Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
storytotell

Chcę zwiedzać świat!

Rekomendowane odpowiedzi

Witam wszystkich. Mam 30 lat i od 18 roku życia walczę z napadami paniki, lęków i sporymi wahaniami nastroju. Przez wiele lat mój problem polegał na tym, że bałem się wyjeżdżać z domu gdzieś dalej. Potem problem tak się pogłębił, że przestałem wychodzić z domu. Oczywiście starałem się z tym walczyć, ale na prawdę to nie chciało odejść. Raz bywało lepiej, raz gorzej. W końcu zdecydowałem się odwiedzić psychiatrę i ten przepisał mi Servenon (Escitalopramum). I powiem tak - ten lek na prawdę uratował mi życie. Zacząłem wychodzić do ludzi, zacząłem uprawiać sport, nawet sam jeździć w różne miejsca (co wcześniej było nie do pomyślenia). Lek brałem 5 lat i dziś jestem zupełnie innym człowiekiem.

 

Mimo że jest o wiele lepiej niż było - dalsze podróże dalej są dla mnie powodem do stresu i gdy byłem ostatnio na urlopie nad morzem to fakt - cieszyłem się, że tam jestem - jednak w całym ciele czułem dalej mocno stłumiony atak paniki/stres, jakby czekał tylko na sytuację do ataku... przez cały urlop zamiast zwiedzać i bawić się życiem, czekałem tylko aż wrócę do domu, żeby mieć spokój z tym stresem. Mam tego dość. Chcę zwiedzać świat, podróżować w najdalsze zakątki świata. Przez tyle lat nie wychodzenia z domu zarobiłem tyle (pracuję jako grafik), że spokojnie mógłbym pozwiedzać masę krajów, ale się po prostu boję. Nie mam pewności siebie. A przecież nie polecę samolotem gdzieś daleko, żeby się okazało, że choroba znowu wróciła.

 

Czy macie jakiś pomysł co powinienem zrobić? Zwiększyć dawkę (minimalna)? Zmienić lek? A może coś innego?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Probowales omowic sprawe ze swoim psychiatra? Wydaje mi sie, ze moglbys wspolnie z nim ulozyc plan, np lekarz moze zapisac Ci jakas lekka benzodiazepine na sam lot samolotem, a potem na miejscu jakbys czul napady paniki, to moglbys np za zgoda lekarza zwiekszyc czasowo dawke, albo wlaczyc inny lek. Ze wzgledu na mozliwe skutki uboczne byc moze lepiej by bylo wlaczyc nowy lek tak na miesiac przed wyjazdem? Nie wiem, ale na pewno sa jakies opcje.

I nie wiem, jak u Ciebie, ale im normalniejsze cos sie staje, tym mniej jest straszne. Np jak podrozowanie bedzie stalym punktem Twojego terminarza np 4 razy do roku, to bedzie raczej mniej Cie przerazac.

Ja sie boje latac samolotem, jakis czas bralam oxazepam przed lotem, ale teraz nie biore nic. Im czesciej latam, tym mniej sie boje, choc niepokoj i dyskomfort pozostaje. Teraz, ze wzgledu na naglosniony bardzo problem terroryzmu, boje sie tez troche przebywac w miejscach bardzo turystycznych, tez uwazam, ze przez to napiecie i strach moje wakacje sa mniej satysfakcjonujace. Tez zdarza mi sie czekac juz na powrot, zeby nie musiec sie bac czy martwic. Ale juz dawno postanowilam, ze choroba nie bedzie decydowac o moim zyciu, wiec pomimo tych problemow jezdze kilka razy do roku. Jeden wyjazd jest lepszy, inny gorszy, ze wzgledu na moja psychike, ale po kazdym pomimo to pozostaja super wspomnienia i taka satysfakcja, ze zyje normalnie, ze dalam rade no i radosc, ze zobaczylam troche z cudownych miejsc.

warto tez, jesli masz mozliwosc, wybrac sie z beztroskimi i rozrywkowymi znajomymi, takimi, przy ktorych nie bedziesz mial czasu sie zatanawiac nad czymkolwiek ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za odpowiedzi. Dawkę leku miałem zawsze 5 mg. Przez jakiś czas była 10 mg, ale potem znów 5 mg.

