Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Neseir

Użytkownik
  • Zawartość

    49
  • Rejestracja

  1. 11/10. Myślałem kiedyś że to tylko moja, ekstremalnie wyjątkowa historia. Obcując z czymś takim przestaję wierzyć, że wszechświat jest przypadkowy... bo schizotymika NIE da się stworzyć "normalnym" terrorem, tj. chociażby prostackim szantażem czy straszeniem opartym na motywie reputacji ("Co ludzie powiedzą?!?!?"). Nic z tych rzeczy. Tzw. progresywne środowiska utyskują na od lat na uprzedmiotowienia kobiet - mogę z całą pewnością stwierdzić, że nie mają pojęcia, co to znaczy PRAWDZIWE uprzedmiotowienie. Sprowadzenie do absolutnego zera było ulubioną techniką wychowawczą mojej matki - ja nie byłem już "sobą", nie byłem "tylko" ciałem, byłem wyłącznie zamanifestowaną emocją, prymitywną wiązką myśli - tak oto tworzyła perfekcyjne warunki, by móc przepchnąć swoją propagandę odnośnie "misji". To nie jest zwyczajne psychiczne obezwładnienie / rozbrojenie: Oczywiście nigdy tego tak nie sformułowała, nie szepnęła ani słówka - ale jej "plan wychowawczy", odnośnie założeń, niemal perfekcyjnie się wypełnił. Kudos?
  2. Poznałem przyczynę unicestwienia swojej jaźni - ew. celowego zablokowania jej rozwoju. I to nie była praca na gruncie psychologii, a raczej detektywistyki - serio. W tej totalitarnej organizacji, nazwanej dla ściemy rodziną, aktywnie ukrywano informacje kluczowe w kontekście mojego "zdrowia psychicznego" (piszę w cudzysłowie - mogę już tylko spekulować, co to znaczy). Ukrywano... bo liczył się pewien "wyższy cel", misja, którą miałem zrealizować pod przymusem - ale żebym tego przymusu nigdy nie odczuł, nie mogłem mieć tożsamości, wiedzy, niczego. Tym bardziej absurdalnie brzmi teraz rada, jaką otrzymałem w psychuszce w 2008 roku - "IĆ NA TERAPJĘ, TO 70% SUKCEZU!!!". Przecież terapeuta strzelałby podręcznikowymi teoriami, licząc że któraś w końcu "zaskoczy" - a nie może przyznać przed pacjentem, że psychologia potrafi być bezsilna i nie wyjaśnia wszystkiego. Wyglądałby to tak samo, jak mój proces diagnostyczny w szpitalu: A może to jest tak, że... A czy nie jest trochę tak, że... Być może myślisz w ten sposób, bo... X mogło poniekąd wynikać z Y Tyle, że tam już mieli z góry założoną tezę (ignorowali niepożądane komunikaty, poza tym - to nie była moja pierwsza próba samobójcza) tj. ooo, nawracające próby, pacjent ogólnie trudny - więc klepnijmy mu bordera. NFZ za mało płaci, by specjaliści zachowywali się profesjonalnie, kawka się sama też nie wypije. Byłem "wychowywany" metodami (pseudo?)terapeutycznymi - co jak co, ale do niszczenia człowieka nadają się idealnie. Zresztą proces terapeutyczny (z całą otoczką) za bardzo przypomina procedurę prania mózgu w sektach.
  3. Neseir

    Uczucie bycia w sobie

    Na dysocjacje i depersonalizacje raczej żadne diety-cud nie pomogą.
  4. Jedno ze źródeł Czy ten opis mógł brzmieć mniej więcej tak? Cóż, laikowi i tak nic liczby 1-2-3, bądź 6-8 nie powiedzą. Jeżeli opis brzmiał wyraźnie inaczej, możliwe że test nie wykazał podwyższonych skal - wtedy psychologowie nie opisują "patologii", a wyłącznie charakterystykę osobowości. Ale co innego jest w tym wszystkim ważne: edukuj się na temat osobowości schizotypowej - chorzy są zbyt często błędnie diagnozowani. STPD to bardzo słabo przebadane zaburzenie. Lekka dygresja: robota klinicysty w XXI wieku nie polega już na wykrywaniu mataczenia (bo to wykaże program do obsługi MMPI-2 - a trudno go oszukać) a "tylko" próbie uzyskania odpowiedzi dlaczego pacjent chciałby przedstawić się w lepszym bądź gorszym świetle.
