Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Po teście osobowościowym MMPI-2 wyszło że mam schizotypowe zaburzenie i dystymię. Po bardzo dokładnym przestudiowaniu tego zaburzenia, głównie z książki Miliona o zaburzeniach osobowości mogę stwierdzić że tak część objawów pasuje ale nie wszystkie. Babcia miała schizofrenię. Mam 31 lat i zdaje już sobie sprawę że tego trwale nie da się zmienić, można co najwyżej nauczyć się z tym żyć. To co najbardziej pasuje do mnie to nadmiar negatywnych uczuć i niedobór pozytywnych szczególnie tych które pochodziły by z kontaktów z innymi ludźmi. Nie lubię być sam a z drugiej strony ludzie mnie przytłaczają nie sprawia mi zbyt duzo przyjemności kontakt z nimi. W jednej książce była świetna metafora. Większość ludzi ma wiadro które w kontaktach z innymi się napełnia, niektórzy mają tylko kubek który momentalnie się napełnia i zaczyna się z niego wylewać co doprowadza do negatywnych emocji. U mnie to jest przytłoczenie, niechęć, zmęczenie, napięcie, chłód, wycofanie. Od dziecka miałem problem w kontaktach z innymi, skrajny introwertyzm, wręcz dziwactwo, nadmiar negatywnych emocji. Większość ludzi ma pewne skrypty którymi się posługują. Chodzą do pracy, zakładają rodziny, odpowiednio się zachowują i czują w pewien ustalony sposób. Ja akurat też mam pewne skrypty ale są one raczej dziwne, niepasujące do przyjętych standardów społeczeństwa. Według mnie to nie jest ani dobre ani złe. Potrafię działać bardzo nieszablonowo ale mam pewne zachowania których w żaden sposób nie mogę się pozbyć. Może na zewnątrz to tak nie wygląda ale ja poprostu czuję że coś jest nie tak. Że mój mózg działa inaczej niż większości, że mój konstrukt osobowościowy jest pokręcony to co normalne staje się czymś dziwnym a to co dziwne staje się czymś normalnym. Mam zaburzony afekt od dziecka, często to utrudnia mi w dużym stopniu kontakt z innymi, tak szczerze to nie dążę do tego kontaktu bo zbyt często to się dobrze nie kończy. Widziałem że są tutaj osoby z takim zaburzeniem. Zapraszam wszystkich do dyskusji, jest mi dużo łatwiej pisać niż mówić.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dostałem diagnozę zaburzenia schizotypowego, nie wiem tak naprawdę czemu. Byłem w szpitalu z podejrzeniem stanu prepsychotycznego. Biorę leki, bez których nie mogę w ogóle funkcjonować, bez leków mam totalny miszmasz w głowie, nieporządek, chaos, nadmierne pobudzenie, lęki, niepokój, jednym słowem masakra. Choć sam podejrzewałem u siebie chorobę afektywną dwubiegunową, bo czasem zauważam u siebie spore wahania nastroju. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, MarekWawka01 napisał:

Dostałem diagnozę zaburzenia schizotypowego, nie wiem tak naprawdę czemu. Byłem w szpitalu z podejrzeniem stanu prepsychotycznego. Biorę leki, bez których nie mogę w ogóle funkcjonować, bez leków mam totalny miszmasz w głowie, nieporządek, chaos, nadmierne pobudzenie, lęki, niepokój, jednym słowem masakra. Choć sam podejrzewałem u siebie chorobę afektywną dwubiegunową, bo czasem zauważam u siebie spore wahania nastroju. 

