Skocz do zawartości
Nerwica.com

Pod Trzeźwym Aniołem


Gość

Rekomendowane odpowiedzi

W dniu 30.08.2023 o 15:17, Purpurowy napisał(a):

Coś tego typu. Trochę w ostatnim czasie znowu za dużo balowałem i muszę przystopować.

 

I jak wygąda życie "na trzeźwo"? Jak opisują to tzw. trzeźwi alkoholicy, to generalnie tak na prawdę życie wygląda normalnie, jak normalna codzienność, jednak w ich przekonaniu to jest coś takiego wow, niezwykłego.

 

Typu pójść do sklepu, wrócić, zrobić sobie herbete, wypić, posporzątać kuchnie, pójść skosić trawę, wrócić, napić się szklankę wody, obejrzeć wiadomości, pójść spać.  Generalnie normalne rzeczy, ale w tych opisach jakby im brakowało jakiś petrady, typu jak może być tak normalnie, tak w porządku, aż zaczyna być takie życie trudne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 13.09.2023 o 17:21, Becareful napisał(a):

 

I jak wygąda życie "na trzeźwo"? Jak opisują to tzw. trzeźwi alkoholicy, to generalnie tak na prawdę życie wygląda normalnie, jak normalna codzienność, jednak w ich przekonaniu to jest coś takiego wow, niezwykłego.

 

Typu pójść do sklepu, wrócić, zrobić sobie herbete, wypić, posporzątać kuchnie, pójść skosić trawę, wrócić, napić się szklankę wody, obejrzeć wiadomości, pójść spać.  Generalnie normalne rzeczy, ale w tych opisach jakby im brakowało jakiś petrady, typu jak może być tak normalnie, tak w porządku, aż zaczyna być takie życie trudne.

Jak wygląda życie na trzeźwo? W moim przypadku wyglada ciężko, w porównaniu do życia po pijaku. Jak wspominam czasy kiedy łoiłem dzień w dzień do porzygu, spałem tam gdzie się wywaliłem itp itd to w pewnym sensie tęsknię za tamtymi czasami. W pewnym sensie oczywiście. Nie goniła mnie praca, żadne zobowiązania, ubezpieczenia, opłaty itp itd. życie było prostsze. O wiele prostsze. Jedyny problem to wyżulić parę złotych na jabola. Tak więc nie dziwię się niektórym alkoholikom że życie w trzeźwości ich przerasta. Takie coś po prostu potrafi przytłoczyć człowieka, pomimo najlepszych chęci do walki z nałogiem. Aczkolwiek póki potrafię, to staram się nie wrócić do tamtego życia.

Edytowane przez Purpurowy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

21 godzin temu, Purpurowy napisał(a):

życie było prostsze. O wiele prostsze

 

Oczywiście się zgadzam. Sam doświadczając uzależnień, krótkoterminowo czuje się lepiej będąc w uzależnieniu. Natomiast odstawiając na bok uzależnienia, żyje mi się przez pewnien, dość długi, czas ok. Ale potem zaczy brakować sensu w życiu, a ten sens - jakby - daje uzależnienie. To jest taka moja hipoteza. Coś jest co ciągnie do poprzedniego stylu życia, czasem nawet wraca to w sposób niezauważony. 

 

Ogólnie dla części ludzi życie nie jest łatwe. Nawet dla tych co nie mają problemu z alkoholem. Opłacić rachunki, pracować całe dnie mając niską pensje,  to nie jest łatwe wiązać koniec z końcem. Może jednak na tym polega odpowiedzialność, dorosłość, dotrzymywanie słowa, itd. że biorę życie w swoje ręce, może będę całe życie spłacał małe mieszkanie, ale chociażby i to będzie czymś ok, czymś zobowiązującym. 

 

Edytowane przez Becareful

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 15.09.2023 o 18:00, Becareful napisał(a):

 

Oczywiście się zgadzam. Sam doświadczając uzależnień, krótkoterminowo czuje się lepiej będąc w uzależnieniu. Natomiast odstawiając na bok uzależnienia, żyje mi się przez pewnien, dość długi, czas ok. Ale potem zaczy brakować sensu w życiu, a ten sens - jakby - daje uzależnienie. To jest taka moja hipoteza. Coś jest co ciągnie do poprzedniego stylu życia, czasem nawet wraca to w sposób niezauważony. 

