Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

eee

Użytkownik
  • Zawartość

    15
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. eee

    czego aktualnie słuchasz?

    tim buckley - troubadour
  2. Czy są tu jacyś sennikomaniacy? W tym wątku opisujemy swoje sny i próbujemy wytłumaczyć co mogą oznaczać, więc kto pierwszy ?
  3. Jestem bardzo zmienną osobą. Zwłaszcza w kontaktach interpersonalnych. W kontaktach z ludźmi zazdroszczę im pewności siebie, swojej tożsamości, tego co myślą i tego czego chcą. Ja jestem chorągiewką oceniającą wszystko przez pryzmat swoich emocji. Raz potrafię być bezwzględnie krytyczna, pewna siebie, asertywna, narzucająca swoje zdanie a za chwilę mam problem z podjęciem decyzji, w głowie mam milion wątpliwości nie wiem co sama myśle. Często mam ochotę sie zapytać się swojego rozmówcy: ,, czego oczekujesz odemnie'', ,, jaka mam być'', ,,jak mam się zachować'' bezwiednie dostosowuję się do innej osoby. Przy każdym człowieku jestem inna. Każdy mój znajomy, z którym nie mam kontaktu na codzień ma o mnie inne zdanie. Ci którzy obserwują mnie na codzień potrafią tylko powiedzieć o mnie ,,dziwna". Ludzie lubią ludzi stałych, których reakcje, myśli mogą przewidzieć a moje zachowanie ich dezorientuje. Jednego dnia potrzebuje być ciągle w centrum uwagi, rozmawiać, żartować, kontakty z ludźmi nie są problemem, ba nawet ich potrzebuję, bez nich czuję się źle. Natomiast następnego dnia milczę, izoluję się, zwykła rozmowa mnie krępuje. Co mogą sobie o mnie pomyśleć ? dwulicowa, pokręcona, fałszywa. Ale ja wcale nie udaję, po prostu taka jestem. Od jakiegoś czasu męczy mnie to. Przez tę zmienność mam kłopoty ze zdefiniowaniem tego jaka jestem. Nie wiadomo czy za 5 min bez powodu wpadnę w euforie czy jakiś szczegół zepsuje mi humor. Czy macie coś takiego? Jak się wyleczyć z tej ,,niepewności siebie''?
  4. A ja obstawiam to, że naczytałeś się o pogranicznym zaburzeniu osobowości i szukasz tu tylko potwierdzenia. To co piszesz jest napisane pod schemat tego zaburzenia. Być może to tylko hipochondria wynikająca z nerwicy albo na serio masz bordera. Tak jak napisała Lena 88 - diagnozy tutaj nie dostaniesz. Po to leć do psychologa.
  5. Witam ponownie, jakiś rok temu dołączyłam do zacnego grona znerwicowanych forumowiczów, o ile dobrze pamiętam wypowiadałam się w tym temacie. Jak większość bałam się pierwszej wizyty u psychologa itd. Najpierw udałam się do psychologa, tak na marginesie wspominam tę wizyte raczej niemiło, siedząc przed Panią psycholog i zwierzając się ze swoich myśli samobójczych paradoksalnie byłam tylko w stanie myśleć, że to nie ja tu mam jakiś problem psychiczny ale moja rozmówczyni. Tak czy siak, kobieta nie była zbyt kontaktowa. Odesłała mnie do psychiatry a więc udałam się i tam. Pani psychiatra okazała się bardzo miła i budziła moją sympatię, stwierdziła, że mam ,,zaburzenie lękowe" przepisała leki i zaleciła psychoterapię. Po miesiącu faszerowania się lekami mogłam w miarę normalnie funkcjonować. Byłam przed maturą, nie miałam zbyt dużo czasu więc darowałam sobie psychologa. Poźniej stopniowo sama odstawiłam leki i było dobrze. Jakiś czas temu coś zaczęło dusić mnie w gardle, poszłam do internisty, zrobiłam badanie na tarczyce wyniki były w normie. Internista z wielką obawą w oczach jakbym miała wyrwać jej w rąk długopis i dźgnąć się w aortę albo popełnić innych destrukcyjny czyn rozkazała mi czym prędzej udać się do psychiatry. I tak właśnie mam dylemat. Czy iść? Porównjąc stan w jakim jestem teraz a w jakim byłam rok temu praktycznie nic mi nie jest - dławienie i problemy z zasypianiem. Rok temu ani psycholog ani pschiatra nie byli w stanie powiedzieć mi co mogło wywołać nerwicę. Tym razem pewnie byłoby podobnie. Teraz jeśli psychiatra znowu wysłałby mnie do psychologa mogłabym się przełamać i pójśc . Pani psychiatra stwierdziła, że jestem typem osoby, z którą psychologowi dobrze by sie pracowało ( cokolwiek to znaczy). Mogę iść pomonologować troszkę ( chyba lepsze to, niż lądowanie u psychiatry co roku). Ale czy nie będzie to strata czasu moja ? psychologa? .... przepraszam za ten wywód ale nie wiedziałam jak to można krócej ująć...
