednemu pomaga to drugiemu tamto.ja jestem za rozgrzebywaniu przeszłości i konfrontowaaniu się z lękami:)

 

[Dodane po edycji:]

 

poprawka :przyczynie problemu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Dokladnie tak, jak mowisz Lucid. Kiedy rozpamietywalem to co sie kiedys wydarzylo, to jedynie wzmacnialo schematyczna reakcje jaka mi sie utrwalila w podswiadomosci. Czy mozna wyleczyc nerwice? Oczywiscie, ze MOZNA, nawet jesli jakis autorytet naukowy (nie uznaje autorytetow, zwykle) powiedzial, ze to nie mozliwe, to ja i tak wiem, ze to nie prawda. Moze to brzmi, jak zbytni optymizm, mnie nikt nie musi przekonywac,ze to prawda.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
, to moim zdaniem blad psychoterapii, ktora i tak prawie nie dziala (czego dowodem jest wielka liczba ludzi leczacych sie tu na forum i bardzo mala liczba wyleczonych).

 

 

 

najpierw trzeba by na psychoterapii żeby się o niej wypowiadac.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Wystarczy cos o niej poczytac, zeby moc sie wypowiadac. Pomylilem sie gdzies? Czy przypominanie przeszlosci nie jest wazne w psychoterapii? Czy jej skutecznosc jest wysoka?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi wydaje się że nerwica została wywołana przez dzieciństwo.Moja mama nigdy nie pytała się mnie o zdanie,zawsze byłam najgorsza,do niczego,niepotrzebna,gdy się odezwałam zawsze mnie wyśmiewała,kazała czesać włosy tak jak ona chce i robić to co ona chce a ja nigdy nie umiałam się jej przeciwstawić,powiedzieć nie i chociaż teraz nie mam z nią kontaktu to wstyd przyznać ale 2 lata temu sukienkę do ślubu też ona mi wybrała.Najgorsze w całej tej historii jest to że mój mąż ma bardzo podobny charakter do mojej matki nie wiem czy podświadomie tak wybrałam ale właśnie rok po ślubie nerwica wróciła ze zdwojoną siłą.Teraz on mówi mi jak mam się ubierać,czesać,co mówić,jak żyć,gdzie pracować,wybiera mi koleżanki,a ja nie umiem tak żyć ale gdy próbuję się przeciwstawić to mówi że on chce dla mnie dobrze a ja to na niczym się nie znam.Nie mam w sobie radości życia bo czuję że ono się dla mnie skończyło a odejść od niego nie potrafię bo bardzo go kocham choć wiem że ta miłość przynosi mi cierpienie,czuję się jak mała dziewczynka gdy karciła mnie mama.On mi kiedyś powiedział że bez niego sobie nie poradzę bo wszystko co mam jest dzięki niemu,wszyscy uważają go za wspaniałego człowieka.towarzyskiego,pomocnego,uśmiechniętego a ja się duszę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

martita1306 nikt nie ma prawa ci mówic jak życ i co jest dla ciebie dobre(nawet najblisi),bo ty doskonale o tym wiesz i musisz byc sobą, najlepiej porozmawiac z nim szczerze. pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

martita1306

Skoro z nim nie da sie porozmawiać, a Ty sie w tym związku dusisz, to rozwiązanie jest tylko jedno: rozstanie i to dopóki nie macie dzieci... Tak, łatwo mówić, wiem... Powielasz schematy które miałaś w domu, Twój mąż jest taki jak Twoja matka.

Ty nie masz własnego życia, straciłaś swoją duszę - to straszne :( współczuję Ci i radzę żebyś poszła do psychoterapeuty, na terapię, ewentualnie do psychiatry. Ratuj siebie :!:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

martita1306, rozstanie jest prostym sposobem na wymiganie się od zajęcia się swoim problemem jakim jest uległość w szeroko rozumianym tego słowa znaczeniu. Nic Ci nie da, skoro za rok, za dwa wybierzesz takiego samego człowieka, który będzie za Ciebie wszystko robił. Dla Ciebie jest tak nawet wygodniej, ponieważ jesteś zwolniona z wszelkiej odpowiedzialności za własne czyny, której się tak boisz ..