  5. *** POST (SIŁĄ RZECZY) ZDRADZA FABUŁĘ TAKSÓWKARZA (1976) I PRZEŁAMUJĄC FALE (1996) *** Odnosiłem się już do najsłynniejszego schizotymika w historii kina... "A co z najsłynniejszą schizotymiczką, ty okrutny seksisto?!" Cóż, proszę bardzo: I nikogo te dwa rewelacyjne studia osobowości schizotypowej nie interesują - w tym "właściwym" kontekście. Miałem tego nie pisać, ale odważę się: brak poczucia tzw. ontologicznej pewności jest NAJGORSZYM PIEKŁEM, jakiego może doświadczyć człowiek. Bez żadnego "ale". Tak, kiedy już zarysujemy takie ramy koncepcji cierpienia, motywy w stylu "chcę się zabić, bo mnie dziewczyna zostawiła" brzmią komicznie - jednak będę podkreślał, że nie interesują mnie trywialne licytacje pt. co kogo bardziej boli albo co powinno boleć. Schizofrenik / schizotymik żyje (musi żyć) w świecie mitu, świętej abstrakcyjnej przestrzeni, której mętnym odzwierciedleniem jest rzeczywistość. Carlos Castaneda mógłby napisać, że te osoby mają dar dostępu do naguala, ale nie mają pojęcia co tym zrobić - i taki stan rzeczy musi kiedyś zaowocować katastrofą. Bo problem polega na tym, że te dwa światy (mit i "rzeczywistość", nagual i tonal, dao i powiedzmy, że lekceważenie wu wei i pu) prawie nigdy się nie przenikają... w umyśle zdrowego człowieka. Ale nie u schizofrenika / schizotymika. Tym ludziom wykradziono esencję istnienia, (psychologia to właśnie ma na myśli mówiąc "tożsamość", "self", etc), co owocuje niepojętym dla "normalsa" dramatem. Bez esencji, ontologicznej pewności, nie da się żyć, bo to ona gwarantuje zakotwiczenie w rzeczywistości, z całym systemem granic ego. Schizofrenik musi szukać ukojenia w krainie mitu, który stworzył naszą cywilizację, całe tzw. człowieczeństwo - penetracja krainy mitu mogłaby teoretycznie zostać nagrodzona odzyskaniem esencji. Ale niestety - to broń obosieczna. Jeżeli pytacie o co konkretnie chodzi z tą esencją i mitem i żądacie jeszcze bardziej konkretnych przykładów... proszę bardzo: Oto, nazwijmy to, "ARCYMIT", kulturowo-biologiczny fundament esencji kobiety: urodzić i uformować herosa, który zbawi świat. To mitologiczny, "prawdziwy" sens życia każdej kobiety. Konfrontacja z tym mitem bez żadnego przygotowania, przewodnictwa kończy się tragicznie (precyzując: psychozą). Dlaczego tak częstym urojeniem wśród schizofreniczek jest przekonanie, że są w ciąży z mesjaszem? Cóż, oto odpowiedź. Oto, nazwijmy to, "ARCYMIT", kulturowo-biologiczny fundament esencji mężczyzny: stać się herosem i zbawić świat. To mitologiczny, "prawdziwy" sens życia każdego mężczyzny. Konfrontacja z tym mitem bez żadnego przygotowania, przewodnictwa kończy się tragicznie (precyzując: psychozą). Dlaczego tak częstym urojeniem wśród schizofreników jest przekonanie, że są mesjaszami?