  6. Jakiś rok temu rozpoczęły się u mnie dość typowe objawy: trudności w zasypianiu, ciągłe poczucie lęku, czasem ataki paniki, ciągłe obniżenie nastoju, odizolowanie od znajomych, a nawet urojenia, że jestem oszukiwana itd., czasem nieodróżnianie snu od jawy, kłopoty z pamięcią itd. oczywiście zgłosiłam się do psychologa ( wizyta u tego psychologa była koszmarna swoją drogą), następnie do psychiatry. Po wstępnym rozpoznianiu diagnoza brzmiała ,, zaburzenia lękowe", psychiatra stwierdził, że potrzebuję leczenia farmakologicznego i dobrego psychologa. Jakoś wyszło, że po miesiącu brania tabletek wszyscy wokół zauważyli poprawę, więc stwierdziłam, że psycholog jest mi niepotrzebny. Nawet nie zauważyłam jak wszystko minęło. Zniknął ten dziwny stan przytłoczenia, nie budziłam się nad ranem z paskudnymi myślami. Minęła ta cała szkaradność. Powoli wszystko zaczęło się przejaśniać, sama stopniowo odkłożyłam leki. Można powiedzieć że wyzdrowiałam, nabrałam nieco dystansu bez żadnej psychoterapii, naprawdę nie potrafię powiedzieć kiedy zmienił się mój tok myślenia, wszystko potoczyło się tak płynnie, naturalnie, że nawet tego nie pamiętam. Nerwica minęła tak szybko jak tylko się pojawiła - bez najmniejszego powodu. Może określenie ,, bez najmniejszego powodu" nie jest właściwe. Ani psycholog ani psychiatra nie byli wstanie powiedzieć mi co wpędziło mnie w nerwicę. Może po dłuższej terapii psycholog byłby w stanie wyciągnąć to na światło dzienne, ale nie rozdrabniam się w to. Ważne, że minęło. Przed tą ''chorobą'' byłam bardzo impulsywna, częste wyskoki, zafascynowania regularnie łączyły się z kilkudniowym ostrymi przygnębieniemi bez powodu, ot tak dla równowagi. Można to usprawiedliwić stwierdzeniem ,, niespokojna dusza" i tyle. Gdy wyszłam z nerwicy wszystko się zmieniło, już nie jestem taka sama .... [Dodane po edycji:] trudno mi się czymkolwiek zainteresować, wszystko raczej naznaczone jest monotonnią. Jedyne wytłumaczenie to osiagnięcie jakieś stabilizacji emocjonalnej. Może to jest właśnie dorosłość. Zastanawiam się jak było z wami, czy po wyzdrowieniu staliście się na powrót ''sobą przed nerwicą"? Jeśli nie to jakie zmiany u was zaszły? A może ''choroba'' wróciła znowu? [Dodane po edycji:] Jeszcze chciałam dodać parę słów skoro zaczęłam. Jako osoba która wyszła z nerwicy i podczas niej naczytała się niemało postów na tym forum mogę stwierdzić, przesiadywanie tutaj trochę nakręca człowieka. Czytanie słów osób przewrażliwionych, spanikowanych ( nie oszukujmy się, każdy ''znerwicowany'' jest przeokrutnie przewrażliwiony na swoim punkcie, w końcu wiem jak to jest) powoduje masową panikę i hipochondrię. Osoba, która zaczyna uświadamiać sobie, że coś z nią nie tak szuka pomocy na takim forum, często studiując każdy post zaczyna odnajdywać u siebie rzeczywiste objawy a również połowę z nich sobie wmawiać. Kiedyś przeczytałam, że gdy chce się pomóc osobie z depresją czy nerwicą nie można być dla niej miłym i współczującym, bo to zachęca