A masz w rodzinie kogoś kto miał lub ma schizofrenię lub chorobę afektywną dwubiegunową? Takie schorzenia są często dziedziczne. Można nawet samemu się tego nabawić mając kontakt z taką osobą. Najlepszy sposób na bycie zdrowym to przebywanie jak najczęściej z jak najzdrowszymi osobami. Owszem to chada czy schizotypi nie wyleczy ale może pomóc z objawami. Ja brałem różne leki ale żadne na dłuższą metę nie pomogły. Rispolept 3mg, Depakine 100g, Escitalopram, Sulpiryd, Asertin i Duloksetyna. Te dwa ostatnie przez jakiś czas w niewielkim stopniu poprawiły mi nastrój ale ten efekt szybko wygasł.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@SilentCries Można powiedzieć, że moja mama miała problemy psychiczne, ale chora jakoś przewlekle nie była. Miała problemy z emocjami, podobnie jak mój ojciec z resztą, choć ona bardziej ma tendencje unikowe, a mój tata agresywne. Cokolwiek szło nie po myśli moich rodziców, to albo moi rodzice okazywali sobie totalną uległość albo agresję. Nie było tej takiej równowagi po środku. Nie rozmawialiśmy ze sobą szczerze, uczucia to zawsze było słowo obce dla moich rodziców. Niestety w mojej rodzinie nie ma takich specjalnie normalnych osób, jestem zupełnie sam jak palec ze swoimi problemami, stałych znajomych również nie mam niestety, mimo że starałem się odnawiać stare kontakty, cóż... chyba udają, że mnie nie znają, wszyscy rozeszli się w swoją stronę jakby. Sam już nie wiem, czy to ze mną, czy z nimi jest problem. Czasem nawet na siłę próbowałem wzbudzić zainteresowanie, nic z tego... Może nie trafiałem na fajnych ludzi po prostu...

 

Nazbierał się we mnie ogrom frustracji i cierpienia, który do tej pory jeszcze duszę i duszę, pytanie tylko dokąd... Mam bardzo silne nadciśnienie, biorę sporo lekarstw, taka psychosomatyczna sprawa. Nie potrafię okazywać uczuć, boję się ich, nie rozumiem ich, do perfekcji opanowałem ich zatrzymywanie w sobie, robię to odkąd tylko pamiętam. W sumie inaczej się nie dało, wychowując się w takim domu. Najgorszym przejawem tego niewyżycia są u mnie myśli samobójcze z planami. Nie wiem co mam z tym robić, wiem że samemu sobie z tym nie poradzę, ale też nie potrafię się otworzyć, poprosić o pomoc, aż do takiego stopnia jestem w sobie zamknięty uczuciowo... 

 

Początkowo podejrzewano u mnie depresję lękową. Brałem najróżniejsze antydepresanty, ale miałem tylko skutki uboczne po nich w zasadzie, a najgorsze były problemy ze snem po nich. Nie wolno mi podawać żadnych antydepresantów. Z neuroleptyków to kwetiapina bardzo mi pomaga, choć jeszcze nie tak do końca jak powinna, do kolejnej wizyty u lekarza, do sierpnia muszę wytrzymać. Psychoterapię przechodziłem nie jedną, niestety mimo terapii lęki się nasilały, coraz gorzej mi się myślało, zacząłem w sobie bardzo błądzić. W międzyczasie wydarzyła się tragedia - moja mama zmarła nagle sama na ulicy na nagłą śmierć sercową. Musiałem przechodzić żałobę, cały czas mając nieustabilizowane leczenie, byłem też wówczas pod opieką oddziału dziennego, niewiele mogli mi poradzić, zacząłem mieć plany samobójcze, koniec końców trafiłem na oddział zamknięty. Też niewiele mi pomogli. Musiałem zmienić lekarza, teraz powinno być już lepiej. 

 

Wiesz, co do leków, to na działanie kwetiapiny musiałem czekać 3-4 miesiące. Potem trzeba obserwować, jak działa. Jeśli po jakichś 6-8 miesiącach będzie za mało stabilnie, to pewnie coś dodatkowo będę miał dorzucone do niej. Praca pomagała mi się trzymać w pionie, nie dopuszczać do podjęcia próby samobójczej, nie miałem jeszcze nigdy żadnej próby. Z moim planem samobójczym nie wiem, czy tylko na próbie by się zakończyło, nikt tego nie wie tak naprawdę... Ale jeszcze próbuję brnąć przed siebie, choć i tak brakuje mi tego normalnego kontaktu z ludźmi, nie da rady żyć samotnie, po prostu nie da, to nie jest naturalne i odbija się na zdrowiu psychicznym i fizycznym prędzej czy później...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
49 minut temu, SilentCries napisał:

A masz w rodzinie kogoś kto miał lub ma schizofrenię lub chorobę afektywną dwubiegunową? Takie schorzenia są często dziedziczne. Można nawet samemu się tego nabawić mając kontakt z taką osobą. Najlepszy sposób na bycie zdrowym to przebywanie jak najczęściej z jak najzdrowszymi osobami.