  6. Mmmmmmhhh... Osobowość unikająca? Ew. kombo silna nerwica + fobia społeczna? Oj panie drogi, zabieraj się pan za "poważniejsze" lektury, ino prędko. "Olbrzymie wyrzuty sumienia z błahych powodów" - oczywiście zakładając, że piszesz prawdę - to coś, co bardzo silnie sugeruje, że doświadczasz znacznego przerostu Superego, czyli tej części Twojego psychicznego szkieletu, na którą składa się m.in. koncepcja moralności, poczucia obligacji, (rzekome...) zasady współżycia społecznego. Jeżeli mam rację - rdzeń Twoich problemów jest nerwicowy. I już wiesz, na czym stoisz. Linkowałem to kiedyś w wątku poświęconym osobowości unikającej: Materię tę można zdefiniować jako "konstrukcję układu nerwowego". Wiąże się ona chociażby z motywem zapotrzebowaniem na stymulację, ważnym podwymiarem na gruncie koncepcji osobowości. A tzw. próg aktywacji układu nerwowego w odpowiedzi na zewnętrzne stimuli u "uników" i "borderów" jest bardzo niski, co przynajmniej częściowo tłumaczy ich zachowania i sposób myślenia. Autorze tematu - według mnie masz do wyboru dwa rozwiązania; a gdybyśmy żyli w ekstremalnej utopii, zasugerowałbym połączenie obu naraz... 1) Miałeś już styczność z psychiatrami, masz już pewne doświadczenia z lekami na koncie, więc dysponujesz odrobinę większą szansą by wyżebrać receptę na pregabalinę, jedyny nakierowany typowo na lęk farmaceutyk, który nie uzależnia. Problem? Pregabalina jest koszmarnie droga - w kontekście zespołów lękowych skuteczna dawka terapeutyczna zaczyna się dopiero od 300 mg / doba. Rzecz refundują - ale dla osób chorujących na epilepsję. Nawet jeżeli posiadasz nielichy majątek pozwalający Tobie na zakup leku, musisz liczyć się z skutkami ubocznymi leku, mogącymi Ci znacząco zaszkodzić w tzw. codziennym funkcjonowaniu. Ale skoro "codzienne funkcjonowanie" i tak leży i kwiczy... 2) Wspomniana psychoterapia. Dobra informacja brzmi tak, że możesz mieć względnie wysoką pewność odnośnie trafienia na dobrego specjalistę, że to tak to "statystycznie" ujmę: ze wszystkich możliwych zaburzeń to właśnie klasyczne nerwice psychoterapeuci pojmują wystarczająco dobrze (z racji specyfiki rozwoju psychoanalizy) i wiedzą, jak z nimi pracować. Zła informacja zaś... terapia jest jeszcze droższa niż leki. Ta tzw. prawdziwa terapia: w ujęciu psychodynamicznym, najlepiej powinna obejmować 12 sesji w miesiącu po 50 minut, przez pół roku. Taki właśnie punkt odniesienia (i kilka innych...) zarysowali badacze, kiedy sprawdzali możliwy wpływ terapii na zdrowie psychiczne. Najgorsza wiadomość brzmi następująco: kontakt ze złym specjalistą jest gorszy niż brak kontaktu z żadnym specjalistą.
  7. Neseir

    Eckhart Tolle

    "Szkoda szczępić ryja" na tego szarlatana, więc będzie (raczej?) krótko... Nie ma żadnych "teorii Tolle'a", bo on nie jest żadnym twórcą. Mając świadomość, że społeczeństwo tzw. zachodu to ignoranci z pamięcią ameby (którzy jednak latami pamiętają, że aktorka X założyła w dniu 5.05.1999 sukienkę z wyjątkowo dużym dekoltem), nie tylko bezkarnie splagiatował dorobek egzystencjalistów, a dodatkowo kompletnie go wypaczył - bo oryginalna filozofia jest zbyt pesymistyczna, a ludzie nie kupują tych wszystkich mądrych książek, by poczuć się gorzej. Eckhart jest Niemcem, a kilku wybitnym egzystencjalistom też zdarzyło się być Niemcami, więc nie miał nasz misio kłopotów z dotarciem do źródeł i ogarnięciem podstawowych terminów / definicji - nie jak w przypadku Polaków czy Anglików, którzy musieli zadowolić się niedokładnymi tłumaczeniami bardzo hermetycznych na gruncie językowym prac (chociażby to nieszczęsne sein / dasein...). Cóż, może przejdźmy do sedna... Egzystencjaliści: Bez własnej woli i wiedzy zostaliśmy wrzuceni w rozkładające się ciało; jesteśmy niewolnikami zjawisk fizycznych; nie możemy funkcjonować bez schwytania w kleszcze relacji międzyludzkich - nigdy nie będziemy całkowicie samodzielni; Do obłędu prowadzi nas czas: jesteśmy zawieszeni między przeszłością której nie da się zmienić, a