Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Witam. Ciezko mi cokolwiek napisac, bo już nawet nie mam siły oddychacm a co dopiero myslec. Moj problem zaczal sie ponad pół roku temu. Chociaz moze i wczesniej, ale nie odczuwalam tego tak silnie. Po 1,5 roku zwiazku zostawil mnie chłopak, dla którego zrobiłabym wszystko. Rozstał sie ze mną z mojej winy i moze dlatego też to wszystko tak mnie boli i jeszcze bardziej przytłacza, ponieważ o wszystko obwiniam siebie. Nie cofne czasu, wiem o tym, ale staralam sie jak moglam dopóki nie powiedział, że już mnie nie kocha. Nie umiem życ bez niego. Nie potrafie nie podniesc po tym. Nie wiedziałam nigdy, że można kogoś tak pokochac z całego serca, aby oddac za niego swoje wlasne zycie, wskoczyc w ogień. Każdy dzien nie jest nastepnym dniem, nową szansa. Jest tylko kolejnym dniem bez niego. Dniem, w ktorym nie widze jego usmiechu, nie czuje jego obecnosci. Mijanie go i zwykle 'czesc' boli jak cholera. Mam ochote płakac z bólu.

Miewałam ataki płaczu, mama musiala mnie uspokajac. Nie mam sily na nic, nic nie ma dla mnie znaczenia, moze dlatego prawie zawalilam II klase liceum. Ale jakos sobie poradzilam. Ogarnela mnie ahedonia i bezradnosc. Przytlacza mnie to, ze musze udawac, że jest ze mną okej. Winie sie za wszystko i tym samym karam samą siebie. Ciełam sie, mam pelno blizn na udach, nawet do miesa. Moze juz z 2 miesiace tego nie robie, poniewaz chcialam w wakacje zalozyc krotkie spodenki (jakby w ogole byl sens gdziekolwiek wychodzic). Ale odbijajac: robilam wiele glupich rzeczy: podtapialam sie, przypalam papierosem, piłam na umór i imprezowałam z przypadkowymi chłopakami. Jednak nigdy z żadnych (oprocz mojego byłego chłopaka) nie sypiałam. Tylko sie nimi bawiłam. Teraz nadal nie mam nic. Przyjaciele sie odwrócili, bo sie zmieniłam, zamknełam w sobie. Zostalam z tym sama. Z ta pustką, której nie potrafie wypełnic. To straszne budzic sie ze swiadomością, że nie ma po co wstawac, a tym bardziej dla kogo. Nikt mnie nie rozumie. Nie mam z kim o tym porozmawiac. Kiedys mialam, ale również ta osoba odeszła. Duzo razy mdlalam denerwujac sie tym. Zaspisano mi leki na uspokojenie, ale ich nie biore. Nie umiem sie odnalezc, czuje ze kazdy ma mnie za najgorsza. Mialam rowniez probe samobojcza, ale uratowal mnie przyjaciel. Nadal miewam mysli, aby skonczyc z tym wszystkim. Rodzina nie wie o tym wszystkim. Mama tylko pare razy widziala jak za nim placze, ale powiedziala, ze mi przejdzie, ze kogos poznam. A nie przechodzi. Nie chce nawet nikogo innego poznac. Chce jego. Zaczelam jednak znow udawac, ze jest w porzadku i ze o nim zapomniałam. A mowie to tylko dlatego, aby nie robic z siebie ofiary.

Napisałam to ponieważ chcialam w jakis sposob, aby to ze mnie wyplynelo juz ktorys, niepotrzebny raz. Doceniajcie to co macie i kogo, pielegnujcie miłośc. Pozdrawiam i dziekuje za przeczytanie, P.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie obędzie się raczej bez odkrycia karty, która się nazywa ,,z mojej winy''?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właśnie. Dobrze byłoby, gdybyś napisała gdzie tej swojej winy upatrujesz. Rozumiem, że Ci ciężko o tym pisać ale jeśli oczekujesz pomocy, to opowiedz o problemie trochę dokładniej. I jeszcze wtrącę, że ja byłem w związku, niewiele dłuższym. Po zdradzie przez tą "drugą połówkę" rok albo i dłużej próbowałem zapomnieć o Niej. Zapomnieć się nie udało, bo to w końcu pierwszy poważny związek, ale teraz jak wracam myślami do tej dziewczyny, to wiesz co czuję? zupełnie nic. Ani smutku, ani radości, kompletnie nic. Wydawało mi się, że to już związek na zawsze, że ona jest idealna itp. Jakoś z 2 lata musiały przelecieć, żebym się przyzwyczaił do życia bez mojej byłej. No ale się udało, wiem że gdzieś tam jest jakaś Kasia, czy Klaudia, w której będę mógł się zakochać, i mi z nią wyjdzie. Może za 5 lat, może za 10 ale jest ta osoba, tego jestem pewien. Też do tego dojdziesz. Nie zaskoczę Cię pisząc, że do wszystkiego potrzeba czasu. No ale taka prawda. A tylko oczywiście nie myśl sobie, że poczekasz x lat czy miesięcy jeszcze i samo przejdzie. Czasowi warto pomagać. Pomagać nie zamykając się w sobie. Najgorsze jest zamykanie się na cały świat tylko przez to, że jedna osoba (nieważne, co do tej osoby czułaś) Cię zraniła. Owszem to bolesne, ale głupotą jest izolowanie się. Tym tylko pogarszasz sprawę. Zapijanie się na imprezach też nijak Ci pomoże. Samobójstwo, o którym wspominałaś tym bardziej. Nawet jeśli już nie zależy Ci na Twoim życiu, to pomyśl o Twoich rodzicach. Ty Po krótkim związku tak się przyzwyczaiłaś do partnera, że sobie rady nie dajesz, gdy odszedł (od Ciebie). Twoi rodzice Cię wychowywali i wychowują, są z Tobą o wiele dłużej, kochają Cię prawdopodobnie tryliard razy mocniej, niż Ty kochałaś/kochasz Twojego byłego. Pomyśl co oni by przeżyli, gdybyś Ty odeszła. I nie odeszła w sensie, że zerwała kontakt, tylko naprawdę odeszła, zmarła. Dobra ale kończąc moją straszliwie chaotyczną wypowiedź.. Izolowanie się, zamykanie na resztę to ogromny błąd, tym tylko pogorszysz sprawę. No bo nie tyle, że nie będziesz miała faceta, nie będziesz miała nikogo. kompletnie nikogo. Jeszcze raczej nie jesteś w tym na tyle pogrążona, żeby nie dało się z tym nic zrobić. Musisz pogodzić się z tym, że zerwaliście. Nie wierzę, żeby nie było nikogo, kto da radę wypełnić tą pustkę. No po prostu nie wierzę. Napisz dokładniej, czemu uważasz, że z Twojej winy zerwał z Tobą. Wtedy będzie można coś konkretnego doradzić. Tak myślę. Pozdrawiam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj. W sumie z tego co napisałaś wnioskuję, że masz depresję. Sytuacyjną-jeśli tęsknota za chłopakiem minie ona także. Jednak wiem, że Ci na tyle ciężko, że nie możesz o nim zapomnieć. Na tyle Cię rozumiem, że także po 1,5 r sie rozstalam z mojej winy. To pogłębiło moją depresję jednak to była stosunkowo mała przyczyna. Bylam u psychiatry, psychologa... psychoatra pomaaga z psycholoa zrezygnowałam. Proponuję to samo, jednak z naciskiem na psychiatrę po antydepresanty..trzymaj się

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×