 

Ogólnie dla części ludzi życie nie jest łatwe. Nawet dla tych co nie mają problemu z alkoholem. Opłacić rachunki, pracować całe dnie mając niską pensje,  to nie jest łatwe wiązać koniec z końcem. Może jednak na tym polega odpowiedzialność, dorosłość, dotrzymywanie słowa, itd. że biorę życie w swoje ręce, może będę całe życie spłacał małe mieszkanie, ale chociażby i to będzie czymś ok, czymś zobowiązującym. 

 

Przecież takie życie to nuda, jak można żyć tylko praca, dom. Tv staram się w ogóle nie włączać bo to zło. Ewentualnie film ściągnięty. Ciężko być po prostu dorosłym. Nudzę się a mam 45 lat, dorosłe dzieci. Jeszcze nie samodzielne,tylko to mnie trzyma od tego żeby się rzucić w wir nałogów 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość Purpurowy
W dniu 14.09.2023 o 20:08, Purpurowy napisał(a):

Jak wygląda życie na trzeźwo? W moim przypadku wyglada ciężko, w porównaniu do życia po pijaku. Jak wspominam czasy kiedy łoiłem dzień w dzień do porzygu, spałem tam gdzie się wywaliłem itp itd to w pewnym sensie tęsknię za tamtymi czasami. W pewnym sensie oczywiście. Nie goniła mnie praca, żadne zobowiązania, ubezpieczenia, opłaty itp itd. życie było prostsze. O wiele prostsze. Jedyny problem to wyżulić parę złotych na jabola. Tak więc nie dziwię się niektórym alkoholikom że życie w trzeźwości ich przerasta. Takie coś po prostu potrafi przytłoczyć człowieka, pomimo najlepszych chęci do walki z nałogiem. Aczkolwiek póki potrafię, to staram się nie wrócić do tamtego życia.

A teraz to wszystko to uj i pytanie za 666 punktów, jak wyjść z ciągu (kolejnego)? Bo to do wuja chafla nie podobne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość Purpurowy

Znowu przestałem ogarniać temat. Od kilku tygodni ani jednego dnia na trzeźwo. Co z tym zrobić?

Edytowane przez Purpurowy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witajcie w tym wątku. Odstawiłem benzo 7 a alkohol 6 tygodni temu. Jak długo trwa regeneracja mózgu po używkach? Odstawiłem bo miałem stany lękowe, zmęczenie życiem oraz narastające objawy somatyczne. Jedynie somatyczne lekko ustąpiły natomiast nasila się chyba pierwotna choroba czyli dystymia plus stany lękowe plus zmęczenie życiem plus anhedonia. Tak się złożyło, że po odstawieniu miałem pierwszą wizytę z psychoterapeutką nurtu CBT na NFZ a czekałem na to ponad 6 miesięcy. Wykopała mnie na 2 spotkaniu zalecając poradnie uzależnień. No cóż, nie specjalizuje się i mówi się trudno, jednak podkręciła we mnie trybik alkoholika, którym jestem. Nie piję kilka tygodni, nie mam potrzeby picia ale pierwotne dolegliwości mnie miażdżą. Leki juz przerabiałem wielokrotnie i jest na nich tylko gorzej a w zasadzie podobnie jak teraz się czuje plus jeszcze parę skutków ubocznych. Tyle tylko, że leki dają nadzieję, że jak przemęczę parę miesięcy to będzie parę miesięcy trochę lepiej. Teraz na abstynencji nie mam tej pewności. W przyszłym tygodniu 2 wizyta u psychoterapeuty prywatnie.

Podsumowując czy z alko czy bez jest źle ale alko daje te chwile wytchnienia i pozornej normalności( bo czuję się wtedy lepiej). Jak długo jeszcze dać sobie szansę bez alko ( bo benzo definitywnie odstawiłem) ? Alko ratował dupę przez kilkanaście lat, przestał działać tak jak kiedyś od około 3 lat. Słabo to wygląda, ja wiem ale jakoś trzeba żyć. Nowy psychoterapeuta zapytał, czy miałem przez alko jakieś problemy. Nigdy i alkoholem mało kiedy zapijałem duży problem, pomagał mi rekreacyjnie choć wtedy w dużych ilościach czyli 0,5 l lub więcej na raz co tydzień lub więcej i częściej w dni urlopowe. No to usprawiedliwiłem moje picie.

