Skocz do zawartości
Nerwica.com

Awersja do psychoterapii. Jak się przełamać?


czarna rzodkiew

Rekomendowane odpowiedzi

Naprawdę nie wiem jak się przełamać, całe życie byłam przeciwko psychoterapii, nie wierzę, że miałoby mi to pomóc. Tak naprawdę jedyną motywacją do podjęcia się terapii jest zalecenie psychiatry, który na pewno będzie się mnie o to pytał na następnej wizycie, a także silny stres wywołany pracą, który może się powtórzyć. Zmagam się też z szeregiem innych problemów od zawsze, ale pewne rzeczy są nieuleczalne. Nie wiem nawet od czego miałabym zacząć, kiedy całe życie wolałam trzymać to wszystko w sobie i tak wolę, a nie chcę też skupiać się wyłącznie na stresie, bo tu wiem co należy zrobić - wyeliminować czynnik stresogenny, czyli w moim przypadku zmienić pracę, choć i z tym mam duży opór, ale po ostatnich wydarzeniach nie pozostaje mi nic innego, nie chcę dostać zawału. Od kilku dni patrzę się na profile psychoterapeutów w okolicy i żaden mnie do siebie nie przekonuje, do tego dosłownie każdy ma nieskazitelną opinię i ocenę 5 gwiazdek, co wzbudza moje podejrzenia. Miałam nadzieję, że chociaż przepisana pregabalina mi w tym pomoże, ale jest lipa, mam wielki opór psychiczny, lęki nie ustąpiły. Czy ktoś miał podobnie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To nie Ty masz wiedzieć jak prowadzić psychoterapię - tylko tetapeuta 🙂

Szukaj terapeuty certyfikowanego w konkretnym nurcie - przy zaburzeniach lękowych zwykle (choć nie zawsze) stosuje się terapię begawioralno- poznawczą - może zobacz terapeutów (nie psychologów) w tym nurcie ? 

 

Kolejna sprawa -  nie spodziewaj się, że terapeuta powie ci co robić - i nagle twoje problemy ustąpią - terapia wymaga dużo zaangażowania i pracy nad sobą, głównie w czasie poza sesją. Nie spodziewaj się efektów po miesiącu czy dwóch. Żeby proces terapwutyczny był trwały trzeba czasu, często pierwsze efekty są widoczne dopiero po pół roku.  Spodziewaj się poryszania trudnych dla ciebie tematów i wychodzenia ze strefy komfortu - tak ma być. Popatrz na to jak na ranę, która się paprze -trzeba otworzyć, wyczyścić, porządnie zszyć - a to wszystko będzie twoja zasługa. 

 

Z terapeutą musi coś kliknąć - trzeba czuć się komfortowo, czasami potrzeba kilku sesji a czasami już od pierwszej wiesz, że to nie to. Masz wybór - zawsze można znienić tetapeutę lub zrezygnować. 

 

Zrób pierwszy krok, później będzie łatwiej 🙂

Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ze swojej strony polecam terapię. Jeśli zadziała i poczujesz, że to Ty i jest ok, super - jeżeli nie to będzie szczególne doświadczenie w życiu. Jak pisała osoba wyżej, nie każdy terapeuta musi Ci pasować to raz a dwa to on jest w pracy a Ty na terapii, więc nie wymagają od siebie przynajmniej na starcie, po prostu spróbuj. Moja własna terapia była pozbawiona jakichś momentów olśnienia, natomiast od lat dowiaduje się o sobie ciekawych rzeczy na podstawie tego co zaszło w jej trakcie. Nie wiem jaką jesteś osobą, przykładowo u mnie musiało zaskoczyć "ja chcę" i gdyby ktoś mnie zmuszał to pewnie nic by z tego nie wyszło, powodzenia w pracy ze sobą ;)

Edytowane przez Nie lubię świtu

Every breath corrupts the line

Till there's nothing left

 

But time

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja się od początku kierowałam zaleceniem psychiatry. Na pierwszej wizycie dostałam skierowanie na terapię. Jak przeszłam pierwszą indywidualną (pewnie ok 1,5 roku-2 lata to od razu mi zaproponowano terapię grupową itd. ). Dużo zawdzięczam terapii, większe rozumienie siebie, innych, psychoedukację. Będę się zapisywać na kolejną... . 

