Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Neseir

Światopogląd pacjenta a psychoterapia

Rekomendowane odpowiedzi

By formalności stało się zadość i aby nie nabijać zbędnych postów - "Dzień dobry państwu"... i szybciutko przechodzimy do rzeczy. Na forum nie ma podobnego tematu - takie chociażby"Żyć czy istnieć" nie pokrywa się z mocno dręczącą mnie kwestią, właśnie ściśle związaną z filozofią i światopoglądami wyznawanymi przez (potencjalnego) pacjenta / klienta psychoterapii.

Na ile (jakakolwiek) terapia sabotuje albo "sabotuje" w tym kontekście pacjenta? Czy terapeutyczny sukces utożsamić można z udanym, chociaż do pewnego stopnia, potocznie to określając - spraniem mózgu? Czy w tym wszystkim nie chodzi głównie o transformację smutnego, "toksycznego" ignoranta w ignoranta - ale wyciszonego i roześmianego?

Powody takiego stanu rzeczy są bardzo dalekie od rzekomej neutralności - przecież jeśli terapeuta dostrzega u pacjenta szkodliwy dla jego zdrowia psychicznego pogląd, będzie starał się, na tyle na ile pozwala mu etyka (która też jest efektem zespołowej pracy umysłowej na gruncie światopoglądowym!) - wyrugować ten pogląd, uznając go jeszcze za objaw choroby. A na ABC Zdrowie czytamy, że jednym z zadań terapeuty jest "zaszczepianie korzystnego obrazu świata"...

Wracam więc do wątpliwości z drugiego akapitu - ten psychicznie najzdrowszy i uchodzący za najrozsądniejszego człowiek wciąż żyje toną mocno szkodliwych złudzeń - NIE SPOTKA MNIE NIC ZŁEGO / BAWIĘ SIĘ "ZŁYMI" RZECZAMI, ALE NIE PONIOSĘ "ZŁYCH" KONSEKWENCJI / UDA MI SIĘ / SPOTKAM WYŁĄCZNIE "DOBRYCH" LUDZI, etc. Mało wyrafinowane przykłady, ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Świat nie ma nic przeciwko takiej naiwności, gdyż jest to dla ogółu... po prostu korzystne. Zmniejsza ryzyko rzucenia tego wszystkiego w diabły i wpakowaniu się "na czołówkę" podczas jazdy autostradą. Drobniutki problem polega na tym, że bańka urojeń musi pozostać nienaruszona, musi być utwardzana - i czy tego nie robi psychoterapia, może niezbyt otwarcie - ale jednak?

Przekonanie korzystne = dobre to czysty utylitaryzm, prąd myślowy, którym choćby ja osobiście gardzę. I jak ma nie dojść do konfliktu uniemożliwiającą pracę terapeutyczną, gdy wszystkie terapie wychodzą z założeń wzgardzonych filozofii? Uznanie konkretnego światopoglądu za objaw choroby (co zresztą już wyżej wspomniałem) to wejście, ani chybi, na szlak "psychuszkowy"... Jak inaczej zareaguje terapeuta, kiedy na pytanie "Problemem z którym pan przychodzi, jest...?" usłyszy "Ano, chora, samooszukująca się ludzka świadomość"?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czy w tym wszystkim nie chodzi głównie o transformację smutnego, "toksycznego" ignoranta w ignoranta - ale wyciszonego i roześmianego?

Nie, w tym wszystkim chodzi o zmianę reakcji emocjonalnych na korzystne a nie o zmianę światopoglądu na korzystny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Na ile (jakakolwiek) terapia sabotuje albo "sabotuje" w tym kontekście pacjenta? Czy terapeutyczny sukces utożsamić można z udanym, chociaż do pewnego stopnia, potocznie to określając - spraniem mózgu? Czy w tym wszystkim nie chodzi głównie o transformację smutnego, "toksycznego" ignoranta w ignoranta - ale wyciszonego i roześmianego?
Zdecydowanie nie. Jesli ktoś ma takie wyobrażenie terapii, to jest ono blędne bądź trafil na konowała, który sam powinien się udac na psychoterapię z prawdziwego zdarzenia. Terapia ma za zadanie byc dla Ciebie lustrem i pomóc identyfikować problemy, nazywać je, przedstawiać możliwe rozwiązania. To, co z tym zrobisz, to już Twój wybór. Nikt do niczego nie ma prawa Cię zmuszać. Terapeuta może podsuwać pomysły, może przedstawiać interpretację danych odczuć, zdarzeń, ale czy Ty je przyjmiesz jako swoje - nadal będzie zależało od Ciebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Psychoterapeuta zazwyczaj nie powinien ingerować w poglądy pacjenta, nawet jeśli ma też takie, z którymi ogólnie psychologia się nie zgadza.

