Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
aga1980

Po wielu latach postanowiłam stawić czoła!

Rekomendowane odpowiedzi

Witam wszystkich! Piszę żeby podzielić sie z wami swoim problemem i jednoczesnie zeby zmotywować sie do walki. Od 10 lat jestem w związku z mezczyzna który strasznie mnie przytłacza. Na poczatku wszystko wygladało rózowo. Po paru latach zdecyowalismy sie na slub, mieszkamy razem od jakichs dwoch. Moje problemy zaczęły się juz dawno temu ale strałam sie ich chyba nie dostrzegac bo bardzo bałam sie porzucenia. Z dna na dzien z osoby energicznej, pewnej siebie, wygadanej stawałam sie coraz bardziej zamknieta w sobie, coraz słabsza i coraz bardziej zoobojetniala. Ludzie z którymi iedys sie przyjaznilam zaczeli sie odsuwac, a ja zaczelam sie ich zwyczajnie bac (kazde spotkanie zaczynalo sie dla mnie wiazac z ogromnym stresem, z tym ze mnie oceniaja, ze jestem beznadziejna, ze mnie nie akceptuja)Złość która mam w sobie dusiłam przez bardzo długi czas. Jakis rok temu zaczely sie moje inne objawy- nieustannie towarzyszyly mi mysli o tym ze cos ze mna nie tak (psychcznie), ze nie jestem juz taka jak kiedys. Urwałam wszystkie kontakty ze znajomymi. I nie mogłam odpedzic sie od tych mysli. Mam wrazenie ze bylo to jakies wyimaginowanie problemu (chyba tak samo jak z hipochondria), po to by nie musiec myslec o prawdziwym konflikcie. Miałam wrazenie ze to jakaks psychiczna choroba. W końcu postanowiłam sie wybrac do psychologa który uświadomił mi ze ciagle zamartwianie sie jakims problemem który nie istnieje (w moim wypadku była to paranoidalna obawa o własne zdrowie psychiczne ), jest mechanizmem, droga ucieczki która sama sobie wymyslilam zeby nie musiec stawiac czola prawdziwym problemom. No i teraz do sedna- chciałabym wyzwolic sie z ciaglego zamartwiania sie, chciałabym na nowo odzyskac swoje sily i swoje wlane zdanie (przy męzu który jest tak dominujący, który jest wszedzie gwiazda i którego wszyscy uwielbiaja- jest przystojny, inteligentny, ma swietna prace, jest zawsze dusza towarzystwa- jest to piekielnie trudne). Jak znalezc w sobie sile by na nowo stanac do walki? Jak odzyskac entuzjazm i energie do zycia? Dodam jeszcze ze mimo wsyzstko kocham meza i chciałabym sie nauzyc na nowo zyc z nim, ale prede wszystkim dla siebie samej. I na nowo byc szczesliwa. Czy ktos ma za soba podobne dowiadzenia?Poradzcie cos.

Pozdrawiam:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

aga1980 witaj na forum!

 

przeczytalam twoj post i jedyne co na poczatek nasuwa mi sie do glowy to wizyta u psychologa. myse, ze spojrzenie z perspektywy na twoje problemy da ci zupelnie inny wzglad na wiele spraw...

 

napewno nie jestes chora psychicznie i wybij sobie to z glowy!!! nic takiego ci nie grozi!!! ale wiem jak trudno odgonic takie nekajace mysli, wiem, bo sama sie nie potrafie od nich uwolnic. nie bede pisac co dokladnie mi jest - mozesz przeczytac...

 

natomiast nie poddawaj sie i walcz o siebie, bo nigdy nie jest tak zle zeby nie moglo byc lepiej!!!

 

polecam wizyte i ujakiegos specjalisty i rozpracowanie tego co cie gnebi a gwarantuje, ze bedzie lepiej

 

pozdrawiam :smile:

 

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 1:11 pm ]

aha i jeszcze jedno. czy twoj maz wie o twoim problemie?? i wogole jakie sa stosunki miedzy wami, bo to tez jest bardzo wazne...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mój mąż jest chyba za bardzo skoncentrowany na sobie zeby dostrzec ten problem. Próbowałam z nim nie ra rozmawiac na ten temat, ale on tego nie jest w stanie zrozumiec (jest bardzo pewny siebie i nigdy nie mial takich problemow- ja tez jeszcze pare lat temu pewnie bym nie zrozumiala...). Więc na pomoc z jego strony nie moge i nie chce liczyc- mysle z reszta ze to po czesci zwiazek z nim doprowadzil mnie do moich kompleksow, z drugiej strony nie chce go obwiniac, bo to przeciez nie jego wina. W kazdym badz razie teraz jest mi ciezko. Dodatkowo dochodzi to ze przy osobie która przez cały czas podkresla jaka jest swietna i ma rodzine ktora patrzy na niego jak w obrazek... Gdziekolwiek nie pojdziemy czuje sie z nim porownywana i wiem ze wypadam gorzej. Jego rodzina jest bardzo wykształcona, zamożna, i od poczatku odkad sie znamy gdzies to wisialo w powietrzu ze ja nie pochodze z az tak "dobrego" domu, ze nie mamy tyle pieniedzy, takiego wykształcenia itp. Wszyscy sa tam wychowywani w atmosferze samouwielbienia itp. No a pozniej to sie juz samo nakreca- idziemy do znajomych, chcialabym cos powiedziec ale nie mowie, bo podskornie czuje ze i tak wypadne blado, ze on zaraz cos doda i i tak ja sie nie bede liczyc. Próbowałam stworzyc grono swoich wlasnych znajomych, ale moje kompleksy sa posuniete juz tak gleboko ze nawet jak jestem bez niego, mam duze trudnosci zeby sie otworzyc na innych i byc spontaniczna i naturalna. No i wtedy to wszystko wypada jeszcze gorzej. Sama juz nie wiem czego chce, co mi sie podoba, co jest dla mnie wazne...nie mam własnego zdania. Czuje sie troche tak jakby jego ego zeżarło moje:(I przez to jestem skwaszona i nieszczesliwa. Jak wyzwolic sie z tego i bez niszczenia tego zwiazku odzyskac siebie? Do psychologa chodze od niedawna, wiec mam nadzieje ze to przyniesie jakies efekty. Jakies inne rady? Moze ktos byl w podobnej sytuacji?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Próbowałam stworzyc grono swoich wlasnych znajomych, ale moje kompleksy sa posuniete juz tak gleboko ze nawet jak jestem bez niego, mam duze trudnosci zeby sie otworzyc na innych i byc spontaniczna i naturalna. No i wtedy to wszystko wypada jeszcze gorzej