 

Bywa różnie. Nie tak dawno czekałam w recepcji na terapię i z gabinetu wyszła inna osoba. Powiedziała, że nie chce mieć terapii z moim terapeutą, że z nim to nie za bardzo, że chce kogoś innego. Tak bywa, a ja nie mam nic przeciwko, żeby znowu do  niego trafić. Miałam z nim 2 terapie na NFZ w odstępie jakiś 10 lat. A jakoś super zadowolona nie byłam jak mi zaproponowano tą drugą z nim, a teraz nawet bym chciała kolejną. Z czasem w terapii następuje zmiana. Wszystko tak naprawdę w wolności. 

 

Według mnie przynajmniej warto spróbować w takim czy innym nurcie, z kobietą z mężczyzną no jak tam czujesz. A odczucia mogą się zmienić. Ja za pierwszym razem nie chciałam mieć z mężczyzną, a w sumie można powiedzieć,  że taką pierwszą dłuższą miałam.

 

Ludzie mają różne uprzedzenia. Jak chodzi o kasę to są terapie na NFZ. Pewnie trzeba na nie poczekać, ale czas i tak upłynie.

Edytowane przez bei

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie nikt nigdy nie kierował na terapię, a raczej odradzał. Byłam na "terpii" około 2 lata. Mówi "terapia", bo nią nie była. Okazało się, że była to pani psycholog, które jescze bezczelnie mówiła, że nurt jakim się zajmujje jest EKLEKTYCZNY!!! Ja młoda byłam, nie znałam się za bardzo, więć jej wierzyłam. Po dwóch latach sama zrezygnowałam. Poszłam tam i powiedziałam, że kończę to.

 

Potem posprawdzałam dokładnie i okazało się (dla mnie wtedy), że istnieje wielka różnica między psychoterpeutą, a psychologiem. ALe kuźwa trzymać kogoś dobre dwa lata na czymś, co nie jest terapią, tylko paplaniną?

 

Mój psychiatra, ordynator szpitalia, jak usłyszł jej nazwisko i że do niej chodził - zrobił dziwną minę. Powiedział,że pracowała jakiś czas w szpitalu jako właśnie psycholog. I szybko została z niego ewakuowana. Mówił oo niej - bardzo sztucznam, nienaturalna - pewnie sama terapii potrzebuje.

 

Wyrzucone pieniądze, stracony czas, dziwne rozmowy - takie właśnie nienaturalne, bez głębi, treści - czegokolwiek.

 

I teraz jestem uprzedzona. W moim mieście nie ma wiele terapeutów do wyboru, a ci, u których byłam, no... nie moje klimaty. Chociaż ciekawie wspominam osobę prowadzącą u mnie terapię psychodynamiczną. Jednak też nie cułam, e jest to ktoś, kto mi pomoże.

Otwórz się na swój najgłębszy lęk; po tym lęk straci moc, a lęk przed wolnością skurczy się i zniknie. Jesteś wolny.

 

Jim Morrison_Easy-Resize.com (1).jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Napisałam  meila do psychoyerapeuty, który zebrał najwięcej bardzo dobrych ocen. Widzę, że zajmuje się problemami z jakimi się mierzę. Jest dodatkowo psychiatrą 😄 Tylko, że... byłam niego. Może źle go oceniłam. Różnie reaguję na pewne sytuacje. Dwa spotkania, to pewnie za mało na osąd. Na kolejne nie przyszedł i nie dał znać, bo nie zapisał numeeu. I ciągle mówił na mnie Agnieszka. Może to taki chwyt, by sprawdzić jak na to zareaguje. Może. A może zwykła pomyłka. Chcę spróbwać. Zwlaszcza, że to facet a faceci wydają aie bardziej konkretni. I zawsze chciałam terapię u mężczyzny. 

Otwórz się na swój najgłębszy lęk; po tym lęk straci moc, a lęk przed wolnością skurczy się i zniknie. Jesteś wolny.

 