 

Co innego np. w sytuacji, gdy jest znaczny związek między poglądami, a zaburzeniem. Np. jeśli pacjent ma zaburzenia eklezjogenne, to uważam, że psychoterapeuta powinien mieć prawo do ingerowania w poglądy religijne pacjenta.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co innego np. w sytuacji, gdy jest znaczny związek między poglądami, a zaburzeniem. Np. jeśli pacjent ma zaburzenia eklezjogenne, to uważam, że psychoterapeuta powinien mieć prawo do ingerowania w poglądy religijne pacjenta.

Albo np. pacjent jest homo i jednocześnie wychowany w bardzo religijnym klimacie i przeżywa dramat. Tu chyba jest już konieczne zrewidowanie nieco poglądów i wprowadzenie do głowy trochę normalnych informacji na ten temat. Chyba, że ktoś nie daj boże pójdzie szukać pomocy w ośrodkach "leczących" z innej orientacji, a takie chyba jeszcze dotrwały do dziś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Terapia nie jest wkręcaniem naiwnego pozytywnego myślenia. Praca nad przekonaniami to tylko jedna ścieżka i moim zdaniem tak często terapia się nimi tym nie zajmuje. Zmiana przekonań polega na przykład na zwiększaniu poczucia podmiotowości (poczucia, że moje życie zależy ode mnie). Poza tym niektóre przekonania można określić jako fałszywe, na przykład "picie alkoholu mi nie szkodzi" (kiedy szkodzi) albo "nie mam zdolności manualnych" (bo tak mi ktoś wmówił) albo "żeby coś osiągnąć, trzeba być złodziejem" (no trochę tak było w naszym kraju, ale to inny temat).

 

Przekonanie korzystne = dobre to czysty utylitaryzm, prąd myślowy, którym choćby ja osobiście gardzę. I jak ma nie dojść do konfliktu uniemożliwiającą pracę terapeutyczną, gdy wszystkie terapie wychodzą z założeń wzgardzonych filozofii? Uznanie konkretnego światopoglądu za objaw choroby (co zresztą już wyżej wspomniałem) to wejście, ani chybi, na szlak "psychuszkowy"...

 

Różne nurty terapii wywodzą się z bardzo różnych filozofii i nie jest to utylitaryzm, choć czasem dryfują w tym kierunku. Terapia jednak zmierza do tego, aby człowiek dobrze funkcjonował i miał realistyczne podejście do świata (jedno z drugim się łączy). Pozytywne na siłę, odrealnione myślenie nie sprawi, że człowiek będzie sobie lepiej radził z problemami, więc nie byłoby skuteczne.

Żaden światopogląd nie jest objawem choroby i nie może być za taki uznany, chyba że wchodzą w grę urojenia, ale nie wiem czy można je nazwać światopoglądem, bo jest on chyba czymś głębszym. Żaden nurt terapii nie uznaje, że istnieje jakiś prawidłowy światopogląd.

Pranie mózgu nie nastąpi bez Twojego udziału. Nikt Cię nie zahipnotyzuje. Jeśli poglądy terapeuty nie będą Ci odpowiadać, możesz go zmienić. Jest w czym wybierać, ja na przykład chodziłam długo na terapię w poradni chrześcijańskiej, bo było to ze mną zgodne i dlatego dobrze na mnie działało.

Jeśli już na starcie masz dużą obawę o to, czy terapia nie naruszy Twoich przekonań, to raczej nie jesteś dobrym materiałem na wypranie mózgu, co najwyżej jesteś słabym materiałem na terapię, jeśli Twoja sztywność jest zbyt duża. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×