Wracając do początku, czy jest jakiś okres czasu do którego można mieć nadzieję, że mi się poprawi bez alko i kiedy uznać, że problem jest nie z alko tylko z psychiką? Dodam, że z psychiką miałem problem wcześniej niż zacząłem pić w większych ilościach i teraz trudno powiedzieć jaki problem aktualnie mnie niszczy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Maat napisał(a):

Mi psychiatra powiedział kiedyś tak:"Dopóki nie upora się pani z uzależnieniem od alkoholu, nie ma co myśleć o wyjściu z depresji".

No i dostosowałam się do tego.

Tylko że depresja u mnie wraca mimo prób odstawiania leków.

Ale przynajmniej mózg mam już wolny od alkoholu.

ja mam wrażenie, że alkohol jest łatwym wyjściem i uzasadnieniem dla masy psychiatrów i psychologów. Pijesz znaczy to jest twój problem. Nie pijesz a piłeś to przez ten alkohol, który wypiłeś. Alkohol pomaga znaczy jesteś alkoholikiem.

W nadmiarze zgodzę sie, że jest złem a to co z czego u mnie wynika pewnie się już nigdy  nie dowiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

7 godzin temu, stracony2 napisał(a):

Podsumowując czy z alko czy bez jest źle ale alko daje te chwile wytchnienia i pozornej normalności( bo czuję się wtedy lepiej). Jak długo jeszcze dać sobie szansę bez alko ( bo benzo definitywnie odstawiłem) ?

Alkoholu nie odstawiłeś definitywnie? Planujesz do niego wrócić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, Maat napisał(a):

@stracony2,no i jak się czujesz,co u ciebie słychać?

kurcze, napisałem się i mi gdzieś wiadomość wcieło

wracam do picia, po przeczytaniu mojego wątku zaczętego tu 15 lat temu to jestem dalej w takim samym położeniu a wtedy to w zasadzie dopiero zaczynałem moje regularne picie.  Niewiele się zmieniło, ilość alkoholu przez te lata bardzo porównywalna. Bez niego potrafię żyć ale to trudne życie a ja mam zryty beret dużo dłużej i dużo bardziej. Generalnie mogę przestać ale nie mam po co bo wtedy to już czarna dupa.

Psycho zalecił, żeby monitorować ilość i postara się pomóc bez stygmatyzowania mnie jako alkoholika.

 

Edytowane przez stracony2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

7 godzin temu, Maat napisał(a):

@stracony2,szkoda, że wróciłeś do picia.

Ja nie piję pięć lat dzięki terapii.

A powiedz mi,co ty robisz w ciągu dnia?Masz konkretne zajęcie?

Mam fajną pracę. Przykład z dzisiaj. Po pracy zakupy spożywcze na których czułem się jak zombi, obiad plus jak zwykle ostatnio za dużo słodyczy i spałem do teraz. Do obiadu symboliczny drink  słabszy niż piwo, chodź szczerze to miałem wlać w siebie więcej. Już tak się zakręciłem, że go sobie odmawiam a na trzeźwo nie funkcjonuję i to w zasadzie od zawsze, nie wiem co to znaczy czuć się dobrze. Teraz, 15 lat temu, 25 lat temu jak piłem sporadycznie, nie częściej niż raz w miesiącu, zawsze źle. 35 lat temu też podobnie i tylko sporadycznie alkohol przynosił ulgę. Dziwne to jest, że tak się czując nie piłem codziennie katując się przebywaniem ze sobą. Wszystkie leki, próby terapii nic nie wniosły. Jestem alkoholikiem bo odczuwam bycie nie wpływem za ten jedyny czas, kiedy życie mniej boli, układam sobie ten czas  kiedy będę mógł wędrowac pod wpływem, nawet usiąść w ogrodzie i w spokoju popatrzeć jak rośnie trawa. Bez alko jest źle, alko jest złe. Nie jestem pijany, rano też nie byłem a czułem się podobnie czyli źle.Nic nie pomaga, no prawie nic bo alko i tak od kiedy pamiętam. Różni lekarze i jestem zdrowy, tylko głową nie domaga. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×