Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
johnn

Jak powinno wyglądać zakończenie terapii?

Rekomendowane odpowiedzi

@johnn, kiedyś Ci o tym już pisałam. Jeśli terapia psychodynamiczna to tylko długoterminowa (12 spotkań nic Ci nie da). Uważam, że dla Ciebie najlepsza by była poznawczo-behawioralna - konkretna, zadaniowa, krótkoterminowa. P-b jednak ciężko znaleźć na NFZ. Możesz chodzić na psychodynamiczną, ale licz się z tym, że będziesz się ciągle frustrował brakiem szybkich efektów. Ja tak miałam, dlatego już nie mam zamiaru wchodzić w psychodynamiczną (nie mam potrzeby analizowania przeszłości i rozbijania sraczki na atomy). Wydaje mi się, że gdybyś znalazł pracę jakąkolwiek, czułbyś się lepiej. Nie myślałeś o tym? Czy czytałeś książki, które Ci poleciłam w innym Twoim wątku (chyba chodziło w nim o skargę na terapeutę)?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, johnn napisał:

Nie traktuje twojej opinii negatywnie. Zwracano mi uwagę na to. 

Nie wszystko "rozmieniam na drobne".  Takie postępowanie pozwala mi lepiej odnaleźć się. W dzieciństwie kontakt z ludźmi był niewielki i powierzchowny.  Więzi z najbliższymi były ograniczone. Za przewodnika służyły mi zasady i logika. Łatwiej było mi je zrozumieć niż uczucia.  

To ja mam określić cel terapii. Ze względu na liczbę spotkań (12 spotkań) zdecydowałem się na jeden cel (poprawę w podejmowaniu decyzji). Moim zdaniem określenie większej liczby celów stanowiłoby zagrożenie w ich  realizacji. 

Chyba wszyscy psycholodzy zauważyli moje przywiązanie do szczegółów i analiz. Zawsze otrzymywałem jedną odpowiedź: Nie analizuj tyle. Na pytanie czym mam zastąpić analizę nie było odpowiedzi. Brak było ćwiczeń lub przykładów jak zmienić mam swoje zachowanie.  Nie zmieniłem swojego postępowania.

Myślę, że tak powinno być. 

Skoro nikt nie ocenia postępów to nie ma potrzeby usuwania przeszkód w pracy terapeutycznej.  Przypomnę  powiedzenie "Czy się stoi czy się leży 2000 się należy"

Tego oczekuje i jestem za to wdzięczny.

Zabiegam o dokumentację na piśmie  potwierdzającą przebieg spotkań aby nie odpowiadać za zaniedbania lub błędy podczas leczenia np. psycholog nie informuje o niewystarczającej częstości spotkań czego skutkiem może być brak odpowiedniej więzi terapeutycznej. 

Na końcu czuję się obarczony cała winą. Swoich oskarżeń nie mogę podeprzeć dowodami (na piśmie) przez co moja słowa wydają się niewiarygodne. A samo zachowanie oceniane jest  jako próba uniknięcia odpowiedzialności za swoje decyzję. 

Podczas pierwszej terapii nie żądałem na początku żadnych dokumentów. Gdy nie byłem zadowolony ze spotkań przekazałem swoje uwagi terapeucie. Wysłuchał ich ale się do nich nie ustosunkował. Co miałem zrobić? Zrezygnowałem z terapii bo nie przystałem na ultimatum terapeuty. W opinii końcowej  nie ma ani słowa o postawionych mi warunkach kontynuacji terapii. Opinia zawiera zdanie:  "Plan został wykonany pozytywnie."  Moja ocena była wielce odmienna. Cel terapii nie został osiągnięty a moja sytuacja nie uległa poprawię. Czy niewłaściwe wydaje się obrona przed nieprawdą i obciążenie mojej osoby za przebieg terapii? 

Żyjąc w trudnych warunkach nauczyłem się nie ufać ludziom. Pomoc społeczna, rozprawy sądowe oraz chytra i przebiegła rodzina była dla mnie szkołą życia:( 

Nie rozumiem.

Nie mam żadnego planu. Gdy dostrzegam, że moje uwagi są ignorowane to zaczynam się denerwować.  Staram się bronić.

Nie. Czasami sytuacja stawia mnie w sytuacji bez wyjścia. Wtedy muszę stawić czoła moim trudnościom. 

Język matematyki rozumiem najlepiej. On się nie zmienia. To lubię. 

 

Miło z twojej strony, że udzieliłaś tak obszernej odpowiedzi. 

A dlaczego analizowanie musisz czyms zastapic? 

Zgadzam sie, ze powinienes miec cwiczenia roznego rodzaju aby zrelaksowac umysl i nie analizowac. 

Nie wszystkie aspelty zycia mozna przeanalizowac. Nie wszystko ma logike. Cos co jest logiczne dla ciebie to nie musi byc logiczne dla kogos. Zycie i kontakty miedzyludzkie to nie matematyka. Analizujesz i sie frustrujesz jak nie znajdujesz logiki ktora potrzebujesz. 

Co jest twoim problemem? Chodzi mi o to dlaczego chodzisz do lekarza. Co czujesz? Nie chodzi mi o diagnoze tylko z jakim problemem chodzisz do lekarza? W twoim odczuciu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 27.11.2019 o 19:53, bezniczego napisał:

@johnn, kiedyś Ci o tym już pisałam. Jeśli terapia psychodynamiczna to tylko długoterminowa (12 spotkań nic Ci nie da)

Propozycja leczenia, które jest nieskuteczne lub wadliwe bez poinformowania o tym pacjenta wyda mi się niezgodne co najmniej z etyką. Nie zamierzam temu pobłażać.  Stąd moja zabiegi o udokumentowanie przebiegu terapii.

W dniu 27.11.2019 o 19:53, bezniczego napisał:

Uważam, że dla Ciebie najlepsza by była poznawczo-behawioralna - konkretna, zadaniowa, krótkoterminowa. 

Mam podobne zdanie.

W dniu 27.11.2019 o 19:53, bezniczego napisał:

Możesz chodzić na psychodynamiczną, ale licz się z tym, że będziesz się ciągle frustrował brakiem szybkich efektów. 

Odbyłem 7 (z 12) spotkań (na NFZ) w ramach terapii w nurcie psychodynamicznym. Zrezygnowałem z niej na rzecz obecnej terapii.

W dniu 27.11.2019 o 19:53, bezniczego napisał:

Wydaje mi się, że gdybyś znalazł pracę jakąkolwiek, czułbyś się lepiej. Nie myślałeś o tym? 

Myślałem. W okresie wakacyjnym pracowałem razem z mamą i bratem przy zbieraniu malin.  W rozmowach ze specjalistami wskazuje na trudności w podjęciu pracy. Rzadko otrzymuje odpowiedź.

Kilka elementów zniechęca mnie do podjęcia pracy w tym przez wiele lat zarobione pieniądze (stypendia ze studiów, stażowe, stypendia z fundacji, wypłaty) przeznaczane były na podstawowe utrzymanie całej rodziny. Nie myślałem o sobie.

W dniu 27.11.2019 o 19:53, bezniczego napisał:

@johnn Czy czytałeś książki, które Ci poleciłam w innym Twoim wątku (chyba chodziło w nim o skargę na terapeutę)?

Nie. Proszę przypomnij mi tytuły.

W dniu 28.11.2019 o 02:23, Miss Worldwide napisał:

A dlaczego analizowanie musisz czyms zastapic?

Nie muszę. Wydaje mi się to racjonalne. W przeciwnym wypadku musiałbym podejmować decyzję losowo.

W dniu 28.11.2019 o 02:23, Miss Worldwide napisał:

Zgadzam sie, ze powinienes miec cwiczenia roznego rodzaju aby zrelaksowac umysl i nie analizowac. 

Miałem na myśli przygotowujące mnie do wykonania docelowego zadania. Choć nie mam nic przeciwko ćwiczeniom relaksacyjnym:)

W dniu 28.11.2019 o 02:23, Miss Worldwide napisał:

Nie wszystkie aspelty zycia mozna przeanalizowac. Nie wszystko ma logike. Cos co jest logiczne dla ciebie to nie musi byc logiczne dla kogos. Zycie i kontakty miedzyludzkie to nie matematyka. Analizujesz i sie frustrujesz jak nie znajdujesz logiki ktora potrzebujesz. 

Zgadzam się.

W dniu 28.11.2019 o 02:23, Miss Worldwide napisał:

Co jest twoim problemem? Chodzi mi o to dlaczego chodzisz do lekarza. Co czujesz? Nie chodzi mi o diagnoze tylko z jakim problemem chodzisz do lekarza? W twoim odczuciu.

Wymienię kilka 

  • trudność pogodzenia się z przeszłością,
  • trudności w kontaktach z ludźmi,
  • brak pewności siebie i niska samoocena,
  • trudności w podejmowaniu decyzji,
  • poczucie niesprawiedliwości (przejęcie obowiązków ojca i brak należytego wychowania oraz brak wsparcia rodziny).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jesteś bardzo roszczeniowy.Wymagasz od wszystkich tego aby ktoś przyznał ci racje albo przeprosił a to się nie stanie nigdy. Nigdy nikt cie nie przeprosi za przeszłość ani nikt nigdy nie poprowadzi cie przez życie.Zycie nie jest sprawiedliwe. Myślisz ze jak zapłacisz terapeucie 100 zł to on da ci na spotkaniu gotowe odpowiedzi i rozwiązania? Terapia to współpraca.

 

Do sądu chcesz iść z tymi dokumentami czy co?

Edytowane przez giroditalia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, giroditalia napisał:

Jesteś bardzo roszczeniowy.Wymagasz od wszystkich tego aby ktoś przyznał ci racje albo przeprosił a to się nie stanie nigdy. Nigdy nikt cie nie przeprosi za przeszłość ani nikt nigdy nie poprowadzi cie przez życie.Zycie nie jest sprawiedliwe. Myślisz ze jak zapłacisz terapeucie 100 zł to on da ci na spotkaniu gotowe odpowiedzi i rozwiązania? Terapia to współpraca.

 

Do sądu chcesz iść z tymi dokumentami czy co?

Moze i jest. Ale dlatego jest na tym forum, chodzi do psychiatrow, chodzi na terapie, bo cos z nim jest nie tak i o tym wie. 

Ty Johnn ty chyba masz jakas nerwice natrectw. Bardzo natretne mysli i obsesja analizowania. Piszesz, se analizowanie jest ci potrzebne bo musialbys decycje podejmowac losowo. Wszyscy analizujemy sytuacje aby podjac jak najlepsza decyzje. Nikt nie wali na slepo i nie ciagnie losow. Ale ty analizujesz za bardzo i za duzo i za natretnie. Czy ty dobrze spisz??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, johnn napisał:
  • trudność pogodzenia się z przeszłością,
  • trudności w kontaktach z ludźmi,
  • brak pewności siebie i niska samoocena,
  • trudności w podejmowaniu decyzji,
  • poczucie niesprawiedliwości (przejęcie obowiązków ojca i brak należytego wychowania oraz brak wsparcia rodziny).

To jest praca na lata.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 1.12.2019 o 18:30, giroditalia napisał:

Jesteś bardzo roszczeniowy.

