Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
johnn

Czym zastąpić relację z ojcem?

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

Ojciec w moim życiu nie odgrywał istotnej roli. Gdy byłem dzieckiem nie angażował się w wychowanie. Większość obowiązków wykonywała mama. Tata bardzo często  odwiedzał swoją matkę. przez to spędzał że mną wiele czasu. Rodzina mamy nie reagowała na prośby o wsparcie. Z biegiem czasu zachowanie taty niewiele się zmieniło. Wykonywał podstawowe obowiązki w domu ale mama musiała go prosić lub zachęcać do spędzenia razem ze mną wolnego czasu. Nie pamiętam żeby tata mnie czegoś nauczył, razem odrabiali lekcję, prowadzili męskie rozmowy lub był przez niego chwalony.

W wieku 17 lat ojciec odszedł od nas. Nie interesował się rodziną. Dobrowolnie nie płacił alimentów. Nie odwiedzał. Kontakt z rodziną ze strony ojca był znikomy (dotyczy to także wcześniejszego okresu). Widziałem ich tylko na ulicy.  Moja mama usilnie angażowała mnie w próby namówienia ojca do powrotu. Mimo oporów wykonywałem jej prośby. Ostatecznie nie przyniosły one oczekiwanych rezultatów. 

Pamiętam gdy zapytałem ojca czemu od nas odszedł to usłyszałem jedno zdanie: "Bo takie jest życie."  Nigdy później z nim o tym nie rozmawiałem. 

W czasie rozwodu rodziców, który nastąpił wiele lat po odejściu ojca, zeznałem jako świadek po stronie mamy. Brałem udział w prawie każdej rozprawie oraz przygotowaniu dokumentów do Sądu. Nie zamieniłem ani słowa z ojcem na korytarzu w oczekiwaniu na rozprawę ani po jej zakończeniu.  Moja pierwsza terapeutka zgodziła się z nim porozmawiać. Zadanie miała ułatwione to uczęszczał na spotkanie do tego samego ośrodka. Po dwóch tygodniach zmieniła zdanie. Nikt inny nie porozmawiał z ojcem.

Obecnie mam duże problemy z niską samooceną i kontaktami z ludźmi. Nie wiem jak sobie z tymi problemami poradzić. Mam przekonanie że jednym ze źródeł tego stanu rzeczy jest brak męskiego wzorca. Co mogę w tej sytuacji zrobić?

Miłego dnia:)

Pozdrawiam

johnn

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"Czym zastąpić relację z ojcem?" Myślę, że niczym nie da się jej zastąpić. Natomiast gdyby postawić pytanie: skąd czerpać wzorce męskości, gdy w dzieciństwie brakowało kontaktu z ojcem, to sprawa wygląda inaczej. 🙂 Moja odpowiedź na tak postawione pytanie brzmi: z wartościowych męskich przyjaźni. Czyli z rozmów "o wszystkim i o niczym", robienia różnych rzeczy razem, wspólnego przeżywania przygód, wzajemnego wsparcia, zrozumienia i tej osobliwej "męskiej czułości" (która objawia się np. w: uścisków dłoni, żartobliwych szturchnięciach łokciem pod żebro, poklepaniu po plecach, czy wytarmoszeniu fryzury lub łysinki ;) ).

Jednocześnie zastanawia mnie to, co napisałeś o roli swojej matki.

11 godzin temu, johnn napisał:

Moja mama usilnie angażowała mnie w próby namówienia ojca do powrotu. Mimo oporów wykonywałem jej prośby. Ostatecznie nie przyniosły one oczekiwanych rezultatów.

Angażowanie dziecka w godzenie dwojga dorosłych ludzi to ogromny bagaż emocjonalny dla tegoż dziecka, czyli w tym wypadku dla Ciebie. Dlatego też podejrzewam, że rodzice swoim zachowaniem mogli obarczyć Cię brzemieniem, z którym się teraz zmagasz. Wg mnie ta sytuacja nie jest tak czarno-biała, w której ojciec jest tym "złym", a matka tą "dobrą", bo oboje popełnili błędy. I nie jest wykluczone, że podświadomie winisz siebie... za ich decyzje. Może myślisz sobie "zawiodłem, bo nie namówiłem ojca do powrotu"? Godzenie rodziców nie jest rolą dziecka, tylko przede wszystkim samych rodziców (względnie terapeuty par).

Uczestniczysz w psychoterapii?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Gods Top 10 napisał:

"Czym zastąpić relację z ojcem?" Myślę, że niczym nie da się jej zastąpić. Natomiast gdyby postawić pytanie: skąd czerpać wzorce męskości, gdy w dzieciństwie brakowało kontaktu z ojcem, to sprawa wygląda inaczej. 🙂 Moja odpowiedź na tak postawione pytanie brzmi: z wartościowych męskich przyjaźni. Czyli z rozmów "o wszystkim i o niczym", robienia różnych rzeczy razem, wspólnego przeżywania przygód, wzajemnego wsparcia, zrozumienia i tej osobliwej "męskiej czułości" (która objawia się np. w: uścisków dłoni, żartobliwych szturchnięciach łokciem pod żebro, poklepaniu po plecach, czy wytarmoszeniu fryzury lub łysinki ;) ).