osobę chorą do trwania w stanie w jakim się znajduje. Sądzę, że to stwierdzenie jest w połowie prawdą. Jednak trudno by było wyobrazić sobie sytuację, kiedy osoba szukająca wsparcia i pomocy na tym forum spotyka się z niemiłym przyjęciem. W moim odczucie w większości panuje tutaj przyjazna atmosfera. To do czego zmierzam jest to, że fora tego typu mają swoje zalety i wady. Sporo zależy też od człowieka i zaawansowania jego ,,choroby". Ludzie są różni, niektórzy odnajdą tutaj wsparcie i pomoc, dla innych będzie to wygodna wymówka do hodowania w sobie choroby. Ważne jest, żeby zachować zawsze pewiem dystans. I to właśnie chciałam powiedzieć. Nie chciałam nikogo oceniać w tym poście. Po prostu jest to pare refleksji od osoby z zewnątrz.
  7. Mam bardzo podobny problem, często po przebudzeniu trace zupełnie orientację, często także zdarza mi się nie odróżniać snu od rzeczywistości. A kiedy uświadomię sobie, że tak na prawde to był sen ( a raczej inni mi uświadomią ) to jestem w szoku. Często też mam coś takiego jak ,,zresetowanie pamięci" po śnie jak i w trakcie robienia czegoś. W ogóle czasem nie odczuwam ciągłości czasu, troszkę to męczące...
  8. Jestem po pierwszej wizycie u psychologa i mam traume do końca życia. Zaczęło się od nerwowej atmosfery w poczekalni. Później weszłam i po pierwszych paru zdaniach się rozpłakałam i płakałam bez przerwy w czasie wizyty i długo po niej. Psycholog nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia i wcale mi nie pomagała. Miałam wrażenie jakbym mówiła do robota. Co chwile mantrowała monotonnym głosem ,,ehe" , ,,ehe" nieraz przerywając mi w połowie zdania. Czułam się jakbym opowiadała jej jakieś niestworzone historie a ona po prostu zbywała mnie swoim ,,ehe". Przez to, że się źle czułam rozmawiając z nią nie powiedziałam jej tego czego chciałam powiedzieć. Więc nie skonkretyzowała co mi może być, tak orientacyjnie wypytywała się o coś na tle nerwicowym a później depresyjnym. Na końcu powiedziała że ,, muszę pracować nad lękiem" i powiedziała, że nie wie co jest źródłem tego wszystkiego. Dała mi swój nr ,, w razie czego" jakieś treningi relaksacyjne i napisała mi nazwisko psychiatry i kazała przyjść po świętach. Jednak nie wiem czy to ma jakikolwiek sens. Tak liczyłam na pomoc ze strony psychologa a wyszłam czując się jeszcze gorzej zanim tam weszłam.
  9. przełożyli mi wizytę na dzisiaj, życzcie mi powodzenia ... boje się
  10. Nie wiem gdzie powinnam umieścić ten temat, wiec umieszczam go na chybił trafił tutaj. Od pewnego czasu dzieje się coś dziwnego a mianowicie nie odróżniam snu od rzeczywistości. Po przebudzeniu mam świadomość, że coś mi się śniło ale miamo to moje sny mają wpływ na to jak sie zachowuje w ciągu dnia. Na przykład jeśli śni mi się, że z kimś się pokłóciłam mam blokadę i nie odzywam się do tej osoby, taktuje ją oschle. Przecież wiem, że to był sen a jednak zachowuję się inaczej. Doświadczyliście kiedyś czegoś takiego? Powinnam o tym powiedzieć psychologowi?