Czego żądam bezprawnie/bezpodstawnie?

W dniu 1.12.2019 o 18:30, giroditalia napisał:

Wymagasz od wszystkich tego aby ktoś przyznał ci racje albo przeprosił a to się nie stanie nigdy.

Nieprawda. Od ciebie nie żądam tego. 

W dniu 1.12.2019 o 18:30, giroditalia napisał:

Nigdy nikt cie nie przeprosi za przeszłość ani nikt nigdy nie poprowadzi cie przez życie.

Mama przeprosiła mnie za swoje krzywdzące decyzję.  Nie oczekuje prowadzenia przez życie.  

W dniu 1.12.2019 o 18:30, giroditalia napisał:

Myślisz ze jak zapłacisz terapeucie 100 zł to on da ci na spotkaniu gotowe odpowiedzi i rozwiązania?

Nie. 

W dniu 1.12.2019 o 18:30, giroditalia napisał:

Terapia to współpraca.

Nie odczułem współpracy. 

W dniu 1.12.2019 o 18:30, giroditalia napisał:

Do sądu chcesz iść z tymi dokumentami czy co?

Nie. Posłużą do poparcia mojej skargi o ile się zdecyduje ją sporządzić.

W dniu 27.11.2019 o 19:47, namiestnik napisał:

Chcesz dowodzić, że wina nie jest Twoja. Co znaczy, że jest a co, że nie jest Twoja?

Chce ustalić czy terapia zakończyła się niepowodzeniem. Jeżeli tak, to jakie są tego przyczyny. 

łużą do poparcia mojej skargi o ile się zdecyduje ją sporządzić.

W dniu 27.11.2019 o 19:47, namiestnik napisał:

Może nurt terapii lub po prostu terapeuta nie są dla Ciebie ok. Wiem, że na NFZ trudniej wybierać, jednak może jeszcze trafisz na "swojego" terapeutę.

Na pierwszych spotkaniach z obecną Panią  psycholog informowałem o moich oczekiwaniach oraz uwagach dotyczące poprzednich terapii. Pani psycholog nie odniosła się do tego. Przyjąłem jako dobrą monetę. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 minuty temu, johnn napisał:

Na pierwszych spotkaniach z obecną Panią  psycholog informowałem o moich oczekiwaniach oraz uwagach dotyczące poprzednich terapii. Pani psycholog nie odniosła się do tego. Przyjąłem jako dobrą monetę. 

 

A czy coś was połączyło, czy była to obca dla Ciebie osoba po spotkaniu? Tak z czysto ludzkiego punktu widzenia. Bo to widzisz nie jest ktoś do sprzątania ogródka. Pokarzesz papierek i... Tu trzeba relacji.
 

Chcesz to bardzo rozłożyć na czynniki pierwsze i ja to rozumiem. Jednak to nie jest dobra droga w terapii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A tak jako kij w mrowisko by podsycić niepewności to moja ostatnia terapia grupowa kończyła się sprawozdaniem z każdego spotkania i podsumowaniem na koniec. Dla mnie wystarczyłoby pomysły, przemyślenia na dostępnej dla nas tablicy zamieścić.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
14 godzin temu, namiestnik napisał:

A czy coś was połączyło, czy była to obca dla Ciebie osoba po spotkaniu?

Nie wiem. Była miła. 

Skupiam się na postawionym przede mną celu. 

14 godzin temu, namiestnik napisał:

Bo to widzisz nie jest ktoś do sprzątania ogródka. Pokarzesz papierek i... Tu trzeba relacji.

Z nikim nie łączyły mnie więzi. Z ojcem nie rozmawiałem. Nie wiem jaką szkołę kończył, jaka jest jego ulubiona potrawa, jak się uczył lub jakie są jego zainteresowania. Z rodziną ze strony ojca nie utrzymywałem kontaktu. Z krewnymi mojej mamy wymieniałem jedynie kilka zdań.  

Nie wiem co masz myśli kiedy piszesz o relacjach.  Zazwyczaj dla mnie istnieją tylko zadania do wykonania.  Z ludźmi łączyły mnie tylko zadania.  Nie wiem czy dobrze to ująłem. Wypowiadam się o materii, która nie jest mi znana. 

14 godzin temu, namiestnik napisał:

Chcesz to bardzo rozłożyć na czynniki pierwsze i ja to rozumiem. Jednak to nie jest dobra droga w terapii.

Rozkładam to na czynniki pierwsze aby zrozumieć. Bez tego te elementy mi umykają.  To czego nie umiem zrozumieć odrzucam lub ignoruje. To prowadzi do konfliktów lub nieporozumień.  Informuje o tym psychologów ale oni na to nie zważają.  Nie zmieniają swojego podejścia. Nie wiem co zrobić. Czuje na sobie ciężar. To ja mam określić cel terapii, wyciągnąć wnioski z rozmów. To zmusza mnie do wzmożonej  analizy (stąd wpisy na tym forum).  

 

Mam problem z uchwyceniem całości. Skupiam się na poszczególnych częściach lub szczegółach:(

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
58 minut temu, johnn napisał:

Zazwyczaj dla mnie istnieją tylko zadania do wykonania.  Z ludźmi łączyły mnie tylko zadania.  Nie wiem czy dobrze to ująłem.

Bardzo dobrze ująłeś. Stąd masz trudności z nawiązaniem relacji terapeutycznej i innych relacji. Potrzeba czasu.

 

Godzinę temu, johnn napisał:

Informuje o tym psychologów ale oni na to nie zważają.  Nie zmieniają swojego podejścia.

Oni nie zmienią podejścia, bo podejście relacyjne jest sednem ich pracy.

 

Godzinę temu, johnn napisał:

Czuje na sobie ciężar. To ja mam określić cel terapii, wyciągnąć wnioski z rozmów. 

Kto ci każe to robić? Jeśli terapeuta podejdź zadaniowo, podziel sobie cel np "chcę podejmować decyzje" na kawałki np: chcę umieć zrobić zakupy podstawowych produktów w czasie nie dłuższym niż 30 min.  Chcę dobrać sobie ciuchy rano w czasie nie dłuższym niż 5 min etc. I tu trening. To oczywiście przykłady.

 

Potrzebujesz długiej relacyjnej terapii moim zdaniem. Właśnie relacyjnej, bo nie miałeś takich doświadczeń. Od początku: czy masz jakieś uczucia, jakie uczucia umiesz nazwać, jak widzisz relacje z innymi i samym sobą etc. Co się dzieje w diadzie, jak interpretujesz to co robi terapeuta. Jakie uczucia ma dana osoba (tu jakaś historia). Co czujesz w ciele i jak to umiesz nazwać. Co lubisz czego nie. Co ci smakuje a co nie. Obudzić ciekawość dla tego co się dzieje. Jak to widzę teraz to siedzisz zamknięty za murem. Przeżyłeś tyle złego, że musiałeś się zamknąć, odseparować, bo inaczej się nie dało. Słowa nie są u ciebie związane z rzeczami, nie masz jak ich powiązać bo nie powiązał ich ojciec ani matka dla ciebie, stąd wszystko fruwa, stąd próbujesz jedno z drugim związać matematyką, bo daje ci jakąś bazę. Nikt cię nie odzwierciedlił, nie nazwał za ciebie, za malucha jakim byłeś tego co się dzieje w tobie i na zewnątrz. Musi być teraz ktoś kto cie odzwierciedli i pomoże ci związać słowa z rzeczami, związać bezpiecznie, dać jakąś bazę dla słów. Związać etykietkę z tym co ty odczuwasz i kim jesteś. Założę się że nie używasz ani nie rozumiesz metafor. Za murem jest ci jednak ciasno, bo piszesz tutaj o pomoc. Zrobiono ci ogromną krzywdę, która obudziła taki lęk i taką złość, że teraz ta energia idzie na trzymanie jej pod kluczem, za murem. Tyle że ten mur separuje cię doskonale od wszystkiego i od siebie samego.  Wygłusza. To trzeba powoli rozmontować, cierpliwie, długo. Właśnie w relacji, w złości która może się pojawić (zbawienna), w zagubieniu.

12 spotkań- sorry, nie da się, to samo-oszustwo.

Nie znam twojej historii ale z tego co kawałkami piszesz to taki obraz mi się pojawia.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 3.12.2019 o 12:55, doi napisał:

Bardzo dobrze ująłeś. Stąd masz trudności z nawiązaniem relacji terapeutycznej i innych relacji. Potrzeba czasu.

Dotychczasowi specjaliści nie mają czasu. Ich czas jest cenny a mój nie.

W dniu 3.12.2019 o 12:55, doi napisał:

Oni nie zmienią podejścia, bo podejście relacyjne jest sednem ich pracy.

Specjaliści nie zważają na moje problemy w nawiązywaniu relacji.  Kiedy napotykam przeszkodzę (inny problem) w realizacji wyznaczonych celów (np. poprawy pewności siebie lub samooceny) specjalista pozostawia mnie samego. To odnosi się także do relacji z  innymi ludźmi (w specjalisty).  Podobnie jak nauczyciel, który przerabia materiał zgodnie z planem narzuconym przez Ministerstwo Edukacji. Kto nie nadążą musi sobie radzić sam.  

To jest powierzchowne podejście do rozwiązywania problemów lub pomocy pacjentom.  To mnie złości i jest przyczynkiem do przygotowania skargi. 

W dniu 3.12.2019 o 12:55, doi napisał:

Kto ci każe to robić?

Psycholodzy wymagają ode mnie wyznaczenia celu terapii. 

Pewnego razu nie potrafiłem określić moich trudności. Powiedziałem: Moim problemem jest trudność w określeniu moich problemów. Wtedy Pani psycholog  odmówiła mi pomocy. Na następnym spotkaniu podałem moje trudności korzystając z podpowiedzi Pani psycholog:(

W dniu 3.12.2019 o 12:55, doi napisał:

Jeśli terapeuta podejdź zadaniowo, podziel sobie cel np "chcę podejmować decyzje" na kawałki np: chcę umieć zrobić zakupy podstawowych produktów w czasie nie dłuższym niż 30 min.  Chcę dobrać sobie ciuchy rano w czasie nie dłuższym niż 5 min etc. I tu trening. To oczywiście przykłady.

Nie wiem czy dobrze zrozumiałem twoje słowa. Jak zastosować twoją metodę w przypadku obrony swoich interesów?

Nie mam problemów z podejmowaniem każdej decyzji. Trudności dotyczą głównie  kontaktów z innymi ludźmi np. obroną swoich interesów. Często czułem się jak dupa wołowa. To było przykre. Nie wiedziałem jak zareagować:(

W dniu 3.12.2019 o 12:55, doi napisał:

Potrzebujesz długiej relacyjnej terapii moim zdaniem. Właśnie relacyjnej, bo nie miałeś takich doświadczeń. Od początku: czy masz jakieś uczucia, jakie uczucia umiesz nazwać, jak widzisz relacje z innymi i samym sobą etc. Co się dzieje w diadzie, jak interpretujesz to co robi terapeuta. Jakie uczucia ma dana osoba (tu jakaś historia). Co czujesz w ciele i jak to umiesz nazwać. Co lubisz czego nie. Co ci smakuje a co nie. Obudzić ciekawość dla tego co się dzieje.

Zgadzam się.