W szkole średniej i na studiach nie miałem przyjaciół lub znajomych. Spotykałem się z nimi na zajęciach lub korepetycjach.  Nie uczestniczyłem w wyjściach, spotkaniach grupowych i imprezach poza spotkaniami klasowymi (połowinki, bal maturalny, imprezy klasowe). Z rodziną ze strony nie miałem kontaktu. Z rodziną widziałem się od święta lub wymieniałem kilka zdań.

Rodzina nie wsparła nas po odejściu ojca. Nie rozmawiałem z członkami rodzinny o tym lub podawałem podstawowe informacje. Brat mamy pokłócił się z nią i stwierdził że my (ja i brat) nie potrzebujemy ojca. Mama nie powiedziała mi ani słowa o tej kłótni. Przybrana ciotka radziła mi żebym spotkał się z księdzem. Mój chrzestny odmówił przyjazdu bo miał wizytę w Urzędzie Pracy (nigdy nie przyjechał). Siostra mamy przyjechała po ok. roku. pogadała i pojechała.

Mam problem w nawiązywaniu i podtrzymywaniu kontaktów międzyludzkich. Nie wiem jak się zachować. Mam trudności w rozmowach o byle o wszystkim i o niczym. Dlatego nie podejmuje pracy i życzę w biedzie.

1 godzinę temu, Gods Top 10 napisał:

Angażowanie dziecka w godzenie dwojga dorosłych ludzi to ogromny bagaż emocjonalny dla tegoż dziecka, czyli w tym wypadku dla Ciebie. Dlatego też podejrzewam, że rodzice swoim zachowaniem mogli obarczyć Cię brzemieniem, z którym się teraz zmagasz. Wg mnie ta sytuacja nie jest tak czarno-biała, w której ojciec jest tym "złym", a matka tą "dobrą", bo oboje popełnili błędy. I nie jest wykluczone, że podświadomie winisz siebie... za ich decyzje. Może myślisz sobie "zawiodłem, bo nie namówiłem ojca do powrotu"? Godzenie rodziców nie jest rolą dziecka, tylko przede wszystkim samych rodziców (względnie terapeuty par).

Uczestniczysz w psychoterapii?

 Ojciec nie płacił alimentów to ja przekazywałem w całości swoje Stypendium Prezesa Rady Ministrów (oraz wsparcie od rodziny na naukę, stażowe, stypendium Unijne i z Fundacji) ale to nie wystarczyło musiałem razem z mamą chodzić po śmietnikach szukać złomu i opału. Mimo to mama nie odebrała mu praw ojca, nie złożyła wniosku o rozwód (chodź ojce z dnia na dzień opuścił dom i nie interesował się już rodziną), nie złożyła wniosku do Funduszu Alimentacyjnego (obok nosa przeszło mi ok. 50 000 zł licząc alimenty moje i brata) i nie zawiadomiła Sądu o braku udziału w spotkaniach z dzieckiem wyznaczonych przez Sąd. Ponadto mama była wykorzystywana przez wujostwo, które ją wychowało. Tak ją wychowali że sama nie umiała podjąć ważnych decyzji. Wolała scedować decyzję na kogoś innego. Sama mi powiedziała że chciała mieć rodzinę za wszelką cenę. Tu upatruję dlaczego mama tak bardzo chciała powrotu męża. Ojca z mamą szukałem w różnych częściach miasta (bo nie wiedzieliśmy gdzie dokładnie mieszka). Gdy mama mnie prosiła chodziłem niechętnie po ojca do jego konkubiny.  Gdy ojciec zmarł nikt nas nie powiadomił. 

Mam pretensję i żale do mamy. Często prowadzimy rozmowy na ten temat. Pytam ją jak mogła podjąć tak nie korzystne decyzje dla siebie i rodziny.  Nie umie do końca tego logicznie wytłumaczyć. Po części to wina wychowania, potrzeba być kochanym, strach przed podejmowanie decyzji i uległość wobec rodzinny (terapeutka stwierdziła po rozmowie z mama że brat wszedł jej na głowę np. przyszedł z kochanką bez zapowiedzi do mamy i ojca  mieszkania a mama nic mu nie powiedziała).  Mama ma dość rozmów ze mną. 

Czuję się ofiarą. Skutki działań innych osób są mi przypisywane a kiedy zwracam uwagę na nie logiczne decyzję matki to jest to ignorowane i skwitowane słowami : To jest przeszłość. 

Pierwszy terapeuta postawił po ok. pół roku warunek nie rozmawiania o przeszłości. Zrezygnowałem z niego. To był terapeuta z MOPR. Nie miałem ubezpieczenia zdrowotnego. Nie miałem wyboru.

Odmówiono mi terapii grupowej. A obecnie jestem po pierwszym spotkaniu diagnostycznym w sprawie terapii. Spotkań będzie w sumie 3 lub 4. 

Obecnie każdy gani mnie do pracy a ja nie wiem jak się zachować między ludźmi. Moja dziewczyna powiedziała mi otwarcie że jej rodzina ma mnie za nieroba i lenia bo nie pracuję. A ja niewiele mogę na to pomóc bo nie wiem jak sobie z tymi problemami poradzić. 5 na 6 specjalistów mi odmówiło pomocy. Nie licząc obecnych specjalistów z którymi się spotykam. 

Czuję się przytłoczony. Mam do powiedzenia znacznie więcej ale to nie miejsce na tak obszerne wypowiedzi:(

johnn

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 minut temu, johnn napisał:

Mam problem w nawiązywaniu i podtrzymywaniu kontaktów międzyludzkich. Nie wiem jak się zachować. Mam trudności w rozmowach o byle o wszystkim i o niczym. Dlatego nie podejmuje pracy i życzę w biedzie.