I co jeszcze? Chcesz komuś wmówić, że ChAD to choroba zakaźna???? No błagam, większego idiotyzmu w życiu nie słyszałem. Co innego choroba dziedziczna - chociaż nie jest do końca udokumentowane, czy akurat dwubiegunówka może być dziedziczona, ale ma to przynajmniej jakieś podstawy. Jestem chory na ChAD, zapewniam, że nikt z mojej rodziny jak na razie się nie zaraził 😄

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Dryagan napisał:

I co jeszcze? Chcesz komuś wmówić, że ChAD to choroba zakaźna???? No błagam, większego idiotyzmu w życiu nie słyszałem. Co innego choroba dziedziczna - chociaż nie jest do końca udokumentowane, czy akurat dwubiegunówka może być dziedziczona, ale ma to przynajmniej jakieś podstawy. Jestem chory na ChAD, zapewniam, że nikt z mojej rodziny jak na razie się nie zaraził 😄

 

 

Wydaje mi się, że autor nie chciał nikomu tego wmawiać, przynajmniej nie odniosłem wrażenia, żeby jakoś szczególnie zależało mu na przekonaniu kogokolwiek do tej informacji. :D Dlatego nie rozumiem takiej wybuchowej reakcji.

Natomiast pewnie wyraził się nieprecyzyjnie i chodziło mu o "indukowane zaburzenia urojeniowe", które polegają na przejęciu urojeń od osoby chorej na schizofrenię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wyraziłem się nieprecyzyjne, faktycznie nie idzie się zarazić choroba psychiczną. Bardziej mi chodziło o to że małe dzieci widząc zachowanie swoich rodziców i ich emocje uczą się tych wzorców. Jeśli rodzic ma chad to być może dziecko w jakimś stopniu może zbudować swoją osobowość na takim przykładzie. I jeszcze osoby bardziej autystyczne czy z zaburzonym afektem aby jakoś funkcjonować w kontaktach interpersonalnych często przejmują pewne wzorce od innych. Gdy widzą kogoś kto ma akurat manie mogą uznać że warto tak się właśnie zachowywać i dobrze na tym wyjdą. Oczywiście to nigdy nie będzie prawdziwy chad czy cokolwiek innego bardziej to będzie zaburzenie osobowości czy po prostu próba poradzenia sobie. Ja jestem dobrym przykładem tego, nie mam jakiegoś trwałego stałego konstruktu osobowościowego bardziej to jest dostosowywanie się do tego co się dzieje w danej chwili czasami nawet zlewanie się z obiektami. Zdarza mi się że poprostu nie wiem jak się dokładnie czy dobrze zachować w kontaktach z innymi i wybieram to jak się ktoś inny kiedyś zachował, naśladuje kogoś innego. Można by uznać że jest to pewna maska tylko że pod tą maska często nikogo nie ma a jak coś jest to często nie jest to nic dobrego. 

 MarekWawka01 w jakimś stopniu Twoja historia jest podobna do mojej. Jeśli jakoś mógłbym pomóc to daj znać. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@SilentCries Dzięki za odzew. Jednak przez Internet sobie niestety nie pomożemy. Możemy się najwyżej wymienić historiami, doświadczeniami itd. 

 

Teraz pracuję i pracę mam fajną, jednak to mi niestety nie wystarcza... Brak mi normalnych kontaktów, w domu miałem nieciekawie i chyba dlatego mam niedosyt tej potrzeby kontaktu z innymi, nawet minimalnego. Nawet jak ktoś się mnie o coś zapyta np. w sklepie, to już mi się serduszko samo otwiera, chyba wiesz o co chodzi...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
14 godzin temu, Dryagan napisał:

I co jeszcze? Chcesz komuś wmówić, że ChAD to choroba zakaźna???? No błagam, większego idiotyzmu w życiu nie słyszałem. Co innego choroba dziedziczna - chociaż nie jest do końca udokumentowane, czy akurat dwubiegunówka może być dziedziczona, ale ma to przynajmniej jakieś podstawy. Jestem chory na ChAD, zapewniam, że nikt z mojej rodziny jak na razie się nie zaraził 😄

 

Ogólnie w pewnym sensie można się "zarazić" psychozą. Wtedy jest to tzw. psychoza udzielona. Leczenie tego jest szybkie i zupełnie inne niż normalnych stanów psychotycznych, ale osoba taka zaczyna przejmować urojeniowe myślenie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też mam bardzo duże potrzeby pozytywnych kontaktów z innymi ludźmi, ale jeszcze większą blokadę przed tymi kontaktami :( Bezpieczniej jest trzymać ludzi na odległość kija.