Jim Morrison_Easy-Resize.com (1).jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Opowiem o początkach swojej terapii. Wychodzę z niej i czuję się jakbym pracowała w kopalni. Chce mi się płakać, czuję się wyczerpana, zmęczona i nie mam chęci ani ochoty na nic. Najpierw zaczęło się omawianie mojego dzieciństwa- w wieku 9 lat mój ojczym mnie dotknął- kiedyś to był dla mnie wstyd, dzisiaj już mówię o tym otwarcie, to nie moja wina. W dorosłym życiu miałam przez to problemy ze współżyciem, ale udało się wszystko rozwiązać. Mam córkę, która mieszka z tatą. Dlaczego? Przegrałam sprawę w Sądzie. Córka ma dobrego ojca. Wiem, że się nią dobrze opiekuje i nigdy jej niczego nie zabraknie. Widujemy się kiedy chcemy i jak długo. Tata mojej córki nie robi z tego tytułu żadnego problemu. Kolejny mój błąd to okłamywanie mężczyzny, że pracowałam. Prawda jest taka, że nie mogłam przez nerwicę rok czasu pracować. Mogłam powiedzieć prawdę, a nie perfidnie kłamać. Dlaczego tak? Czułam się gorsza, że może mnie nie doceni, że mnie nie zechce, że uzna za nieroba itp. Na tym nie koniec. Starałam się bardzo zrozumieć jego zaburzenie, ale najwyraźniej nie wszystko rozumiałam jak należy. Wiem, że w przypływie gniewu, frustracji itp.nie powinien nazywać mnie głupią babą, że mam się puknąć w łeb, że mam zryty łeb itp. Tylko, że może on tak bardzo starał się pokazać co przechodzi, jak sobie nie radzi i czego ja nie rozumiem. Na terapii omawiamy też kwestię narcyzmu- po wnikliwej obserwacji, rozmowach itp. wyszło, że nie jestem narcyzem. Problem tkwi gdzieś indziej. To, że się często ostatnio kłóciłam z mężczyzną... Dlaczego? Dlatego, że pragnęłam i pragnę poczucia bezpieczeństwa i prawdziwej miłości. Za co powinnam przeprosić? Za to, że nie słuchałam jak należy, za to, że on się starał, a ja? Bałam i boję się odrzucenia. Dlaczego? ponieważ w dzieciństwie zabrakło mojego ojca, który zmarł na raka i nie miałam prawdziwego wzorca. Nikt nie zasługuje na takie traktowanie. Teraz już wiem skąd bierze się u mnie ten mechanizm. Nie mam możliwości żeby jego przeprosić i wytłumaczyć o co chodzi i dlaczego tak mam. Czy czuję się gorsza od innych? Tak. Czy czuję, że nie jestem wystarczająca? Tak. Czego się uczę? Przyznawać szczerze do swoich błędów. Nie myślałam, że terapia może tak zacząć zmieniać człowieka. Leżę w łóżku i lecą mi łzy bo jeszcze wiele przede mną żeby przyznać jak bardzo mam dużo błędów. To jest chol...ernie ciężkie, ale potrzebne. Słowo PRZEPRASZAM ma być szczere i wiązać się z czynami i poprawą samej siebie. Wylewam to na papier żeby nie trzymać tego w sobie. Nie bójcie się terapii. Ona jest po to żeby zmienić wiele w życiu, żeby zrozumieć i odnaleźć siebie. Wierzę w to, że odnajdę dawną siebie- kobietę, która zazna w życiu spokoju, szczęścia, miłości i przede wszystkim zrozumienia potrzeb drugiego człowieka. Czego oczekuję? Raczej niczego. Chciałam tylko podzielić się moją drogą związaną z terapią. Przyjmę każdą krytykę. Życzę Wam powodzenia na terapii. Trzymajcie się bo wiem jakie to bardzo trudne.  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

7 godzin temu, Verinia napisał(a):

Napisałam  meila do psychoyerapeuty, który zebrał najwięcej bardzo dobrych ocen. Widzę, że zajmuje się problemami z jakimi się mierzę. Jest dodatkowo psychiatrą 😄 Tylko, że... byłam niego. Może źle go oceniłam. Różnie reaguję na pewne sytuacje. Dwa spotkania, to pewnie za mało na osąd. Na kolejne nie przyszedł i nie dał znać, bo nie zapisał numeeu. I ciągle mówił na mnie Agnieszka. Może to taki chwyt, by sprawdzić jak na to zareaguje. Może. A może zwykła pomyłka. Chcę spróbwać. Zwlaszcza, że to facet a faceci wydają aie bardziej konkretni. I zawsze chciałam terapię u mężczyzny. 

Ja na pewno nie wróciłabym do kogoś, kto nie jest mnie w stanie poinformować o zakończeniu spotkań, a na samych spotkaniach nie był w stanie zapamiętać mojego imienia. To raczej nie jest żaden "chwyt" a po prostu zwykłe niedbalstwo.