W dniu 3.12.2019 o 12:55, doi napisał:

Jak to widzę teraz to siedzisz zamknięty za murem. Przeżyłeś tyle złego, że musiałeś się zamknąć, odseparować, bo inaczej się nie dało. Słowa nie są u ciebie związane z rzeczami, nie masz jak ich powiązać bo nie powiązał ich ojciec ani matka dla ciebie, stąd wszystko fruwa, stąd próbujesz jedno z drugim związać matematyką, bo daje ci jakąś bazę. Nikt cię nie odzwierciedlił, nie nazwał za ciebie, za malucha jakim byłeś tego co się dzieje w tobie i na zewnątrz. Musi być teraz ktoś kto cie odzwierciedli i pomoże ci związać słowa z rzeczami, związać bezpiecznie, dać jakąś bazę dla słów. Związać etykietkę z tym co ty odczuwasz i kim jesteś.

Fruwa to dobre określenie. Towarzyszy mi niepewność i wahanie. Łatwo zmieniam zdanie. Potrafię wczuć się w stanowisko drugiej strony. Nie umiem określić jakie argumenty są dla mnie ważniejsze a tym samym podjąć decyzji:(

W dniu 3.12.2019 o 12:55, doi napisał:

Założę się że nie używasz ani nie rozumiesz metafor.

Lubie dosłownie interpretować słowa.

W dniu 3.12.2019 o 12:55, doi napisał:

12 spotkań- sorry, nie da się, to samo-oszustwo

Gdyby psycholodzy wprost przyznali, że terapia może być nieskuteczna (bo...) dla mnie, to nie miałbym pretensji. Ale to jest przed mną ukrywane lub przekazywane między wierszami.  Nie umiem wobec takiej osobie zaufać skoro nasza znajomość zaczyna się od kłamstwa. Stąd potrzeba przygotowania skargi. W przeciwnym wypadku będę się czuł jak popychle.

W dniu 3.12.2019 o 12:55, doi napisał:

Nie znam twojej historii ale z tego co kawałkami piszesz to taki obraz mi się pojawia.

Myślę, że dość dobrze opisujesz to co czuje. To pocieszające:) Czy mogę ci jakoś pomóc?

 

Ostatnia wizyta u psychologa

Wczoraj odbyłem ostatnią wizytę u Pani psycholog w ramach terapii na NFZ.  Byłem pytany o moją ocenę terapii oraz jej skuteczność. Odpowiedziałem na to pytanie. Od psychologa otrzymałem kilka wskazówek.  Pod koniec spotkania Pani psycholog przyznała się, że myślała ze to nasze przedostatnie spotkanie:( Źle numerowała spotkania. Stąd wczorajsze spotkanie nie zawierało opinii Pani psycholog dotyczącej terapii. Lepiej być nie mogło (ironia). 

 

Uzupełnienie. Odbyłem 11 z 12 spotkań. Na jedno się nie stawiłem. Pomyliłem dni. Moja wina. Nie mam pretensji. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, johnn napisał:

To pocieszające:) Czy mogę ci jakoś pomóc?

Johnn ja próbuję to sobie jakoś po swojemu wytłumaczyć. Odniosę się do tego co piszesz, bo pewne rzeczy mnie tutaj uderzają i może ci się przydadzą, (jak nie, napisz) ale daj mi trochę czasu, muszę przemyśleć, dobrze?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, doi napisał:

Johnn ja próbuję to sobie jakoś po swojemu wytłumaczyć. Odniosę się do tego co piszesz, bo pewne rzeczy mnie tutaj uderzają i może ci się przydadzą, (jak nie, napisz) ale daj mi trochę czasu, muszę przemyśleć, dobrze?

Nie ma sprawy:) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@johnn

Kilka pytań mi się nasunęło:

często dziękujesz użytkownikom za uczestnictwo. Tak robisz bo jesteś wdzięczny czy dlatego że wiesz że tak trzeba między ludźmi?

jak piszesz, że ktoś cię odrzucił, nie zgodził się na coś (np terapeuta) to co naprawdę się dzieje, co ta osoba mówi?

użyłeś tutaj porównania "jak dupa wołowa". To twój język czy to ktoś w twoim otoczeniu mówi?

Czy to "czucie się jak dupa wołowa" oznacza że widzisz wiele równoważnych opcji logicznych ale nie wiesz którą wybrać? Czy inne uczucie? Jeśli tak- jakie?

Z czym ci się kojarzy ambiwalencja?

Dobrze rozumiem, że wychowywałeś się bez ojca i nadal funkcjonujesz w domu z mamą?

Jakie terapie przechodziłeś? W jakim nurcie?

Jak sobie wyobrażasz relację z przyjacielem, z kobietą? Miałeś kiedyś satysfakcjonujące cię relacje?

 

Jak na coś nie będziesz chciał odpowiedzieć, to nie rób tego a już szczególnie bo "trzeba". Dla mnie to ok. Jeśli chcesz możesz na priv.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, doi napisał:

często dziękujesz użytkownikom za uczestnictwo. Tak robisz bo jesteś wdzięczny czy dlatego że wiesz że tak trzeba między ludźmi?

Robię to bo jestem wdzięczny za pomoc (kilka osób mówiło, że trudno się ze mną rozmawia), tak należy oraz to odpowiada wzorcowi zachowania, który akceptuje (podobnie, gdy witam się  i żegnam). Wydaje mi się to także miłe.

Rok temu, a może później, zauważyłem, że niekiedy sprzedawca życzył mi miłego dnia. Spodobało mi się i sam zacząłem stosować ten zwrot:)

7 godzin temu, doi napisał:

jak piszesz, że ktoś cię odrzucił, nie zgodził się na coś (np terapeuta) to co naprawdę się dzieje, co ta osoba mówi?

Nie wiem jak rozumieć twoje pytanie. Proszę przeformułuj je.

Gdy opisuje odrzucenie lub brak zgody, to staram się robić to dokładnie.  Posługuje się fragmentami dokumentacji oraz moją pamięcią.

Bywa różnie. Niekiedy odpowiedź negatywna jest formułowana wprost. Czasami spotykam się z brakiem  (jakiekolwiek) odpowiedzi mimo, że ponawiam moje pytania. Wtedy wnoszę, że brak odpowiedzi oznacza odpowiedź negatywną. Czy mam podać przykłady?

7 godzin temu, doi napisał:

użyłeś tutaj porównania "jak dupa wołowa". To twój język czy to ktoś w twoim otoczeniu mówi?

Mama kilka razy użyła tego określenia w ciągu kilku ostatnich lat. 

7 godzin temu, doi napisał:

Czy to "czucie się jak dupa wołowa" oznacza że widzisz wiele równoważnych opcji logicznych ale nie wiesz którą wybrać? Czy inne uczucie? Jeśli tak- jakie?

Nie wiem jak się zachować choć czuje, że powinienem podjąć jakieś działanie. Zwykle zachowuje bierność.

7 godzin temu, doi napisał:

Z czym ci się kojarzy ambiwalencja?

W moim umyśle  jawi się jedno słowo: Niezdecydowanie. Nie znam tego słowa.  Sprawdziłem znaczenie tego słowa w wiki.

7 godzin temu, doi napisał:

Dobrze rozumiem, że wychowywałeś się bez ojca i nadal funkcjonujesz w domu z mamą?

Ojciec mieszkał z nami. Odszedł, gdy miałem 17 lat (2 klasa liceum).  Swoje obowiązki wychowawcze sprawował nieudolnie.  Mama wspominała, że musiała go prosić lub grozić, aby spędził czas wspólnie z dziećmi.  Nieograniczenie wiele czasu spędzał u matki. 

Po odejściu ojciec nie utrzymywał z nami najmniejszego kontaktu. Nie płacił alimentów lub w niepełnych kwotach. Widywałem ojca w Sądzie, na ulicy i kilkukrotnie w mieszkaniu (gdy się u nas zatrzymywał bo nie miał gdzie iść). Przez wiele lat jako powód odejścia ojca podawałem brak zgody mamy, brata i mojej na szczeniaka sprowadzonego przez ojca.

Z postanowienia Sądu w sprawie rozwodowej rodziców przyczyna rozstania mamy i ojca okazała się zgoła odmienna.  

Zawsze mieszkałem z mamą i bratem.  

O braku więzi z ojcem pisałem we wpisie pt. "Czym zastąpić relację z ojcem?"

7 godzin temu, doi napisał:

Jakie terapie przechodziłeś? W jakim nurcie?

Odbyłem trzy terapię tj.

  • Pierwsza terapia trwała około pół roku. Była prowadzona przez ośrodek nadzorowany przez MOPS. Nie wiem w jakim nurcie pracowała Pani terapeutka (w dokumentacji określała mnie mianem klienta). Była to jedyna pomoc na jaką mogłem liczyć. Nie posiadałem ubezpieczenia. Terapia zakończyła się odmową (przeze mnie) spełnienia warunków kontynuacji terapii m.in. braku rozmowy o przeszłości. Więcej informacji można znaleźć we wpisie pt.  "Zastanawiająca opinia terapeuty",
  • Druga terapia miała miejsce w sąsiednim miejsce (każdorazowo dojeżdżałem na spotkanie pociągiem). Psycholog pracował w nurcie psychodynamicznym. Odbyłem 7 spotkań (co tydzień). Zrezygnowałem z tej terapii na rzecz spotkań z obecnym psychologiem.
  • Ostatnia terapia  była prowadzona w nucie skoncentrowanym na rozwiązaniu. Składała się z 12 spotkań (odbyło się 11 spotkań). Terapię ukończyłem.

Ponadto odbyłem wiele spotkań konsultacyjnych.

7 godzin temu, doi napisał:

Jak sobie wyobrażasz relację z przyjacielem, z kobietą?

Nie zastanawiam się na tym. 

Relację przyjacielskie powinno cechować oddanie, szczerość, prawdomówność i wzajemna chęć niesienie pomocy.

Relację z kobietą można zdefiniować jako szczególny przypadek relacji przyjacielskiej wzbogaconej o aspekt fizyczności (kontakty seksualne) oraz chęć założenia rodziny.

7 godzin temu, doi napisał:

Miałeś kiedyś satysfakcjonujące cię relacje?

Nie wiem co oznacza sformułowanie: satysfakcjonujące relacje. Wobec wszystkich staram się nakładać te same warunki  w tym prawdomówność lub szczerość. 

Bardziej skupiam się na obserwacji i zbieraniu informacji niż na ich ocenie (przeze mnie) i stawianiu wymagań.

 

Starałem się jak najdokładniej odpowiedzieć na twoje pytania. Jeżeli moje odpowiedzi okazały się niewystarczające chętnie je uzupełnię:)     

 

Miłego dnia:) 

Edytowane przez johnn

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@johnn

Napiszę ci jak to rozumiem. Może błędnie rozumiem, nie jestem specjalistką, ale może coś z tego weźmiesz. Jakoś zafrapowała mnie twoja opowieść. Dzięki za linki do innych wątków. Będzie chaotycznie trochę, bo dużo tego. Jak coś niejasne postaram się wyjaśnić.