Kiedyś byłem bardzo otwarty, aż za bardzo i bywało to wykorzystywane przeciwko mnie. Z wiekiem i wraz z nieudanymi doświadczeniami/próbami narosło tyle mechanizmów obronnych, że nie jestem w stanie wyjść z mojej kamiennej skorupy, gdy nie mam poczucia kontroli nad sytuacją. W pewnym sensie zamieniam się w kamiennego gargulca, który nie opuszcza gardy, ale odcinam tym drogę wyjścia z samotności, której pętla zaciska się coraz ciaśniej.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 5.05.2022 o 13:54, SilentCries napisał:

Ja akurat też mam pewne skrypty ale są one raczej dziwne, niepasujące do przyjętych standardów społeczeństwa.

Cześć. Jakie są to skrypty?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Autor wyraził się jasno i rzeczowo. Większość zaburzeń osobowości jest związana z wychowaniem i wynosi się je z domu. Niejako zaraża sie nimi od rodziny. 

Czy chorobami psychicznymi nie da się zarazić ? Jeśli masz podatność na takie choroby,  jak najbardziej. Można sie zarazić. Sam jestem ofiarą takiej chorej sytuacji gdzie w firmie pracowało klika trojga chorych i zaburzonych psyczicznie osób, na dodatek połowa "leczyła" sie narkotykami. I po roku wojen z nimi, wylądowałem w psychiatryku. Więc nie polecam. Nie mam nic do osób które chcą pracować i regularnie sie leczą. Natomiast osoby chore/zaburzone które nawet nie to ze się nie leczą. Ale nie mają żadnej świadomość swoich problemów powinny mieć renty i siedzieć w domu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najpierw jest myśl, bardzo automatyczna, nieświadoma, stworzona w kontakcie z zewnętrznym światem w okresie wczesnego dzieciństwa kiedy to główny prym wiódł mózg emocjonalny a mózg racjonalny jeszcze nie istniał. Ta myśl, czy to jest wspomnienie czy tylko wyobrażenie jest głównym przekonaniem na temat siebie i świata. Na podstawie tej myśli powstaje konkretne uczucie, te uczucia popychają do konkretnych zachowań. Często dane zachowanie ma na celu jedynie zmniejszyć ból emocjonalny. Zmienić zachowanie można ale to nic nie da, często pogorszy stan emocjonalny. Uczuć ot tak raczej nie da się zmienić a tym i tak sterują myśli i przekonania. Mówienie sobie że jestem wspaniały i mogę wszystko zadziała jedynie kiedy mózg w to uwierzy a to się raczej nie wydarzy bo to nie pasuje do historii jaka jest zapisana w mózgu, jaką człowiek przeżył i piszę na bieżąco Więc co można zrobić? Można akceptować, obserwować, rozumieć samego siebie. Nie jest to łatwa sztuka i jest to raczej zadanie na całe życie, ale w ten sposób mogę sobie pomóc.

Co do moich skryptów. Jednym z dominujących jest idealizacja obiektu a później porzucanie go. Np. kupię coś w sklepie, uznaje że to jest super fajne a później całkowicie zmieniam zdanie i pozbywam się tego, oddaję albo sprzedaję. Może to się wzięło z historii rodzinnej gdzie mój dziadek popełnił samobójstwo z powodu marskości wątroby (alkoholizm) mój tata miał wtedy 16 lat, jak on wtedy musiał się czuć, pewnie porzucony, bezradny i tata zachorował na chad, wątpię że jego choroba to przypadek. Być może ta trauma została zapisana we mnie a ja ją tylko nieświadomie odtwarzam. 

 Kolejny skrypt to kompensacja, próba poczucia się dobrze i  uciekanie od uczuć które są nie do zniesienia w zachowania które są błahe wręcz prymitywne. Np. gram cały dzień chociaż wcale nie chce tego robić ale to jest lepsze niż ten mrok który się pojawia ta pustka emocjonalna, czucie tego jak niedorozwinięty mam mózg i uszkodzoną psychikę. 

 Może te skrypty, zachowania wcale aż takie dziwne nie są bardziej przekonania na mój temat, uważam że jestem dziwny, inny, niepasujący, jak bym przybył z innej planety a ludzie to byt którego nie rozumiem.