Dostrzegasz błędne koło mechanizmu nerwicy w tym co napisałem wyżej?

 

To nie strach przed przeciwstawieniem gra tu główną rolę, lecz lęk przed utratą, takiego stanu, jak jest teraz.

 

Pzdr ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdyby to wszystko było takie proste.Do psychiatry chodzę biorę leki i dzięki nim normalnie funkcjonuje,na psychoterapię się zapisałam więc zaczynam walkę o siebie.LucidMan to nie jest tak jak piszesz,ja chcę być za siebie odpowiedzialna i być swoją Panią ale każde moje przeciwstawienie się to awantura że mi się w głowie miesza i że ktoś mi głupie rady daje a przecież to dzięki niemu jestem kimś i że mam pamiętać że już takiego mężczyzny jak on nie spotkam.Jedną nogą już podjęłam decyzję ale chcę jeszcze spróbować ratować nasz związek więc zaczęłam robić wszystko tak jak ja chcę,zobaczymy co z tego wyniknie,jeśli się nie uda to rozstaniemy się choć wiem że będę bardzo cierpieć bo go kocham ale chcę też poczuć się wolna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
każde moje przeciwstawienie się to awantura że mi się w głowie miesza i że ktoś mi głupie rady daje a przecież to dzięki niemu jestem kimś i że mam pamiętać że już takiego mężczyzny jak on nie spotkam.

znam to... też mi facet próbował wmówić że to ja jestem głupia, kiedy chciałam walczyć o siebie, o nas. To manipulacja, kiedy mówi że już takiego mężczyzny jak on nie spotkasz(ale właśnie dla Ciebie byłoby lepiej jakbyś spotkała innego od tego, kogoś by Cię szanował i nie dyktował co masz robić)

Nie daj się! Powodzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję Lili-ana za wsparcie,cieszę się że mogę komuś opisać to co czuję.Ostatnimi dniami mało się z nim widzę więc nie kłócimy się,nie wiem co będzie dalej,na razie czuję się jakbym była zawieszona w próżni nie wiem co mam robić.Boję się samotności i to jest najgorsze ja nie umiem być sama,tak bardzo się boję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

martita1306, jesli w zwiazku trzyma ciebie strach przed samotnoscia i opuszczeniem, to na pewno nie sa to dobre i zdrowe relacje, szczegolnie, ze twoj partner ciebie szantazuje mowiac, ze nie znajdziesz lepszego. Ja bym uciekl pomimo -milosci-, sadze, ze to co do niego czujesz to raczej przywiazanie/uzaleznienie niz milosc. To ze tobą steruje jest zalosne, czy na tym ma polegac zwiazek?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem Gringo że na tym związek nie polega i powoli dojrzewam do tej decyzji.Wiem że masz rację i to jest bardziej przywiązanie,tak się nie da przeżyć życia.

 

[Dodane po edycji:]

 

Człowiek nawet w związku potrzebuje swojego powietrza i swojej przestrzeni.

 

[Dodane po edycji:]

 

Nie można żyć pod czyjeś dyktando bo to nie jest życie a niewola.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie życie w pojebanym świecie z niesprawiedliwymi sądami, przemocą w szkole, bezrobociem, ojcem nie płacącym alimentów, i tym podobnymi zaburzeniami rzeczywistości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

martita1306 - oczywiście że się boisz tej decyzji, zawsze jest strach przed nieznanym, to normalne, każdy tak ma, sama przez to przechodziłam, również bałam się podjąć decyzję o odejściu, chociaż wiedziałam że tak będzie dla mnie najlepiej. Ale uwierz mi, że jak pokonasz ten strach i stawisz czoła nieznanemu to gwarantuję Ci, że tam możesz tylko odnaleźć szczęście, czyli samą siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lili-ana a mogłabyś mi napisać coś więcej o Twoim odejściu i jak się teraz czujesz?Czy naprawdę rozstanie wpłynęło na Ciebie pozytywnie,oczywiście jesli nie chcesz o tym pisać to zrozumiem.Pozdrawiam Cię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×