Twoja dziewczyna widzi w Tobie wartościowego człowieka (bo w końcu z Tobą jest), więc dlaczego w przyszłej pracy nie mogliby Cię tak samo postrzegać?
Jeśli nie masz zbyt bogatych doświadczeń w budowaniu relacji międzyludzkich... to nie nauczysz się ich w pełni inaczej, niż poprzez praktykę. Nawet jeśli sparzysz się raz, drugi... piąty... to z każdą relacją będziesz bogatszy o nowe doświadczenia.
Może zacznij od pracy? Przełam się, walcz ze swoimi obawami i znajdź pracę dla siebie. Nie musi być "doskonała", za to możesz ją potraktować jako "poligon doświadczalny", na którym będziesz ćwiczył budowanie relacji międzyludzkich, a przy okazji zarabiał,przebywał między ludźmi (a nie w czterech ścianach domu). A gdy stwierdzisz, że to jednak nie to, poszukaj kolejnej - z pracą ślubu nie musisz brać. W każdym razie dąż do wyjścia ze swego "bezpiecznego schronienia" własnych obaw i lęków, dąż do bycia aktywniejszym w zmienianiu swojego życia, bo ono zależy od Ciebie! Chciej porzucić rolę ofiary, a przyjąć rolę "kowala swego losu"!
Może "paliwem" do zmian byłoby dla Ciebie udowodnienie sobie i innym, że potrafisz tego dokonać? A może napędzać by Cię mogło docenianie tych zmian, stwierdzanie: dziś jestem w zupełnie innym "miejscu swojego życia", niż byłem tydzień temu? Znajdź takie "paliwo" dla siebie! 🙂 Nie do przecenienia byłoby też wsparcie ze strony Twojej dziewczyny.

Początkowo nie rozumiałem dlaczego jeden z terapeutów postawił warunek, byście nie rozmawiali o przeszłości. Ale może ten warunek był uzasadniony Twoim kurczowym trzymaniem się tej przeszłości do tego stopnia, że przestajesz żyć teraźniejszością i przyszłością?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 godzin temu, Gods Top 10 napisał:

Twoja dziewczyna widzi w Tobie wartościowego człowieka (bo w końcu z Tobą jest), więc dlaczego w przyszłej pracy nie mogliby Cię tak samo postrzegać?

Twoje twierdzenie jakoby bym wartościowym człowiekiem nie znajduje potwierdzenia we wpisach na forum.  Ludzie są ze sobą z różnych powodów.  Wymieniłeś jeden z nich.  Czy możesz uzasadnić swoje twierdzenie?

W przyszłej pracy mogą postrzegać mnie jako nie wartościowego człowieka bo może tak jest.

Wybacz ale mimo że rozumiem do czego zmierzać twoje słowa są za mało konkretne. Podobne rozumowanie  może mnie prowadzić do odmiennych (negatywnych) wniosków np. Skoro kilka najbliższych członków mojej rodziny oraz rodziny mojej dziewczyny ma mnie za nieroba i lenia to dlaczego w przyszłej pracy nie mogli by mnie tak samo postrzegać ?

7 godzin temu, Gods Top 10 napisał:

Jeśli nie masz zbyt bogatych doświadczeń w budowaniu relacji międzyludzkich... to nie nauczysz się ich w pełni inaczej, niż poprzez praktykę. Nawet jeśli sparzysz się raz, drugi... piąty... to z każdą relacją będziesz bogatszy o nowe doświadczenia

Trudno mi się ustosunkować do twojej wypowiedzi. W sytuacji gdy nie potrafię wyciągnąć właściwych wniosków z doświadczenia oraz odróżnić elementy mało istotne od ważnych (z tego powodu analizuje wszystko) bogate doświadczenie może być postrzegane jako utrapienie lub przekleństwo.  

7 godzin temu, Gods Top 10 napisał:

Może zacznij od pracy? Przełam się, walcz ze swoimi obawami i znajdź pracę dla siebie. Nie musi być "doskonała", za to możesz ją potraktować jako "poligon doświadczalny", na którym będziesz ćwiczył budowanie relacji międzyludzkich, a przy okazji zarabiał,przebywał między ludźmi (a nie w czterech ścianach domu). A gdy stwierdzisz, że to jednak nie to, poszukaj kolejnej - z pracą ślubu nie musisz brać. W każdym razie dąż do wyjścia ze swego "bezpiecznego schronienia" własnych obaw i lęków, dąż do bycia aktywniejszym w zmienianiu swojego życia, bo ono zależy od Ciebie! Chciej porzucić rolę ofiary, a przyjąć rolę "kowala swego losu"!

Wybór odpowiedniego działania wymaga przedyskutowania. Proponowałem  rozpocząć od przygotowania mnie do podjęcia pracy w tym wzmocnienia. Nikt jednak nie przystał na moją propozycję ani nie wysunął swojej.

Moje życie zależy ode mnie i od innych osób.

7 godzin temu, Gods Top 10 napisał:

Może "paliwem" do zmian byłoby dla Ciebie udowodnienie sobie i innym, że potrafisz tego dokonać? A może napędzać by Cię mogło docenianie tych zmian, stwierdzanie: dziś jestem w zupełnie innym "miejscu swojego życia", niż byłem tydzień temu? Znajdź takie "paliwo" dla siebie! 🙂 Nie do przecenienia byłoby też wsparcie ze strony Twojej dziewczyny.