 

Ja na terapii łącznie byłam 4 czy też 5 lat (nie pamiętam dokładnie roku, w którym zaczęłam na nią uczęszczać). Dużo się przez ten czas działo, było wiele kryzysów, które jakoś udało się przetrwać. Sama terapia dała mi naprawdę dużo. Pozwoliła zrozumieć pewne mechanizmy, które u mnie się pojawiały. Pozwoliła inaczej popatrzeć na świat. I choć zmiany nie były łatwe, a sama terapia często powodowała gorsze samopoczucie, to jednak była tego warta. Mogę a czystym sumieniem powiedzieć- polecam. Dała mi ona też różne narzędzia, którymi mogę sobie pomóc teraz, już po zakończeniu.

 

Co do znalezienia terapeuty- warto się skupić na tym, w jakim nurcie przyjmuje. Dowiedzieć się jaki nurt najlepiej będzie pasował pod Twoje problemy/zaburzenia. Przygotować się na to, że przez pewien czas, przy omawianiu trudnych kwestii możesz czuć się po prostu gorzej. A jeśli chodzi o prowadzenie terapii- tak, jak już wyżej napisano- to terapeuta jest od tego. A na pewno na samym początku powinien Cię przeprowadzić przez to jak to wszystko wygląda, jakie są zasady, etc. Także- powodzenia!

"Rozumiesz. Jest taka cierpienia granica,
Za którą się uśmiech pogodny zaczyna,
I mija tak człowiek, i już zapomina,
O co miał walczyć i po co."

 

Walc, Czesław Miłosz

 

Как страшно жизнь.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

10 godzin temu, Kryształ40 napisał(a):

Opowiem o początkach swojej terapii. Wychodzę z niej i czuję się jakbym pracowała w kopalni. Chce mi się płakać, czuję się wyczerpana, zmęczona i nie mam chęci ani ochoty na nic. Najpierw zaczęło się omawianie mojego dzieciństwa- w wieku 9 lat mój ojczym mnie dotknął- kiedyś to był dla mnie wstyd, dzisiaj już mówię o tym otwarcie, to nie moja wina. W dorosłym życiu miałam przez to problemy ze współżyciem, ale udało się wszystko rozwiązać. Mam córkę, która mieszka z tatą. Dlaczego? Przegrałam sprawę w Sądzie. Córka ma dobrego ojca. Wiem, że się nią dobrze opiekuje i nigdy jej niczego nie zabraknie. Widujemy się kiedy chcemy i jak długo. Tata mojej córki nie robi z tego tytułu żadnego problemu. Kolejny mój błąd to okłamywanie mężczyzny, że pracowałam. Prawda jest taka, że nie mogłam przez nerwicę rok czasu pracować. Mogłam powiedzieć prawdę, a nie perfidnie kłamać. Dlaczego tak? Czułam się gorsza, że może mnie nie doceni, że mnie nie zechce, że uzna za nieroba itp. Na tym nie koniec. Starałam się bardzo zrozumieć jego zaburzenie, ale najwyraźniej nie wszystko rozumiałam jak należy. Wiem, że w przypływie gniewu, frustracji itp.nie powinien nazywać mnie głupią babą, że mam się puknąć w łeb, że mam zryty łeb itp. Tylko, że może on tak bardzo starał się pokazać co przechodzi, jak sobie nie radzi i czego ja nie rozumiem. Na terapii omawiamy też kwestię narcyzmu- po wnikliwej obserwacji, rozmowach itp. wyszło, że nie jestem narcyzem. Problem tkwi gdzieś indziej. To, że się często ostatnio kłóciłam z mężczyzną... Dlaczego? Dlatego, że pragnęłam i pragnę poczucia bezpieczeństwa i prawdziwej miłości. Za co powinnam przeprosić? Za to, że nie słuchałam jak należy, za to, że on się starał, a ja? Bałam i boję się odrzucenia. Dlaczego? ponieważ w dzieciństwie zabrakło mojego ojca, który zmarł na raka i nie miałam prawdziwego wzorca. Nikt nie zasługuje na takie traktowanie. Teraz już wiem skąd bierze się u mnie ten mechanizm. Nie mam możliwości żeby jego przeprosić i wytłumaczyć o co chodzi i dlaczego tak mam. Czy czuję się gorsza od innych? Tak. Czy czuję, że nie jestem wystarczająca? Tak. Czego się uczę? Przyznawać szczerze do swoich błędów. Nie myślałam, że terapia może tak zacząć zmieniać człowieka. Leżę w łóżku i lecą mi łzy bo jeszcze wiele przede mną żeby przyznać jak bardzo mam dużo błędów. To jest chol...ernie ciężkie, ale potrzebne. Słowo PRZEPRASZAM ma być szczere i wiązać się z czynami i poprawą samej siebie. Wylewam to na papier żeby nie trzymać tego w sobie. Nie bójcie się terapii. Ona jest po to żeby zmienić wiele w życiu, żeby zrozumieć i odnaleźć siebie. Wierzę w to, że odnajdę dawną siebie- kobietę, która zazna w życiu spokoju, szczęścia, miłości i przede wszystkim zrozumienia potrzeb drugiego człowieka. Czego oczekuję? Raczej niczego. Chciałam tylko podzielić się moją drogą związaną z terapią. Przyjmę każdą krytykę. Życzę Wam powodzenia na terapii. Trzymajcie się bo wiem jakie to bardzo trudne.  