 

Ojciec w rodzinie -na głębszym, systemowym, nieświadomym poziomie-potrzebny jest do dwóch rzeczy: do powiązania słów z rzeczami i nadanie temu powiązaniu stałości oraz do odseparowania dziecka od matki. Matka odzwierciedla dziecko -przyjmuje i konteneruje jego stany emocjonalne, przyjmuje jego Ja bez wielkich wykoślawień. Ojciec nadaje Prawo które brzmi: nie możesz mieć mojej kobiety (separuje dziecko od matki) ale możesz mieć inne (ustawia do świata, daje zezwolenie na branie ze świata). U ciebie nic takiego nie nastąpiło, nie łączysz więc słów z rzeczami, zostałeś pochłonięty przez matkę i nie wyszedłeś do "swojego", do świata (brak relacji). W rodzinie wszystko u ciebie stało na głowie- matka była dzieckiem, ojca nie było na tyle silnego żeby ustanowił prawo "wyjścia do świata", brat był twoim dzieckiem a ty dorosłym ojcem i głową rodziny załatwiającym za matkę jej własne sprawy. Do tego dochodzi bieda, poniżenie w systemie społecznym, które byś zaakceptował pewnie gdybyś nie miał przekonania, ze taki los- jako osobie bardzo logicznej i inteligentniej- ci się nie należy (trochę w tobie narcyzmu, zarozumiałości, tak?).

 

Z tego wynika reszta np: to, że nie rozumiesz tego co się dzieje w tobie i na zewnątrz (tj może łapiesz ale nie masz jak tego nazwać, przytwierdzić, wszystko jest zmienne), stąd lęk i podejrzliwość, rozkminianie na logiczne kawałki, trzymanie się procedur z lęku, że świat się rozwali. Jesteś współuzależniony, zależny od systemu rodzinnego i ten system podtrzymujesz, nadodpowiedzialnie (twoja matka jest dorosła, nie może brać twoich pieniędzy, twoje pieniądze są twoje). Nie odczuwasz "stałego środka", stałego Ja- nie możesz więc podejmować decyzji, bo te- przy równoważnych opcjach podejmuje się emocjami a ty masz je poblokowane, jeśli dobrze rozumiem. Metafory zabierasz od innych (np. "dupa wołowa" od twojej mamy). Sorry, twoje oczekiwanie że "podejmowanie decyzji" się załatwi w ciągu 12 spotkań to mrzonki.

 

Zrobiono ci ogromną krzywdę w rodzinie, bardzo ci współczuję. Nikt nie dał ci jak byłeś dzieckiem przyzwolenia na bycie nielogicznym, ambiwalentnym, niespójnym, ba! nikt ci nawet nie pozwolił na bycie dzieckiem i stąd jesteś nim do teraz (wybacz, ale tak jest). Tak jak jesteś zależny od domu, zlany z matką, tak samo jesteś zależny od terapeutów ( w sensie- jestem posłuszny, zróbcie mi coś). Ale w każdym jest pełne koło barw- w procesie wychowania niektóre barwy się chowają ale to nie znaczy że ich w środku, na poziomie nieświadomym, za murem nie ma. Czyli zakładam- u ciebie są za murem.

 

Co do ludzkich relacji. Jasne , ze nacisk ci idzie na stałość i jawności/logikę, bo twoi bliscy zawiedli cię wielokrotnie. Pewnie nie odnajdujesz się w tym, że ludzie nie wiedzą co mówią (racjonalizują, gadają głupoty, bo są ludźmi, omijają rzeczy, nie rozumieją) i mają większą odporność na ambiwalencję (bo w środku każdego są różne tendencje), czego znowu ty nie możesz znieść z lęku że świat jest płynny i że ciebie (stałe Ja, które nazywa) w zasadzie nie ma. Stąd twoje stałe wrażenie niezrozumienia, złość innych ("trudno się z tobą rozmawia" jak ci mówią, bo ich wypowiedź postrzegasz przez pryzmat logiki matematycznej, a nie o to im chodzi i w ten sposób obnażasz ich nielogikę, a oni chcą uchodzić za logicznych i rozsądnych) i twoja złość na innych (bo są dziwni, bo przerzucasz na innych swoje poczucie krzywdy). Niestety, zła wiadomość - ludzie są ludźmi, działa przez niech nieświadome, popełniają błędy i mają to gdzieś- inaczej nie będzie i to ty musisz się dostosować. Język nie jest precyzyjny, jest w zasadzie systemem znaków i metafor, każdy nadaje słowom swój odcień.

 

W związku z tym wymaganie od systemu pomocy terapeutycznej ( która opiera się na nieprecyzyjnym gadaniu w sumie) żeby był jakoś celowy czy etapowy, logiczny to bzdura. Takiego czegoś nie ma. Nie jesteś statystyką, każda psyche pracuje inaczej, każdy ma swoje trudności w konstelacji innej niż inni. Praca nieświadomego jest logiczna (jak już się rozumie), ale płynna, w terapii również. Nie da się tutaj niczego zaplanować w punktach ani dawać obietnic. Co nie znaczy, że ktoś cię jakoś złośliwie oszukuje, raczej -zauważ- stara się podtrzymać nadzieję i ci pomóc. Nikt ci nie powie, że terapia ci nie pomoże bo to niemożliwe i nieprawdziwe. Nie wiadomo, więc próbują na różne sposoby.

 

Co do etykiet psychologicznych. Są w pewien sposób umowne. Są różne zjawiska, które -w zależności od wielu czynników (kultury, potrzeb ubezpieczyciela etc) grupowane są w różne zbiory i podtrzymywane przez autorytet ( np. APA). To że dostajesz różne diagnozy od różnych speców nie oznacza że wszyscy są idiotami, ale że kładą nacisk na różne aspekty, różne elementy zbioru, czasem to lęk czasem to anhedonia etc.

 

Uderzyło mnie też, że piszesz w sumie wiele o empatii (terapeutka cie słuchała, sprzedawca życzy miłego dnia), ale zastanawiam się czy ty się w ogóle złościsz? W sensie- złościsz wprost? Tj czy wyraziłeś np swoje niezadowolenie z terapii wprost? Pozwalasz sobie na podniesienie tonu głosu? Na krzyk, na dobitne słowa? Bo na razie mam wrażenie, że  musisz dać sobie przyzwolenie (jakiś regulamin, logikę) żeby napisać skargę (kolejną?).  Jako że nie masz "środka decyzyjnego" opierasz się na logice, co wydaje się - po ludzku- nieadekwatne, bo na ogół ludzie złoszczą się bo tak czują a nie dlatego że mają rację ( jak gadają że mają rację to racjonalizują swoje nieświadome odruchy złości).

 

Czy masz sny?  Umiesz bawić się w skojarzenia?


Czy odczuwasz  jakieś inne dominujące uczucie? Czy wiesz co czujesz?  Czasem jest tak, że uczucia są poblokowane (nie można było ich wyrażać w domu) więc ich  energia zamienia się na jakieś zaakceptowane uczucie (np złość, która maskuje bezradność). Lub somatyzuje, zamienia w ból fizyczny. Lub też wszystkie uczucia zostają zamrożone, żeby nie bolało a wściekłość się nie ulała.

 

Potrzebujesz długiej relacji z kimś kto zagra rolę ojca. Pomoże powiązać ci słowa ze stanami i emocjami, z rzeczami, co zwiększy tolerancję na "fruwanie słów" co sprawi że lepiej zrozumiesz ludzi. Stworzy na nowo twoją historię, twój mit-po co tutaj jesteś (wracasz do przeszłości właśnie po to by ten mit- stały punkt odniesienia- sobie stworzyć, terapeutka która zabroniła ci mówić o przeszłości nie zrozumiała po co to robisz). Kogoś, kto odwiąże cię od matki i brata jak powinien był to zrobić ojciec. Kto przyjmie na siebie twoja wściekłość i żal, jak je już dopuścisz do głosu, łącznie z acting out ale nie dopuści do ataku psychotycznego, rozpłynięcia. Nie opuści. Pozwoli ci dorosnąć i przejść całą separację. Życzę ci tego, choć taka terapia byłaby dla ciebie męką i kolejnym logicznym pasmem niezadowolenia. 🙂


Czyli potrzebny jest ci mądry specjalista (od terapii z takim osobami jak ty, bo nie każdy terapeuta jest od wszystkiego) i terapia długoterminowa. Pomyślałam, że teraz te krótkie kawałki mogą przypominać ci na poziomie nieświadomym porzucenie przez ojca- raz przychodził ojciec, potem go nie było, nie było kontaktu, ktoś tam przychodził i odchodził (tak mniej więcej opisujesz swoje życie rodzinne). Nie wiążesz się, bo zaraz kogoś może nie być. Co nie znaczy że masz jakoś zrezygnować z terapii grupowej i innych jakie ci zaproponowano. Są też długoterminowe terapie DDA, gdybyś coś miał z alkoholem wspólnego w rodzinie. No, i gabinety prywatne.

 

Łeb masz nie od parady (za co stypendia? za matmę?), byłbyś świetnym programistą. Programiści pracują sami, nie w grupie,  i zarabiają wystarczająco, by mieć własny kąt, utrzymać się i opłacić terapię. Jeśli jednak introwertykiem będąc oczekujesz że po 12 spotkaniach terapeutycznych zostaniesz popularnym roześmianym ekstrawertykiem rozrywanym przez panienki to się bardzo mylisz. Terapia ma rozszerzać (wewnątrz), poobalać trochę wewnętrzne mury, ale oś osobowości pozostaje u każdego ta sama. I nie ma w tym nic strasznego jeśli będziesz wycofanym nieco introwertykiem z dziwactwami- pod warunkiem że ty tak będziesz chciał i będziesz w stanie nawiązać- ku swojej satysfakcji- relację ze sobą. Tutaj piszesz ( i konsekwentnie na różne terapie chodzisz) więc myślę, że jest jakiś kawałek w tobie, który już spoza muru jaki zafundowała ci matka z ojcem chciałby wyjść.

Sorry za ten elaborat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, johnn napisał:

Nie wiem jak rozumieć twoje pytanie. Proszę przeformułuj je.

Gdy opisuje odrzucenie lub brak zgody, to staram się robić to dokładnie.  Posługuje się fragmentami dokumentacji oraz moją pamięcią.

Bywa różnie. Niekiedy odpowiedź negatywna jest formułowana wprost. Czasami spotykam się z brakiem  (jakiekolwiek) odpowiedzi mimo, że ponawiam moje pytania. Wtedy wnoszę, że brak odpowiedzi oznacza odpowiedź negatywną.

Chodzi mi o to, że tak naprawdę interpretujemy sobie świat na poziomie nieświadomym. Ty odbierasz coś jako odrzucenie ale może to być - w innych oczach- wahanie, bezradność, niepokój, niepewność etc. Stąd moje pytanie o słowa jakie padły w sytuacjach w których ty odbierasz je jako odrzucenie. Np brak odpowiedzi może oznaczać po prostu niewiedzę, "zawieszkę", jakiś wewnętrzny problem, roztargnienie etc.

 

18 godzin temu, johnn napisał:

W moim umyśle  jawi się jedno słowo: Niezdecydowanie. Nie znam tego słowa.  Sprawdziłem znaczenie tego słowa w wiki.