Brak mi pewności siebie oraz wzorców. Poszukuje ich. Gdy któryś raz z kolei słyszę MOŻE nabieram coraz większego przekonania że osobą która wypowiada te słowa nie jest przekonana do tego co mówi. 

Moim paliwem jest zaangażowanie specjalistów w pomoc mojej osobie.  

7 godzin temu, Gods Top 10 napisał:

Początkowo nie rozumiałem dlaczego jeden z terapeutów postawił warunek, byście nie rozmawiali o przeszłości. Ale może ten warunek był uzasadniony Twoim kurczowym trzymaniem się tej przeszłości do tego stopnia, że przestajesz żyć teraźniejszością i przyszłością?

Nie. Studiowałem  a po studiach podjąłem staż. Przeszłość nie zaprzątała mojej głowy na tyle aby mi uniemożliwić prowadzenie codziennych zajęć. Problemy nasiliły się w trakcie stażu. Nie potrafiłem nawiązywać i podtrzymywać kontaktów ze współpracownikami.  Spotkania służyły odnalezieniu przyczyny moich problemów i uporządkowania przeszłości.  

Ten cytat przyświecał mi gdy prowadziłem rozmowy z terapeutą:

"kto nie zna historii jest skazany na jej powtarzanie" 

johnn

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, Gods Top 10 napisał:

robienia różnych rzeczy razem, wspólnego przeżywania przygód, wzajemnego wsparcia, zrozumienia i tej osobliwej "męskiej czułości" (która objawia się np. w: uścisków dłoni, żartobliwych szturchnięciach łokciem pod żebro, poklepaniu po plecach, czy wytarmoszeniu fryzury lub łysinki ;)

awwww, so gay ❤️

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@johnn, wybacz, że bardzo skrótowo odnoszę się do Twojej odpowiedzi, ale odnoszę wrażenie, że to, co napisałem traktujesz jako zadanie z poleceniem "zaneguj cały podany tekst" lub "znajdź kontrargumenty dla podanego tekstu". Teoretycznie moglibyśmy toczyć tę "szermierkę intelektualną" dłużej, tylko czy ona w jakikolwiek sposób przybliżyłaby Cię do działania?
Zatem: czego oczekujesz? Co musiałoby się stać, byś poszedł do pracy? Co musiałoby się stać, byś zaczął działać w kierunku poprawy swego życia?
 

56 minut temu, weltschmerz napisał:

awwww, so gay ❤️

Jeśli w/w zachowania miałyby kwalifikować do bycia gejem, to mogłoby się okazać, że gejów jest znacznie więcej, niż wskazują na to jakiekolwiek statystyki.:classic_blink:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, Gods Top 10 napisał:

@johnn, wybacz, że bardzo skrótowo odnoszę się do Twojej odpowiedzi

Odnosisz się jak uznasz za stosowne. 

Dziękuje za udział w dyskusji oraz szybkie odpowiedzi.

11 godzin temu, Gods Top 10 napisał:

ale odnoszę wrażenie, że to, co napisałem traktujesz jako zadanie z poleceniem "zaneguj cały podany tekst" lub "znajdź kontrargumenty dla podanego tekstu". 

Chce przedyskutować twoje propozycje. Jeżeli nie miałbym uwaga lub twoje propozycje  nie budziły by moich wątpliwości wymiana zdań byłby zbędna. 

11 godzin temu, Gods Top 10 napisał:

Teoretycznie moglibyśmy toczyć tę "szermierkę intelektualną" dłużej, tylko czy ona w jakikolwiek sposób przybliżyłaby Cię do działania?

Tak. Działanie znajduje swój początek w zmianie sposoby myślenia. Dyskusja jest doskonałym przyczyną do zastanowienia się za swoim postępowaniem lub jego zmianą.

Wymiana zdań ma służyć obu stronom. Czemu jedynie ja mam odnieść korzyści z dyskusji? Dla obu dyskutantów rozmowa powinna być pożyteczna i pouczająca.

Nie traktuje dyskusji na temat moich problemów i ich rozwiązań jako zmagań dwóch oponentów. Czemu postrzegasz nas jako wrogów na słowa a nie sojuszników połączonych w dążeniu do osiągnięcia wspólnego celu? 

Rozważania powinny poprzedzać działanie. Mylę się?

11 godzin temu, Gods Top 10 napisał:

Zatem: czego oczekujesz? Co musiałoby się stać, byś poszedł do pracy? Co musiałoby się stać, byś zaczął działać w kierunku poprawy swego życia?

Oczekiwałbym bym wzmocnienia oraz przygotowania do trudności jakie mogę napotkać. 

Obrażasz mnie twierdząc że nie podjąłem działań zmierzających do poprawy mojego życia. Wybrane działania podałem w niektórych wpisach na tym forum. Są ogólnodostępne. Jeżeli sobie tego życzysz podam je raz jeszcze tutaj. 

johnn

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
15 godzin temu, Gods Top 10 napisał:

Jeśli w/w zachowania miałyby kwalifikować do bycia gejem, to mogłoby się okazać, że gejów jest znacznie więcej, niż wskazują na to jakiekolwiek statystyki.:classic_blink:

Wiem, ale i tak urocze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, johnn napisał:

Nie traktuje dyskusji na temat moich problemów i ich rozwiązań jako zmagań dwóch oponentów. Czemu postrzegasz nas jako wrogów na słowa a nie sojuszników połączonych w dążeniu do osiągnięcia wspólnego celu?