Na pewno jest w tym dużo racji, że warto coś robić często, żeby lęk pokonać.

Chętnie porozmawiałbym o tym ze swoim lekarzem, ale mimo iż lek dobrał dobry to niestety ma dziwne podejście do pacjenta, ciężko się z nim rozmawia, jego nastawienie po prostu mi nie odpowiada. Chciałbym go zmienić. Jeśli możecie polecić kogoś dobrego we Wrocławiu lub okolicach to będę wdzięczny. Na pewno na znanym lekarzu się też rozejrzę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej!

Ja zmagam się z podobnym problemem. Jest ciężko, bo cały czas wychodzę ze strefy komfortu.

Wszelkie zmiany lokacji mnie przerażają. Już 2 tygodnie przed wyjazdem z dnia na dzień robię się coraz bardziej nerwowa i to nieprzyjemne zimno w całym ciele. Czytam jednak dużo książek, blogów z poradami, motywujących tekstów i to pomaga.

 

"Statki w porcie są bezpieczne, ale nie po to się je buduje."

To jeden z moich ulubionych cytatów.

 

W tym roku mam w planach lot do Japonii.

Sama, więc oczywiście bardzo przeżywam.

Ale chcę zmierzyć się z tym strachem.

Macie jakieś rady?

Najgorsze ponoć jest się wycofać...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No przyznam, że cytat jest konkretny, też mi się podoba.

Podziwiam, że sama decydujesz się na taką podróż.

Może też mi się kiedyś uda postawić taki krok. Masz rację, wycofać się to okropność w takich sytuacjach. Tyle razy się wycofywałem, że później czułem do siebie swego rodzaju obrzydzenie. Tylko łatwo się mówi jak się nie ma takiego problemu.

Korzystasz z jakiejś pomocy farmakologicznej?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Otoczenie ma duży wpływ. Dla osoby chcącej samemu kształtować swój los, może brzmieć to jak cios w twarz.

Proponuję obracanie się w towarzystwie podróżujących, jakiś vlogerów, itd.

W buddyzmie twierdzą, że warto mieć swojego mistrza medytacji.

W podróżach można zastosować tę zasadę. Poczytaj może jakieś starsze książki polskich podróżników. Oni mieli może nawet trudniej niż my. Tamta robotnicza rzeczywistość była trudna dla osób, które lubiły tułaczkę. To byli trochę tacy dezerterzy z walki o plan 5-letni. Może poznanie ich żywotów będzie dobrym pomysłem.

Do tego jacyś ludzie publiczni, jutuberzy, blogerzy. Mają tą jedną cenną cechę, że mają na tyle społecznych komepetnecji, że potrafią ciekawie opowiadać. Dla osoby nieśmiałej, znerwicowanej takie postacie mogą być dobrym przykładem.

 

Powodzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Potwierdzam to, co pisze Natla_Miness

Towarzystwo ludzi czesto i chetnie podrozujacych bardzo ulatwia sprawe, motywuje, oraz czesto wywoluje odrobine takiej rywalizacji, kto pojedzie dlaje, na dluzej, na ciekawszy wypad itd. To tez dziala bardzo motywujaco.

Na mnie motywujaco dziala tez czytanie ksiazek podrozniczych. Np lubie czytac jak pan Cejrowski zapakowal na plecy swoja lodowke, sprzedal i kupil sobie bilet w daleka podroz. Ot tak. Potem jak spal w hamaku a pod nim grasowaly stada mrowek i pajakow. Uwielbiam o tym czytac, bo wtedy moje podroze do turystycznych miejsc ze sprawna lazienka i biezaca woda wydaja sie takie bezpieczne i malo grozne ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedyś, dawno temu, gdy byłam jeszcze zdrowa marzyłam o podróżach. Najbardziej o takich kilkumiesięcznych z plecakiem przez świat. Niestety wtedy nie było to możliwe ze względów finansowych.