przyszłością, która jeszcze nie nadeszła; rozpacz, którą przeżywamy jest bezwartościowa - nieważne jak bardzo cię skrzywdzono, upokorzono, zgwałcono, zniszczono - wciąż żyjesz swoim życiem, którego NIE MOŻNA przepisać na czyjeś konto, nawet włączając w ten kierat Boga; absurdem jest, że się narodziliśmy, absurdem jest, że umrzemy; jesteśmy skazani na wolność - i nie ma to żadnych przyjemnych konotacji: urzeczywistnienie, jedyna forma ratunku, idée fixe egzystencjalistów jest koniecznością, co jednocześnie przeczy całej idei wolności. Konkludując: Życie jest piekłem. Eckhart Tolle: Bez własnej woli i wiedzy zostaliśmy wrzuceni w rozkładające się ciało; jesteśmy niewolnikami zjawisk fizycznych; nie możemy funkcjonować bez schwytania w kleszcze relacji międzyludzkich - nigdy nie będziemy całkowicie samodzielni; Do obłędu prowadzi nas czas: jesteśmy zawieszeni między przeszłością której nie da się zmienić, a przyszłością, która jeszcze nie nadeszła; rozpacz, którą przeżywamy jest bezwartościowa - nieważne jak bardzo cię skrzywdzono, upokorzono, zgwałcono, zniszczono - wciąż żyjesz swoim życiem, którego NIE MOŻNA przepisać na czyjeś konto, nawet włączając w ten kierat Boga; absurdem jest, że się narodziliśmy, absurdem jest, że umrzemy; jesteśmy skazani na wolność - i nie ma to żadnych przyjemnych konotacji: urzeczywistnienie, jedyna forma ratunku, idée fixe egzystencjalistów jest koniecznością, co jednocześnie przeczy całej idei wolności. Konkludując: Życie jest zajebiste. Nasz misio wymiata. Taka wykładnia nie sponsoruje drogi do oświecenia, tylko do psychozy. On bez żenady tworzy grunt pod splitting, w ekstremalnym wydaniu. Śliczny wkład w podtrzymywanie schizofrenicznej natury naszej cywilizacji, winnej większości cierpień jednostki ludzkiej.
  8. Neseir

    Depresja- fakty i mity

    W sumie skorzystam z tego, że to przypięty temat - bo nie chodzi mi TYLKO o próbę obalania kretyńskiego mitu pt. "Kiedyś to ludzie nie mieli depresji, a jak mieli, to znaczy że za mało harowali, he he he" Depresja z tendencjami samobójczymi. Wywiad psychiatryczny z lat 50. Eee... także "podsumujmy": I jeszcze rzecz odnośnie bezsenności... ŹRÓDŁO Ale nie ma co się przejmować tymi naukowymi bzdurami. I tym, że w latach 50. jedyną metodą leczenia depresji były elektrowstrząsy (które i tak nie skutkowały w dłuższej perspektywie). Wystarczyło po prostu duszyć rupę i pozmywać podłogi, nie wycierając sobie gęby służbą
  9. Mechanizm działania SSRI jest rzeczywiście identyczny - liczy się moc działania (siła wychwytu serotoniny w szczelinie synaptycznej), jednak przedstawiciele i tej grupy leków różnie oddziałują jeszcze na inne neuroprzekaźniki, a to właśnie czasem bywa zbawienne... Przykład? - Fluwoksamina: wpływa na serotoninę jak normalny SSRI, ale także na receptor sigma-1, który może być związany z korzystnym wpływem na objawy produktywne psychozy i działaniem przeciwlękowym - Fluoksetyna: antagonizm receptorów serotoninergicznych 5HT 2C i (słabe) hamowanie transportera noradrenaliny mogą powodować dodatkowe działanie przeciwdepresyjne, szczególnie w przypadku terapii wyższymi dawkami leku - Paroksetyna: (słabe) hamowanie transportera noradrenaliny może powodować dodatkowe działanie przeciwdepresyjne, szczególnie w przypadku terapii wyższymi dawkami leku; antagonizm receptorów muskarynowych może dawać pewien efekt antycholinergiczny, a hamowanie syntazy tlenku azotu - dysfunkcje seksualne. - Sertralina: - (słabe) hamowanie transportera dopaminy może powodować dodatkowe działanie przeciwdepresyjne, szczególnie w przypadku terapii wyższymi dawkami leku - Escitalopram - S-enancjomer citalopramu: selektywne hamowanie wychwytu zwrotnego serotoniny (bez właściwości antyhistaminowych) - Citalopram - S-citalopram - hamuje wychwyt zwrotny serotoniny; R-citalopram - nie wykazuje działania przeciwdepresyjnego; kompetycyjnie ogranicza hamowanie SERT przez S-citalopram i wykazuje słabe właściwości antyhistaminowe (istotne przy wyższych dawkach leku, które mogą powodować nadmierną sedację)