Twoje życie kiedys to duże obciążenie:( dobrze że terapia ci pomogła. Jakie masz diagnozy mogę spytać? W sensie ciekawi mnie jak taka ciężka przeszłość na tobie się odbiła. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeszcze mi terapia nie pomogła. Długa droga przede mną. Mam zaburzenia lękowe. Jestem od bardzo dawna pod opieką lekarza. Biorę pregabalinę. Dzisiaj została mi ona zwiększona do 225 mg. Zawsze brałam 75 mg. To z powodów osobistych o których nie ma co się rozpisywać. Najpierw muszę zobaczyć jak zareaguję na taką podniesioną dawkę leku. Jeżeli będzie gorzej to wracam do 75 mg. Terapię mam kolejny raz w czwartek. Wszystko się na mnie odbiło. Na początku jak córka zamieszkała z tatą to bałam się i modliłam żeby nie znaleźć się na torach, wtedy była przy mnie moja kuzynka. Jak mi na początku tak porządnie dowaliła za przeproszeniem nerwica to nie wiem dlaczego, ale weszłam do kościoła. Tam się rozpłakałam i błagałam żeby to wszystko minęło. Czy nie lubię mojego ojczyma? Niezbyt za nim przepadam. Jedynym mężczyzną który wie najwięcej jest tata mojej córki. Pomimo tego wszystkiego próbował mnie zrozumieć, drugi mężczyzna też postawił się w mojej sytuacji. Ja miałam tzw.hymenofobię. Udało to się rozwiązać w szpitalu. Tak, wiem. Dla kogoś może to się wydać śmieszne, ale wtedy nie było mi kompletnie do śmiechu. Ja się bałam nawet umieścić tampon w pochwie. Teraz już nie mam z tym problemu. Na początku było mi ciężko wchodzić do pokoju który jest mojej córki. Teraz już w nim śpię. Mamy taki zwyczaj, że wszystkie ważne pamiątki znajdują się w pudełku po ptasim mleczku na którym jest naklejone serduszko- zostało zrobione przez moją córkę.  Teraz wchodzi ona w wiek nastoletni czyli przyszedł czas na kupno staników itp. Tylko patrzeć kiedy to zleci i będzie miała okres. Ja ma wiele błędów w życiu i to powinnam porządnie wyprostować żebym mogła cokolwiek o sobie powiedzieć pozytywnego. Dobrze, że mam koleżankę, która wspiera mnie w tych trudnych chwilach. Wcześniej nie miałam obok siebie kogoś takiego żeby powiedzieć co się dzieje .Każdy ma prawo być na mnie zły, wściekły itp. za wszystkie moje błędy. Czy słusznie? Tak. Będę co jakiś czas opisywać jak przebiega moja terapia. Pozdrawiam.  

Edytowane przez Kryształ40

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

8 godzin temu, Kryształ40 napisał(a):

Ja się bałam nawet umieścić tampon w pochwie.

Ja się bardzo tego boje. Jak próbowałam pierwszy raz w wannie to dostałam drgawek i bałam się, że zemdleje. Jak udało mi się go włożyć na leżąco to zajęło mi to prawie godzinę. Teraz boje się nawet próbować, używam tylko podpasek.

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 godzinę temu, bei napisał(a):

Ja się bardzo tego boje. Jak próbowałam pierwszy raz w wannie to dostałam drgawek i bałam się, że zemdleje. Jak udało mi się go włożyć na leżąco to zajęło mi to prawie godzinę. Teraz boje się nawet próbować, używam tylko podpasek.