OK, chodzi mi o to, że jeden bodziec daje różne, czasem przeciwstawne reakcje i emocje. Coś w stylu kocham/nie kocham, chce/ nie chcę. Próbujesz jesli dobrze rozumiem ten stan ambiwalencji ()czytasz jako niezdecydowanie) rozstrzygnąć matematycznie. Ambiwalencje ma każdy w sobie, rozwiązuje ją za pomocą wyparcia, zaprzeczenia etc etc lub wiesza się na autorytecie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 6.12.2019 o 13:37, doi napisał:

Napiszę ci jak to rozumiem. Może błędnie rozumiem, nie jestem specjalistką, ale może coś z tego weźmiesz. Jakoś zafrapowała mnie twoja opowieść. Dzięki za linki do innych wątków.

Dziękuje za tak obszerną odpowiedź i poświęcony mi czas:)

W dniu 6.12.2019 o 13:37, doi napisał:

Do tego dochodzi bieda, poniżenie w systemie społecznym, które byś zaakceptował pewnie gdybyś nie miał przekonania, ze taki los- jako osobie bardzo logicznej i inteligentniej- ci się nie należy (trochę w tobie narcyzmu, zarozumiałości, tak?).

Akceptowałem moja sytuację bo była znośna (dla mnie) mimo mojego niezadowolenia. 

Nie wiem, ile jest we mnie narcyzmu i zarozumiałości. W szkole podstawowej zbierałem kartony (na skup). Po odejściu ojca w okresie szkolnym (szkoła średnia i studia) chodziłem na śmietniki, aby utrzymać rodzinę. Na tym poprzestanę.

W dniu 6.12.2019 o 13:37, doi napisał:

Sorry, twoje oczekiwanie że "podejmowanie decyzji" się załatwi w ciągu 12 spotkań to mrzonki.

Wybrałem ten cel na podstawie wagi problemu. Nie oceniałem ile czasu potrzeba do jego rozwiązania. Braki mi przesłanek, aby to ocenić. Psycholog nie miał uwag do mojego wyboru celu w tym szansa realizacji celu w podanym czasie. Czy to nie jest rola psychologa? Odpowiedzialność spada na mnie. Zasłużenie? 

Musiałem samodzielnie określić cel terapii. Warunek ten został mi narzucony przez psychologa.  Psycholog określił liczbę spotkań oraz zaproponował terminy spotkań. 

W dniu 6.12.2019 o 13:37, doi napisał:

Nikt nie dał ci jak byłeś dzieckiem przyzwolenia na bycie nielogicznym, ambiwalentnym, niespójnym, ba! nikt ci nawet nie pozwolił na bycie dzieckiem i stąd jesteś nim do teraz (wybacz, ale tak jest).

Co masz na myśli, że nadal jestem dzieckiem?

Mimo to wymaga się ode mnie przymiotów przynależnych osobom dorosłym. Wymaga się ode mnie podejmowania decyzji. Moje tłumaczenia na nic się zdają. Zwykle słyszę, że inni też popełniają błędy oraz nie zawsze ludzie wiedząc jaką podjąć decyzję. Jak ma to mi pomóc?

W dniu 6.12.2019 o 13:37, doi napisał:

Tak jak jesteś zależny od domu, zlany z matką, tak samo jesteś zależny od terapeutów ( w sensie- jestem posłuszny, zróbcie mi coś).

Jaką postawę mam przyjąć wobec specjalistów? 

Nie jestem posłuszny. Często zarzuca mi się kwestionowanie zdania specjalisty. 

Zadaje konkretne pytania lub oczekuje opisania mojej obecnej sytuacji. Zawsze spotykam się z odmową.

W dniu 6.12.2019 o 13:37, doi napisał:

Co do ludzkich relacji. Jasne , ze nacisk ci idzie na stałość i jawności/logikę, bo twoi bliscy zawiedli cię wielokrotnie. Pewnie nie odnajdujesz się w tym, że ludzie nie wiedzą co mówią (racjonalizują, gadają głupoty, bo są ludźmi, omijają rzeczy, nie rozumieją) i mają większą odporność na ambiwalencję (bo w środku każdego są różne tendencje), czego znowu ty nie możesz znieść z lęku że świat jest płynny i że ciebie (stałe Ja, które nazywa) w zasadzie nie ma. Stąd twoje stałe wrażenie niezrozumienia, złość innych ("trudno się z tobą rozmawia" jak ci mówią, bo ich wypowiedź postrzegasz przez pryzmat logiki matematycznej, a nie o to im chodzi i w ten sposób obnażasz ich nielogikę, a oni chcą uchodzić za logicznych i rozsądnych) i twoja złość na innych (bo są dziwni, bo przerzucasz na innych swoje poczucie krzywdy). 

Kiedy wspomniałem Pani psycholog, że trudności w podejmowaniu przeze mnie są wywołane przez brak doświadczenia (brak wewnętrznego JA), to Pani psycholog powiedziała, że inni ludzie też mają problemy w podejmowaniu decyzji. Mi to nie pomogło. Czuje się bezradny. 

Nie przerzucam na innych poczucia krzywdy.

W dniu 6.12.2019 o 13:37, doi napisał:

Niestety, zła wiadomość - ludzie są ludźmi, działa przez niech nieświadome, popełniają błędy i mają to gdzieś- inaczej nie będzie i to ty musisz się dostosować. Język nie jest precyzyjny, jest w zasadzie systemem znaków i metafor, każdy nadaje słowom swój odcień.

Wiem ale to nie oznacza, że obowiązuje dowolność. 

W dniu 6.12.2019 o 13:37, doi napisał:

W związku z tym wymaganie od systemu pomocy terapeutycznej ( która opiera się na nieprecyzyjnym gadaniu w sumie) żeby był jakoś celowy czy etapowy, logiczny to bzdura. Takiego czegoś nie ma. 

Skąd mam to powiedzieć? Nikt nie stara mi się pomóc zrozumieć. Wymaga się ode mnie rozumienia luźnego przekazu, z którym mam problem.  

W dniu 6.12.2019 o 13:37, doi napisał:

Co nie znaczy, że ktoś cię jakoś złośliwie oszukuje, raczej -zauważ- stara się podtrzymać nadzieję i ci pomóc. Nikt ci nie powie, że terapia ci nie pomoże bo to niemożliwe i nieprawdziwe. Nie wiadomo, więc próbują na różne sposoby.

Mam odmienne zdanie. Skoro psycholog podejmuje się terapii, która nie ma szans powodzenia to nie świadczy to o pani psycholog dobrze.    

Przypominam ci,  że określiłaś terapię na NFZ oszustwem. Kto to jest oszustem?

W dniu 6.12.2019 o 13:37, doi napisał:

Uderzyło mnie też, że piszesz w sumie wiele o empatii (terapeutka cie słuchała, sprzedawca życzy miłego dnia), ale zastanawiam się czy ty się w ogóle złościsz? W sensie- złościsz wprost? 

Rzadko. Zwykle złość wywołuje we mnie konieczność stawienia czoła moim trudnościom (np. opóźnienia w pisaniu pracy magisterskiej lub spotkanie z kolegami ze szkoły) lub negatywne myśli (np. jestem nieudacznikiem).

W dniu 6.12.2019 o 13:37, doi napisał:

Tj czy wyraziłeś np swoje niezadowolenie z terapii wprost? Pozwalasz sobie na podniesienie tonu głosu? Na krzyk, na dobitne słowa? 

Unikam wyrażenia bardzo negatywnych uwag. Obawiam się  odmowy udzielenia dalszej pomocy. Podczas spotkań nie krzyczę i nie używam wulgarnych słów.

Na spotkaniach wprost wyraziłem moje niezadowolenie z przebiegu terapii. Starałem się uważnie dobierać słowa.

W dniu 6.12.2019 o 13:37, doi napisał:

Bo na razie mam wrażenie, że  musisz dać sobie przyzwolenie (jakiś regulamin, logikę) żeby napisać skargę (kolejną?). 

Muszę zebrać dokumenty (przekonywujące dowody) aby skierować skargę. Moje uczucia nie są wystarczające. 

Nie napisałem jak dotąd żadnej skargi.

W dniu 6.12.2019 o 13:37, doi napisał:

Czy masz sny?  Umiesz bawić się w skojarzenia?

Bardzo rzadko miewam sny. 

Wiem na czym polega ta zabawa. Ale nie za bardzo ją lubię. Chyba słabo mi to wychodzi. Mam trudności jakie słowo wybrać jako skojarzenie:(

W dniu 6.12.2019 o 13:37, doi napisał:

Czy odczuwasz  jakieś inne dominujące uczucie? Czy wiesz co czujesz?  Czasem jest tak, że uczucia są poblokowane (nie można było ich wyrażać w domu) więc ich  energia zamienia się na jakieś zaakceptowane uczucie (np złość, która maskuje bezradność). Lub somatyzuje, zamienia w ból fizyczny. Lub też wszystkie uczucia zostają zamrożone, żeby nie bolało a wściekłość się nie ulała.

Na pytania specjalistów dotyczące mojego samopoczucia trudno mi odpowiedzieć. Zwykle odpowiadam "średnio" albo "tak jak zwykle". To jest uczucie, które przeważa. Nie wiem jak je opisać słowami. 

W dniu 6.12.2019 o 13:37, doi napisał:

Potrzebujesz długiej relacji z kimś kto zagra rolę ojca. Pomoże powiązać ci słowa ze stanami i emocjami, z rzeczami, co zwiększy tolerancję na "fruwanie słów" co sprawi że lepiej zrozumiesz ludzi. Stworzy na nowo twoją historię, twój mit-po co tutaj jesteś (wracasz do przeszłości właśnie po to by ten mit- stały punkt odniesienia- sobie stworzyć, terapeutka która zabroniła ci mówić o przeszłości nie zrozumiała po co to robisz). Kogoś, kto odwiąże cię od matki i brata jak powinien był to zrobić ojciec. Kto przyjmie na siebie twoja wściekłość i żal, jak je już dopuścisz do głosu, łącznie z acting out ale nie dopuści do ataku psychotycznego, rozpłynięcia. Nie opuści. Pozwoli ci dorosnąć i przejść całą separację. Życzę ci tego, choć taka terapia byłaby dla ciebie męką i kolejnym logicznym pasmem niezadowolenia.

Zwracałem specjalistom na to uwagę określając to mianem czegoś na kształt ponownego wychowania. Niestety  moja propozycja była odrzucana lub proponowano mi skupienie się na teraźniejszości.

Niestety nie ma nikogo takiego. W przeszłości ciotka proponowała mi księdza. Obecnie specjaliści proponują męskich znajomych (nie mam takich).  Czuję, że bez tego moje pełne wyzdrowienie nigdy się nie dopełni. Brak ojca stanowi jedną z przyczyn trudności w podejmowaniu decyzji. Mimo, to nikt na to nie zważa. Znów czuję się pozostawiony sam sobie.  

W dniu 6.12.2019 o 13:37, doi napisał:

Pomyślałam, że teraz te krótkie kawałki mogą przypominać ci na poziomie nieświadomym porzucenie przez ojca- raz przychodził ojciec, potem go nie było, nie było kontaktu, ktoś tam przychodził i odchodził (tak mniej więcej opisujesz swoje życie rodzinne). Nie wiążesz się, bo zaraz kogoś może nie być. Co nie znaczy że masz jakoś zrezygnować z terapii grupowej i innych jakie ci zaproponowano. Są też długoterminowe terapie DDA, gdybyś coś miał z alkoholem wspólnego w rodzinie. No, i gabinety prywatne.