  10. Ehmmm... No to na uzupełnijmy: ŹRÓDŁO 1 ŹRÓDŁO 2 A odpowiedź na ewentualne pytanie "Czym niby różnią się schizotymicy (i inni ciężko zaburzeni, bo 2-7-8 nie jest exclusive...) od schizofreników?" brzmi chociażby tak:
  11. Symptomy i zachowania Chroniczne psychologiczne nieprzystosowanie; Przytłoczeni lękiem, napięciem i depresją; Czują się niepewni i bezradni; Próbują kontrolować zamartwianie się poprzez intelektualizację i jałową samoanalizę; Kłopoty z koncentracją i podejmowaniem decyzji; Funkcjonują na bardzo niskim poziomie produktywności; Silna reakcja na małe stresory, szybko pociągająca za sobą kryzys behawioralny; Winią innych za swoje problemy; Styl życia - niepoukładany. Małe okresy pracy zarobkowej; Pochłaniają ich dziwne, niepopularne idee religijne; Charakterystyka osobowości Brak podstawowych umiejętności społecznych; Odsuwają się w kontekście aktywności; Ambiwalencja w relacjach międzyludzkich: nigdy w pełni nie zaufają i nie pokochają; Mogą nigdy nie wytworzyć dojrzałego, intymnego związku; Relacje nie przynoszą poczucia gratyfikacji, są zubożone przez niepewność i niedostosowanie; Czynniki prognostyczne Chroniczność zaburzenia; Zdezorganizowany model życia; Intensywność doświadczania epizodów rozemocjowanego, niezrównoważonego zachowania pod wpływem stresu; Ogólna ciężkość zaburzenia; Leczenie Wymagana intensywna psychoterapia z racji chroniczności zaburzenia; Pacjent wymaga wiele wsparcia emocjonalnego z racji ogromu zmartwień, który sprawia, że trudno skupić się nad konkretami; Potrzebna jest praca nad niskim poczuciem wartości i niedostosowaniem; Występują trudności w zaangażowaniu pacjenta w proces terapeutyczny, gdyż nie wierzy, że terapia przyniesie jakiekolwiek pozytywne skutki. Terapeuta musi więc egzekwować pełne optymizmu podejście; Wymagana jest praca nad ruminacjami; Niezalecana jest nieustrukturyzowana terapia w ramach psychologii wglądu. Pacjent, któremu doradzono introspekcję może doświadczyć przełomu psychotycznego; Pacjent może dobrze odpowiedzieć na terapię wspierającą bądź terapię nakierowaną na cel; Trzeba wziąć pod uwagę wyraźne ryzyko samobójstwa
  12. Chodzimy teraz po grząskim gruncie... Powtórzę: rodzina chorób z zakresu schizofrenii jest czymś szczególnym, specyficznym, nie mającym prostego odniesienia do innych jednostek klinicznych. Stąd właśnie, między innymi, człowiek z psychozą wywołaną narkotykami nie jest człowiekiem doświadczającym psychozy w ramach schizofrenii - a przecież obaj mogą przejawiać ten sam zestaw urojeń / omamów. Tym "szczególnym czymś" jest wspomniana już (postępująca) dezintegracja jaźni, brak systemu "filtrów" sprawiających, że tzw. zwykła osoba może radzić sobie z rzeczywistością na (bardzo) podstawowym poziomie. Stopniowy rozpad self obserwuje głęboki, podświadomy paradygmat, zakotwiczony w naszym mózgu przez ewolucję... i - kiedy wystąpi taka potrzeba - nie dopuści do kompletnej zagłady "ja", bo taka jest jego rola. Stąd właśnie psychotyczne mechanizmy obronne: myślenie magiczne, intensywna ucieczka w świat fantazji, dysocjacja, depersonalizacja, derealizacja, ekstremalny splitting, tzw. quasi-psychoza, w końcu - "właściwa" psychoza. Bo lepsza już psychoza niż przerażająca pustka, jak to ujął Millon w opisywanych przez siebie przypadkach. Paradygmat ma zakodowane, że istnieje los gorszy od śmierci. Oczywiście istnieją osoby, które tej brzytwy przestaną się chwytać... A neuroleptyki nie odbudowują rdzenia tożsamości. To, że bardzo uprościłem opis całego zjawiska powinno być oczywistością. Analogii z fizjologią zwyczajnie nie rozumiem. Chodzi o jakąś elitarność chorób i wynikające z nich korzyści? Albo o to, że jakieś Fki nie mogą współwystępować? Przecież określiłem swoje stanowisko w poprzednim poście: najważniejszym pozostaje namierzenie rdzenia problemów albo "problemów" - jak się on objawia, to już inna sprawa. Sprawę komplikuje oczywiście kwestia zewnętrznych okoliczności (i ich definicji).