Za 1 razem można się bać, ale potem już nie powinno. A czego się boisz, że nie wyjmiesz? A może to przez to że dziewicą jesteś? 🤔 1 raz też się bałam, ale fajnie by było jakbyś się przemogla bo tampony ułatwiają życie jednak. Tylko drogie cholerstwo xd

Generalnie jak 2 próby miałaś to mało. Za szybko się poddalas;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 minuty temu, Dalila_ napisał(a):

Za 1 razem można się bać, ale potem już nie powinno. A czego się boisz, że nie wyjmiesz? A może to przez to że dziewicą jesteś? 🤔 1 raz też się bałam, ale fajnie by było jakbyś się przemogla bo tampony ułatwiają życie jednak. Tylko drogie cholerstwo xd

Generalnie jak 2 próby miałaś to mało. Za szybko się poddalas;)

No i na początek pomóc mogą tampony z aplikatorem 🙂
Ale jak się ktoś spina to będzie to bolało, bo głowa działa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 minutę temu, Noire Panthere napisał(a):

No i na początek pomóc mogą tampony z aplikatorem 🙂
Ale jak się ktoś spina to będzie to bolało, bo głowa działa.

Nie polecam aplikatora akurat ja. Niepotrzebne zamieszanie, ale może komuś 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

10 minut temu, Dalila_ napisał(a):

Nie polecam aplikatora akurat ja. Niepotrzebne zamieszanie, ale może komuś 

No ja też nie używam, ale podpowiadam tylko że taka opcja istnieje. No i zacząć od mniejszego rozmiaru tamponu, jak ktoś zakłada pierwszy raz i zaczyna od maxi to na 99% będzie go bolało i się zniechęci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, bei napisał(a):

Ja się bardzo tego boje. Jak próbowałam pierwszy raz w wannie to dostałam drgawek i bałam się, że zemdleje. Jak udało mi się go włożyć na leżąco to zajęło mi to prawie godzinę. Teraz boje się nawet próbować, używam tylko podpasek.

U mnie to wynikało z problemów związanych z tym co się wydarzyło w dzieciństwie. Spróbuj położyć się na łóżku i powoli wsuwać tampon. Możesz czuć strach 99 razy, a za setnym Ci się uda. Też się bardzo bałam. Pomagała mi właśnie taka technika i mój były partner. On tego nie wyśmiewał, rozumiał.  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

14 godzin temu, Dalila_ napisał(a):

Twoje życie kiedys to duże obciążenie:( dobrze że terapia ci pomogła. Jakie masz diagnozy mogę spytać? W sensie ciekawi mnie jak taka ciężka przeszłość na tobie się odbiła. Pozdrawiam

Możesz zapytać, to nie tajemnica. Tak jak napisałam powyżej mam zaburzenia lękowe, biorę pregabalinę. Ja ciągle jestem w terapii to początek mojej drogi. 

Edytowane przez Kryształ40

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

50 minut temu, Kryształ40 napisał(a):

U mnie to wynikało z problemów związanych z tym co się wydarzyło w dzieciństwie. Spróbuj położyć się na łóżku i powoli wsuwać tampon. Możesz czuć strach 99 razy, a za setnym Ci się uda. Też się bardzo bałam. Pomagała mi właśnie taka technika i mój były partner. On tego nie wyśmiewał, rozumiał.  

Akurat leżenie płasko sprawi że ból przy aplikacji tampona będzie większy, wynika to z tego jak się układa wejście do dróg rodnych w takiej pozycji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

11 godzin temu, Dalila_ napisał(a):

Za 1 razem można się bać, ale potem już nie powinno. A czego się boisz, że nie wyjmiesz? 

Nie tego, łatwo wyjęłam jak nasiąknął. Boje się wkladania.

 

11 godzin temu, Dalila_ napisał(a):

A może to przez to że dziewicą jesteś?

Może.

11 godzin temu, Dalila_ napisał(a):

1 raz też się bałam, ale fajnie by było jakbyś się przemogla bo tampony ułatwiają życie jednak

Wiadomo. Wtedy włożyłam bo szłam na zajęcia na basenie, tylko że przez to że

tyle mi to zajęło musiałam pójść na późniejszą grupę.

 

11 godzin temu, Noire Panthere napisał(a):

No i na początek pomóc mogą tampony z aplikatorem 🙂
Ale jak się ktoś spina to będzie to bolało, bo głowa działa.

Przyniosła mi kiedyś takie osoba z terapii grupowej. Nie włożyłam tego, za duży był, ja z takim malutkim miałam problem.

2 godziny temu, Kryształ40 napisał(a):

Ja miałam takie zalecenia od ginekologa w momencie stresu. To pozwalało miednicy się rozluźnić i ułatwiało mi aplikację. Może oczywiście nie na każdą kobietę to działać- leżenie na plecach, zgięte kolana i rozszerzone nogi. 