To jest jeden z powodów moich trudności w utrzymaniu zaufania do pani psycholog. Za brak zaufania odpowiedzialność spada na mnie:(

To mi odmawiano pomocy. Nie zgodziłem się tylko na pobyt na oddziale dziennym.

Nie mam i nie miałem problemów z nadużywaniem alkoholu.

W dniu 6.12.2019 o 13:37, doi napisał:

Łeb masz nie od parady (za co stypendia? za matmę?), byłbyś świetnym programistą. Programiści pracują sami, nie w grupie,  i zarabiają wystarczająco, by mieć własny kąt, utrzymać się i opłacić terapię.

Stypendium i inne wyróżnienia otrzymywałem za osiągnięcia szkolne i sportowe. Byłem dobry z matematyki.

Próbowałem nauczyć się programować. Ale wszystkie moje próby były nieudane (moim zdaniem).  Dobrze radzę sobie z zasadami. W szkole zakres materiału był narzucony (i określony przez podręcznik). Nie musiałem podejmować wiele decyzji. W przypadku samodzielnej nauki programowania (np. gier mobilnych) uczniowi pozostawia się wiele swobody. Ja się w tym zatracam/gubię. Próbowałem stosować priorytety, narzucać sobie ograniczenia i pilnować się. Bez skutku. Moim zdaniem przyczyną tego jest brak wychowania. W szkole samodzielnie przygotowywałem się do konkursów i zawodów. Dziś na nic się to zdaje. Brak mi sił na kolejne lata samodzielnej pracy i podejmowania decyzji bez pomocy, wsparcia rodziców lub nauczycieli. Im starszy tym  więcej decyzji do podjęcia a moje stare metody stają się nie wystarczające.  Przez lata brałem na siebie ciężar wychowana siebie przez rodziców a teraz to nie ma końca. Nie wiem czy dobrze to opisałem.  

Wszystkie osiągnięcia zawdzięczam sobie (wyłączam z tego co mniejszą pomoc ze strony rodziców). Również na to zwracałem na uwagę specjalistom. Bez odpowiedzi.

W dniu 6.12.2019 o 13:37, doi napisał:

Sorry za ten elaborat.

Mnie ucieszyła tak obszerna odpowiedz:)

W dniu 6.12.2019 o 13:45, doi napisał:

Chodzi mi o to, że tak naprawdę interpretujemy sobie świat na poziomie nieświadomym. Ty odbierasz coś jako odrzucenie ale może to być - w innych oczach- wahanie, bezradność, niepokój, niepewność etc. Stąd moje pytanie o słowa jakie padły w sytuacjach w których ty odbierasz je jako odrzucenie. Np brak odpowiedzi może oznaczać po prostu niewiedzę, "zawieszkę", jakiś wewnętrzny problem, roztargnienie etc.

Rozumiem. Wymienię kilka

  • Psycholog wprost odmówił mi pomocy. Pani psycholog stwierdziła, że nie ma kompetencji,
  • Psycholog z Ośrodka Kryzysowego wprost odmówił mi pomocy. Uzasadniła to niewielką liczbą specjalistów oraz większą potrzebą pomocy osobom, które są ofiarami przemocy,
  •  Psycholog wprost postawił mi ultimatum. Jeden z warunków zakazywał rozmów o przeszłości. Nie zgodziłem się,
  • Dwom psychologom podałem przyczynę nie podejmowania pracy tj. brak pewności siebie, niska samoocena oraz trudności w kontaktach z ludźmi. Narzekałem specjalistom na brak odpowiedzi ze strony poprzedniego specjalisty na moje słowa. Nowi specjaliści zachowali się tak samo:(,
  • Psychiatra na pytanie co mi dolega odpowiedział, że sam wiem najlepiej.  Zinterpretował to jak niechęć do odpowiedzi na to pytanie,
  • Podzieliłem się z panią psycholog z negatywnymi uwagami o pracy z poprzednim specjalistą w tym informacją o braku ustalenia przebiegu spotkania oraz braku kontynuowania ustaleń z poprzednich spotkań. Nowa pani psycholog to powtórzyła:(
Edytowane przez johnn

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uzupełnieni poprzedniej wiadomości.

W dniu 6.12.2019 o 13:37, doi napisał:

Potrzebujesz długiej relacji z kimś kto zagra rolę ojca. Pomoże powiązać ci słowa ze stanami i emocjami, z rzeczami, co zwiększy tolerancję na "fruwanie słów" co sprawi że lepiej zrozumiesz ludzi. Stworzy na nowo twoją historię, twój mit-po co tutaj jesteś (wracasz do przeszłości właśnie po to by ten mit- stały punkt odniesienia- sobie stworzyć, terapeutka która zabroniła ci mówić o przeszłości nie zrozumiała po co to robisz). Kogoś, kto odwiąże cię od matki i brata jak powinien był to zrobić ojciec. Kto przyjmie na siebie twoja wściekłość i żal, jak je już dopuścisz do głosu, łącznie z acting out ale nie dopuści do ataku psychotycznego, rozpłynięcia. Nie opuści. Pozwoli ci dorosnąć i przejść całą separację.

Żywię nikłe nadzieje na znalezienie kogoś takiego:(:(:( Dotychczas wszyscy specjaliści odmawiali, kiedy formułowałem prośby o "zastępstwo". 

Gdy wracam do przeszłości, to są mi robione przykre uwagi w tym 

  • Przeszłości nie zmienisz,
  • Skup się na teraźniejszości,
  • Pogódź się z przeszłością.

Moja dalsza dyskusja interpretowana jest jako podważanie autorytetu specjalisty lub/i brak zaufania. Bez pisemnej listy moich trudności każdy będzie podchodził do moich słów z dowolnością. Niestety wszelkie moje zabiegi o sporządzenie  jakiekolwiek dokumentów o charakterze opinii/oceny spełzły na niczym. 

W dniu 6.12.2019 o 13:37, doi napisał:

Pomyślałam, że teraz te krótkie kawałki mogą przypominać ci na poziomie nieświadomym porzucenie przez ojca- raz przychodził ojciec, potem go nie było, nie było kontaktu, ktoś tam przychodził i odchodził (tak mniej więcej opisujesz swoje życie rodzinne). Nie wiążesz się, bo zaraz kogoś może nie być. Co nie znaczy że masz jakoś zrezygnować z terapii grupowej i innych jakie ci zaproponowano. 

Obecna pomoc przypomina mi zachowania z przeszłości. Kilka osób z rodziny wysłuchało mnie. Żałowało mnie i ubolewało nade mną ale nic nie zrobiło.  Wujek radził, żebym poszedł do pracy ale z powodu braku ojca i trudności z ludźmi nie podjąłem się tego. Wstydziłem się i obwiniałem. Brak było mi argumentów na swoją obronę. Zacząłem chodzić po śmietnikach aby pomóc rodzinie. Innej drogi nie umiałem znaleźć:( Zwracano mi uwagę na brudne ściany w mieszkaniu po odejściu ojca. Znów czułem się winy.  To samo zachowanie  dostrzegłem w słowach specjalistów. Proponują mi podjęcie pracy. A po niej padają argumenty-oskarżenia np. każdy musi na siebie pracować lub nie ma nic za darmo. Wywołują one we mnie poczucie obowiązku a jednocześnie winy. Czuję, że znów stawia się mi wymagania nie bacząc na moje problemy z przeszłości (brak wychowania i ojca, "fruwające" słowa). To jest bardzo trudne dla mnie. Ale nie z powodu przeciwności losu, niedogodności i kompromisów, które przyszło mi zaakceptować ale krzywdzącego zachowania specjalistów, którzy potępiają zachowanie moich krewnych a postępują tak samo!   

 

Nie wiem czy to istotne ale mój brat ma depresję a u mamy podejrzewam osobowość zależną.

 

Dziękuje @doi Jestem również wdzięczny innym uczestnikom dyskusji, których nie wymienię z imienia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 godzin temu, johnn napisał:

Co masz na myśli, że nadal jestem dzieckiem?

Mimo to wymaga się ode mnie przymiotów przynależnych osobom dorosłym. Wymaga się ode mnie podejmowania decyzji.

Mam na np. myśli to, że nadal jesteś zlany z matką, razem z nią mieszkasz, nie masz dochodów, nie usamodzielniłeś się, nie masz relacji, kontaktów seksualnych etc (jeśli dobrze rozumiem). Oczywiście, że się od ciebie wymaga, bo to twoje życie przecież. Nikt nie siedzi ci w głowie, nie wie. Stąd wymaga. Piszesz często "odpowiedzialność zrzucona na mnie". Nie wiem czy są to właściwe słowa- myślę, że raczej oczekuje się od ciebie współpracy w zakresie w którym nie jesteś w stanie jej podjąć. I stąd dzieje się to co cię irytuje- psychoterapia czegoś od ciebie wymaga,  ty nie wiesz czego, a jak już wiesz to wiesz że właśnie to jest problemem który masz do rozwiązania w terapii. Takie błędne koło.

13 godzin temu, johnn napisał:

Skoro psycholog podejmuje się terapii, która nie ma szans powodzenia to nie świadczy to o pani psycholog dobrze.    

Przypominam ci,  że określiłaś terapię na NFZ oszustwem. Kto to jest oszustem?

Nie, Johnn, użyłam słowa "samo-oszustwo". To nie znaczy że jest to oszustwo i że twój psycho jest świadomym oszustem.  Raczej to, że wszyscy chcą wierzyć w pewną narrację i wierzą że jest dobra.

Nie jest tak, że psycho podejmuje się terapii, której nie umie poprowadzić. Przecież jeśli tak jest, to psycho mówi, że nie ma wystarczających kompetencji (bo specjalizuje się np w innych tematach) - to się wydarzyło u ciebie. To nie jest tożsame z tym, że "terapia nie ma szans powodzenia". Każda ma. Ale nikt nie da gwarancji. To w pewien sposób droga w nieznane, ale inni ją przeszli, szlak jest wytyczony, więc można spróbować.

Co więcej, nadzieja jest dużą częścią terapii. Pacjent musi wierzyć, że to sie uda, lub wierzyć, że inni wierzą i że  innym się udało. Niektórzy nazywają terapię "samospełniająca się przepowiednią" stąd ten akcent na to, że warto próbować, że jest nadzieja.

Co do tego rzekomego "oszustwa" odpowiem inaczej. Psychoterapia ma wiele nurtów (opowieści co się dzieje w umyśle) i wiele założeń. Np zakłada się analogię między leczeniem umysłu a leczeniem żołądka. Czasem to działa, ale umysł jest jednak czymś innym niż  żołądek, prawda?. Zakłada się podejście medyczne: są leki, jest "terapia" czyli leczenie, jest lekarz, są cele, są oceny. To też działa (metaanalizy pokazują z jakim prawdopodobieństwem), ale przecież nie do końca. Inni znów zakładają, że jest klient, że on coś o sobie wie, że jest partnerstwo- co też nie jest sensowne w każdym przypadku, jak się przekonałeś. Nie jest tak, że ktoś oszukuje świadomie, raczej - cały nurt, czy cały system - mylą się w jednostkowym przypadku, czy robi złe założenia, czy błądzą. Ktoś wchodzi w ścieżkę myślenia w której się wyszkolił i tam już pozostaje, ale nie jest to żadne świadome oszustwo.