Tak odebrałem Twoje kontrargumenty, jako szukanie pretekstów do tego, by nie próbować. Możliwe, że się pomyliłem. (I właśnie dlatego tak często powtarzam "może", bo zakładam możliwość pomyłki z mojej strony. Stąd bardziej wysuwam sugestie i przypuszczenia, niż kategoryczne osądy.)
 

3 godziny temu, johnn napisał:

Rozważania powinny poprzedzać działanie. Mylę się?

Niekoniecznie tak musi być. Czasem spontaniczne działania mogą przynieść więcej korzyści, bo długie rozważania mogłyby spowodować przeminięcie okazji jakie daje życie.

 

3 godziny temu, johnn napisał:

Oczekiwałbym bym wzmocnienia oraz przygotowania do trudności jakie mogę napotkać.

Potencjalnych trudności, na które miałbyś się przygotować może być multum. I dlatego jest mało realne, by udało się przygotować Cię na każdą z nich. Dlatego lepiej pozwolić, by one się najpierw pojawiły i później pracować bezpośrednio nad nimi, niż snuć przypuszczenia "co by było gdyby".
Podjąłem próbę wzmocnienia Ciebie - szukałem Twoich mocnych stron i zalet, byś wyposażony w taki "kapitał" mógł odważniej podejmować wyzwania... a Twoja odpowiedź odebrałem jako kwestionowanie własnych zalet.
W porządku, moja próba mogła być daleka od doskonałości i nietrafiona. W takim razie może oczekujesz innego wzmocnienia? Jakiego?
 

3 godziny temu, johnn napisał:

Obrażasz mnie twierdząc że nie podjąłem działań zmierzających do poprawy mojego życia. Wybrane działania podałem w niektórych wpisach na tym forum. Są ogólnodostępne. Jeżeli sobie tego życzysz podam je raz jeszcze tutaj.

Nie było moim celem obrażanie Ciebie. Jeśli tak to odebrałeś, przepraszam. Opierałem się na tym, co przeczytałem w tym wątku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wychowywałam się z ojcem, który zachowywał się tak, jakby mnie nie było i z mamą, u której wykryto raka, kiedy miałam 12 lat. Miałam ogromne problemy z nawiązywaniem relacji, które pokonała m.in. praca z ludźmi - do dziś mam pewne z tym kłopoty, ale nie utrudniają mi aż tak mocno życia. Do dziś też walczę z niską samooceną i brakiem poczucia bezpieczeństwa. Ale nie szukam rekompensaty relacji z ojcem. Przestałam doszukiwać się winy w sobie. Zrozumiałam, że to nie był mój problem, tylko jego i nie było w tym mojej winy. Nie odpowiadam za to, co się działo w czasach mojego dzieciństwa, odpowiadam za to, co jest tu i teraz. Nie jestem w stanie mu wybaczyć - ale pogodziłam się z tym, co było i jak było. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 1.11.2018 o 15:07, Gods Top 10 napisał:

Tak odebrałem Twoje kontrargumenty, jako szukanie pretekstów do tego, by nie próbować. Możliwe, że się pomyliłem. (I właśnie dlatego tak często powtarzam "może", bo zakładam możliwość pomyłki z mojej strony. Stąd bardziej wysuwam sugestie i przypuszczenia, niż kategoryczne osądy.)

Jaki jest powód odbioru moich słów jako szukanie pretekstu do nie spróbowania?

Czy każdą odmowę przystania na twoją propozycję lub prośbę o dyskusję postrzegasz jako próbę unikania jej wypełnienia?

Czy moje argumenty nie są logiczne?

Poszukuje wzorców i przykładów aby lepiej i szybciej podejmować decyzje oraz lepiej odnajdywać się w otoczeniu ludzi.  Brak zdecydowania i jednoznaczności przejawiająca się używaniu trybu przypuszczającego sprawia wrażenie że osoba z którą rozmawiam nie jest pewna swojego zdania i nie wie co robić.  

W dniu 1.11.2018 o 15:07, Gods Top 10 napisał:

Potencjalnych trudności, na które miałbyś się przygotować może być multum. I dlatego jest mało realne, by udało się przygotować Cię na każdą z nich. Dlatego lepiej pozwolić, by one się najpierw pojawiły i później pracować bezpośrednio nad nimi, niż snuć przypuszczenia "co by było gdyby".

 Nie oczekuje przygotowania na każdą możliwość.  Czy ty sądziłeś inaczej? Podobnie jak student nie jest w stanie (prawie nigdy) przygotować się na każde pytanie/zadanie egzaminacyjne mimo to nie szczędzi (zazwyczaj) wysiłku aby zrobić co w jego mocy aby przygotować się jak najlepiej.

W dniu 1.11.2018 o 15:07, Gods Top 10 napisał:

Podjąłem próbę wzmocnienia Ciebie - szukałem Twoich mocnych stron i zalet, byś wyposażony w taki "kapitał" mógł odważniej podejmować wyzwania... a Twoja odpowiedź odebrałem jako kwestionowanie własnych zalet.
W porządku, moja próba mogła być daleka od doskonałości i nietrafiona. W takim razie może oczekujesz innego wzmocnienia? Jakiego?