No mi też właśnie najłatwiej sobie wyobrazić na leżąco, zaraz po myciu. Tak na stojąco w toalecie to ja sobie za bardzo nie wyobrażam, jeszcze np. w pracy. Bakterii fobia by mnie pewnie pokonała.

10 godzin temu, Kryształ40 napisał(a):

 Możesz czuć strach 99 razy, a za setnym Ci się uda.

Nie wiem czy jestem gotowa na 100 prób, raczej nie. W sumie mogłabym próbować przy każdej miesiące przynajmniej raz. Nawet teraz jestem w trakcie, a tampony też mam, one się chyba nie przeterminowują.

 

 

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mogę spać. Jest mi bardzo ciężko. Dzisiaj czeka mnie kolejny dzień na terapii. Czego się boję? Rozdrapywania wszystkich ran. Tylko, że to jest klucz do tego żeby sobie wszystko poukładać. Czy tęsknię za mężczyzną z którym byłam? Tak, bardzo. To silniejsze niż myślałam. Czy koleżanka wyciąga mnie gdziekolwiek i daje wsparcie? Owszem. Kiedy zostaję sama ze swoimi myślałami to pierwsza jest córka, później mężczyzna o którym wspomniałam. Zadaje sobie milion pytań...Dlaczego tak się dzieje, że on jest tak bardzo dla mnie ważny? Nie da się tego zapomnieć ot tak po prostu. Próbuję ułożyć sobie wszystko w głowie, ale nachodzą mnie myśli, że mam ochotę się do niego przytulić i usnąć w jego ramionach jak kiedyś, jak dawniej.  Czy pojawiają się łzy jak to piszę? Tak. Czy myślę o tym co u niego, jak się czuje itp.? Tak. Czy się martwię o to, że piętrzą się jego nieopłacone rachunki? Tak.  Czy pojawiał się u mnie uśmiech kiedy dostawałam od niego wiadomość z zapytaniem co u mnie? Tak. Czy pragnę dążyć do tego żeby żyć inaczej? Tak. Czy boję się przyszłości? Owszem ponieważ  nie nauczyłam się z tym radzić. Kolejny raz wylewam to na papier. Może jest wtedy łatwiej? Nie. Gów...no prawda. Zanim nauczę się samej siebie to nie wiem ile minie czasu...  Zawsze to maskowałam żeby nikt nie zauważył. Ciągle mam nasze wspólne zdjęcie z tym mężczyzną- zostawiłam je...  Jestem w środku zmęczona. Tyle wystarczy ponieważ będę jeszcze gorzej rowalona po dzisiejszej sesji na terapii plus to, że moje błędy są okropne i z tym trzeba się zmierzyć.  

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję wszystkim za komentarze i podzielenie się swoją historią. Dały mi wiele do myślenia.

 