W twoim przypadku- zauważ, że jednak ciągle terapię dostajesz.

 

14 godzin temu, johnn napisał:

Dziś na nic się to zdaje. Brak mi sił na kolejne lata samodzielnej pracy i podejmowania decyzji bez pomocy, wsparcia rodziców lub nauczycieli. Im starszy tym  więcej decyzji do podjęcia a moje stare metody stają się nie wystarczające. 

 

I tak jest także z twoim rozwojem, mam wrażenie. Musisz założyć sobie, że terapia w twoim przypadku jest rewolucją, potężnym wyjściem poza twoja strefę komfortu. Bo tak jest. Twoje metody stały się niewystarczające, nieadekwatne, nie służą już. Jeśli wymagasz od psycho, żeby jakoś dostosowali się do ciebie, to oni tego nie zrobią. Pewnych rzeczy nie można zmienić, np języka który jest niejednoznaczny.

I jeszcze coś. Zmiany w psyche są zmianami nieświadomymi, nie podlegają woli. Nie ma podręcznika, nie ma jednej drogi.

14 godzin temu, johnn napisał:

Psychiatra na pytanie co mi dolega odpowiedział, że sam wiem najlepiej.  Zinterpretował to jak niechęć do odpowiedzi na to pytanie,

Tu jest ciekawy kawałek. Psychiatra po prostu chciał ci zasugerować, że powinieneś skontaktować się ze sobą, poszukać w sobie i że etykietki medyczne to tylko etykietki. To nie jest odrzucenie przecież.

 

Masz jakiś plan, jakiś pomysł, jakieś opcje?

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 minut temu, johnn napisał:

A po niej padają argumenty-oskarżenia np. każdy musi na siebie pracować lub nie ma nic za darmo. Wywołują one we mnie poczucie obowiązku a jednocześnie winy. Czuję, że znów stawia się mi wymagania nie bacząc na moje problemy z przeszłości (brak wychowania i ojca, "fruwające" słowa).

 Jeszcze jedno co mnie uderzyło- że w związku z tym, że świat ci się jakoś rozpada bardzo jesteś surowy dla siebie (takiego okropnego  wewnętrznego ojca z kartonu sobie wypracowałeś) a z drugiej strony im mniej robisz tym większa surowość, podłość dla siebie samego. Jeśli ktoś ci mówi, że trzeba pracować, to przecież ma rację. Jak chcesz zdobyć utrzymanie? Kraść, żyć z makulatury, napaść na bank, zostać prostytutką ? Pójście do pracy to dość łatwa droga na uniezależnienie się.

Oni- zauważ- grają tutaj rolę ojca właśnie. Mówią ci, że świat ma swoje wymagania, że -obrazowo mówiąc- matka nie karmi w nieskończoność. Chcą żebyś się uniezależnił od matki, miał swoje pieniądze. Na tym właśnie rola ojca polega (odseparowuje od matki i otwiera na świat). Oni to próbują robić.

Bierzesz ich słowa za oskarżenia, ale to nie są oskarżenia.

19 minut temu, johnn napisał:

Czuję, że znów stawia się mi wymagania nie bacząc na moje problemy z przeszłości (brak wychowania i ojca, "fruwające" słowa). To jest bardzo trudne dla mnie.

Jasne. Ale jak idziesz pomóc w magazynie czy gdziekolwiek indziej to nie masz wypisanego na czole tego że nie masz ojca (pełno ludzi nie ma). Nie musisz też pracować codziennie. Idziesz dorywczo na dzień, dwa. Potem odpoczywasz, wyciszasz się. Opcji jest pełno. Ludzi nie interesuje twoja przeszłość.

Mam też wrażenie, że "stawia wymagania" też nie jest właściwym obrazem. Po prostu mówi, że wydaje mu się że dobrze byłoby dla ciebie gdybyś coś zrobił. Tylko tyle.

Nikt nie jest w twojej głowie. Ja też co piszę o tobie to wyobrażanie, moje przybliżenia. Nie wiem jak jest.

25 minut temu, johnn napisał:

Ale nie z powodu przeciwności losu, niedogodności i kompromisów, które przyszło mi zaakceptować ale krzywdzącego zachowania specjalistów, którzy potępiają zachowanie moich krewnych a postępują tak samo!   

 

Nie wiem czy to istotne ale mój brat ma depresję a u mamy podejrzewam osobowość zależną.

Dla ciebie nieistotne. Istotne jest dla ciebie twoje własne życie. Jak chcesz komuś pomóc skoro sam nie umiesz teraz zadbać o siebie?

Specjaliści nie potępiają. Jak potępili? Co się właściwie stało?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
28 minut temu, johnn napisał:

Żywię nikłe nadzieje na znalezienie kogoś takiego:(:(:( Dotychczas wszyscy specjaliści odmawiali, kiedy formułowałem prośby o "zastępstwo". 

Gdy wracam do przeszłości, to są mi robione przykre uwagi w tym 

  • Przeszłości nie zmienisz,
  • Skup się na teraźniejszości,
  • Pogódź się z przeszłością.

Tak, są nurty w terapii które odrzucają grzebanie w przeszłości.

Czasem to dobrze czasem niedobrze, zależy.

Są też nurty, które to robią (np analityczna, psychodynamiczna), gdzie zakłada się że nieświadomość klienta przepracowuje różne treści i one się pojawiają w terapii. Nawet jeśli są jakoś bezcelowe czy nieadekwatne to są relewantne.

Jeśli liczysz na to że jakiś terapeuta zastąpi ci mamę, która dba o wszystko, to też się mylisz. Terapeuci nie dają rad, nie proponują pracy, de facto nie są rodzicami, po sesji nie zajmują się tobą etc.

Masz szansę na terapię długoterminową psychodynamiczną? Jest przecież na NFZ taka. Gdybyś zarabiał mógłbyś sobie na coś takiego pozwolić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 9.12.2019 o 11:06, doi napisał:

Piszesz często "odpowiedzialność zrzucona na mnie". Nie wiem czy są to właściwe słowa- myślę, że raczej oczekuje się od ciebie współpracy w zakresie w którym nie jesteś w stanie jej podjąć.

Kto powinien to zauważyć i jak się zachować?

W dwóch terapiach w około połowie ich trwania trwania zwracałem uwagę, że  rozmowa ze specjalistą mi nie pomaga. Brak odpowiedzi.

Zapytam o to psychologa.

W dniu 9.12.2019 o 11:06, doi napisał:

Nie wiem czy są to właściwe słowa- myślę, że raczej oczekuje się od ciebie współpracy w zakresie w którym nie jesteś w stanie jej podjąć. I stąd dzieje się to co cię irytuje- psychoterapia czegoś od ciebie wymaga,  ty nie wiesz czego, a jak już wiesz to wiesz że właśnie to jest problemem który masz do rozwiązania w terapii. Takie błędne koło.

Specjaliści tego nie zauważyli?

Proponowałem przygotowanie opinii o moim stanie zdrowia. Prośba została odrzucona. Zaproponowałem podsumowanie terapii oraz znalezienie przyczyn niepowodzenia terapii. Znów moja prośba została odrzucona. Pani psycholog dała mi kilka rad (np. każdy popełnia błędy lub inny ludzie borykają się z trudnościami w podejmowaniu decyzji), które niewiele wnoszą . Nie odniosła się do przebiegu terapii.

W przyszłym tygodniu spotkam się po raz ostatni z psychologiem. Mam zamiar zapytać panią psycholog czemu nie odpowiada na moje słowa o brak skuteczności. Ale nie wiem co zrobić jeżeli nie będzie chciała odpowiedzieć:(

W dniu 9.12.2019 o 11:06, doi napisał:

Nie, Johnn, użyłam słowa "samo-oszustwo".

Ufam psychologowi w ocenie liczby spotkań oraz doborze celów terapii.  Pani psycholog nie miała uwag. 

W dniu 9.12.2019 o 11:06, doi napisał:

To nie znaczy że jest to oszustwo i że twój psycho jest świadomym oszustem.  Raczej to, że wszyscy chcą wierzyć w pewną narrację i wierzą że jest dobra.

Pozostawianie moich negatywnych uwag bez odpowiedz, brak uwag co do wyboru celów terapii oraz brak oceny moich trudności podważa dobre intencję specjalistów.  Udzielanie prostych rad (np.  nie pracujesz do idź do pracy) i  pocieszenie mnie  (np. boisz się ale inni też się boją lub nie umiesz podejmować decyzji ale inni też mają problemy z podejmowaniem decyzji) mi nie pomaga.

Czy brak podsumowań terapii (na piśmie), oceny postępów i potrzeb pacjenta (na piśmie) oraz wynagrodzenie niższe niż w sektorze prywatnym skłania do rzetelnej pracy i dbałości?

W dniu 9.12.2019 o 11:06, doi napisał:

Nie jest tak, że psycho podejmuje się terapii, której nie umie poprowadzić. Przecież jeśli tak jest, to psycho mówi, że nie ma wystarczających kompetencji (bo specjalizuje się np w innych tematach) - to się wydarzyło u ciebie. To nie jest tożsame z tym, że "terapia nie ma szans powodzenia". Każda ma. Ale nikt nie da gwarancji. To w pewien sposób droga w nieznane, ale inni ją przeszli, szlak jest wytyczony, więc można spróbować.

Wiele osób narzeka na polską służbę zdrowia. Czy powodem jest niechęć lekarzy do leczenia pacjentów? Nie. Jako przyczynę wskazuje się najczęściej  brak specjalistów oraz niedofinansowanie. Podobnymi jest z pomocą mojej osobie. Moim zdaniem specjalista może mi pomóc ale to wymaga wysiłku. Niestety ogranicza pomoc do minimum. 

Jednemu ze specjalistów narzekałem na (brak) pomoc pracownika socjalnego, gdy chodziłem do szkoły.  Przyczynę tego upatrywał w dużej liczbie rodzin, które zostały przydzielone do tego pracownika. Nie mam ochoty znów ponosić konsekwencji braków kadrowych lub zaniedbań pracowników. Czy słyszałaś o proteście pracowników socjalnych? A może psychologów w obronie pacjentów?

Starałbym się ich zrozumieć gdyby wprost mnie o tym poinformowali. Niestety oni tego nie robią. 

 

Wspomniana przez ciebie pani psycholog nie umiała wskazać jakich kompetencji nie ma. Pomocy odmówiła mi pomocy na piątym spotkania.  Ponadto miała mi za złe formułowanie wielu pytań i kwestionowanie jej zdania. Jak sądzę, to była prawdziwa przyczyna jej zachowania. Ponadto pozwalała sobie na dwuznaczne wypowiedzi np. sugerujące że przychodzę do niej z nudów:(

 

Nie oczekuje gwarancji. Ale rzetelnej pracy. 