Kwestionowałem twoje słowa a nie moje zalety. Nie znam moich zalet. Chce je ustalić.  

Chętnie wyjaśnię dlaczego nie zgadzam się z twoimi słowami: "Twoja dziewczyna widzi w Tobie wartościowego człowieka (bo w końcu z Tobą jest)

Czemu próby podjęcia dyskusji, które swój początek znajdują w kwestionowaniu/podważaniu/wyrażaniu sprzeciwu wobec twoich słów są przez Ciebie oceniane negatywnie oraz pozostawione bez rozstrzygnięcia? 

Nie wiem jakiego innego wzmocnienia mógłbym oczekiwać. Nie jestem specjalistą. Punktem wyjścia do kontynuacji rozmowy na temat wzmocnienia może być wyznaczenie moich zalet oraz ustalenie  czy twoja próba wzmocnienia mnie była daleka od doskonałości i nietrafiona. 

Czy to była udana próba wzmocnienia mnie? 

Doceniam starania.

Ogólna uwaga:

Zdaje sobie sprawę że trudno że mną się rozmawia. Spodziewam się, ze i ty to odczuwasz.  Oczekuje że wkrótce zakończysz ze mną dyskusję.

W dniu 1.11.2018 o 15:36, infrared napisał:

Wychowywałam się z ojcem, który zachowywał się tak, jakby mnie nie było i z mamą, u której wykryto raka, kiedy miałam 12 lat. 

Przykro mi to słyszeć.

Wszystkiego dobre:)

W dniu 1.11.2018 o 15:36, infrared napisał:

Miałam ogromne problemy z nawiązywaniem relacji, które pokonała m.in. praca z ludźmi - do dziś mam pewne z tym kłopoty, ale nie utrudniają mi aż tak mocno życia. 

Mam wrażenie że relację z ojcem mają mniejszy wpływ na córkę niż syna. W mojej ocenie kobiety lepiej  rekompensują deficyt związany z nawiązywanie i podtrzymywaniem  więzi międzyludzkich.  Mój ojciec od początku się mną nie zajmował a matka była nadopiekuńcza.

Podjąłem dwa staże 3 miesięczne pod studiach. Źle się czułem. Nie wiedziałem jak się zachować w niektórych sytuacjach. W rozmowach o wszystkim i o niczym gubiłem się. Nie umiałem sytuacji niezręcznych lub niewygodnych dla mnie zakończyć lub obrócić w żart. Lubie sytuację wyznaczona przez zasady lub schematy. Nie umiem się z tego wyzwolić. Bez nich czuję się bezbronny jak dziecko. Aby zaprzestać ich używania w takim ogromnym stopniu muszę mieć je czym zastąpić. Żaden specjalista nie zaproponował niczego w zamian.

Dziękuje wszystkim za udział w dyskusji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
28 minut temu, johnn napisał:

Jaki jest powód odbioru moich słów jako szukanie pretekstu do nie spróbowania?

Nie widzę efektów tej dyskusji innych, niż dyskutowanie - taki jest powód.

I dostrzegam ten brak efektów również w tym, co napisałeś dalej:

30 minut temu, johnn napisał:

Zdaje sobie sprawę że trudno że mną się rozmawia.

Masz tego świadomość, ale czy z tej świadomości wynikają jakieś działania? Próbujesz zmieniać swoje podejście do dyskusji, by ludzie inaczej Cię odbierali? By rozmawiało się im łatwiej? Próbujesz iść np. do sklepu i zagadywać sprzedawców niby o to, co sprzedają, ale w rzeczywistości tylko po to, by eksperymentować jak prowadzić rozmowę, by ludzie od niej nie uciekali?
 

49 minut temu, johnn napisał:

Czy każdą odmowę przystania na twoją propozycję lub prośbę o dyskusję postrzegasz jako próbę unikania jej wypełnienia?

Nie, nie każdą. Tylko taką, której efektów nie dostrzegam. I przez efekt rozumiem tutaj nie tylko przystanie na propozycje, ale również refleksję typu "to się u mnie nie sprawdzi, za to spróbuję czegoś innego".
 

52 minuty temu, johnn napisał:

Czy moje argumenty nie są logiczne?

Logika nie zawsze jest właściwą odpowiedzią na wszystko, szczególnie w kwestii emocji. Bo np. przy "logicznym" tłumaczeniu, że "2+2=4" można wypowiedzieć (lub zasugerować) tyle niepochlebnych opinii o rozmówcy, że nie zechce rozmawiać ponownie.
 

56 minut temu, johnn napisał:

Poszukuje wzorców i przykładów aby lepiej i szybciej podejmować decyzje oraz lepiej odnajdywać się w otoczeniu ludzi.

Tylko, czy to jest tak do końca słuszne? Bo przypomina to naukę pływania bez wchodzenia do wody. Owszem, warto znać teorię, ale bez wejścia do wody nauka pływania będzie niemożliwa.
 

58 minut temu, johnn napisał:

Brak zdecydowania i jednoznaczności przejawiająca się używaniu trybu przypuszczającego sprawia wrażenie że osoba z którą rozmawiam nie jest pewna swojego zdania i nie wie co robić.

Wytłumaczyłem Ci dlaczego używam trybu przypuszczającego.
 