Dziś mogłabym to zrobić, ale

po pierwsze: straciłam prawie całkowicie zainteresowanie światem i zdolność właściwego odbierania emocji;

po drugie: boję się, że nie dam sobie rady - paraliżuje mnie strach, że gdzieś na końcu świata dopadnie mnie odrętwienie, zobojętnienie albo panika :shock:

Jest nawet osoba, która proponuje mi taki wyjazd a ja co? Nie potrafię się jednoznacznie zdeklarować - chwile, gdy czuję, że już mogłabym biec do samolotu przeplatają się z panicznym strachem przed nieznanym :bezradny:

Nie wiem, czy jestem wstanie pokonać swój lęk a przede wszystkim, czy powinnam to robić???

(Czasem, gdy czuję się lepiej czytam o cudzych podróżach i z żalu i zazdrości ryczę jak bóbr :why: )

 

Jak na razie ograniczam się do wycieczek zorganizowanych i myślę, że jest to na początek dobra i bezpieczna opcja dla Ciebie storytotell. Oczywiście dla komfortu (w razie nagłej potrzeby) warto byś miał przy sobie jakiś dobrze działający na Ciebie środek.

Dla jasności - mnie też już na kilka dni przed wyjazdem ogarnia niepokój, czasem nawet nagła chęć rezygnacji, ale nauczyłam się już, że trzeba to wytrzymać, zwalczyć bo potem jest już znacznie lepiej i uwaga skupia się na całkiem innych rzeczach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A podróże przez internet? Wiem, że to nie to samo. Ale jest wiele narzędzi. Choćby Google Maps, czy Street View. Dobrze mają ci, którzy się interesują architekturą, bo jest ona w każdym mieście. :D

Strona: Forum Polskich Wieżowców. To jedne z większych forów w Polsce. Jest wiele zdjęć z różnych polskich miast. Bo drapaczy chmur u nas mało.

 

A może jest jakaś strona dla podróżników "palcem po GPS"? :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hmmm fajne tez sa rozne reportaze podroznicze, na National Geographic, czy chocby nasze produkcje, tez sa bardzo fajne.

Astowidad mi tez sie bardzo pogarsza przed podroza, boje sie, niepokoje, denerwuje, ale nie zrezygnuje z kilku powodow:

1. Lubie podrozowac

powod 2 i 3 maja po kilka lat a ich rozczarowanie odwolana podroza przesladowaloby mnie latami ;)

a powod nr 4 to maz, ktory skutecznie trzyma mnie w pionie i nie ma zbyt wiele zrozumienia dla "zaburzen psychicznych". Z jednej strony czasem to frustruje, ze ktos nie do konca Cie rozumie, z drugiej strony ciagle stawia poprzeczke wyzej, nie dajac sie rozmemlac i utopic w komforcie uzalania i zrozumienia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Polecam też fajną książkę "Droga, którą jadę" Juliany Buhring.

 

Autorka, to dziewczyna znikąd i niczyja. Pozbawiona wszystkiego: rodziców, dzieciństwa, domu, ojczyzny. Wychowana w okrutnej sekcie. Bita, gwałcona, zmuszana do żebrania. Odzierana z własnego ja…

Po latach prób znalezienia siebie spotkała miłość – człowieka, który jak ona chciał czuć, że żyje, i przeżywać życie całą pełnią. Podróżnik, odkrywca, przewodnik wypraw ekstremalnych. Mieli być razem. Na trzy tygodnie przedtem jej ukochany zginął... pożarty przez krokodyla. Świat Juliany się zawalił. Pogrążyła się w głębokiej depresji.

Wiedziała, że musi coś zrobić, żeby się ratować. Wtedy zrodził się pomysł objechania świata na rowerze. To, co zaczęło się jako akt rozpaczy, wkrótce stało się przyćmiewającym wszystko celem...

Po co to zrobiła? Żeby dać sobie powód do życia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×