W dniu 9.12.2019 o 11:06, doi napisał:

Co więcej, nadzieja jest dużą częścią terapii. Pacjent musi wierzyć, że to sie uda, lub wierzyć, że inni wierzą i że  innym się udało. Niektórzy nazywają terapię "samospełniająca się przepowiednią" stąd ten akcent na to, że warto próbować, że jest nadzieja.

Co do tego rzekomego "oszustwa" odpowiem inaczej. Psychoterapia ma wiele nurtów (opowieści co się dzieje w umyśle) i wiele założeń. Np zakłada się analogię między leczeniem umysłu a leczeniem żołądka. Czasem to działa, ale umysł jest jednak czymś innym niż  żołądek, prawda?. Zakłada się podejście medyczne: są leki, jest "terapia" czyli leczenie, jest lekarz, są cele, są oceny. To też działa (metaanalizy pokazują z jakim prawdopodobieństwem), ale przecież nie do końca. Inni znów zakładają, że jest klient, że on coś o sobie wie, że jest partnerstwo- co też nie jest sensowne w każdym przypadku, jak się przekonałeś. Nie jest tak, że ktoś oszukuje świadomie, raczej - cały nurt, czy cały system - mylą się w jednostkowym przypadku, czy robi złe założenia, czy błądzą. Ktoś wchodzi w ścieżkę myślenia w której się wyszkolił i tam już pozostaje, ale nie jest to żadne świadome oszustwo.

W twoim przypadku- zauważ, że jednak ciągle terapię dostajesz.

Przyjmuje do wiadomości możliwość niepowodzenia. Ale nie mogę znieść byle jakości i zaniedbaniach. Wspomnę o kilku niepokojących zachowaniach mojego obecnego psychologa aby nie być goło słowny

  • Podczas rozmowy o opinii (na piśmie) innego specjalisty wyraziłem negatywne zdanie o jego pracy. Pani psycholog  zapytała mnie czy umawiałem się panią psycholog na rzetelność,
  • Na pierwszym spotkaniu w ramach terapii NFZ postanowiłem zgodzić się na warunek pani psycholog aby kontynuować terapię ale postawiłem warunek : jeżeli terapia zakończy się niepowodzeniem to rozpoczniemy nową terapię na moich warunkach. Pani psycholog przystała na moja propozycję. Terapia zakończyła się niepowodzeniem (według mnie, pani psycholog nie wyraziła zdania) a pani psycholog nie wyznaczyła terminów nowej terapii ani mi jej nie odmówiła. Nie sądzę aby pani psycholog chciała zrealizować swoją obietnicę  gdyż terminy poprzedniej terminy zostały wyznaczone z około 5 miesięcznym wyprzedzeniem. Wczoraj zapisałem się na kolejne spotkanie. Najbliższy termin to 31 marca:(
  • Na pierwszy spotkaniach poprzedzających terapię na NFZ informowałem ją, że poprzedni specjalista nie respektował ustaleń z poprzednich spotkań. Zapewniła się, że u niej się to nie powtórzy bo robi notatki.  Na pierwszym spotkaniu terapeutycznym zaproponowała mi terapię grupową po zakończeniu terapii indywidualnej. Na ostatnim spotkaniu nie wspomniała o tym ani słowem. W dokumentacji z pierwszego spotkania brak też jest zapisów na ten temat.  Sam zgłosiłem swoją kandydaturę do terapii grupowej u pani rejestratorki.

 Na 6 psychologów, z którymi się spotkałem 4 odmówiło mi pomocy (na różnych etapach współpracy).  Na poprzednią terapię czekałem około 15 miesięcy (spotykając się z obecnym psychologiem średnio co miesiąc). 

W dniu 9.12.2019 o 11:06, doi napisał:

I tak jest także z twoim rozwojem, mam wrażenie. Musisz założyć sobie, że terapia w twoim przypadku jest rewolucją, potężnym wyjściem poza twoja strefę komfortu. Bo tak jest. Twoje metody stały się niewystarczające, nieadekwatne, nie służą już. Jeśli wymagasz od psycho, żeby jakoś dostosowali się do ciebie, to oni tego nie zrobią. Pewnych rzeczy nie można zmienić, np języka który jest niejednoznaczny.

Trudno uchwycić istotę rzeczy w naszej dyskusji bo odnosisz się do teorii a ja do praktyki. To jest dyskusja podobna do dyskusji pomiędzy urzędnikiem w ministerstwie a pacjentem. Bez oceny konkretnego przypadku każdą moją odmowę można interpretować jako sprzeciw wobec  opuszczenia mojej strefy komfortu podobnie kwestionowanie zdania specjalisty. Komu zawierzysz? Pacjentowi, który nie będzie miał dowodów na poparcie swoich ocen poza własnymi słowami czy specjaliście, za którym przemawia dokumentacja (sporządzona przez niego). Wystarczy jedno słowo, aby moje oskarżenia obrócić przeciwko mnie.  Przypisanie mi omamów/poczucia krzywdy uwiarygodni słowa specjalisty.

W dniu 9.12.2019 o 11:06, doi napisał:

Tu jest ciekawy kawałek. Psychiatra po prostu chciał ci zasugerować, że powinieneś skontaktować się ze sobą, poszukać w sobie i że etykietki medyczne to tylko etykietki. To nie jest odrzucenie przecież.

To jest doskonały przykład elementów błędnego koła. Wymaga się czegoś ode mnie. Ja nie wiem co z tym zrobić i zostawia się mnie z tym samego. To rodzi frustrację i jest powodem dodatkowych analiz. Kiedy pytam jak powinien rozumieć radę spotykam się z odmową.  

 

Próbuje ustalić co mi dolega i jaka jest najlepsza metoda leczenia. Na jakiej podstawie mam tego dokonać? Informację od psychiatry są ubogie i niepełne. W dokumentacji nie znalazłem informacji o zalecanej metodzie leczenia. 

 

Mam wrażenie, że istnieje dysproporcja pomiędzy pacjentem a specjalistą. Przytoczę kolejny przykład. Na kolejnym spotkaniu po przepisaniu leku psychiatra zapytał mnie czy lek działa. Odpowiedziałem, że nie zauważyłem poprawy. Przez kolejne dwa lub trzy spotkania psychiatra nie pytał mnie o nowy lek. Uznałem to za brak zainteresowania. Wkrótce poruszyłem ten temat z rejestratorką. Powiedziała mi, że lekarz przyjmuje brak negatywnej odpowiedzi ze strony pacjenta za odpowiedz pozytywną. Niestety to nie było prawdą. 

Skąd miałem to wiedzieć?

W dniu 9.12.2019 o 11:06, doi napisał:

Masz jakiś plan, jakiś pomysł, jakieś opcje?

Terapia grupowa. Wczoraj się zapisałem. Rozmowy kwalifikacyjne  rozpoczną się z początkiem marca. Pani psycholog nie wykazała w tej sprawie żadnej dobrej woli o ile wiem:(

W dniu 9.12.2019 o 11:26, doi napisał:

Jeśli ktoś ci mówi, że trzeba pracować, to przecież ma rację. Jak chcesz zdobyć utrzymanie? Kraść, żyć z makulatury, napaść na bank, zostać prostytutką ? Pójście do pracy to dość łatwa droga na uniezależnienie się.

Oni- zauważ- grają tutaj rolę ojca właśnie. Mówią ci, że świat ma swoje wymagania, że -obrazowo mówiąc- matka nie karmi w nieskończoność. Chcą żebyś się uniezależnił od matki, miał swoje pieniądze. Na tym właśnie rola ojca polega (odseparowuje od matki i otwiera na świat). Oni to próbują robić.

Bierzesz ich słowa za oskarżenia, ale to nie są oskarżenia.

Zgadzam się z tym.  Dostrzegam te wymagania i staram się im sprostać. Nie mogąc wypełnić tych wymagań udałem się po pomoc do specjalistów. Specjaliści nie odpowiadają na trudności jakie wskazuje (np. brak pewności siebie, niska samoocena i trudności w kontaktach z ludźmi). Proponują mi podjęcie pracy. Moim zdaniem dostrzegają wymagania, którym powinienem sprostać ale ignorują przyczyny. 

W dniu 9.12.2019 o 11:26, doi napisał:

Jasne. Ale jak idziesz pomóc w magazynie czy gdziekolwiek indziej to nie masz wypisanego na czole tego że nie masz ojca (pełno ludzi nie ma). Nie musisz też pracować codziennie. Idziesz dorywczo na dzień, dwa. Potem odpoczywasz, wyciszasz się. Opcji jest pełno. Ludzi nie interesuje twoja przeszłość.

Mam też wrażenie, że "stawia wymagania" też nie jest właściwym obrazem. Po prostu mówi, że wydaje mu się że dobrze byłoby dla ciebie gdybyś coś zrobił. Tylko tyle.

Nikt nie jest w twojej głowie. Ja też co piszę o tobie to wyobrażanie, moje przybliżenia. Nie wiem jak jest.

Odnosiłem swoje słowa do specjalistów, którzy posiadają wiele informacji o mojej osobie.

W dniu 9.12.2019 o 11:26, doi napisał:

 Dla ciebie nieistotne. Istotne jest dla ciebie twoje własne życie. Jak chcesz komuś pomóc skoro sam nie umiesz teraz zadbać o siebie?

Nie wiem czy twoje twierdzenie jest prawdziwe. 

Będę pomagał jak do tej pory. Członków rodziny wspieram w różny sposób.  Bratu pomagam w sprawach codziennych np. towarzysząc w drodze do UP i z powrotem. Mamie pomagam nadzorując sprawy sądowe, w których bierze udział.

W dniu 9.12.2019 o 11:26, doi napisał:

Specjaliści nie potępiają. Jak potępili? Co się właściwie stało?

Nie pamiętam czy wprost to wypowiedzieli. Swój wniosek oparłem na pośrednich wypowiedziach specjalistów. Żałowali się mnie, nie podważali moich negatywnych wypowiedzi wobec ojca i nie kwestionowali trudności podanych przeze mnie związanych z wychowaniem.

W dniu 9.12.2019 o 11:38, doi napisał:

Jeśli liczysz na to że jakiś terapeuta zastąpi ci mamę, która dba o wszystko, to też się mylisz. Terapeuci nie dają rad, nie proponują pracy, de facto nie są rodzicami, po sesji nie zajmują się tobą etc

Oczekuje prawdy i sprawiedliwości. Przypominają mi krewnych. 

W dniu 9.12.2019 o 11:38, doi napisał:

Masz szansę na terapię długoterminową psychodynamiczną? Jest przecież na NFZ taka. Gdybyś zarabiał mógłbyś sobie na coś takiego pozwolić.

Nie wiem. Uczestniczyłem w terapii psychodynamicznej ale liczba spotkań była ograniczona do 12. Odbyłem 7 z nich.

W dniu 10.12.2019 o 16:25, Miss Worldwide napisał:

John a probowales EMDR?

Nie. Nie wiem czy ta terapia jest odpowiednia dla mnie. Mówię o swoich przeżyciach bez emocji. Nie skrywam ich.

 

@doi niektóre twoje ostatnie uwagi wydają się  zaskakująco trafne w szczególności dotycząca oczekiwań specjalistów wobec mojej osoby. Czy mogę się nimi posłużyć podczas spotkania z psychologiem?

Czy ja mogę tobie jakoś pomóc? 🙂 

 

Miłego dnia:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×