Po kilku dniach bezczynnego leżenia w łóżku w końcu się przełamałam i postanowiłam, że muszę przynajmniej spróbować. Oceniając wyłącznie po profilach na znanym portalu, z całej puli specjalistów w mojej okolicy tylko dwóch przypadło mi do gustu. Jeden w nurcie CBT - ten nurt został mi zlecony przez psychiatrę, drugi z podejściem integracyjnym, którego finalnie wybrałam ze względu na wolne terminy w przeciwieństwie do pierwszego. Obie kobiety. No i cóż… Nie wiedziałam czego się spodziewać, przygotowałam sobie mniej więcej co powiedzieć, miałam zapisane notatki, żeby się nie pogubić, ale z nich nie skorzystałam na wizycie. Dano mi do zrozumienia, że lepszy jest chaos myślowy. Korzystając więc z pełnej godziny opowiedziałam bardzo dużo rzeczy, trochę przy tym płacząc na początku, może ze stresu, może z przypomnienia sobie pewnych wydarzeń, jako że na co dzień duszę wszystko w sobie i nie konfrontuję się z własną głową, tylko wiecznie się rozpraszam - oglądaniem filmów, scrollowaniem. Miałam nadzieję na dużo wnikliwych pytań, a dostałam tezy i porównania do postaci fikcyjnych, życia jej i pacjentów, na których się wyłączałam. Nie podobało mi się to. Czułam, że znowu nie jestem sobą, pomimo tego, jak się otworzyłam, czułam, że mam maskę na sobie. Gotowały się we mnie myśli, że to głupie, co robię, że to wszystko jest nierealne, że siedzi sobie starsza pani przede mną i odpowiada mi w taki sposób, w jaki ja odpowiadałam innym w kryzysie psychicznym, mając 14 lat. O stresie w pracy praktycznie nie było rozmowy, raz powiedziała, że nie zawsze dobrze jest zmienić pracę, a gdy dodałam więcej kontekstu, to powiedziała, że jednak lepiej zmienić. Wspominała o zapisywaniu myśli w dzienniku, metodzie starej jak świat, którą praktykowałam w przeszłości jako formę autoterapii i to mi faktycznie pomagało, ale od kilku lat nie jestem w stanie do tego wrócić, chyba mi nie uwierzyła, że naprawdę ogarnia mnie bezsilność, że stres i wypalenie zawodowe pogłębiły moje problemy. A ona na następnej wizycie chce wracać do dzieciństwa, które mam już dawno przepracowane, zamknięte i zapomniane. Jedyną nierozwiązaną zagadką jest palące się we mnie uczucie nienawiści do wszystkich i wszystkiego odkąd pamiętam, ale nawet jeśli winni temu byli moi rodzice i otoczenie, to już dawno im wybaczyłam i nie ma do czego wracać. I mam teraz dylemat czy zapisywać się na drugą wizytę czy sobie odpuścić. Nie bardzo chce mi się szukać kogoś innego, przeszło mi nawet przez myśl, że może wyolbrzymiam, ale jednak nawet psychiatra mi powiedział, że już dawno nie miał tak roztrzęsionego pacjenta jak ja, a potem psychoterapeutka też potwierdziła, że miałam objawy ekstremalnego stresu zagrażające życiu. Myślę, że otworzyłam za dużo wątków na pierwszym spotkaniu, nie chciałam jednak zmarnować pieniędzy i żałować, że o czymś nie powiedziałam. Wyszłam z gabinetu bez emocji, jakbym wyszła ze sklepu. Mam dużą samoświadomość, wiem z czego wynikają moje zachowania, niczego nowego się nie dowiedziałam i pewnie nie dowiem, nawet w przypadku tego stresu domyślam się, jakie czynniki zagrały tu rolę. Może zapiszę się na drugą wizytę dla zasady, ale nie spodziewam się przełomu. Jest mi teraz bardziej wszystko jedno niż przedtem i wciąż czuję niechęć do psychoterapeutów, nawet jeśli pani była sympatyczna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 18.06.2026 o 05:57, Kryształ40 napisał(a):

Nie mogę spać. Jest mi bardzo ciężko. Dzisiaj czeka mnie kolejny dzień na terapii. Czego się boję? Rozdrapywania wszystkich ran. Tylko, że to jest klucz do tego żeby sobie wszystko poukładać. Czy tęsknię za mężczyzną z którym byłam? Tak, bardzo. To silniejsze niż myślałam. Czy koleżanka wyciąga mnie gdziekolwiek i daje wsparcie? Owszem. Kiedy zostaję sama ze swoimi myślałami to pierwsza jest córka, później mężczyzna o którym wspomniałam. Zadaje sobie milion pytań...Dlaczego tak się dzieje, że on jest tak bardzo dla mnie ważny? Nie da się tego zapomnieć ot tak po prostu. Próbuję ułożyć sobie wszystko w głowie, ale nachodzą mnie myśli, że mam ochotę się do niego przytulić i usnąć w jego ramionach jak kiedyś, jak dawniej.  Czy pojawiają się łzy jak to piszę? Tak. Czy myślę o tym co u niego, jak się czuje itp.? Tak. Czy się martwię o to, że piętrzą się jego nieopłacone rachunki? Tak.  Czy pojawiał się u mnie uśmiech kiedy dostawałam od niego wiadomość z zapytaniem co u mnie? Tak. Czy pragnę dążyć do tego żeby żyć inaczej? Tak. Czy boję się przyszłości? Owszem ponieważ  nie nauczyłam się z tym radzić. Kolejny raz wylewam to na papier. Może jest wtedy łatwiej? Nie. Gów...no prawda. Zanim nauczę się samej siebie to nie wiem ile minie czasu...  Zawsze to maskowałam żeby nikt nie zauważył. Ciągle mam nasze wspólne zdjęcie z tym mężczyzną- zostawiłam je...  Jestem w środku zmęczona. Tyle wystarczy ponieważ będę jeszcze gorzej rowalona po dzisiejszej sesji na terapii plus to, że moje błędy są okropne i z tym trzeba się zmierzyć.  

Jak się czujesz po kolejnej sesji na terapii? Myślisz, że idzie to w dobrym kierunku?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×