Godzinę temu, johnn napisał:

Podobnie jak student nie jest w stanie (prawie nigdy) przygotować się na każde pytanie/zadanie egzaminacyjne mimo to nie szczędzi (zazwyczaj) wysiłku aby zrobić co w jego mocy aby przygotować się jak najlepiej.

Sadzę, że to niekoniecznie trafne porównanie: nauki na studiach do nauki życia. Na studiach zazwyczaj wykłada się "gotową wiedzę". "Jeśli A, to B, jeśli X, to Y", a w życiu niewiadomych jest znacznie więcej. Niewiele jest gotowych recept. Studiowanie często uczy odtwórczości tego, co powiedział profesor, nie zaś eksperymentowania, samodzielnego szukania rozwiązań.
Tak więc trzymając się tej analogii świata naukowego, warto być w większym stopniu badaczem, który doświadczalnie sprawdza, czy to, co powiedział profesor faktycznie jest prawdą, czy się sprawdza, a jeśli tak, to w jakich sytuacjach...
 

1 godzinę temu, johnn napisał:

Chętnie wyjaśnię dlaczego nie zgadzam się z twoimi słowami: "Twoja dziewczyna widzi w Tobie wartościowego człowieka (bo w końcu z Tobą jest)

Wyjaśnij.
 

Godzinę temu, johnn napisał:

Kwestionowałem twoje słowa a nie moje zalety. Nie znam moich zalet. Chce je ustalić.

Co robisz dobrze? Za co cenią Cię inni?
 

Godzinę temu, johnn napisał:

Czemu próby podjęcia dyskusji, które swój początek znajdują w kwestionowaniu/podważaniu/wyrażaniu sprzeciwu wobec twoich słów są przez Ciebie oceniane negatywnie oraz pozostawione bez rozstrzygnięcia?

Jak wyżej wspomniałem, negatywnie oceniam tylko te próby dyskusji, które niczego nie wnoszą, nie generują refleksji, za którą mogłoby pójść jakiekolwiek działanie. Wtedy uznaję, że mój rozmówca może nie chcieć/nie umieć działać i/lub moje działania są bezproduktywne. Czy to źle, bym chciał, by moje starania przynosiły jakiekolwiek "mierzalne" efekty?
 

1 godzinę temu, johnn napisał:

Czy to była udana próba wzmocnienia mnie?

Możliwe, że nie. A czy Ty sam chcesz, by była udana? Próbujesz z niej coś wyciągnąć dla siebie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 4.11.2018 o 13:06, Gods Top 10 napisał:

Nie widzę efektów tej dyskusji innych, niż dyskutowanie - taki jest powód.

I dostrzegam ten brak efektów również w tym, co napisałeś dalej:

W dyskusji uczestniczą dwie osoby.  Skoro dostrzegasz w swoim zachowaniu brak efektów rozważ zmianę swojego zachowania.  

Dostrzegam kilka efektów naszej dyskusji w tym

  • Ustalenie moich zalet
  • Ustalenie i omówienie jakie działania mają poprzedzić podjęcie pracy 
  • Kiedy podjąć pracę

Czy nie sądzisz że zbyt pochopnie przesądzasz wynik dyskusji? 

W dniu 4.11.2018 o 13:06, Gods Top 10 napisał:

Masz tego świadomość, ale czy z tej świadomości wynikają jakieś działania? Próbujesz zmieniać swoje podejście do dyskusji, by ludzie inaczej Cię odbierali? By rozmawiało się im łatwiej? Próbujesz iść np. do sklepu i zagadywać sprzedawców niby o to, co sprzedają, ale w rzeczywistości tylko po to, by eksperymentować jak prowadzić rozmowę, by ludzie od niej nie uciekali?

Tak.

Szukam pomocy u specjalistów oraz sam podejmuje starania. Nie otrzymałem jednoznacznych wskazówek od specjalistów.

Mam problem w formułowaniu myśli. Staram się nad tym pracować w tym dostosować długość wypowiedzi oraz jej treść do rozmówcy oraz sytuacji. Niestety to nie jest widoczne dla rozmówcy. Dopiero dyskusja o tym ujawnia moja pracę. 

Podejmowałem różne próby podtrzymania rozmowy (na stażu, z współlokatorami z akademika oraz sąsiadami) ale  zwykle po krótkiej wymianie zdań to się kończyło. Sprawia mi to trudność. Próbowałem zadawać dodatkowe pytania nawiązując do wypowiedzi współrozmówcy. Pomagało to na krótko.  Jeżeli ktoś mnie zapyta to odpowiem. 

Musisz wiedzieć że przez bardzo długi czas nie byłem świadomy przyczyny moich problemów. Sądziłem że taki jestem. To było dla mnie normalne.

W dniu 4.11.2018 o 13:06, Gods Top 10 napisał:

Nie, nie każdą. Tylko taką, której efektów nie dostrzegam. I przez efekt rozumiem tutaj nie tylko przystanie na propozycje, ale również refleksję typu "to się u mnie nie sprawdzi, za to spróbuję czegoś innego".

To że ty ich nie widzisz to nie znaczy że ich nie ma. Warto zapytać współrozmówce o jego opinie.

W dniu 4.11.2018 o 13:06, Gods Top 10 napisał:

Logika nie zawsze jest właściwą odpowiedzią na wszystko, szczególnie w kwestii emocji. Bo np. przy "logicznym" tłumaczeniu, że "2+2=4" można wypowiedzieć (lub zasugerować) tyle niepochlebnych opinii o rozmówcy, że nie zechce rozmawiać ponownie.