  13. Zaburzenia nastroju są zaburzeniami nastroju, nerwice - nerwicami, zaburzenia osobowości - chyba nie muszę dalej uzupełniać... Nie ma czegoś takiego jak jednostka kliniczna przejawiająca się jako inna "F-ka". Rozumiem, że np. diagnozy PTSD i nerwicy lękowej charakteryzują się na pewnym poziomie bardzo podobną listą objawów, ale to wciąż nie to samo. Jeden bardzo ciężki przypadek borderline, o którym czytałem zaleczony został dopiero klozapiną, lekiem ostatniego rzutu w leczeniu innej "efki" - schizofrenii. A borderline także "zawiera" w sobie stany psychotyczne - a nie spełnia kryteriów schizofrenii. Choroby osi I i osi II mogą oczywiście się nakładać, ale w rzetelnym procesie diagnostycznym zawsze otrzymać można specyficzny, spójny kontekst. Lęk przechodzący w panikę? MCDD? A dlaczego nie Zespół Lęku Uogólnionego (GAD)? To tylko przykład... Myślenie magiczne, ew. nadwartościowe, plus obowiązkowe ruminacje, typowe dla STPD (pomijam te z wczesnych lat życia, bo jednak wiele dzieci myśli i zachowuje się "niestosownie"). Tu już "konkretniej". Najważniejszym pytaniem jednak pozostaje: odczuwasz rozpad tzw. ciągłości doświadczenia? Rozpad TOŻSAMOŚCI? Czy niezależnie od okoliczności, doświadczeń, masz wrażenie że nie żyjesz / jesteś kompletnie pusty w "środku"? Że TO życie nie jest "twoje"? Pisałeś o kompulsjach, obsesjach - żeby nie było: w pełni to rozumiem; sam doświadczam podobnych rzeczy. Lecz rdzeń jednostki schizofrenicznej / schizotypowej lokuje się gdzie indziej: kiedy wiesz, że cały świat dokonuje w stosunku do Ciebie INWAZJI, nawet w najbardziej subtelny sposób. Zasadza się to na paradoksie - nie wiesz, czym jest "ja", ale czujesz, że profanują to coś, co można by określić jako "esencję", bez możliwości bliższego określenia istoty tej właśnie "esencji". To właśnie jej brak implikuje brak granic ego... bo ono prawie nie istnieje. Uch.
  14. No ba, pełna racja - po cholerę komu kontekst, specyficzna struktura poznawcza? Leczmy osobowość zależną tak jak narcystyczną (przecież obie w sumie cierpią na niskie poczucie wartości! One mają dokładnie tak samo!), efekty będą wielkie. Taka tam aluzja...
  15. Przepraszam za post pod postem. Bo odnośnie depresji / samobójstwa, w podejściu psychologicznym, sytuacja wygląda tak... Proszę, wybierzcie sobie ze szwedzkiego stołu, autorka tematu może się nawet odnajdzie w tej materii. Zasadę nowoczesnego myślenia przyswoiliśmy - wszyscy mają rację, nikt się nie myli.
×