  11. Zarejestrowałam się do psychologa. Wizyte mam 23 grudnia, tuż przed Wigilią. Strasznie się boję, to moja pierwsza wizyta Ciągle mam wyrzuty sumienia, nie mam pojęcia jak ubrać swoje myśli w słowa, co powiedzieć. Może nie powinnam iść. Zauważyłam, że ludzie którzy nie mieli nigdy doczynienia z psychologiem traktują go jak nadczłowieka, który pstyknie palcami i wszystko będzie w porządku. Trochę mi głupio ale też tak myślę po części, ale jestem już zdesperowana, nie wiem co zrobić...
  12. Jest źle. Zapewne z mojego powodu, ale nie mogę doszukać się przyczyny. Wcześniej zdarzało mi się, dość poradycznie miewać zły nastrój ale był on taki kontrolowany, mógł być naprawiony przez uwagę innych ludzi. Ciągle sie zastanawiam nad przyczynami tego co się ze mna dzieje, nie jestem chora psychicznie, nie mogę być, więc czemu chcę iść do psychologa? Boję się, bo wiem, że jestem sama , sama ze sobą, inni ludzie nie rozumieją. Czuję wielką bariere w stosunku do nawet tych najbliższych ludzi. Nie potrafię pomóc samej sobie, oni też nie. Boję się, że psycholog powie mi, że się wygłupiam, wtedy to odebrałoby mi ostatnią nadzieje, to by udowodniło, że to ja i tylko ja odpowiedam za to, kiedy ja robie wszystko by się tego pozbyć. Nie pomyślałabym, że mam takie zdolności aktorskie, to wszystko przychodzi etapami, nieraz mogę normalnie funcjonować, rozmawiać, nieraz reakcja na to wszystko przychodzi dopiero pod koniec dnia a jeszcze innym razem to deorganizuje mi tak życie, że nie jestem w stanie wstać z łóżka. Jestem w klasie maturalnej, boję się, że przez to wszystko nie będe w stanie napisać matury. To trwa tylko 3 miesiące, a jestem tak zmęczona. Wszystko wydaje się być takie szare, obserwuje innych ludzi, życie każdego z nich jest jak kolorowy film, gdzie bywaja złe i dobre momenty. Moje życie to nawet nie obraz ruchomych, szarych barw. Jest to pusty ekran. Zapewne przy odejściu od komputera po 15 min, będę mieć wyrzuty sumienia , że wogóle to napisałam. Zapewne nie powinnam bo nie pomaga mi to wcale a wcale ...