Zgadzam się z pierwszym zdaniem. 

Psychologia to nauka zatem opiera się na logice.

Nie odpowiedziałeś na moje pytanie: Czy moje argumenty nie są logiczne?

W dniu 4.11.2018 o 13:06, Gods Top 10 napisał:

Tylko, czy to jest tak do końca słuszne? Bo przypomina to naukę pływania bez wchodzenia do wody. Owszem, warto znać teorię, ale bez wejścia do wody nauka pływania będzie niemożliwa.

Skoro tego nie wiesz. Proponuję dyskusje temu poświęconą. 

Twoje wrażenie jest słuszne ale nieprawdziwe. Przykłady i wzory, które ustaliłem starałem się wykorzystać w pracy i na studiach. Twoja niechęć do kontynuacji dyskusji nie pozwala ujawnić tych starań.  A wystarczyło zapytać.

W dniu 4.11.2018 o 13:06, Gods Top 10 napisał:

Sadzę, że to niekoniecznie trafne porównanie: nauki na studiach do nauki życia. Na studiach zazwyczaj wykłada się "gotową wiedzę". "Jeśli A, to B, jeśli X, to Y", a w życiu niewiadomych jest znacznie więcej. Niewiele jest gotowych recept. Studiowanie często uczy odtwórczości tego, co powiedział profesor, nie zaś eksperymentowania, samodzielnego szukania rozwiązań.
Tak więc trzymając się tej analogii świata naukowego, warto być w większym stopniu badaczem, który doświadczalnie sprawdza, czy to, co powiedział profesor faktycznie jest prawdą, czy się sprawdza, a jeśli tak, to w jakich sytuacjach...

W mojej wypowiedzi odnosiłem się do przygotowania na każdą możliwość. Nie porównywałem niczego ze sobą. Postawiłem tezę :  Należy podejmować wysiłki aby przygotować na nieznane nawet jeżeli nie możemy przygotować się na wszystko.  Na potwierdzenie podałem przykład studenta przygotowującego się do egzaminu.

Nauka prawie zawsze rozpoczyna się od naśladowania nauczyciela.  

Znów pominąłeś jedno pytanie: " Nie oczekuje przygotowania na każdą możliwość.  Czy ty sądziłeś inaczej?"

W dniu 4.11.2018 o 13:06, Gods Top 10 napisał:

Wyjaśnij.

Moja dziewczyna ma chorobę zakaźną (śmiertelną). Okresowo przechodzi badania monitorujące jej stan zdrowia. Jej pierwszy  chłopak rzucił ją gdy dowiedział się  o jej chorobie. Ma niską samoocenę.  W szkole nie cieszyła zainteresowaniem płci przeciwnej.  Jej rodzice są po rozwodzie. Nie mieszkają ze sobą. Dziewczyna czuje się w rodzinie wykorzystywana i pomijana. Nie doceniane są jej starań. Czuje się gorzej traktowana niż pozostałe siostry.

Potrzebowała wsparcia i miłości, które ja jej zapewniłem.  Ja także odczuwałem potrzebę bliskości oraz wymagałem wsparcia.

Jestem naiwny, łatwo i szybko wybaczam, nie karzę.  Łatwo mną manipulować, nie umiem odmawiać, jestem za dobry. 

W dniu 4.11.2018 o 13:06, Gods Top 10 napisał:

Co robisz dobrze? Za co cenią Cię inni?

Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Często zmieniam ocenę swojego zachowania. Towarzyszy mi niepewność przy ocenie i podejmowania decyzji. Mimo że powinienem być dumny z wielu osiągnięć w tym stypendiów, dyplomów z różnych przedmiotów oraz osiągnięć sportowych tak nie jest. One teraz niewiele znaczą.  Po otrzymaniu dyplomów/wyróżnień po pokazaniu rodzicom wędrowały  do pudła z resztą im podobnym. Ojciec w ogóle ze mną o nich nie rozmawiał. Z jego strony nie pamiętam żadnej nagrody. Matka była dumna ale na kilku słowach uznania się kończyło. Nie świętowałem swoich sukcesów np. po zakończeniu uroczystości wręczenia dyplomów z licencjatów wróciłem do akademika  do oglądania serialów.    

Zazwyczaj gdy coś mi się uda zrobić dobrze znaczącego to początkowo się cieszę ale z czasem radość słabnie.  Moja ocena mojej pracy zmienia się.  Jej wartość spada. Wówczas widzę już niedociągnięcia i braki.   

W dniu 4.11.2018 o 13:06, Gods Top 10 napisał:

Czy to źle, bym chciał, by moje starania przynosiły jakiekolwiek "mierzalne" efekty?

Nie sądzę by było to złe. Ja mam podobne oczekiwania.

W dniu 4.11.2018 o 13:06, Gods Top 10 napisał:

Możliwe, że nie. A czy Ty sam chcesz, by była udana? Próbujesz z niej coś wyciągnąć dla siebie?

Czy Tobie zależy by ta próba wzmocnienia mnie była udana?  Może spróbuje ponownie. 

Tak. Chce by twoja próba wzmocnienia mnie powiodła Ci się. 

Chce potwierdzić słuszność użytych przez Ciebie argumentów. Ucieszy mnie jeżeli się okażą prawdziwe. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×