Aga, może zamiast grona znajomych, potrzebujesz jednej przyjaciółki, której odważysz się opowiedzieć o swoich problemach.

Powinnaś pójść na terapię, pomóc sobie odbudować wiarę we własne możliwości i wartości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam to samo zdanie co przedmowca.

Lepszy jeden dobry przyjaciel niz kilku bezwartosciowych znajomych.

A terapia bardzo pomaga (sama chodzę) . Krok po kroczku dojdziesz do siebie.

 

Trzymaj się, nie jestes sama!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja widzę niską samoocenę, brak wiary w siebie. Jesteś wartościowym człowiekiem i nie rozumiem dlaczego uważasz się za kogos gorszego od innych, a w szczególności od męża.Wybrał Cię spośród wielu, innych kobiet,a więc coś w Tobie dominowało co go przyciągnęło.

Ja jednak uważam że mimo wszystko powinnas porozmawiać z mężem o nurtujących Cie problemach. W małżeństwie powinno się żyć razem a nie obok siebie. Małżonkowie powinni znać swoje problemy i rozwiązywać je wspólnie.

Więc na pomoc z jego strony nie moge i nie chce liczyc- mysle z reszta ze to po czesci zwiazek z nim doprowadzil mnie do moich kompleksow,
. Kto Ci może pomóc jak nie własny mąż?

Myślę że psychoterapia zmieni Twoje myślenie i będziesz umiała porozumieć się z mężęm, poniewaz to jest podstawa Twojego dobrego samopoczucia.

Powodzenia. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się poprzedniczką. Więcej wiary w siebie i w swoje możliwości!

W małżeństwie powinno się isc razem przez zycie, bezwględu na wszystko. Mów mu o tym co Cię trapi!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za odpowiedzi. Cała nadzieja w terapii! Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ależ nie ma za co. Jesli masz jakiś problem to wal śmiało:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mysle, ze jeszce jednak sporo do zrobienia co nie znaczy, ze nie dasz rady :) Rozumiem, ze kochasz meza i nie zamierzasz niczego zmieniac w tym temacie ale terapia ma to do siebie, ze wplywa na cale zycie i czasem nie da sie ochronic wybranego elementu. Dodatkowo najczesciej okazuje sie (tu mowie o swoich doswiadczeniach) , ze to co chcemy zachowac jest kluczem do wolosci. Tylko otwarcie przyznajac, ze wszystko moze sie zmienic, nawet nasze relacje z bliskimi, mozna zaczac walczyc.

 

Nie gniewaj sie, ze tak pisze, bo byc moze problem wcale nie tkwi w ukladzie z mezem ale powinnas brac pod uwage i taka mozliwosc, ze te relacje sie zmienia a nawet moze sie zdarzyc, ze by sobie pomoc bedziesz zmuszona zrezygnowac z tego zwiazku. Jest to tylko jedna z wielu mozliwosci ale uswiadomienie sobie i zaakceptowanie kazdej mozliwosci daje nam wieksze szanse.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ago,

 

Chcąc, czy nie musisz to usłyszeć. Uważ iż osoba Twojego małżonka przytłacza cię. Zobacz jak skrajne uwagi wypowiadasz na jego temat "myslę, że to jego wina", a za chwilę usprawiedliwiasz go "nie moge go obwiniać". To typowe dla nerwicowców.

 

Jeżeli Twój mąż nie potrafi z Tobą rozmawiać, to oznacza to iż pasuje mu taka sytuacjia żony-cichej myszki.

 

Pomyśl o sobie... Nie powinnaś tłamsić własnych pragnień. Mogę się założyć, że gdy wyjdziesz z bardziej odważnym pomysłaem na układ w waszym związeku mążbedzie oponował.

 

A to jest dowód na to, że widzi tylko czubek własnego nosa.

 

Nie zrozum mnie źle, nic nie mam do Twego ukochznego, ale ja sądzę, że przyczyna z Twoimi problememi leży w tym układzie małżeńskim.

 

Nie bój się zaoponować. Nie jesteś gorsza. Jesteś inna. Każdy z nas jest inny. A snoby nie maja prawa nas oceniać. Olej ich przytyki. pomyśl jaka jesteś piękna, młoda i ile rzeczy udało Ci się w życiu zdobyć.

 

Trzymam kciuki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×