  13. bez przesady, introwertyzm to nie autyzm, po prostu chciałabym zrobić coś z tym ,,czymś" co dezorganizuje mi życie
  14. Przez tyle lat żyje sobie w przedświadczeniu, że te moje izolowanie się to po prostu introwertyzm, mój charakter. Ostatnio bardziej wyobcowałam się i panikuję momentami, czyli to świadczy o tym że to tak na prawde nie jestem ,,ja" tylko jakieś zaburzenie ,,mnie" , przeraża mnie taka myśl ... Teraz mam problem z tożsamością a jeśli naprawdę z moją psychiką jest coś nie tak, gubię się w tym
  15. Tak , tak jestem nowa srututu... i mam pewien problem, może miły ktoś coś doradzi. Zaczęło się od połowy sierpnia. Niepokój, nieprzespane noce. Gdy zaczęła się szkoła wszystko się pogorszyło. Nie cierpię na żadne schorzenie psychiczne, co jakiś czas mam czas kiedy czuję potrzebe odizolowania się od innych, wtedy czasami zamykam się w domu na 3,4 dni , a kiedy jest szkoła po prostu symuluje chorobę. Ale to nic takiego, można wszystko zwalić na okres dojrzewania ( mam 18 lat ), przecież ludzie w moim wieku doświadczają jakiś załamań nastroju, mam nadzieje, że wyrosnę z tego. Trochę odbiegłam od tematu, a więc, od pewnego czasu moje zachowanie stało się jeszcze bardziej ,,dziwne", podczas najmniejszego stresu zaczynają trząść mi się ręce, mam pełne splątanie w głowie,zaczynam się nerwowo zachowywać - co jest na tyle dziwnym zachowaniem u mnie bo podobno jestem osobą, którą nic nie obchodzi i do wszystkiego podchodzi na luzie. Jestem strasznie drażliwa, każdy szczegół wytrąca mnie z równowagi. Oprócz tego w pewnych momentach, ot tak, chce mi sie płakać, zupełnie bez powodu , tzn powód jest, takie dziwne uczucie - jakby człowiek nagle zaplątał się w sobie, wtedy milknę w połowie rozmowy i szybko biegne do domu, żeby się rzewnie rozryczeć. A ludzie? Nie czuję potrzeby rozmawiania czy przebywania ze swoimi najbliższymi przyjaciółmi i znajomymi i dodatkowo nie wiem jak im wytłumaczyć trzytygodniową ciszę. Po tych wszystkich perypetiach zgłosiłam sie do internisty, dostałam Hydroksyzyne. Początkowo miałam brać 25mg dziennie, ale z braku efektów zwiększyłam dawke do 100mg. Nie jestem pewna czy mi to pomogło, w tym czasie ,,rzuciłam" się w wir zajęć, rano szkoła, po południu coś jeszcze ,więc przychodziłam do domu, uczyłam się troszkę ( albo i jeszcze mniej - nie mogłam się skoncentrować ) i łykałam te tabletki chodząc spać o 20. Coś w myśl zasady, działaj szybciej niż myśl bo jak pomyślisz to cię znów popierd***. Nie wiem czemu ostatnio tabletki przestały działać, zaczynam płakać w szkole, tłumacząc innym, że po prostu lecą mi łzy bo soczewka się zabrudziła itd., brak uśmiechu zastępuje jakimś skurczem twarzy, robie wszystko by pozorować, ale ludzie coraz częściej się pytają ,, czy dobrze się czuje ", nie odpowiadam im zgodnie z prawdą ,, nie" bo oni zareagują na to pytaniem ,, dlaczego" a na to właśnie odpowiedzi nie znam. Próbuje się przełamać, unikać tych dziwnych nastrojów, rozmawiać z przyjaciółmi o tym, że źle się czuję. Jednak oni reagują na to stwierdzeniem, że sie wygłupiam i przesadzam. Rozumiem ich bo sama sobie zarzucam, że to moja wina. Nie ma nic co by mogło mnie wytłumaczyć, nie mam żadnych większych problemów ani nie przeżyłam żadnych traum. Trudno czasem mi zapanować nad tym ,,czymś" co mnie ogarnia. Zdaję sobie sprawę, że to jest głupie i że teatralnie robie z siebie ofiarę. Miałam pewne opory, żeby brać te tabletki, bo przeciez nic mi nie jest, tylko to ja muszę sobie wmawiać. Gdy dostałam je do ręki zaczęłam najprymitywniej ryczeć powtarzając sobie jaką głupią manipulatorką jestem. Gdy mi przeszło jakoś się przełamałam i zaczęłam je brać. No i oto koniec mojej nędznej historii. Teraz nie wiem. Mam wyrzuty sumienia a jednocześnie wiem że jestem w jakimś ,,chorym kącie", który mi ogólnie dezorganizuje życie. Może to jakiś przejściowy moment. Koleżanka poleciła mi bym poszła do psychloga. Ale ja nic psychologowi do powodzenie nie mam i wizyta u psychloga sprawiłaby dalesze wyrzuty sumienia. Odstawiłam leki bo po nich czuję sie tak samo jak bez nich. Nie wiem co teraz zrobić.
×