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 5.05.2022 o 13:54, SilentCries napisał:

W jednej książce była świetna metafora. Większość ludzi ma wiadro które w kontaktach z innymi się napełnia, niektórzy mają tylko kubek który momentalnie się napełnia i zaczyna się z niego wylewać co doprowadza do negatywnych emocji.

 

Witaj Silent, ta metafora z wiadrem i kubkiem jest genialna, nigdy wcześniej o niej nie słyszałam /nie czytałam. A ona dokładnie opisuje to, co ja też często odczuwam w kontakcie z ludźmi. Mnie też w teście osobowości wychodzą "ciekawe" wyniki, aczkolwiek akurat nie w kierunku schizo. Dodatkowo mam trochę cech autystycznych. Ciekawe (a raczej zupełnie "nieciekawe") jest, że w zupełnie różnych zaburzeniach można mieć podobne odczucia odnośnie kontaktów z innymi ludźmi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Robinia. To było w książce Zespół Aspergera Kompletny Przewodnik autor Tony Attwood. Zgadza się, ja też mam trochę cech autystycznych ale na pewno nie jest to pełnoobjawowy autyzm ani zespół Aspergera, zresztą nawet to schizotypowe zaburzenie nie występuje u mnie w pełnoobjawowej formie, czasami mam wrażenie że jestem tylko miksem różnych zaburzeń, z każdego mam coś po trochę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 8.05.2022 o 10:30, SilentCries napisał:

 

Co do moich skryptów. Jednym z dominujących jest idealizacja obiektu a później porzucanie go. Np. kupię coś w sklepie, uznaje że to jest super fajne a później całkowicie zmieniam zdanie i pozbywam się tego, oddaję albo sprzedaję.

 

Idealizacja / dewaluacja obiektu jest często dynamiką w bordeline. Tylko wg. semantyki tych wszystkich psychoanalitycznych psychoteorii to tym "obiektem" jest inny człowiek, a nie przedmiot nieożywiony. :D

 

Często czujesz silną więź emocjonalną z przedmiotami ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 godzin temu, forget-me-not napisał:

 

Idealizacja / dewaluacja obiektu jest często dynamiką w bordeline. Tylko wg. semantyki tych wszystkich psychoanalitycznych psychoteorii to tym "obiektem" jest inny człowiek, a nie przedmiot nieożywiony. :D

 

Często czujesz silną więź emocjonalną z przedmiotami ?

Wiem, schizotypowe zaburzenie ma niektóre cechy borderline. Osoby schizotypowe funkcjonują jeszcze słabiej w społeczeństwie niż borderzy. Tak, czasami czuję silną więź emocjonalną z przedmiotami, muzyką, postaciami z filmów itp. Za to z ludźmi jakoś nie bardzo. To podchodzi pod autyzm a schizotypowe zaburzenie ma cechy autyzmu. Najgorsze jest to że ja zdaje sobie z tego sprawę że to nie jest "normalne" i bardzo utrudnia to funkcjonowanie w społeczeństwie. Wcale nie chce żeby tak było, ta samotność czasami jest torturą. To jest tak jak bym zupełnie nie nadawał na tych samych falach co inni, jak bym pochodził z innej planety a ludzie to dla mnie jakiś niezrozumiały gatunek. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też czuję bardzo silną więź z muzyką. Jak byłem młodszy to muzyka w sumie była jedynym sposobem, żebym miał kontakt z własnymi emocjami. Słuchałem wtedy muzyki i odbierałem płynące z niej emocje i jakby "podczepiałem się" pod te emocje w utworze muzycznym, żeby poczuć własne. Szukałem zawsze, dość restrykcyjnie, utworów, które oddają mój stan emocjonalny. Albo analizowałem dość anankastycznie treści utworów pod kątem tego, czy się z nimi zgadzam na poziomie emocjonalnym/intelektualnym, czy nie. Jak bylem dzieckiem potrafiłem brać treść jakiegoś utworu (powiedzmy nawet jakiegoś hiphopowego, uznawanego za większość ludzi zapewne za prymitywny) i na podstawie analizy kilku zdań tworzyć we włąsnej głowie elaboraty filozoficzne nad sensem istnienia. Ale to wszystko działo się we własnej głowie, we własnym świecie ograniczonym do własnych myśli. Wobec świata zewnętrznego i rówieśników czułem się jak za szybą, odizolowany mentalnie i emocjonalnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×